10 marca – piątek I tygodnia WP

Tworzyć cywilizację życia

Okres Wielkiego Postu, to nie tylko czas pojednania z Bogiem, uznania swojej grzeszności, to przede wszystkim moment pogodzenia się z bliźnim. Właśnie teraz mamy okazję zobaczyć i ponaprawiać nasze międzyludzkie relacje. Ileż jest w nich pychy, arogancji, zarozumialstwa, chęci wywyższania się i dominowania? Ileż zazdrości, zawiści, chęci zemsty, obojętności, lekceważenia, egoizmu, nieuzasadnionej złości, czy pogardy? A ustawiczne pretensje i żale, narzekania i utyskiwania, wieczne niezadowolenie, krytyka, dokuczanie i małostkowe wypominanie wszystkim naokoło, nawet najmniejszych potknięć. Czy to służy budowaniu Królestwa Bożego? (por. Ga 5, 19-23)

Wszystko to czeka na uleczenie. Jest jak boląca, nie zaleczona rana, czekająca na uzdrowiciela. Cóż z tego, że uczestniczymy w niedzielnej Mszy św., że odmawiamy poranne i wieczorne paciorki, że przystępujemy do sakramentów, skoro w naszych międzyludzkich stosunkach nic się nie zmienia, skoro nie umiemy wybaczyć, ani się pogodzić?

Pamiętamy wszyscy te kilka podniosłych dni choroby i śmierci Papieża Jana Pawła II sprzed prawie roku. Pamiętamy te piękne gesty pojednania i wzniosłe uczucia, jakie nas wtedy wypełniały. I co z tego do dzisiaj pozostało? Ileż z tych dobrych postanowień zostało zrealizowanych, a ile się rozmyło w nijakości? Czy rzeczywiście nasza cywilizacja staje się cywilizacją życia i miłości, przebaczenia i wzajemnej pomocy, czy raczej brnie nadal w przemoc, wrogość, indywidualizm i egoizm, we wzajemne urazy i uprzedzenia, w nienawiść i zazdrość?

Zastanówmy się i odstąpmy od naszych grzechów, a rozmiłujmy się w cywilizacji życia i kulturze życzliwości. Aby uzyskać Boże przebaczenie, pogódźmy się szybko ze swoim bratem (por. Mt 5, 25). Nie zwlekaj, nie odkładaj, nie usprawiedliwiaj się. Cywilizacja życia nie spadnie z nieba w sposób cudowny. Tylko Ty i ja możemy ją zbudować szczerym wysiłkiem pojednania i wzajemnego wybaczenia.

To także może być wielkopostnym postanowieniem.

więcej materiałów TUTAJ

Reklamy

09 marca – czwartek I tygodnia WP

Czy i jak się modlić?

Jak mamy się modlić, aby modlitwa nasza była skuteczna i miła Bogu? (por. Łk 11, 1-13) Dla wielu ludzi modlitwa stała się synonimem zmarnowanego czasu. Niektórzy twierdzą, że modlą się tylko ludzie słabi i niezdolni do działania. Według innych modlitwa jest zawracaniem głowy Panu Bogu i odwracaniem uwagi od rzeczywistości doczesnej, czyli pewnego rodzaju alienacją. Takie obiegowe opinie krążą nawet wśród katolików. Czy tak jest w rzeczywistości? Czym – tak naprawdę – jest modlitwa?

Tomasz Merton w swojej książce: „Nikt nie jest samotną wyspą” pisze: Każda prawdziwa modlitwa głosi w jakiś sposób naszą zależność od Pana życia i śmierci. Stwarza więc również głęboki żywotny kontakt z Tym, którego znamy, nie tylko jako Pana, ale jako Ojca. Jesteśmy naprawdę wtedy, kiedy się dobrze modlimy.

Rzeczywiście, dopiero dobra modlitwa pozwala nam naprawdę być, poprzez osobisty kontakt z Bytem Absolutnym, z Bogiem, Który JEST (por. Rdz 32, 26). Oczywiście ktoś, kto nigdy tak się nie modlił, nigdy nie będzie zdolny doświadczyć owego fundamentalnego aktu bytowania wypływającego z kontaktu z Bogiem. Modlitwa to nie litania próśb, nie lista potrzeb, które chcemy z Bogiem załatwić, nawet nie dziękczynienie czy pobożny akt uwielbienia. To stawanie wobec Tego, Który Jedynie JEST (por. Wj 3, 14), to „zasilanie rozładowanych, duchowych baterii”, to czerpanie ze Źródła istnienia. Można nawet powiedzieć za św. Augustynem, że modlitwa to uświadamianie sobie, że jesteśmy zanurzeni w Bogu, tak jak ryba w wodzie.

Merton dodaje: Im mniej człowiek jest zdolny do istnienia, tym więcej ma zajęć. Staje się swoim własnym poganiaczem, cieniem, który popędza drugi cień, aż do zamęczenia go na śmierć. I rzeczywiście, takie zjawisko daje się zaobserwować w dzisiejszym świecie. Ludzie nie istnieją, stale się gdzieś spieszą, bo się nie modlą, bo nie mają czasu na modlitwę, a tym samym nie mają czasu na istnienie. Tacy ludzie wmówili sobie, że być to mieć, to posiadać. Im modlitwa jest niepotrzebna. Czy istnieją rzeczywiście, czy jedynie wegetują?

więcej materiałów TUTAJ

08 marca – środa pierwszego tygodnia WP

Ojciec czeka

Pokuta i nawrócenie to tematy, które ustawicznie powracać będą w okresie Wielkiego Postu. Czy tylko po to, abyśmy się masochistycznie gnębili poczuciem naszych grzechów i ułomności? Czy Panu Bogu zależy na naszym samoudręczeniu? Czy nie jest raczej tak, że świadomość grzechów uczy nas mądrości i pokory, stawia nasze życie w prawdzie? (por. Ps 25, 11)

W jednym z wywiadów, kard. G. Danneels (prymas Belgii) powiedział: Zaniechanie praktyk religijnych a szczególnie spowiedzi, to raczej uniwersalny problem kryzysu poczucia grzechu w Europie. Sens grzechu przestaje istnieć, bo człowiek uważa, że jest samowystarczalny i sam określa, co jest dobre, a co złe. Jest to fundamentalny kryzys religijny. Jest w tym jakaś przerażająca prawda. Człowiek współczesny zadufany i zapatrzony w siebie, w swoje ogromne możliwości techniczne, nie chce słyszeć o grzechu, winie, pokucie i potrzebie nawrócenia. Wzdraga się przed tymi pojęciami i najchętniej słowa te wymazałby ze słowników. Czy jednak czyni go to szczęśliwszym? Samowystarczalny człowiek, pełen pychy i zarozumiałości nie jest niestety w stanie poradzić sobie ze swoim własnym grzechem i słabością. I na nic nie przyda się udawanie, że grzechu nie ma. Nie pomogą psychoterapeuci i psychiatrzy, lekarze i seanse psychoanalizy. Psychoanalityk może pomóc, ale nie może powiedzieć: „przebaczam ci”. Taka jest różnica między psychoanalitykiem, a łaską. Oczywiście, do tego potrzebna jest wiara. Bez niej, to rzeczywiście nie ma sensu.

Przypominanie więc o pokucie i potrzebie nawrócenia w okresie Wielkiego Postu nie ma na celu gnębienia nas, ale daje raczej możliwość spotkania z miłosiernym Ojcem, który czeka na marnotrawnego syna i nie pozwala mu nawet dokończyć spowiedzi, lecz rzuca mu się z radością na szyję i całuje z ojcowską miłością. (por. Łk 15, 11-32) Warto też pamiętać, że punktem zwrotnym całej przypowieści i kluczem do niej jest refleksja owego marnotrawnego syna: Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie. (por. Łk 15, 18) Nie mógłby ojciec okazać synowi swej przebaczającej miłości, gdyby ten nie ruszył w drogę powrotną.

A jak daleko ty zawędrowałeś? Wiedz, że zawsze jest możliwość powrotu! Ojciec czeka…

więcej materiałów TUTAJ

7 marca – wtorek pierwszego tygodnia Wielkiego Postu

Warunki przebaczenia

W dzisiejszej Ewangelii stajemy przed jednym z najtrudniejszych zadań, jakie Chrystus stawia przed swoimi wyznawcami. Umiejętność przebaczania okazuje się warunkiem sine qua non uzyskania przebaczenia od Boga. Przebaczenie zakłada jednak z obydwu stron pewne konieczne warunki. Ze strony przebaczającego, Chrystus domaga się miłosierdzia, ale ze strony tego, któremu należy przebaczyć oczekuje uznania własnych błędów.

Papież, Jan Paweł II, w swojej książce „Przekroczyć próg nadziei” pisze: Pokazać komuś rzeczywistość grzechu, jego błąd, nie jest wcale równoznaczne z potępieniem go. Pokazanie komuś jego grzechu sprowadza się raczej wprost przeciwnie, do stworzenia warunków nawrócenia. Pierwszym bowiem warunkiem nawrócenia jest dla człowieka uświadomienie sobie własnej słabości i grzeszności (…), a następnie uznanie tego przed Bogiem, który ze swej strony nie oczekuje niczego więcej, jak właśnie tego rozpoznania ludzkiej grzeszności, aby człowieka zbawić. A człowiek ze swej strony nie uczy się inaczej, jak właśnie przez takie rozpoznanie i przyznanie się do swoich błędów.

Image result for przebaczenie

Jak łatwo zauważyć, rozpoznanie stanu grzeszności i potrzeby Bożego wybaczenia jest warunkiem koniecznym do uzyskania przebaczenia. Jakie grzechy Bóg może mi wybaczyć, jeśli sam uparcie twierdzę, że ich nie mam? Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (por. Mt 9, 12). Aby poddać się leczącemu działaniu łaski Bożej, koniecznym jest uznanie, że jest się chorym (por. Ps 51, 3nn).

Drugim warunkiem Bożego przebaczenia jest umiejętność przebaczania innym. Nie mogę oczekiwać przebaczenia od Boga, jeśli sam nie potrafię wybaczyć bliźniemu. I tutaj pojawia się problem. Jak mam wybaczyć bliźniemu skoro twierdzi, że nic złego nie zrobił, do winy przyznać się nie chce i uważa, że nie potrzebuje mojego przebaczenia? No cóż? Może w tym miejscu, warto sobie przypomnieć inną wypowiedź Chrystusa: Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą (por. Mk 4, 24). A jaką miarą ja mierzę innych? Jeśli sam nie umiem się przyznać do błędów, jeśli sam nie umiem wybaczać, to czegóż oczekuję od innych?

więcej materiałów TUTAJ

6 marca – Poniedziałek pierwszego tygodnia Wielkiego Postu

Miłość Boga i bliźniego

Starotestamentalne przykazanie miłości Boga i bliźniego (por. Pwt 6, 5), otrzymuje w dzisiejszych czytaniach bardzo wyraźne i konkretne kształty. Cokolwiek uczyniłeś innemu człowiekowi… mnie to uczyniłeś (por. Mt 25, 40). A św. Jan w swoim Pierwszym Liście powie wprost: Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (por. 1 J 4, 20). Co więcej – tak jak widać to w dzisiejszej Ewangelii – przykazanie to będzie jedynym sprawdzianem przynależności do Królestwa Niebieskiego. To ciekawe, że w opisie Sądu Ostatecznego (por. Mt 25, 31-46), nie ma mowy o innych aktach, czy uczynkach, które kwalifikowałyby do tego, aby znaleźć się „po prawej stronie” przychodzącego w chwale Chrystusa-Sędziego. Zestawmy dzisiejszą Ewangelię ze sławnym fragmentem Kazania na Górze, znanym pod nazwą „Ośmiu Błogosławieństw” (por. Mt 5, 3-10). Tam także można znaleźć odniesienie do miłości bliźniego, jako warunku uczestnictwa w przyszłej chwale: „Błogosławieni ubodzy w duchu, cisi, miłosierni, wprowadzający pokój…”

glod

Oczywistym jest, że czynna miłość bliźniego musi być ugruntowana w bliskim i zażyłym kontakcie z Bogiem, ale też warto sobie uświadomić, że nie ma prawdziwej miłości do Boga bez czynnej miłości bliźniego. To są dwie strony medalu: awers i rewers. Jedna nie istnieje bez drugiej.

A jak to jest w naszym życiu codziennym? Czy nie warto sobie uczciwie powiedzieć: Nie wejdę do nieba, jeśli żyjący obok mnie człowiek nie doświadczy mojej realnej pomocy! Okres Wielkiego Postu ma nam to właśnie – w sposób wyrazisty – uświadomić. Nie ma miłości Boga bez miłości bliźniego i vice versa, nie ma miłości bliźniego bez zakochania się w Bogu.

więcej materiałów TUTAJ