XIX Niedziela w ciągu roku – A

1Krl 19:9a.11-13

Tam wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: Co ty tu robisz, Eliaszu? Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana! A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: Co ty tu robisz, Eliaszu?

Rz 9:1-5

Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą [odłączony] od Chrystusa dla [zbawienia] braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen.

Mt 14:22-33

Jezus zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.

Dlaczego wątpisz człowieku małej wiary?

Spektakularny cud chodzenia po wodzie, wydaje się być -co najmniej- niezrozumiały. Jezus kroczący po wodzie jest dla -walczących z silnym wiatrem i wzburzonymi falami- uczniów zjawą, przeraża ich, nie wiedzą jak na to zareagować. Oni, znający się przecież na swoim rzemiośle nie mogą sobie poradzić z łodzią, a oto Jezus kroczy sobie po wzburzonych falach jeziora, jak po najlepszej drodze. Jakby nic się wokoło niego nie działo, jakby nie było burzy i silnego wiatru, jakby te żywioły nie miały nad nim żadnej władzy.

Bo i nie mają!

Czy i w naszym życiu nie jest często właśnie tak, że nie umiemy sobie poradzić z dobrze nam znanymi sprawami, że życie nas po prostu przerasta, że jest ponad nasze siły? Borykamy się i szarpiemy i nic nam nie wychodzi. To co powinno być dla nas znane i swojskie staje się nagle obce i wrogie. I wtedy przychodzi Jezus, a my traktujemy go jak zjawę, jak ducha, jak nierealną postać. I kiedy -jak do uczniów w łodzi- Jezus mówi: „Nie lękaj się, to ja jestem.” niedowierzamy i jak Piotr próbujemy zweryfikować te słowa, jak Piotr próbujemy maszerować po wodzie i jak Piotr toniemy, bo brak nam wiary, bo wiara nasza jest malutka.

Zdarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii przestaje być niezrozumiałe i jedynie spektakularne, jeśli spojrzymy nań z tej perspektywy. Jezus, chce nam -tak jak i swoim uczniom – pokazać, że On naprawdę jest Panem świata, Panem materii, Panem wszystkich żywiołów i Panem naszego życia. Chce nas zapewnić, że tam gdzie my nie umiemy sobie poradzić i gdzie nasze wysiłki są daremne lub nieskuteczne On potrafi dokonać rzeczy niezwykłych. Chce nas upewnić, że nie jest jedynie zjawą ani duchem, że wchodząc w nasze życie nie chce nas straszyć i przerażać, ale pomóc i uciszyć wszystkie burze i wszystkie niepokoje. Gdybym potrafił Mu zaufać i zawierzyć, gdybym nie chciał wystawiać Go na próbę, gdybym miał większą wiarę …

To i ja mógłbym chodzić po wzburzonych falach jeziora …

XVIII Niedziela w ciągu roku – A

Iz 55:1-3a

O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądza na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie.

Rz 8:35.37-39

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Mt 14:13-21

Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności! Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść! Odpowiedzieli Mu: Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb. On rzekł: Przynieście Mi je tutaj! Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Głód cielesny i duchowy

Statystyki FAO podają nam alarmujące liczby. 840 milionów ludzi, a więc 14 % ludzkości przymiera głodem, prawie 1/3 ludzkości nie jada do syta, rocznie umiera z głodu kilkadziesiąt milionów ludzi … W Afryce codziennie 30 tysięcy dzieci umiera z głodu. Kraje rozwinięte i bogate przeznaczają zaledwie 0,25% na pomoc dla krajów biednych, a i tak większość tej pomocy ląduje w kieszeniach miejscowych kacyków i lokalnych władz. Takie Stany Zjednoczone np. co roku przeznaczają na zbrojenia aż 371 miliardów dolarów tj. 3,3% swojego dochodu narodowego, a na zaspokojenie głodu potrzeba zaledwie 13 miliardów rocznie.

Te fakty przerażają. Chrystus rozmnażający jedzenie byłby dzisiaj bardzo poszukiwany i miałby na pewno wiele pracy. Czy jednak za tym ludzkim głodem cielesnym nie kryje się innego rodzaju głód moralny tej drugiej, bogatszej części ludzkości? Czy nie jest tak, że jedni umierają z głodu tylko dlatego, że inni umierają z nadmiaru i przesytu? Broń sprzedawana do Afryki, powodująca stałe i nie kończące się konflikty lokalne i pozwala tym, którzy ją produkują i nią handlują żyć w luksusach. W żadnym kraju afrykańskim nie ma wystarczającej technologii do produkcji broni. Kto i jakim kosztem bogaci się na handlu bronią? Czy chociażby to, nie wskazuje na innego rodzaju, daleko głębszy głód ludzkości. Już od dawna wiadomo, że żadne administracyjne, ekonomiczne czy polityczne rozstrzygnięcia nie są w stanie zaradzić problemom niesprawiedliwości społecznej ani na wielką ani na małą skalę.

Chrystusowe słowa: „Wy dajcie im jeść” są aktualne i dzisiaj. We współczesnym świecie, przy obecnej nadprodukcji żywności i rozwoju technologicznym nie musimy uciekać się do cudów, aby nakarmić głodnych, nie musimy szukać nadzwyczajnych środków, aby zaspokoić potrzeby biednych i umierających z głodu. Wystarczy tylko cud zmiany ludzkiego serca, cud zmiany ludzkiej mentalności Kiedy międzynarodowe kongresy i organizacje demograficzne alarmowały, twierdząc, że koniecznie należy wprowadzić skuteczne metody regulacji poczęć, bo ludzkości grozi przeludnienie i katastrofa demograficzna, Papież Jan Paweł II zdecydowanie się sprzeciwił i stwierdził, że ludzkości nie są potrzebne regulacje demograficzne, ale moralne. Nie należy wprowadzać skutecznych metod regulacji poczęć (= eksterminacji nienarodzonych dzieci), ale raczej skutecznie zmienić mentalność i nastawienie człowieka do człowieka. Nie cudu rozmnożenia chleba nam potrzeba, bo ten dokonuje się dzięki przyrodzie danej nam przez Boga i technologii, która jest wynikiem ludzkiej wiedzy. I nie ograniczenia populacji powinniśmy się domagać, ale cudu zmiany serca człowieka i cudu uczulenia na ludzką biedę i niedostatek. Współczesne zasoby biologiczne planety są w stanie zaspokoić głód nie 7, ale 40-tu miliardów ludzi i nie grozi nam widmo głodu biologicznego, ale głodu duchowego, który sieje niesamowite spustoszenie wśród ludzi. Ludzkości nie brakuje chleba, ale serca i nie jest dla nas zagrożeniem głód, ale egoizm … na wielką i na małą skalę

Obym zaspokajając głód doczesny nie zapomniał o tym innym głodzie … moralnym.

XVII Niedziela w ciągu roku – A

1Krl 3:5.7-12

W Gibeonie Pan ukazał się Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: Proś o to, co mam ci dać. Teraz więc, o Panie, Boże mój, Tyś ustanowił królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem bardzo młody. Brak mi doświadczenia! Ponadto Twój sługa jest pośród Twego ludu, któryś wybrał, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć ani też spisać, z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie.

Rz 8:28-30

Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą.

Mt 13:44-52

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest. A On rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.

Skarbem jest Królestwo Boże

Kolejne dwie przypowieści porównują Królestwo Boże do skarbu ukrytego w ziemi i do sieci rybaka. Aby jednak znaleźć skarb trzeba być radykalnym, trzeba pozbyć się wszystkiego. Co to znaczy? Czy nie jest to kolejna „poprzeczka nie do przeskoczenia” dla normalnego człowieka? Co znaczy sprzedać wszystko, co się posiada aby nabyć znaleziony, ukryty w ziemi skarb? Jezus nie wymaga od nas na pewno rzeczy niemożliwych. Wie jednak, że tak łatwo przywiązujemy się do drobnostek, do rzeczy i spraw nieważnych, które na dobrą sprawę nam tylko przeszkadzają. Ale czy też nie jest i tak, że dla innych ziemskich dóbr poświęcamy wiele, czasami zbyt wiele, włącznie z naszymi przekonaniami i prawdą, a jednocześnie dla dóbr wiecznych, dla wiary, dla Królestwa Bożego tak trudno jest nam poświęcić nawet odrobinę czasu w niedzielny poranek?

Podstawowym jednak warunkiem nabycia skarbu jest jego znalezienie, odkrycie, że jest to skarb, że warto temu wiele poświęcić, że warto coś za to dać. Dopóki będę widział sprawy Boże jedynie w perspektywie przyzwyczajeń i tradycji, mniej lub bardziej rutynowych czynności, nie odkryję faktu, że Królestwo Boże jest prawdziwym skarbem. Dlatego -być może- tak wielu jest we współczesnym świecie katolików letnich, nijakich, niedzielnych a nawet tylko świątecznych. Dlatego -być może- tak często słyszy się absurdalne w końcu zdanie: „jestem wierzący, ale nie praktykujący”. Ci, tak zwani wierzący-niepraktykujacy nie odkryli jeszcze skarbu, oni nie dostrzegli jeszcze jego wartości. Ktoś im wmówił jedynie, że jest to skarb i tak na wszelki wypadek, gdyby to okazało się prawdą deklarują swoja przynależność do Królestwa Bożego. Ktoś, kto dostrzegł wartość Królestwa Bożego jest naprawdę zdolny poświęcić wiele, a nawet wszystko, dla owego, niewątpliwego Skarbu.

I przypowieść o sieci zagarniającej różnego rodzaju ryby. Chyba można by połączyć ją z poprzednią przypowieścią mówiąc, że jest w Królestwie Niebieskim miejsce dla wszystkich, chociaż w ostatecznym rozrachunku nie wszyscy tam wejdą, bo nie wszyscy zdołali rozpoznać Jego wartość … Smutne i bardzo bolesne, a nawet przerażające, ale jest to nic więcej tylko konsekwencja naszej wolności, ofiarowanej nam przez Stwórcę. Zawsze mogę odrzucić Bożą propozycję, zawsze mogę (bo jestem wolny) wybrać pozorne skarby i wartości mniejsze lub pseudo-wartości, a zlekceważyć wartość i skarb największy. Zawsze mogę bo Bóg dał mi wolność i ode mnie zależy jaki z niej zrobię użytek …

Obym w zalewie wartości pozornych i doczesnych nie przeoczył wartości największej.

XVI Niedziela w ciągu roku – A

Mdr 12:13-19
Nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie sądzisz niesprawiedliwie, Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie.

Rz 8:26-27
Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.

Mt 13:24-43
Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza.

Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach.

Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło.

To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata. Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście!
On odpowiedział: Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!

Jestem pszenicą czy kąkolem?

Czytając przypowieści dzisiejszej Ewangelii zadaję sobie wiele pytań. A jedno z nich to pytanie o to, jak rozwija się rzeczywistość Królestwa Bożego we mnie samym? W przypowieści o chwaście posianym pomiędzy pszenicę warto sobie też zadać pytanie: „Czy jestem dobrą pszenicą przynoszącą obfity plon, czy może tylko chwastem posianym przez nieprzyjaciela?” Czy przy końcu czasów, kiedy nadejdzie dzień żniwa zostanę zebrany do spichrza, czy też przeznaczony na spalenie jak nieużyteczny chwast?

Jest jednak i inny problem jaki pojawia się w czasie lektury tej przypowieści. Można ją odczytać w bardzo przewrotny sposób. Wielu ludzi odczytuje w niej zachętę do bierności wobec zła, do tolerancji zła w imię jakiejś dziwnej i pomieszanej grzeczności lub cierpliwości nawet samego Pana Boga. Argumentują: „przecież sam Chrystus kazał czekać z wyrywaniem chwastów do żniw”. Ale czy rzeczywiście kazał? Czy to właśnie można znaleźć w wyjaśnieniu przypowieści danym Apostołom? Czy rzeczywiście mam być bierny, pasywny, nijaki wobec zła które pleni się we mnie i dookoła mnie? Czy Boża cierpliwość może być zachętą do permisywizmu i liberalizmu, do pozwalania sobie na wszystko w imię fałszywe rozumianej tolerancji? Czy można rzeczywiście postawić znak równości pomiędzy kąkolem i pszenicą, złem i dobrem? Czy tego naprawdę naucza Chrystus w tej przypowieści? Tego rodzaju swoista „egzegeza” tej przypowieści jest niebezpiecznym przeinaczaniem jej sensu i całego nauczania Jezusa. Nawoływać bowiem do bierności czy pasywności wobec zła i uzasadniać to twierdzeniem: „przecież Bóg jest cierpliwy i czeka aż do żniw”, to jakaś przewrotność, która nie ma nic wspólnego z nauczaniem Chrystusa. Warto jednak dokładniej prześledzić wyjaśnienia samego Chrystusa do tej przypowieści.

Czytając przypowieść o ziarnku gorczycy warto zapytać samego siebie, czy Królestwo Boże rozwija się we mnie, czy też jest rachityczne i niedorozwinięte? Skończyłem swoją religijną edukację w szkole podstawowej i …. nic więcej. Królestwo Boże we mnie zamarło, zatrzymało się w rozwoju. nie wzrasta, nie rozwija się w mocne i potężne drzewo.

I w końcu czytając przypowieść o zaczynie, znowu kilka pytań i refleksji. Z jednej strony, czy ja sam jestem właśnie takim zaczynem, który religijnie stymuluje środowisko w którym żyję, czy też jestem raczej nijaki, bez wyrazu, bez smaku, jak zwietrzała sól? Ale z drugiej strony czy dbam o to, aby i we mnie Królestwo Boże działało na zasadzie zaczynu, czy poszukuję takich właśnie momentów i wartości w moim życiu, które by -na zasadzie zaczynu- we mnie działały? Czy może raczej zagłuszam w sobie ten głos, który chce mnie prowadzić?

Wiele takich i tym podobnych pytań zadaję sobie czytając przypowieści dzisiejszej Ewangelii. Warto je sobie zadawać, aby nie zgnuśnieć, aby nie stać się bezużytecznym kąkolem, zwietrzałą solą, kwasem zakwaszającym, ale nie powodującym fermentacji, drzewem nie przynoszącym owoców …

Oby wzrastała we mnie rzeczywistość Królestwa Bożego,
obym jej nie uśmiercał swoją gnuśnością ….

XV Niedziela w ciągu roku – A

Iz 55:10-11
Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.

Rz 8:18-23
Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując – odkupienia naszego ciała.

Mt 13:1-23
Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.
Kto ma uszy, niechaj słucha!
Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.
Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy!
Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.

Niektóre ziarna padły na drogę …

Bardzo często doświadczamy w naszym osobistym życiu tego o czym mówi Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Często słyszymy Jego słowo, zachwycamy się nim, widzimy w nim mądrość i wartości jakie w sobie niesie, ale jakoś dziwnie szybko o nim zapominamy. Różnego rodzaju ptaki je wydziobują, troski dnia powszedniego je zagłuszają, wysycha i więdnie w nas, bo jest bez korzenia. A my na to pozwalamy, nie staramy się tegoż ziarna w sobie zachować, nie dbamy o jego wzrost i rozwój. Czyż i nam miałby Chrystus zarzucić: „Słuchacie a nie rozumiecie, patrzycie a nie widzicie, bo stwardniało wasze serce i uszy wasze stępiały”?

Jak to się dzieje, że o tylu już lat słucham Słowa Bożego, chociażby tylko w czasie niedzielnych Mszy świętych i jakoś jest mi ono nadal obce, nie rozumiem go i nawet nie próbuję zapamiętać?

Pracując jeszcze w Polsce zrobiłem taki mały eksperyment. Po niedzielnych Mszach świętych wychodziłem przed kościół i w przyjacielskiej rozmowie pytałem znajomych o różne drobne wydarzenia minionego tygodnia. Było to w czasie jakichś rozgrywek piłkarskich, więc pytałem o wyniki meczów, o to kto strzelił bramkę, w której minucie … itp. drobnostki. I co ciekawe większość z nich była doskonale w tym zorientowana. Tylko nieliczni usprawiedliwiali się, że ich to za bardzo nie interesuje, lub że nie pamiętają. na zakończenie takiej rozmowy zadawałem jeszcze jedno niewinne pytanie: „A czy pamięta Pani (Pan) jakie były czytania dzisiejszej Mszy świętej?” I co ciekawe tylko nieliczni, bardzo nieliczni umieli mi na to pytanie odpowiedzieć. Większość usprawiedliwiała się brakiem pamięci, znużeniem, nieuwagą …. Jednym uchem wleciało, drugim … uleciało … ptaki niebieskie wydziobały, ciernie zagłuszyły, słońce wypaliło … Słowo Boże z mego serca ….

Daj mi Panie uwagę i skupienie w słuchaniu Twego Słowa,
abym nie był jałowym polem, drogą po której wszyscy przechodzą, ziemią wyschniętą.

Homilia alternatywna

Utopieni w słowach bez znaczenia

Zdewaluowało się słowo w dzisiejszym świecie. Cieknie one zewsząd w nadmiarze i topi nas swoją pustką i bezsensem. Bezsensowne i okrągłe mowy polityków, jałowe dyskusje, które do niczego nie prowadzą, wszechobecna i arogancka reklama, hałaśliwa muzyka … wszystko to powoduje, że nasz słuch tępieje, ze wyłączamy się i nie słuchamy co się do nas mówi. Widoczne to jest na przykład w rozmowach między ludźmi, ktoś coś mówi, a jego słuchacz bezwiednie kiwa głową i beznamiętnie powtarza: „no, no, tak, oczywiście” zupełnie nie zwracając uwagi na to co inny do niego mówi. Jesteśmy zmęczeni hałasem, szumem, potokami i strumieniami lejącego się zewsząd słowa, które nie niesie ze sobą żadnych istotnych treści. I aby się przed tym bronić zamykamy uszy. Niby słuchamy, ale nie słyszymy, czasami słuchamy i słyszymy, ale nie rozumiemy, a nawet kiedy rozumiemy to niejednokrotnie nie akceptujemy tego co słyszymy. Pojawia się jakaś wielostopniowa i wielopoziomowa głuchota. Słuchając i słysząc, rozumiejąc i nawet czasami akceptując, niejednokrotnie nie umiemy lub po prostu nie chcemy pójść za usłyszanym słowem, zastosować tego na co wyraziliśmy nawet naszą zgodę.

Dobrze, że się w ten sposób bronimy przed zalewem i powodzią słów bezsensownych, bez znaczenia, bez głębszej, wewnętrznej treści. Inaczej przecież nasz system nerwowy eksplodowałby w krótkim czasie z przesytu i nadmiaru absurdu, który nas próbuje zagarnąć. Co więcej, rozpowszechniony sceptycyzm i relatywizm powoduje, że do wszystkiego odnosimy się z dużą rezerwą, że wszystko co do nas dociera odbieramy i przyjmujemy z nieufnością i podejrzliwością, zostawiając sobie zawsze furtkę w postaci: „może tak, a może nie, kto to wie?” I znowu należy powiedzieć: „to dobrze, że jesteśmy nieufni, bo gdybyśmy tak wszystko przyjmowali bezkrytycznie, to przecież tyle bzdur i zła próbuje się nam wciskać, że od ich nadmiaru można by zwariować”.

Z drugiej jednak strony ten wszechobecny i męczący hałas i szum, wszechogarniający sceptycyzm i podejrzliwość mają i swoje ujemne skutki. Wszystkie te systemy obronne przenosimy bowiem bezkrytycznie na stosunek do Słowa Bożego. Nie słuchamy Go, wyłączamy się i Ono do nas nie dociera. A kiedy nawet do nas dociera, bardzo często nie zdajemy sobie trudu, aby je zgłębić czy zrozumieć. Niejednokrotnie nawet zrozumiawszy, nie chcemy Go zaakceptować, bo zbyt wiele od nas wymaga, bo jest czasami dla nas za bardzo radykalne. Słuchając jesteśmy głusi, rozumiejąc nie chcemy przyjąć, przyjmując nie umiemy Słowa Bożego wprowadzić w czyn, bo tak wiele nam w tym przeszkadza.

O tym wszystkim mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii używając paraboli o siewcy, podsumowując ją na zakończenie: „Słuchacie a nie rozumiecie, patrzycie a nie widzicie, bo stwardniało wasze serce i uszy wasze stępiały” Czy zdajemy sobie sprawę z tego, ze w ten sposób odcinamy się od Prawdy, od Życia, od samego Boga, Który przecież posłał swoje Słowo Przedwieczne nie po to, aby Ono nas zalało powodzią bezsensu i pustki, ale po to, aby nas zbawić?

I tak oto -z naszej winy- Słowo Boże pozostaje bezskuteczne i bezowocne w naszym życiu, bo słuchając Go nie słyszymy, nie rozumiemy, nie akceptujemy, nie zgłębiamy i nie wprowadzamy w życie, bo wydziobują je ptaki sceptycyzmu, bo zagłuszają je ciernie lenistwa i trosk codziennych, bo wysycha ono na pustyni naszych zatwardziałych serc.

A gdybyśmy Je przyjęli wydałoby Ono w nas plon … wielokrotny plon dobra.