19 marca – III Niedziela Wielkiego Postu

Woda żywa

Pracując od prawie 15 lat w Afryce, niejednokrotnie miałem okazję doświadczyć czym naprawdę jest dobra woda, jak wiele znaczy dla ludzi, którzy nie mają jej w kranach na bieżąco i pod dostatkiem, którzy po wodę muszą chodzić nieraz kilometrami lub czerpać ją z brudnej, błotnistej kałuży, albo używać (jak na Komorach) słonej wody morskiej do mycia, a nawet do gotowania.

My sami, żyjący w coraz bardziej zanieczyszczonym środowisku, kupujący wodę w butelkach, bardzo często doświadczamy wartości i znaczenia tego symbolu. Woda – symbol życia, to także symbol dobrobytu i błogosławieństwa, czystości i zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka.

Mojżesz, który na pustyni, uderzając laską w skałę, spowodował, że wypłynęła z twardej opoki dobra woda, symbolizująca Chrystusa – Źródło wody żywej, uzmysławia nam, że ostatecznie nie mamy do czynienia tylko i wyłącznie z symbolem. To raczej sam Bóg objawia się swojemu ludowi, jako Źródło Życia.

Nie bez przyczyny Jan Paweł II w swoim Tryptyku Rzymskim napisał:

„Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków…
Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —
Gdzie jesteś, źródło?… Gdzie jesteś, źródło?!

Cisza…

Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!

(Cisza – dlaczego milczysz?

Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku).
Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość”.

Wiemy, że Chrystus jest właśnie owym Źródłem Życia, w którym możemy umoczyć wargi, jak w źródlanej wodzie i odczuć ożywczą świeżość.
Panie daj mi wody żywej!

19 marca – III Niedziela Wielkiego Postu  (Msza do wyboru)

A czego my szukamy? 

Żydzi żądali znaków, Grecy szukali mądrości (por. 1 Kor 1, 22) – a my czego szukamy? Czego oczekujemy od Chrystusa? Nie chcemy Jego przykazań, bo nas zniewalają, nie pozwalają radośnie używać życia. Nie chcemy Jego nauki i moralności, bo jest niewygodna i niemodna, przestarzała i niedzisiejsza. Nie chcemy słuchać i wypełniać Ewangelii, bo straszy nas piekłem. Nie chcemy Ciała i Krwi Zbawiciela, bo nie rozumiemy tego, co nam daje w sakramencie Eucharystii. Nie chcemy nawet Jego miłości, bo nie wiemy co z nią zrobić. Ostatecznie zgodzilibyśmy się na cuda, szczególnie na cudowne pomnożenie zasobów naszych kont bankowych i na interwencje w razie choroby. Ale wszystko inne, raczej odrzucilibyśmy, szczególnie zależałoby nam na pozbyciu się Jego Krzyża, a co za tym idzie – Męki i Chrystusowej Śmierci. Boimy się otworzyć drzwi Chrystusowi, bo mógłby rzeczywiście wejść i zamieszkać w naszym życiu, a to mogłoby okazać się niewygodne i kłopotliwe. Czego więc szukamy? Czego chcemy? Już nawet znaków nie żądamy, bo nie są nam do niczego potrzebne. Najbardziej jednak przerażające jest to, że sami nie wiemy czego chcemy i czego szukamy. Jesteśmy jak wiecznie niezadowolone i rozkapryszone dzieci (por. Łk 7, 32), jak ludzie wędrujący po pustyni bez kompasu i mapy. Jak zagubieni w lesie lub w górach turyści, którzy sami nie wiedzą dokąd idą. Odrzucamy i znaki, i mądrość, i mapę, i busolę… I dlatego nie potrafimy nigdzie dojść, dlatego nasze pozorne sukcesy okazują się ostatecznie klęską, nasze zyski… stratą, a nasze życie … mierną wegetacją.

Ale czy tak musi być? Czy nie warto jednak zaufać i znakom i mądrości? Czy nie warto powrócić do porzuconych kiedyś drogowskazów i odnaleźć utraconą drogę? Dopóki żyjesz, nie wszystko jest stracone. Przeorientuj swoje życie tylko odrobinę… poszukaj znaków i daj się prowadzić mądrości, a odnajdziesz właściwą drogę do pełni życia.

więcej materiałów TUTAJ