czyń dobro, nie wahaj się …

Jeśli jest jakieś dobro, które można zrobić, ZRÓB JE!!! Nie ociągaj się i nie wahaj, nie czekaj do jutra. Może właśnie to przeważy szalę twoich grzechów.

Reklamy

Eks: księża, małżonkowie i zakonnicy

Ksiądz, małżonkowie, zakonnik lub zakonnica zobowiązali się do pewnego sposobu życia „aż do śmierci”. Jednak ich koleje losu potoczyły się tak, że nie byli wierni danym zobowiązaniom. Jaki jest ich status w Kościele? Co się dzieje z ich zobowiązaniami?

……

Otóż, aby dobrze zrozumieć złożoność tych przypadków, musimy przypomnieć sobie kilka prawd katechizmowych dotyczących sakramentów. W Kościele sakramenty dzielimy na te, które można przyjmować wielokrotnie w swoim życiu (sakrament Eucharystii, spowiedzi, namaszczenia chorych, małżeństwo – gdy wygasło poprzednie) oraz te, które są przyjmowane tylko raz w życiu (sakrament chrztu, bierzmowania, kapłaństwa). Tych drugich nie można się wyrzec i nie powtarza się ich, ponieważ wyciskają w duszy przyjmującego niezatarte znamię. Dlatego ten, kto raz przyjął kapłaństwo, nie może z niego zrezygnować, jest kapłanem na wieki.

Ponadto kapłani składają przysięgę zachowania celibatu. Jest to zobowiązanie dyscyplinarne – w dzisiejszych czasach wymagane od kapłanów przez Kościół rzymskokatolicki, ale należy pamiętać, że nie zawsze tak było. Co więcej kapłani grekokatoliccy, pod pewnymi warunkami, mogą zawrzeć związek małżeński.

Małżeństwo jest sakramentem nierozerwalnym. Kto raz je zawarł, nie może zawrzeć go powtórnie, dopóki trwa pierwszy jego związek, a trwa on do czasu śmierci jednego ze współmałżonków.

Śluby zakonne składane „aż do śmierci” nie są sakramentem. Jest to zobowiązanie składane przez zakonnika (lub zakonnicę) Panu Bogu wobec przełożonych zakonnych.

za: W Drodze

Zanim zaczniesz się gorszyć, warto może przeczytać tych kilka uwag …

bez komentarza :-)

SLD skontroluje księży
Newsweek Polska/a.

Ojciec Tadeusz Rydzyk będzie jednym z bohaterów „Białej księgi” pisanej przez polityków lewicy. SLD przygotowuje raport na temat nadużyć popełnianych przez księży – dowiedział się Newsweek.
Opracowaniem spisu błędów i wypaczeń zajmuje się m.in. sekretarz generalny Sojuszu Grzegorz Napieralski, były poseł Sławomir Jeneralski oraz uniwersyteccy specjaliści od prawa wyznaniowego. – W Polsce należy zacząć merytoryczną dyskusję na temat majątku duchownych oraz ich wpływu na instytucje państwa. Mam nadzieję, że nie będzie to odbierane jako wojna z Kościołem katolickim – przekonuje Napieralski.

Lewica uznała, że warto przybliżyć Polakom tajemnicę sukcesów finansowych księży. Dlatego autorzy raportu dokładnie prześwietlą zarówno interesy biznesmenów w koloratkach, jak i majątek samego Kościoła (m.in. ile i czy słusznie państwo zwróciło mu nieruchomości). Przygotowują też zestawienie sum przeznaczanych z budżetu państwa na wsparcie uczelni i stowarzyszeń katolickich, podliczą koszt przyznanych przywilejów podatkowych oraz sprawdzą, czy duchowni korzystający z tych ulg nie dopuszczają się nadużyć.

Ambicją polityków lewicy jest opisanie skuteczności księży w pozyskiwaniu pieniędzy publicznych. – Według naszych szacunków od chwili podpisania konkordatu Kościół wyciągnął z budżetu państwa do 5 mld zł – mówi Tomasz Kalita, rzecznik SLD. – Z pieniędzy podatników płaci się przecież za ubezpieczenia księży, naukę religii, składki na Fundusz Kościelny, opłaca się remonty zabytkowych obiektów sakralnych. Naciski duchownych sprawiają, że urzędnicy państwowi zwracają Kościołowi nieruchomości, nie tylko zagrabione przez komunistów, ale i takie, które nigdy nie należały do księży – wylicza.

Do „Białej księgi” trafią też propozycje rozwiązań prawnych na nowo regulujących stosunki państwo – Kościół, w tym postulat, by obrady Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu były jawne.

Sojusz zamówił już sondaże opinii publicznej na temat najbardziej drażliwych problemów społecznych: dopuszczalności aborcji, stosowania in vitro, finansowania Kościoła wyłącznie ze składek wiernych czy lekcji religii w szkołach. – Duchowni mają ambicję wpływania na uchwalane przez władzę świecką prawo dotyczące właśnie tych kwestii, dlatego chcemy poznać zdanie Polaków, czy rzeczywiście skłaniają się do restrykcyjnych zasad głoszonych przez Kościół, czy raczej wolą bardziej liberalne rozwiązania – przekonuje Napieralski.

– Na pewno przydałoby się pełne zestawienie relacji państwo – Kościół – ocenia dr Paweł Borecki z Katedry Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji UW. – W Polsce politycy i instytucje państwowe są uprzedzająco uczynne wobec księży, wykraczając poza ramy obowiązków narzuconych przez prawo.

Początkowo „Biała księga” miała się ukazać w maju, ale kierownictwo Sojuszu uznało, że z prezentacją lepiej poczekać. – Przedstawiając dokument po czerwcowym kongresie SLD, unikniemy łączenia dyskusji o tych trudnych problemach z rywalizacją o fotel przewodniczącego Sojuszu – wyjaśnia Sławomir Jeneralski.

Najwyraźniej już nawet w SLD nie wygrywają ci, którzy najgłośniej biją w kościelny bęben.

Od redakcji portalu Wiara.pl
Liczba samozwańczych „kontrolerów” księży rośnie w szybkim tempie. Dotychczas prym wiodła jedna z gazet. Teraz będą z nią rywalizowali w tej dziedzinie politycy. Super. A kto skontroluje kontrolujących? Żeby nie byli „uprzedzająco uczynni wobec księży”. 😉

Za: www.wiara.pl

Jako uzupełnienie tej wiadomości warto sobie poczytać co nieco „z tamtych czasów”

Waldemar Łysiak, w „Rzeczpospolitej Kłamców” tak to ujmuje:

„Gdyby się chciało cały ten przyjacielski geszeft „okragłostołowy” ująć jednym zdaniem — zdanie tak by brzmiało:

komuniści dostali zgodę na prywatne anektowanie większej części państwowego majątku, w zamian za co zrezygnowali z władzy politycznej, ale zostawili sobie instrumenty dające możliwość rychłej reaktywacji władzy.

(……)

„W czasie obrad «okrągłego stołu» ustalono, iż komuniści nie zostaną rozliczeni ze swej działalności, a ich wpływy polityczne w państwie nie zostaną naruszone. Jednocześnie przyjęto, że w systemie postkomunistycznym podstawowa klasa właścicieli w Polsce będzie środowisko komunistyczne oraz ludzie wywodzący się ze służb specjalnych. Dlatego po 1989 roku w sferze gospodarczej błyskawicznie postępowało uwłaszczanie się komunistów na majątku narodowym i przejmowanie przez nich na własność kolejnych firm i banków. Natomiast w sferze politycznej zablokowano desowietyzacęe, dekomunizacje i lustracje. Dzięki temu czołowi politycy komunistyczni stali się na następne lata gwiazdami demokracji i autorytetami moralnymi”.

Waldemar Łysiak, RZECZPOSPOLITA KŁAMCÓW – SALON

prawdziwa wolność …


Prawdziwa wolność z prawdy pochodzi, nie z negacji wszelkich wartości i nie z anarchii.
Prawdziwa wolność w prawdzie ma swoje źródło i swoje korzenie, nie w relatywiźmie i egoizmie.
Prawdziwa wolność szanuje drugiego człowieka i wartości ludzkie, a nie demoluje i niszczy.
Prawdziwa wolność to wolność dziecka Bożego, które kocha swojego Ojca i Stworzyciela i jest Mu posłuszne.
Czy dzieckjo, które kocha rodziców i jest im posłuszne nie jest wolne?
Czy pociąg jest wolny na torach, czy poza torami, kiedy się wykolei?
Nie pleć bzdur, ze przyjkaznia Boże cię zniewalają, że ograniczają, twoją wolność.

Sto zabobonów – tolerancja

TOLERANCJA. Tyle co znoszenie. Nazywamy “tolerancyjnym” człowieka, który toleruje, to jest znosi innych, ich poglądy, ich sposób życia itp. Tolerancja jest wypróbowanym sposobem współżycia w łonie tego samego społeczeństwa różnych grup ludzi, różniących się pod względem światopoglądu*, względnie zasadniczych tez politycznych. W tej dziedzinie tolerancja jest pożyteczną dyrektywą ustrojową. Ale z tą tolerancją związanych jest kilka zabobonów.
Jeden z nich polega na pojmowaniu tolerancji jako reguły bezwzględnej, od której nie ma wyjątków. Wtedy rozumie się przez tolerancję także znoszenie kogoś, kto obraża innych, ich uczucia itp. Skądinąd niektórzy pojmują tolerancję tak szeroko, że żądają znoszenia nawet tych, którzy chcą siłą obalić tolerancyjny ustrój. Mamy wtedy do czynienia z dwoma zabobonami: żadna tolerancja nie uprawnia nikogo do obrażania innych, a tolerancja, która toleruje swoich własnych wrogów, nie może się ostać. Stąd niektóre konstytucje, np. konstytucja Republiki Federalnej Niemiec, zawierają przepis pozwalający rządowi zabronić działalności partii, której zasady i praktyka są sprzeczne z tolerancyjnymi zasadami tejże konstytucji. Na tej podstawie, po otrzymaniu wyroku trybunału konstytucyjnego, zabroniono w Niemczech zarówno partii neonazistowskiej jak i komunistycznej.
Inny, znacznie groźniejszy zabobon, to przenoszenie tolerancji z dziedziny światopoglądu do nauki*. Co prawda i w nauce pewna tolerancja jest w zasadzie pożyteczna, bo pozwala na rozwijanie nowych myśli, ale ta tolerancja ma granice. Wprawdzie nie w tym znaczeniu, by zabraniano ludziom bronić poglądów oczywiście fałszywych, względnie sprzecznych ze stanem nauki, ale w tym, że odmawia im się subwencji itp. Oto przykład: gdyby ktoś chciał bronić dzisiaj teorii Pto-lemeusza (według której Słońce obraca się wokoło Ziemi), nikt by mu tego w krajach tolerancyjnych nie zabronił, ale wątpić należy, czy znalazłby instytut astronomiczny, gdzie pozwolono by mu wykładać to głupstwo, a tym mniej fundusz naukowy, który finansowałby jego “badania”. Powodem przenoszenia tolerancji ze światopoglądu do nauki jest zazwyczaj sceptycyzm*.
Patrz: demokracja, nauka, relatywizm, sceptycyzm, wolność.
Sto zabobonow JM Bochenski