Spowiedź nie jest psychoanalizą …

Źródło: Spowiedź nie jest psychoanalizą …

„Ludzie coraz częściej spowiadają się z emocji, lęków, złości. Coraz większe zapotrzebowanie na psychologów przekłada się na konfesjonał – niektórzy traktują spowiednika jako pewnego rodzaju terapeutę

IV Niedziela Wielkiego Postu – A

1 Sm 16:1B.6-7.10-13a

Rzekł Pan do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. – Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

Ef 5:8-14

Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

J 9:1-41

Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.

Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloe – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloe i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem.

Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie!

Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi.

Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili.

Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal.

Czy ty wierzysz w Syna Bożego?

Pytanie Jezusa skierowane do uzdrowionego niewidomego: „Czy wierzysz w Syna Bożego?” jest nieustannie aktualne. To pytanie jest stale kierowane do mnie, do Ciebie, do tych wśród których żyjesz, do każdego z nas. I każdy z nas powinien je sobie ustawicznie zadawać: „Czy ja wierzę naprawdę w Syna Bożego?” Od odpowiedzi na to pytanie zależy przecież całe moje życie, wszystko co robię i czego robić nie powinienem. Co więcej od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko moja doczesna przyszłość, ale także cała moja wieczność!

Oczywiście odpowiedź nie jest ani prosta, ani łatwa. Uzdrowiony niewidomy -w dzisiejszej Ewangelii- zadał pytanie, „A któż to jest, abym w Niego uwierzył?” Ja wiem, kim On jest, znam Go, bo jestem katolikiem, bo mi o Nim powiedziano. I dlatego powinienem zadać sobie być może inne pytanie: „A co to znaczy wierzyć w Niego? Jakie są tego konsekwencje?” A może: „Co robić, aby wiara moja nie była tylko pustą, słowną deklaracją bez pokrycia? Wielu się do Niego (dla różnych zresztą celów i powodów) przyznaje, wielu deklaruje wiarę w Niego, ale niewielu chce zgodnie z tymi słownymi deklaracjami postępować. Czy aby nie jestem jednym z nich? Czy aby wiara moja nie ogranicza się tylko do słownych deklaracji, które ostatecznie tak niewiele kosztują i które zawsze można -w razie potrzeby- zmienić, boć przecież „tylko krowa nie zmienia swoich poglądów”. I czy to będzie biskup, ksiądz, czy zakonnik, żona, matka, czy ojciec, dyrektor, czy księgowy, student czy palacz centralnego ogrzewania … każdy musi sobie na te właśnie pytania uczciwie i konkretnie odpowiedzieć.

Chrystus nie pyta: „Czy wierzysz w księdza, proboszcza, katechetkę, ale czy wierzysz we Mnie? Czy wierzysz mi, bez względu na to, co inni robią i jak się zachowują? Zdanie i zarzut: „Przestałem wierzyć w Boga, bo taki lub inny ksiądz mnie zraził” jest tylko wymówką, jest tylko szukaniem kozła ofiarnego.

Chrystus stale mnie osobiście indaguje; „Czy wierzysz we mnie?” A przy zmartwychwstaniu zada jeszcze jedno pytanie: „Co z tą wiarą zrobiłeś?” Co Mu wtedy odpowiem?

I jeszcze jedno. Porażająca jest ślepota współczesnego świata, który nie chce widzieć w Chrystusie Boga i Zbawiciela. Jesteśmy jak faryzeusze w naszym powtarzaniu: „A kto śmie nas pouczać, nas oświeconych!!” Porażająca i przerażająca jest ślepota współczesnego człowieka.

Homilia alternatywna

Światłość świata

Dziwna ślepota, która ogarnia ludzi, jest chorobą nie oczu, ale duszy.  Człowiek dostrzega wtedy to, co chce widzieć i tak, jak chce widzieć. Taka  choroba zniekształca rzeczywistość i powoduje, że  zaślepiony człowiek żyje  w świecie ułudy i mirażów, a nie w świecie realnym. Skutki tego typu schorzenie są dwojakie- nie tylko nie zauważamy żyjącego obok nas bliźniego, ale i sam Bóg znika z naszego pola widzenia.. Co więcej, ta fragmentaryczna percepcja jest niejednokrotnie tylko projekcją naszych pragnień i oczekiwań, a nie  kontaktem z realnymi obiektami rzeczywistości. I dlatego Chrystus proponuje nam uzdrowienie, przywrócenie wzroku, abyśmy mogli ujrzeć świat taki, jakim Bóg go stworzył i jakim Bóg go widzi (1Sm 16:7). Nasz bowiem ogląd nie jest ani prawdziwy, ani dogłębny, a pozory przecież mylą. To, co my sami bierzemy za trwałe i ważne, okazuje się ulotne i drugorzędne. Bóg bowiem inaczej patrzy i widzi inaczej. Wybiera to, co słabe i to, co wzgardzone przez człowieka, aby nikt wobec Boga się nie chełpił (1 Kor 1:25-29). Ta boża optyka, to postrzeganie świata rozjaśnionego  bożym blaskiem wydają się nam czasami nie do przyjęcia, a przecież światłość, którą Chrystus przynosi na świat, jest światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka (J 1:9), jeśli tylko człowiek nie chce uparcie trwać w ciemności (J 8:12; 12:35)

Może dzisiaj, w czasach współczesnych, rozświetlonych tak wieloma pozornymi światłami i świecidełkami, trzeba nam przejrzeć i nie dać się uwieść i oślepić światłom rampy, które po przedstawieniu zgasną? Może nie powinniśmy zaopatrywać się w coraz bardziej finezyjne okulary i soczewki, ale wypatrywać światła nadprzyrodzonego, aby rozpoznać to, co w naszym życiu naprawdę ważne? (Ez 12:2)

Nie mów, że widzisz, skoro być może już dawno straciłeś z oczu to, co najważniejsze, skoro widzisz już tylko to co chcesz, a najczęściej jedynie koniec własnego nosa.

 

21 marca – wtorek III tygodnia WP

Ile razy mam przebaczać?

Temat przebaczenia powraca jak refren w okresie Wielkiego Postu. Jest również jednym z głównych tematów Pisma Świętego, począwszy od Księgi Rodzaju (por. Rdz 9, 13-17), aż po Apokalipsę (por. Ap 21, 1-7). Odkąd bowiem grzech wszedł w historię człowieka, całe dzieje ludzkości są jednym wielkim wołaniem o przebaczenie (por. Rz 5, 20). Nie można jednak widzieć tego problemu tylko i wyłącznie w perspektywie negatywnej, jako samoudręczenia i psychicznego masochizmu. Bóg nie oczekuje od nas samoponiżania i nie chce nas poniżać, ani się nad nami psychicznie znęcać. Pragnie, abyśmy poznali prawdę o nas samych i oczekując Bożego miłosierdzia sami byli zdolni do jego okazywania. Bóg szuka człowieka i zawsze jest gotów okazać nam swoje miłosierdzie (por. Ez 18, 23; Łk 15, 11-32), ale oczekuje też nawrócenia i miłosierdzia względem bliźniego (por. Mt 7, 1-5).

Image result for nielitościwy dłużnik

Pytanie Piotra: „Ile razy mam przebaczać?” – wydaje się być co najmniej dziwne, bo jest to ostatecznie pytanie o to, czy są jakieś granice bycia miłosiernym, wyrozumiałym, życzliwym, cierpliwym, czy w ogóle dobrym? Chrystus zaś – odpowiadając – posługuje się przypowieścią i pokazuje, że Bóg wobec nas takich granic nie stosuje, że jest gotowy przebaczyć nieskończenie więcej, niż to potrafimy zrozumieć. Ale jednocześnie oczekuje od nas wysiłku, że będziemy miłosierni i przebaczający. Jakże trudno jest nam czasami to zrozumieć i chcielibyśmy często za Piotrem, z niecierpliwością zapytać: „Panie, ileż razy, jak długo mam przebaczać?” Trzeba częściej zaglądać do Pisma Świętego, a znajdując tam powracający jak refren temat przebaczenia słuchać odpowiedzi Jezusa, który niestrudzenie powtarza: „przebaczaj zawsze” (por. Łk 17, 4), aby i tobie zostało wybaczone (por. Mt 7, 1-2).

więcej materiałów TUTAJ

17 marca – piątek II tygodnia WP

Centralne wydarzenie w historii ludzkości

Józef, najmłodszy z synów Izraela (Jakuba) jest archetypem Jezusa, który cierpi dla zbawienia swojego ludu. Sprzedany w niewolę za 20 sztuk srebra miał w przyszłości przyczynić się do ocalenia Ludu Bożego. Ewangelia, w sposób jeszcze bardziej dobitny – w przypowieści o winnicy – mówi o losie Syna Bożego, który posłany przez Ojca miał zostać zabity dla zbawienia ludzi (por. Mt 17, 22-23; Mk 8, 31). Zresztą cała liturgia Wielkiego Postu jest przygotowaniem do Misterium Paschalnego – Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa.

To co powyżej tak ładnie i gładko mi się napisało, to kilka bardzo okrągłych i teologicznie poprawnych zdań. Ale co z nich wynika?

Czy noszę sercu tę świadomość, że właśnie Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa są absolutnym centrum, punktem kluczowym całej historii ludzkości? Nie ma, nie było i nie będzie wydarzenia większego i ważniejszego od tego, które dokonało się w Wielki Piątek na Golgocie i w niedzielę Zmartwychwstania! Zanurzeni w codzienności, uwikłani w małe sprawy dnia powszedniego nie mamy czasu, okazji i możliwości, aby się nad tym głębiej zastanawiać, a przecież jest to wydarzenie, które dla mojego życia powinno być (!) punktem centralnym i szczytowym. Skoro bowiem Bóg z miłości do człowieka, Syna swego nie oszczędził, ale Go za mnie i za ciebie wydał (por. J 3, 16; 1 J 4, 9; Rz 8, 3; Gal 4, 4), to czyż może być dla mnie coś ważniejszego, coś bardziej znaczącego, a zarazem coś bardziej wstrząsającego?

Co trzeba zrobić, aby ta prawda o Miłości Boga do człowieka dotarła do mnie z całą wyrazistością i siłą? Jakich trzeba użyć środków, abym o tym fakcie pamiętał nie tylko w czasie Wielkiego Postu i Wielkanocy?

Okrągłe, teologiczne zdania nie mają większego sensu, jeśli Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa nie znajdą się rzeczywiście w centrum mojego życia.

więcej materiałów TUTAJ

14 marca – Wtorek II tygodnia WP

Pokora

Bardzo trudne słowo: „pokora”, kojarzy nam się zazwyczaj z nieudolnością i słabością, z nijakością, albo biernością. W naszej cywilizacji, pokora nie jest pojęciem popularnym, bo nastawieni raczej jesteśmy na błyskotliwą karierę i krzykliwą reklamę. Kto nie umie się zareklamować, nic nie osiągnie i będzie zawsze „wlókł się w ogonie”. Trzeba umieć docenić swoją wartość, ukryć słabości, a nawet przedstawić je jako pozytywy – głoszą nowoczesne poglądy. Pokora, to cnota pogardzana i zapomniana w świecie szybkiego sukcesu.

A przecież św. Teresa z Avilla powiedziała: „Pokora jest potrójną prawdą; prawdą o mnie wobec Boga, wobec bliźniego i wobec samego siebie”. Nie umniejsza więc moich wartości, ale też nie przedstawia negatywów jako czegoś pozytywnego. Tylko w pokornej prawdzie mogę dostrzec wszystkie moje zalety, a dostrzeżone wady skorygować. W przeciwnym wypadku narażam się na niebezpieczeństwo życia w zakłamaniu. To właśnie zarzuca Chrystus w dzisiejszej Ewangelii słuchającym Go faryzeuszom! My również jesteśmy na to narażeni, żyjąc w świecie permanentnie nastawionym na spektakularny sukces.

Co więcej, pokora ustawia właściwą hierarchię wartości. Człowiek pokorny zna swoje zalety i umie je wykorzystać, ale także zdaje sobie sprawę ze swoich wad i chce je korygować, bo wie, że wciąż jest więcej tego, co powinien naprawić, niż tego co już osiągnął. Tak rozumiana pokora daje prymat dobrom duchowym i ludzkim przed materialnymi, daje pierwszeństwo innym przede mną, a na pierwszym miejscu stawia przede wszystkim Boga. Jest to postawa dokładnie odwrotna do tej, którą możemy zaobserwować na co dzień, gdzie na wysokim tronie króluje niepodzielnie moje «ja», poniżej, u moich stóp leżą inni, a gdzieś na szarym końcu, prawie niezauważalny – przebywa sam Bóg. Efekty takiej – opartej na aroganckiej pysze gradacji – są opłakane i z łatwością dostrzegalne. Czy nie warto przemyśleć i przemeblować swojego życia, kierując się właśnie pokorą, która jest prawdą, a nie pychą, która niesie fałsz i zakłamanie? (por. Iz 57, 15; Jk 4, 6)

więcej materiałów TUTAJ