11 listopada – Dzisiaj Święto Niepodległości …

– Podpisany w listopadzie 1918 roku przez francuskiego marszałka Ferdynanda Focha rozejm z pokonanymi Niemcami, kończył straszliwe lata wojennych zmagań. 10 milionów poległych żołnierzy, 20 milionów rannych, 70 milionów zmobilizowanych w wojskowe szeregi. I-sza wojna światowa została zakończona. Był to na pewno powód do radości dla całej Europy. Ale był to powód do jeszcze większej radości dla Polaków.

Jak opisują kroniki z tamtych dni:

„Od rana do wieczora gromadziły się tłumy na rynkach miast, robotnik, urzędnik porzucał pracę, chłop porzucał pole i biegł do miasta, na rynek, dowiedzieć się, przekonać się, zobaczyć wojsko polskie, polskie napisy, orły na urzędach…

„Po 123 latach niewoli Polska wstawała, aby żyć… Wolna wśród wolnych, równa wśród równych! Niepodległa! Przyszła Polska w imię Pana!”

– Niepodległość wywalczona

Wspominamy dzisiaj nie tylko zakończenie I Wojny Światowej, ale i trzy słynne powstania: Kościuszkowskie (1794), Listopadowe (1830) i Styczniowe (1863). Wspominamy czyn legionowy Józefa Piłsudskiego, który mówił do swoich żołnierzy, że spotyka ich zaszczyt, gdyż, jako pierwsi idą walczyć o oswobodzenie Ojczyzny, wszyscy równi wobec ofiar, jakie ponieść mają. Wiemy jak dużo wtedy polało się polskiej krwi, ale ta krew zaowocowała niepodległością w 1918 r.

Brali w tym udział także nasi rodacy, nowotarżanie. Wśród tych żołnierzy było ponad 2 tysiące legionistów – mieszkańców Nowego Targu, Zakopanego i Podhala. Kilkunastu z nich jest uwiecznionych na pamiątkowej tablicy w wejściu do budynku liceum. Jednym z nich był min. Józef Szopiński. Jako 19-to letni młodzieniec wyruszył w 1914 roku na ochotnika z 55-tą Drużyną Strzelców Podhalańskich do Legionów Piłsudskiego. Zmarł dwa lata później w szpitalu w Dęblinie 9 grudnia 1916 roku, wskutek obrażeń odniesionych w walkach frontowych. Takich jak on, młodych, odważnych patriotów były dziesiątki tysięcy. Nie wolno zapomnieć ich ofiary z życia.

Kocham Ojczyznę, bo moja matka się tutaj urodziła, bo w tej świętej ziemi spoczywają ci wszyscy, których opłakuje matka i czci ojciec, bo miasto moje rodzinne, moja mowa, książki uczące mnie, bo mój brat, moja siostra, koledzy moi, cały wielki naród, wśród którego żyję, przyroda, co mnie otacza i wszystko, co widzę, co kocham, co podziwiam – jest częścią Ojczyzny”. – pisał jeden z polskich legionistów w liście do swoich krewnych.

Cieszymy się niepodległością, obchodzimy rocznicę jej odzyskania radośnie, ale Narodowe Święto Niepodległości to stosowna okazja, by postawić sobie pytanie: Czy ja jestem wolnym człowiekiem?

Jesteśmy narodem, który umiał walczyć o wolność, … „za naszą i waszą wolność.” Doświadczamy jednak, że łatwiej jest walczyć o wolność niż żyć jako wolny człowiek, jako wolny naród!

Jesteśmy wezwani do wolności. Ale jest obawa przed nowym zniewoleniem. Kto się więc tak na nas uwziął? – pytamy. Odpowiedź brzmi: my sami… odrzucając prawo Boga, prawo, które prowadzi do wolności, a uzurpując sobie władzę decydowania o dobrem i złem, popadamy w nową niewolę.” – pisał autor w przededniu II-giej wojny światowej.

Czyż słowa te nie są aktualne także dzisiaj, w 100 lat po odzyskaniu niepodległości?

W takiej uroczystej chwili jak nie zapytać siebie samych, czy rzeczywiście kochamy ten wspólny, polski dom, naszą Ojczyznę.

Marszałek Polski – Józef Piłsudski mówił: „Ten, kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości”. Dzisiaj w sposób szczególny pragniemy wyrazić wdzięczną pamięć tym, którzy nie tylko żyli i pracowali dla swojej ojczyzny, ale nade wszystko oddali za nią to, co mieli najcenniejsze – swoje życie.

Gdzie twoje groby, Polsko???? A gdzie ich nie ma?” —pytał Jan Paweł II w Warszawie w czasie I-szej pielgrzymki w 1979 roku. Święto Niepodległości uświadamia nam wielką ofiarę i daninę krwi wylaną przez pokolenia Polaków dla odzyskania wolnej i suwerennej Ojczyzny. Dziś wspominamy ich, modlimy się za nich, aby dane im było cieszyć się ojczyzną niebieską.

Ale, jak my tę wolność zagospodarowaliśmy?

W liście do Galatów czytamy słowa św. Pawła:

Do wolności wyswobodził nas Chrystus. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!

Papież Jan Paweł II -nasz wielki i święty Rodak- nawoływał i modlił się w czasie kolejnych pielgrzymek do Ojczyzny:

o mądre zagospodarowanie wolności, o mądre jej wykorzystanie. Napominał i nawoływał do mądrej wolności i do korzystania z tej wolności zgodnie z przykazaniami Bożymi. A my, czy umiemy tę wolność mądrze zagospodarować? On tak bardzo konkretnie wskazywał nam, na czym polega wolność, która najpierw i przede wszystkim nie jest tylko wolnością „od, ale jest nade wszystko wolnością „ku, wolnością „do. Taka wolność to nie tylko wolność od zniewoleń zewnętrznych, ale przede wszystkim wolność od wszelkiego rodzaju zniewoleń wewnętrznych, to także zadanie, wolność do zrealizowania, to wolność ku dobru, a nie jak mówi św. Paweł „zachęta do hołdowania ciału„. Taka wolność to wzajemna służba, to przestrzeń miłości i miłosierdzia, to wolność ku dobru, a nie wolność od dobra, jak czasami mogłoby się wydawać. To nie wolność od przykazań i norm moralnych, to nie anarchia i całkowita samowola.

W homilii w czasie Mszy Św. na Błoniach w Krakowie, 10 czerwca 1979 Papież -dzisiaj- święty Jan Paweł II mówił:

I dlatego – zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, – abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, – abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.

Miłość Ojczyzny to najpierw pamięć, pamięć o tych wszystkich, którym tak wiele zawdzięczamy. Wiele pokoleń pracowało, poświęcało się, tworzyło kulturę narodową, tworzyło ojczyste dzieje, abyśmy mogli podjąć to całe dziedzictwo i budować jeszcze lepszą przyszłość. Dlatego winniśmy im pamięć.

Ale miłość Ojczyzny to nie tylko wdzięczna pamięć i szacunek dla ołtarzy przeszłości. Miłość Ojczyzny to także odpowiedzialność za jej obecny i przyszły kształt. Wszak jak pisał Cyprian Norwid: „Ojczyzna – to wielki, zbiorowy obowiązek”. Nie możemy się czuć zwolnieni od tej odpowiedzialności. Każdy na swoim miejscu, zgodnie ze swoim powołaniem i możliwościami winien troszczyć się o dobro, o siłę, szczególnie moralną, o sprawiedliwość w naszym ojczystym domu. Trzeba tę wolność, którą odzyskaliśmy, mądrze i odpowiedzialnie zagospodarować. Trzeba jej właściwie używać z myślą o dobru wspólnym. To także słowa naszego wielkiego Rodaka św. Jana Pawła II.

„Patriotyzm dzisiaj to sprzeciwianie się temu wszystkiemu, co poniża godność człowieka, dbanie o jej przyszły kształt i rozwój, bycie przy Polsce, kiedy rozkwita i przeżywa upadki. I tu już jawi się obowiązek obrony historii przed zakłamaniem i obrony współczesności przed tymi, którzy mówią i piszą nieprawdę.

Ale także:

Musicie uważać, aby nie paść ofiarą demonów bogacenia się. Bogactwo bowiem generuje pełną pychy i zarozumiałości samowystarczalność. A to właśnie, pyszne poczucie samowystarczalności; jest największym niebezpieczeństwem dla chrześcijanina i jego wolności.” – to także słowa św. Jana Pawła II.

Dlatego zdajemy sobie sprawę, że wolna Ojczyzna jest dla nas wielkim darem, ale jest ona także wielkim zadaniem. Za wielkim kaznodzieją sejmowym, księdzem Piotrem Skargą modlimy się:

„Boże, Rządco i Panie narodów,
z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,
[…] błogosław Ojczyźnie naszej,
by Tobie zawsze wierna, chwałę przynosiła imieniu Twemu,
a syny swe swe wiodła ku szczęśliwości.”

Głupi już z natury są wszyscy ludzie,
którzy nie poznali Boga:
z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,

– mówi w pierwszym dzisiejszym czytaniu starotestamentalny autor. A czy my poznaliśmy Boga i czy chcemy Go zachować i uznać Jego prawa, jako Rządcy i Pana narodów? Czy śpiewając: „Ojczyźnie wolnej pobłogosław Panie” chcemy aby Ojczyzna nasza „zawsze wierna, chwałę przynosiła Jego imieniu?” Czy też głupi jesteśmy, bo znać Go już nie chcemy, lub co najwyżej od święta?

I może jeszcze wzruszająca Modlitwa Dziecka (z modlitewnika z 1849 r.)

Boże najdroższy! racz ulitować się nad Ojczyzną naszą. Oswobodź ją od nieprzyjaciół, wszechwładną swą mocą. Nie dozwól, aby się wrogi nasze pastwili nad matką naszą — Polską, i naigrawali się z wiernych twych dzieci.

Nie racz Panie dopuścić, aby mnie i rówieśnikom moim, zabraniano poznawać świętą wolę Twoją i obowiązki nasze, w naszym narodowym języku. Nie dopuść, abyśmy zostali powierzeni w naukach naszych, nieprzyjaciołom Ojczyzny naszej, którzy by nie tylko obowiązków naszych względem niej, nam nie wskazali, i do nich nas nie kształcili; ale owszem odwodziliby od nich.

Błogosław i wynagrodź wszystkich, którzy oświecają nas w świętej nauce twojej, kształcą pojęcia nasze i wykazują nam obowiązki nasze dzisiejsze i przyszłe względem Ciebie, Ojczyzny, Rodziców, Braci i Sióstr naszych.

Kieruj Panie! wykształceniem mojem, abym z każdym dniem stawał się mniej uciążliwym Rodzicom moim; abym wzrastał im na pociechę i na pożytek Ojczyźnie. Co daj Boże. Amen.

Reklamy

Nowenna do Miłosierdzia Bożego

Nowenna do Miłosierdzia Bożego. pdf

Wiara – refleksja druga …

Wiara, to chyba jedno z najbardziej dyskutowanych czy dyskusyjnych pojęć współczesnego świata. Przez wielu lekceważone i zbywane aroganckim stwierdzeniem „zabobony”, przez innych zdecydowanie bronione czasami nawet w fanatyczny sposób. Proponuję więc 12 częściową refleksję nad tym pojęciem. Nie jest ona oczywiście ani wyczerpująca, ani nieomylna. Jest to po prostu moja, osobista refleksja nad fenomenem wiary. I tylko tyle ….

2. Jakie są wymagania wiary?

Jak wspomnieliśmy w poprzednim rozważaniu o wierze, najpierw należy rozpoznać, wyszukać autorytet godny zaufania.  I to jest pierwszy z czterech koniecznych elementów żywej wiary. Należy zbadać czy ten autorytet jest wiarygodny, czy przekazuje nam wiadomości, i treści sprawdzone, prawdopodobne, rzetelne i godne zaufania czy tylko zmyślone lub obliczone na tanią sensację? Pojawia się tutaj niebezpieczeństwo, że nie będąc krytycznym będę przyjmował wszystko „jak leci”, bez ładu i składu, nie szukając tego co prawdziwe, a jedynie tego co pasuje do mojej wizji świata, do moich uprzedzeń. Czy w sprawach wiary może być dla katolika autorytetem np. „Gazeta Wyborcza”, TVN, czy jakaś inna stacja lub gazeta? Bardzo często katolicy mówią: „a w gazecie pisało …” lub „w telewizji mówili … „, że np. Maria Magdalena była żoną Pana Jezusa !!!, że odkryto nową ewangelię, według Tomasza, czy Judasza i tam pisało …. Rewelacja, odkrycie, sensacja i skandal!!! A przecież Gazecie …, czy stacji telewizyjnej właśnie tylko o to chodziło, o sensację o skandal, o podniesienie poziomu adrenaliny, a nie o prawdę. Nikt nigdy tych jednodniowych sensacyjek nie zdementuje, nie odwoła, nie wyprostuje!! Ale wielu przyjęło je jako niepodważalną „naukową prawdę” i odeszło od wiary, osłabiło swoją wiarę, zgorszyło się kościołem, przestało chodzić na Mszę świętą, przestało ufać Panu Jezusowi. To na podstawie takich właśnie tanich sensacyjek, wielu ludzi wypowiada bardzo nielogiczne i wewnętrznie sprzeczne zdanie: „Wierzę w Pana Boga, ale Kościół jest mi do niczego niepotrzebny.” Jeśli wierzę w Pana Boga, to dlaczego odrzucam założony przez Niego Kościół? A ileż to takich i tym podobnych sensacyjek kształtuje lub usiłuje kształtować naszą wiarę. Bardzo często ulegamy -nawet nieświadomie- takim „odkryciom”, bo jesteśmy bezkrytyczni, bo nie ustaliliśmy sobie jasno i klarownie: komu w mogę naprawdę zaufać i zawierzyć.

Krytyczny wybór autorytetu nie jest kaprysem, nie jest efektem mody, czy chciejstwa. Jest poprzedzony krytyczną refleksją, zbadaniem komu mogę, a komu nie mogę wierzyć, kto na moje zaufanie zasługuje, a kto zaufanie to zawiódł i na nie, po prostu nie zasługuje? I nie chodzi tutaj o zaufanie do tego czy innego księdza. Chodzi  o zaufanie do samego Pana Jezusa i założonego przez Niego Kościoła. Ostatecznie bowiem nie ten, czy inny ksiądz oddał za mnie swoje życie na krzyżu, lecz Jezus Chrystus i Jemu mam ufać, Jemu wierzyć mimo że w założonym przez Niego Kościele pełno jest grzeszników.

Czy mogę nauczyć się matematyki z książek do geografii lub z podręcznika do biologii? Jeśli nie, jeśli w sprawach matematyki szukam podręcznika do matematyki i wierzę nauczycielowi matematyki, a nie nauczycielowi wychowania fizycznego, to dlaczego w sprawach wiary wierzę Gazecie Wyborczej i ufam skandalizującym dziennikarzom, a odrzucam nauczanie Kościoła założonego przez Chrystusa właśnie w tym celu, aby depozyt wiary przekazywać? To są przecież Jego słowa: „Wtedy Jezus przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28:18-20). Jezus mówi tak, ale ja wierzę telewizji, gazetce i innym autorytetom. Co lub kto jest moim autorytetem? Na jakiej podstawie uznaję ten autorytet, czy tylko dlatego, że mówi mi rzeczy które chcę usłyszeć, czy może dlatego, że nie stawia żadnych wymagań?

Czy nie jest tak, że ja sam wyrobiłem sobie już wcześniej zdanie na pewne tematy, a później szukam już tylko potwierdzeń dla mojej teorii i dla moich przekonań? A im gorzej postępują księża czy ci, którym przekazano nauczanie wiary, tym lepiej dla mnie, bo mam usprawiedliwienie dla moich grzechów i nałogów. Nie twierdzę, że księża nie popełniają błędów, nie twierdzę że biskupi są święci i że nie ma w ich życiu czasami rzeczy gorszących, ale warto sobie w tym miejscu przypomnieć dwa inne zdania Chrystusa:

– „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem dobrze, chociaż sami nie czynią.” (Mt 23:3)

– „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.” (Mt 18:7)

Ale może należy także przypomnieć i ten fakt, że jest absolutnym faryzeizmem usprawiedliwiać swoje grzechy i złe, rozwiązłe życie, grzechami innych. Ostatecznie przy końcu życia, każdy będzie sądzony tylko i wyłącznie ze swoich grzechów … Nie możesz odrzucać Pana Boga i zbawienia tylko dlatego, że ktoś (nawet ksiądz, czy biskup) pokazał je w krzywym zwierciadle. Szukaj Prawdy, szukaj Dobra, szukaj Boga i nie zasłaniaj się złym lub gorszącym postępowaniem innych (nawet księży). Piotr trzykrotnie zaparł się Chrystusa, a mimo to (kiedy żałował), Pan mu wybaczył … czy zgorszysz się postępowaniem Piotra? Czy wiarę przez niego przekazywaną odrzucisz, bo w momencie najważniejszym opuścił Chrystusa?

Drugim elementem -czy wymaganiem- wiary jest jej przekazywanie. Święty Paweł w liście do Rzymian pisze: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.” (Rz 10:17) Od razu więc pojawia się pytanie: „Czy ja słucham Słowa Bożego, czy nie jest tak, że pozwalam aby inny hałas i jazgot zagłuszył we mnie Słowo Boże?” Niestety żyjemy w czasach kiedy o ciszę musimy walczyć i jej poszukiwać, musimy się świadomie bronić przed hałasem i tym wszystkim co zagłusza głos Boga w naszym sumieniu, co zagłusza w naszym sercu głos dobra i uczciwości. Czy nie jest bardzo często tak, że w robię wszystko żeby tylko nie słuchać głosu swojego sumienia, żeby w ciszy nie posłuchać tego co ma mi do powiedzenia Pan Bóg? Nie słucham Słowa Bożego, bo … nie mam czasu, bo mi się nie chce, bo stawia za duże wymagania, bo niepokoi moje sumienie, bo zmusza do myślenia, bo nie pozwala przejść do porządku dziennego nad popełnianymi przeze mnie szwindlami, bo nie pozwala żyć w błogim i kłamliwym przekonaniu, że wszystko w moim życiu jest w porządku. To lekceważenie sobie Słowa Bożego prowadzi oczywiście do pogłębiającego się poczucia bezsensu, do coraz silniejszych wyrzutów sumienia, a w końcu do całkowitego odrzucenia wiary.

Uczciwie należy więc powiedzieć raczej: straciłem wiarę, bo nie słuchałem Słowa Bożego, bo zagłuszałem głos Boży w moim sercu, bo wiary swojej nie karmiłem Słowem Bożym, a jedynie sensacyjnymi wiadomościami z telewizji i gazetek. Straciłem wiarę, bo nie szukałem prawdy, a jedynie tego co mi odpowiada, co mi pasuje, co potwierdza moje uprzedzenia i kaprysy. Czyż nie jest właśnie tak? Czyż nie są to prawdziwe powody utraty wiary?

Trzecim punktem lub wymaganiem wiary jest jej praktyka. Trzeba pamiętać o słowach świętego Jakuba, który wyraźnie stwierdza w swoim liście: „…  wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie.” (Jk 2:17) Największym nieporozumieniem jest wtedy powiedzenie, które tak często słyszy się z ust tak zwanych ‚katolików’: „Jestem wierzącym, ale nie praktykującym„. Nie ma nic bardziej śmiesznego a zarazem fałszywego niż takie właśnie powiedzenie. To tak jakby powiedzieć: „Jestem nudystą, ale nie praktykującym…„, albo „jestem pianistą, ale nie praktykującym. Nie można wierzyć w Boga, bez religijnych praktyk, tak jak nie można być pianistą bez grania na fortepianie, i jak nie można być malarzem bez malowania, pisarzem bez pisania, śpiewakiem bez śpiewania itd. Wiara bez uczynków wiary, bez religijnej praktyki, bez praktyki miłości bliźniego jest martwa. I nie ma się co oszukiwać, że mogę być wierzącym bez regularnej niedzielnej Mszy świętej, bez spowiedzi, czy regularnej codziennej modlitwy. To jest tylko łudzenie samego siebie i próba oszukiwania innych, że mogę utrzymać swoją wiarę bez religijnej praktyki, bez przestrzegania przykazań i bez karmienia się Słowem Bożym i Ciałem Pańskim.

No i w końcu czwarty warunek żywej wiary … Można go to wyrazić słowami: „wiara jeśli się nie rozwija pomniejsza się i w końcu umiera.” To jest coś, o czym powinniśmy pamiętać na co dzień. Moim obowiązkiem jest rozwijanie, pogłębianie i karmienie wiary. Rozwijam ją zaś i pogłębiam przez słuchanie i rozważanie Słowa Bożego, przez modlitwę, regularne religijne praktyki, przez uczynki miłosierdzia, przez sakramenty Spowiedzi i Komunii Świętej. Jeśli to zaniedbam, jeśli tego nie ma w moim życiu nie mogę się dziwić, że moja wiara umiera. Mim obowiązkiem jest rozwijanie i pogłębianie wiary na co dzień a nie tylko manifestowanie jej od święta (Pasterka czy święcenie pokarmów w Wielka Sobotę).

Reasumując można wyliczyć cztery konieczne elementy lub warunki żywej wiary:

Krytyczny wybór autorytetu godnego zaufania.

Wiara rodzi się ze słuchania. Czy słucham Słowa Bożego?

Regularna religijna praktyka – wiara bez uczynków jest martwa ….

Wiara jeśli się nie rozwija … pomniejsza się i umiera …

Wiara …

Wiara, to chyba jedno z najbardziej dyskutowanych czy dyskusyjnych pojęć współczesnego świata. Przez wielu lekceważone i zbywane aroganckim stwierdzeniem „zabobony”, przez innych zdecydowanie bronione czasami nawet w fanatyczny sposób. Proponuję więc dwunasto-częściową refleksję nad tym pojęciem. Nie jest ona oczywiście ani wyczerpująca, ani nieomylna. Jest to po prostu moja, osobista refleksja nad fenomenem wiary. I tylko tyle ….

1 – Czym jest wiara?

W pierwszym rozważaniu proponuję zastanowić się nad bardzo podstawowym i raczej trudnym pytaniem: co to jest wiara lub czym jest wiara, albo co znaczy wierzyć? Nie wiara katolicka, lub niekatolicka, ale najogólniej mówiąc wiara jako taka. Jest bowiem wiele nieporozumień i fałszywych przekonań czy uprzedzeń dotyczących tego pojęcia. Bardzo często z powodu takich uprzedzeń odrzucamy lub lekceważymy wiarę, uważamy ją za przeczącą naszemu rozumowi czy za ograniczającą naszą wolność. Z drugiej jednak strony należy też od razu zauważyć, że nasze życie byłoby w ogóle niemożliwe bez jakiejś formy wiary, bez zaufania komuś. Dla przykładu, kiedy kupuję bochenek chleba w sklepie to wierzę, że jest on jadalny a nie zatruty, kiedy przechodzę przez ulicę na pasach to wierzę, że kierowcy nadjeżdżających samochodów mnie nie rozjadą. Gdybym musiał sam ustawicznie sprawdzać i udowadniać „rozumowo” wszystko, to moje życie stałoby się po prostu niemożliwe. Czym więc jest wiara? Co znaczy wierzyć? Jakie są podstawowe elementy wiary?

Kiedy mówię, że wierzę, wyrażam przede wszystkim moje zaufanie, moje przekonanie, że to co przyjmuję za prawdę jest nią rzeczywiście, mimo, że nie mogę tego bezpośrednio sprawdzić. A nie mogę tego sprawdzić czasami dlatego, że jest to tylko obecnie niemożliwe, a czasami dlatego, że nigdy nie będę miał możliwości sprawdzenia prawdziwości tego co za prawdę przyjmuję. Kiedy np. wierzę że jutro rano wzejdzie słońce, to nie mogę tego sprawdzić teraz, ale jutro rano się o tym przekonam i moja wiara stanie się pewnikiem. Kiedy wierzę, że ziemia jest kulą, to prawdopodobnie nigdy nie będę miał możliwości bezpośredniego sprawdzenia prawdziwości tego zdania i dlatego opieram się na wierze.

Trzeba jednak podkreślić, że bez takiego aktu wiary, aktu zaufania bardzo często życie moje byłoby niemożliwe. Czy jest możliwe życie, jeśli musiałbym za każdym krokiem sprawdzać, że prawo grawitacji nadal obowiązuje i że przy oderwaniu lewej nogi od ziemi nie ulecę w powietrze?

Najogólniej więc mówiąc, wiara jest racjonalną -a nie tylko emocjonalną- akceptacją jakiejś prawdy, której nie mogę zweryfikować. W tym akcie zaufania czyli wiary opieram się na kilku przesłankach.

Po pierwsze wierzę komuś, kto jest godny zaufania, kto mnie nigdy nie okłamał, nie zawiódł, nie ośmieszył. Wierzę komuś, kto jest specjalistą w jakiejś dziedzinie, np. idąc do lekarza na badania, wierzę, że on zna się na medycynie i diagnozując moją chorobę wie o czym mówi. W tym przypadku opieram się więc na autorytecie i uczciwości osoby, której wierzę. Dlaczego tak się dzieje? Nie mogę sprawdzić i udowodnić wszystkiego, bo jest to poza moimi możliwościami i dlatego coś „przyjmuję coś na wiarę”, na podstawie tego co mówią mi inni, którzy to wiedzą, którzy są kompetentni i którym ufam. Bez tego aktu zaufania i zawierzenia życie byłoby niemożliwe Czy nie jest tak, że im większy autorytet i wiarygodność osoby, której wierzę, tym większa jest moja wiara? Warto być może zauważyć i to, że jednym z najwyższych autorytetów są rodzice. Przykre czy tragiczne doświadczenia w tym względzie rzutują na całe życie człowieka i czasami sprawiają, że człowiek -którego zawiedli rodzice- ma poważne problemy z wiarą, nieraz nie jest w stanie wierzyć w nic ani uwierzyć nikomu. Dlatego tak ważna jest rola rodziców w życiu człowieka.

Po drugie decydując się na akt wiary nie odrzucam mojego sądu, mojej logiki czy rozumu, nie sprzeciwiam się rozumowi, ale opieram się na doświadczeniu innych, godnych zaufania. W tym akcie zaufania wystawiam się wprawdzie bezbronnie na nadużycie lub błąd, ale też w ogromnym stopniu ułatwiam sobie życie, a nawet czynię je w ogóle możliwym. Tak np. dzieje się w szkole gdzie dzieci ufają nauczycielom i „na wiarę” przyjmują, że 2+2=4, a ziemia jest okrągła. Zanim dziecko będzie mogło udowodnić, że 2+2=4 lub sprawdzić czy ziemia jest okrągła musi zaufać nauczycielom, którzy przecież wielokrotnie również nie sprawdzili tej prawdy. Tak więc przyjmując coś z wiarą, nie neguję mojego rozumu, nie odrzucam logiki, ale racjonalnie przyjmuję prawdę, której nie mogę udowodnić lub jej zaprzeczyć. Wiara nie neguje mojej wiedzy, ale ją rozszerza. Na tej zasadzie opiera się cały system nauczania, cały system szkolnictwa. Gdyby każdy uczący się musiał czy chciał sprawdzać osobiście wszystko czego się uczy … możemy sobie tylko wyobrazić jak wyglądałby taki proces uczenia.

W tym miejscu koniecznym jest dodanie jeszcze jednego, trzeciego elementu. Wierząc komuś, wierząc że nie jestem oszukiwany muszę również wiedzieć w co wierzę, nie znaczy to że muszę to do końca rozumieć, ale przynajmniej wiedzieć w co wierzę. Dla przykładu, gdybym zapytał ucznia w szkole średniej: „czy wierzysz, że ogólnej teorii względności masa generuje zakrzywienie czasoprzestrzeni?” to obawiam się, że jedyna uczciwa odpowiedź byłaby: „nie mam pojęcia o czym mówisz”. Uczeń taki nie może odpowiedzieć: „wierzę” lub „nie wierzę”, bo najprawdopodobniej nie ma pojęcia o głębi i pięknie ogólnej teorii względności, o jej podstawach, o rachunku tensorowym na którym się ona opiera, i dlatego po prostu nie wie, ale nie może tego ani przyjąć, ani odrzucić. Nie jest w stanie wyjaśnić dlaczego prawda przed chwilą podana jest godna lub niegodna wiary.

Mamy więc trzy podstawowe elementy najogólniej rozumianej wiary:

  • Wierzę komuś kogo autorytet uznaję.

  • Wierząc nie odrzucam, nie neguję mojego rozumu. Przyjmuję intelektualnie, a nie tylko emocjonalnie za prawdę coś w co wierzę.

  • Wierząc wiem w co wierzę, nie wierząc wiem co odrzucam. Nie mogę ani wierzyć, ani odrzucić czegoś o czym nie mam pojęcia.

Te trzy konstytutywne elementy wiary (w najszerszym rozumieniu) wymagają postawienia sobie przynajmniej trzech pytań, o których wspomnieliśmy już na początku:

  • Kto jest moim autorytetem i dlaczego?

  • Czy wierzę tylko emocjonalnie czy czy także przyjmuję to w co wierzę intelektualnie?

  • Czy wiem na pewno w co wierzę, czy jestem w stanie intelektualnie rozmawiać na temat przyjmowanych przeze mnie prawd?

CDN … 🙂