nieformalne zawody

Od dłuższego czasu istnieje powiedzenie, że „coś jest głupie jak dyskusja na Onecie”. Niestety, jest to zdanie jak najbardziej prawdziwe.
To, co wypisują internauci w swoich komentarzach, przechodzi wyobrażenie normalnego człowieka. Na przykład pod informacją o śmierci polskich alpinistów pod Mont Blanc pojawiły się komentarze typu: „Dobrze im tak, po co się tam pchali”. Przytaczam jeden z łagodniejszych.

Ostatni tragiczny wypadek autobusu we Francji dał kolejną okazję do wypisywania złośliwości przyprawiających o drżenie. Podobnie było z tragedią, jaka spotkała mieszkańców podczęstochowskich wsi, gdzie wichura doszczętnie zniszczyła wiele domów.

Gwoli sprawiedliwości trzeba zaznaczyć, że Onet nie jest jedynym portalem, na którym pojawiają się głupie opinie. Podobne „mądrości” można znaleźć na wielu innych. Onet miał tylko to wątpliwe szczęście, że trafił do przytoczonego powiedzenia. Zresztą zupełnie zasłużenie.

Nie mam pojęcia, kim są ludzie wypisujący tak horrendalne opinie. Nie mam też pojęcia, czy jest ich dużo, czy mało. Są za to bardzo aktywni w Internecie. Jedno wiem na pewno, że wielkiego zła dopuszczają się redaktorzy odpowiedzialni za portale. Tego rodzaju komentarze mogliby przecież wrzucać prosto do kosza, a nie na stronę internetową. Czyżby prowadzili zawody o to, który portal zamieści głupsze opinie?

ks. Marek Gancarczyk, redaktor naczelny www.wiara.pl

niebezpieczne uwikłania II

Mężczyzna, odcinek o okultyzmie:

„Duża część mojego dzieciństwa była pogrążona w takim wstydzie, rozdrażnieniu, które później, z czasem jak stawałem się nastolatkiem, przerodziło się w taką wściekłość. Zacząłem tę wściekłość wyrażać na różne sposoby. Jako 11-latek uznałem, że nie ma Boga. Jako 13-latek słuchałem muzyki metalowej, która niosła przesłanie satanistyczne. Miałem mały ołtarz, na którym spalałem różne zwierzaki, robiłem też inne rzeczy. (…) Miałem w tym czasie dwóch takich bliskich kumpli i razem zaczęliśmy dostrzegać, że coś dziwnego dzieje się wokół nas. Przyszedł taki okres, że gdziekolwiek się pojawiliśmy razem to mieliśmy dziwne poczucie czyjejś obecności. Czuliśmy, że jest z nami niewidzialny byt… coś, co nam towarzyszy. (…) Prowadziłem bardzo szalony tryb życia. Robiłem wiele głupot. Dużo piłem, dużo ćpałem i myślałem, że to jest w moim przypadku jak najbardziej usprawiedliwione – no zwariowałem.

Mój kumpel, Pietruch, przyszedł do mnie po paru dniach i powiedział, że dokładnie od tego samego momentu ma takie same objawy. I pamiętam to jak przyszedł zrozpaczony, z bólem na twarzy, z taką rozpaczą w oczach: „Łukasz, zwariowałem…”
Ja się bardzo ucieszyłem, kiedy to usłyszałem. To było może takie absurdalne, ale pomyślałem sobie: „Nie jestem sam”. Spytałem, jak to się objawia i zaczął mówić identyczne rzeczy jak to, co działo się ze mną. Okazało się, że trzeci z nas ma też podobną jazdę.
(…) Przez x czasu byłem poza ciałem… Ale po jakimś czasie owa świadomość zaczęła się do mnie odzywać i zaczęła mnie uczyć. Stałem się uczniem tego ducha…
(…) Zacząłem mieć wszelkie objawy takiego totalnego udręczenia. Bardzo często przeżywałem paraliże, bardzo często słyszałem natrętne głosy, miałem halucynacje, miałem przedziwne doznania dotykowe. To wszystko działo się z niesamowitym natężeniem…
Cierpiałem tak bardzo, że wiedziałem, że długo tego nie wytrzymam. Nie miałem też najmniejszego pomysłu, w jaki sposób można było to zmienić… Nie wiedziałem, gdzie mógłbym pytać o pomoc. Miałem dużo myśli samobójczych w tym czasie, jedna z rzeczy, która mnie powstrzymywała przed samobójstwem to obawa, że moment, w którym popełnię samobójstwo, wcale nie będzie momentem, w którym się to zakończy.

Któregoś dnia przyszedł mi do głowy pomysł, to był dzień pełen myśli samobójczych, ale przyszedł mi do głowy pomysł, żeby spróbować się pomodlić. Jeden z moich starych kumpli w międzyczasie nawrócił się, skrzyknął taką grupę (…) powiedział, że oni się o mnie pomodlą i ten problem ustanie. Ja w to uwierzyłem, pojechałem tam. (…) Powiedziałem co mi jest, oni zaczęli się o mnie modlić, chwilę później gdzieś w moim wnętrzu zapadłem w jakąś taką delikatną błogość, to było jak taki trzysekundowy sen. Wybudziłem się tak jakby wszystkie rzeczy, które działy się do tego momentu nie miały miejsca – cała presja, wszystkie nerwy, wszystkie symptomy (…) Ja nie znałem uczucia radości już od lat, ale wyszedłem stamtąd z dziwnym dziecięcym poczuciem zadowolenia.”

Jarmark Cudów pokazuje ten nieznany świat w zupełnie nowatorski sposób
Emisje: soboty i niedziele sierpnia, godz. 21.05-21.25, TVP 3 (pasmo ogólnopolskie), start już w sobotę 4 sierpnia!
Więcej na ten temat: o skutkach „wiedzy tajemnej”

dobro i zło

Dobro i zło podstawowe pojęcia moralne bardzo często są mylone i utożsamiane jedynie z dobrym i złym samopoczuciem. Kiedy ja czuję się dobrze, kiedy mam pozytywne odczucia, kiedy nic mnie nie uwiera, to jest dobrze. Kiedy czuję się źle, kiedy coś mi dokucza, kiedy nie czuję się komfortowo, to jest złe … Nie obchodzi mnie co czują inni, jak inni się czują, czy jakie są ich wrażenia. Nie obchodzi mnie czy moje dobre samopoczucie ma negatywne skutki w życiu innych.

Z taką mentalnością religia nie jest akceptowana, przykazania są traktowane wybiórczo na zasadzie „co mi pasuje” …, a Bóg musi odpowiadać na moje zapotrzebowania i zachcianki psychicznego i sentymentalnego komfortu.

XVII Niedziela w ciągu roku – C


Rdz 18,20-32

Po czym Pan rzekł: Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się. Wtedy to ludzie ci odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie? Pan odpowiedział: Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich. Rzekł znowu Abraham: Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto? Pan rzekł: Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu. Abraham znów odezwał się tymi słowami: A może znalazłoby się tam czterdziestu? Pan rzekł: Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu. Wtedy Abraham powiedział: Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu? A na to Pan: Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu. Rzekł Abraham: Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu? Pan odpowiedział: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu. Na to Abraham: O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu? Odpowiedział Pan: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu.

Kol 2,12-14

Jako razem z Chrystusem pogrzebani w chrzcie, w Nim też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił. I was, umarłych na skutek występków i nieobrzezania waszego /grzesznego/ ciała, razem z Nim przywrócił do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża.

Łk 11,1-13

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie:

niech się święci Twoje imię;
niech przyjdzie Twoje królestwo!
Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień
i przebacz nam nasze grzechy,
bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił;
i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie.

Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

Ojcze nasz …

Ojcze nasz …
– czy myślę czasami jakie ma dla mnie znaczenie to małe słówko „nasz”?

Któryś jest w niebie …
– czy pamiętam, że ostatecznie i moje miejsce jest właśnie tam?

święć się imię Twoje …
-czy także przez moje życie?

przyjdź Królestwo Twoje …
– a co ja robię, aby to Królestwo rzeczywiście się objawiło?

bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi …
– tak łatwo powiedzieć, kiedy ta „wola Twoja” zgadza się z moją wolą…

chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj …
– i nie dawaj mi za dużo dóbr materialnych, bo zaślepiają i wtedy nie widzę, że i inni też tego chleba potrzebują, i ja mogę im go dać w Twoim imieniu,

i odpuść nam nasze winy …
– o tak, bo mamy ich mnóstwo i bez Twego miłosierdzia i przebaczenia nie ma dla nas zbawienia,

tak jak i my odpuszczamy naszym winowajcom …
– tego nie traktuj dosłownie, bo byłbym zgubiony, albo naucz mnie raczej przebaczać innym,

i nie wódź nas na pokuszenie …
– nawet jeśli coś mnie bardzo pociąga, przeszkadzaj mi w popełnieniu grzechu

ale nas zbaw od złego …
– po to przecież posłałeś Twojego Jedynego Syna

Amen …
– Niech tak się stanie

Ojcze nasz …

Modlę się także za tych, którzy już się nie modlą …

przykład myślenia z supermarketu …

tematy do przemyśleń… przychodzą z różnych stron(ważne że są)…. dziś czerpie z postu: m.rill.

12 września 2006 chrześcijanin – katolik?

jest już poniedziałek …(teraz wtorek…) jak sama nazwa wskazuje dzień po niedzieli 😉 a więc po dniu w którym należy(bedac katolikiem) iść do kosciola, by razem z innymi przeżyć sakrament komunii i cała mszę św., no tak…a ja jak co tydzień i tym razem ominąlem jedno z przykazań Bożych… fakt nie chodzę do kościola poza wyjatkowymi sytuacjami juz od przeszlo 2 lat… i tu nasuwa sie pytanie czy akceptujac ten stan rzeczy jestem prawdziwym katolikiem…czy mam prawo zwać się chrzescijaninem – katolikiem co tydzien popełniajac grzech ciężki… i to nie ukrywam głównie z lenistwa… przyznam że bardzo długi czas chodzilem do kosciola(jako jedyny w domu…)ze wzgledu na przyzwyczajenie, i takie wewnetrzne stwierdzenie „że tak trzeba” że powinienem pójść… później chodzilem bo mialem z kim isć… a to już droga weselsza…i wtedy już potrzebowalem impulsu z zewnatrz bo samemu ciężko było mi się przekonać do poswiecenia godziny dla Boga… aż zabraklo wkolo mnie ludzi do wspólnego wyjscia a jak już nawet byli to nie zwracalem na nich wiekszej uwagi…

jakie jest uzasadnienie tego że mlodzi ludzie wkraczajac w swiat doroslosci nagle przestaja sie interesowac kosciolem… na własnym doswiadczeniu widze ze po prostu nie czułem mszy… prowadzona malo interesujaco… chodzi głownie o kazanie doprowadzala mnie do kierowania mysli na zupelnie inne tory… a przeciez nie ma sensu chodzenie do kosciola tylko po to by siedziec przez godzine w lawce myslac o wczorajszej imprezie… to samo można robić bez wychodzenia z domu… dla mnie msza św. jest „świeta” tylko wtedy gdy angażuję sie w nia nie tylko cialem ale przede wszystkim emocjonalnie, duchowo… to ma dla mnie sens…i cel… to doprowadza pozniej iz wychodzac z kosciola jestesmy „lepsi” jakby namaszczeni dobrem, a boskie blogoslawienstwo na koniec rzeczywiscie prowadzi nas przez caly tydzien… to jest dla mnie istotą mszy… i po drugie absencja podkreslona lenistwem i odzwyczajeniem jest też motywowana moimi codziennymi krótkimi modlitwami przed snem… stwierdzam i czuje że mam racje, iż skoro Bóg jest wszedzie to moge z Nim rozmawiać gdzie zapragnę… nie koniecznie muszę udać się do kosciola by np. wyprosic zdanie egzaminu… to nie miejsce lecz zangażowanie sie w samą modlitwe decyduje dla mnie o przepływie duchowego łącza z Bogiem.

msza dla mnie jest po części wymyslem ludzi, jak i cała instytucja kościola… i jego prawdy,zasady często już mające archaiczne podejscie do wielu zyciowych spraw… slyszac na religii w szkole slowa ksiedza można było odniesc wrazenie ze zyje w epoce Polski Piastów a nie Kaczynskich… a do tego to co sie wyprawia teraz za bramami seminariów, plebanii: malwersacje, pedofilia, pijanstwo… tak księża są też ludźmi… wiem ale czy slyszac te wiadomosci nie zaczynamy sie wahac… fakt nie idziemy do kosciola dla ksiedza tylko dla blizszego spotknia z Bogiem… Jednak dla wielu ten cel zaczyna sie zacierac po obejrzeniu wiadmosci…

sadze że najważniejsza jest po prostu wiara… wiara w Boga i to wszystko co boskie, miłośc do Niego i do ludzi, kierowanie się w życiu dobrem, (to wszystko wiem bez codziennej wizyty w kosciele)… i choć wierze w zbawcza moc papieża, Kościola i jego pozytywną pracę, nie czuje sie zobowiazany do cotygodniowych niedzielnych wizyt w murach światynii…przynajmniej nie na tym etapie życia w którym sie teraz znajduje, a jesli ktoś uzna że przez to nie jestem prawdziwym katolikiem, to nie mam zamiaru sie kłócic, dla każdego to słowo ma troche odmienny wymiar podkreslony zapewne jego indywidualna realizacja… Na koniec stwierdzam, ze lepiej byc zagubioną owieczką wykonującą plan Boga troche obok niż biegającym na msze dewotem bez moralnych skrupułów… to tyle przemysleń

pozdrawiam
szymborski (17:12)

Jako komentarz tylko jedna uwaga: „To ja decyduję na czym polega wiara i co jest dla mnie dobre, a co nieodpowiednie. Dokładnie jak w supermarkecie.” Ręce opadają! 😦