zagubieni w cywilizacji …

Jest absolutnym pewnikiem, że cała nasza współczesna CYWILIZACJA, w której żyjemy jest budowana na zupełnie innych zasadach niż chrześcijaństwo! Ekonomia, oświata, obyczajowość, media, kultura, rozrywka, etyka … dosłownie wszystko jest przeciwne wartościom chrześcijańskim, przeciwne rodzinie, przeciwne moralności, przeciwne jakimkolwiek wartościom religijnym czy etycznym.

I nie ma się co łudzić, to się nie zmieni, to będzie się pogarszać a rozdźwięki przepaść będzie się powiększać …

Pytaniem podstawowym jest: „jak ratować katolików, ludzi wierzących z tego stanu schizofrenii ???”   Tak wielu się w tym po prostu gubi …

Reklamy

polecam …

GDZIE MOŻLIWOŚCI MOICH KRES, TAM JEGO POCZĄTEK…

GDZIE JEST KASA?

Rządowe statystyki mówią, że średnia pensja w Polsce to ok. 3600 zł. To znaczy, że średnie składki emerytalne to 703,08 zł miesięcznie – procent. Składki emerytalnej do ZUS jest stały, określony ustawowo. Liczba pracujących na koniec II kw. 2011 to 16.163 mln. Możecie te Dane sami zweryfikować przeglądając oficjalne strony rządowe, sięgając do oficjalnych statystyk GUS i ZUS.

Miłej zabawy.


Ale co z Tego wynika??


BARDZO WIELE, a właściwie BARDZO DUŻO. Dużo czego?? PIENIĘDZY, oczywiście.
Pomnóżcie urzędową i oficjalną liczbę zatrudnionych i oficjalną i bardzo urzędową średnią składkę emerytalną do ZUS. Powinno Wam wyjść miesięcznie 11.375.519.400 zł, czyli ponad jedenaście miliardów trzysta siedemdziesiąt pięć milionów. To gigantyczne pieniądze, a jest to Tylko składka emerytalna. Policzmy dalej: pomnóżcie to razy 12 miesięcy, a wyjdzie na to, że w skali roku jest to 136.506.232.800 zł. Kończą się Wam okienka w kalkulatorze?
Mnie też.

Zatem powiem, że jest to słownie ponad 136 miliardów 506 milionów zł w roku.Mamy w Polsce około 5 mln emerytów, dokładnie – w marcu 2011 – było ich 4,979 mln. To znowu wg oficjalnych, rządowych i jedynie słusznych i poprawnych statystyk.
Rencistów nie liczę, Bo już na pewno nie zmieszczą mi się w kalkulatorze, a poza tym – na nich jest OSOBNA składka!!!.

Wychodzi mi zatem na to, że rocznie jest to średnio 27.301 zł na emeryta, czyli miesięczna emerytura średnio powinna wynosić 2.275,00 zł. Tymczasem średnia emerytura – znowu wg rządowych, oficjalnych i jedynie słusznych i poprawnych statystyk wynosiła w tymże marcu 2011 zaledwie 1721,00 zł. Czyli o 554 mniej niż wynika ze składek wyliczonych na podstawie danych statystycznych rządu RP, GUS, ZUS, KRUS i każdy inny SRUS.
Jak policzycie dalej, to wyjdzie Wam NADWYŻKA rzędu 32% w stosunku do wydatków na Emerytury (czyli średnio ZUS jest na plusie około 2,5 miliarda zł miesięcznie, czyli 30 miliardów Rocznie!!!).

Tymczasem, rząd ubolewa, że budżet dopłaca ponoć do emerytur dziesiątki miliardów rocznie. Jesteście zdumieni?? To przeliczcie jeszcze raz. Też liczyłem, bo nie wierzyłem. Wniosek jest taki: ktoś z trójki: GUS,ZUS, Rząd RP łże. ŁŻE W BEZCZELNY SPOSÓB.

Gorzej: dopuszczam możliwość, że łże więcej niż jeden, a nawet że łżą WSZYSTKIE wymienione instytucje. A może są tylko „PRAWDOMÓWNE INACZEJ?”

Taki jest mój wniosek.

Ale jest też PYTANIE:

co dzieje się z nadwyżką??? I takie są wnioski wynikające z oficjalnych danych statystycznych. Chyba, że Rostowski przesłał sfałszowane dane do GUS, wszak to, używając eufemizmu, mistrz kreatywnej księgowości. Załóżmy jednak, że dane oficjalne są prawdziwe, a więc wnioski zeń wynikające także. Proszę sobie wyobrazić, jaka gigantyczna nadwyżka powstanie przy wydłużeniu czasu pracy potrzebnego do osiągnięcia wieku emerytalnego.


Oczywiście, pracy tej i tak nie ma, a bezrobocie zamiast maleć wciąż rośnie, co również potwierdzają dane oficjalne. Na co ma pójść taka nadwyżka?? Na zrzutkę na Greków?? Włochów?? By żyło im się jeszcze lepiej?

Gdzie jest kasa ??

Jeśli tak jak ja, jesteś przeciw kłamstwom rządzących, to proszę skopiuj to na inne fora, aby Jak najwięcej osób mogło to przeczytać,zanim zostanie usunięte. Dodam od siebie że post został usunięty po 20 minutach od chwili pojawienia się go na w.p.

Pozdrawiam

czy Bóg jest racjonalnie poznawalny?

Zazwyczaj uważa się, że w Boga można wierzyć, a wiara wyklucza racjonalne poznanie lub nawet zaprzecza rozumowi. Św. Paweł w Liście do Rzymian uważa jednak inaczej pisząc:

„Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał.” (Rz 1:18-24)

Katechizm Kościoła Katolickiego tak o tym mówi: „Człowiek stworzony na obraz Boga, powołany, by Go poznawać i miłować, szukając Boga, odkrywa pewne „drogi” wiodące do Jego poznania. Nazywa się je także „dowodami na istnienie Boga”; nie chodzi tu jednak o dowody, jakich poszukują nauki przyrodnicze, ale o „spójne i przekonujące argumenty”, które pozwalają osiągnąć prawdziwą pewność. Punktem wyjścia tych „dróg” prowadzących do Boga jest stworzenie: świat materialny i osoba ludzka.” (KKK n.31)

A w punkcie 35 dodaje: „Władze człowieka uzdalniają go do poznania istnienia osobowego Boga. Aby jednak człowiek mógł zbliżyć się do Niego, Bóg zechciał objawić mu się i udzielić łaski, by mógł przyjąć to objawienie w wierze. Dowody na istnienie Boga mogą jednak przygotować człowieka do wiary i pomóc mu stwierdzić, że wiara nie sprzeciwia się rozumowi ludzkiemu.”

Bóg, Który jest przecież Stworzycielem człowieka, a więc i jego zdolności poznawczych nie kryje się przed ludzkim rozumem i trzeba być albo wyjątkowo ślepym, albo przewrotnym aby negować możliwość Jego poznania, zaprzeczać Jego istnieniu I Jego przymiotom. Pojęcie Bytu Absolutnego i Koniecznego, niczym nieuprzyczynowanego Czystego Aktu Istnienia jest pojęciem logicznie niesprzecznym. Co więcej, jak pokazują kosmologiczne dowody św. Tomasza czy ontologiczny dowód św. Anzelma Byt Absolutny nie jest tylko bytem pojęciowym. Konieczność Jego istnienia jest jedynym sensownym usprawiedliwieniem istnienia czegokolwiek z kwestionującym to Absolutne i Konieczne Istnienie włącznie.

Tylko taki Byt (Ipsum Esse Subsistens) uniesprzecznia ontologicznie wszystkie inne byty wszechświata. Tylko istnienie Bytu Absolutnego jest jedyną możliwą i sensowną odpowiedzią na pytanie „dlaczego istnieje raczej coś niż nic”. Byty bowiem skończone istnieją jedynie jako byty przygodne, niekonieczne. Ich istnienie jest nieuzasadnione niczym i niewytłumaczalne jeśli usuniemy Byt Konieczny i Samoistniejący. To właśnie ten Jedyny, Absolutny, Konieczny, Czysty Akt Istnienia uniesprzecznia istnienie wszystkich innych bytów niekoniecznych, przygodnych, niesamoistniejących.

Taki więc Byt Absolutny jest nie tylko logicznie niesprzeczny, ale i ontologicznie Konieczny. Logiczną sprzecznością byłoby raczej uznanie istnienia bytów niekoniecznych, przypadłościowych lub przygodnych przy jednoczesnym odrzuceniu ich jedynego usprawiedliwienia. Zanegowane w ten sposób byłyby zasady logiczne takie jak: zasada racji dostatecznej, zasada przyczynowości, zasada niesprzeczności. Dlaczego bowiem istnieje coś, co nie ma ani w sobie ani poza sobą dostatecznej racji istnienia? Dlaczego istnieje coś, co nie ma ostatecznej przyczyny? Zaprzeczenie istnienia Samoistniejącego i Koniecznego Bytu Absolutnego jest zaprzeczeniem istnienia czegokolwiek. To jest właśnie to co próbuje zrobić Max Tegmark w swojej teorii rzeczywistości jako dobrze zdefiniowanej i atemporalnej struktury matematycznej.

autodestrukcja cz. 2

część pierwsza TUTAJ

T. Merton – bożek posiadania

Świat jest tylko odbiciem tego, co większość jego jednostek uczyniła ze swoich dusz” zauważa Tomasz Merton (amerykański, trapista). „Kiedy dusza popada w nędzę, człowiek wewnętrznie pusty zaczyna rekompensować sobie dojmujący głód egzystencjalny barykadowaniem się w stosach materialnych wytworów. Pozbawiwszy duszę roli busoli, przewodnika wytyczającego drogę wzrostu, zdezorientowany zajmuje się bezkierunkowym zbieractwem. Idzie bezmyślnie za duchem świata.” Taka diagnoza jest o tyle słuszna, że owa irracjonalna chęć bogacenia się opanowuje umysły i dążenia nie tylko jednostek, ale i całych społeczeństw. Egzystencjalną pustkę duszy zastępuje człowiek bożkiem posiadania, sukcesu, bogacenia się.

głębokie zmiany, nowa filozofia
I jest to już nie tylko drugoplanowa zmiana profilu, standardu życia, ale zmiana podwalin człowieczeństwa, całej mentalności człowieka, społeczności, grupy jaką jest np. rodzina, zgromadzenie zakonne czy grupa zawodowa. Pragnienie ekonomicznego postępu, rozwoju, nastawienie się na zysk, na wymierny sukces, na posiadanie powoduje, że ludzie nie umieją już myśleć inaczej, jak właśnie kategoriami ekonomicznymi: ile zyskam, ile stracę, czy to się opłaca, jak zabezpieczyć się przed fiaskiem, jak pomnożyć dobra, które posiadam, jak je zachować, jak je chronić, jak się wybić, jak zabłysnąć …. itd., itp. Rodzi się cała filozofia posiadania, własności prywatnej, ochrony prywatności, a co za tym idzie także filozofia używania i nadużywania. Człowiek w takim społeczeństwie, w takiej grupie społecznej schodzi na drugi plan, człowiek, jednostka, bliźni, współbrat nie liczy się, jeśli jest nieproduktywny, jeśli nie zarabia, nie posiada, nie konsumuje, nie przerabia. Oczywiście że różnie i z różnym natężeniem i symptomami przejawia się to w rodzinie, w zakładzie pracy, w firmie, w biurze, w grupie znajomych, w partii politycznej, w bogatych społecznościach Europy Zachodniej, czy w grupach społecznych takich jak zakony i zgromadzenia. Ale wszędzie tam, gdzie pojawia się dyktat zysku, efektywności, sukcesu, bogacenia się indywidualnego czy zbiorowego, wszędzie tam kończy się człowiek, gubi się jego wartość i zanika moralność, a pojawia się i liczy tylko ekonomiczny, polityczny, społeczny zysk lub efekt czy nawet tanie efekciarstwo. Do głosu dochodzą nie wartościowi ludzie, ale głośno krzyczący efekciarze. Kończy się świat stworzony przez Boga dla człowieka, a zaczyna się świat bezwzględnej, drapieżnej walki społeczno-ekonomiczno-politycznej. Człowiek, jednostka ale i całe społeczeństwa wypadają z wszechobejmujących ramion sensu w przestrzeń gigantycznej gry pozorów.