III Niedziela Adwentu – A

Czytania: Iz 35:1-6a.10; Jk 5:7-10; Mt 11,2-11

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Przychodzimy na Mszę św. nie z ciekawości, ale aby uczestniczyć w Eucharystii, w dziękczynieniu, aby ustawicznie być przemienianym w Ciało Chrystusa, Które podczas Mszy św. spożywamy. Uczestnictwo w Mszy jest też przygotowywaniem drogi dla Pana, aby był On coraz bardziej widoczny w naszym codziennym życiu. Aby jednak godnie w tej Eucharystii uczestniczyć uznajmy nasze grzechy i prośmy Boga o wybaczenie naszych błędów i grzechów.

Iz 35:1-6a.10

Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.

Jk 5:7-10

Trwajcie więc cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie.

Mt 11:2-11

Tymczasem Jan, skoro usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.

JCH

Czy Jezus jest Tym, na Którego czekamy?

Czy my w ogóle na Niego czekamy? Przechodzi obok nas, dokonuje rzeczy niezwykłych, a my nawet tego nie zauważamy, pochłonięci „robieniem pieniędzy”. Niektórzy z nas zdają sobie nawet z tego sprawę. Dostaję coraz więcej listów z takimi lub podobnymi słowami: „… przytłacza mnie ta szara rzeczywistość, zarabianie pieniędzy i cała ta bezsensowna pogoń, i naprawdę bardzo chciałbym się z tego kręgu wyrwać. Szukam ku temu jakiejś sposobności. Ale zdaje się, że to nie będzie takie łatwe. Byłoby to dla mnie korzystne, bo pozwoliłoby mi oderwać się od wszelkich spraw codziennych, od uzależnień i przywiązań, od pogoni za pustką. Ale nie wiem jak się do tego zabrać?

Niektórzy jeszcze czekają, szukają, starają się nie dać pochłonąć, ale większość … już dawno pozwoliła się wciągnąć w maszynkę rutyny, robienia grosza, szukania wygód i zaspokajania swoich najbardziej wyszukanych potrzeb i zachcianek. Czy to jest jeszcze życie? Czy to ma w ogóle sens, być maleńkim trybikiem w ogromnej maszynie bezsensownych zachcianek i sztucznie podsycanych potrzeb? Jezus przyszedł, aby nas od tego uwolnić, aby nam pokazać, że nasze życie nie musi być wcale zredukowane, do zarabiania, oszczędzania, ciułania, pogoni za pieniądzem, robienia kariery, wzajemnego podgryzania się … i ostatecznie do „pogoni za pustką”.

Jezus przyszedł, aby nam pokazać, że to wcale nie chodzi o „miękkie szaty” i godności, o zaszczyty, bogactwo i dobrobyt. Jezus przyszedł, aby nam przynieść pokój prawdziwy, wewnętrzny pokój, przekonanie, że moje życie dobrze przeżyłem, że ono naprawdę ma sens, chociaż być może niewiele się dorobiłem. Jezus przyszedł, aby nam pokazać, że bardziej liczy się prawda i sprawiedliwość niż nowy samochód, wytworny ciuszek, czy nawet intratna posadka.

Nie był negatywistą i nie proponował, aby wszyscy zostali abnegatami lub mnichami. Ale wydaje się jakby mówił: „Ludzie kochani! nie dajcie się zwariować! Przecież życie wasze, to coś więcej niż tylko gromadzenie dóbr materialnych„. Czy my nie widzimy, że świat „biznesu” próbuje nas właśnie „zwariować”? Czy my nie widzimy, że wmawia się nam coraz większe potrzeby i udowadnia, że coraz bardziej nam tego lub owego brakuje? A my idziemy na lep i dajemy się omamić? Nawet kosztem innych, kosztem prawdy, kosztem sprawiedliwości, kosztem spokojnego sumienia, kosztem własnego zdrowia.

Czasami przechodzi obok Jan Chrzciciel, próbuje nami wstrząsnąć, poruszyć, przywołać nas do porządku … ale jakoś go nie zauważamy, albo jeśli już, to traktujemy go jako swoiste kuriozum, ewenement, człowieka nie z tej ziemi, odludka, dziwaka, którego nikt poważnie nie może traktować. Jan Chrzciciel zawsze był i będzie człowiekiem niewygodnym, wyrzutem sumienia, a takich lepiej w ogóle unikać …

Przychodzimy do kościoła może nie po to, aby oglądać człowieka w miękkie szaty odzianego, ale może po to, aby posłuchać człowieka „miękko mówiącego”, nie wymagającego, nie mówiącego o grzechu … iluż to ludzi odeszło od Kościoła, od Chrystusa, bo spotkali Jana Chrzciciela, który im „wygarnął”?

Nabierzmy trochę dystansu. Popatrzmy na nasze życie z boku i zapytajmy samych siebie:

Czego szukam, na co czekam w moim życiu? Jaki jest sens całej tej szarpaniny?

*******************************

Homilia alternatywna

Priorytety naszego  życia …

Mówiąc w tę trzecią niedzielę Adwentu o Janie Chrzcicielu, Jezus pragnie dać nam nie tylko przykład do naśladowania, przykład życia człowieka, który nie szukał siebie i swoich wygód, ale i głębszą naukę o naszych życiowych priorytetach, o tym co naprawdę jest w ludzkim życiu ważne i co naprawdę się liczy. Święty Jan Chrzciciel to na pewno człowiek bezkompromisowy, nie szukający ani poklasku, ani wygód (… coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą…). To człowiek, który rozpoznając priorytety w swoim życiu staje się prorokiem, zwiastującym przyjście Chrystusa. I dlatego jest on wzorem dla wszystkich uczniów Chrystusa, którzy pragną wejść do Królestwa Niebieskiego. Tylko bowiem taka postawa w życiu, postawa bezkompromisowej wierności Chrystusowi znajdzie swoją nagrodę w dniu ostatecznego przyjścia Pana.

Niestety w świecie współczesnym bezkompromisowa wierność jest ośmieszana. W naszym życiu wystawieni jesteśmy raczej ustawicznie na pokusę niewierności, pod pokrywką tolerancji. Na co dzień zachęcani jesteśmy do życia „na luzie”, do tego, aby nie być fundamentalistą, fanatykiem, radykałem, „zakapiorem”. Świat mówi nam wiele razy dziennie: „take it easy„, „keep smiling„, „wyluzuj„, „odpuść sobie„. W takim świecie Jan Chrzciciel nie jest na pewno wzorem do naśladowania, nie może być uznany ani doceniany. W takiej rzeczywistości liczy się tylko spryt, przebiegłość i i szukanie własnych korzyści. Tak uczy się dzieci, tak formowana jest młodzież, takie modele preferowane są w filmach. Wszystko co nie jest zgodne z tą filozofią liberalizmu i relatywizmu, z mentalnością „maksymalny zysk przy minimalnym zaangażowaniu” jest ośmieszane, poniżane i zwalczane, jest niemodne, przestarzałe, jest wyrazem słabości i wstecznictwa. My po prostu boimy się już być wierni, dobrzy, zaangażowani i uczciwi. Boimy się ośmieszenia, wyrugowania nas poza nawias życia, izolacji. A przecież Jezus oczekuje od nas tylko jednego; całkowitej wierności i zaufania tylko Jemu samemu. Nie obiecuje łatwych zysków, nie obiecuje miękkich szat i wygód, ale proponuje tylko i aż życie wieczne. Jest tylko jeden podstawowy problem, każdy z nas musi sam ustawić sobie właściwe priorytety i być im wiernym. Wiedząc jednocześnie, że sam poniosę konsekwencje moich wyborów.

Chrystus do niczego mnie nie zmusza, do niczego nie zniewala. Proponuje i to w sposób uczciwy, podjęcie niełatwej, ale prowadzącej do wiecznego zbawienia drogi. Po to właśnie przyszedł na ziemię i stał się człowiekiem, aby mi to zaproponować i pomóc w kroczeniu tą drogą. Nikt jednak za mnie tego nie zrobi, nikt nie dokona wyboru w moim imieniu. Nawet Bóg „posyłając swego Jednorodzonego Syna aby świat zbawił” ostateczną decyzję pozostawił każdemu z nas. Ja sam muszę ustawić sobie priorytety w swoim życiu i być im wierny. On zawsze jest po mojej stronie i zawsze gotowy do pomocy, do wybaczenia, do wsparcia swoją łaską, ale ja sam mszę dokonać wyboru, podjąć decyzję i być jej wiernym.

  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – Boże, Który w osobie Twego Jednorodzonego Syna posyłasz nam Zbawiciela i Odkupiciela, pomóż nam rozpoznać Twoją wolę i wiernie ją w naszym codziennym życiu realizować, na wzór świętego Jana Chrzciciela.

  • Módlmy się za Papieża Franciszka, aby swoim nauczaniem i pasterską posługą wskazywał nam priorytety na wzór Jana Chrzciciela „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za biskupów, kałanów i osoby zakonne, aby ustawicznie potwierdzali swój wybór wyłącznej służby Bogu i tym samym byli wzorem dla naszego oddania się Miłosiernemu Ojcu „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za tych, którzy oddalili się od Chrystusa, wybierając życie łatwe i przyjemne, życie bez odpowiedzialności i bez przykazań, aby z pomocą Maryi Matki Syna Bożego odnaleźli prawdziwe wartości i byli im wierni „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za młodzież, która szczególnie narażona jest na pokusy świata i na ułudę powierzchowności, aby znalazła dobrych i mądrych wychowawców, prowadzących ją do Boga „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za naszych zmarłych, aby pożyciu pełnym trosk i ustawicznego poszukiwania wierności Bogu zostali nagrodzeni wiecznym życiem z Chrystusem, Którego wybierali w swym życiu doczesnym „Ciebie prosimy” …
  • Módlmy się za nas samych, abyśmy z mądrością umieli rozpoznawać nasze priorytety i z wiernością za nimi podążali „Ciebie prosimy” …

Zakończenie – Wszechmogący Ojcze udzielaj nam ustawicznie Twojej wspierającej łaski na drodze do Królestwa Twojego Jednorodzonego Syna, Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego. Amen.

  1. Słowo „przed rozesłaniem”

Przemienieni przez uczestnictwo w Eucharystii mamy stawać się coraz bardziej Ciałem Chrystusa w  życiu  świata. Niech jednym z podstawowych priorytetów tego życia będzie właśnie regularne uczestniczenie we Mszy świętej i odnawianie naszej wiary i zaufania Bogu u źródła, jakim jest Jezus Eucharystyczny.

II Niedziela Adwentu – A

Czytania: Iz 11:1-10; Rz 15:4-9; Mt 3:1-12

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Eucharystia, to zwracanie się do Boga, to przyjście do Jezusa Chrystusa, Który ma moc przemienienia naszego życia. I dlatego na początku musimy otworzyć Mu nasze serca, stanąć w prawdzie i uznać nasze słabości i grzechy, aby On mógł nas uleczyć i nawrócić. Oczekiwanie na przyjście Pana powinno zawsze być połączone z „prostowaniem ścieżek naszego życia”.

Iz 11:1-10

I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze. Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę, i sławne będzie miejsce jego spoczynku.

Rz 15:4-9

To zaś, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało i dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dlatego przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was – ku chwale Boga. Albowiem Chrystus – mówię – stał się sługą obrzezanych, dla okazania wierności Boga i potwierdzenia przez to obietnic danych ojcom oraz po to, żeby poganie za okazane sobie miłosierdzie uwielbili Boga, jak napisano: Dlatego oddawać Ci będę cześć między poganami i śpiewać imieniu Twojemu.

Mt 3:1-12

W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki. Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny. Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.

II Niedz Adw

Homilia

Głos wołającego na pustkowiu … głos nie słuchany …

Wstrząsające są słowa św. Jana Chrzciciela z dzisiejszej Ewangelii. Wstrząsające i … nie słuchane. Jan nadal woła na pustkowiu i nikt go nie chce usłyszeć. „Nawracajcie się … przygotujcie drogi Panu … prostujcie ścieżki dla Niego”. Słyszałem te słowa i ja wielokrotnie, nawet w dzisiejszej Ewangelii … i co? Jednym uchem wleciało, drugim wyleciało. Tyle już adwentów było w moim życiu i tyle szans danych mi przez Boga na zmianę życia, na nawrócenie i co? Kiedy Jan mówi: „Już siekiera do korzeni drzew jest przyłożona … za mną idzie ten, Który ma wiejadło w ręku i oddzieli plewy od pszenicy” – słucham tego -być może nawet pobożnie- i zapominam, albo mówię sobie: „to nie do mnie, to do innych”.

Nawoływanie Jana jest nadal wołaniem na pustkowiu współczesnego świata. Nikt nie traktuje poważnie jego słów i upomnień. Nikt nie chce uznać, że ma coś do wyprostowania w swoim życiu, do naprawienia, do zmiany, do oczyszczenia … Jan woła, a świat patrzy na niego jak na dziwaka, odludka i katastrofistę.

Nikt go nie słucha, a nawet jeśli słucha to nie bierze poważnie jego słów. Tak chętnie prostowałbym drogi, ale innym, tak chętnie nawracał, ale innych … Ja …? Nie mam nic do zmiany.

Trzeba wielkiej pokory żeby przyjąć i uznać słowa św. Jana, ale też trzeba najpierw przestać być głuchym, żeby je usłyszeć. W zalewie przedświątecznych przygotowań, szaleństwie zakupów „mikołajkowych” i gwiazdkowych nie mamy czasu, nie chcemy usłyszeć nawoływania św. Jana. Ponad 2.000 lat temu narodził się Zbawiciel świata, ale jakoś dziwnie nie przyszedł On jeszcze do wielu spośród Jego wyznawców, bo ich drogi nadal są kręte, bo ich ścieżki nadal pogmatwane, bo ich uszy nadal pełne wrzasku i hałasu, a ich serca zatwardziałe. Gdzie pszenica, a gdzie plewy w moim życiu? Czy rozdzielenie  ziarna i kąkolu, dobra i zła ma się rzeczywiście dokonać dopiero przy sądzie ostatecznym? Ale wtedy -być może- będzie już dla mnie za późno?

Czy nie lepiej posłuchać i potraktować poważnie nawoływanie Jana już teraz?

Trzeba wielkiej pokory i wielkiej uwagi aby usłyszeć i przyjąć poważnie nawoływanie św. Jana. A może zamiast przygotowywać się do świąt, najpierw przygotuj się na „przyjście Pana”?

Nawrócenie – czy to jeszcze coś dla mnie znaczy?

  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – Boże Ojcze, Który przez wcielenie Twojego Syna dałeś nam możliwość ustawicznego nawracania się do Ciebie, nie pozwól aby troski dnia powszedniego, lenistwo i pokusy zagłuszyły w nas pragnienie zjednoczenia z Tobą.

  • Udziel łaski pasterzom Twojego Kościoła; Papieżowi, biskupom i kapłanom, aby przez sakramentalną posługę pomagali nam w codziennym nawracaniu się do Ciebie i prostowaniu naszych dróg. „Ciebie prosimy” …
  • Spraw aby Twój Kościół był na ziemi prostą drogą prowadzącą do Ciebie i życia w Królestwie Niebieskim. „Ciebie prosimy” …
  • Udzielaj nam wytrwałości i odwagi w prostowaniu ścieżek naszego życia.   „Ciebie prosimy” …
  • Tych którzy oddalili się od Ciebie, słabym i wątpiącym ukaż Twoje Miłosierdzie i wzmocnij ich wolę. „Ciebie prosimy” …
  • Naszym zmarłym braciom i siostrom, którzy oczekują na ostateczne zjednoczenie się z Tobą otwórz bramy Twego Królestwa. „Ciebie prosimy” …

Zakończenie – Miłujący Ojcze, prosimy nie pozwól, aby lenistwo, pokusy i troski dnia codziennego oddaliły nas od Twojego Syna Jezusa Chrystusa, Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

  1. Słowo „przed rozesłaniem”

We Mszy Świętej zostaliśmy obdarowani Słowem i Ciałem Pana. Dzielmy się hojnie z innymi tymi darami, które otrzymaliśmy aby inni widząc nasze wysiłki w prostowaniu ścieżek życia chwalili Boga, Który jest Dobrem i Miłością.

I Niedziela Adwentu – A


Czytania: Iz 2,1-5; Ps 122 (121); Rz 13,11-14; Mt 24,37-44

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Eucharystia, w Której uczestniczymy nie jest klubowym zebraniem, towarzyskim spotkaniem czy formą rozrywki lub teatralnego przedstawienia. Eucharystia jest świadomym uczestnictwem w odwiecznej Ofierze Jezusa Chrystusa, jest czuwaniem i oczekiwaniem na powtórne przyjście Pana. Rozpoczynający się dzisiaj okres Adwentu przypomina nam o tym w sposób szczególny. Czekamy na Przyjście Pana.

Iz 2:1-5

Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

Rz 13:11-14

A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.

Mt 24:37-44

A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

czas


Homilia

Słowa św. Pawła z Listu do Rzymian: „A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” są doskonałym motto rozpoczynającego się dzisiaj Adwentu. Prorok Izajasz w pierwszym czytaniu zachęca nas również: „Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!” A Jezus w Ewangelii przestrzega w sposób bezpośredni: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie”.

Co to wszystko jednak znaczy w naszej codzienności? Czy nie jest ona podobna do tej o jakiej mówi Chrystus na początku dzisiejszej Ewangelii? Czy nie jest tak, „jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich,”? Wystarczy rozglądnąć się dookoła i zobaczyć jak bardzo wszyscy zaaferowani i zajęci są doczesnością, robieniem interesów, gromadzeniem dóbr materialnych, zabezpieczaniem sobie dnia jutrzejszego, sprawami doczesnymi. My nie boimy się już nawet potopu,trzęsienia ziemi czy wulkanów, bo nas to jakoś omija.

Kogo w dzisiejszym świecie interesuje przyjście Pana? Kto o tym myśli, kto się tym przejmuje, kogo poruszają słowa św. Pawła: „żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości”? Cały świat współczesny, cała nasza cywilizacja nastawiona jest na doczesność , na szybki sukces, na bezpośrednią gratyfikację i natychmiastowy zysk. Kogo obchodzi jakiś bliżej nieokreślony „Dzień Paruzji”, skoro codzienność przynosi ze sobą tyle kłopotów i zmartwień, tyle realnych wyzwań i trosk?

A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się kiedy przyszedł potop„. Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samo-zadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy … nie czekamy …

Przychodzimy na niedzielną Mszę świętą, niby słuchamy Słowa Bożego i … puszczamy je mimo uszu. Codzienność nasz pochłania … A może warto by było obudzić się z letargu i uśpienia otrząsnąć z tej doczesnej nad-aktywności i zapytać: „co -tak naprawdę- jest najważniejsze w moim życiu”?  Adwent to nie tylko czas oczekiwania na Boże Narodzenie, to nie tylko okres przedświątecznych zakupów i bieganiny za prezentami pod choinkę, ale to przede wszystkim czas przygotowania na przyjście Boga-Człowieka, na spotkanie go w moim życiu, czas czujności i wyczekiwania na coś, co naprawdę jest ważne, a nawet najważniejsze w moim życiu.

Abyś nie przegapił przyjścia Chrystusa i abyś mógł stanąć przed Synem Człowieczym bez lęku i trwogi. A przede wszystkim czuwaj i nie daj się uśpić obietnicom i mirażom ziemskiego dobrobytu.

Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.


Homilia alternatywna

Czy jestem gotowy? Czy jestem czujny?

Jeśli się na coś czeka, to człowiek zazwyczaj nie umie się zająć poważnie żadną inną pracą. Cała jego istota, cała jego osobowość jest nastawiona na to, co ma przyjść. Czy to będzie wizyta kogoś kogo kocham, czy wakacje po długim roku szkolnym, wyjazd na wczasy, lub czekanie na operację w szpitalu. Czekający jest nastawiony na to czego lub kogo oczekuje. Wszystko inne wydaje się w tym momencie (oczekiwania) mniej ważne lub w ogóle nie ważne, bez znaczenia, bez wartości. Cała moja osoba jest nastawiona na wydarzenie na które czekam. Oczekując na pociąg w poczekalni dworcowej „zabijam czas” czytaniem kryminału, przeglądaniem gazety, przygodną i niezobowiązującą rozmową, oglądaniem reklam i wystaw. Nie rozkładam się wtedy z prasowaniem, nie gotuję obiadu, nie robię nic zobowiązującego i angażującego, bo CZEKAM !!!

A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się kiedy przyszedł potop„. Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samo zadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy … nie czekamy …

Co więcej, nie bez przyczyny św. Paweł nawołuje: „rozumiejcie chwilę obecną … odrzućcie uczynki ciemności, a przyobleczcie się w zbroję światła. żyjcie przyzwoicie”. To nie mogą być tylko takie sobie puste słowa, pobożne gadanie bez znaczenia. Okres Adwentu, to okres oczekiwania, okres czujności i gotowości. I –tak naprawdę, to całe życie chrześcijanina jest adwentem, okresem świadomego oczekiwania na przyjście Pana.

Czy ja jednak nie zapomniałem o tym Czy ja nie rozkładam całego mojego kramiku w kolejowej poczekalni? Czy nie zapomniałem, że mój pociąg może w każdej chwili nadjechać, że mogę nie zdążyć się spakować? Czy jestem gotowy do „odjazdu”, do ostatecznej i nieodwołalnej podróży? Czy nie uśpiłem swojej czujności nie tylko codziennymi zajęciami, ale przede wszystkim moimi grzechami; pychą, zarozumiałością, zatwardziałością serca, obojętnością, lekceważeniem moich chrześcijańskich obowiązków? Czas Adwentu ma mi o tym przypomnieć, że CZEKAM!!! Ale czy ja naprawdę czekam? Nie na święta, nie na choinkę, nie na miłą i radosną, rodzinną atmosferę, ale NA PRZYJŚCIE PANA?

Dlatego wy bądźcie gotowi,
bo w chwili, w której się nie domyślacie …


II Homilia alternatywna

Ponadczasowe, uniwersalne wezwanie do czuwania, i do czujności … ale nie straszenie. Po cóż Pan Jezus miałby nas straszyć? Czy w ogóle Pan Jezus nas straszy? Raczej na pewno nas nie straszy i nie o straszenie Mu chodzi … A więc o co? Po co w ogóle te groźne słowa?

Sądzę, że odpowiedzią są pierwsze zdania dzisiejszej Ewangelii:

A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego.

Problem jest właśnie w tym, że człowiek od zarania dziejów jest głuchy i ślepy, że nie widzi bo nie chce widzieć …. zajmuje go tysiące bzdurnych i nieistotnych spraw, jest tak głęboko pochłonięty doczesnością, że rzeczy istotne uchodzą jego uwagi.

Chrystusowi -zapowiadającemu koniec świata- nie chodzi wcale o to, kiedy i jak ma się to dokonać, ale o to że ja mam być na to gotowy przez całe moje doczesne życie. Niestety my zapominamy o tym, że Chrystus ma przyjść i chce nas zastać czuwających, a bardziej interesuje nas  to jak i kiedy, bo to podnosi poziom adrenaliny?

Wobec zmieniających się sytuacji życiowych, politycznych i kulturowych przewrotów, ekonomicznych i społecznych katastrof o wiele łatwiej jest zdobyć się na spekulacje o okolicznościach przyjścia Chrystusa niż na uczciwe życie, które mogłoby nas na to przyjście przygotować. Dlatego np. internet zapełniony jest sensacyjnymi doniesieniami o niezwykłych znakach i przepowiedniach zapowiadających !!!! TAK – KONIEC ŚWIATA!!!!

Z jednej strony bardziej ekscytujące wydają się rozważania o niezwykłych znakach i kataklizmach niż uczciwe życie na co dzień, ale też z drugiej strony gotowi raczej jesteśmy się „modlić” o naprawienie naszych grzechów przez Chrystusa „przychodzącego na obłokach” niż po prostu starać się ich nie popełniać …

Łatwiej jest myśleć o spektakularnym przyjściu Chrystusa, Który naprawi wszystkie nasze błędy i pomyłki,  niż podjąć wysiłek nie popełniania tych błędów i pomyłek, lub naprawiania ich samemu. Rozmyślania o tym kiedy i jak zakończy się świat odwracają naszą uwagę od tego co mamy robić w tej chwili, tu i teraz, aby do Jego przyjścia się przygotować.

I dlatego Jezus nie podaje nam ani daty, ani nie określa w sposób precyzyjny czasu swojego przyjścia, a mówi raczej: „wy bądźcie gotowi (ZAWSZE), bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.”


  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – Ojcze, Który posłałeś swojego Syna Jezusa Chrystusa, aby nas zbawić udzielaj nam ustawicznie łaski czujnego oczekiwania na Jego powtórne przyjście.

  • Pasterzowi Kościoła Powszechnego, Franciszkowiudziel odwagi, męstwa i siły, aby nieustannie przypominał nam o potrzebie czujności, szczególnie w okresie wzmożonych ataków zła i pokus.         „Ciebie prosimy” …
  • Daj kapłanom, sługom Twoim łaskę cierpliwości, wytrwałości i miłości, aby w posłudze konfesjonału niezmordowanie jednali nas z Tobą i okazywali Twoją przebaczająca miłość. „Ciebie prosimy” …
  • Wszystkim członom Kościoła udzielaj męstwa i wytrwałości w czujnym przygotowywaniu się na Twoje powtórne przyjście. „Ciebie prosimy” …
  • Słabym i wątpiącym dodawaj odwagi i ukazuj nieustannie Twoją przebaczającą Miłość i potrzebę ustawicznego nawracania. „Ciebie prosimy” …
  • Zmarłym, którzy oczekują na ostateczne zwycięstwo skróć czyśćcowe cierpienia i otwórz im bramy Twego Królestwa. „Ciebie prosimy” …

Zakończenie – Wszechmogący Boże, nie pozwól, aby troski dnia codziennego przysłoniły nam ponowne przyjście Twojego Syna Jezusa Chrystusa, Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.


  1. Słowo „przed rozesłaniem”

Eucharystia to oczekiwanie na przyjście Pana. Ale to oczekiwanie ma się przedłużać i uobecniać w naszym codziennym życiu. Słowa kończące Mszę Świętą: „idźcie ofiara spełniona” to raczej zaproszenie do czujności i życia tą Ofiarą w codzienności.

III Niedziela Adwentu – B

Iz 61,1-2a.10-11
Duch Pański nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana. «Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty. Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwalba wobec wszystkich narodów».

1Tes 5,16-24
Bracia: Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona.

J 1,6-8.19-28
Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz». A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu…

Głos wołającego na pustkowiu …

Imponuje nam pokora i uniżenie się Jana Chrzciciela. On sam mówi o sobie że jest jedynie głosem wołającym na pustkowiu, wskazując jednocześnie na Tego, który idzie za nim. A był rzeczywiście głosem potężnym skoro sam król Herod się go obawiał. I ten potężny głos Jana Chrzciciela brzmi do dzisiaj, wołając: „Przygotujcie drogę Panu …” Tylko, że nasze drogi pewno już za bardzo pokręcone i za bardzo wykoślawione nasze ścieżki. Tylko, że nasze życie już pewno tak dalekie i odległe od Pana, że nawet Jego przyjście niewiele nas obchodzi. My nie przygotowujemy się już na przyjście Pana. My przygotowujemy się tylko do świąt … Cóż z naszego Chrztu, cóż z nawoływań współczesnych proroków, skoro Bóg coraz dalej w moim życiu i sprawy Jego coraz bardziej obce? Cóż z tego, ze szopka i choinka, skoro to już tylko puste, aczkolwiek piękne i wzruszające symbole? Cóż z tego nawet, że wigilijna wieczerza i sianko, i puste nakrycie … skoro dzisiaj w pracy (w szkole, na ulicy, w pociągu, w tramwaju, w autobusie … ) byłem ślepy i nikogo nie widziałem? Cóż z tego nawet, że pójdę na pasterkę i będę śpiewał kolędy, i wzruszał się pięknem świąt, skoro ścieżek moich nie chcę wyprostować i nadal chodzę krętymi drogami? … To wszystko tylko piękne i puste symbole bez znaczenia w moim życiu, to wszystko tylko szopka i teatr! A moje życie innymi się rządzi prawami, prawami rynku i biznesu, prawami dżungli i silniejszego, prawami kaduka i pięści. Iluż spośród nas tak naprawdę chciałoby coś zmienić, wyprostować, naprawić, przygotować na przyjście Pana? Tak łatwo się wzruszać symbolami i artystycznie poddawać nastrojom chwili. A życie idzie swoją drogą i lepiej, aby mi się w to moje życie Pan Jezus i Jan Chrzciciel za bardzo nie mieszali.

I bolą takie słowa i drażnią, jak bolały i drażniły słowa Jana. I denerwują, niepokoją i kaleczą, bo myśmy się przyzwyczaili, do ludzi i słów w miękkie szaty odzianych. A tenże Jan nie nauczył się jeszcze dyplomacji i powtarza prawie brutalnie: „Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem?” (Łk 3,7) I pytamy, jak faryzeusza (zbulwersowani Jego słowami): „A kimże ty jesteś?” A może warto posłuchać tych niewygodnych słów?

Czy przygotowałem coś więcej, poza swoim mieszkaniem i lodówką?

 

I Niedziela Adwentu – B

Iz 63,16b-17. 19b: 64,3-7

Tyś, Panie, naszym Ojcem, „Odkupiciel nasz” to Twoje imię odwieczne. Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą? Odmień się przez wzgląd na Twoje sługi i na pokolenia Twojego dziedzictwa. Czemu bezbożni wtargnęli w Twoje święte miejsce, wrogowie nasi podeptali Twoją świątynię? Staliśmy się od dawna jakby ci, nad którymi Ty nie panujesz i którzy nie noszą Twego imienia. Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił – przed Tobą skłębiły się góry. Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Wychodzisz naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach. Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie. Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy. A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.

1Kor 1,3-9

Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa! Bogu mojemu dziękuję wciąż za was, za łaskę daną wam w Chrystusie Jezusie. W Nim to bowiem zostaliście wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was, tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski, gdy oczekujecie objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa. On też będzie umacniał was aż do końca, abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym.

Mk 13,33-37

Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!

Homilia

Czy pamiętasz Adwent zeszłego roku? Czyż nie wyglądał tak samo? I pomimo, że od zeszłego roku staliśmy się mądrzejsi, zdobyliśmy więcej umiejętności, staliśmy się starsi, bardziej doświadczeni, to w relacji „ja – Bóg” zatrzymaliśmy się w miejscu. A po świętach z naszą wiarą stanie się to, co się dzieje z dekoracjami świątecznymi –trafi na dno szafy– do następnego roku. Ale czy tak musi być?

więcej tutaj „Biblioteka Kaznodziejska

Czuwajcie, aby Pan nie zastał was śpiących …

Kolejny Adwent w moim życiu, kolejna dana mi szansa na to, abym w końcu dostrzegł, co naprawdę się liczy, co naprawdę jest najważniejsze? Bóg po raz kolejny wychodzi naprzeciw człowiekowi i szuka go z troską. Znowu pozwala się ujrzeć i zbliżyć, a jedynie ode mnie samego zależy, czy Jego wysiłki będę uwieńczone sukcesem, czy po raz kolejny zmarnuję daną mi szansę? Adwent to nie tylko czas oczekiwania na Boże Narodzenie, ale to przede wszystkim czas przygotowania na przyjście Boga-Człowieka, na spotkanie go w moim życiu. A może warto by było obudzić się z letargu i uśpienia? A może warto by było zrobić rachunek sumienia i zobaczyć, jak to naprawdę jest z tym moim życie pełnym samozadowolenia i faryzejskiego uznawania się za lepszego od innych, a jednocześnie pełnym kantów, szwindli i nieuczciwości? A może trzeba by było poprosić: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił”? A może warto w końcu wyprostować swoje ścieżki życiowe i wyrównać drogi?

Sklepy pełne są już świątecznych i mikołajkowych prezentów, pomału rozpoczyna się szaleństwo przedświątecznych zakupów. I szkoda, żeby znowu te cztery tygodnie Adwentu utonęło w przedświątecznej szamotaninie i drugorzędnych przygotowaniach. Będą przecież -w niejednej parafii- adwentowe rekolekcje, będą Msze św. Roratnie, będą okazje do spowiedzi i do rzetelnego przygotowania się do prawdziwego Bożego Narodzenia, a ja … czyżbym znowu miał to przespać lub -okazję do spotkania Boga- zaprzepaścić w szaleństwie mikołajkowych i gwiazdkowych zakupów? I czy moim dzieciom z całych świąt ma pozostać jedynie bardziej lub mniej tandetny prezencik pod choinką?

Panie, obym się przygotował na dzień Twego przyjścia nie tylko zewnętrznie.