podstawowa prawda o religii … i wierze …

Jeśli żyję w bałaganie i moralnym nieporządku, a jednocześnie pretenduję, że wierzę, to w naturalny sposób rodzi się napięcie nie do zniesienia, między wiarą, a moim nieuporządkowanym życiem. Wtedy coś trzeba zmienić, coś odrzucić, bo inaczej to napięcie staje się elementem rozsadzającym moją osobowość. Jeśli więc nie chcę zmienić mojego życia, bo jestem przywiązany do moich nałogów i grzechów, to konsekwentnie muszę, zmienić albo odrzucić religią, wiarę, a w końcu i Pana Boga, Który stawia mi „zbyt wygórowane” wymagania moralne.

środa I tygodnia Wielkiego Postu

-> kazanie rekolekcyjne

Liturgia Słowa:

I czytanie: Jon 3, 1-10

Psalm resp.: Ps 51(50), 3-4. 12-13. 18-19 (R.: por. 19)

werset: Jl 2, 13

Ewangelia : Łk 11, 29-32

Ojciec czeka

Pokuta i nawrócenie, to tematy, które ustawicznie będą powracać w okresie Wielkiego Postu. Czy tylko po to abyśmy się masochistycznie gnębili poczuciem naszych grzechów i ułomności? Czy Panu Bogu zależy na naszym samoudręczeniu? Czy nie jest raczej tak, że świadomość naszych grzechów uczy nas mądrości i pokory, stawia nas w prawdzie (Ps 25:11)?

W jednym z wywiadów Kard. G. Danneels (prymas Belgii) mówi: „Zaniechanie praktyk religijnych a szczególnie spowiedzi to raczejuniwersalny problem kryzysu poczucia grzechu w Europie. Sens grzechu przestaje istnieć, bo człowiek uważa, że jest samowystarczalny i sam określa, co jest dobre, a co złe. Jest to fundamentalny kryzys religijny.” I jest w tym jakaś przerażająca prawda. Człowiek współczesny zadufany i zapatrzony w siebie i w swoje ogromne możliwości techniczne nie chce słyszeć o grzechu, o winie, o pokucie i potrzebie nawrócenia. Wzdraga się przed tymi pojęciami i najchętniej słowa te wymazałby ze słowników. Czy jednak czyni go to szczęśliwszym? Samowystarczalny człowiek, pełen pychy i zarozumiałości nie jest niestety w stanie poradzić sobie ze swoim własnym grzechem i słabością. I na nic nie przyda się udawanie, że grzechu nie ma. Nie pomagają psychoterapeuci i psychiatrzy, lekarze i seanse psychoanalizy. Psychoanalityk może pomóc, ale nie może powiedzieć: „przebaczam ci”. To jest różnica między psychoanalitykiem, a łaską. Oczywiście trzeba wierzyć. Bez wiary to rzeczywiście nie ma sensu.

Przypominanie więc o pokucie i potrzebie nawrócenia w okresie Wielkiego Postu nie ma na celu gnębienia nas, ale daje raczej możliwość spotkania z Miłosiernym Ojcem, który czeka na marnotrawnego syna i nie pozwala mu nawet dokończyć spowiedzi, lecz rzuca mu się z radością na szyję i całuje z ojcowską miłością. Ilekroć mamy kłopot z przyjęciem tej trudnej prawdy o nawróceniu trzeba nam przypomnieć sobie ową niesamowicie wzruszającą przypowieść o synu marnotrawnym, a raczej o Miłosiernym Ojcu (Łk 15:11-32) Ale też warto pamiętać, że punktem zwrotnym całej przypowieści i kluczem do niej jest refleksja owego marnotrawnego syna: „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie” (Łk 15:18) Nie mógłby ojciec okazać synowi swej przebaczającej miłości, gdyby ten nie ruszył w drogę powrotną.

A jak daleko ty zawędrowałeś? Wiedz, że zawsze jest jeszcze możliwość powrotu! Ojciec czeka …

miłość i cierpienie …

Dwie są rzeczywistości, których nie można do końca zrozumieć, a można ich tylko doświadczyć i przeżyć: miłość i cierpienie. I są one jakoś ze sobą wzajemnie bardzo mocno związane. Nie ma prawdziwej miłości bez cierpienia i -vice versa- cierpienie bez miłości jest torturą nie do zniesienia, jest absurdem. I być może dlatego świat współczesny tak bardzo nienawidzi cierpienia, trak bardzo się go boi i unika, bo my po prostu nie umiemy kochać, bo zastąpiliśmy miłość miłostkami, seksem i pornografią. Cierpienie jest nieuniknionym efektem grzechu i może być przezwyciężone i pokonane tylko przez miłość.

Jezus Chrystus w czasie swego ziemskiego życia, a szczególnie w czasie swej męki doświadcza obydwu; cierpienia i miłości.

Za każdym ludzkim cierpieniem dopuszczanym, ale nie chcianym i nie zamierzonym przez Boga kryje się większe dobro zamierzone i chciane przez Boga. Tylko niestety my, wielokrotnie tego nie widzimy i zamiast modlić się o przejrzenie i łaskę zobaczenia tegoż dobra, modlimy się o usunięcie cierpienia.

Bóg nigdy nie chce cierpienia. On cierpi w każdym cierpiącym człowieku, cierpi aby zachować ludzką wolna wolę. Bóg jedynie dopuszcza cierpienie, które jest zawsze efektem źle wykorzystanej wolności człowieka. Dopuszczając cierpienie ma jednak zawsze na celu większe dobro, bo On jako Wszechmogący nawet z cierpienia, którego nie może uniknąć jeśli nie chce nas zniewolić, może i potrafi wyprowadzić dobro.

Najlepszym przykładem tej niemocy, a zarazem mocy i potęgi Boga jest męka i śmierć Chrystusa na krzyżu. Absolutnie Niewinny, Jedyny Święty Syn Boży , Druga Osoba Trójcy Świętej cierpi i umiera dla osiągnięcia największego dobra jakim jest ratowanie człowieka przed śmiercią wieczną, przed niebytem. Żadna wina Jezusa, żadna kara, a przecież efekt źle wykorzystanej ludzkiej wolności, mojej wolności. Bóg „mógł tylko to wymyślić”, aby mnie przed nicością ratować.