rekolekcje 31 …


Trzeba oczywiście uważać i nie mylić tego, co za miłość jest brane, czyli namiastek miłości, albo jej karykatur, z prawdziwą Miłością. Miłość, o której tutaj mowa nie ma nic wspólnego z mdłym sentymentalizmem i naiwną uczuciowością, czy z cielesną żądzą. Jest bowiem i tak, że Szatan próbuje nawet Miłość zniekształcić i nazywa fałszywie miłością to, co nie ma z Nią nic wspólnego. Wystarczy tylko przypomnieć wyrażenia z języka potocznego, takie jak „wolna miłość”, „uprawiać miłość”, czy „kochałem się z moją dziewczyną”. Albo jeszcze bardziej perwersyjne jej rodzaje, jak związki homoseksualne. Trzeba więc uważać, bo Miłość, ta prawdziwa, która „od Boga pochodzi i do Boga prowadzi” nie jest stanem uczuciowym, ale wolą czynienia dobra. Kochać zaś tak, jak Bóg kocha, to dawać, udzielać siebie bez pytania, a co ja z tego będę miał. Kochać w tym znaczeniu to nie szukać swego, nie pragnąć, niczego innego jak dobra osoby kochanej. A Miłość taka nie jest na pewno miłością pobłażliwą, czułostkową i naiwną.

czytaj dalej w : serwisie rekolekcyjnym

Zmierzch czy inwazja chrześcijaństwa?


Mnie dużo bardziej niż komercjalizacja martwi i irytuje polityczna poprawność, o której nieraz na tych łamach pisałem, a która każe swoim wyznawcom m.in. wyrzucać ze szkół szopki i choinki bożonarodzeniowe, bo ponoć chrześcijańskie symbole i tradycje mogą obrazić np. muzułmanów. Komercjalizację można nawet wykorzystać, wchodząc jej drzwiami, a wychodząc swoimi. Innymi słowy, można ją uczynić punktem wyjścia do głębszej refleksji. Natomiast polityczna poprawność jako współczesna wersja komunistycznej rewolucji jest ze wszech miar niebezpieczna. Ma bowiem gębę pełną szczytnych haseł, a w gruncie rzeczy rozmontowuje nie tylko zdrową tradycję, ale wypływające z ludzkiej natury podstawy cywilizacji, w tym szczególnie pojęcie rodziny.

No to jak to jest z tym chrześcijaństwem? Czy jest ono systematycznie spychane w niebyt, czy też – wręcz przeciwnie – zdobywa nowe przyczółki? Przeważa raczej opinia, że przełom XX i XXI wieku nie jest najlepszym czasem dla chrześcijaństwa: dechrystianizacja, sekularyzacja, laicyzacja (dodajmy: bolesna lustracja), a z drugiej strony islamizacja wielu części świata są faktem. Nasza stara Europa wydaje się znudzona samą sobą. Zamiast rodzić dzieci, woli z jednej strony otwierać się na siłę roboczą z krajów muzułmańskich, a z drugiej propagować – począwszy od szkół – małżeństwa homoseksualne. Wielu unijnoeuropejskim przywódcom szwankuje pamięć i zdaje się, że nic nie Jeśli jednak wiedzą o chrześcijańskich korzeniach naszego kontynentu. z chrześcijaństwem jest tak kiepsko, to powstaje pytanie, kiedy było lepiej. W którym wieku liczba i jakość jego wyznawców budziła respekt na całym świecie?

Pyta Ks. Dariusz Kowalczyk SJ w W Drodze

współczesny obraz Boga …


Coraz częściej ludzie oczekują, że Bóg będzie czarodziejem spełniającym ich zachcianki i kaprysy, a w razie wpadki cudownie interweniującym, aby ich wybawić z kłopotu. Kościół zaś to tylko instytucja charytatywna rozdająca za darmo cudownie rozmnożony chleb, albo –lepiej i wygodniej- pieniążki, a chwilach podniosłych i uroczystych zapewniająca wzruszające przeżycia lub w chwilach trudnych dostarczająca duchowej pociechy, ale bez prawa do stawiania jakichkolwiek wymagań moralnych. I absolutnie żadnej krytyki czy mówienia o grzechu, winie, zadośćuczynieniu !!! bo radykalnie „spadnie oglądalność”.