Droga Krzyżowa – III (Prawdy)

dokonało się

W naszych zakłamanych czasach Prawda została zredukowana do zwykłego indywidualnego osądu i prywatnego odczucia, a redukcja taka jest śmiertelną pułapką dla człowieka, który jest ontologicznie i najbardziej wewnętrznie nastawiony na Prawdę absolutną i niepodważalną. I dlatego kiedy człowiek w jakikolwiek sposób odrzuca lub neguje Prawdę, neguje sam siebie i niszczy korzenie swojego istnienia.

Droga Krzyżowa Jezusa Chrystusa, to także Droga Krzyżowa poniżonej, podeptanej i upokorzonej Prawdy, bo Chrystus sam o sobie powiedział: „Ja jestem Drogą, i Prawdą, i Życiem.” (J 14,6)


stacja I – Wyrok

Pozory prawa, farsa praworządności, zmanipulowana prawda, zastraszony urzędnik, przekupiony tłum i … jeden niewygodny przeciwnik … „załatwiony”. Tak łatwo pozbyć się tych, którzy są niewygodni, którzy mają czelność służyć Prawdzie, iść za Prawdą, do Prawdy się przyznawać i dawać świadectwo Prawdzie …

A cóż to jest Prawda? Toż to tylko ułuda i utopia ! Sny o Prawdzie i marzenia nie do zrealizowania …

Jezusie z Nazaretu, Idealisto … nie trzeba było się narażać kapłanom, faryzeuszom, uczonym w Piśmie ! Po co ich tak ostro krytykowałeś? Po co z nimi stale zadzierałeś? Po co z nich drwiłeś? Nie należało narażać się władzy, a szczególnie tej, która się za „najświętszą” uważała … i która rościła sobie monopol na prawdę.

Bo wystarczyło tylko odpowiednio pomanipulować prawem i prawdą, podpłacić tam gdzie trzeba, postraszyć tam gdzie można … i z zachowaniem wszelkich pozorów prawa i praworządności wygrał ten, kto silniejszy, kto głośniej krzyczy, kto „bardziej realistyczny”. A idealiści z ich mrzonkami o Prawdzie … na krzyż z nimi, powiesić ich !


stacja II – Krzyż

Ty się po to narodziłeś i po to przyszedłeś na świat, aby dać świadectwo Prawdzie, a jej symbolem stał się krzyż, który bierzesz na swoje ramiona. I będzie on już odtąd, na zawsze, symbolem Twojej, ostatecznej Prawdy. A każdy, kto po stronie Prawdy będzie się opowiadał musi go wziąć, jak Ty go wziąłeś i ponieść razem z Tobą na swoją Kalwarię, bo Ty przecież powiedziałeś: „kto chce iść za mną, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje …”

Wszyscy którzy Prawdzie służą, którzy za Prawdą idą muszą razem z Tobą krzyż, ten gorszący symbol Prawdy – Którą Ty sam jesteś – nieść. I nie ma innej drogi, i nie ma innego sposobu służenia Prawdzie. To nie naukowe poszukiwania i nie „mędrca szkiełko i oko” i nie rozum i nie sceptycyzm do Prawdy prowadzą i o Prawdzie świadczą, ale krzyż, który bierzesz na swoje ramiona i który odtąd będziesz już niósł przez wieki, razem z tymi, którzy się do Ciebie ośmielą przyznać, za Tobą iść, Tobie uwierzyć i zawierzyć.

I ten oto przedmiot hańby, krzyż staje się nie tylko symbolem Prawdy ale i mądrości, bo: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów i głupstwem dla pogan …” (1 Kor 1,23)


stacja III – Pierwszy Upadek

Prawda przytłacza, Prawda jest trudna, czasami nie do udźwignięcia, czasami powala z nóg … i Ty o tym wiesz najlepiej. Ale ci, którzy się jej boją, ci którzy przed nią uciekają, ci którzy się przed nią zabezpieczają kłamstwem nigdy, nigdzie nie dojdą ! Nie doświadczą radości „poznania Prawdy, która wyzwala”.

Kto szuka Prawdy, gotowy jest na potknięcia i upadki, ale też wie, że z każdego można i należy powstać. Kto Prawdy się boi i jej unika, kto się przed upadkiem zabezpiecza półprawdkami i manipulacją, obłudą i zakłamaniem być może się nie pokaleczy, ale też nigdy Prawdy nie pozna ! i zawsze będzie żył w świecie kłamstwa, ułudy i zniewolenia.

Upadki są bolesne, ale to one właśnie uczą nas pokory, a przecież pokora jest Prawdą. Kto zaś boi się upaść, nigdy pokory się nie nauczy i Prawdy nie pozna.


stacja IV –Matka

Ona – Matka, na początku Jego działalności, na weselu w Kanie powiedziała: „Zróbcie cokolwiek wam powie.” Ona doskonale wie, że Jej Syn jest Prawdą wieczną i absolutną, że Jego słowa, nakazy, czyny, działania i życie całe są dawaniem świadectwa Prawdzie. Dlatego spotkanie z Nim, na drodze krzyżowej nie wymaga już słów, nie wymaga wyjaśnień, nawet łez …, bo nic nie może już być powiedziane i żadne słowo nie ma sensu tam, gdzie absolutna Prawda jest prowadzona na ukrzyżowanie.

Czyńcie, cokolwiek wam powie … a teraz On już nic nie mówi i Ona – Matka też milczy. I nie ma potrzeby słów, tam gdzie już wszystko zostało powiedziane i gdzie już wszystko zostało dokonane.

Spotkanie z Prawdą jest zawsze bolesne i nieme. Kiedy rozpoznaje się Prawdę nie ma już potrzeby mówienia, wyjaśniania, rozdrabniania, dyskusji czy udowadniania czegokolwiek. Prawdę spotyka się i rozpoznaje w milczeniu. I pozostaje się już na zawsze pod Jej wrażeniem.


stacja V – Pomoc

Szymon z Cyreny, przymuszony, zniewolony, na siłę i nie z własnej woli … pomaga. Czy ta pomoc jest świadoma z jego strony, czy on wie co robi? Nie, na pewno nie zdaje sobie z tego sprawy.

Prawda potrzebuje twojej pomocy, nieraz nawet tej przymuszonej i nie własnowolnej, tej szymonowej, na siłę, a jednak … pomocy. Prawda jest nieraz, niezręczna, zmęczona i upokorzona … nie uciekaj przed nią, nie chowaj głowy w piasek, nie chroń się za zasłoną anonimowości, nie chowaj się w bezimiennym tłumie. Miej odwagę stanąć po stronie Prawdy, nawet jeśli kosztuje to bardzo wiele, nawet jeśli miałbyś nieść krzyż cudzych kłopotów i odpowiedzialności.

Szymonie z Cyreny, nawet nie wiesz, jak wiele dla Prawdy zrobiłeś, nawet nie wiesz ile w twoim, przymuszonym geście świadectwa, niemego, niedobrowolnego, a jednak tak bardzo koniecznego.


stacja VI – Weronika

Jest taka legenda, która mówi, że Weronika, kiedy obejrzała chustę, którą otarła twarz Jezusa, zobaczyła nie odbicie Jego, ale swojej własnej twarzy. Wstrząśnięta tym, co zobaczyła uwierzyła, że Ten, Któremu ulgę chciała przynieść jest rzeczywiście Synem Bożym, Mesjaszem, Prawdą ostateczną i uwierzywszy poszła za Nim aż pod krzyż i dalej aż do grobu, i do dnia Jego zmartwychwstania.

Trzeba nam czasami ujrzeć nasza własną twarz w całej jej szpetocie i biedzie, trzeba nam czasami takiego właśnie szoku, aby uwierzyć i zawierzyć Temu, Który przyszedł nie po to aby nas potępić, ale aby nas zbawić. On nam ukazuje naszą prawdziwą twarz i pozwala nam wybrać to co słuszne i to co prawdziwe, pozwala nam zobaczyć nas samych bez masek i bez makijaży.

Odbicie twarzy na chuście Weroniki, to może właśnie odbicie mojej twarzy, mojego oblicza, to może obraz prawdy, której się tak bardzo boję, szokującej prawdy o mnie samym?


stacja VII – Drugi Upadek

Ileż to razy zdarzyło mi się zaprzeć Prawdy, skłamać, zręcznie się wymigać? Ileż to razy nie dałem się wciągnąć w dyskusję z wygody, oportunizmu, lęku przed ośmieszeniem się, ze strachu przed konsekwencjami lub ze zwykłego koniunkturalizmu? Pozwoliłem aby Prawda była manipulowana, aby była poniżana, maltretowana, upokarzana i negowana, wyśmiewana i wydrwiona … dla świętego spokoju, dla zachowania twarzy, aby nie utracić pozycji.

A każda taka wpadka, każde takie zaparcie się prawdy to zaparcie się Chrystusa, to pozwolenie aby upadł, aby został poniżony, aby był deptany i wyszydzony, aby na Niego pluto. A ja sobie tłumaczyłem, że trzeba być przecież roztropnym, że trzeba być dyplomatą, że nie należy zawsze i wszystkiego stawiać na ostrzu noża, że można przecież inaczej, że tego wymaga chwila i sytuacja, że nie należy ludzi drażnić niepotrzebnie, że trzeba umieć żyć … A Chrystus leżał na ziemi, bo ja pozwoliłem, bo ja nic nie zrobiłem, bo ja się bałem Go podnieść !

Prawda upadła, bo ja Jej nie podtrzymałem, bo ja okazałem się malutkim, zastraszonym, egoistą, bo mnie nie stać było na wyraźne opowiedzenie się po Jej stronie …


stacja VIII – Niewiasty

„Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas ! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?” (Łk 23,28-31)

Płacz nad sobą, bo jeśli z Prawdą wieczną tak czynią, to co się stanie z tobą, mały kłamco?

Przed sądem Prawdy Wiecznej i Ostatecznej, będziesz być może chciał, żeby góry cię przykryły i schroniły, będziesz szukał kryjówki ze wstydu, bo nie umiałeś rozpoznać czasu Jej nawiedzenia.


stacja IX – Trzeci Upadek

Zanegowanie Prawdy, wyrzucenie jej ze słownika współczesnego człowieka jest prawdopodobnie najgroźniejszym upadkiem ludzkości, z którego może się ona już nie podnieść. Każda cywilizacja zawiera w sobie zalążki swojej własnej autodestrukcji, swojego upadku, a nasza cywilizacja sama się neguje i niszczy właśnie w zanegowaniu, w odrzuceniu Prawdy … Wiecznej i Niepodważalnej.

Człowiek, który odrzucił Prawdę upada coraz bardziej i coraz głębiej, coraz trudniej jest mu się podnieść z beznadziei i z rozpaczy, ze zniechęcenia i kłamstwa, bo nie ma żadnego stabilnego punktu oparcia, żadnego punktu odniesienia i to prowadzi człowieka do jego ostatecznego upadku, do pozostania na dnie.

Czy ja zdaję sobie sprawę z tego że negując Prawdę, idąc na kompromisy, na układy, na ugodę z kłamstwem, upadam coraz bardziej i coraz głębiej? Czy naprawdę nie widzę, że upadek w kłamstwo, w zakłamanie, w relatywizm i koniunkturalizm może być moim ostatecznym upadkiem?


stacja X – Obnażenie

„Oto Człowiek” – powiedział Piłat, mając nadzieję, że wzbudzi litość w przekupionym tłumie.

„Oto Prawda” – zdają się mówić oprawcy zdzierający szaty z Jezusa. Oto naga Prawda …., bez upiększeń i bez zdobnych szatek, prawda o tobie i o mnie, prawda o człowieku i o ludzkiej kondycji.

I tak jest rzeczywiście. Chrystus jest pełnym i doskonałym Człowiekiem i Chrystus jest także ostateczną Prawdą o człowieku. Jeśli chcesz poznać siebie popatrz a Niego przed Piłatem – oto Człowiek, i popatrz na Niego odartego z szat, upokorzonego, zmaltretowanego, „wzgardzonego i odepchniętego przez ludzi, męża boleści, przed kim się twarze zakrywa …” Oto Prawda …


stacja XI – Egzekucja

„Wolę być razem z Chrystusem dla Prawdy ukrzyżowany niż krzyżować Prawdę moim życiem.” – powiedział zairski Kardynał Józef Malula.

I jakże to prawdziwe, jakże wymagające …

Ale kto chce prawdzie służyć musi się na to przygotować, że razem z nią do krzyża zostanie przybity, zostanie ukrzyżowany, bo dla „dzieci tego świata” Prawda jest niewygodna i jedyne co mogą z Nią zrobić, to się jej pozbyć, ją ukrzyżować !!!


stacja XII – Śmierć

Boże mój, Boże mój !!! czemuś mnie opuścił?

Tak nam się nieraz wydaje, że wszystko się zawaliło, że nawet sam Bóg nas opuścił. Tak nam się nieraz wydaje, że wygrało kłamstwo, obłuda, zakłamanie, faryzeizm i hipokryzja … Słowa żalu i zniechęcenia, rozpaczy i goryczy same cisną się na usta. A przecież tak właśnie ma być. Świadectwo musi być dane aż do końca, nieraz do absurdalnego końca. Taka jest Prawda i tak ona się manifestuje, bo to co jest „głupstwem i zgorszeniem dla jednych … jest mocą i mądrością Bożą dla innych”

Wykonało się ! świadectwo zostało dane, aż do końca. Syn Boży, Prawda, Stworzyciel świata, został zamordowany … Bóg umarł ! Prawda została zamordowana …

Ale czy to jest naprawdę koniec? Czy śmierć Boga na krzyżu jest naprawdę końcem i fiaskiem Prawdy? Będzie tak tylko wtedy, gdy Prawda umrze w moim życiu, w moim sercu, gdy uznam ją za głupstwo i zgorszenie, za hańbę i niewygodną mrzonkę. Tylko wtedy będzie to ostateczny i nieodwołalny koniec dla mnie !!!


stacja XIII – Ciało

„Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem.” (J 6,63)

Ciało zostało zdjęte z krzyża, ono na nic się nie przyda. To tylko ciało. O wiele ważniejsze są duch i życie, prawda ożywiająca ciało.

A my tak bardzo wiele wagi przywiązujemy właśnie do ciała, nie do ducha, i nie do życia, i nie do Prawdy. Ciało zaś jest tylko pustą skorupą o ile nie jest ożywiane przez Ducha Prawdy.

A moje ciało? A moje życie? Czy jest ożywiane Prawdą, czy może już dawno … martwe? Czy aby przypadkiem nie jest tak, że tylko mi się wydaje, że żyję, a tak naprawdę jestem już tylko trupem, martwym a jedynie wypacykowanym ciałem?


stacja XIV – Grób

„… powiedział Jezus: Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” (J 14,6)

Ja jestem prawdziwą drogą życia.
Ja jestem drogą w Prawdzie do Życia Wiecznego.

I nikt nie może przyjść do Ojca inaczej jak tylko tą Drogą …

Reklamy

14 rocznica śmierci Papieża Jana Pawła II

46532_jan_pawel_II

Kolejna, czternasta już rocznica śmierci Wielkiego Rodaka powinna być nie tylko okazją do wspomnień, ale może bardziej jeszcze okazją do przypomnienia sobie Jego nauczania. Okazją do pogłębionej refleksji nad tym nauczaniem i jednocześnie okazją do rachunku sumienia, jak to nauczanie wprowadziliśmy w nasze codzienne, osobiste i społeczne życie.

Niewątpliwie był On postacią opatrznościową, która wpłynęła zdecydowanie na losy nie tylko Kościoła, ale i świata. Prawie dwudziestosiedmioletni pontyfikat (trzeci pod względem długości w historii Kościoła, po świętym Piotrze i Piusie IX) był okresem bogatym w przełomowe wydarzenia tak w historii katolicyzmu, jak i w historii świata. Pontyfikat ten był jednak także przebogaty w głębokie nauczanie papieskie. Wszystkie opublikowane dokumenty Jana Pawła II zajmują ponad 85 tysięcy stron. Gdybyśmy jednak chcieli to nauczanie jakoś streścić (kto może przeczytać 85 tysięcy stron?), co należałoby wybrać z tej ogromnej spuścizny duchowej naszego Wielkiego Rodaka? Co było głównym motywem Jego nauczania? Oczywiście, że różne mogą być podejścia i różne rozumienie Jego długiego pontyfikatu. Jedni będą podkreślać Jego zaangażowanie w dialog międzyreligijny, inni będą widzieć ten centralny punkt w Jego wysiłkach na rzecz pokoju i pojednania, jeszcze inni będą usilnie próbować zrobić z Jana Pawła II ekologa, zaangażowanego w sprawę ochrony matki ziemi przed bezmyślnym i egoistycznym uprzemysłowieniem. I tak, każdy według swojego własnego punktu widzenia będzie próbował znaleźć w nauczaniu papieskim rzecznika swoich własnych przekonań.

Czy jest jednak jakaś możliwość znalezienia obiektywnego punktu centralnego Jego nauczania? Chyba tak, zdaje mi się, że Ona sam daje nam taki klucz do swojego nauczania. Warto zwrócić uwagę na pierwsze słowa Jego pontyfikatu i Jego pierwszą encyklikę, „Redemptor Hominis”.

Otwierając pontyfikat wołał: „Nie bójcie się otworzyć drzwi Chrystusowi, nie lękajcie się Chrystusa. Bez Chrystusa człowiek nie może zrozumieć samego siebie”. A w swojej pierwszej encyklice już na samy początku w akapicie zatytułowanym „U kresu drugiego tysiąclecia” pisze: „Odkupiciel Człowieka Jezus Chrystus jest ośrodkiem wszechświata i historii. Do Niego zwraca się moja myśl i moje serce w tej doniosłej godzinie dziejów, w której znajduje się Kościół i cała wielka rodzina współczesnej ludzkości.” (nr. 1). W punkcie 9 cytując Sobór Watykanki II Pisze: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego Miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie.” I w punkcie 10 tejże encykliki dodaje: „Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus – Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi.”

Czyż właśnie to zafascynowanie Chrystusem, Bogiem Człowiekiem, Który człowiekowi objawia pełnię prawdy o Bogu i zarazem o nim samym, to jest o człowieku, nie jest centralnym punktem dwudziestosiedmioletniego nauczania Jana Pawła II? Czyż nie można powiedzieć, że centralnym punktem nauczania papieskiego jest właśnie człowiek, ale człowiek w perspektywie Boga, człowiek przez Boga umiłowany i odkupiony, człowiek szukający Boga i za Bogiem tęskniący? Tego właśnie człowieka Jan Paweł II szukał, tego człowieka spotykał we wszystkich swych pielgrzymkach, tego człowieka zapraszał do prawdziwego spotkania z Chrystusem Odkupicielem.

W swej pierwszej encyklice, akapicie zatytułowanym „Wszystkie drogi Kościoła prowadzą do człowieka” Jan Paweł II pisze:

Człowiek w całej prawdzie swego istnienia i bycia osobowego i zarazem „wspólnotowego”, i zarazem „społecznego”, w obrębie własnej rodziny, w obrębie tylu różnych społeczności, środowisk, w obrębie swojego narodu, ten człowiek jest pierwszą drogą, po której winien kroczyć Kościół w wypełnianiu swojego posłannictwa, jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła, drogą wyznaczoną przez samego Chrystusa, drogą, która nieodmiennie prowadzi przez Tajemnice Wcielenia i Odkupienia. (nr 14)”

Czy coś z tego nauczania zrozumieliśmy, czy w życiu codziennym osobistym i społecznym człowiek widziany jako dziecko Boże jest dla nas najważniejszy?

 

11 listopada – Dzisiaj Święto Niepodległości …

– Podpisany w listopadzie 1918 roku przez francuskiego marszałka Ferdynanda Focha rozejm z pokonanymi Niemcami, kończył straszliwe lata wojennych zmagań. 10 milionów poległych żołnierzy, 20 milionów rannych, 70 milionów zmobilizowanych w wojskowe szeregi. I-sza wojna światowa została zakończona. Był to na pewno powód do radości dla całej Europy. Ale był to powód do jeszcze większej radości dla Polaków.

Jak opisują kroniki z tamtych dni:

„Od rana do wieczora gromadziły się tłumy na rynkach miast, robotnik, urzędnik porzucał pracę, chłop porzucał pole i biegł do miasta, na rynek, dowiedzieć się, przekonać się, zobaczyć wojsko polskie, polskie napisy, orły na urzędach…

„Po 123 latach niewoli Polska wstawała, aby żyć… Wolna wśród wolnych, równa wśród równych! Niepodległa! Przyszła Polska w imię Pana!”

– Niepodległość wywalczona

Wspominamy dzisiaj nie tylko zakończenie I Wojny Światowej, ale i trzy słynne powstania: Kościuszkowskie (1794), Listopadowe (1830) i Styczniowe (1863). Wspominamy czyn legionowy Józefa Piłsudskiego, który mówił do swoich żołnierzy, że spotyka ich zaszczyt, gdyż, jako pierwsi idą walczyć o oswobodzenie Ojczyzny, wszyscy równi wobec ofiar, jakie ponieść mają. Wiemy jak dużo wtedy polało się polskiej krwi, ale ta krew zaowocowała niepodległością w 1918 r.

Brali w tym udział także nasi rodacy, nowotarżanie. Wśród tych żołnierzy było ponad 2 tysiące legionistów – mieszkańców Nowego Targu, Zakopanego i Podhala. Kilkunastu z nich jest uwiecznionych na pamiątkowej tablicy w wejściu do budynku liceum. Jednym z nich był min. Józef Szopiński. Jako 19-to letni młodzieniec wyruszył w 1914 roku na ochotnika z 55-tą Drużyną Strzelców Podhalańskich do Legionów Piłsudskiego. Zmarł dwa lata później w szpitalu w Dęblinie 9 grudnia 1916 roku, wskutek obrażeń odniesionych w walkach frontowych. Takich jak on, młodych, odważnych patriotów były dziesiątki tysięcy. Nie wolno zapomnieć ich ofiary z życia.

Kocham Ojczyznę, bo moja matka się tutaj urodziła, bo w tej świętej ziemi spoczywają ci wszyscy, których opłakuje matka i czci ojciec, bo miasto moje rodzinne, moja mowa, książki uczące mnie, bo mój brat, moja siostra, koledzy moi, cały wielki naród, wśród którego żyję, przyroda, co mnie otacza i wszystko, co widzę, co kocham, co podziwiam – jest częścią Ojczyzny”. – pisał jeden z polskich legionistów w liście do swoich krewnych.

Cieszymy się niepodległością, obchodzimy rocznicę jej odzyskania radośnie, ale Narodowe Święto Niepodległości to stosowna okazja, by postawić sobie pytanie: Czy ja jestem wolnym człowiekiem?

Jesteśmy narodem, który umiał walczyć o wolność, … „za naszą i waszą wolność.” Doświadczamy jednak, że łatwiej jest walczyć o wolność niż żyć jako wolny człowiek, jako wolny naród!

Jesteśmy wezwani do wolności. Ale jest obawa przed nowym zniewoleniem. Kto się więc tak na nas uwziął? – pytamy. Odpowiedź brzmi: my sami… odrzucając prawo Boga, prawo, które prowadzi do wolności, a uzurpując sobie władzę decydowania o dobrem i złem, popadamy w nową niewolę.” – pisał autor w przededniu II-giej wojny światowej.

Czyż słowa te nie są aktualne także dzisiaj, w 100 lat po odzyskaniu niepodległości?

W takiej uroczystej chwili jak nie zapytać siebie samych, czy rzeczywiście kochamy ten wspólny, polski dom, naszą Ojczyznę.

Marszałek Polski – Józef Piłsudski mówił: „Ten, kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości”. Dzisiaj w sposób szczególny pragniemy wyrazić wdzięczną pamięć tym, którzy nie tylko żyli i pracowali dla swojej ojczyzny, ale nade wszystko oddali za nią to, co mieli najcenniejsze – swoje życie.

Gdzie twoje groby, Polsko???? A gdzie ich nie ma?” —pytał Jan Paweł II w Warszawie w czasie I-szej pielgrzymki w 1979 roku. Święto Niepodległości uświadamia nam wielką ofiarę i daninę krwi wylaną przez pokolenia Polaków dla odzyskania wolnej i suwerennej Ojczyzny. Dziś wspominamy ich, modlimy się za nich, aby dane im było cieszyć się ojczyzną niebieską.

Ale, jak my tę wolność zagospodarowaliśmy?

W liście do Galatów czytamy słowa św. Pawła:

Do wolności wyswobodził nas Chrystus. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!

Papież Jan Paweł II -nasz wielki i święty Rodak- nawoływał i modlił się w czasie kolejnych pielgrzymek do Ojczyzny:

o mądre zagospodarowanie wolności, o mądre jej wykorzystanie. Napominał i nawoływał do mądrej wolności i do korzystania z tej wolności zgodnie z przykazaniami Bożymi. A my, czy umiemy tę wolność mądrze zagospodarować? On tak bardzo konkretnie wskazywał nam, na czym polega wolność, która najpierw i przede wszystkim nie jest tylko wolnością „od, ale jest nade wszystko wolnością „ku, wolnością „do. Taka wolność to nie tylko wolność od zniewoleń zewnętrznych, ale przede wszystkim wolność od wszelkiego rodzaju zniewoleń wewnętrznych, to także zadanie, wolność do zrealizowania, to wolność ku dobru, a nie jak mówi św. Paweł „zachęta do hołdowania ciału„. Taka wolność to wzajemna służba, to przestrzeń miłości i miłosierdzia, to wolność ku dobru, a nie wolność od dobra, jak czasami mogłoby się wydawać. To nie wolność od przykazań i norm moralnych, to nie anarchia i całkowita samowola.

W homilii w czasie Mszy Św. na Błoniach w Krakowie, 10 czerwca 1979 Papież -dzisiaj- święty Jan Paweł II mówił:

I dlatego – zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, – abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, – abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.

Miłość Ojczyzny to najpierw pamięć, pamięć o tych wszystkich, którym tak wiele zawdzięczamy. Wiele pokoleń pracowało, poświęcało się, tworzyło kulturę narodową, tworzyło ojczyste dzieje, abyśmy mogli podjąć to całe dziedzictwo i budować jeszcze lepszą przyszłość. Dlatego winniśmy im pamięć.

Ale miłość Ojczyzny to nie tylko wdzięczna pamięć i szacunek dla ołtarzy przeszłości. Miłość Ojczyzny to także odpowiedzialność za jej obecny i przyszły kształt. Wszak jak pisał Cyprian Norwid: „Ojczyzna – to wielki, zbiorowy obowiązek”. Nie możemy się czuć zwolnieni od tej odpowiedzialności. Każdy na swoim miejscu, zgodnie ze swoim powołaniem i możliwościami winien troszczyć się o dobro, o siłę, szczególnie moralną, o sprawiedliwość w naszym ojczystym domu. Trzeba tę wolność, którą odzyskaliśmy, mądrze i odpowiedzialnie zagospodarować. Trzeba jej właściwie używać z myślą o dobru wspólnym. To także słowa naszego wielkiego Rodaka św. Jana Pawła II.

„Patriotyzm dzisiaj to sprzeciwianie się temu wszystkiemu, co poniża godność człowieka, dbanie o jej przyszły kształt i rozwój, bycie przy Polsce, kiedy rozkwita i przeżywa upadki. I tu już jawi się obowiązek obrony historii przed zakłamaniem i obrony współczesności przed tymi, którzy mówią i piszą nieprawdę.

Ale także:

Musicie uważać, aby nie paść ofiarą demonów bogacenia się. Bogactwo bowiem generuje pełną pychy i zarozumiałości samowystarczalność. A to właśnie, pyszne poczucie samowystarczalności; jest największym niebezpieczeństwem dla chrześcijanina i jego wolności.” – to także słowa św. Jana Pawła II.

Dlatego zdajemy sobie sprawę, że wolna Ojczyzna jest dla nas wielkim darem, ale jest ona także wielkim zadaniem. Za wielkim kaznodzieją sejmowym, księdzem Piotrem Skargą modlimy się:

„Boże, Rządco i Panie narodów,
z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,
[…] błogosław Ojczyźnie naszej,
by Tobie zawsze wierna, chwałę przynosiła imieniu Twemu,
a syny swe swe wiodła ku szczęśliwości.”

Głupi już z natury są wszyscy ludzie,
którzy nie poznali Boga:
z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,

– mówi w pierwszym dzisiejszym czytaniu starotestamentalny autor. A czy my poznaliśmy Boga i czy chcemy Go zachować i uznać Jego prawa, jako Rządcy i Pana narodów? Czy śpiewając: „Ojczyźnie wolnej pobłogosław Panie” chcemy aby Ojczyzna nasza „zawsze wierna, chwałę przynosiła Jego imieniu?” Czy też głupi jesteśmy, bo znać Go już nie chcemy, lub co najwyżej od święta?

I może jeszcze wzruszająca Modlitwa Dziecka (z modlitewnika z 1849 r.)

Boże najdroższy! racz ulitować się nad Ojczyzną naszą. Oswobodź ją od nieprzyjaciół, wszechwładną swą mocą. Nie dozwól, aby się wrogi nasze pastwili nad matką naszą — Polską, i naigrawali się z wiernych twych dzieci.

Nie racz Panie dopuścić, aby mnie i rówieśnikom moim, zabraniano poznawać świętą wolę Twoją i obowiązki nasze, w naszym narodowym języku. Nie dopuść, abyśmy zostali powierzeni w naukach naszych, nieprzyjaciołom Ojczyzny naszej, którzy by nie tylko obowiązków naszych względem niej, nam nie wskazali, i do nich nas nie kształcili; ale owszem odwodziliby od nich.

Błogosław i wynagrodź wszystkich, którzy oświecają nas w świętej nauce twojej, kształcą pojęcia nasze i wykazują nam obowiązki nasze dzisiejsze i przyszłe względem Ciebie, Ojczyzny, Rodziców, Braci i Sióstr naszych.

Kieruj Panie! wykształceniem mojem, abym z każdym dniem stawał się mniej uciążliwym Rodzicom moim; abym wzrastał im na pociechę i na pożytek Ojczyźnie. Co daj Boże. Amen.