to wojna z Kościołem

– Kraj staje się co raz bardziej nowoczesny, w wielu dziedzinach ulega modernizacji. Czy Kościół w Polsce nadąża za tymi przemianami?

– Kościół nie ma potrzeby nadążania za nowoczesnością, bo modernizacja państwa to jest zmiana pewnych układów społecznych, a Kościół nie pretenduje do tego. Natomiast zasady moralne, jakie stosuje wobec wszystkich ustrojów i układów społecznych, są jednakowe, nie zmieniły się od czasów Chrystusa.

– Niektórzy oczekują od Kościoła dostosowania tych zasad do procesów zachodzących w społeczeństwie, np. zmiany etyki seksualnej.

– Kościół nigdy nie poddał się i nie podda dyktatowi mody czy większości opinii publicznej. Kościół jest od tego, aby przekazywać depozyt wiary, który jest niezmienny, i czy ktoś się z nim zgadza czy nie, to jest jego wybór.

– Istnieje niebezpieczeństwo, że co raz więcej osób będzie od tych zasad odchodzić. Jak Kościół odnajduje się w modernistycznym społeczeństwie?

– Obecnie Kościół szuka języka, aby dotrzeć do zmieniającego się społeczeństwa i przedstawić mu swoje zasady w takiej formie, aby były łatwiejsze do przyjęcia przez ludzi. Jednak to nie Kościół ma się modernizować, tylko ludzie żyjący w nowoczesnym społeczeństwie. Jeśli chcą być w Kościele, muszą uznać, że zasady obowiązujące w porządku wiary i moralności nie ulegają zmianie.
za: www.wiara.pl

Poza tym warto może przypomnieć, że Kościół to nie supermarket, gdzie co tydzień zmienia się ustawinie towarów na półkach tylko po to aby przyciągnąć klienta. Mentalność supermarketu wkrada się niestety coraz bardziej w nasze katolickie myślenie. To w supermarkecie „JA” decyduję co mi się podoba, a co nie i co kupię, a czego nie. Taka mentalność nie ma szans w Kościele, gdzie nie kto inny, ale sam Chrystus proponuje WSZYSTKO, albo NIC. On dał wszsytko – vide – męka i śmierć na krzyżu dla mojego zbawienia. I na to wszystko można dać tylko jedną odpowiedź … WSZYSTKO, a nie to co mi się podoba, lub to co mi odpowiada.

Reklamy

rok A – X Niedziela zwykła

Oz 6:3-6

Dołóżmy starań, aby poznać Pana; Jego przyjście jest pewne jak świt poranka, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas, i jak deszcz późny, co nasyca ziemię. Cóż ci mogę uczynić, Efraimie, co pocznę z tobą Judo? Miłość wasza podobna do chmur na świtaniu albo do rosy, która prędko znika. Dlatego ciosałem ich przez proroków, słowami ust mych zabijałem, a Prawo moje zabłysło jak światło. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń.

Rz 4:18-25

On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo. I nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest już obumarłe – miał już prawie sto lat – i że obumarłe jest łono Sary. I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał. Dlatego też poczytano mu to za sprawiedliwość. A to, że poczytano mu, zostało napisane nie ze względu na niego samego, ale i ze względu na nas , jako że będzie poczytane i nam, którzy wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego. On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia.

Mt 9:9-13

Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Nie potrzebują lekarza zdrowi …

Uważam się za sprawiedliwego, gorszę się postępowaniem innych, łatwo a nawet z przyjemnością wydaję sądy, oskarżam i feruje wyroki, plotkuję, obmawiam, oczerniam. A wszystko to z miną zgorszonego faryzeusza. Jestem przekonany, że moje postępowanie jest bez zarzutu. A nawet jeśli popełniłem czasami jakiś grzech, to niewielki i Bóg mi go na pewno wybaczy, bo przecież regularnie się spowiadam. Nie to co inni, którzy do kościoła nie chodzą, do spowiedzi nie byli już całymi latami, a o modlitwie nie mają zielonego pojęcia, … wszyscy ci „mateusze”, celnicy, pijacy, grzesznicy, kobiety lekkich obyczajów, rozwodnicy …. Ja regularnie płacę dziesięcinę i składam uczciwie wszystkie przepisane prawem ofiary i całopalenia.

I w ten sposób sam wykluczam się z kręgu tych, którzy dostąpią Miłosierdzia Bożego. Ja go nie potrzebuję.

Uznałem się za zdrowego i za takiego właśnie się uważam. Nie ma we mnie choroby, nie ma niczego, co należałoby poddać Bożemu Miłosierdziu, co należałoby leczyć. Jestem doskonały, zdrowy, bez skazy i lekarz jest mi niepotrzebny, bo jest on rzeczywiście potrzebny tylko chorym, tym innym, którzy są zdecydowanie gorsi ode mnie.

I nie zrozumiałem co znaczą słowa: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary„.

Panie nie pozwól mi zachorować na najgorszą chorobę, na chorobę pychy, która zaślepia.

*************

Wyobraź sobie, że widzisz mnie na tonącej łodzi. Ja sam nie zdaję sobie z tego sprawy, bawię się dobrze, łowię ryby, cieszę się słońcem i piękną pogodą. Ale moja łódź jest w niebezpieczeństwie i za chwilkę utonę, chociaż ja sam tak bardzo jestem zajęty moimi sprawami i bawię się życiem, że nie widzę tego, że moja łódź tonie.

Co ty zrobisz? Spróbujesz mnie ostrzec, czy machniesz ręką i powiesz: „nie mój cyrk, nie moje małpy” i pójdziesz dalej? A nawet jeśli zlekceważę twoje ostrzeżenia, czy dasz za wygraną, czy jednak nadal będziesz próbował mnie ratować? Czy nie zrobisz wszystkiego co w twojej mocy, żeby nie jednak uratować?

No więc teraz wyobraź sobie, że to ty jesteś na tonącej łodzi, a Chrystus próbuje cię ratować !!! Oczywiście ty sobie to lekceważysz, śmiejesz się z tego, udowadniasz, że wszystko jest w porządku i nie ma powodu do paniki. Tylko widzisz … ty nie zdajesz sobie sprawy z niebezpieczeństwa, a ON nie da za wygraną i mimo twoich zaprzeczeń i lekceważenia nadal będzie próbował cię uratować …

Gdybyś tylko zechciał uznać, ze ON może mieć rację a ty jesteś chory i naprawdę potrzebujesz lekarza …