Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata – rok C

christus-rexmateriały w formacie .pdf

Czytania: 2 Sm 5,1-3; Kol 1,12-20; Łk 25,35-43

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Zaproszenie do udziału w Eucharystii jest zaproszeniem do uczestnictwa w Liturgii Królestwa Bożego, gdzie Chrystus Baranek Boży i Król Wszechświata składa Ojcu odwieczną Ofiarę. Aby jednak w tej Ofierze Chrystusa uczestniczyć oczyśćmy najpierw nasze serca z egoizmu i grzechu, ufając Bożemu Miłosierdziu.

2 Sm 5,1-3

Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: Oto myśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, tyś odbywał wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud – Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem. Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.

Kol 1,12-20

Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości.

On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów.

On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.

I On jest Głową Ciała – Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim.

Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża.

Łk 23,35-43

A lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest Król żydowski. Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.

Jezu wspomnij na mnie …

Wiem Panie, że życiem moim nie zasługuję na uczestnictwo w Twoim Królestwie. Wiem, że gdybyś miał mnie osądzać według Twej sprawiedliwości, to na pewno nie byłbym lepszy od łotrów, którzy z Tobą byli ukrzyżowani. Niemniej jednak ufam w Twoje wielkie miłosierdzie i razem z jednym z nich powtarzam w pokorze: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa„.

Tak bardzo potrzeba nam tej postawy pokory, postawy uznania naszej małości i naszej grzeszności, a tak niewielu chce to uznać, tak wielu w pysze i zarozumiałości z kpiną powtarza za pierwszym łotrem: „Okaż swoją Boska potęgę, jeśli jesteś Mesjaszem, to dokonaj cudu !!!!” Czemu tyle w nas buty i pychy, czemu tyle zarozumiałości i zadufania, czemu tyle arogancji i pretensji do Boga? Czyżbyśmy byli tak ślepi? Czyżbyśmy nie widzieli naszych grzechów? Czyżbyśmy byli tak bezrozumni i zarozumiali, żeby Boga wystawiać na próbę?

Świat współczesny, rozwój nauki, a szczególnie rozwój techniki i technologii wpędza nas w samouwielbienie, w samoubóstwienie. Jezus, Król Wszechświata staje się coraz bardziej postacią mitologiczną i bajeczną. To człowiek staje się panem świata, to człowiek -ze swoim rozumem- ten świat podbija i czyni … poddanym, ale i w sposób głupi i nieodpowiedzialny niszczy i dewastuje. Człowiek postawił się w miejscu Boga i ….butnie Bogu się odgraża, wystawia Go na próbę. I co? Jako efekt tej władzy człowieka nad światem mamy zanieczyszczenie na planetarną skalę, niesprawiedliwość społeczną, nędzę milionów ludzi i rażące bogactwo garstki miliarderów. 840 milionów ludzi codziennie głoduje na świecie, dziesiątki tysięcy codziennie umiera z głodu i nędzy, 100 milionów rocznie umiera tylko na malarię, setki tysięcy ginie w niesprawiedliwych wojnach, zamachach i gwałtach … Czyż trzeba więcej jeszcze aby opisać „królestwo człowieka”? …

Jezu, proszę wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Twego Królestwa.

***************************

Homilia alternatywna

W naszym codziennym życiu bardzo często narzekamy na polityków, na rząd, na warunki socjalne i ekonomiczne, i w wielu przypadkach na pewno mamy rację. Nie udają się nam kolejne rządy i kolejne Rzeczypospolite, afera goni aferę, skandal goni skandal, a korupcja korupcję. Oczekujemy i mamy nadzieję, że w końcu ludzie uczciwi i rzetelni zostaną dopuszczeni do władzy, że skończy się prywata polityków, arogancja władzy, buta i zarozumiałość kolejnych rządzących ekip i zwykła ludzka pazerność. Niestety bardzo często zapominamy, że królestwo nasze, do którego jesteśmy powołani nie jest z tego świata i że w tym świecie nie jesteśmy w stanie zrealizować naszych najszczerszych i najbardziej skrytych marzeń o doskonałym systemie politycznym.

W dniu dzisiejszym czcimy Chrystusa Zwycięskiego, Chrystusa, Któremu Ojciec oddał we władanie cały stworzony wszechświat. Nie możemy jednak zapomnieć, że królestwo Chrystusa, Jego władanie i panowanie nie mają nic z ziemskiej arogancji, potęgi, buty i przemocy, nic z ludzkiej polityki, układów i układzików, nic z ludzkiej przebiegłości i politycznej poprawności. Królestwo Chrystusa jest królestwem pokoju, dobroci, sprawiedliwości, miłości i miłosierdzia, królestwem życia wiecznego. Do Królestwa Chrystusowego wchodzą grzesznicy i celnicy, przestępcy (jak ten z dzisiejszej Ewangelii) i jawnogrzesznice. Nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić, bo żadne królestwo ziemskie, żaden system władzy w historii ludzkości nie był w stanie zrealizować tych ideałów. Nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić i dlatego jest nam to obojętne, nie przywiązujemy do tego Królestwa wagi, żyjemy w naszej poranionej i okaleczonej przez ludzki grzech codzienności, nie myśląc, że cokolwiek może się zmienić. Niby prosimy w Modlitwie Pańskiej: „Ojcze nasz … przyjdź królestwo Twoje …” ale jednocześnie nie robimy nic, aby do tego królestwa się przybliżyć, czy wejść. Nie pragniemy jego nadejścia, nie budujemy go w naszym codziennym życiu. Mamy dosyć kłopotów z ujarzmianiem naszej codzienności i budowaniem królestwa ziemskiego. Nie myślimy więc i nie próbujemy urzeczywistniać Królestwa Chrystusowego. A ono przecież nie przyjdzie w sposób magiczny, ono – jak wspomniał sam Jezus- „już jest w nas„. My tylko mamy go uczynić realnością, sprawić, aby stało się codzienną rzeczywistością.

Żyjąc na ziemi, w niedoskonałych strukturach ludzkich i w ludzkim królestwie nie możemy jednak zapominać, że nie żyjemy dla ziemi i że nasze ostateczne spełnienie jest gdzie indziej. Nie możemy ograniczać się tylko do ludzkich i przyziemnych realiów. Mamy je transformować i przemieniać, mamy urzeczywistniać Królestwo Chrystusowe, aby ono nadeszło w całej pełni i w całej swej mocy, Mocy Miłości i sprawiedliwości, pokoju i miłosierdzia. A będzie to możliwe tylko wtedy jeśli my sami będziemy te wartości realizować na co dzień w naszych stosunkach z innymi.

  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – W pokornej modlitwie przedstawiajmy Miłosiernemu Ojcu nasze błagania i prośby, ufając zbawczej i oczyszczającej mocy Ofiary Chrystusowej.

  • Pasterzom Kościoła Powszechnego: Ojcu Świętemu Franciszkowi, biskupom i kapłanom udzielaj odwagi, męstwa i sił, aby nieustannie przypominali nam o naszym ostatecznym powołaniu i prowadzili Lud Boży do Królestwa Chrystusowego. „Ciebie prosimy” …
  • Kościołowi Świętemu posyłaj ustawicznie Ducha Świętego, aby z mocą i miłością głosił nadejście królestwa pokoju, miłości i przebaczenia. „Ciebie prosimy” …
  • Oddal od nas wszelkie pokusy zaufania tylko ludzkim strukturom i pokładania nadzieji w tylko ludzkich możliwościach, abyśmy nie zostali zwiedzeni mirażami doczesności. „Ciebie prosimy” …
  • Tym, którzy oddalili się od Chrystusa daj moc i łaskę nawrócenia, aby co prędzej powrócili do domu Ojca i nie zginęli z nędzy i głodu. „Ciebie prosimy” …
  • Wszystkich naszych zmarłych braci i siostry wprowadź do radości życia wiecznego w Królestwie Chrystusa,             „Ciebie prosimy” …

Zakończenia – Boże Ojcze, do Którego należy wszelkie stworzenie, Ty uczyniłeś swojego Syna Królem Wszechświata, prosimy okaż swoją Boską potęgę i wprowadź nas do Królestwa Jezusa Chrystusa, abyśmy wraz z Nim żyli w Twojej obecności na wieki wieków. Amen

  1. Słowo „przed rozesłaniem”

Przez uczestnictwo w Eucharystii przybliżamy się do ostatecznego spełnienia naszego życia w Królestwie Chrystusa. Od nas zależy czy będziemy wnosić w nasze życie codzienne to co sami tutaj otrzymaliśmy.

materiały w formacie .pdf

Reklamy

XXXIII Niedziela Zwykła – C

Ml 3,19-20

Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach. Wyjdziecie [swobodnie] i będziecie podskakiwać jak tuczone cielęta.

2Tes 3,7-12

Sami bowiem wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

Łk 21,5-19

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział:

Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec.

Wtedy mówił do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.

apokalipsa-20

Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa …

Miesiąc listopad na pewno sprzyja pogłębionej refleksji eschatologicznej, czyli refleksji o rzeczach ostatecznych. Na początku miesiąca obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych, a zaraz po niej, następnego dnia wspominamy wszystkich wiernych zmarłych. Przez cały miesiąc modlimy się za zmarłych, a w Liturgii Słowa tego miesiąca pojawiają się teksty biblijne dotyczące tej rzeczywistości, czyli końca świata, czy to z proroków jak w dzisiejszym pierwszym czytaniu, czy z Apokalipsy św. Jana, czy też zapowiedzi samego Chrystusa (jak w dzisiejszej Ewangelii) odnoszące się do końca czasów, do końca świata.

Temat ten jest także przedmiotem naszych rozmów, czy medialnych newsów poszukujących sensacji. Od jakiegoś czasu domorośli prorocy zapowiadają ostateczny koniec świata na 12 grudnia 2012 roku. Rzeczywistość końca czasów, sądu ostatecznego, objawienia się Antychrysta, niezwykłych kataklizmów, w których Himalaje parują jak szklanka wody w ciągu sekundy jest także obecna w filmowej produkcji. Filmy takie jak; „Doomsday”, „Armagedon”, „The Day After”, „Apokalipsa” czy „Niebo się zapada” pobijają rekordy oglądalności i nabijają kasę twórcom. Na internecie znaleźć można reklamy setek książek, z których możesz się dowiedzieć jak przeżyć koniec świata.

Wszystko to jednak obliczone jest na sensację i podniesienie poziomu adrenaliny we krwi, co zresztą bardzo lubimy i czego coraz częściej poszukujemy. Z drugiej jednak strony takie sensacyjne i niemalże bajkowe przedstawienie czasów eschatologicznych powoduje, że jakoś się do tego przyzwyczajamy, że nam to obojętnieje. Nikt bowiem kto ma chociażby odrobinę zdrowego rozsądku nie będzie traktował poważnie katastroficznej produkcji Hollywoodu. Oglądamy to z dreszczykiem emocji i podniesienia i kwitujemy stwierdzeniem: „ano, ładna bajeczka”. Niestety podobnym stwierdzeniem kwitujemy (czasami nawet podświadomie) Słowo Boże mówiące o końcu świata. Kto -tak an dobrą sprawę przejął się słowami proroka Malachiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, kto je dzisiaj w ogóle usłyszał? „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Nawet w dzisiejszej Ewangelii zwracamy bardziej uwagę na znaki i niezwykłości zapowiadające koniec świata. Chcielibyśmy raczej dowiedzieć się w miarę precyzyjnie, kiedy TO nastąpi? Są i tacy, którzy twierdzą, że znają nie tylko datę końca świata, ale i sposób na dostanie się do nieba … Jak w każdych czasach tak i dzisiaj nie brak pseudo-proroków i wizjonerów różnego rodzaju, a czasami po prostu zwykłych naciągaczy i szarlatanów. A przecież rzeczywistość opisywana przez proroków Starego Testamentu i zapowiadana przez Chrystusa nie jest sensacyjną bajeczką obliczoną na ochy i achy słuchaczy i zapomnianą, lub do zlekceważenia.

Warto więc podejść do sprawy końca świata w sposób poważniejszy, nie sensacyjny i nie bajkowy.

I dlatego warto zadać sobie pytanie:  czy naprawdę to właśnie chce nam powiedzieć  Jezus kiedy o końcu świata mówi? Czy chce nas epatować katastrofami i straszyć, czy raczej chce nas do tego nieuniknionego wydarzenia przygotować? Czy nie powtarza raczej ustawicznie i z powagą: „bądźcie czujni i nawracajcie się, dzień ten bowiem przyjdzie niespodziewane jak złodziej, czuwajcie więc aby was nie zaskoczył!”

Co chce  powiedzieć w dzisiejszej Ewangelii? Szkoda, że tak niewielu zwraca uwagę na kilka -pozornie drobnych- słów: „Lecz zanim to wszystko nastąpi podniosą na was ręce i będą was prześladować (…) A będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

To samo mówią nam ostatni Papieże, Paweł VI, Jan Paweł II i Benedykt XVI: „Kościół czasów ostatnich będzie kościołem mniejszości, kościołem próby i dawania świadectwa”.

Czy jednak zamiast zajmować się wątpliwymi prognozami końca świata, nie byłoby lepiej zastanowić się, jak dawać świadectwo Chrystusowi na co dzień? Czy nie lepiej uznać, że taką sposobność do składania świadectwa mam -na dobrą sprawę- zawsze i że ustawicznie żyję w czasach ostatecznych. Stale powinienem być gotowy na spotkanie z Panem i naprawdę, moja własna śmierć to, mój osobisty, mały koniec świata, i spotkanie twarzą w twarz z Chrystusem (niekoniecznie „przychodzącym na obłokach”). Warto często zadawać sobie to pytanie, czy jestem gotowy na taki właśnie, osobisty koniec świata, na takie osobiste spotkanie? Czy swoim życiem daję świadectwo, czy świadczę Chrystusowi nie przez słowa i wątpliwej jakości „proroctwa”, ale przez moje dobre życie? A może po prostu: Czy spotkałem już Chrystusa w moim bliźnim?

W przeciwnym razie lepiej jednak zwrócić uwagę na słowa proroka Malachiasza, którzy przestrzega: „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Można by nawet powiedzieć w sposób bardzo zwięzły”

Kto spotkał już Chrystusa w bliźnim nie musi się obawiać spotkania przy końcu świata.

Kto nie umie Go rozpoznać w bliźnim, żyjącym obok, nie rozpozna Go także przy końcu życia …

 

Homilia starsza

Po co mówić o końcu świata?

W dzisiejszej Ewangelii zwracamy bardziej uwagę na znaki i niezwykłości zapowiadające koniec świata. Chcielibyśmy raczej dowiedzieć się w miarę precyzyjnie, kiedy TO nastąpi? Są i tacy, którzy twierdzą, że znają nie tylko datę końca świata, ale i sposób na dostanie się do nieba … Jak w każdych czasach nie brak pseudo-proroków i wizjonerów różnego rodzaju, a czasami po prostu zwykłych naciągaczy i szarlatanów. Ale czy naprawdę to właśnie chciał nam Jezus powiedzieć w dzisiejszej Ewangelii? Szkoda, że tak niewielu zwraca uwagę na kilka -pozornie drobnych- słów: „Lecz zanim to wszystko nastąpi podniosą na was ręce i będą was prześladować (…) A będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

Czy jednak zamiast zajmować się wątpliwymi prognozami końca świata, nie byłoby lepiej zastanowić się, jak dawać świadectwo Chrystusowi? Czy nie lepiej uznać, że taką sposobność do składania świadectwa mam -na dobrą sprawę- zawsze i że ustawicznie żyję w czasach ostatecznych. Stale powinienem być gotowy na spotkanie z Panem i naprawdę, moja własna śmierć to, mój osobisty, mały koniec świata, i spotkanie twarzą w twarz z Chrystusem (niekoniecznie „przychodzącym na obłokach”). Warto często zadawać sobie to pytanie, czy jestem gotowy na taki właśnie, osobisty koniec świata, na takie osobiste spotkanie? Czy swoim życiem daję świadectwo, czy świadczę Chrystusowi nie przez słowa i wątpliwej jakości „proroctwa”, ale przez moje dobre życie? A może po prostu: Czy spotkałem już Chrystusa w moim bliźnim?

W przeciwnym razie lepiej jednak zwrócić uwagę na słowa proroka Malachiasza, którzy przestrzega: „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Kto spotkał już Chrystusa w bliźnim
nie musi się obawiać spotkania przy końcu świata.
Kto nie umie Go rozpoznać w bliźnim, żyjącym obok,
nie rozpozna Go także przy końcu życia …
i sam nie będzie rozpoznany …

XXXII Niedziela w ciągu roku – C

2Mch 7,1-2.9-14

Siedmiu braci razem z matką również zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Jeden z nich, przemawiając w imieniu wszystkich, tak powiedział: O co pragniesz zapytać i czego dowiedzieć się od nas? Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa. W chwili, gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: Ty, zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego. Po nim był męczony trzeci. Na żądanie natychmiast wysunął język, a ręce wyciągnął bez obawy i mężnie powiedział: Od Nieba je otrzymałem, ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam. Nawet sam król i całe jego otoczenie zdumiewało się odwagą młodzieńca, jak za nic miał cierpienia. Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddano czwartego. Konając tak powiedział: Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia.

2Tes 2,16-3:5

Sam zaś Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie! Poza tym, bracia, módlcie się za nas, aby słowo Pańskie rozszerzało się i rozsławiło, podobnie jak jest pośród was, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę. Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić. Niechaj Pan skieruje serca wasze ku miłości Bożej i cierpliwości Chrystusowej!

Łk 20,27-38

Wówczas podeszło do Niego kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę. Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją.

Bóg nie jest Bogiem umarłych lecz żywych

Niesamowity, ale i śmieszny jest w końcu przykład saduceuszów z dzisiejszej Ewangelii. Ale i my, często używamy podobnie śmiesznych argumentów w „obronie naszych pozycji”. Nasze ludzkie widzenie, nasza ludzka optyka nie przystaje do Bożej wizji, do wizji Ewangelicznej. Widzenie nasze jest krótkowzroczne, widzimy tylko swój interes i swoją korzyść (czasami nawet pozorną) i jesteśmy zdziwieni, że inni tego tak nie widzą, że tego nie akceptują, że Bóg nas nie rozumie, a przecież nasze widzenie jest zdroworozsądkowe, a przecież trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć … jak saduceusze w dzisiejszej Ewangelii, którzy nie szukali prawdy, a jedynie uzasadnienia dla swoich racji, dla swoich prawd. Szukali w końcu samych siebie.

I wtedy trzeba Jezusa, aby nam rozbił nasz obraz świata i spraw, aby nam otworzył oczy, aby nam ukazał rzeczywistość w innej, dalekosiężnej perspektywie. Jesteśmy w naszych przekonaniach zatwardziali i dlatego nasz bóg jest bogiem umarłych, a nawet jest martwym bogiem czy bożkiem. Ten prawdziwy, jest ponad naszymi przekonaniami, jest Bogiem Żywym i Bogiem żywych. Ten prawdziwy jest Bogiem, Którego nie znamy, bo czasami znać nie chcemy, jest jednak Bogiem bliższym nas niż my sami …

Jak uwierzyć Bogu, że jest On Bogiem Żywym,
Bogiem Abrahama,
Bogiem Izaaka
i Bogiem Jakuba
a nie bożkiem saduceuszów?

zmartwych

Co jest najważniejsze?

Pełen zadumy miesiąc listopad zawsze nastraja refleksyjnie. Za nami już Uroczystość Wszystkich Świętych i Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych popularnie zwane Zaduszkami, przed nami jeszcze trzy tygodnie i kolejny Adwent i nowy rok kościelny. Coś się kończy, coś zaczyna, życie ludzkie –w tym właśnie czasie- wydaje się bardziej akcentować swoją przemijalność i kruchość. I w sposób naturalny pojawiają się pytania: co w tym wszystkim, w całym tym przemijającym świecie, w tym ulotnym, ludzkim życiu jest najważniejsze? Czemu warto poświęcić uwagę, a co można sobie naprawdę darować? Czy też powtarzając za C. K. Norwidem:

Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą.
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

Takie pytania trzeba sobie koniecznie stawiać w sposób otwarty, aby nie dać się zamknąć w przyziemnych troskach ograniczających się do zapewnienia „pożywienia i schronienia”. Troski te bowiem w sposób bardzo brutalny redukują moje ludzkie istnienie do poziomu biologicznego, a życie do kilkudziesięciu lat zmagań o chleb i odzienie.

Bardzo wstrząsające i prowokujące do refleksji jest czytanie pierwsze, w którym młodzi ludzie, (właściwie chłopcy jeszcze) za nic mają życie doczesne, bo jak  mówią: „Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni.” Oni nie dbają o życie mimo, że dla nich ono ledwie się zaczęło. Denerwująca jest ich niefrasobliwość i drażniąca ich odwaga. Dzisiaj wielu skłonnych by było nazwać taką postawę fanatyzmem, fundamentalizmem, brakiem rozsądku i realizmu, fanfaronadą, niezrozumiałą i bezużyteczną brawurą. Zadawaliby pytania: „A po co takie na siłę trwanie przy ulotnych mirażach, skoro życie jest takie ważne i jedyne?

A jednak, czy naprawdę, to życie doczesne jest aż tak ważne, że dla urządzenia się w nim i doczesnego dobrobytu można zapomnieć o czymś ważniejszym? Czy warto tak wiele inwestować w to, co takie kruche i przemijające? Czy nie należałoby się raczej bardziej na serio zająć tym co –mimo, że odległe- bardziej jednak realne i trwalsze?

A do tego w Ewangelii Chrystus, Który wprost wskazuje, na to co naprawdę jest ważne mówiąc: „ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi„. Saduceusze -zatroskani głęboko sprawami doczesnymi- nie są w stanie nawet zrozumieć, że może istnieć coś takiego jak życie wieczne. Dla nich sprawy doczesne o wiele ważniejsze i więcej znaczące. Oni są realistami, twardo stąpającymi po ziemi, co poza tę, ziemską realność wykracza to mrzonki i fanaberie.

Często i ja łapię się na tym, że ucieka mi gdzieś -w tej absorbującej codzienności- ostateczne znaczenie i najgłębszy sens doczesnego życia. Sprawy doczesne przysłaniają -nieraz bardzo skutecznie- to, co ostateczne i wieczne. Czasami się nie chce, czasami nie warto, czasami nie ma do tego głowy ani nastroju, a czasami po prostu się boję. A jeszcze trudniej o tym mówić i nie być postrzeganym jako dziwak i pesymista. Bo i po co mówić o sprawach odległych i niepewnych, skoro te bezpośrednie i doczesne tak bardzo absorbują i domagają się natychmiastowego rozwiązania? Przecież Pan Bóg dał nam to życie do przeżycia w sposób godny i odpowiedzialny. Trzeba się więc zatroszczyć o zdrowie i o higienę, o komfort, i o zapewnienie sobie i swoim bliskim o godnych warunków. Oczywiście trzeba, tylko … no właśnie … tylko, czy te troski nie przysłaniają czegoś o wiele bardziej istotnego i nie zajmują tak bardzo, że na wszystko inne nie ma już czasu?

Kiedy Chrystus w innym miejscu Ewangelii mówi: „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?” (Mt 6,25-26), to z udawaną pobożnością kiwamy głowami i … nadal troszczymy się zbytnio o swoje życie, o pokarm i o odzienie.

A jak to wszystko przekazać dzieciom i młodzieży? Jak nauczyć ludzi młodych zanurzonych po uszy w wirtualnej rzeczywistości gier komputerowych, że są w życiu rzeczy i sprawy daleko ważniejsze niż modny ciuch, kolejny technologiczny gadżet, czy ekscytujące wakacje „zagranicą”? Jak przekazać te wartości i prawdy dzieciom, skoro sami rodzice hołdują filozofii „życia i użycia” i wyciągnięcia z doczesności maksimum przyjemności?

Przy takiej mentalności bohaterowie z pierwszego czytania są rzeczywiście fanatykami nie do zrozumienia, niepoprawnymi idealistami i dziwakami. Warto jednak w tym miesiącu ostatecznej i eschatologicznej zadumy zadać sobie to pytanie:

Czy zostanie
Na dnie popiołu (twojego życia) gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

Plik w formacie .pdf

XXXI Niedziela w ciągu roku – C

Mdr 11,22-12:2

Świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.

2Tes 1,11-2.2

Dlatego modlimy się zawsze za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w was wszelkie pragnienie dobra oraz czyn [płynący z] wiary. Aby w was zostało uwielbione imię Pana naszego Jezusa Chrystusa – a wy w Nim – za łaską Boga naszego i Pana Jezusa Chrystusa. W sprawie przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i naszego zgromadzenia się wokół Niego, prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański.

Łk 19,1-10

Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A /był tam/ pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

Homilia

Po raz kolejny w kończącym się Roku Miłosierdzia -czytane dzisiaj- Słowo Boże przypomina nam o tym największym Bożym przymiocie, o Bożym Miłosierdziu. Wzruszające są słowa pierwszego czytania z Księgi Mądrości: „Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił …

Zazwyczaj wydaje nam się, że Bóg jest Sprawiedliwym Sędzią i czyha na nasze potknięcia, aby nas za nie surowo ukarać. Szczególnie Bóg Starego Testamentu wydaje się być bardzo surowym, wymagającym i karzącym. A przecież takich fragmentów jak ten z pierwszego czytania możemy znaleźć w Piśmie Świętym znacznie więcej. W Księdze proroka Izajasza znajdujemy np. takie słowa: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach …” (Iz 49,15-16), a w pierwszym rozdziale proroka Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, …” (Jer 1,5). Prorok Ezechiel woła w imieniu Pana: „… jeśliby występny porzucił wszystkie swoje grzechy, które popełniał, a strzegł wszystkich moich ustaw i postępowałby według prawa i sprawiedliwości, żyć będzie, a nie umrze: nie będą mu poczytane wszystkie grzechy, jakie popełnił, lecz będzie żył dzięki sprawiedliwości, z jaką postępował. Czyż tak bardzo mi zależy na śmierci występnego – wyrocznia Pana Boga – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?” (Ez 18,21-23). Takich i tym podobnych cytatów można by przytoczyć znacznie więcej. Nawet dając przykazania Bóg nie chce ograniczyć wolności człowieka, ale go przed upadkiem w nicość ochronić.

A co powiedzieć o Ewangelii i o całym nauczaniu i działalności Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Który wyraźnie stwierdza: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” (J 3,16-17) lub: „To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.” (J 6:40).

Warto może tylko wspomnieć kilka faktów i przypowieści; przypowieść o uczcie (Łk 14, 15-24), przypowieść o dobrym Samarytaninie (Łk 10, 30-37), o Miłosiernym Ojcu (Łk 15, 11-32), przypowieść o zaginionej owcy i znalezionej drachmie (Łk 15,3-10), Przypowieść o chwaście (Mt 13, 24-30), wszystkie jego uzdrowienia, wskrzeszenia, cuda, których dokonał nie po to, aby objawić swoją władzę i potęgę, ale właśnie miłość Boga do człowieka.

Jednym z najbardziej przekonywujących fragmentów Ewangelii jest opis zdarzenia, który właśnie przeczytaliśmy dzisiaj, kiedy Chrystus z miłością spojrzał na Zacheusza -pogardzanego przez wszystkich- celnika i powiedział: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu.” A tym, którzy się oburzali, że do celnika (!!!) idzie w gościnę odpowiada: „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

Czyż to wszystko nie ukazuje nam Boga, jako Miłosiernego Ojca, Który nie szuka zemsty czy karania grzesznika, ale jego nawrócenia i dobra? W tym kończącym się Roku Jubileuszowym Miłosierdzia warto przemyśleć ponownie te przykłady i zobaczyć, że tak naprawdę to my sami siebie karzemy i sami sobie największą szkodę wyrządzamy oddalając się od Miłosiernego, Kochającego Ojca, Który pochyla się nad każdym z nas z delikatnością, czułością i miłością.

Jedyne czego Bóg od nas oczekuje, to nawrócenie i powrót do Ojca. Powrót do Źródła Życia i Miłości. I dlatego w pierwszym czytaniu autor Księgi Mądrości pisze: „Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.

A co powiedzieć o Bogu, Który na początku XX wieku, tuż przed II Wojną Światową (tym najbardziej traumatycznym wydarzeniem w historii ludzkości, które pochłonęło 50 milionów ludzkich istnień) objawił się nam, jako Nieskończone Miłosierdzie, powtarzając niestrudzenie: „Powiedz duszom gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia; tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawiać dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. O biedni, którzy nie korzystają z tego cudu miłosierdzia Bożego; na darmo będziecie wołać, ale będzie za późno.” (Dz 1448).

To przecież do Siostry Faustyny powiedział w 1937 roku: „Sekretarko Moja, napisz, że jestem hojniejszy dla grzeszników, niżeli dla sprawiedliwych. Dla nich zstąpiłem na ziemię. . . dla nich przelałem Krew, niech się nie lękają do Mnie zbliżyć, oni najwięcej potrzebują Mojego Miłosierdzia.” (Dz 1275)

Czy możemy wątpić w tę prawdę, w tę ogromną, nieskończoną miłość Boga do człowieka, Który: „tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” Dlaczego z takim uporem od Miłości Boga uciekamy?

Homilia alternatywna

Syn człowieczy przyszedł szukać i zbawić

Wzruszające są słowa Księgi Mądrości: „Nad wszystkim masz litość Panie, bo wszystko jest w Twojej mocy i oczy zamykasz na grzechy ludzi, aby się nawrócili.” Bóg rzeczywiście miłuje wszystko, co uczynił i nic nie ma w nienawiści, bo inaczej by przecież tego nie uczynił. Jeśli nas stworzył to po to, abyśmy istnieli, a nie o to, aby nas potępić. Wzruszająca jest też scena z dzisiejszej Ewangelii, kiedy Zacheusz pogardzany przez innych (bo był celnikiem), zostaje dowartościowany przez Chrystusa.

Jest jednak w tej scenie coś więcej. To nie tylko Jezus okazuje miłosierdzie wobec Zacheusza, ale także Zacheusz odpowiada radośnie na okazane miłosierdzie, miłosierdziem wobec innych. Jest to piękny przykład dialogu, jaki nawiązuje się między Bogiem, a człowiekiem, między łaską, a ludzką duszą.

I tego właściwe Bóg od nas oczekuje … współpracy, miłosierdzia, podejmowania ustawicznie wysiłku nawracania się, bycia dobrym. Bóg nie czyha na nas jak groźny sędzia, wyczekujący tylko ludzkich potknięć, aby nas karać. To nie jest obraz Boga – Miłości, Ojca Miłosiernego, Który kocha wszystko co uczynił. Bóg jest cierpliwy i ustawicznie czeka na ludzkie nawrócenie, na ludzką odpowiedź, na współpracę. Jakże inaczej wygląda wtedy ludzkie życie, a nawet ludzkie upadki, grzechy i słabości. Bóg nie lekceważy naszych grzechów, nie udaje, że ich nie ma, nie twierdzi, że ich nie popełniamy, ale je wybacza i chce nas od nich uwolnić. Nie robi tego na siłę i wbrew człowiekowi, ale czeka na jego współpracę i akceptację. Widzi dobra wolę człowieka i wychodzi jej naprzeciw, wspomaga ją swoją Łaską i Miłosierdziem. Jak w wypadku Zacheusza, jak w wypadku celnika Mateusza, jak w wypadku jawnogrzesznicy …, jak w tylu innych wypadkach …

Nigdy nie jest za późno, aby się nawrócić.

Bóg tylko na to czeka.

Czemuż więc stale odwlekam moje nawrócenie?

Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu

Nie przegap okazji …

XXX Niedziela w ciągu roku – C

Syr 35,12-18

Ponieważ Pan jest Sędzią, który nie ma względu na osoby. Nie będzie miał On względu na osobę przeciw biednemu, owszem, wysłucha prośby pokrzywdzonego. Nie lekceważy błagania sieroty i wdowy, kiedy się skarży. Kto służy Bogu, z upodobaniem będzie przyjęty, a błaganie jego dosięgnie obłoków. Modlitwa biednego przeniknie obłoki i nie ustanie, aż dojdzie do celu. Nie odstąpi ona, aż wejrzy Najwyższy i ujmie się za sprawiedliwymi, i wyda słuszny wyrok.

2Tm 4,6-9.16-18

Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mię wszyscy opuścili: niech im to nie będzie policzone! Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.

Łk 18,9-14

Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść:

Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.

 

Za kogo się uważam?

„Boże dziękuję Ci, że nie jestem jak inni; oszuści, prostytutki, zdziercy, złodzieje, żebracy, nieudacznicy, lenie, nieroby, rozwodnicy. Poszczę, chodzę regularnie do kościoła, modlę się i daję jałmużnę …” Jestem sprawiedliwy i uczciwy, nikogo nie krzywdzę i nikomu nie szkodzę (naprawdę nikomu?), jestem prawie doskonały i … tak na dobrą sprawę … nie potrzebuję Panie Twojej pomocy i Twoja śmierć na krzyżu nic mi nie daje … Sam sobie radzę w życiu i sam potrafię się zbawić.

Takie jest rozumowanie wielu spośród nas. Modlę się za grzeszników „szczególnie tych, którzy najbardziej potrzebują Miłosierdzia Bożego”, ale to nigdy nie jestem ja sam. To są zawsze „ci inni”. To oni są grzeszni, to oni się w życiu pogubili, to oni potrzebują miłosierdzia, to oni … oszuści, złodzieje, cudzołożnicy, zdziercy, pijacy, panny z dzieckiem, ladacznice, narkomani … to oni … A ja cóż mam sobie do zarzucenie? Najwyżej „paciorka nie odmówię”, albo „może czasami coś niepotrzebnego powiem”. I to wszystko, co mogę sobie zarzucić … Jak ten obłudny faryzeusz!! A czy tak jest naprawdę, czy ja aby nie jestem ślepy?!?!

Boże, miej litość dla mnie grzesznika„, bo „czymże jestem przed Twoim obliczem? Prochem i niczem! I bez Ciebie nic nie potrafię zrobić i rzeczywiście niczym jestem i nędzą …

Dwie modlitwy, dwie postawy, dwie mentalności … Z którą z nich ja sam się utożsamiam? Czy w moim stosunku do Boga i do ludzi nie wynoszę się za bardzo i nie jestem zbyt dumny nawet z mojej pokory!? Bo można tak daleko zajść, że nawet pokora będzie dla mnie powodem do pychy, zarozumiałości i wynoszenia się nad innych!

Tomasz Meron w swojej książce „Siedmiopiętrowa góra” pisze:

„Bezwzględne wykluczenie z naszych modlitw wszelkich próśb dotyczących naszych osobistych potrzeb jest rodzajem pychy – bo jest to tylko jedna więcej subtelna próba ustawienia się na tym samym planie co Bóg i postępowania jak gdybyśmy nie mieli potrzeb, jak gdybyśmy nie byli stworzeniami zależnymi od Niego …

Jest to ten rodzaj subtelnej pychy, który najtrudniej jest rozpoznać i zdemaskować. Niby się uniżam, niby jestem taki pokorny, że nawet stale modłę się tylko za innych, a jednocześnie nad tych innych się wywyższam.

Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża (nie poniża ! ale uniża) będzie wywyższony„. Nie musisz się poniżać. Nie szukaj tylko stale siebie i nie podkreślaj na każdym kroku Twojej osoby, Twoich zasług, Twojej mądrości, Twojego sprytu, Twojej zaradności, Twoich (nawet) dobrych czynów. Bądź po prostu pokorny. I miej miłosierdzie dla biedniejszych od Ciebie, boModlitwa biednego przeniknie obłoki Nie myśl więc tylko ustawicznie o sobie samym i nie szukaj stale zysku i lepszej pozycji dla siebie.

Moje wieczne i ustawicznie powtarzane „ja, Ja, JA, ja …”

to dobry materiał na jajecznicę,

ale nie na chrześcijanina i ucznia Chrystusa.

 

=========================

Lub w kościołach w których nie obchodzi się rocznicy poświęcenia kościoła własnego

Czytania: Jr 31, 7-9; PS 126; Hbr 5, 1-6; Mk 10,46-52

30 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO – C

Uzdrowienie niewidomego …

Czytając dzisiejszą Ewangelię warto zauważyć kilka -pozornie drobnych- szczegółów:

pierwszy – niewidomy żebrak Bartymeusz słysząc że nieopodal przechodzi Jezus zaczyna wołać, błagać i prosić. Co więcej jest w tym bardzo uparty, bo nie zniechęcają go napominania i karcenie innych.

drugi – to reakcja Jezus na wołanie żebraka. Jezus nie mija go obojętnie, nie lekceważy jego wołania, tylko każe mu przyjść do siebie.

trzeci – Bartymeusz natychmiast zrzuca z siebie żebraczy płaszcz, zrywa się i idzie do Jezusa.

I czwarty – to powtarzane wielokrotnie przez Jezusa słowa: „Twoja wiara cię uzdrowiła”.

Warto te kilka szczegółów odnieść do naszej egzystencjalnej sytuacji. Warto abyśmy zobaczyli siebie w podobnej sytuacji i odnaleźli dla siebie wskazówki.

Czyż nie jesteśmy bardzo często podobni do niewidomego żebraka Bartymeusza? Czyż nie jesteśmy ślepi i niejednokrotnie bez jakiejkolwiek perspektywy? Czy nie wydaje nam się, że życie się nam pokiereszowało i nie ma dla nas żadnej szansy na naprawę? Wtedy właśnie trzeba nam wołać do Jezusa z całych sił i natarczywie: „Jezusie, Synu Boży, ulituj się nade mną!” W takich właśnie –pozornie beznadziejnych- sytuacjach musimy sobie przypomnieć, że jest Ktoś, Kto może nam pomóc, kto nas nie odrzuci, Kto nas nie zlekceważy, Kto nas nie minie obojętnie. Często o tym zapominamy i próbujemy radzić sobie sami i ?? … tak niewiele z tego wychodzi.

Trzeba jednak uświadomić sobie i to, że muszę zrzucić z siebie „żebraczy płaszcz” moich grzechów i złych przyzwyczajeń, moich nałogów i ułomności. Ale także muszę przyjść do Jezusa, muszę podjąć ten wysiłek nawet po omacku, jak niewidomy Bartymeusz. Nie mogę pozostawać w swojej dotychczasowej sytuacji i oczekiwać, że Bóg dokona cudu wbrew mojej woli, że przymusi mnie do czegoś, czego sam zrobić ani zmienić nie chcę. Bóg będąc Ojcem, Który dał nam wolność wyboru nie może nam jej nigdy odebrać, nawet jeśli widzi, że uparcie tkwimy w naszych grzechach. On może tylko czekać, że przyjdziemy do Niego jak Bartymeusz, jak marnotrawny syn.

I po trzecie, aby być uzdrowionym i oczyszczonym nie mogę zapomnieć o koniecznym, nieodzownym elemencie, o zaufaniu Jezusowi. Tylko wiara szczera, głęboka i bezgraniczna, tylko zaufanie Bogu może mnie uzdrowić. Tylko jeśli wierzę usłyszę słowa: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła„.

Często jednak się zdarza, że oczekuję od Boga cudu, a jednocześnie z mojej strony nie robię nic, albo niewiele, aby tego cudu doświadczyć, aby być uzdrowionym. Czasami jest i tak, że będąc chory i ślepy udaję, że wszystko jest w porządku, że nie mam potrzeby nic w życiu zmieniać i niczego „zrzucać”, niczego od siebie wymagać. Nie chcę podejść do Jezusa, nie chcę poddać Jego uzdrawiającej mocy moich ran, udając, że ich nie ma, że same się zagoją, że wszystko samo się poukłada. Taka postawa pogłębia tylko moją ślepotę i czyni ją coraz bardziej nieuleczalną. Takie udawanie, a czasami nawet butne i zarozumiałe odrzucanie możliwości uleczenia, zaskorupia mnie i zaślepia w mojej pysze i powoduje że uzdrowienie staje się praktycznie niemożliwe.

Niestety nasza obecna cywilizacja sprzyja takim właśnie postawom. Jesteśmy zadufani, bo wydaje nam się, że coraz więcej zależy od nas, że sukcesy w dziedzinie technologii czynią nas prawie bogami. Pogoń za sukcesem, konformizm, permisywistyczne nastawienie do życia, szukanie przyjemności i wygody za wszelką cenę, odrzucanie wszelkich ograniczeń, negowanie istnienia ostatecznej i niepodważalnej prawdy … to wszystko powoduje, że gubimy się i stajemy się coraz bardziej ślepi na wartości moralne czy etyczne. Czasami, bo tak wygodniej, czasami, bo to się bardziej opłaca, a czasami dlatego, że trzeba by było iść pod prąd współczesnym modom, że trzeba by się było wychylić.

I tak brniemy coraz głębiej w naszym zagubieniu i dezorientacji, choroba staje się coraz bardziej poważna a jednocześnie my sami nie chcemy jej dostrzec, przyznać się do jej istnienia, ani tym bardziej poddać jej leczącemu dotknięciu Chrystusa. Jest nam z tym czasami niewygodnie, pojawiają się wyrzuty sumienia, ale nadal udajemy, że wszystko jest w porządku, że jesteśmy panami naszego życia, że nad wszystkim panujemy i że wszystko jest pod kontrolą.

Bóg jednak z nas nie rezygnuje i próbuje ustawicznie sprowadzić nas do siebie. Bardzo łagodnie i po ojcowsku upomina, przypomina, podpowiada ale w końcu -widząc że jesteśmy uparci i zasklepieni- czasami dopuszcza krach, nieszczęście, poważniejszą biedę. I wtedy nie rozumiemy skąd, dlaczego, po co? A przecież w ten sposób Bóg chce nas uchronić przed największym nieszczęściem, przed potępieniem na wieczność.

Ślepota bowiem, to nic innego jak grzech, który nas zaślepia. A grzech to nic innego jak świadome i egoistyczne powiedzenie Bogu: „nie potrzebuję Cię, jestem samowystarczalny i wiem najlepiej co jest dla mnie dobre, a Ty nie będziesz mi dyktował co mam robić, a czego nie robić”. To właśnie powoduje smutek Boga – Ojca, Który widzi, że się od Niego oddalam i wie, że istnieć bez Niego nie mogę, a jednocześnie widzi, że istnieć w Nim i przy Nim nie chcę. A ja oddalając się od Boga – Ojca i Stworzyciela nie tylko Go lekceważę, ale stwarzam sam dla siebie piekło. A piekło to właśnie istnienie bez Boga i bez miłości, wśród podobnych do mnie egoistów, cyników i samolubów. Jak można istnieć z dala od Źródła wszelkiego istnienia? I przed tym Bóg pragnie mnie uchronić, przed ostateczną ślepotą i życiem w wiecznej ciemności.

Dlatego wołaj do Jezusa: „Jezusie, Synu Boży, ulituj się nade mną!” dopóki ie jest jeszcze za późno.