Wiara – refleksja druga …

Wiara, to chyba jedno z najbardziej dyskutowanych czy dyskusyjnych pojęć współczesnego świata. Przez wielu lekceważone i zbywane aroganckim stwierdzeniem „zabobony”, przez innych zdecydowanie bronione czasami nawet w fanatyczny sposób. Proponuję więc 12 częściową refleksję nad tym pojęciem. Nie jest ona oczywiście ani wyczerpująca, ani nieomylna. Jest to po prostu moja, osobista refleksja nad fenomenem wiary. I tylko tyle ….

2. Jakie są wymagania wiary?

Jak wspomnieliśmy w poprzednim rozważaniu o wierze, najpierw należy rozpoznać, wyszukać autorytet godny zaufania.  I to jest pierwszy z czterech koniecznych elementów żywej wiary. Należy zbadać czy ten autorytet jest wiarygodny, czy przekazuje nam wiadomości, i treści sprawdzone, prawdopodobne, rzetelne i godne zaufania czy tylko zmyślone lub obliczone na tanią sensację? Pojawia się tutaj niebezpieczeństwo, że nie będąc krytycznym będę przyjmował wszystko „jak leci”, bez ładu i składu, nie szukając tego co prawdziwe, a jedynie tego co pasuje do mojej wizji świata, do moich uprzedzeń. Czy w sprawach wiary może być dla katolika autorytetem np. „Gazeta Wyborcza”, TVN, czy jakaś inna stacja lub gazeta? Bardzo często katolicy mówią: „a w gazecie pisało …” lub „w telewizji mówili … „, że np. Maria Magdalena była żoną Pana Jezusa !!!, że odkryto nową ewangelię, według Tomasza, czy Judasza i tam pisało …. Rewelacja, odkrycie, sensacja i skandal!!! A przecież Gazecie …, czy stacji telewizyjnej właśnie tylko o to chodziło, o sensację o skandal, o podniesienie poziomu adrenaliny, a nie o prawdę. Nikt nigdy tych jednodniowych sensacyjek nie zdementuje, nie odwoła, nie wyprostuje!! Ale wielu przyjęło je jako niepodważalną „naukową prawdę” i odeszło od wiary, osłabiło swoją wiarę, zgorszyło się kościołem, przestało chodzić na Mszę świętą, przestało ufać Panu Jezusowi. To na podstawie takich właśnie tanich sensacyjek, wielu ludzi wypowiada bardzo nielogiczne i wewnętrznie sprzeczne zdanie: „Wierzę w Pana Boga, ale Kościół jest mi do niczego niepotrzebny.” Jeśli wierzę w Pana Boga, to dlaczego odrzucam założony przez Niego Kościół? A ileż to takich i tym podobnych sensacyjek kształtuje lub usiłuje kształtować naszą wiarę. Bardzo często ulegamy -nawet nieświadomie- takim „odkryciom”, bo jesteśmy bezkrytyczni, bo nie ustaliliśmy sobie jasno i klarownie: komu w mogę naprawdę zaufać i zawierzyć.

Krytyczny wybór autorytetu nie jest kaprysem, nie jest efektem mody, czy chciejstwa. Jest poprzedzony krytyczną refleksją, zbadaniem komu mogę, a komu nie mogę wierzyć, kto na moje zaufanie zasługuje, a kto zaufanie to zawiódł i na nie, po prostu nie zasługuje? I nie chodzi tutaj o zaufanie do tego czy innego księdza. Chodzi  o zaufanie do samego Pana Jezusa i założonego przez Niego Kościoła. Ostatecznie bowiem nie ten, czy inny ksiądz oddał za mnie swoje życie na krzyżu, lecz Jezus Chrystus i Jemu mam ufać, Jemu wierzyć mimo że w założonym przez Niego Kościele pełno jest grzeszników.

Czy mogę nauczyć się matematyki z książek do geografii lub z podręcznika do biologii? Jeśli nie, jeśli w sprawach matematyki szukam podręcznika do matematyki i wierzę nauczycielowi matematyki, a nie nauczycielowi wychowania fizycznego, to dlaczego w sprawach wiary wierzę Gazecie Wyborczej i ufam skandalizującym dziennikarzom, a odrzucam nauczanie Kościoła założonego przez Chrystusa właśnie w tym celu, aby depozyt wiary przekazywać? To są przecież Jego słowa: „Wtedy Jezus przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28:18-20). Jezus mówi tak, ale ja wierzę telewizji, gazetce i innym autorytetom. Co lub kto jest moim autorytetem? Na jakiej podstawie uznaję ten autorytet, czy tylko dlatego, że mówi mi rzeczy które chcę usłyszeć, czy może dlatego, że nie stawia żadnych wymagań?

Czy nie jest tak, że ja sam wyrobiłem sobie już wcześniej zdanie na pewne tematy, a później szukam już tylko potwierdzeń dla mojej teorii i dla moich przekonań? A im gorzej postępują księża czy ci, którym przekazano nauczanie wiary, tym lepiej dla mnie, bo mam usprawiedliwienie dla moich grzechów i nałogów. Nie twierdzę, że księża nie popełniają błędów, nie twierdzę że biskupi są święci i że nie ma w ich życiu czasami rzeczy gorszących, ale warto sobie w tym miejscu przypomnieć dwa inne zdania Chrystusa:

– „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem dobrze, chociaż sami nie czynią.” (Mt 23:3)

– „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.” (Mt 18:7)

Ale może należy także przypomnieć i ten fakt, że jest absolutnym faryzeizmem usprawiedliwiać swoje grzechy i złe, rozwiązłe życie, grzechami innych. Ostatecznie przy końcu życia, każdy będzie sądzony tylko i wyłącznie ze swoich grzechów … Nie możesz odrzucać Pana Boga i zbawienia tylko dlatego, że ktoś (nawet ksiądz, czy biskup) pokazał je w krzywym zwierciadle. Szukaj Prawdy, szukaj Dobra, szukaj Boga i nie zasłaniaj się złym lub gorszącym postępowaniem innych (nawet księży). Piotr trzykrotnie zaparł się Chrystusa, a mimo to (kiedy żałował), Pan mu wybaczył … czy zgorszysz się postępowaniem Piotra? Czy wiarę przez niego przekazywaną odrzucisz, bo w momencie najważniejszym opuścił Chrystusa?

Drugim elementem -czy wymaganiem- wiary jest jej przekazywanie. Święty Paweł w liście do Rzymian pisze: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.” (Rz 10:17) Od razu więc pojawia się pytanie: „Czy ja słucham Słowa Bożego, czy nie jest tak, że pozwalam aby inny hałas i jazgot zagłuszył we mnie Słowo Boże?” Niestety żyjemy w czasach kiedy o ciszę musimy walczyć i jej poszukiwać, musimy się świadomie bronić przed hałasem i tym wszystkim co zagłusza głos Boga w naszym sumieniu, co zagłusza w naszym sercu głos dobra i uczciwości. Czy nie jest bardzo często tak, że w robię wszystko żeby tylko nie słuchać głosu swojego sumienia, żeby w ciszy nie posłuchać tego co ma mi do powiedzenia Pan Bóg? Nie słucham Słowa Bożego, bo … nie mam czasu, bo mi się nie chce, bo stawia za duże wymagania, bo niepokoi moje sumienie, bo zmusza do myślenia, bo nie pozwala przejść do porządku dziennego nad popełnianymi przeze mnie szwindlami, bo nie pozwala żyć w błogim i kłamliwym przekonaniu, że wszystko w moim życiu jest w porządku. To lekceważenie sobie Słowa Bożego prowadzi oczywiście do pogłębiającego się poczucia bezsensu, do coraz silniejszych wyrzutów sumienia, a w końcu do całkowitego odrzucenia wiary.

Uczciwie należy więc powiedzieć raczej: straciłem wiarę, bo nie słuchałem Słowa Bożego, bo zagłuszałem głos Boży w moim sercu, bo wiary swojej nie karmiłem Słowem Bożym, a jedynie sensacyjnymi wiadomościami z telewizji i gazetek. Straciłem wiarę, bo nie szukałem prawdy, a jedynie tego co mi odpowiada, co mi pasuje, co potwierdza moje uprzedzenia i kaprysy. Czyż nie jest właśnie tak? Czyż nie są to prawdziwe powody utraty wiary?

Trzecim punktem lub wymaganiem wiary jest jej praktyka. Trzeba pamiętać o słowach świętego Jakuba, który wyraźnie stwierdza w swoim liście: „…  wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie.” (Jk 2:17) Największym nieporozumieniem jest wtedy powiedzenie, które tak często słyszy się z ust tak zwanych ‚katolików’: „Jestem wierzącym, ale nie praktykującym„. Nie ma nic bardziej śmiesznego a zarazem fałszywego niż takie właśnie powiedzenie. To tak jakby powiedzieć: „Jestem nudystą, ale nie praktykującym…„, albo „jestem pianistą, ale nie praktykującym. Nie można wierzyć w Boga, bez religijnych praktyk, tak jak nie można być pianistą bez grania na fortepianie, i jak nie można być malarzem bez malowania, pisarzem bez pisania, śpiewakiem bez śpiewania itd. Wiara bez uczynków wiary, bez religijnej praktyki, bez praktyki miłości bliźniego jest martwa. I nie ma się co oszukiwać, że mogę być wierzącym bez regularnej niedzielnej Mszy świętej, bez spowiedzi, czy regularnej codziennej modlitwy. To jest tylko łudzenie samego siebie i próba oszukiwania innych, że mogę utrzymać swoją wiarę bez religijnej praktyki, bez przestrzegania przykazań i bez karmienia się Słowem Bożym i Ciałem Pańskim.

No i w końcu czwarty warunek żywej wiary … Można go to wyrazić słowami: „wiara jeśli się nie rozwija pomniejsza się i w końcu umiera.” To jest coś, o czym powinniśmy pamiętać na co dzień. Moim obowiązkiem jest rozwijanie, pogłębianie i karmienie wiary. Rozwijam ją zaś i pogłębiam przez słuchanie i rozważanie Słowa Bożego, przez modlitwę, regularne religijne praktyki, przez uczynki miłosierdzia, przez sakramenty Spowiedzi i Komunii Świętej. Jeśli to zaniedbam, jeśli tego nie ma w moim życiu nie mogę się dziwić, że moja wiara umiera. Mim obowiązkiem jest rozwijanie i pogłębianie wiary na co dzień a nie tylko manifestowanie jej od święta (Pasterka czy święcenie pokarmów w Wielka Sobotę).

Reasumując można wyliczyć cztery konieczne elementy lub warunki żywej wiary:

Krytyczny wybór autorytetu godnego zaufania.

Wiara rodzi się ze słuchania. Czy słucham Słowa Bożego?

Regularna religijna praktyka – wiara bez uczynków jest martwa ….

Wiara jeśli się nie rozwija … pomniejsza się i umiera …

Autor: komory

Absolutely not important

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s