choroba, aby „innym” było raźniej …


Skoro niektórzy członkowie społeczeństwa są chorzy, to aby im nie było przykro i aby nie czuli się odosobnieni i izolowani należy spowodować chorobę u całego społeczeństwa i wtedy wszystko będzie w najlepszym porządku, demokratycznie, tolerancyjnie, humanitarnie i bez rasistowskiego wykluczania kogokolwiek …

„Inni” nie będą się czuć wyobcowani i przestają być „inni”. Choroba stanie się normą, a zdrowie wstydliwym wyjątkiem …

No i najważniejsze (!!) tolerancja zostanie uszanowana!!

Reklamy

czy sprzeczność?


Chrześcijańska koncepcja stworzenia świata przez Boga (nie pretendując do miana naukowej = empirycznej teorii) daje o wiele bardziej spójną i intelektualnie satysfakcjonującą odpowiedź na kilka podstawowych pytań:

– dlaczego coś raczej niż nic?
– skąd jesteśmy?
– i po co?
– jaki jest sens i znaczenie mojego istnienia?
– a co po śmierci?

Inne teorie czy koncepcje początku świata -mimo że cieszą się statusem naukowych i weryfikowlanych czy falsyfikowalnych- nie tłumaczą jednak ani początku przyczynowego (znanego w filozofii od czasów filozofów jońskich jako arche), ani nie udzielają odpowiedzi na powyżej postawione pytania. A to dlatego, że nie mogą, bo nie mają do tego środków. Są bowiem „za słabe”, aby na powyższe pytania odpowiedzieć. To wcale nie deprecjonuje ich wartości, ale ustawia je na właściwej (dla nich) płaszczyźnie metodologicznej. Kiedy chcę ugotować smaczny obiad nie pytam o to, jak to zrobić chemika, czy biologa, zootechnika, czy astronoma, ale kucharza. Podobnie i w tym wypadku pytanie o sens życia skierowane do astrofizyka, jest po prostu nieporozumieniem, tak samo jak pytanie o początek istniena skierowane do fizyka teoretylka. Ani astrofizyk nie zajmuje się kategorami sensu, czy życiem i jego znaczeniem, ani fizyk teoretyk nie zajmuje się istnieniem jako takim.

Nie mają więc nauki szczegółowe, ani siły, ani spójności koncepcji chrześcijańskiej. Odpowiadają być może dokładniej i precyzyjniej, ale na pytania drugorzędne i w sumie nieważne dla ludzkiego życia i jego sensu. Warto także wiedzieć, że nie można obalać koncepcji chcrześcijańskiej używając do tego celu teorii naukowych, ani negować teorii naukowych przy użyciu argumentów z Pisma świętego czy teologii. Jest to po prostu pomieszanie języków i płaszczyzn poznawczych, czyli

Jeśli bowiem Bóg jest ostatecznym i jedynym źródłem wszelkiej prawdy, to objawiając się w Piśmie świętym na pewno nie będzie zaprzeczał swojemu objawieniu poprzez stworzony prze siebie świat i vice versa. Sprzeczności jakie pojawiają się pomiędzy koncepcją chrześcijańską i teoriami naukowymi są wynikiem: -albo naszej słabości i błędów w interpretacji objawienia (Pisma świętego), -albo fragmentaryczności i temporalności naszego naukowego obrazu świata.

Nie ma więc, bo i być nie może (!!) sprzeczności pomiędzy dwoma różnymi rodzajami rozumowania i argumentacji. Jedno bowiem należy do dziedziny filozofii i wiary (co wcale nie znaczy, że jest irracjonalne!!), drugie do dziedziny nauk eksperymentalnych, czy szczegółowych. Obydwa są ludzkie, obydwa racjonalne, ale obydwa mają różne statusy epistemologiczne. O ile bowiem filozofia i wiara odpowiadją na pytanie dlaczego?, o tyle nauki szczegółowe odpowiadają na pytanie jak? Czy można oczekiwać od nauk szczegółowych odpowiedzi na pytanie dlaczego? Chyba nie, bo nie mają one żadnych instrumentów aby takiej odpowiedzi udzielić. Tak samo od filozofii czy wiary nie można oczekiwać odpowiedzi na pytanie jak, skoro nie to jest punktem ich zainteresowania, czy dyskusji.

XIII Niedziela w ciągu roku – B


Mdr 1,13-16.2:23-24

Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Bezbożni zaś ściągają ją na siebie słowem i czynem, usychają, uważając ją za przyjaciółkę, i zawierają z nią przymierze, zasługują bowiem na to, aby być jej działem. Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.

2Kor 8,7-15

A podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. (Nie mówię tego, aby wam wydawać rozkazy, lecz aby wskazując na gorliwość innych, wypróbować waszą miłość.) Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. (Tak więc udzielam wam rady, a to przyniesie pożytek wam, którzy zaczęliście już ubiegłego roku nie tylko chcieć, lecz i działać. Doprowadźcie teraz to dzieło do końca, aby czynne podzielenie się tym, co macie, potwierdzało waszą chętną gotowość. A gotowość uznaje się nie według tego, czego się nie ma, lecz według tego, co się ma.) Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.

Mk 5,21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Twoja wiara cię ocaliła …

Dwa cudowne wydarzenia opisane w dzisiejszej Ewangelii, są podobne, a zarazem różne. Córkę Jaira Jezus uzdrawia na wyraźną prośbę ojca, kobieta, która się „dopchała” do Jezusa wydaje się być w pierwszym momencie skarcona, za to co zrobiła. W obu jednak wypadkach chodzi przecież o to samo, o wiarę. Kiedy Jair przychodzi do Jezusa to z wiarą prosi Go o cud. On nie wątpi, że Jezus może uczynić rzecz niezwykłą, on jest przekonany, że Mesjasz jest Panem życia i śmierci. Podobnie i kobieta, która szuka sposobu chociażby tylko dotknięcia się Jezusa. Ona również jest głęboko przekonana, że Jezus jest Mesjaszem, który może jej pomóc. Ona wierzy i takie właśnie słowa pochwały swojej wiary od Chrystusa usłyszy. Wiara jest więc kluczem, który otwiera skarbiec łaski Bożej. Ale też ta wiara opiera się nie na irracjonalnych i niczym nieuzasadnionych przesłankach. Wystarczy bowiem uważnie przeczytać pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Mądrości: „Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. (…) Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka„. Już tylko ten fragment może nam pomóc zrozumieć, że Bóg, jest Bogiem Życia, że On nie chce i nie szuka śmierci, ni choroby, że z Niego życie emanuje, że w Nim jest Życie i pełnia i moc istnienia. Uzdrawiając kobietę w tłumie i wskrzeszając córkę Jaira, Chrystus nie czynił w sumie nic nadzwyczajnego. On działał zgodnie ze swą najgłębszą, Boską naturą. To tylko dla nas Jego działanie jest czymś niezwykłym, to tylko my -aby doświadczyć Jego życiodajnej mocy- musimy najpierw uwierzyć, że On jest Dawcą i Panem ŻYCIA nie śmierci.

Powiedzenie „wiara czyni cuda” nie jest bezpodstawne, bo rzeczywiście to wiara, głębokie przekonanie o Wszechmocy Bożej dokonuje cudów w naszym codziennym życiu. Można by jednak zapytać, dlaczego więc nie zawsze Pan Bóg dokonuje tych cudów dla nas? Dlaczego pozwala czasami, że droga nam osoba mimo naszej wiary umiera, że mimo naszej wiary dzieje się coś strasznego i przeciwnego -wydawać by się mogło- najgłębszej naturze Boga? No właśnie … dlaczego? Czy nie jest tak właśnie dlatego, że nasza wiara jest mała i słaba? „Gdyby wiara wasza była jak ziarno gorczycy …” A może nie umiemy lub nie chcemy poznać i przyjąć woli Bożej? Albo to, co dla nas wydaje się dobre na siłę chcemy „wmówić samemu Bogu”? Rozpoznanie i przyjęcie woli Bożej, szczególnie wtedy, gdy jest ona da nas trudna i niezrozumiała wydaje się warunkiem koniecznym i niejako uniesprzeczniającym naszą wiarę. Nie ma mowy o prawdziwej i głębokiej wierze tam, gdzie nie ma najpierw uznania i przyjęcia woli Bożej, uznania, że to ostatecznie wola Boża ma się spełnić, a nie moja, tak jak modlę się w codziennej modlitwie „Ojcze nasz … bądź wola Twoja„.

Naucz mnie Panie, jak rozpoznawać i przyjmować Twoją wolę.
Naucz mnie Panie, jak wierzyć wiarą Maryi, Abrahama i Jaira.

moja droga do Boga


Sakrament Bierzmowania był ostatnim „wydarzeniem” wiary, które wtedy tak głęboko przeżywałem. W mojej parafii i rodzinie brakło odpowiedniej kontynuacji do podtrzymywania i rozpalania płomienia wiary, jaki wyrażało właśnie bierzmowanie. Od tego czasu coraz bardziej oddalałem się od Boga, aż do definitywnego rozstania się z Nim w wieku nastoletnim. Wtedy też moje życie zaczęły wypełniać wartości hedonistyczne – ważnym teraz było dla mnie smakowanie uciech życia, które nie rzadko wypełniał świat używek. Po kilku latach z końcem szkoły średniej mój styl życia stawał się dla mnie coraz bardziej pusty, coraz boleśniej odczuwałem własne zagubienie, wynikające z braku poczucia sensu swojej egzystencji. Próbowałem zagłuszyć nurtujące mnie pytania układaniem apologetyki własnego sytemu rozumienia świata i życia, które miał być tylko horyzontalne – poza tym życiem, tym światem nic nie ma. Jednak to nie starczyło z czasem Bóg, zaczął coraz częściej pukać do mojego serca.

za: Blog Dariusza Zubera

24.06. Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela

Iz 49,1-6

Wyspy, posłuchajcie Mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. A mówił: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

Dz 13,22-26

Gdy zaś jego odrzucił, powołał Dawida na ich króla, o którym też dał świadectwo w słowach: Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę. Z jego to potomstwa, stosownie do obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi Zbawiciela Jezusa. Przed Jego przyjściem Jan głosił chrzest nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu. A pod koniec swojej działalności Jan mówił: ” Ja nie jestem tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach „. Bracia, synowie rodu Abrahama, i ci spośród was, którzy się boją Boga! Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu.

Łk 1,57-66.80

Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Ty pójdziesz przed Panem torując Mu drogi

W historii ludzkości, w historii zbawienia Bóg wybiera sobie ludzi, którym powierza szczególne zadania. Jednym z nich, niewątpliwie największym -jak sam Chrystus się o nim wyraził- jest Jan Chrzciciel. Wybrany przez Boga, aby bezpośrednio przygotować przyjście Syna Bożego, od początku był kimś niezwykłym. Nie na tym jednak polega jego wielkość, że był kimś niezwykłym, że przy jego narodzeniu działy się rzeczy niezwykłe, ani nawet nie przez to, że prowadził pustelnicze i bardzo ascetyczne życie. Jego niezwykłość polega raczej na świadomości posłannictwa, jakim został obdarzony i na doskonałej wierności temu posłannictwu. Jego niezwykłość polega na wierności Słowu, któremu służył. I nie to było w nim wielkie, że sprzeciwił się nawet królowi, że żyjąc na pustyni nie obawiał się napominać wielkich tego świata, ale to, że spotkawszy Jezusa umiał w Nim rozpoznać Boga, Tego, Który przychodzi i Jemu całkowicie podporządkować swoje życie.

Jakże bardzo potrzeba nam dzisiaj takich właśnie świadków Słowa, świadków nieskończoności na miarę Jana Chrzciciela … Jakże bardzo potrzeba nam świadków niezłomnych i wiernych, drogowskazów jasno i klarownie wskazujących na Chrystusa. Jakże bardzo potrzeba nam ludzi na miarę Jana Chrzciciela, którzy gotowi są położyć nawet swoje życie dla świadectwa Słowu. Może tym bardziej potrzeba nam takich właśnie świadków niezłomnych, że świat dzisiejszy pełen jest nijakości, mierności, ludzi słabych i zalęknionych. Może dlatego, że w świecie dzisiejszym za dużo mamy uładzonych i ugrzecznionych pajacyków, a za mało świadków wiernych i odważnych. Może właśnie dlatego trzeba nam brać przykład z Jana Chrzciciela?

Niejako do każdego z nas, do każdego chrześcijanina mówi dzisiaj Bóg: „Ty pójdziesz przede Mną torując Mi drogę we współczesnym zlaicyzowanym i spoganiałym świecie„. Bóg potrzebuje naszego świadectwa na miarę św. Jana Chrzciciela. Bóg właśnie przez nas chce przygotowywać drogi zbawienia we współczesnym świecie i dla współczesnego świata.

Narodzenie Jana Chrzciciela jest właśnie okazją do głębszej refleksji nad sensem naszego chrześcijańskiego posłannictwa. Ale i nad naszym stosunkiem do Słowa Bożego, Które ma się przez nas objawiać, Które my mamy objawiać naszym klarownym i zakotwiczonym w Bogu życiem. Tak bardzo przecież potrzeba nam dzisiaj niezłomnych świadków nieskończoności i przejrzystych drogowskazów. A może warto także uświadomić sobie, że i ja mam być takim świadkiem nieskończoności, a nie trzciną chwiejącą się na wietrze.

Święty Janie Chrzcicielu, świadku wierny
naucz nas dawać świadectwo Chrystusowi.


Homilia alternatywna

ŚW. JAN CHRZCICIEL – CZŁOWIEK PRAWY, CZŁOWIEK PRAWDY

Matka Teresa z Kalkuty powiedziała kiedyś: „Pan Bóg nie umieścił mnie na ziemi po to, abym szukała akceptacji u wszystkich, albo żebym zrobiła karierę, On umieścił mnie na tej ziemi po to, abym była wierna.”

Sądzę, że słowa powyższe z całą pewnością można zastosować do św. Jana Chrzciciel. Nie szukał on ani popularności, ani kariery, nie chciał przypodobać się wszystkim, a jednocześnie był wierny swojej misji. Był nie tylko człowiekiem prawym i uczciwym ale także bardzo pokornym i jednoznacznym w tym co robił i co mówił. Dlatego też mimo że nie był popularny to jednak był szanowany i sam król Herod szanował Jego słowo i jego nauczanie: „Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.” (Mk 6:20). O nim mówi prorok Izajasz w dzisiejszym czytaniu liturgicznym: „Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie.” Sam Jan Chrzciciel zaś mówi o sobie bardzo pokornie: „Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem.” (Mt 3:11, Łk 3;16)

Jan od początku swojego życia był człowiekiem niezwykłej misji. Ewangelia dzisiejsza mówi o tym w słowach: „A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim.” On zwiastował, zapowiadał, wskazywał na Tego Jedynego, Który miał zbawić świat. I dlatego -świadomy swego posłannictwa- Jan był człowiekiem absolutnej prawości i moralnej uczciwości, był człowiekiem prawdy. Z mocą i bezpardonowo głosił konieczność nawrócenia, potrzebę „prostowania ścieżek dla Pana”. Nie obawiał się „politycznej niepoprawności”, niepopularności czy braku akceptacji. Nie był politykiem, ani dyplomatą, jego „tak” znaczyło po prostu „TAK”, a jego „nie” znaczyło „NIE”.

Jakże bardzo brakuje nam dzisiaj takich właśnie ludzi jednoznacznych i bezkompromisowych. Jakże bardzo cierpi cała nasza cywilizacja z powodu miałkości i nijakości swoich liderów? Jednocześnie, jakże bardzo nie lubimy słuchać takich ludzi, którzy bezpardonowo, bezkompromisowo i z mocą głoszą absolutny prymat Boga niezłomność, niezmienność prawa moralnego, potrzebę nawrócenia i „prostowania ścieżek”. Dlatego właśnie Papież Benedykt jest tak bardzo krytykowany, nawet przez katolików. Dlatego tak wielu ludzi nie chce słuchać Jego słów. Dlatego przypuszczane są na niego tak zmasowane ataki medialne. W swojej książce „Bóg i świat” napisał kiedyś (jeszcze jako kardynał): „Gdyby celem Kościoła było jedynie podobanie się wszystkim i unikanie konfliktów, aby zapobiec kłopotom i niezadowoleniu, to Jego rzeczywiste posłannictwo nie miałoby żadnego znaczenia.

Doskonale rozumiał to także Jan Chrzciciel. On na pewno konfliktów nie szukał, ale też nie było jego celem unikanie ich za wszelką cenę. Jego usta były rzeczywiście „ostrym mieczem”, a dla wierności prawdzie nie obawiał się nawet śmierci. Miał głęboką świadomość, że jest „głosem wołającym na pustkowiu”, a jednocześnie wołać nie przestawał. Dla niego prawda była wartością nadrzędną i nieredukowalną. Prawda bowiem jest siłą wyzwalającą – jak mówił sam Chrystus- „Poznacie prawdę i ona uczyni was wolnymi”. (J 8:32). A jak mówił -zmarły kilka lat temu- arcybiskup Fulton J. Sheen: „Prawda jest prawdą nawet wtedy, gdy nikt w nią nie wierzy i nikt jej nie lubi. Kłamstwo zaś jest kłamstwem nawet wtedy gdy wszyscy w nie wierzą”.

Gdybyśmy tylko umieli przylgnąć do Prawdy -którą ostatecznie jest Jezus Chrystus- z mocą i nieugiętą wiernością św. Jana Chrzciciela …