25 marca – sobota – Zwiastowanie Pańskie

A Słowo stało się ciałem

Scena przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii wydaje się niemal mitologiczna. Jest tak niesamowicie bajeczna, że aż – dla niektórych – niemożliwa. A jednak jest to początek, od którego zaczyna się zbawcze dzieło Boga. Bóg wybrał właśnie taki, niezwykły i cudowny sposób wejścia w ludzką historię. Wybrał Maryję Dziewicę, z której narodził się Syn Boży, Jezus Chrystus Zbawiciel świata (por. Mt 1, 16).

Są to prawdy dogmatyczne, nie dające się ogarnąć rozumem, ograniczonym przecież i ułomnym. Co wcale nie znaczy, że są antylogiczne lub przeczące ludzkiemu rozumowi. Nie są jednak na pewno prawdami w porządku naturalnym, nie mieszczą się w ramach praw fizyki, bo sam Bóg nie należy do natury, nie podlega prawom fizyki i biologii, i nie można Go zgłębić przy pomocy ludzkiego rozumu. Czyż nie mógł więc wybrać takiego właśnie, ponadnaturalnego sposobu wejścia w historię człowieka? Oto Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego Cię osłoni. (Łk 1, 35 nn)

Maryja też tego nie rozumie i wcale nie udaje, że jest inaczej (Jakże się to stanie?). Zwróćmy jednak uwagę na Jej postawę wobec niemożliwej do zrozumienia Bożej propozycji? Jej jedyną odpowiedzią są słowa: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według tego, co Bóg przewidział.

Czy czasami i w naszym życiu nie potykamy się o podobny problem? Nie rozumiemy dróg Bożych, nie możemy ich sobie wytłumaczyć, a wtedy… najczęściej buntujemy się, odchodzimy, rezygnujemy z takiego Boga, którego nie sposób zrozumieć, bo za wiele od nas oczekuje, bo wymagania są za trudne, niejednokrotnie niepojęte, lub alogiczne. My chcielibyśmy Boga zrozumieć! A kiedy się to nie udaje, to raczej pozostajemy przy naszej, ludzkiej i ograniczonej logice. A gdyby tak raz spróbować, zaryzykować i odpowiedzieć Mu: „Mimo, że Cię nie rozumiem, mimo że nic z tego, co się wokół mnie dzieje nie pojmuję, to jednak mówię, oto ja, niech mi się stanie według tego, coś postanowił.

A gdyby tak chociaż raz spróbować…  naprawdę zaufać i otworzyć drzwi Chrystusowi? Tylko, że do tego trzeba czegoś więcej niż rozumu, trzeba wiary, zaufania Bogu, Który jest Bogiem Wszechmogącym, a nie bożkiem, wytworem naszych szarych komórek.

W dniu dzisiejszym ISTNIEJE … możliwość

ADOPCJA

więcej materiałów TUTAJ

Reklamy

24 marca – piątek III tygodnia WP

Miłość Boga i bliźniego

Zagadnienie, który chyba najczęściej pojawia się na kartach Pisma Świętego, to miłość. Centralnym punktem objawienia jest prawda wyrażona przez św. Jana: Bóg jest miłością, a kto nie miłuje nie zna Boga (por. 1 J 4, 16). Wokół tej prawdy koncentruje się całe nauczanie Chrystusa, a Jego misja zbawcza polega na ukazywaniu człowiekowi jak bardzo jest miłowany przez Boga, Który Syna swego Jednorodzonego dał… (por. J 3, 16; 1 J 4, 9). Czym więc jest miłość, skoro sam Bóg jest miłością (por. 1 J 4, 8), skoro Bóg najpierw umiłował człowieka (por. 1 J 4, 19), skoro nie można miłować Boga inaczej, jak tylko miłując bliźniego? (por. 1 J 4, 20) Jaką odpowiedź możemy dać miłującemu Bogu? Takie pytania można by mnożyć, a odpowiedź zawsze będzie jedna i ta sama i nie będzie innej, niż ta udzielona przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Nie istnieje bardziej podstawowa prawda w ludzkim życiu… tylko… Tylko, że niestety nie wszyscy, a raczej niewielu jest takich, którzy to rozumieją, a jeszcze mniej tych, którzy tą drogą kroczą.

to raczej Bóg jest miłością …

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak trudno jest nam wprowadzić w życie tę podstawową, fundamentalną prawdę? Czy przyczyną jest zwykłe pomylenie pojęć? Czy nie jest tak dlatego, że mylimy sentymentalizm i uczucia z tym, co Pismo Święte nazywa Miłością? Bóg jest i MIŁOŚCIĄ i MIŁOSIERDZIEM, ale nie jest zakochaniem i nie jest tanim sentymentalizmem. Miłość nie jest Bogiem …jest raczej idolem czyli bożkiem …

Tomasz Merton pisze: „Mamy obowiązek kochać się wzajemnie, chociaż nie jest naszym obowiązkiem wzajemnie się «lubić». Miłość kieruje się wolą – sympatia jest sprawą wrażliwości i uczuć, a nie miłości. A my jesteśmy do tego stopnia dziećmi Bożymi, że kochając innych, możemy – niejako wbrew ich woli – uczynić ich dobrymi i godnymi miłości… Bóg zaś nie kocha nas dlatego, że jesteśmy dobrzy, tylko my stajemy się dobrzy, ponieważ On nas kocha”.

Czy potrafię kochać innych, bez sentymentów i mdłej uczuciowości? Czy moja miłość czyni innych lepszymi?

więcej materiałów TUTAJ