rozczarowujący „Kod…”


Rozczarowanie. Tak najkrócej mógłbym zrecenzować tę powieść. Na okładce zabrakło ostrzeżenia – podobnego do tych umieszczanych na pudełkach papierosów – „Minister zdrowia ostrzega, że w przypadku osób inteligentnych i wykształconych lektura może prowadzić do gwałtownych skoków ciśnienia wywołanych irytacją, co może niekorzystnie odbić się na ogólnym samopoczuciu, a w przypadku długotrwałego kontaktu z powieścią nawet do zmian patologicznych. Książka rekomendowana wyłącznie dla małointeligentnych antyklerykałów.”

czytaj dalej …

A ja sądzę, że podobnie należałoby skomentować nowy film James’a Cameron’a „Zaginiony grób Chrystusa”.

skąd się biorą kapłani?


W swoim życiu spotkałam i nadal spotykam wielu wspaniałych kapłanów, prawdziwych przyjaciół Boga i ludzi, na których wspomnienie serce się raduje i śpiewa z wdzięczności. Gdy tak dziękowałam za nich i polecałam w modlitwie Bogu nagle ze zdumieniem zadałam sobie pytanie: „Skąd się biorą kapłani?”.

czytaj dalej

rekolekcje 14 …


A może Pan Bóg pozwala nam czasami doświadczyć beznadziei, zagubienia, bezsensu, a nawet niepewności jutra, tylko po to, abyśmy zwrócili się ku Niemu i przypomnieli sobie, że ON JEST i że jest w naszym życiu daleko ważniejszy niż nasze codzienne małe kłopoty. Że ostatecznie to On jest Panem i Władcą całego Wszechświata i że bez Jego woli nawet wróbel nie spada na ziemię? Czy nie jest i tak, że to właśnie nasze zachłanne i nieraz nieuświadomione pragnienia i zachcianki, które nie mogą być spełnione, wprowadzają nas w stan przygnębienia i apatii, zniechęcenia i marazmu, bo zapominamy, że dla Boga jesteśmy daleko ważniejsi niż wiele wróbli? A może wystarczą tylko niewielkie zmiany w moim życiu, niewielkie retusze, odrobina dobrej woli, trochę więcej zdecydowania i samodyscypliny, aby życie okazało się bardziej znośne? A może trzeba zmienić coś w sobie samym, w moim sposobie widzenia, odbierania i wartościowania świata, aby moje życie stało się prostsze, szczęśliwsze, łatwiejsze?

czytaj dalej w : serwisie rekolekcyjnym

nowy moralizm …


Mamy dzisiaj do czynienia z “nowym moralizmem” lub raczej moralizatorstwem bez zobowiązań. Słowa kluczowe tego nowego moralizmu to: sprawiedliwość, pokój, ochrona przyrody, tolerancja, szacunek dla ludzkich wartości – słowa, które odwołują się do podstawowych wartości moralnych, których rzeczywiście potrzebujemy. Ale ten nowy moralizm pozostaje bardzo nieprecyzyjny i mętny i dlatego ześlizguje się niemal nieuchronnie w sferę populistycznej polityki, czy nawet politykierstwa. Jest to więc przede wszystkim „dictum” adresowane (zawsze) do innych, rodzaj moralizatorstwa bez osobistego zaangażowania i bez obowiązku wprowadzanie czegokolwiek w życie. Są to dobrze widziane w towarzystwie i na wykwintnych salonach „nowo-mowy”, politycznie poprawne ględzenie bez zobowiązań. A wszystko gęsto okraszone dobrze przyprawionym sosem tolerancji-humanizmu-wolności. Jest to na pewno także wyraz politycznej poprawności, tak bardzo modnej i czyniącej takie spustoszenia w społeczeństwach „pluszowej cywilizacji”, gdzie należy moralizować, ale ogólnikowo i bez zobowiązań, gdzie dobrze widziane jest ugrzecznione „rewolucjonizowanie i zmienianie świata”, ale bez osobistego zaangażowania, i gdzie broń Boże nie należy wywoływać osobistych wyrzutów sumienia, czy mówić o konieczności zaczynania zmian od siebie. „Pluszowa cywilizacja” zgadza się na moralność, ale bez jakichkolwiek wymagań i zmian. „Pluszowa cywilizacja” nigdy nie zrezygnuje z własnej wygody i dobrobytu, a co najwyżej rzuci ochłap jałmużny z tego co jej zbywa, bo to takie wzruszające i takie „moralnie dobrze widziane”. I tym właśnie nowy moralizm różni się od moralności. I w rzeczywistości ów nowy moralizm jest niemoralny!

Czytając kardynała Ratzingera
wykład „O europejskim kryzysie kultury” wygłoszony w Subiako na dzień przed śmiercią Jana Pawła II (1 kwietnia 2005)