VII Niedziela w ciągu roku – B

Iz 43,18-19,21-22,24b-25

Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę. Lecz ty, Jakubie, nie wzywałeś Mnie, bo się Mną znudziłeś, Izraelu! Raczej Mi przykrość zadałeś twoimi grzechami, występkami twoimi Mnie zamęczasz. Ja, właśnie Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów.

2Kor 1,18-22

Bóg mi świadkiem, że w tym, co do was mówię, nie ma równocześnie tak i nie. Syn Boży, Chrystus Jezus, Ten, którego głosiłem wam ja i Sylwan, i Tymoteusz, nie był tak i nie, lecz dokonało się w Nim tak. Albowiem ile tylko obietnic Bożych, w Nim wszystkie są tak. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze Amen Bogu na chwałę. Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie, i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych.

Mk 2,1-12

Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga? Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego.

Twoje grzechy są odpuszczone

Odpuszczenie grzechów, to nie magiczna, szamańska praktyka, formułka, której skutków nie widać ani nie czuć. To najbardziej wewnętrzne uzdrowienie człowieka, to ingerencja w jego istotę, w jego najgłębsze struktury, w jego osobowość i w jego człowieczeństwo. Ingerencja zbawcza i lecząca. To sam Bóg dotykający człowieka i odnawiający go w jego najgłębszej warstwie, w jego najbardziej intymnej rzeczywistości. Tylko, że taka ingerencja nie może się dokonać w sposób mechaniczny, rutyniarski i bezmyślny. Sam człowiek musi współpracować z tym odnawiającym aktem Boga, bo bez tej współpracy ze strony człowieka, Bóg jest niestety bezsilny.

Podstawowym zaś warunkiem, warunkiem niejako sine qua non jest WIARA. Bez wiary, że Bóg może odpuścić człowiekowi grzechy, że może go uleczyć, że może go odnowić, postawić na nogi, bez tej wiary nic się nie dokona! I tylko ci, którzy wierzą mogą doznać cudu uleczenia, cudu odnowy, przemiany, mogą podnieść się i iść o własnych siłach. Ci, którzy nie wierzą nic nie zobaczą, nic nie doświadczą, nie zerwą ze swoją przeszłością i nie zostaną uleczeni.

Odpuszczenie grzechów, którego Bóg dokonuje w Sakramencie Pokuty nie jest jednak tyko uniewinnieniem, ułaskawieniem, lub darowaniem kar. Jest czymś znacznie więcej. Jest odrodzeniem, uleczeniem człowieka, jest nowym początkiem. I tu także potrzebna jest współpraca człowieka. Łaska Sakramentalna musi trafić na podatny, dobry grunt, aby tam mogła dokonać cudu. Jeśli tego gruntu nie przygotuję, jeśli z Łaską nie będę współdziałał, jeśli po Spowiedzi nie podejmę wysiłku współpracy, na nic się nie zda moje uleczenie. To do jawnogrzesznicy Pan wyraźnie powiedział: „Idź i nie grzesz więcej”. Nic nie dzieje się tu automatycznie i magicznie, bez udziału człowieka.

Pan ma moc działania cudów w naszym życiu, ale my musimy Mu na to przyzwolić, oddać się w Jego leczące ręce.

Reklamy

VI Niedziela w ciągu roku – B

Kpł 13,1-2. 45-46

Dalej powiedział Pan do Mojżesza i Aarona: Jeżeli u kogoś na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama, która na skórze jego ciała jest oznaką trądu, to przyprowadzą go do kapłana Aarona albo do jednego z jego synów kapłanów. Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.

1Kor 10,31-11,1

Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie Nie bądźcie zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego, podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim pod każdym względem nie szukając własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni. Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa.

Mk 1,40-45

Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Panie, jeśli chcesz możesz mnie uzdrowić

Czyż to nie jest nieszczęście być trędowatym? W Polsce nie mamy o tym pojęcia, bo nie ma u nas ludzi chorujących na tę chorobę. Są jednak kraje we współczesnym świecie, gdzie jest to nadal poważny problem. Pracując od kilku lat na misjach w Afryce, miałem okazję wiele razy widzieć trędowatych, rozmawiać z nimi i słuchać ich utyskiwań. Choroba zaczyna się od niewielkich żółtych plam na ciele, które z czasem rosną, stają się twardsze i ropiejące. Nie można sobie z nimi poradzić. Ciało w tych miejscach zaczyna gnić i odpadać. Są to najczęściej palce u rąk i nóg, ramiona, czasami policzki, lub oczodoły … Trędowaty straszy swoim wyglądem, ludzie się od niego odsuwają, uciekają. On sam jest świadom, że stał się wyrzutkiem społeczeństwa, że jego miejsce nie jest już wśród zdrowych. Dotknięte chorobą części ciała -najczęściej kończyny, twarz- stają się kalekie, gniją, cuchną, ropieją i po jakimś czasie obumarłe odpadają. To straszna choroba. Tylko cud może tu coś zmienić, pomóc, zaradzić.

Z grzechem jest tak samo. Zaczyna się -jak z trądem- od niewielkich, czasami niezauważalnych zmian, zażółceń naskórka. A później … coraz szybciej, w nieodwracalny sposób wszystko zaczyna gnić, odpadać, cuchnąć … Ludzie się od ciebie odsuwają, uciekają, stajesz się wyrzutkiem społeczeństwa. Zdaje ci się (na początku), że jest to niegroźne, że można sobie z tym poradzić, coś zmienić … że to uleczalne. A choroba rozwija się coraz szybciej i zatacza coraz szersze kręgi, powodując coraz większe zniszczenia i spustoszenia. Stajesz się trędowatym. Te strupy i rany pokrywają coraz większe powierzchnie twego życia i sam już sobie z tym nie poradzisz! Wołaj póki czas: „Panie ! jeśli chcesz, tylko Ty możesz mnie oczyścić!” A usłyszysz: „Chcę! bądź oczyszczony.”, bo On do chorych przyszedł i do trędowatych, do zadżumionych i grzeszników, a nie do zadowolonych z siebie i zdrowych zarozumialców.

A iluż takich „trędowatych” potraktowaliśmy brutalnie, wyrzucając ich poza nawias społeczności? To tylko Chrystusa stać na gest dobroci: „Jezus zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: Chcę, bądź oczyszczony!”. My ???? opatrzyliśmy takiego delikwenta etykietką „nietykalny – trędowaty”.

V Niedziela w ciągu roku – B

Hi 7,1-4.6-7

Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty. Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczono mi noce udręki. Położę się, mówiąc do siebie: Kiedyż zaświta i wstanę? Lecz noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku. Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna.

1Kor 9,16-19.22-23

Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia. Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam. Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział.

Mk 1,29-39

Jezus zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają. Lecz On rzekł do nich: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Panie, wszyscy Cię szukają

Cierpiący Hiob i tłumy znoszące swoich chorych do Chrystusa, to coś co bardzo łatwo wyobrazić sobie w dzisiejszych czasach. Ludzkość dokonała ogromnego postępu, sięgnęliśmy gwiazd, ale choroby, cierpienia i śmierci nie udało się zlikwidować. Wydaje się nawet, że jest jej jakby więcej, tylko wstydliwie ukrywanej przed oczami tłumów. O chorobie i cierpieniu się nie mówi, bo to wstyd dla człowieka Xxi wieku.

A Chrystus Uzdrowiciel, Który jednym prostym gestem leczący najpoważniejsze choroby duszy i ciała … jakże bardzo byłby nam dzisiaj potrzebny, przy naszej chorej Służbie Zdrowia … a może i ją także by uzdrowił?

Tak, Chrystus na pewno jest poszukiwany także i dzisiaj. I to nie tylko jako Cudowny Lekarz ludzkich chorób fizycznych, psychicznych i duchowych. On jest także poszukiwany, jako Przyjaciel, jako Droga, jako Sens, jako Szczęście, jako Prawda, a w końcu jako samo Życie. Ale skoro jest tak bardzo poszukiwany, to dlaczego tak niewielu Go znajduje … ?

Chyba dlatego, że Jego wyznawcy nie umieją Go innym pokazać. A ja? Jakim jestem chrześcijaninem, jakim uczniem Chrystusa? Skoro tak bardzo Go wszyscy szukają, to dlaczego nie umiem Go innym pokazać? Mogę to przecież zrobić nie przez napuszone i wielkie słowa, ale przez proste i czytelne gesty, przez dobre życie, przez dobro świadczone na co dzień wobec innych, przez życzliwość, serdeczność, uprzejmość, miłosierdzie, przez wyrozumiałość, usłużność, altruizm …

A dlaczego tak nie jest? Dlaczego nie ukazuję? Czyżby dlatego, że to tak trudno? A przecież od innych tego samego oczekuję, na to samo liczę, to samo chciałbym uzyskać. Bo dookoła mnie tacy sami chrześcijanie i uczniowie Chrystusa … A może dlatego, że chrześcijaninem, katolikiem, uczniem Chrystusa jestem tylko w niedzielę, od święta i we Wigilię, lub przy okazji jakiejś akcji charytatywnej?

„Panie, gdzie się ukryłeś? Wszyscy Cię szukają?” Ja sam Cię ukryłem w mojej malutkiej, niedzielnej, prywatnej religijności od święta …

IV Niedziela w ciągu roku – B

Pwt 18,15-20

Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał. Właśnie o to prosiłeś Pana, Boga swego, na Horebie, w dniu zgromadzenia: Niech więcej nie słucham głosu Pana, Boga mojego, i niech już nie widzę tego wielkiego ognia, abym nie umarł. I odrzekł mi Pan: Dobrze powiedzieli. Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty, i włożę w jego usta moje słowa, będzie im mówił wszystko, co rozkażę. Jeśli ktoś nie będzie słuchać moich słów, które on wypowie w moim imieniu, Ja od niego zażądam zdania sprawy. Lecz jeśli który prorok odważy się mówić w moim imieniu to, czego mu nie rozkazałem, albo wystąpi w imieniu bogów obcych – taki prorok musi ponieść śmierć.

1Kor 7,32-35

Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi. Mówię to dla waszego pożytku, nie zaś, by zastawiać na was pułapkę; po to, byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu.

Mk 1,21-28

Jezus przyszli do Kafarnaum. Zaraz w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

Głoszenie Chrystusa z mocą

Dobrze by było mieć takie możliwości i głoszone kazanie poprzeć jakimś spektakularnym cudem, np. uzdrowieniem, czy rozmnożeniem chleba, a jeszcze lepiej pomnożeniem złotówek w portfelach słuchaczy. Wtedy słuchaliby nas chętnie, tłumy waliłyby do kościołów drzwiami i oknami. I też by mówiono z podziwem: „… nowa jakaś nauka z mocą …” Ale … nic z tego. Nie ma tak łatwo i tak prosto. Głoszenie Słowa Bożego dzisiaj, tak zresztą jak i zawsze to raczej beznadziejna sprawa. Chrystusa słuchano kiedy mówił o niezwykłych rzeczach, a jeszcze bardziej, kiedy to co mówił – popierał niezwykłymi cudami. Ale kiedy stawiał moralne wymagania, kiedy ganił i nawoływał do nawrócenia … aaaa … to już co innego. Pawła słuchano na Areopagu kiedy jego słowa „pieściły uszy słuchaczy” przyzwyczajonych do filozoficznych dysput. Ale kiedy zaczął mówić o sprawach wiary, to od razu usłyszał w odpowiedzi ironiczne: „posłuchamy cię innym razem”.

I dzisiaj też nie jest się raczej słuchanym. A nie daj Boże, żeby zacząć mówić o czymś trudnym, dotknąć jakiejś bolączki … przypomnieć niezmienne moralne wymagania, ooo … to już zakrawa na „wchodzenie z butami do cudzego życia”. I też pewno usłyszałoby się pogardliwe i cyniczne: „gadaj zdrów, posłuchamy cię innym razem”.

A mimo to przecież trzeba umieć głosić Chrystusa z mocą i nie szukać koniunkturalnego pieszczenia uszów słuchaczy. Nie zostaną oni zbawieni przez słowa gładkie i zaokrąglone, ale właśnie przez Słowo Boże, które jest ostre i skuteczne jak miecz obosieczny. Jak w tych ludzkich słowach kaznodziei zawrzeć moc Słowa Bożego? Jak nie utracić Jego skuteczności i nie zamydlić jej przez ugrzecznione i uładzone dyrdymały? Jak jednocześnie nie ranić człowieka moją, ludzką złośliwością i niedelikatnością? Albo nie nudzić moim gadulstwem …? A do tego, jak tu się podobać raczej Bogu niż ludziom w tym, co mówię i jak mówię? Oto dylemat współczesnego sługi Słowa Bożego. I odpowiedź Chrystusa: „Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać.” (J 15,20) Moc jest zawarta w Słowie Bożym i Ono ma być głoszone, a nie moja mądrość.

III Niedziela w ciągu roku – B

Jon 3,1-5.10

Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam. Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak powiedział Pan. Niniwa była miastem bardzo rozległym – na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.

1Kor 7,29-31

Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.

Mk 1,14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Świadkowie Jezusa

Jak Jonasz w Niniwie posłany przez Boga, aby nawoływać do nawrócenia, tak i Apostołowie zostają powołani przez Jezusa, aby być „rybakami ludzi”. W tym obrazie dzisiejsza Liturgia Słowa przynosi nam prawdę o istocie powołania i posłannictwa wybranych przez Boga. Bóg wybiera sobie ludzi, którzy w Jego Imieniu występują i dla Niego „łowią ludzi”. Są oni świadkami rzeczywistości innych, wyższych, wartości nieprzemijających. Są oni tymi, którzy upominają i przypominają, tymi, którzy jak Jan Chrzciciel przygotowują drogi dla Pana i jak sam Chrystus, zapowiadają bliskość Królestwa Bożego. Jak Jonasz i Jezus nawołują do nawrócenia i zmiany obyczajów, do porzucenia starego trybu życia i do odwrócenia się od zła.

Nie zawsze to przypominanie i nawoływanie jest łatwe, najczęściej jest ono wbrew ludzkim pragnieniom i ludzkim interesom. Najczęściej ludzie nie chcą słuchać tego, co mają oni do powiedzenia w imieniu Boga. Najczęściej jest to „głos wołającego na pustkowiu”. A przecież to jest jedyne, co mogą robić i do czego zostali powołani. Chociaż czasami ich styl życia nie odpowiada temu co głoszą. Chociaż czasami i oni upadają i grzeszą, bo są ludźmi a nie aniołami, to jednak ich zadanie zostało wyraźnie określone w ich powołaniu. To nie oni wybrali, to nie oni zdecydowali, to oni zostali wybrani i posłani, czasami nawet wbrew swej woli czy pragnieniu. Przypomnijmy historię powołania Jonasza, jak się wzbraniał i uciekał … Przypomnijmy historię św. Piotra, którego Chrystus uczynił skałą (zmieniając mu imię z Szymona na Kefas), a który tak łatwo się zaparł i innych, którzy uciekli w godzinie próby. Pan nie wybiera herosów i bohaterów, Pan nie opiera swojego Kościoła na „nieomylnych i doskonałych”, bo tylko On jest Nieomylny i Doskonały. Pan wybiera słabych ludzi „aby się nikt nie chełpił i nie wynosił” (1Kor 1,25) i daje im zadanie nawoływania, napominania, karcenia, aby czynili to nie w swoim, ale w Jego Imieniu. Aby nie siebie za wzór stawiali i nie pysznili się i nie wynosili, ale aby z pokorą świadczyli o Ostatecznej Prawdzie. Aby nawracali nie dla siebie i nie dla siebie łowili, ale dla Pana.

Warto o tym pamiętać ilekroć przyjdzie pokusa krytyki czy nawet zwątpienia. Warto o tym pamiętać, kiedy z ust tych, których posłał Pan słyszymy słowa trudne i upominające. „Słów ich słuchajcie, bo dobrze mówią, choć uczynków ich nie naśladujcie”.