mentalność supermarketu …


Całkowitym brakiem konsekwencji i logiczną sprzecznością jest twierdzenie, że wierzę w Boga, przy jednoczesnym wybiórczym traktowaniu Jego przykazań. Tak postępując niby wierzę w Boga, ale nie wierzę Bogu, nie ufam Mu. Odrzucając Jego przykazania, traktując je wybiórczo stwierdzam, że wiem lepiej niż On, mój Stworzyciel w Którego rzekomo wierzę, co jest dla mnie dobre, a co nie. Taka postawa w której z mentalnością supermarketu i wybiórczo traktuję religię, prowadzi ostatecznie do odrzucenia Boga i religii, bo nie można żyć w logicznej sprzeczności, niby wierząc w Boga, ale jednocześnie decydując jaki On ma być.

Można powiedzieć, że wiara w Boga zawsze jest totalistyczna, całkowita. Wierząc  w Boga, wierzę Mu całkowicie i ufam bez zastrzeżeń, a nie wybiórczo i tylko tam gdzie mi to odpowiada. Wierząc w Boga, wierzę we wszystko co On sam o sobie objawił i co objawił o mnie i mojej ludzkiej kondycji. Wiara w Boga zakłada również, a może raczej implikuje przyjęcie założonego przez Niego Kościoła. Nie mogę wierzyć w Boga i jednocześnie odrzucać Jego Kościoła, bo jest to sprzeczne, jest negacją mojej rzekomej wiary.

Tak więc owi rzekomi „katolicy”, którzy przykrawają sobie Jezusa, Jego naukę i Kościół do swoich własnych potrzeb postępują jakby byli na zakupach w supermarkiecie gdzie od nich i ich widzimisię zależy co kupią a co odrzucą. Taka mentalność supermarketu jest nie do przyjęcia w Kościele Chrystusowym.

I …. niestety (!!) ludzie tacy nic wspólnego z Chrystusem nie mają i tworzą sobie raczej swoją własną religię domowej roboty, która ma taką samą wartość jak pieniądze domowej roboty … czyli powiedzmy sobie uczciwie ŻADNĄ!!!

poniedziałek III tygodnia Wielkiego Postu

-> kazanie rekolekcyjne

Liturgia Słowa:

I czytanie: 2 Krl 5,1-15a

Psalm resp.: Ps 42, 1-2. 3.43, 3-4 (R.: por. Ps 42, 2)

werset: Am 5,14

Ewangelia: Łk 4, 24-30

„oswojony” Jezus …

Dlaczego poganin Naaman został uzdrowiony z trądu? Dlaczego Eliasz pomógł pogance w Sarepcie Sydońskiej? Dlaczego Jezus mówi o tym w swoim własnym mieście Nazaret narażając się na śmierć z rąk swoich współziomków? Czy rzeczywiście Czy zarzut, który stawia swoim krewnym odnosi się tylko do nich? Tego rodzaju pytania rodzą w się w sposób naturalny kiedy słuchamy dzisiejszej Ewangelii. A przecież Słowo Boże jest ponadczasowe i odnosi się także do nas. A co nas obchodzi nakarmiona cudownie wdowa sprzed kilku tysięcy lat, czy cudownie uzdrowiony dowódca armii egzotycznego króla? Wspominając o tych faktach Jezus nie tyle wypomina swoim ziomkom brak wiary, co raczej wskazuje na bardziej podstawowy fakt zarozumiałości. Przekonani są o tym, że Go znają, skoro między nimi przez tyle lat się wychowywał. Przekonani są, że nic z Jego strony nie może ich zaskoczyć i że Jego mesjańskie roszczenia są uzurpacją. Nie widzą w nim proroka, ani tym bardziej Mesjasza. Lekceważą Go i nie chcą uznać nie tylko Jego roli, ale i Jego nauczania. Oczekują od Niego tylko spektakularnych cudów.

A jak to jest z nami? Czy aby nie traktujemy Jezusa w ten sam sposób? Jesteśmy przekonani, że Go znamy, że nic nas z Jego strony nie zaskoczy. Nie oczekujemy od Niego pouczeń i przypominania nam przykazań, mówienia o grzechu i o konieczności nawrócenia, nie przyjmujemy Jego nauczania i oczekujemy tylko na spektakularne cuda. Od lat wydaje nam się swojakiem i jesteśmy oburzeni, że ośmiela się od nas wymagać, że przypomina nam o naszych obowiązkach, że stawia moralne wymagania. Oswoiliśmy się z Nim tak dalece, że nie traktujemy poważnie ani Jego, ani Jego nauki.

Plik do druku TUTAJ