24 marca – piątek III tygodnia WP

Miłość Boga i bliźniego

Zagadnienie, który chyba najczęściej pojawia się na kartach Pisma Świętego, to miłość. Centralnym punktem objawienia jest prawda wyrażona przez św. Jana: Bóg jest miłością, a kto nie miłuje nie zna Boga (por. 1 J 4, 16). Wokół tej prawdy koncentruje się całe nauczanie Chrystusa, a Jego misja zbawcza polega na ukazywaniu człowiekowi jak bardzo jest miłowany przez Boga, Który Syna swego Jednorodzonego dał… (por. J 3, 16; 1 J 4, 9). Czym więc jest miłość, skoro sam Bóg jest miłością (por. 1 J 4, 8), skoro Bóg najpierw umiłował człowieka (por. 1 J 4, 19), skoro nie można miłować Boga inaczej, jak tylko miłując bliźniego? (por. 1 J 4, 20) Jaką odpowiedź możemy dać miłującemu Bogu? Takie pytania można by mnożyć, a odpowiedź zawsze będzie jedna i ta sama i nie będzie innej, niż ta udzielona przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Nie istnieje bardziej podstawowa prawda w ludzkim życiu… tylko… Tylko, że niestety nie wszyscy, a raczej niewielu jest takich, którzy to rozumieją, a jeszcze mniej tych, którzy tą drogą kroczą.

to raczej Bóg jest miłością …

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak trudno jest nam wprowadzić w życie tę podstawową, fundamentalną prawdę? Czy przyczyną jest zwykłe pomylenie pojęć? Czy nie jest tak dlatego, że mylimy sentymentalizm i uczucia z tym, co Pismo Święte nazywa Miłością? Bóg jest i MIŁOŚCIĄ i MIŁOSIERDZIEM, ale nie jest zakochaniem i nie jest tanim sentymentalizmem. Miłość nie jest Bogiem …jest raczej idolem czyli bożkiem …

Tomasz Merton pisze: „Mamy obowiązek kochać się wzajemnie, chociaż nie jest naszym obowiązkiem wzajemnie się «lubić». Miłość kieruje się wolą – sympatia jest sprawą wrażliwości i uczuć, a nie miłości. A my jesteśmy do tego stopnia dziećmi Bożymi, że kochając innych, możemy – niejako wbrew ich woli – uczynić ich dobrymi i godnymi miłości… Bóg zaś nie kocha nas dlatego, że jesteśmy dobrzy, tylko my stajemy się dobrzy, ponieważ On nas kocha”.

Czy potrafię kochać innych, bez sentymentów i mdłej uczuciowości? Czy moja miłość czyni innych lepszymi?

więcej materiałów TUTAJ

Reklamy

23 marca – czwartek III tygodnia WP

Zatwardziałość serca

Zatwardziałość serca to taka cecha ludzkiego charakteru, która powoduje, że mimo ewidentnych i racjonalnych dowodów mówimy dobru „nie”. Bywa też nazywana uporem, przewrotnością, czy po prostu pychą. Zatwardziałość serca to w końcu taka cecha, która powoduje, że nawet sam Bóg nie potrafi dotrzeć do człowieka i doprowadzić go do zbawienia. Bardzo często w Piśmie Świętym spotykamy się z pojęciem zatwardziałości ludzkiego serca, która powoduje, że człowiek odwraca się od Boga i nie przyjmuje Jego łaski (por. Ps 95, 8-11; Jr 7, 24; 9, 13; 11, 8; Syr 11, 21; Mt 15, 18-20; 19, 8; Mk 7, 21-23; J 12, 40; Dz 28, 27; Rz 1, 21; 2, 5). Spotykamy ją i dzisiaj, u współczesnego człowieka, który zadufany w swoje wielkie możliwości i osiągnięcia często z wielką pychą odrzuca Boga i Jego miłość, podążając za pragnieniami zatwardziałego serca. Ileż razy dzieje się tak i w naszym życiu, że widzimy dobro, pociąga nas ono i urzeka, a jednak w zatwardziałości serca podążamy za złem.

O tym mówi św. Paweł w Liście do Rzymian: Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. (por. Rz 7, 15-19) Dlaczego tak jest? Co jest powodem tej niezrozumiałej i całkowicie irracjonalnej postawy? Serce ludzkie jest niezgłębione dla samego człowieka i pozostaje tajemnicą szczególnie wtedy, gdy odwraca się od Stwórcy. Jan Paweł II na początku swojego pontyfikatu nawoływał: „Otwórzcie Chrystusowi drzwi waszych serc… Człowiek nie może zrozumieć nawet siebie samego bez Chrystusa”. I tak chyba jest rzeczywiście. Nie potrafimy zrozumieć samego siebie, bo powodują nami często całkowicie irracjonalne i nieprzewidywalne siły, z których jedną jest właśnie zatwardziałość serca, czyli pycha. Jedynym lekarstwem jest łaska i miłość Chrystusa, którą trzeba dzisiaj na nowo odkryć i jej zaufać nawet bardziej niż naszemu – czasami bardzo – dziwnemu sercu.

więcej materiałów TUTAJ

22 marca – środa III tygodnia WP

Prawo Boże

Jest rzeczą zastanawiającą jak bardzo posłuszni, poddani i ulegli jesteśmy wszelkim prawom ludzkim, a jednocześnie jak bardzo kontestujemy Prawo Boże. Przyjrzyjmy się z jaką skrupulatnością przestrzegamy reguł zdrowego żywienia, zasad savoir vivre, przepisów kulinarnych, kanonów mody, reguł i przepisów bankowych, celnych, praw międzynarodowych i ekonomicznego rozwoju, umów społecznych unilateralnych i bilateralnych. Wszyscy dookoła wmawiają nam jak bardzo ważne i nieodzowne są te prawa i przepisy, jak wiele zależy od ich przestrzegania, jak konieczne dla naszego dobra i szczęścia jest ich zachowanie. Każda organizacja i społeczność ludzka spieszy się z wydawaniem praw, przepisów, edyktów, zarządzeń. Nikt nie neguje przepisów drogowych, nie ośmieli się lekceważyć praw podatkowych, nikomu nie przyjdzie do głowy sprzeciwiać się regułom i kanonom podaży i popytu rynkowego. Każdy produkt i urządzenie opatrzone jest instrukcją obsługi, w której zawarte są przepisy i reguły użytkowania pod groźbą utraty gwarancji. Wszystko to posłusznie, potulnie i skrupulatnie respektujemy.

Nie jestem anarchistą i nie nawołuję do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Ale… czasami dziwi mnie, dlaczego ludzie tak bezkrytycznie przyjmują narzucone im przez innych ludzi prawa (bardzo często przecież niesprawiedliwe i zbójeckie), a jednocześnie zaniedbują, lekceważą, negują i sprzeciwiają się Prawu Bożemu. Co więcej, próbujemy się od tego Bożego Prawa uwolnić pod przewrotnymi hasłami wolności, swobody i prawa do samostanowienia. Usprawiedliwiamy się okolicznościami, sytuacją, wyższymi racjami. Wprowadzamy pojęcia tolerancji, relatywizmu i humanizmu. I co? Czyż doprawdy nie widzimy, że jest w tym coś przewrotnego i groźnego? Wprowadzone w wielu krajach prawo do aborcji, eutanazji, równouprawnienie związków homoseksualnych są tego najlepszym przykładem. Czy odrzucając przykazania Boże nie chcemy przypadkiem poprawiać samego Boga, który jest Stwórcą i naprawdę wie, co jest dla człowieka dobre? On także dołączył do swojego „produktu” „podręcznik użytkowania” i zastrzegł, że „użycie niezgodne z instrukcją” doprowadzi do destrukcji… (por. Pwt 6, 3; Joz 1, 7)

Czy nie lepiej byłoby jednak wrócić do przestrzegania Bożego Prawa, a wtedy – być może – wszystkie ludzkie prawa okazałyby się niepotrzebne? Utopia?

więcej materiałów TUTAJ

21 marca – wtorek III tygodnia WP

Ile razy mam przebaczać?

Temat przebaczenia powraca jak refren w okresie Wielkiego Postu. Jest również jednym z głównych tematów Pisma Świętego, począwszy od Księgi Rodzaju (por. Rdz 9, 13-17), aż po Apokalipsę (por. Ap 21, 1-7). Odkąd bowiem grzech wszedł w historię człowieka, całe dzieje ludzkości są jednym wielkim wołaniem o przebaczenie (por. Rz 5, 20). Nie można jednak widzieć tego problemu tylko i wyłącznie w perspektywie negatywnej, jako samoudręczenia i psychicznego masochizmu. Bóg nie oczekuje od nas samoponiżania i nie chce nas poniżać, ani się nad nami psychicznie znęcać. Pragnie, abyśmy poznali prawdę o nas samych i oczekując Bożego miłosierdzia sami byli zdolni do jego okazywania. Bóg szuka człowieka i zawsze jest gotów okazać nam swoje miłosierdzie (por. Ez 18, 23; Łk 15, 11-32), ale oczekuje też nawrócenia i miłosierdzia względem bliźniego (por. Mt 7, 1-5).

Image result for nielitościwy dłużnik

Pytanie Piotra: „Ile razy mam przebaczać?” – wydaje się być co najmniej dziwne, bo jest to ostatecznie pytanie o to, czy są jakieś granice bycia miłosiernym, wyrozumiałym, życzliwym, cierpliwym, czy w ogóle dobrym? Chrystus zaś – odpowiadając – posługuje się przypowieścią i pokazuje, że Bóg wobec nas takich granic nie stosuje, że jest gotowy przebaczyć nieskończenie więcej, niż to potrafimy zrozumieć. Ale jednocześnie oczekuje od nas wysiłku, że będziemy miłosierni i przebaczający. Jakże trudno jest nam czasami to zrozumieć i chcielibyśmy często za Piotrem, z niecierpliwością zapytać: „Panie, ileż razy, jak długo mam przebaczać?” Trzeba częściej zaglądać do Pisma Świętego, a znajdując tam powracający jak refren temat przebaczenia słuchać odpowiedzi Jezusa, który niestrudzenie powtarza: „przebaczaj zawsze” (por. Łk 17, 4), aby i tobie zostało wybaczone (por. Mt 7, 1-2).

więcej materiałów TUTAJ

20.03. św. Józefa – Oblubieńca N.M.P.

Czy św. Józef jest postacią bezbarwną?

Człowiek, mężczyzna cichy i spokojny, nie zabiegający o własną chwałę, sprawiedliwy i roztropny, usuwający się w cień, dbający o rodzinę i dom nie jest dzisiaj w modzie, nie ma siły przebicia, ani nie jest idolem współczesnego świata. Amerykańskie i (nie tylko) filmy wytworzyły mit supermana, przystojniaka, cwaniaka, człowieka sukcesu, mężczyzny roku, eleganckiego i wysportowanego amanta. W tej powodzi współczesnych idoli postać św. Józefa wydaje się być szara, bezbarwna i nijaka, tym bardziej, że Ewangelia tak mało o nim mówi. A przecież to sam Bóg wybrał takiego właśnie „nieciekawego” mężczyznę na Opiekuna Jezusa Chrystusa i Jego Matki Maryi. Czyli coś w tym musi być.

Kiedyś imię to było bardzo popularne. Święty Józef był patronem wielu chłopców i mężczyzn. Dzisiaj mamy raczej inne mody. Na cechy św. Józefa niezwykle trudno się natknąć wśród postaw i charakterów współczesnych mężczyzn. Uczciwość, pracowitość, rzetelność, czystość, szacunek, oddanie rodzinie, prawość, poczucie obowiązku, pokora – te wszystkie cnoty zostały zastąpione w wielu wypadkach cwaniactwem, efekciarstwem, przebiegłością, sprytem, fizyczną siłą… Czy jest jeszcze we współczesnym świecie miejsce dla ludzi, którzy próbują realizować w swoim życiu wzorzec Patrona dnia dzisiejszego?

Mężczyźni wstydzą się być uczciwi i rzetelni, wstydzą się kiedy nie przylegają do kanonów współczesnego, silnego i wysportowanego macho, albo wypielęgnowanego i przystojnego „gogusia”, pachnącego denimem lub innym old spice´m. A przecież wiemy, że dziewczyny podkochują się raczej w idolach, ale na męża i ojca, na opiekuna rodziny i kogoś, kto będzie odpowiadał za dom, wybierają raczej mężczyzn uczciwych i solidnych. Tylko, że tych chyba coraz mniej we współczesnym, przereklamowanym świecie.

A Bóg wybrał takiego właśnie, pozornie bezbarwnego człowieka, aby jego pieczy powierzyć największy skarb: dzieciństwo Syna Bożego i Maryję, Niepokalaną Matkę. W tej postaci naprawdę coś musi być…

więcej materiałów TUTAJ