dlaczego nie należy dyskutować ze ślepymi o kolorach?

Próba opisu uczucia miłości, gniewu, frustracji, smutku, gniewu, zawodu czy jakiegokolwiek innego uczucia ludzkiego z punktu widzenia fizyki, biologii, chemii, czy matematyki jest absurdalna i z góry skazana na niepowodzenie. Czy znaczy to, że uczucia te nie istnieją, że są wymysłem paru uczuciowych oszołomów, zbiorową halucynacją, kłamstwem, nieuczciwą manipulacją lub czymś podobnym?

Kiedy były ateista André Frossard napisał książkę „Bóg istnieje, ja Go spotkałem”, wielu spośród niewierzących, ateistów, czy raczej anty-teistów podniosło krzyk posądzając ludzi pokroju André Frossard’a o halucynację, o nieuczciwość, o manipulacje.

Tak wielu ludzi w historii -ale i współcześnie również- mówi nam uczciwie i bez jakichkolwiek ukrytych intencji: „Bóg istnieje, ja go naprawdę spotkałem” i my im nie wierzymy, posądzamy ich o religijny fanatyzm, o urojenia, o przywidzenia, a nawet o złą wolę. To właśnie widoczne jest na wszystkich niemalże forach onet’u, czy innych any-teistycznie nastawionych stron internetowych.

Ale czy ta wypowiedź: „Bóg istnieje, ja go spotkałem” nie jest o wiele silniejsza i logicznie bardziej przekonywująca niż pojedyncze wypowiedzi ludzi zdecydowanie ateistycznie nastawionych, którzy mówią: „Bóg nie istnieje, bo ja go nie spotkałem!!!

Czy skoro człowiek ślepy mówi nam: słońce nie istnieje, bo ja go nie widzę, to czy rzeczywiście znaczy to, że słońca nie ma, że jest tylko moim przywidzeniem, skoro nie widzi go ślepy?

Co więcej, zdecydowana większość tych którzy twierdzą, że spotkali Boga, żyła i nadal żyje w sposób przekonywujący. Ludzie tacy jak św. Augustyn, św. Franciszek z Asyżu, Matka Teresa z Kalkuty czy Albert Schweitzer są przykładami tego co można zrobić jeśli wierzy się w Boga. Historia, ale i współczesność są pełne postaci, które z miłości do Boga ukochały człowieka.

A co zrobili i co robią nadal wielcy ateiści czy raczej anty-teiści z ich pogardą dla człowieka, z ich butą, pychą, … czy nie wystarczy przypomnieć wszystkich bezbożnych i ateistycznych rewolucji w imię humanizmu i wyzwolenia człowieka z dziesiątkami milionów ofiar bestialsko zamordowanych w imię ludzkości?

I proszę nie wyjeżdżać z mitologią wypraw krzyżowych i Inkwizycji. To już niemodne i dawno zdemitologizowane. Od razu może przypomnę, że w ciągu tylko dwóch lat Rewolucji Francuskiej zginęło 6-krotnie więcej ludzi, niż w ciągu 300 Hiszpańskiej Inkwizycji. Nie usprawiedliwiam w żadnym wypadku błędów wypraw krzyżowych czy Inkwizycji, ale warto wiedzieć, że ludzi ci żyli w zupełnie innej epoce i zupełnie innych warunkach kulturowych i przykładanie do ich postępowania współczesnej miary jest po prostu nieuczciwe.

Warto jednak –nawet tylko statystycznie, ale uczciwie i bezstronnie- zestawić „osiągnięcia” ateizmu i „przestępstwa” ludzi wierzących. A pomocna w tym na pewno będzie książka „Jak Kościół Katolicki zbudował cywilizację zachodnią?” – Thomas’a Woods’a

Czyż to też nie jest przekonywujące? Tylko porównaj uczciwie, co głosi i co zrobił dla cywilizacji Kościół, a co głoszą i co zrobili dla cywilizacji przeciwnicy Pana Boga.

Dlatego naprawdę nie warto dyskutować ze ślepymi o kolorach, a o istnieniu Boga z tymi, którzy matematyką, fizyką, biologią czy chemią chcą udowodnić Jego nieistnienie. Jeśli bowiem ktoś jest ślepy nie tylko na Boga, ale także na wartości moralne i etyczne, to jak go przekonać, że takie coś naprawdę istnieje?

Warto też przypomnieć słowa Chrystusa:
„Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich.” (Łk 21:12-17)

oraz słowa św. Pawła

„Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom.” (2 Tm 4:3-4)

Reklamy

dosyć łatwo rozpoznać, kto od kogo pochodzi …

Po tym poznajecie Ducha Bożego:
każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga.
Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga;
i to jest duch Antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie.

Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak mówi świat, a świat ich słucha.

My jesteśmy z Boga.
Ten, który zna Boga, słucha nas.
Kto nie jest z Boga, nas nie słucha.
W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu.

Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga.
Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.

(1J 4:2-3. 5-6. 7-8)

VIII Niedziela w ciągu roku – C

Syr 27,4-7

Gdy sitem się przesiewa, zostają odpadki, podobnie okazują się błędy człowieka w jego rozumowaniu.
Piec wystawia na próbę naczynia garncarza, a sprawdzianem człowieka jest jego wypowiedź.
Hodowlę drzewa poznaje się po jego owocach, podobnie serce człowieka – po rozumnym słowie.
Nie chwal człowieka, zanim poznasz, jak przemawia, to bowiem jest próbą dla ludzi.

1Kor 15,54-58

A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień? Ościeniem zaś śmierci jest grzech, a siłą grzechu Prawo. Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Przeto, bracia moi najmilsi, bądźcie wytrwali i niezachwiani, zajęci zawsze ofiarnie dziełem Pańskim, pamiętając, że trud wasz nie pozostaje daremny w Panu.

Łk 6,39-45

Opowiedział im też przypowieść: Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta.

Upominać czy nie upominać ?

Wydawać by się mogło, że dzisiejsza ewangelia zachęca nas do bierności wobec błędów naszych bliskich. Tak najczęściej chcemy ją tłumaczyć tym, którzy ośmielają się nam (!!!) zwracać uwagę. Bronimy się wtedy przed przykrymi uwagami dotyczącymi naszego charakteru czy zachowania, cytując pobożnie Pismo Św. i twierdząc, że Pan Jezus nie pozwala na zwracanie komuś uwagi, na upominanie, na korygowanie braterskie, bo nikt nie jest bez grzechu i nikt nie ma prawa wytykać mi moich błędów dopóki nie skoryguje własnych. Sprytne i przebiegłe, ale niestety nieprawdziwe, i ni mniej ni więcej tylko nadużycie Słowa Bożego do naszych potrzeb. Taka zresztą postawa, bierności wobec zła i -opartej pozornie na słowach Ewangelii- fałszywej miłości i źle pojętej tolerancji leży u źródeł tak bardzo krytykowanego przez Papieża Jana Pawła II konformizmu i permisywizmu. Jest to postawa wyrażająca się w rozumowaniu: „ja nie zwracam uwagi na twoje błędy, udaję że nie widzę twoich złych czynów, pozwalam ci robić co chcesz, a więc i ty daj mi święty spokój i nie wytykaj mi moich grzechów i zła przeze mnie popełnianego„. Taka postawa doskonale charakteryzuje stechnicyzowane i skomercjalizowane społeczeństwa zachodnie nastawione na sukces i biznes. Nikt do nikogo się nie wtrąca, każdy robi co chce i co uważa za słuszne, a wygrywa … ten, kto jest silniejszy!

Jest jednak faktem i to, że czasami zwracamy innym uwagę i napominamy bardzo gorliwie innych, po to, aby odwrócić uwagę od naszych błędów i naszych własnych potknięć. Ktoś bardzo mądrze powiedział, że jeśli samemu stoi się w błocie po kolana, to najlepiej pochlapać tym błotem innych, aby zaczęli zwracać uwagę na siebie wzajemnie i aby nie zauważyli przypadkiem, że ja sam jestem w błocie po kolana lub nawet po uszy.

Nie taka jest przecież nauka dzisiejszej Ewangelii. Jezus nie zabrania braterskiego korygowania i wzajemnego napominania. Wydaje się raczej mówić: „Upominając brata nie zapomnij, że najpierw siebie masz skorygować, że masz być świadomy swoich własnych słabości i próbując poprawiać i naprawiać innych podejmuj ustawiczne próby poprawiania siebie. Niech Twoje serce będzie pełne dobra, a wtedy będziesz mógł z większą skutecznością pomóc innym. Bo kiedy w twoim sercu jest zło, cóż dobrego możesz innym przekazać.”

Zwracając więc uwagę i korygując innych, nie zapominajmy, że pierwszym naszym obowiązkiem jest auto-korekcja w duchu prawdy i pokory. Te dwie cnoty zaś; prawda i pokora, wzajemnie się uzupełniają i w tym właśnie wypadku są najcenniejsze i najbardziej potrzebne … obu stronom. Tam gdzie nie ma pokory, nie ma prawdy. Tam gdzie nie ma prawdy, nie ma także i pokory.

Tylko z takim wewnętrznym nastawieniem – pokory i prawdy o nas samych – możemy się ośmielić na korygowanie innych.

Ale jest także i trzecia myśl w dzisiejszej Ewangelii zawarta w ostatnim zdaniu: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta.” Człowiek, który stale jest niezadowolony i stale krytykuje (szczególnie innych) nie nosi dobra w swoim sercu i tego dobra nigdzie zauważyć nie umie, nie potrafi!. Znamy takich ludzie, wiecznie niezadowolonych malkontentów, którzy chyba nawet w niebie będą narzekać i utyskiwać, krytykować i wytykać błędy innym. To są ludzie, którzy ze złego skarbca swego własnego serca wydobywają tylko zło. To ludzie, którym nie tylko brak pokory, którzy nie tylko nie żyją w prawdzie, ale którym nade wszystko brak miłości. To z obfitości ich serca mówią ich usta, stale narzekając i utyskując.

A ja, życzę wam wszystkim (i sobie oczywiście też!) tegoż właśnie ducha, pokory i poszukiwania prawdy.