4th Sunday of Advent – A

Today’s readings are preparing us for the recognition of the fundamental truth of our lives, the fundamental truth of Christmas:

What does it mean the word we have twice I today’s readings:  „EMMANUEL”? By the fact that God was born as a man He is for us EMMANUEL – GOD WITH US.

What does it mean for me that „God is with us”?

Since the nativity of Christ God is really with us! God became one among us. He took our nature; He became a man – God incarnated. He had taken on Himself the nature of our first parents and became a man like we, with all (but sin) consequences of this fact. This is not the simple act of solidarity; this is not an empty sign of sugary sentimentalism. This is the only one possible way to get us back home to the unity with God the Father. As the Apostle Paul says in Romans 8:31

„si Deus nobiscum quis contra nos?”

If God is with us, who can be against us?

If God is with me, the true EMMANUEL – who can be against me? ONLY MYSELF!!

Maybe this is the truth we won’t like to accept and this is why our lives are miserable and unhappy, because we don’t accept this ultimate truth expressed by St. Augustine:

God created us for Himself and we are unhappy until we rest in Him”.

As long as I try to live without God, without recognizing the He created me for Himself and I can be happy only in Him … I will be upset and even fed-up, sick and tired, exasperated and annoyed.

God’s coming in Bethlehem, the incarnation of the Son of God is for me the only chance, the only possibility of becoming happy and saved.

In one issue of the WCR (November 15, 2010) I read a short interview with Michael O’Brien – Canadian bestselling author and painter. In this interview he is saying:

(quote)

World is sliding into darkness deeper than that before the birth of Christ. The big difference is that before Christ, the pagan world was „crawling” out of horror of sin and darkness but now Western civilization that has known Christ is denying Him and „sliding back” into it, by dictatorship of relativism and liberalism. Our enemies are not other human beings, but the real powers of darkness. We have rejected Christ and entered a satanic phase of history.”

(unquote)

Dark and very pessimistic diagnosis but … is it not because we won’t like to recognize that God is EMMANUEL – GOD WITH US. We constantly claim that He is against us. We accuse Him of the crime of not following our caprices and whims and we „liberate” ourselves from His presence, from His Love and ultimately from eternal live. We won’t like God to be EMMANUEL – God with us, because He is limiting our freedom.

And this is the misery of our civilization.

Maybe for the end, a personal question: „Is God with me, or am I against God and after all against myself?”

jaka perspektywa …


Trzeba błagać Ojca Przedwiecznego o mądrość nadprzyrodzoną i odwagę świętości, czyli świadomość, że naszym celem ostatecznym jest powrót do Domu Ojca, w którym czeka na nas MIŁOŚĆ WIECZYSTA i nie warto sobie zawaracać głowy innymi bzdurami …

 

Przez tą ziemię mamy tylo przejść, a nie zadomowić się tutaj „na stałe”.  Wszelkie próby urządzania się na tej ziemi tak jakbym miał spędzić tutaj wieczność są absurdem i pomyłką, łudzeniem siebie i budowaniem pałaców z wiatru.

Niestety dla wielu współczesnych taka świadomość jest nieosiągalna. Mimo tysiącleci doświadczeń i faktu, że jak dotąd nikt nie przeżył tutaj więcej niż 100 maksimum 120 lat … ludzie nadal bezsensownie próbują budować sobie tutaj trwałe imperia i … przegrywają, rozczarowują się, popadają w gorycz i depresję … bo źle zainwestowali, bardzo źle i bardzo głupio.

 

rozwijamy się czy cofamy ?

Świat ześlizguje się w ciemność głębszą niż ta, która panowała przed przyjściem Chrystusa. Różnica leży w tym, że przed przyjściem Chrystusa świat pogański próbował wygrzebać się z horroru ciemności i grzechu, a współczesna cywilizacja zachodnia, która poznała Chrystusa dobrowolnie i perwersyjnie ześlizguje się wstecz, w ciemność pod dyktando relatywizmu i liberalizmu.

Kanadyjski pisarz i malarz Michael O’Brien:

IV Niedziela Adwentu – A

Iz 7:10-14

Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.

Rz 1:1-7

Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, z powołania apostoł, przeznaczony do głoszenia Ewangelii Bożej, którą Bóg przedtem zapowiedział przez swoich proroków w Pismach świętych. [Jest to Ewangelia] o Jego Synu – pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym – o Jezusie Chrystusie, Panu naszym. Przez Niego otrzymaliśmy łaskę i urząd apostolski, aby ku chwale Jego imienia pozyskiwać wszystkich pogan dla posłuszeństwa wierze. Wśród nich jesteście i wy powołani przez Jezusa Chrystusa. Do wszystkich przez Boga umiłowanych, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie: Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa!

Mt 1:18-24

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie,

Emanuel – Bóg z nami

Zapowiedziany przez proroka Izajasza Emmanuel – Bóg z nami przychodzi do człowieka, aby człowiek stał się na nowo prawdziwym dzieckiem Bożym. Bóg nie waha się przyjąć ludzkiej natury i stać się człowiekiem. Bóg od początku świata, od stworzenia jest zawsze z człowiekiem, zawsze po stronie człowieka, zawsze go szuka i próbuje do siebie doprowadzić. Co więcej On jest z każdym człowiekiem indywidualnie. On jest nie tylko z bezimienną „ludzkością” jako taką, ale z każdym i dla każdego z nas. Rodzi się wśród ludzi, przyjmuje ludzką naturę, staje się jednym z nas. Przychodzi do nas nie jako władca, nie jako autorytet, nie jako król z mocą i porażającą potęgą, ale jako dziecko, ubogie i pozbawione wszelkich praw i atrybutów boskości, aby być z człowiekiem, po stronie człowieka, dla człowieka, dla każdego człowieka, dla ciebie także. Nie chce człowieka przytłaczać, ani przerażać swoja boskością. Nie otacza się dworem, świtą, gwardią przyboczną, nie odgradza murem, drutem kolczastym i zastępami ochroniarzy. Nie nosi kamizelki kuloodpornej i nie jeździ opancerzonym samochodem. „Nie łamie trzciny nadłamanej i nie gasi tlącego się płomienia„.

On przychodzi jako dziecko, otoczone nie dobermanami i rotwailerami, ale w stajni, w otoczeniu domowych zwierząt, w ubóstwie i w prostocie, w niedostatku i w biedzie. Bóg przychodzi, aby być z człowiekiem, a nie przeciwko człowiekowi, aby być z tobą, a nie przeciwko tobie!. Dlaczego więc tak wielu spośród Jego wyznawców odchodzi od Niego, zarzucając Mu, że jest „Bogiem odległym”, Bogiem wymagającym, Bogiem obcym? A „jeśli Bóg jest z nami, to któż przeciwko nam?” Jeśli Bóg jest po stronie człowieka, to cóż może się nam stać? Jeśli Bóg zdecydował się narodzić wśród nas i być jednym z nas, to czego się obawiamy i dlaczego -my sami- nie chcemy być z Bogiem?

Człowieku XXI wieku, dlaczego tak trudno ci uwierzyć, że Bóg jest naprawdę po twojej stronie?

III Niedziela Adwentu – A

Iz 35:1-6a.10

Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.

Jk 5:7-10

Trwajcie więc cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie.

Mt 11:2-11

Tymczasem Jan, skoro usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.

Czy Jezus jest tym, na Którego czekamy?

Czy my w ogóle na Niego czekamy? Przechodzi obok nas, dokonuje rzeczy niezwykłych, a my nawet tego nie zauważamy, pochłonięci „robieniem pieniędzy”. Niektórzy z nas zdają sobie nawet z tego sprawę. Dostaję coraz więcej listów z takimi lub podobnymi słowami: „… przytłacza mnie ta szara rzeczywistość, zarabianie pieniędzy i cała ta bezsensowna pogoń, i naprawdę bardzo chciałbym się z tego kręgu wyrwać. Szukam ku temu jakiejś sposobności. Ale zdaje się, że to nie będzie takie łatwe. Byłoby to dla mnie korzystne, bo pozwoliłoby mi oderwać się od wszelkich spraw codziennych, od uzależnień i przywiązań, od pogoni za pustką. Ale nie wiem jak się do tego zabrać?”

Niektórzy jeszcze czekają, szukają, starają się nie dać pochłonąć, ale większość … już dawno pozwoliła się wciągnąć w maszynkę rutyny, robienia grosza, szukania wygód i zaspokajania swoich najbardziej wyszukanych potrzeb i zachcianek. Czy to jest jeszcze życie? Czy to ma w ogóle sens, być maleńkim trybikiem w ogromnej maszynie bezsensownych zachcianek i sztucznie podsycanych potrzeb? Jezus przyszedł, aby nas od tego uwolnić, aby nam pokazać, że nasze życie nie musi być wcale zredukowane, do zarabiania, oszczędzania, ciułania, pogoni za pieniądzem, robienia kariery, wzajemnego podgryzania się … i ostatecznie do „pogoni za pustką”.

Jezus przyszedł, aby nam pokazać, że to wcale nie chodzi o „miękkie szaty” i godności, o zaszczyty, bogactwo i dobrobyt. Jezus przyszedł, aby nam przynieść pokój prawdziwy, wewnętrzny pokój, przekonanie, że moje życie dobrze przeżyłem, że ono naprawdę ma sens, chociaż być może niewiele się dorobiłem. Jezus przyszedł, aby nam pokazać, że bardziej liczy się prawda i sprawiedliwość niż nowy samochód, wytworny ciuszek, czy nawet intratna posadka.

Nie był negatywistą i nie proponował, aby wszyscy zostali abnegatami lub mnichami. Ale wydaje się jakby mówił: „Ludzie kochani! nie dajcie się zwariować! Przecież życie wasze, to coś więcej niż tylko gromadzenie dóbr materialnych”. Czy my nie widzimy, że świat „biznesu” próbuje nas właśnie „zwariować”? Czy my nie widzimy, że wmawia się nam coraz większe potrzeby i udowadnia, że coraz bardziej nam tego lub owego brakuje? A my idziemy na lep i dajemy się omamić? Nawet kosztem innych, kosztem prawdy, kosztem sprawiedliwości, kosztem spokojnego sumienia, kosztem własnego zdrowia.

Nabierzmy trochę dystansu. Popatrzmy na nasze życie z boku i zapytajmy samych siebie:
Czego szukam, na co czekam w moim życiu? Jaki jest sens całej tej szarpaniny?