rekolekcje 13 …


Nie wystarczą moje – nawet najdłuższe – modlitwy, kiedy ktoś potrzebuje chleba, odzienia, lekarza czy świadomości spokojnego jutra! Nie wystarczą moje najszczersze słowa współczucia, kiedy on potrzebuje świadomości bycia kochanym i szanowanym! Jaki pożytek z mojej pobożnej i słodkiej minki z uładzonym uśmieszkiem przyklejonym do ust, skoro on potrzebuje przywrócenia nadziei i doświadczenia konkretnej miłości.

A z drugiej strony przecież nie stać ani mnie, ani nikogo na bezpośrednie finansowe wspieranie wszystkich potrzebujących, na „drukowanie i rozdawanie pieniędzy”. Na to, nie stać nawet najbogatszych. Co więcej, w wielu przypadkach byłoby to deprawujące, bo ustawiczne dawanie i pomaganie może tylko pogłębiać wewnętrzne przekonanie o nieudolności i nieumiejętności radzenia sobie w życiu. I nie chodzi nawet o to, aby nie dawać bezmyślnie, ale aby dać coś więcej niż pieniądze, czy chwilową, materialną pomoc. Chodzi o to, aby dać ludziom nadzieję, przywrócić im poczucie sensu, przywrócić im wiarę w siebie i w innych, aby uczynić świat bardziej ludzkim i życzliwym. Nie chodzi o to, aby dawać stale jałmużnę, ale o to, aby znikła potrzeba dawania jałmużny. Czasami trzeba tak niewiele pomóc, podać rękę, okazać życzliwe zainteresowanie, dobroć, uprzejmość. A czasami trzeba się umieć podzielić tym co samemu się posiada … Nie, rzucić ochłap jałmużny, ale się podzielić! A nam tak trudno się dzielić, bo dla nas samych nie wystarczy. Czy na pewno nie wystarczy?

czytaj dalej w : serwisie rekolekcyjnym

Reklamy

mentalność eugeniczna …


„Na naszych oczach odradza się mentalność eugeniczna. To przerażające barbarzyństwo. Mam wrażenie, że ten sam mechanizm wypycha poza granice świata ludzi starych. Bo jeśli zaczynamy rozumieć nasze życie w kategoriach produktu, który – aby był aprobowany przez konsumenta – musi się legitymować pewną jakością, to w momencie, w którym ta jakość znika, produkt staje się nie do przyjęcia. Kontrola jakości żąda usunięcia go z supermarketu.

Jestem głęboko przekonany, że ważną sprężyną mentalności eutanazyjnej jest chęć wyrzucenia poza obszar naszego karnawałowego świata tych, którzy są nieznośnym dowodem ludzkiej niedoskonałości. Nie wolno psuć zabawy, rozbijać iluzji nieśmiertelności, nie wolno obciążać nikogo żadnymi obowiązkami – zwłaszcza tak przykrymi jak obowiązki wobec chorych i umierających.

Ludzka przygodność staje się tabu. Krańcową i przerażającą konsekwencją tego sposobu myślenia jest przekonanie, że ludzie upośledzeni, starzy, chorzy są tak nieznośni, iż muszą zniknąć.
Zresztą bardzo dobrze było to widoczne w reakcjach na starość i niedołężność Jana Pawła II. Po śmierci papieża mówiono, że czynem napisał ostatnią encyklikę, encyklikę cierpienia i śmierci.”

czytaj dalej u: Elizy Michalik w artykule „Czy cierpienie ma sens”