III Niedziela Adwentu – A

Czytania: Iz 35:1-6a.10; Jk 5:7-10; Mt 11,2-11

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Przychodzimy na Mszę św. nie z ciekawości, ale aby uczestniczyć w Eucharystii, w dziękczynieniu, aby ustawicznie być przemienianym w Ciało Chrystusa, Które podczas Mszy św. spożywamy. Uczestnictwo w Mszy jest też przygotowywaniem drogi dla Pana, aby był On coraz bardziej widoczny w naszym codziennym życiu. Aby jednak godnie w tej Eucharystii uczestniczyć uznajmy nasze grzechy i prośmy Boga o wybaczenie naszych błędów i grzechów.

Iz 35:1-6a.10

Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.

Jk 5:7-10

Trwajcie więc cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie.

Mt 11:2-11

Tymczasem Jan, skoro usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.

JCH

Czy Jezus jest Tym, na Którego czekamy?

Czy my w ogóle na Niego czekamy? Przechodzi obok nas, dokonuje rzeczy niezwykłych, a my nawet tego nie zauważamy, pochłonięci „robieniem pieniędzy”. Niektórzy z nas zdają sobie nawet z tego sprawę. Dostaję coraz więcej listów z takimi lub podobnymi słowami: „… przytłacza mnie ta szara rzeczywistość, zarabianie pieniędzy i cała ta bezsensowna pogoń, i naprawdę bardzo chciałbym się z tego kręgu wyrwać. Szukam ku temu jakiejś sposobności. Ale zdaje się, że to nie będzie takie łatwe. Byłoby to dla mnie korzystne, bo pozwoliłoby mi oderwać się od wszelkich spraw codziennych, od uzależnień i przywiązań, od pogoni za pustką. Ale nie wiem jak się do tego zabrać?

Niektórzy jeszcze czekają, szukają, starają się nie dać pochłonąć, ale większość … już dawno pozwoliła się wciągnąć w maszynkę rutyny, robienia grosza, szukania wygód i zaspokajania swoich najbardziej wyszukanych potrzeb i zachcianek. Czy to jest jeszcze życie? Czy to ma w ogóle sens, być maleńkim trybikiem w ogromnej maszynie bezsensownych zachcianek i sztucznie podsycanych potrzeb? Jezus przyszedł, aby nas od tego uwolnić, aby nam pokazać, że nasze życie nie musi być wcale zredukowane, do zarabiania, oszczędzania, ciułania, pogoni za pieniądzem, robienia kariery, wzajemnego podgryzania się … i ostatecznie do „pogoni za pustką”.

Jezus przyszedł, aby nam pokazać, że to wcale nie chodzi o „miękkie szaty” i godności, o zaszczyty, bogactwo i dobrobyt. Jezus przyszedł, aby nam przynieść pokój prawdziwy, wewnętrzny pokój, przekonanie, że moje życie dobrze przeżyłem, że ono naprawdę ma sens, chociaż być może niewiele się dorobiłem. Jezus przyszedł, aby nam pokazać, że bardziej liczy się prawda i sprawiedliwość niż nowy samochód, wytworny ciuszek, czy nawet intratna posadka.

Nie był negatywistą i nie proponował, aby wszyscy zostali abnegatami lub mnichami. Ale wydaje się jakby mówił: „Ludzie kochani! nie dajcie się zwariować! Przecież życie wasze, to coś więcej niż tylko gromadzenie dóbr materialnych„. Czy my nie widzimy, że świat „biznesu” próbuje nas właśnie „zwariować”? Czy my nie widzimy, że wmawia się nam coraz większe potrzeby i udowadnia, że coraz bardziej nam tego lub owego brakuje? A my idziemy na lep i dajemy się omamić? Nawet kosztem innych, kosztem prawdy, kosztem sprawiedliwości, kosztem spokojnego sumienia, kosztem własnego zdrowia.

Czasami przechodzi obok Jan Chrzciciel, próbuje nami wstrząsnąć, poruszyć, przywołać nas do porządku … ale jakoś go nie zauważamy, albo jeśli już, to traktujemy go jako swoiste kuriozum, ewenement, człowieka nie z tej ziemi, odludka, dziwaka, którego nikt poważnie nie może traktować. Jan Chrzciciel zawsze był i będzie człowiekiem niewygodnym, wyrzutem sumienia, a takich lepiej w ogóle unikać …

Przychodzimy do kościoła może nie po to, aby oglądać człowieka w miękkie szaty odzianego, ale może po to, aby posłuchać człowieka „miękko mówiącego”, nie wymagającego, nie mówiącego o grzechu … iluż to ludzi odeszło od Kościoła, od Chrystusa, bo spotkali Jana Chrzciciela, który im „wygarnął”?

Nabierzmy trochę dystansu. Popatrzmy na nasze życie z boku i zapytajmy samych siebie:

Czego szukam, na co czekam w moim życiu? Jaki jest sens całej tej szarpaniny?

*******************************

Homilia alternatywna

Priorytety naszego  życia …

Mówiąc w tę trzecią niedzielę Adwentu o Janie Chrzcicielu, Jezus pragnie dać nam nie tylko przykład do naśladowania, przykład życia człowieka, który nie szukał siebie i swoich wygód, ale i głębszą naukę o naszych życiowych priorytetach, o tym co naprawdę jest w ludzkim życiu ważne i co naprawdę się liczy. Święty Jan Chrzciciel to na pewno człowiek bezkompromisowy, nie szukający ani poklasku, ani wygód (… coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą…). To człowiek, który rozpoznając priorytety w swoim życiu staje się prorokiem, zwiastującym przyjście Chrystusa. I dlatego jest on wzorem dla wszystkich uczniów Chrystusa, którzy pragną wejść do Królestwa Niebieskiego. Tylko bowiem taka postawa w życiu, postawa bezkompromisowej wierności Chrystusowi znajdzie swoją nagrodę w dniu ostatecznego przyjścia Pana.

Niestety w świecie współczesnym bezkompromisowa wierność jest ośmieszana. W naszym życiu wystawieni jesteśmy raczej ustawicznie na pokusę niewierności, pod pokrywką tolerancji. Na co dzień zachęcani jesteśmy do życia „na luzie”, do tego, aby nie być fundamentalistą, fanatykiem, radykałem, „zakapiorem”. Świat mówi nam wiele razy dziennie: „take it easy„, „keep smiling„, „wyluzuj„, „odpuść sobie„. W takim świecie Jan Chrzciciel nie jest na pewno wzorem do naśladowania, nie może być uznany ani doceniany. W takiej rzeczywistości liczy się tylko spryt, przebiegłość i i szukanie własnych korzyści. Tak uczy się dzieci, tak formowana jest młodzież, takie modele preferowane są w filmach. Wszystko co nie jest zgodne z tą filozofią liberalizmu i relatywizmu, z mentalnością „maksymalny zysk przy minimalnym zaangażowaniu” jest ośmieszane, poniżane i zwalczane, jest niemodne, przestarzałe, jest wyrazem słabości i wstecznictwa. My po prostu boimy się już być wierni, dobrzy, zaangażowani i uczciwi. Boimy się ośmieszenia, wyrugowania nas poza nawias życia, izolacji. A przecież Jezus oczekuje od nas tylko jednego; całkowitej wierności i zaufania tylko Jemu samemu. Nie obiecuje łatwych zysków, nie obiecuje miękkich szat i wygód, ale proponuje tylko i aż życie wieczne. Jest tylko jeden podstawowy problem, każdy z nas musi sam ustawić sobie właściwe priorytety i być im wiernym. Wiedząc jednocześnie, że sam poniosę konsekwencje moich wyborów.

Chrystus do niczego mnie nie zmusza, do niczego nie zniewala. Proponuje i to w sposób uczciwy, podjęcie niełatwej, ale prowadzącej do wiecznego zbawienia drogi. Po to właśnie przyszedł na ziemię i stał się człowiekiem, aby mi to zaproponować i pomóc w kroczeniu tą drogą. Nikt jednak za mnie tego nie zrobi, nikt nie dokona wyboru w moim imieniu. Nawet Bóg „posyłając swego Jednorodzonego Syna aby świat zbawił” ostateczną decyzję pozostawił każdemu z nas. Ja sam muszę ustawić sobie priorytety w swoim życiu i być im wierny. On zawsze jest po mojej stronie i zawsze gotowy do pomocy, do wybaczenia, do wsparcia swoją łaską, ale ja sam mszę dokonać wyboru, podjąć decyzję i być jej wiernym.

  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – Boże, Który w osobie Twego Jednorodzonego Syna posyłasz nam Zbawiciela i Odkupiciela, pomóż nam rozpoznać Twoją wolę i wiernie ją w naszym codziennym życiu realizować, na wzór świętego Jana Chrzciciela.

  • Módlmy się za Papieża Franciszka, aby swoim nauczaniem i pasterską posługą wskazywał nam priorytety na wzór Jana Chrzciciela „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za biskupów, kałanów i osoby zakonne, aby ustawicznie potwierdzali swój wybór wyłącznej służby Bogu i tym samym byli wzorem dla naszego oddania się Miłosiernemu Ojcu „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za tych, którzy oddalili się od Chrystusa, wybierając życie łatwe i przyjemne, życie bez odpowiedzialności i bez przykazań, aby z pomocą Maryi Matki Syna Bożego odnaleźli prawdziwe wartości i byli im wierni „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za młodzież, która szczególnie narażona jest na pokusy świata i na ułudę powierzchowności, aby znalazła dobrych i mądrych wychowawców, prowadzących ją do Boga „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za naszych zmarłych, aby pożyciu pełnym trosk i ustawicznego poszukiwania wierności Bogu zostali nagrodzeni wiecznym życiem z Chrystusem, Którego wybierali w swym życiu doczesnym „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za nas samych, abyśmy z mądrością umieli rozpoznawać nasze priorytety i z wiernością za nimi podążali „Ciebie prosimy” …

Zakończenie – Wszechmogący Ojcze udzielaj nam ustawicznie Twojej wspierającej łaski na drodze do Królestwa Twojego Jednorodzonego Syna, Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego. Amen.

  1. Słowo „przed rozesłaniem”

Przemienieni przez uczestnictwo w Eucharystii mamy stawać się coraz bardziej Ciałem Chrystusa w  życiu  świata. Niech jednym z podstawowych priorytetów tego życia będzie właśnie regularne uczestniczenie we Mszy świętej i odnawianie naszej wiary i zaufania Bogu u źródła, jakim jest Jezus Eucharystyczny.

II Niedziela Adwentu – A

Czytania: Iz 11:1-10; Rz 15:4-9; Mt 3:1-12

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Eucharystia, to zwracanie się do Boga, to przyjście do Jezusa Chrystusa, Który ma moc przemienienia naszego życia. I dlatego na początku musimy otworzyć Mu nasze serca, stanąć w prawdzie i uznać nasze słabości i grzechy, aby On mógł nas uleczyć i nawrócić. Oczekiwanie na przyjście Pana powinno zawsze być połączone z „prostowaniem ścieżek naszego życia”.

Iz 11:1-10

I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze. Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę, i sławne będzie miejsce jego spoczynku.

Rz 15:4-9

To zaś, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało i dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dlatego przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was – ku chwale Boga. Albowiem Chrystus – mówię – stał się sługą obrzezanych, dla okazania wierności Boga i potwierdzenia przez to obietnic danych ojcom oraz po to, żeby poganie za okazane sobie miłosierdzie uwielbili Boga, jak napisano: Dlatego oddawać Ci będę cześć między poganami i śpiewać imieniu Twojemu.

Mt 3:1-12

W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki. Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny. Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.

II Niedz Adw

Homilia

Głos wołającego na pustkowiu … głos nie słuchany …

Wstrząsające są słowa św. Jana Chrzciciela z dzisiejszej Ewangelii. Wstrząsające i … nie słuchane. Jan nadal woła na pustkowiu i nikt go nie chce usłyszeć. „Nawracajcie się … przygotujcie drogi Panu … prostujcie ścieżki dla Niego”. Słyszałem te słowa i ja wielokrotnie, nawet w dzisiejszej Ewangelii … i co? Jednym uchem wleciało, drugim wyleciało. Tyle już adwentów było w moim życiu i tyle szans danych mi przez Boga na zmianę życia, na nawrócenie i co? Kiedy Jan mówi: „Już siekiera do korzeni drzew jest przyłożona … za mną idzie ten, Który ma wiejadło w ręku i oddzieli plewy od pszenicy” – słucham tego -być może nawet pobożnie- i zapominam, albo mówię sobie: „to nie do mnie, to do innych”.

Nawoływanie Jana jest nadal wołaniem na pustkowiu współczesnego świata. Nikt nie traktuje poważnie jego słów i upomnień. Nikt nie chce uznać, że ma coś do wyprostowania w swoim życiu, do naprawienia, do zmiany, do oczyszczenia … Jan woła, a świat patrzy na niego jak na dziwaka, odludka i katastrofistę.

Nikt go nie słucha, a nawet jeśli słucha to nie bierze poważnie jego słów. Tak chętnie prostowałbym drogi, ale innym, tak chętnie nawracał, ale innych … Ja …? Nie mam nic do zmiany.

Trzeba wielkiej pokory żeby przyjąć i uznać słowa św. Jana, ale też trzeba najpierw przestać być głuchym, żeby je usłyszeć. W zalewie przedświątecznych przygotowań, szaleństwie zakupów „mikołajkowych” i gwiazdkowych nie mamy czasu, nie chcemy usłyszeć nawoływania św. Jana. Ponad 2.000 lat temu narodził się Zbawiciel świata, ale jakoś dziwnie nie przyszedł On jeszcze do wielu spośród Jego wyznawców, bo ich drogi nadal są kręte, bo ich ścieżki nadal pogmatwane, bo ich uszy nadal pełne wrzasku i hałasu, a ich serca zatwardziałe. Gdzie pszenica, a gdzie plewy w moim życiu? Czy rozdzielenie  ziarna i kąkolu, dobra i zła ma się rzeczywiście dokonać dopiero przy sądzie ostatecznym? Ale wtedy -być może- będzie już dla mnie za późno?

Czy nie lepiej posłuchać i potraktować poważnie nawoływanie Jana już teraz?

Trzeba wielkiej pokory i wielkiej uwagi aby usłyszeć i przyjąć poważnie nawoływanie św. Jana. A może zamiast przygotowywać się do świąt, najpierw przygotuj się na „przyjście Pana”?

Nawrócenie – czy to jeszcze coś dla mnie znaczy?

  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – Boże Ojcze, Który przez wcielenie Twojego Syna dałeś nam możliwość ustawicznego nawracania się do Ciebie, nie pozwól aby troski dnia powszedniego, lenistwo i pokusy zagłuszyły w nas pragnienie zjednoczenia z Tobą.

  • Udziel łaski pasterzom Twojego Kościoła; Papieżowi, biskupom i kapłanom, aby przez sakramentalną posługę pomagali nam w codziennym nawracaniu się do Ciebie i prostowaniu naszych dróg. „Ciebie prosimy” …
  • Spraw aby Twój Kościół był na ziemi prostą drogą prowadzącą do Ciebie i życia w Królestwie Niebieskim. „Ciebie prosimy” …
  • Udzielaj nam wytrwałości i odwagi w prostowaniu ścieżek naszego życia.   „Ciebie prosimy” …
  • Tych którzy oddalili się od Ciebie, słabym i wątpiącym ukaż Twoje Miłosierdzie i wzmocnij ich wolę. „Ciebie prosimy” …
  • Naszym zmarłym braciom i siostrom, którzy oczekują na ostateczne zjednoczenie się z Tobą otwórz bramy Twego Królestwa. „Ciebie prosimy” …

Zakończenie – Miłujący Ojcze, prosimy nie pozwól, aby lenistwo, pokusy i troski dnia codziennego oddaliły nas od Twojego Syna Jezusa Chrystusa, Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

  1. Słowo „przed rozesłaniem”

We Mszy Świętej zostaliśmy obdarowani Słowem i Ciałem Pana. Dzielmy się hojnie z innymi tymi darami, które otrzymaliśmy aby inni widząc nasze wysiłki w prostowaniu ścieżek życia chwalili Boga, Który jest Dobrem i Miłością.

I Niedziela Adwentu – A


Czytania: Iz 2,1-5; Ps 122 (121); Rz 13,11-14; Mt 24,37-44

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Eucharystia, w Której uczestniczymy nie jest klubowym zebraniem, towarzyskim spotkaniem czy formą rozrywki lub teatralnego przedstawienia. Eucharystia jest świadomym uczestnictwem w odwiecznej Ofierze Jezusa Chrystusa, jest czuwaniem i oczekiwaniem na powtórne przyjście Pana. Rozpoczynający się dzisiaj okres Adwentu przypomina nam o tym w sposób szczególny. Czekamy na Przyjście Pana.

Iz 2:1-5

Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

Rz 13:11-14

A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.

Mt 24:37-44

A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

czas


Homilia

Słowa św. Pawła z Listu do Rzymian: „A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” są doskonałym motto rozpoczynającego się dzisiaj Adwentu. Prorok Izajasz w pierwszym czytaniu zachęca nas również: „Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!” A Jezus w Ewangelii przestrzega w sposób bezpośredni: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie”.

Co to wszystko jednak znaczy w naszej codzienności? Czy nie jest ona podobna do tej o jakiej mówi Chrystus na początku dzisiejszej Ewangelii? Czy nie jest tak, „jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich,”? Wystarczy rozglądnąć się dookoła i zobaczyć jak bardzo wszyscy zaaferowani i zajęci są doczesnością, robieniem interesów, gromadzeniem dóbr materialnych, zabezpieczaniem sobie dnia jutrzejszego, sprawami doczesnymi. My nie boimy się już nawet potopu,trzęsienia ziemi czy wulkanów, bo nas to jakoś omija.

Kogo w dzisiejszym świecie interesuje przyjście Pana? Kto o tym myśli, kto się tym przejmuje, kogo poruszają słowa św. Pawła: „żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości”? Cały świat współczesny, cała nasza cywilizacja nastawiona jest na doczesność , na szybki sukces, na bezpośrednią gratyfikację i natychmiastowy zysk. Kogo obchodzi jakiś bliżej nieokreślony „Dzień Paruzji”, skoro codzienność przynosi ze sobą tyle kłopotów i zmartwień, tyle realnych wyzwań i trosk?

A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się kiedy przyszedł potop„. Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samo-zadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy … nie czekamy …

Przychodzimy na niedzielną Mszę świętą, niby słuchamy Słowa Bożego i … puszczamy je mimo uszu. Codzienność nasz pochłania … A może warto by było obudzić się z letargu i uśpienia otrząsnąć z tej doczesnej nad-aktywności i zapytać: „co -tak naprawdę- jest najważniejsze w moim życiu”?  Adwent to nie tylko czas oczekiwania na Boże Narodzenie, to nie tylko okres przedświątecznych zakupów i bieganiny za prezentami pod choinkę, ale to przede wszystkim czas przygotowania na przyjście Boga-Człowieka, na spotkanie go w moim życiu, czas czujności i wyczekiwania na coś, co naprawdę jest ważne, a nawet najważniejsze w moim życiu.

Abyś nie przegapił przyjścia Chrystusa i abyś mógł stanąć przed Synem Człowieczym bez lęku i trwogi. A przede wszystkim czuwaj i nie daj się uśpić obietnicom i mirażom ziemskiego dobrobytu.

Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.


Homilia alternatywna

Czy jestem gotowy? Czy jestem czujny?

Jeśli się na coś czeka, to człowiek zazwyczaj nie umie się zająć poważnie żadną inną pracą. Cała jego istota, cała jego osobowość jest nastawiona na to, co ma przyjść. Czy to będzie wizyta kogoś kogo kocham, czy wakacje po długim roku szkolnym, wyjazd na wczasy, lub czekanie na operację w szpitalu. Czekający jest nastawiony na to czego lub kogo oczekuje. Wszystko inne wydaje się w tym momencie (oczekiwania) mniej ważne lub w ogóle nie ważne, bez znaczenia, bez wartości. Cała moja osoba jest nastawiona na wydarzenie na które czekam. Oczekując na pociąg w poczekalni dworcowej „zabijam czas” czytaniem kryminału, przeglądaniem gazety, przygodną i niezobowiązującą rozmową, oglądaniem reklam i wystaw. Nie rozkładam się wtedy z prasowaniem, nie gotuję obiadu, nie robię nic zobowiązującego i angażującego, bo CZEKAM !!!

A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się kiedy przyszedł potop„. Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samo zadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy … nie czekamy …

Co więcej, nie bez przyczyny św. Paweł nawołuje: „rozumiejcie chwilę obecną … odrzućcie uczynki ciemności, a przyobleczcie się w zbroję światła. żyjcie przyzwoicie”. To nie mogą być tylko takie sobie puste słowa, pobożne gadanie bez znaczenia. Okres Adwentu, to okres oczekiwania, okres czujności i gotowości. I –tak naprawdę, to całe życie chrześcijanina jest adwentem, okresem świadomego oczekiwania na przyjście Pana.

Czy ja jednak nie zapomniałem o tym Czy ja nie rozkładam całego mojego kramiku w kolejowej poczekalni? Czy nie zapomniałem, że mój pociąg może w każdej chwili nadjechać, że mogę nie zdążyć się spakować? Czy jestem gotowy do „odjazdu”, do ostatecznej i nieodwołalnej podróży? Czy nie uśpiłem swojej czujności nie tylko codziennymi zajęciami, ale przede wszystkim moimi grzechami; pychą, zarozumiałością, zatwardziałością serca, obojętnością, lekceważeniem moich chrześcijańskich obowiązków? Czas Adwentu ma mi o tym przypomnieć, że CZEKAM!!! Ale czy ja naprawdę czekam? Nie na święta, nie na choinkę, nie na miłą i radosną, rodzinną atmosferę, ale NA PRZYJŚCIE PANA?

Dlatego wy bądźcie gotowi,
bo w chwili, w której się nie domyślacie …


II Homilia alternatywna

Ponadczasowe, uniwersalne wezwanie do czuwania, i do czujności … ale nie straszenie. Po cóż Pan Jezus miałby nas straszyć? Czy w ogóle Pan Jezus nas straszy? Raczej na pewno nas nie straszy i nie o straszenie Mu chodzi … A więc o co? Po co w ogóle te groźne słowa?

Sądzę, że odpowiedzią są pierwsze zdania dzisiejszej Ewangelii:

A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego.

Problem jest właśnie w tym, że człowiek od zarania dziejów jest głuchy i ślepy, że nie widzi bo nie chce widzieć …. zajmuje go tysiące bzdurnych i nieistotnych spraw, jest tak głęboko pochłonięty doczesnością, że rzeczy istotne uchodzą jego uwagi.

Chrystusowi -zapowiadającemu koniec świata- nie chodzi wcale o to, kiedy i jak ma się to dokonać, ale o to że ja mam być na to gotowy przez całe moje doczesne życie. Niestety my zapominamy o tym, że Chrystus ma przyjść i chce nas zastać czuwających, a bardziej interesuje nas  to jak i kiedy, bo to podnosi poziom adrenaliny?

Wobec zmieniających się sytuacji życiowych, politycznych i kulturowych przewrotów, ekonomicznych i społecznych katastrof o wiele łatwiej jest zdobyć się na spekulacje o okolicznościach przyjścia Chrystusa niż na uczciwe życie, które mogłoby nas na to przyjście przygotować. Dlatego np. internet zapełniony jest sensacyjnymi doniesieniami o niezwykłych znakach i przepowiedniach zapowiadających !!!! TAK – KONIEC ŚWIATA!!!!

Z jednej strony bardziej ekscytujące wydają się rozważania o niezwykłych znakach i kataklizmach niż uczciwe życie na co dzień, ale też z drugiej strony gotowi raczej jesteśmy się „modlić” o naprawienie naszych grzechów przez Chrystusa „przychodzącego na obłokach” niż po prostu starać się ich nie popełniać …

Łatwiej jest myśleć o spektakularnym przyjściu Chrystusa, Który naprawi wszystkie nasze błędy i pomyłki,  niż podjąć wysiłek nie popełniania tych błędów i pomyłek, lub naprawiania ich samemu. Rozmyślania o tym kiedy i jak zakończy się świat odwracają naszą uwagę od tego co mamy robić w tej chwili, tu i teraz, aby do Jego przyjścia się przygotować.

I dlatego Jezus nie podaje nam ani daty, ani nie określa w sposób precyzyjny czasu swojego przyjścia, a mówi raczej: „wy bądźcie gotowi (ZAWSZE), bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.”


  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – Ojcze, Który posłałeś swojego Syna Jezusa Chrystusa, aby nas zbawić udzielaj nam ustawicznie łaski czujnego oczekiwania na Jego powtórne przyjście.

  • Pasterzowi Kościoła Powszechnego, Franciszkowiudziel odwagi, męstwa i siły, aby nieustannie przypominał nam o potrzebie czujności, szczególnie w okresie wzmożonych ataków zła i pokus.         „Ciebie prosimy” …
  • Daj kapłanom, sługom Twoim łaskę cierpliwości, wytrwałości i miłości, aby w posłudze konfesjonału niezmordowanie jednali nas z Tobą i okazywali Twoją przebaczająca miłość. „Ciebie prosimy” …
  • Wszystkim członom Kościoła udzielaj męstwa i wytrwałości w czujnym przygotowywaniu się na Twoje powtórne przyjście. „Ciebie prosimy” …
  • Słabym i wątpiącym dodawaj odwagi i ukazuj nieustannie Twoją przebaczającą Miłość i potrzebę ustawicznego nawracania. „Ciebie prosimy” …
  • Zmarłym, którzy oczekują na ostateczne zwycięstwo skróć czyśćcowe cierpienia i otwórz im bramy Twego Królestwa. „Ciebie prosimy” …

Zakończenie – Wszechmogący Boże, nie pozwól, aby troski dnia codziennego przysłoniły nam ponowne przyjście Twojego Syna Jezusa Chrystusa, Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.


  1. Słowo „przed rozesłaniem”

Eucharystia to oczekiwanie na przyjście Pana. Ale to oczekiwanie ma się przedłużać i uobecniać w naszym codziennym życiu. Słowa kończące Mszę Świętą: „idźcie ofiara spełniona” to raczej zaproszenie do czujności i życia tą Ofiarą w codzienności.

Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata – rok C

materiały w formacie .pdf

Czytania: 2 Sm 5,1-3; Kol 1,12-20; Łk 25,35-43

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Zaproszenie do udziału w Eucharystii jest zaproszeniem do uczestnictwa w Liturgii Królestwa Bożego, gdzie Chrystus Baranek Boży i Król Wszechświata składa Ojcu odwieczną Ofiarę. Aby jednak w tej Ofierze Chrystusa uczestniczyć oczyśćmy najpierw nasze serca z egoizmu i grzechu, ufając Bożemu Miłosierdziu.

2 Sm 5,1-3

Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: Oto myśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, tyś odbywał wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud – Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem. Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.

Kol 1,12-20

Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości.

On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów.

On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.

I On jest Głową Ciała – Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim.

Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża.

Łk 23,35-43

A lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest Król żydowski. Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.

Luk23

Jezu wspomnij na mnie …

Wiem Panie, że życiem moim nie zasługuję na uczestnictwo w Twoim Królestwie. Wiem, że gdybyś miał mnie osądzać według Twej sprawiedliwości, to na pewno nie byłbym lepszy od łotrów, którzy z Tobą byli ukrzyżowani. Niemniej jednak ufam w Twoje wielkie miłosierdzie i razem z jednym z nich powtarzam w pokorze: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa„.

Tak bardzo potrzeba nam tej postawy pokory, postawy uznania naszej małości i naszej grzeszności, a tak niewielu chce to uznać, tak wielu w pysze i zarozumiałości z kpiną powtarza za pierwszym łotrem: „Okaż swoją Boska potęgę, jeśli jesteś Mesjaszem, to dokonaj cudu!!” Czemu tyle w nas buty i pychy, czemu tyle zarozumiałości i zadufania, czemu tyle arogancji i pretensji do Boga? Czyżbyśmy byli tak ślepi? Czyżbyśmy nie widzieli naszych grzechów? Czyżbyśmy byli tak bezrozumni i zarozumiali, żeby Boga wystawiać na próbę?

Świat współczesny, rozwój nauki, a szczególnie, rozwój techniki i technologii wpędza nas w samouwielbienie, w samoubóstwienie. Jezus, Król Wszechświata staje się coraz bardziej postacią mitologiczną i bajeczną. To człowiek staje się panem świata, to człowiek -ze swoim rozumem- ten świat podbija i czyni… poddanym, ale i w sposób głupi i nieodpowiedzialny niszczy i dewastuje. Człowiek postawił się w miejscu Boga i…. butnie Bogu się odgraża, wystawia Go na próbę. I co? Jako efekt tej władzy człowieka nad światem mamy zanieczyszczenie na planetarną skalę, niesprawiedliwość społeczną, nędzę milionów ludzi i rażące bogactwo garstki miliarderów. 840 milionów ludzi codziennie głoduje na świecie, dziesiątki tysięcy codziennie umiera z głodu i nędzy, 100 milionów rocznie umiera tylko na malarię, setki tysięcy ginie w niesprawiedliwych wojnach, zamachach i gwałtach… Czyż trzeba więcej jeszcze aby opisać „królestwo człowieka”?…

Jezu, proszę wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Twego Królestwa.

***************************

Homilia alternatywna

W naszym codziennym życiu bardzo często narzekamy na polityków, na rząd, na warunki socjalne i ekonomiczne, i w wielu przypadkach na pewno mamy rację. Nie udają się nam kolejne rządy i kolejne Rzeczypospolite, afera goni aferę, skandal goni skandal, a korupcja korupcję. Oczekujemy i mamy nadzieję, że w końcu ludzie uczciwi i rzetelni zostaną dopuszczeni do władzy, że skończy się prywata polityków, arogancja władzy, buta i zarozumiałość kolejnych rządzących ekip i zwykła ludzka pazerność. Niestety bardzo często zapominamy, że królestwo nasze, do którego jesteśmy powołani nie jest z tego świata i że w tym świecie nie jesteśmy w stanie zrealizować naszych najszczerszych i najbardziej skrytych marzeń o doskonałym systemie politycznym.

W dniu dzisiejszym czcimy Chrystusa Zwycięskiego, Chrystusa, Któremu Ojciec oddał we władanie cały stworzony wszechświat. Nie możemy jednak zapomnieć, że królestwo Chrystusa, Jego władanie i panowanie nie mają nic z ziemskiej arogancji, potęgi, buty i przemocy, nic z ludzkiej polityki, układów i układzików, nic z ludzkiej przebiegłości i politycznej poprawności. Królestwo Chrystusa jest królestwem pokoju, dobroci, sprawiedliwości, miłości i miłosierdzia, królestwem życia wiecznego. Do Królestwa Chrystusowego wchodzą grzesznicy i celnicy, przestępcy (jak ten z dzisiejszej Ewangelii) i jawnogrzesznice. Nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić, bo żadne królestwo ziemskie, żaden system władzy w historii ludzkości nie był w stanie zrealizować tych ideałów. Nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić i dlatego jest nam to obojętne, nie przywiązujemy do tego Królestwa wagi, żyjemy w naszej poranionej i okaleczonej przez ludzki grzech codzienności, nie myśląc, że cokolwiek może się zmienić. Niby prosimy w Modlitwie Pańskiej: „Ojcze nasz … przyjdź królestwo Twoje …” ale jednocześnie nie robimy nic, aby do tego królestwa się przybliżyć, czy wejść. Nie pragniemy jego nadejścia, nie budujemy go w naszym codziennym życiu. Mamy dosyć kłopotów z ujarzmianiem naszej codzienności i budowaniem królestwa ziemskiego. Nie myślimy więc i nie próbujemy urzeczywistniać Królestwa Chrystusowego. A ono przecież nie przyjdzie w sposób magiczny, ono – jak wspomniał sam Jezus- „już jest w nas„. My tylko mamy go uczynić realnością, sprawić, aby stało się codzienną rzeczywistością.

Żyjąc na ziemi, w niedoskonałych strukturach ludzkich i w ludzkim królestwie nie możemy jednak zapominać, że nie żyjemy dla ziemi i że nasze ostateczne spełnienie jest gdzie indziej. Nie możemy ograniczać się tylko do ludzkich i przyziemnych realiów. Mamy je transformować i przemieniać, mamy urzeczywistniać Królestwo Chrystusowe, aby ono nadeszło w całej pełni i w całej swej mocy, Mocy Miłości i sprawiedliwości, pokoju i miłosierdzia. A będzie to możliwe tylko wtedy jeśli my sami będziemy te wartości realizować na co dzień w naszych stosunkach z innymi.

  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – W pokornej modlitwie przedstawiajmy Miłosiernemu Ojcu nasze błagania i prośby, ufając zbawczej i oczyszczającej mocy Ofiary Chrystusowej.

  • Pasterzom Kościoła Powszechnego: Ojcu Świętemu Franciszkowi, biskupom i kapłanom udzielaj odwagi, męstwa i sił, aby nieustannie przypominali nam o naszym ostatecznym powołaniu i prowadzili Lud Boży do Królestwa Chrystusowego. „Ciebie prosimy” …
  • Kościołowi Świętemu posyłaj ustawicznie Ducha Świętego, aby z mocą i miłością głosił nadejście królestwa pokoju, miłości i przebaczenia. „Ciebie prosimy” …
  • Oddal od nas wszelkie pokusy zaufania tylko ludzkim strukturom i pokładania nadzieji w tylko ludzkich możliwościach, abyśmy nie zostali zwiedzeni mirażami doczesności. „Ciebie prosimy” …
  • Tym, którzy oddalili się od Chrystusa daj moc i łaskę nawrócenia, aby co prędzej powrócili do domu Ojca i nie zginęli z nędzy i głodu. „Ciebie prosimy” …
  • Wszystkich naszych zmarłych braci i siostry wprowadź do radości życia wiecznego w Królestwie Chrystusa,           „Ciebie prosimy” …

Zakończenia – Boże Ojcze, do Którego należy wszelkie stworzenie, Ty uczyniłeś swojego Syna Królem Wszechświata, prosimy okaż swoją Boską potęgę i wprowadź nas do Królestwa Jezusa Chrystusa, abyśmy wraz z Nim żyli w Twojej obecności na wieki wieków. Amen

  1. Słowo „przed rozesłaniem”

Przez uczestnictwo w Eucharystii przybliżamy się do ostatecznego spełnienia naszego życia w Królestwie Chrystusa. Od nas zależy czy będziemy wnosić w nasze życie codzienne to co sami tutaj otrzymaliśmy.

materiały w formacie .pdf

XXXII Niedziela w ciągu roku – C

2 Mch 7,1-2.9-14

Siedmiu braci razem z matką również zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Jeden z nich, przemawiając w imieniu wszystkich, tak powiedział: O co pragniesz zapytać i czego dowiedzieć się od nas? Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa. W chwili, gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: Ty, zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego. Po nim był męczony trzeci. Na żądanie natychmiast wysunął język, a ręce wyciągnął bez obawy i mężnie powiedział: Od Nieba je otrzymałem, ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam. Nawet sam król i całe jego otoczenie zdumiewało się odwagą młodzieńca, jak za nic miał cierpienia. Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddano czwartego. Konając tak powiedział: Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia.

2 Tes 2,16-3:5

Sam zaś Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie! Poza tym, bracia, módlcie się za nas, aby słowo Pańskie rozszerzało się i rozsławiło, podobnie jak jest pośród was, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę. Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić. Niechaj Pan skieruje serca wasze ku miłości Bożej i cierpliwości Chrystusowej!

Łk 20,27-38

Wówczas podeszło do Niego kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę. Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją.

cmentazr

Bóg nie jest Bogiem umarłych lecz żywych

Niesamowity, ale i śmieszny jest w końcu przykład saduceuszów z dzisiejszej Ewangelii. Ale i my, często używamy podobnie śmiesznych argumentów w „obronie naszych pozycji”. Nasze ludzkie widzenie, nasza ludzka optyka nie przystaje do Bożej wizji, do wizji Ewangelicznej. Widzenie nasze jest krótkowzroczne, widzimy tylko swój interes i swoją korzyść (czasami nawet pozorną) i jesteśmy zdziwieni, że inni tego tak nie widzą, że tego nie akceptują, że Bóg nas nie rozumie, a przecież nasze widzenie jest zdroworozsądkowe, a przecież trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć … jak saduceusze w dzisiejszej Ewangelii, którzy nie szukali prawdy, a jedynie uzasadnienia dla swoich racji, dla swoich prawd. Szukali w końcu samych siebie.

I wtedy trzeba Jezusa, aby nam rozbił nasz obraz świata i spraw, aby nam otworzył oczy, aby nam ukazał rzeczywistość w innej, dalekosiężnej perspektywie. Jesteśmy w naszych przekonaniach zatwardziali i dlatego nasz bóg jest bogiem umarłych, a nawet jest martwym bogiem czy bożkiem. Ten prawdziwy, jest ponad naszymi przekonaniami, jest Bogiem Żywym i Bogiem żywych. Ten prawdziwy jest Bogiem, Którego nie znamy, bo czasami znać nie chcemy, jest jednak Bogiem bliższym nas niż my sami …

Jak uwierzyć Bogu, że jest On Bogiem Żywym,
Bogiem Abrahama,
Bogiem Izaaka
i Bogiem Jakuba
a nie bożkiem saduceuszów?

Co jest najważniejsze?

Pełen zadumy miesiąc listopad zawsze nastraja refleksyjnie. Za nami już Uroczystość Wszystkich Świętych i Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych popularnie zwane Zaduszkami, przed nami jeszcze trzy tygodnie i kolejny Adwent i nowy rok kościelny. Coś się kończy, coś zaczyna, życie ludzkie –w tym właśnie czasie- wydaje się bardziej akcentować swoją przemijalność i kruchość. I w sposób naturalny pojawiają się pytania: co w tym wszystkim, w całym tym przemijającym świecie, w tym ulotnym, ludzkim życiu jest najważniejsze? Czemu warto poświęcić uwagę, a co można sobie naprawdę darować? Czy też powtarzając za C. K. Norwidem:

Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą.
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

Takie pytania trzeba sobie koniecznie stawiać w sposób otwarty, aby nie dać się zamknąć w przyziemnych troskach ograniczających się do zapewnienia „pożywienia i schronienia”. Troski te bowiem w sposób bardzo brutalny redukują moje ludzkie istnienie do poziomu biologicznego, a życie do kilkudziesięciu lat zmagań o chleb i odzienie.

Bardzo wstrząsające i prowokujące do refleksji jest czytanie pierwsze, w którym młodzi ludzie, (właściwie chłopcy jeszcze) za nic mają życie doczesne, bo jak  mówią: „Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni.” Oni nie dbają o życie mimo, że dla nich ono ledwie się zaczęło. Denerwująca jest ich niefrasobliwość i drażniąca ich odwaga. Dzisiaj wielu skłonnych by było nazwać taką postawę fanatyzmem, fundamentalizmem, brakiem rozsądku i realizmu, fanfaronadą, niezrozumiałą i bezużyteczną brawurą. Zadawaliby pytania: „A po co takie na siłę trwanie przy ulotnych mirażach, skoro życie jest takie ważne i jedyne?

A jednak, czy naprawdę, to życie doczesne jest aż tak ważne, że dla urządzenia się w nim i doczesnego dobrobytu można zapomnieć o czymś ważniejszym? Czy warto tak wiele inwestować w to, co takie kruche i przemijające? Czy nie należałoby się raczej bardziej na serio zająć tym co –mimo, że odległe- bardziej jednak realne i trwalsze?

A do tego w Ewangelii Chrystus, Który wprost wskazuje, na to co naprawdę jest ważne mówiąc: „ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi„. Saduceusze -zatroskani głęboko sprawami doczesnymi- nie są w stanie nawet zrozumieć, że może istnieć coś takiego jak życie wieczne. Dla nich sprawy doczesne o wiele ważniejsze i więcej znaczące. Oni są realistami, twardo stąpającymi po ziemi, co poza tę, ziemską realność wykracza to mrzonki i fanaberie.

Często i ja łapię się na tym, że ucieka mi gdzieś -w tej absorbującej codzienności- ostateczne znaczenie i najgłębszy sens doczesnego życia. Sprawy doczesne przysłaniają -nieraz bardzo skutecznie- to, co ostateczne i wieczne. Czasami się nie chce, czasami nie warto, czasami nie ma do tego głowy ani nastroju, a czasami po prostu się boję. A jeszcze trudniej o tym mówić i nie być postrzeganym jako dziwak i pesymista. Bo i po co mówić o sprawach odległych i niepewnych, skoro te bezpośrednie i doczesne tak bardzo absorbują i domagają się natychmiastowego rozwiązania? Przecież Pan Bóg dał nam to życie do przeżycia w sposób godny i odpowiedzialny. Trzeba się więc zatroszczyć o zdrowie i o higienę, o komfort, i o zapewnienie sobie i swoim bliskim o godnych warunków. Oczywiście trzeba, tylko … no właśnie … tylko, czy te troski nie przysłaniają czegoś o wiele bardziej istotnego i nie zajmują tak bardzo, że na wszystko inne nie ma już czasu?

Kiedy Chrystus w innym miejscu Ewangelii mówi: „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?” (Mt 6,25-26), to z udawaną pobożnością kiwamy głowami i … nadal troszczymy się zbytnio o swoje życie, o pokarm i o odzienie.

A jak to wszystko przekazać dzieciom i młodzieży? Jak nauczyć ludzi młodych zanurzonych po uszy w wirtualnej rzeczywistości gier komputerowych, że są w życiu rzeczy i sprawy daleko ważniejsze niż modny ciuch, kolejny technologiczny gadżet, czy ekscytujące wakacje „zagranicą”? Jak przekazać te wartości i prawdy dzieciom, skoro sami rodzice hołdują filozofii „życia i użycia” i wyciągnięcia z doczesności maksimum przyjemności?

Przy takiej mentalności bohaterowie z pierwszego czytania są rzeczywiście fanatykami nie do zrozumienia, niepoprawnymi idealistami i dziwakami. Warto jednak w tym miesiącu ostatecznej i eschatologicznej zadumy zadać sobie to pytanie:

Czy zostanie
Na dnie popiołu (twojego życia) gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?