XXXIII Niedziela Zwykła rok C

Ml 3,19-20

Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach. Wyjdziecie [swobodnie] i będziecie podskakiwać jak tuczone cielęta.

2Tes 3,7-12

Sami bowiem wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

Łk 21,5-19

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział:

Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec.

Wtedy mówił do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.

Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa …

Miesiąc listopad na pewno sprzyja pogłębionej refleksji eschatologicznej, czyli refleksji o rzeczach ostatecznych. Na początku miesiąca obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych, a zaraz po niej, następnego dnia wspominamy wszystkich wiernych zmarłych. Przez cały miesiąc modlimy się za zmarłych, a w Liturgii Słowa tego miesiąca pojawiają się teksty biblijne dotyczące tej rzeczywistości, czyli końca świata, czy to z proroków jak w dzisiejszym pierwszym czytaniu, czy z Apokalipsy św. Jana, czy też zapowiedzi samego Chrystusa (jak w dzisiejszej Ewangelii) odnoszące się do końca czasów, do końca świata.

Temat ten jest także przedmiotem naszych rozmów, czy medialnych newsów poszukujących sensacji. Od jakiegoś czasu domorośli prorocy zapowiadają ostateczny koniec świata np. na 12 grudnia 2012 roku. Rzeczywistość końca czasów, sądu ostatecznego, objawienia się Antychrysta, niezwykłych kataklizmów, w których Himalaje parują jak szklanka wody w ciągu sekundy jest także obecna w filmowej produkcji. Filmy takie jak; „Doomsday”, „Armagedon”, „The Day After”, „Apokalipsa” czy „Niebo się zapada” biją rekordy oglądalności i nabijają kasę twórcom. Na internecie znaleźć można reklamy setek książek, z których możesz się dowiedzieć jak przeżyć koniec świata.

Wszystko to jednak obliczone jest na sensację i podniesienie poziomu adrenaliny we krwi, co zresztą bardzo lubimy i czego coraz częściej poszukujemy. Z drugiej jednak strony takie sensacyjne i niemalże bajkowe przedstawienie czasów eschatologicznych powoduje, że jakoś się do tego przyzwyczajamy, że nam to obojętnieje. Nikt bowiem kto ma chociażby odrobinę zdrowego rozsądku nie będzie traktował poważnie katastroficznej produkcji Hollywoodu. Oglądamy to z dreszczykiem emocji i podniesienia i kwitujemy stwierdzeniem: „ano, ładna bajeczka”. Niestety podobnym stwierdzeniem kwitujemy (czasami nawet podświadomie) Słowo Boże mówiące o końcu świata. Kto – tak na dobrą sprawę przejął się słowami proroka Malachiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, kto je dzisiaj w ogóle usłyszał? „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Nawet w dzisiejszej Ewangelii zwracamy bardziej uwagę na znaki i niezwykłości zapowiadające koniec świata. Chcielibyśmy raczej dowiedzieć się w miarę precyzyjnie, kiedy TO nastąpi? Są i tacy, którzy twierdzą, że znają nie tylko datę końca świata, ale i sposób na dostanie się do nieba … Jak w każdych czasach tak i dzisiaj nie brak pseudo-proroków i wizjonerów różnego rodzaju, a czasami po prostu zwykłych naciągaczy i szarlatanów. A przecież rzeczywistość opisywana przez proroków Starego Testamentu i zapowiadana przez Chrystusa nie jest sensacyjną bajeczką obliczoną na „ochy” i „achy” słuchaczy. Ale rzeczywistość zapowiadana przez Chrystusa nie jest także przesłaniem do zlekceważenia.

Warto więc podejść do sprawy końca świata w sposób poważniejszy, nie sensacyjny i nie bajkowy.

I dlatego warto zadać sobie pytanie:  czy naprawdę to właśnie chce nam powiedzieć Jezus, kiedy o końcu świata mówi? Czy chce nas epatować katastrofami i straszyć, czy raczej chce nas do tego nieuniknionego wydarzenia przygotować? Czy nie powtarza raczej ustawicznie i z powagą: „bądźcie czujni i nawracajcie się, dzień ten bowiem przyjdzie niespodziewane jak złodziej, czuwajcie więc aby was nie zaskoczył!”

Co chce  powiedzieć w dzisiejszej Ewangelii? Szkoda, że tak niewielu zwraca uwagę na kilka – pozornie drobnych – słów: „Lecz zanim to wszystko nastąpi podniosą na was ręce i będą was prześladować (…) A będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

To samo mówią nam ostatni Papieże, Paweł VI, Jan Paweł II i Benedykt XVI: „Kościół czasów ostatnich będzie kościołem mniejszości, kościołem próby i dawania świadectwa”.

Czy jednak zamiast zajmować się wątpliwymi prognozami końca świata, nie byłoby lepiej zastanowić się, jak dawać świadectwo Chrystusowi na co dzień? Czy nie lepiej uznać, że taką sposobność do składania świadectwa mam – na dobrą sprawę – zawsze i że ustawicznie żyję w czasach ostatecznych. Stale powinienem być gotowy na spotkanie z Panem i naprawdę, moja własna śmierć to, mój osobisty, mały koniec świata, i spotkanie twarzą w twarz z Chrystusem (niekoniecznie „przychodzącym na obłokach”). Warto często zadawać sobie to pytanie, czy jestem gotowy na taki właśnie, osobisty koniec świata, na takie osobiste spotkanie? Czy swoim życiem daję świadectwo, czy świadczę Chrystusowi nie przez słowa i wątpliwej jakości „proroctwa”, ale przez moje dobre życie? A może po prostu: Czy spotkałem już Chrystusa w moim bliźnim?

W przeciwnym razie lepiej jednak zwrócić uwagę na słowa proroka Malachiasza, którzy przestrzega: „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Można by nawet powiedzieć w sposób bardzo zwięzły”

Kto spotkał już Chrystusa w bliźnim nie musi się obawiać spotkania przy końcu świata.

Kto nie umie Go rozpoznać w bliźnim, żyjącym obok, nie rozpozna Go także przy końcu życia …

Homilia starsza i krótsza…

Po co mówić o końcu świata?

W dzisiejszej Ewangelii zwracamy bardziej uwagę na znaki i niezwykłości zapowiadające koniec świata. Chcielibyśmy raczej dowiedzieć się w miarę precyzyjnie, kiedy TO nastąpi? Są i tacy, którzy twierdzą, że znają nie tylko datę końca świata, ale i sposób na dostanie się do nieba … Jak w każdych czasach nie brak pseudo-proroków i wizjonerów różnego rodzaju, a czasami po prostu zwykłych naciągaczy i szarlatanów. Ale czy naprawdę to właśnie chciał nam Jezus powiedzieć w dzisiejszej Ewangelii? Szkoda, że tak niewielu zwraca uwagę na kilka – pozornie drobnych – słów: „Lecz zanim to wszystko nastąpi podniosą na was ręce i będą was prześladować (…) A będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

Czy jednak zamiast zajmować się wątpliwymi prognozami końca świata, nie byłoby lepiej zastanowić się, jak dawać świadectwo Chrystusowi? Czy nie lepiej uznać, że taką sposobność do składania świadectwa mam – na dobrą sprawę – zawsze i że ustawicznie żyję w czasach ostatecznych. Stale powinienem być gotowy na spotkanie z Panem i naprawdę, moja własna śmierć to, mój osobisty, mały koniec świata, i spotkanie twarzą w twarz z Chrystusem (niekoniecznie „przychodzącym na obłokach”). Warto często zadawać sobie to pytanie, czy jestem gotowy na taki właśnie, osobisty koniec świata, na takie osobiste spotkanie? Czy swoim życiem daję świadectwo, czy świadczę Chrystusowi nie przez słowa i wątpliwej jakości „proroctwa”, ale przez moje dobre życie? A może po prostu: Czy spotkałem już Chrystusa w moim bliźnim?

W przeciwnym razie lepiej jednak zwrócić uwagę na słowa proroka Malachiasza, którzy przestrzega: „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Kto spotkał już Chrystusa w bliźnim
nie musi się obawiać spotkania przy końcu świata. 

Kto nie umie Go rozpoznać w bliźnim, żyjącym obok,
nie rozpozna Go także przy końcu życia …
i sam nie będzie rozpoznany …

11 listopada – Święto Niepodległości

Mdr 13,1-9

Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa – winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw – winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę. Ci jednak na mniejszą zasługują naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracają się wśród Jego dzieł, badają, i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą. Ale i oni nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat – jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?

Łk 17,26-37

Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Pytali Go: Gdzie, Panie? On im odpowiedział: Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy.

lub

Łk 17,20-25

Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest. Do uczniów zaś rzekł: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie.

Do wolności wyswobodził nas Chrystus 

Jak wykorzystaliśmy naszą wolność?

• W liście do Gal 5:13 św. Paweł woła:

Do wolności wyswobodził nas Chrystus.
Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału,
wręcz przeciwnie,
miłością ożywieni
służcie sobie wzajemnie!”

Papież Jan Paweł II nawoływał i modlił się w czasie kolejnych pielgrzymek do Ojczyzny: o mądre zagospodarowanie wolności, o mądre jej wykorzystanie. Napominał i nawoływał do mądrej wolności i do korzystania z tej wolności zgodnie z przykazaniami Bożymi. A my, czy umieliśmy tę wolność mądrze zagospodarować? On tak bardzo konkretnie wskazywał nam i wskazuje nadal, na czym polega wolność, która najpierw i przede wszystkim nie jest tylko wolnością od, ale jest nade wszystko wolnością ku, wolnością do. Taka wolność to nie tylko wolność od zniewoleń zewnętrznych, ale przede wszystkim wolność od wszelkiego rodzaju zniewoleń wewnętrznych, to także zadanie do zrealizowania, a nie jak mówi św. Paweł „zachęta do hołdowania ciału. Taka wolność to wzajemna służba, to przestrzeń miłości i miłosierdzia, to wolność ku dobru, a nie wolność od dobra, jak czasami mogłoby się wydawać. To nie wolność od przykazań i norm moralnych, to nie anarchia i całkowita samowola.

• A jak my tę wolność zagospodarowaliśmy?

Na poziomie politycznym – afera goni aferę, skandal goni skandal, aroganccy, skompromitowani politycy z rządu, sejmu i senatu, robią co im się żywnie podoba, bo są wolni tzn. całkowicie samowolni i niekaralni, nietykalni i nikt im nic nie zrobi. Oni tak pojęli wolność, jako wolność od wszelkiej moralności, uczciwości i przyzwoitości. Wolność czynienia co im się podoba.

Afera Rywina, afera Orlenu, afery w ZUS’ie i w PZU, i w tylu innych instytucjach państwowych … Wyzwoliliśmy się od wszelkich ograniczeń i praw, od moralności i zwykłej uczciwości, i wolność przybrała wymiary samowoli, a nawet anarchii.

I słowa św. Pawła: „miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!” A komu służą ci aroganccy i elegancko ubrani panowie zamieszani w tyle afer?

To nie my wybieraliśmy takich polityków – powiecie mi … czy na pewno nie my? Czy bojkotując wybory, lekceważąc je sobie nie przyczyniam się przypadkiem do tego, że tacy właśnie aroganccy i liberalistyczni politycy są wybierani?

Mamy wolną prasę i wolne media, bo wolno im pisać i publikować, co im się podoba, najgorsze wymysły i kłamstwa, najgorsze brednie i kalumnie, i nikt nie ponosi za nic odpowiedzialności. A my tego słuchamy, my to kupujemy i czytamy, my się tym epatujemy …, bo nareszcie komuś (najlepiej jakiemuś księdzu) dołożyli, bo nareszcie zdemaskowali kościół, bo nareszcie dowiedzieliśmy się prawdy … w telewizji mówili, w gazecie pisało, to musi być prawda … ! My tak korzystamy z wolności, bo pozwalamy pluć i szkalować innych, bo już potępiliśmy sąsiada, znajomego, współpracownika, krewnego, zanim jeszcze został osądzony, zanim mu ktokolwiek cokolwiek udowodnił …

I słowa św. Pawła: „miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!” A komu służą liberalistyczne media?

Wolność to zadanie do zrealizowania, to przestrzeń do mądrego zagospodarowania, a nie wolność publikacji najgorszego rodzaju perwersji i brudu.

A filmiki, „świerszczyki”, gazetki pełne brudu, gwałtu i przemocy … kto to ogląda kto kupuje, kto się tym zachwyca? Gdyby nie było na nie zapotrzebowania, to by splajtowały, nie produkowano by ich, nie wydawano … nie miałyby prawa bytu skandalizujace pisma nastawione jedynie na sensację zaq wszelką cenę.

Do wolności wyswobodził nas Chrystus i nie wolno nam brać tej wolności jako zachęty do hołdowania wszelkiego rodzaju nieprawości i swobodzie obyczajów. Wolność jest bardzo łatwa do pomylenia z samowolą, z całkowitą swobodą jeśli jest widziana tylko jako wolność, czy wyzwalanie się od: skrępowań, niewygodnych ograniczeń, tego co nas krępuje. Nie każda wolność jest wyzwoleniem.

Na poziomie społecznym – jak wygląda nasze życie codzienne? Czy jest to wolność, czy raczej anarchia, jak to wygląda w naszych biurach i zakładach, … w naszych zachowaniach wobec innych. Czy nasza wolność nie wyraża się raczej w tym, że uwolniliśmy się od moralności, od etyki, od przykazań?

Media stały się instrumentem dzierżenia nieograniczonej władzy i kontroli nie tylko nad umysłami; ale również nad ludzkimi sumieniami. I to one próbują nas zniewolić, a świat, który media ukazują, jest światem symulowanym, nieprawdziwym, przesłoniętym przez wszechobecną reklamę … a jedyne co ów medialno-reklamowy kompleks tworzy, to plemiona konsumentów, hordy wykorzenionych kulturowo nomadów krążących po hipermarketach i supersamach, sfrustrowanych nieposiadaniem ogromu rzeczy, które podsuwa im pod nos tworząca sztuczne potrzeby reklama. I stąd bierze się zagłuszanie duchowości i pogoń za zaspokajaniem pseudo-potrzeb.
Taka wolność też jest tylko namiastką i karykaturą, bo w rzeczywistości jest głębokim zniewoleniem ludzkiego umysłu i ludzkiego sumienia.

Na poziomie ekonomicznym – jakże to jest, że w wolnym kraju wielu wolnych pracodawców traktuje swoich pracowników jak niewolników?! I tu znowu słowa św. Pawła: „miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!” A komu służą właściciele zakładów pracy i sklepów wykorzystujący nieludzko i niesprawiedliwe swoich pracowników? Czy we wszystkich tych sklepach i zakładach rządzi obcy kapitał, czy to może raczej zachłanność i nienasycona chciwość naszych rodzimych KATOLICKICH przedsiębiorców?

A św. Jakub pisze w swoim liście:

Mówcie i czyńcie tak, jak ludzie,
którzy będą sądzeni na podstawie Prawa wolności
.
Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego,
który nie czynił miłosierdzia:
miłosierdzie odnosi triumf nad sądem.”
(Jk 2:12-13)

To jest prawo wolności, prawo miłości i miłosierdzia, a nie nadużywania i egoizmu.

Na poziomie wychowawczym – jak wychowujemy nasze dzieci? Mają całkowitą wolność i efekty tej nieograniczonej wolności są widoczne … w szkołach, na ulicach, a w końcu i w więzieniach. Uwolniliśmy nasze dzieci od posłuszeństwa, od moralności, od grzeczności, od szacunku dla starszych. Wychowujemy je bezstresowo. I jaki jest tego efekt?

Na poziomie małżeńskim i rodzinnym – coraz więcej rozwodów, małżeństw na próbę i dzieci bez rodziców, coraz więcej aborcji, coraz większa swoboda obyczajów. Czy o takim zagospodarowaniu wolności mówił Papież Polak?

A w końcu nasz wolność narodowa. To co stało się po I wojnie światowej w 1918 roku i to co stało się w 71 lat później w 1989 roku … Czy umiemy to mądrze wykorzystać. Czy nie sprzedajemy się za dobrobyt, za obietnice złotych gór. Czy nie zapominamy, że przenieśliśmy naszą narodową wolność przez lata zaborów i wojen, przez okupację niemiecką i komunistyczną tylko i wyłącznie dlatego, że Polska i Polacy, to naród ludzi wierzących, zakorzenionych w wierze przodków. Dlaczego tak łatwo dzisiaj tę wolność i wiarę opuszczamy, sprzedajemy, o niej zapominamy?

Nasze „wejście do Europy” (jakbyśmy przedtem byli z Azji), czy naprawdę wiemy jakie się za tym kryją zakusy i interesy?

• cytat przypisywany jednemu z „założycieli” Unii, Francuzowi Jean Monnet:

Narody Europy trzeba prowadzić ku super-państwu bez tłumaczenia ludziom, co się dzieje. Można to osiągnąć stopniowo, podejmując – pod przykrywką celów ekonomicznych – kroki nieodwracalnie wiodące ku federacji„.

To super-państwo ma oczywiście służyć określonej grupie ludzi … I tak została skonstruowana Europejska konstytucja, radośnie podpisana niedawno przez wszystkich przywódców państw członkowskich.

Konstytucja Europejska, podpisano, ale zanim ją wprowadzą państwa członkowskie muszą ją zaakceptować w referendum. I musimy wiedzieć, że i ta konstytucja też chce nam w jakiś sposób tę mądrą wolność odebrać. I to nie tylko przez fakt, że arogancko zanegowano w niej chrześcijańskie korzenie Europy, ale i to, że wprowadzono tam takie mechanizmy, które pozwalają na manipulację całymi narodami w celach czysto komercyjnych. Jest bowiem tak skonstruowana, że stawia się ponad konstytucjami narodowymi i jej głównym celem jest takie ekonomiczne i techniczne uporządkowanie, państwa, które pozwoli na manipulowanie potrzebami ludzi przez właścicieli kapitału. Człowiek, jednostka, ale i całe społeczeństwo staje się wtedy jedynie siłą nabywczą, konsumpcyjną, przetwarzającą produkt finalny na śmieci. Samo zaś posiadanie i konsumowanie staje się zastępnikiem bycia, istnienia, myślenia.

Nie chcę się przeciwstawiać wejściu Polski do Europy, ale warto, a nawet trzeba być świadomym, jakie za tym kryją się cele i zakusy.

Co więcej: w dzisiejszej polityce europejskiej nie chodzi tylko o ekonomiczne zyski i szybkie dorabianie się na zaspakajaniu wcześniej perwersyjnie podsycanych zwierzęcych pragnień i pożądliwości. Chodzi o planowe i przemyślane niszczenie tkanki religijnej w społeczeństwach konsumpcyjnych i postmodernistycznych. Jest to zmasowany atak na wszystko co duchowe, na wszystko co ludzkie i religijne. To nie jest mądre zagospodarowanie przestrzeni wolności.

Czy jesteśmy tego świadomi zachwycając się Zachodem i tym wszystkim, co stamtąd do nas dociera. Czy naprawdę mądrze wykorzystujemy naszą wolność.

A przecież z drugiej strony:

• oczy świata są zwrócone na Polskę

Wielu intelektualistów chrześcijańskich na Zachodzie wiąże z Polską i jego katolicyzmem duże nadzieje.
Pozostają oni pod wrażeniem rozmachu pontyfikatu Jana Pawła II i rozumują następująco: Papież nie wziął się znikąd, uformowała go określona tradycja religijna i kulturowa, i w tradycji tej musi tkwić spory potencjał duchowy, skoro wydała ona tak wybitną jednostkę. Jeden z czołowych intelektualistów amerykańskich, redaktor naczelny pisma „First Things”, Richard Neuhaus uważa, że impuls do nowej ewangelizacji Europy wyjdzie właśnie z Polski. Podobnie uważa też rektor uniwersytetu w Pampelunie w Hiszpanii, zaś brat Roger, założyciel protestanckiej wspólnoty Taize, powiedział wprost: „Wiosna Kościoła wyjdzie z Polski”.

A gdzie my naprawdę jesteśmy?

O to bowiem prosił Papież, o to się modli dla Polski, o mądre zagospodarowanie wolności, o to abyśmy umieli dać światu, to czego mu obecnie najbardziej brakuje.

Kard. G. Danneels – prymas Belgii zapytany o to, jak Polska może ustrzec się losu zlaicyzowanej i pogańskiej Europy Zachodniej mówi:

Sekularyzacja poprzez praktyczny konsumpcjonizm jest nawet bardziej niebezpieczna od teoretycznego, komunistycznego ateizmu. Wy przeżyliście już ów teoretyczny i komunistyczny ateizm, ale !!! Musicie uważać, aby nie paść ofiarą demonów bogacenia się. Bogactwo bowiem generuje pełną pychy i zarozumiałości samowystarczalność. A to właśnie, pyszne poczucie samowystarczalności; jest największym niebezpieczeństwem dla chrześcijanina i jego wolności.

To wszystko, to tylko myśli, jakie przychodzą mi w tym dniu szczególnym, kiedy świętujemy odzyskanie niepodległości, kiedy mówimy o wolności. Trzeba abyśmy tę wolność naprawdę głęboko i z mądrością umieli przeżywać, abyśmy nie popadli w karykaturę wolności, w jej zaprzeczenie, jakim jest o wiele większe, wewnętrzne zniewolenie ducha.

Może więc warto przemyśleć głęboko słowa św. Pawła zacytowane na początku:

Do wolności wyswobodził nas Chrystus.
Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału,
wręcz przeciwnie,
miłością ożywieni
służcie sobie wzajemnie!