cierpliwość Boga

image-19-11-15-07-34

Homilia na trzeci piątek Miesiąca (kliknij na link poniżej)

Cierpliwe Miłosierdzie

Reklamy

Wiara – refleksja druga …

Wiara, to chyba jedno z najbardziej dyskutowanych czy dyskusyjnych pojęć współczesnego świata. Przez wielu lekceważone i zbywane aroganckim stwierdzeniem „zabobony”, przez innych zdecydowanie bronione czasami nawet w fanatyczny sposób. Proponuję więc 12 częściową refleksję nad tym pojęciem. Nie jest ona oczywiście ani wyczerpująca, ani nieomylna. Jest to po prostu moja, osobista refleksja nad fenomenem wiary. I tylko tyle ….

2. Jakie są wymagania wiary?

Jak wspomnieliśmy w poprzednim rozważaniu o wierze, najpierw należy rozpoznać, wyszukać autorytet godny zaufania.  I to jest pierwszy z czterech koniecznych elementów żywej wiary. Należy zbadać czy ten autorytet jest wiarygodny, czy przekazuje nam wiadomości, i treści sprawdzone, prawdopodobne, rzetelne i godne zaufania czy tylko zmyślone lub obliczone na tanią sensację? Pojawia się tutaj niebezpieczeństwo, że nie będąc krytycznym będę przyjmował wszystko „jak leci”, bez ładu i składu, nie szukając tego co prawdziwe, a jedynie tego co pasuje do mojej wizji świata, do moich uprzedzeń. Czy w sprawach wiary może być dla katolika autorytetem np. „Gazeta Wyborcza”, TVN, czy jakaś inna stacja lub gazeta? Bardzo często katolicy mówią: „a w gazecie pisało …” lub „w telewizji mówili … „, że np. Maria Magdalena była żoną Pana Jezusa !!!, że odkryto nową ewangelię, według Tomasza, czy Judasza i tam pisało …. Rewelacja, odkrycie, sensacja i skandal!!! A przecież Gazecie …, czy stacji telewizyjnej właśnie tylko o to chodziło, o sensację o skandal, o podniesienie poziomu adrenaliny, a nie o prawdę. Nikt nigdy tych jednodniowych sensacyjek nie zdementuje, nie odwoła, nie wyprostuje!! Ale wielu przyjęło je jako niepodważalną „naukową prawdę” i odeszło od wiary, osłabiło swoją wiarę, zgorszyło się kościołem, przestało chodzić na Mszę świętą, przestało ufać Panu Jezusowi. To na podstawie takich właśnie tanich sensacyjek, wielu ludzi wypowiada bardzo nielogiczne i wewnętrznie sprzeczne zdanie: „Wierzę w Pana Boga, ale Kościół jest mi do niczego niepotrzebny.” Jeśli wierzę w Pana Boga, to dlaczego odrzucam założony przez Niego Kościół? A ileż to takich i tym podobnych sensacyjek kształtuje lub usiłuje kształtować naszą wiarę. Bardzo często ulegamy -nawet nieświadomie- takim „odkryciom”, bo jesteśmy bezkrytyczni, bo nie ustaliliśmy sobie jasno i klarownie: komu w mogę naprawdę zaufać i zawierzyć.

Krytyczny wybór autorytetu nie jest kaprysem, nie jest efektem mody, czy chciejstwa. Jest poprzedzony krytyczną refleksją, zbadaniem komu mogę, a komu nie mogę wierzyć, kto na moje zaufanie zasługuje, a kto zaufanie to zawiódł i na nie, po prostu nie zasługuje? I nie chodzi tutaj o zaufanie do tego czy innego księdza. Chodzi  o zaufanie do samego Pana Jezusa i założonego przez Niego Kościoła. Ostatecznie bowiem nie ten, czy inny ksiądz oddał za mnie swoje życie na krzyżu, lecz Jezus Chrystus i Jemu mam ufać, Jemu wierzyć mimo że w założonym przez Niego Kościele pełno jest grzeszników.

Czy mogę nauczyć się matematyki z książek do geografii lub z podręcznika do biologii? Jeśli nie, jeśli w sprawach matematyki szukam podręcznika do matematyki i wierzę nauczycielowi matematyki, a nie nauczycielowi wychowania fizycznego, to dlaczego w sprawach wiary wierzę Gazecie Wyborczej i ufam skandalizującym dziennikarzom, a odrzucam nauczanie Kościoła założonego przez Chrystusa właśnie w tym celu, aby depozyt wiary przekazywać? To są przecież Jego słowa: „Wtedy Jezus przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28:18-20). Jezus mówi tak, ale ja wierzę telewizji, gazetce i innym autorytetom. Co lub kto jest moim autorytetem? Na jakiej podstawie uznaję ten autorytet, czy tylko dlatego, że mówi mi rzeczy które chcę usłyszeć, czy może dlatego, że nie stawia żadnych wymagań?

Czy nie jest tak, że ja sam wyrobiłem sobie już wcześniej zdanie na pewne tematy, a później szukam już tylko potwierdzeń dla mojej teorii i dla moich przekonań? A im gorzej postępują księża czy ci, którym przekazano nauczanie wiary, tym lepiej dla mnie, bo mam usprawiedliwienie dla moich grzechów i nałogów. Nie twierdzę, że księża nie popełniają błędów, nie twierdzę że biskupi są święci i że nie ma w ich życiu czasami rzeczy gorszących, ale warto sobie w tym miejscu przypomnieć dwa inne zdania Chrystusa:

– „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem dobrze, chociaż sami nie czynią.” (Mt 23:3)

– „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.” (Mt 18:7)

Ale może należy także przypomnieć i ten fakt, że jest absolutnym faryzeizmem usprawiedliwiać swoje grzechy i złe, rozwiązłe życie, grzechami innych. Ostatecznie przy końcu życia, każdy będzie sądzony tylko i wyłącznie ze swoich grzechów … Nie możesz odrzucać Pana Boga i zbawienia tylko dlatego, że ktoś (nawet ksiądz, czy biskup) pokazał je w krzywym zwierciadle. Szukaj Prawdy, szukaj Dobra, szukaj Boga i nie zasłaniaj się złym lub gorszącym postępowaniem innych (nawet księży). Piotr trzykrotnie zaparł się Chrystusa, a mimo to (kiedy żałował), Pan mu wybaczył … czy zgorszysz się postępowaniem Piotra? Czy wiarę przez niego przekazywaną odrzucisz, bo w momencie najważniejszym opuścił Chrystusa?

Drugim elementem -czy wymaganiem- wiary jest jej przekazywanie. Święty Paweł w liście do Rzymian pisze: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.” (Rz 10:17) Od razu więc pojawia się pytanie: „Czy ja słucham Słowa Bożego, czy nie jest tak, że pozwalam aby inny hałas i jazgot zagłuszył we mnie Słowo Boże?” Niestety żyjemy w czasach kiedy o ciszę musimy walczyć i jej poszukiwać, musimy się świadomie bronić przed hałasem i tym wszystkim co zagłusza głos Boga w naszym sumieniu, co zagłusza w naszym sercu głos dobra i uczciwości. Czy nie jest bardzo często tak, że w robię wszystko żeby tylko nie słuchać głosu swojego sumienia, żeby w ciszy nie posłuchać tego co ma mi do powiedzenia Pan Bóg? Nie słucham Słowa Bożego, bo … nie mam czasu, bo mi się nie chce, bo stawia za duże wymagania, bo niepokoi moje sumienie, bo zmusza do myślenia, bo nie pozwala przejść do porządku dziennego nad popełnianymi przeze mnie szwindlami, bo nie pozwala żyć w błogim i kłamliwym przekonaniu, że wszystko w moim życiu jest w porządku. To lekceważenie sobie Słowa Bożego prowadzi oczywiście do pogłębiającego się poczucia bezsensu, do coraz silniejszych wyrzutów sumienia, a w końcu do całkowitego odrzucenia wiary.

Uczciwie należy więc powiedzieć raczej: straciłem wiarę, bo nie słuchałem Słowa Bożego, bo zagłuszałem głos Boży w moim sercu, bo wiary swojej nie karmiłem Słowem Bożym, a jedynie sensacyjnymi wiadomościami z telewizji i gazetek. Straciłem wiarę, bo nie szukałem prawdy, a jedynie tego co mi odpowiada, co mi pasuje, co potwierdza moje uprzedzenia i kaprysy. Czyż nie jest właśnie tak? Czyż nie są to prawdziwe powody utraty wiary?

Trzecim punktem lub wymaganiem wiary jest jej praktyka. Trzeba pamiętać o słowach świętego Jakuba, który wyraźnie stwierdza w swoim liście: „…  wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie.” (Jk 2:17) Największym nieporozumieniem jest wtedy powiedzenie, które tak często słyszy się z ust tak zwanych ‚katolików’: „Jestem wierzącym, ale nie praktykującym„. Nie ma nic bardziej śmiesznego a zarazem fałszywego niż takie właśnie powiedzenie. To tak jakby powiedzieć: „Jestem nudystą, ale nie praktykującym…„, albo „jestem pianistą, ale nie praktykującym. Nie można wierzyć w Boga, bez religijnych praktyk, tak jak nie można być pianistą bez grania na fortepianie, i jak nie można być malarzem bez malowania, pisarzem bez pisania, śpiewakiem bez śpiewania itd. Wiara bez uczynków wiary, bez religijnej praktyki, bez praktyki miłości bliźniego jest martwa. I nie ma się co oszukiwać, że mogę być wierzącym bez regularnej niedzielnej Mszy świętej, bez spowiedzi, czy regularnej codziennej modlitwy. To jest tylko łudzenie samego siebie i próba oszukiwania innych, że mogę utrzymać swoją wiarę bez religijnej praktyki, bez przestrzegania przykazań i bez karmienia się Słowem Bożym i Ciałem Pańskim.

No i w końcu czwarty warunek żywej wiary … Można go to wyrazić słowami: „wiara jeśli się nie rozwija pomniejsza się i w końcu umiera.” To jest coś, o czym powinniśmy pamiętać na co dzień. Moim obowiązkiem jest rozwijanie, pogłębianie i karmienie wiary. Rozwijam ją zaś i pogłębiam przez słuchanie i rozważanie Słowa Bożego, przez modlitwę, regularne religijne praktyki, przez uczynki miłosierdzia, przez sakramenty Spowiedzi i Komunii Świętej. Jeśli to zaniedbam, jeśli tego nie ma w moim życiu nie mogę się dziwić, że moja wiara umiera. Mim obowiązkiem jest rozwijanie i pogłębianie wiary na co dzień a nie tylko manifestowanie jej od święta (Pasterka czy święcenie pokarmów w Wielka Sobotę).

Reasumując można wyliczyć cztery konieczne elementy lub warunki żywej wiary:

Krytyczny wybór autorytetu godnego zaufania.

Wiara rodzi się ze słuchania. Czy słucham Słowa Bożego?

Regularna religijna praktyka – wiara bez uczynków jest martwa ….

Wiara jeśli się nie rozwija … pomniejsza się i umiera …

Wiara …

Wiara, to chyba jedno z najbardziej dyskutowanych czy dyskusyjnych pojęć współczesnego świata. Przez wielu lekceważone i zbywane aroganckim stwierdzeniem „zabobony”, przez innych zdecydowanie bronione czasami nawet w fanatyczny sposób. Proponuję więc dwunasto-częściową refleksję nad tym pojęciem. Nie jest ona oczywiście ani wyczerpująca, ani nieomylna. Jest to po prostu moja, osobista refleksja nad fenomenem wiary. I tylko tyle ….

1 – Czym jest wiara?

W pierwszym rozważaniu proponuję zastanowić się nad bardzo podstawowym i raczej trudnym pytaniem: co to jest wiara lub czym jest wiara, albo co znaczy wierzyć? Nie wiara katolicka, lub niekatolicka, ale najogólniej mówiąc wiara jako taka. Jest bowiem wiele nieporozumień i fałszywych przekonań czy uprzedzeń dotyczących tego pojęcia. Bardzo często z powodu takich uprzedzeń odrzucamy lub lekceważymy wiarę, uważamy ją za przeczącą naszemu rozumowi czy za ograniczającą naszą wolność. Z drugiej jednak strony należy też od razu zauważyć, że nasze życie byłoby w ogóle niemożliwe bez jakiejś formy wiary, bez zaufania komuś. Dla przykładu, kiedy kupuję bochenek chleba w sklepie to wierzę, że jest on jadalny a nie zatruty, kiedy przechodzę przez ulicę na pasach to wierzę, że kierowcy nadjeżdżających samochodów mnie nie rozjadą. Gdybym musiał sam ustawicznie sprawdzać i udowadniać „rozumowo” wszystko, to moje życie stałoby się po prostu niemożliwe. Czym więc jest wiara? Co znaczy wierzyć? Jakie są podstawowe elementy wiary?

Kiedy mówię, że wierzę, wyrażam przede wszystkim moje zaufanie, moje przekonanie, że to co przyjmuję za prawdę jest nią rzeczywiście, mimo, że nie mogę tego bezpośrednio sprawdzić. A nie mogę tego sprawdzić czasami dlatego, że jest to tylko obecnie niemożliwe, a czasami dlatego, że nigdy nie będę miał możliwości sprawdzenia prawdziwości tego co za prawdę przyjmuję. Kiedy np. wierzę że jutro rano wzejdzie słońce, to nie mogę tego sprawdzić teraz, ale jutro rano się o tym przekonam i moja wiara stanie się pewnikiem. Kiedy wierzę, że ziemia jest kulą, to prawdopodobnie nigdy nie będę miał możliwości bezpośredniego sprawdzenia prawdziwości tego zdania i dlatego opieram się na wierze.

Trzeba jednak podkreślić, że bez takiego aktu wiary, aktu zaufania bardzo często życie moje byłoby niemożliwe. Czy jest możliwe życie, jeśli musiałbym za każdym krokiem sprawdzać, że prawo grawitacji nadal obowiązuje i że przy oderwaniu lewej nogi od ziemi nie ulecę w powietrze?

Najogólniej więc mówiąc, wiara jest racjonalną -a nie tylko emocjonalną- akceptacją jakiejś prawdy, której nie mogę zweryfikować. W tym akcie zaufania czyli wiary opieram się na kilku przesłankach.

Po pierwsze wierzę komuś, kto jest godny zaufania, kto mnie nigdy nie okłamał, nie zawiódł, nie ośmieszył. Wierzę komuś, kto jest specjalistą w jakiejś dziedzinie, np. idąc do lekarza na badania, wierzę, że on zna się na medycynie i diagnozując moją chorobę wie o czym mówi. W tym przypadku opieram się więc na autorytecie i uczciwości osoby, której wierzę. Dlaczego tak się dzieje? Nie mogę sprawdzić i udowodnić wszystkiego, bo jest to poza moimi możliwościami i dlatego coś „przyjmuję coś na wiarę”, na podstawie tego co mówią mi inni, którzy to wiedzą, którzy są kompetentni i którym ufam. Bez tego aktu zaufania i zawierzenia życie byłoby niemożliwe Czy nie jest tak, że im większy autorytet i wiarygodność osoby, której wierzę, tym większa jest moja wiara? Warto być może zauważyć i to, że jednym z najwyższych autorytetów są rodzice. Przykre czy tragiczne doświadczenia w tym względzie rzutują na całe życie człowieka i czasami sprawiają, że człowiek -którego zawiedli rodzice- ma poważne problemy z wiarą, nieraz nie jest w stanie wierzyć w nic ani uwierzyć nikomu. Dlatego tak ważna jest rola rodziców w życiu człowieka.

Po drugie decydując się na akt wiary nie odrzucam mojego sądu, mojej logiki czy rozumu, nie sprzeciwiam się rozumowi, ale opieram się na doświadczeniu innych, godnych zaufania. W tym akcie zaufania wystawiam się wprawdzie bezbronnie na nadużycie lub błąd, ale też w ogromnym stopniu ułatwiam sobie życie, a nawet czynię je w ogóle możliwym. Tak np. dzieje się w szkole gdzie dzieci ufają nauczycielom i „na wiarę” przyjmują, że 2+2=4, a ziemia jest okrągła. Zanim dziecko będzie mogło udowodnić, że 2+2=4 lub sprawdzić czy ziemia jest okrągła musi zaufać nauczycielom, którzy przecież wielokrotnie również nie sprawdzili tej prawdy. Tak więc przyjmując coś z wiarą, nie neguję mojego rozumu, nie odrzucam logiki, ale racjonalnie przyjmuję prawdę, której nie mogę udowodnić lub jej zaprzeczyć. Wiara nie neguje mojej wiedzy, ale ją rozszerza. Na tej zasadzie opiera się cały system nauczania, cały system szkolnictwa. Gdyby każdy uczący się musiał czy chciał sprawdzać osobiście wszystko czego się uczy … możemy sobie tylko wyobrazić jak wyglądałby taki proces uczenia.

W tym miejscu koniecznym jest dodanie jeszcze jednego, trzeciego elementu. Wierząc komuś, wierząc że nie jestem oszukiwany muszę również wiedzieć w co wierzę, nie znaczy to że muszę to do końca rozumieć, ale przynajmniej wiedzieć w co wierzę. Dla przykładu, gdybym zapytał ucznia w szkole średniej: „czy wierzysz, że ogólnej teorii względności masa generuje zakrzywienie czasoprzestrzeni?” to obawiam się, że jedyna uczciwa odpowiedź byłaby: „nie mam pojęcia o czym mówisz”. Uczeń taki nie może odpowiedzieć: „wierzę” lub „nie wierzę”, bo najprawdopodobniej nie ma pojęcia o głębi i pięknie ogólnej teorii względności, o jej podstawach, o rachunku tensorowym na którym się ona opiera, i dlatego po prostu nie wie, ale nie może tego ani przyjąć, ani odrzucić. Nie jest w stanie wyjaśnić dlaczego prawda przed chwilą podana jest godna lub niegodna wiary.

Mamy więc trzy podstawowe elementy najogólniej rozumianej wiary:

  • Wierzę komuś kogo autorytet uznaję.

  • Wierząc nie odrzucam, nie neguję mojego rozumu. Przyjmuję intelektualnie, a nie tylko emocjonalnie za prawdę coś w co wierzę.

  • Wierząc wiem w co wierzę, nie wierząc wiem co odrzucam. Nie mogę ani wierzyć, ani odrzucić czegoś o czym nie mam pojęcia.

Te trzy konstytutywne elementy wiary (w najszerszym rozumieniu) wymagają postawienia sobie przynajmniej trzech pytań, o których wspomnieliśmy już na początku:

  • Kto jest moim autorytetem i dlaczego?

  • Czy wierzę tylko emocjonalnie czy czy także przyjmuję to w co wierzę intelektualnie?

  • Czy wiem na pewno w co wierzę, czy jestem w stanie intelektualnie rozmawiać na temat przyjmowanych przeze mnie prawd?

CDN … 🙂

Modlitwa do Ducha Świętego

Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.” (Rz 8:26)

Duchu Święty uznaję moją całkowitą niezdolność, słabość, nicość i głęboką grzeszność. Z głębi tej nicości i nędzy błagam: „przyjdź z pomocą mojej słabości„. Nie umiem bowiem wyrazić moimi słowami:

– miłości do Ciebie Panie mój,

– modlitwy wstawienniczej za tych, których kocham,

– żalu za popełnione grzechy i wyrządzone krzywdy.

Dlatego proszę Cię Duchu Święty, przyjdź mi z pomocą , bo

– onieśmiela mnie Twój majestat i świętość,

– przytłacza mnie moja bezradność,

– przeraża mnie ogrom moich grzechów.

Ty, Który przenikasz głębokości Boga samego wyraź moją modlitwę w błaganiach niewymownych. Moja jest nędza i nicość, Twoja jest Potęga i Miłość. Mój jest grzech i słabość, Twoje jest Przebaczenie i Miłosierdzie. Moja jest pycha i arogancja, Twoja jest Moc i Pokój. Udziel mi Twoich darów: mądrości i rozumu, rady i męstwa, umiejętności,  pobożności i bojaźni Bożej. Oczyść ze wszystkiego zła, naucz pokory, cierpliwości i wybaczenia.

Błagam o to Ciebie, Duchu Święty, Który z Bogiem Ojcem i Synem Bożym żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Miłosierdzie Boże …

Podstawowym a nawet niezbędnym warunkiem Bożego Miłosierdzia jest pokuta i nawrócenie.

Mówiąc o Bożym Miłosierdziu, o miłości i współczuciu Boga, zapominamy, że Bóg jest święty, że nie może On przyjąć niczego, co nie jest święte. „Bądźcie świętymi, jak Ojciec wasz jest święty.” Zapominamy, że niezbędnym warunkiem przebaczenia i miłosierdzia Bożego jest pokuta i nawrócenie, a nie kaprys, kapryśna tolerancjia grzechu i perwersji … Wszystkie słowa takie jak: „Bóg przyjmuje nas, tam gdzie jesteśmy i takimi jacy my”, to tylko złudzenie -czy mówiąc wprost- kłamstwo. Przeczytaj proszę wszystkie miejsca, w których Chrystus w Ewangelii przebacza grzech, a zobaczysz, że we wszystkich tych miejscach wymaga nawrócenia i pokuty. Więc nie jest prawdą, że ​​On przyjmuje nas „takimi, jakimi jesteśmy”. On nie może nas przyjąć, jeśli będziemy w sytuacji grzechu i nieładu moralnego. Ostatecznym powodem wcielenia, jedynym powodem i jedynym celem Wcielenia się Syna Bożego jest wyzwolenie nas od grzechu! Nie prowadzi On 99 owiec do tej, która jest zagubiona, ale przynosi tę, które jest zagubiona do 99, które się nie zgubiły.

W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.” (Łukasz 13: 1-5)