świętość Kościoła …


Kiedy Chrystus ustanawiał Kościół zapowiedział wyraźnie: „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.” (Mt 16:18) Zapewnił więc świętość i nieomylność Kościołowi pod przewodnictwem Piotra, ale nie wszystkim jego członkom indywidualnie. Nie możemy więc wymagać czy domagać się, a nawet żądać żeby wszyscy członkowie Kościoła, a co najmniej jego paterze byli automatycznie święci i niepokalani.

To, że Kościół jest święty i doskonały, wcale nie znaczy, że Jego członkowie, czy nawet tylko niektóre stany w tym Kościele, jak zakonnicy, księża, biskupi muszą być automatycznie święci i doskonali. Takie wymagania są nierealne i niezgodne z zamysłem Chrystusa. Kościół bowiem nie został założony jako wspólnota świętych, ale jako wspólnota ludzi do świętości dążących.

Oczywiście wymaganie świętości od biskupów, kapłanów czy zakonników jest uzasadnione w tym samym stopniu co wymaganie świętości od wszystkich innych (świeckich) członków Kościoła. Mogę oczywiście oczekiwać, ze ci, którzy otrzymali zadanie duszpasterzowania będą przykładem, ale tak jak mogę oczekiwać, że rodzice będą najlepszym przykładem dla swoich dzieci. Nie mogę jednak tego żądać, czy odrzucać Kościoła ze względu na zły przykład jego pasterzy.

Chrystus zapewnił, że „bramy piekielne nie przemogą Kościoła”, ale nie zapewnił, że jego pasterze będą doskonali. Św. Piotr, Skałą na której Chrystus zbudował Kościół trzykrotnie się Go zaparł w czasie procesu. A mimo to Jezus nie zrezygnował z Piotra i nie szukał nieskazitelnego Apostoła. Inni Apostołowie (za wyjątkiem Jana) uciekli tchórzliwe, a mimo to Jezus nie odrzucił ich, ani nawet nie wybrał Jana, który był pod krzyżem na przywódcę, czy skałę.

Zapewnienie że „bramy piekielne nie przemogą Kościoła”, nie jest zapewnieniem, że jego pasterze będą niepokalani i odporni na grzechy i pokusy. Co więcej św. Paweł, Apostoł narodów wprost mówi: „Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas.” (2 Kor 4:7) i kilka rozdziałów dalej dodaje: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz Pan mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa.” (2 Kor 12:7-9)

Tak więc twierdzenie, że błędy i pomyłki, czy nawet grzechy księży i biskupów dyskredytują cały Kościół jest po prostu nieporozumieniem, albo zwykłą demagogią. Jest oczywiste, że „biada gorszycielom gdyż byłoby lepiej dla nich kamień młyński zawiesić u szyi i utopić ich w głębi morza” (Mt 18:6, Mk 9:42, Łk 17,2), ale czasami mam wrażenie, że ci „zgorszeni” i gorszący się szukają raczej usprawiedliwienia dla swoich grzechów i perwersji, na zasadzie: „skoro ksiądz się taaaakich rzeczy dopuszcza, to ja przecież też mogę sobie pozwolić”.  Perwersyjna to filozofia …

czwartek I tygodnia Wielkiego Postu

-> kazanie rekolekcyjne

Liturgia Słowa:

I czytanie: Est (Wlg) 14, 1. 3-5. 12-14

Psalm resp.: Ps 138(137), 1-2a. 2bc-3. 7c-8 (R.: por. 3a)

werset: Ps 51(50), 12a. 14a

Ewangelia : Mt 7, 7-12

Czy i jak się modlić?

Jak mamy się modlić, aby modlitwa nasza była miła Bogu i skuteczna? (Łk 11:1-13) Dla wielu ludzi modlitwa stała się synonimem zmarnowanego czasu. Niektórzy twierdzą, że modlą się tylko ludzie słabi i niezdolni do działania. Według innych modlitwa jest zawracaniem głowy Panu Bogu i odwracaniem uwagi od rzeczywistości doczesnej, czy alienacją. I takie obiegowe opinie krążą nawet wśród katolików. Czy tak jest rzeczywiście? Czym naprawdę jest modlitwa?

Tomasz Merton w swojej książce „Nikt nie jest samotną wyspą” pisze: „Każda prawdziwa modlitwa głosi w jakiś sposób naszą zależność od Pana życia i śmierci. Stwarza więc również głęboki żywotny kontakt z Tym, którego znamy, nie tylko jako Pana, ale jako Ojca. Jesteśmy naprawdę wtedy, kiedy się dobrze modlimy.”

I coś w tym jest, bo rzeczywiście dopiero dobra modlitwa pozwala nam naprawdę być, poprzez osobisty kontakt z Bytem Absolutnym, z Bogiem, Który Jest (Rdz 32:26). Oczywiście ktoś, kto nigdy tak się nie modlił, nigdy nie będzie zdolny doświadczyć owego fundamentalnego aktu bytowania wypływającego z kontaktu z Bogiem. Modlitwa to nie litania próśb, nie lista potrzeb, które chcemy z Bogiem załatwić, nawet nie dziękczynienie czy pobożny akt uwielbienia. To stawanie wobec Tego, Który Jedyny JEST (Wj 3:14), to zasilanie rozładowanych baterii, to czerpanie ze Źródła istnienia. Można by nawet powiedzieć, że modlitwa to uświadamianie sobie, że jesteśmy zanurzeni w Bogu, jak ryba w wodzie, jak twierdził św. Augustyn.

Kontynuując, Merton dodaje: „Im mniej człowiek jest zdolny do istnienia, tym więcej ma zajęć. Staje się swoim własnym poganiaczem, cieniem, który popędza drugi cień aż do zamęczenia go na śmierć.” I rzeczywiście to właśnie widzimy w dzisiejszym świecie. Ludzie nie istnieją, ale wegetują, stale się gdzieś spieszą, bo się nie modlą, bo nie mają czasu na modlitwę, a tym samym nie mają czasu na istnienie. Tacy ludzie wmówili sobie, że być to mieć, posiadać. Im modlitwa jest niepotrzebna. Ale tak naprawdę, czy oni istnieją, czy tylko wegetują?