XV Niedziela w ciągu roku – B

Am 7,12-15

I rzekł Amazjasz, kapłan z Bethel do proroka Amosa: Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą. I odpowiedział Amos Amazjaszowi: Nie jestem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody, bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie Pan: Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!

Ef 1,3-14

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim, bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie, jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie, jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi. W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu – my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie. W Nim także i wy usłyszeliście słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu. W Nim również uwierzyliście i zostaliście opatrzeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany. On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu.

Mk 6,7-13

Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien. I mówił do nich: Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli, w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich. Oni, więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

Ciekawe spostrzeżenia

W wielu miejscach w Ewangelii mamy zanotowane podobne sceny, wyboru i posłania Apostołów czy rozesłania uczniów. Ciekawym jest, że wraz z przykazaniem głoszenia bliskości Królestwa Bożego Chrystus udziela posłanym pewnych darów, charyzmatów, władzy uzdrawiania. Ciekawym jest też fakt, że we wszystkich takich wypadkach wraz z nakazem głoszenia Słowa Bożego związana jest władza i przykazanie, a nawet nakaz wyrzucania złych duchów, uzdrawiania, leczenia, czynienia dobra, (Mt 10,1-7; Łk 10,3-11) czyli nakaz pełnienia niejako dzieł charytatywnych. To jest na pewno jakiś program duszpasterski dla całego Kościoła. I tak było w historii, że głoszenie Słowa Bożego o zbliżającym się Królestwie Bożym było związane z działalnością charytatywną. Sądzę, że warto i dzisiaj o tym nie zapominać i to nie tylko w działalności Kościoła, jako całości, ale i w działalności Jego członków, Jego przedstawicieli.

Jest też i inny szczegół warty zauważenia, a mianowicie, że wysyłając swoich uczniów Jezus, nakazuje im działać prostymi środkami, przestrzega przed bogactwem, przed pokładaniem zbytniej nadziei w bogactwie środków i w rzeczach, które mogłyby wydawać się nieodzowne. Przecież dla podróżującego i chleb jest potrzebny, i torba podróżna, i pieniądze …. A tymczasem Chrystus przestrzega swoich wysłanników przed zbytnim „obciążaniem się”, przed uzależnianiem od rzeczy materialnych. On sam zresztą wcale nie przywiązywał wagi do swojego socjalnego czy materialnego statusu. „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8,20; Łk 9,58). A jak to jest wśród współczesnych nam chrześcijan, jak to jest wśród dzisiejszych następców Apostołów?

Tak się czasami zastanawiam czy we współczesnym głoszeniu Królestwa Bożego nie odeszliśmy za daleko od tego, co Chrystus nakazywał swoim uczniom? Czy nie położyliśmy zbytnio akcentu na środkach, zapominając o celu? Co więcej, w historii Kościoła widać jednak, że to nie zasobność portfeli, wielkość zaplecza i doskonałe planowanie wraz z bogactwem środków materialnych decydowały o powodzeniu chrystianizacji, ale co innego. Warto sobie czasami o tym przypomnieć we współczesnym świecie stechnicyzowanym i nastawionym na efektowne sukcesy. Głoszenie Królestwa Bożego nie może być traktowane na równi ze sprzedażą nawet najbardziej wartościowych produktów rynkowych. Nie dokonuje się też w zależności od najlepiej przygotowanych kampanii reklamowych. Nie bogactwo środków i zaplecze materialne są przyczyną jego sukcesów. Królestwo Boże jest, jak ziarno gorczycy, jak zaczyn w cieście, jak perła znaleziona nad brzegiem morza …

Naucz mnie Panie, że Królestwo Twoje nie opiera się na wielkich i przytłaczających środkach, ale na dobru i na głoszeniu Twojego Słowa o zbawieniu.

14 NIEDZIELA ZWYKŁA

Wprowadzenie do Mszy Świętej:

      W czasie każdej Mszy świętej mamy spotkać Chrystusa żyjącego w Słowie i w Eucharystii. Czy my jednak naprawdę w to wierzymy, czy jest to dla nas raczej jedynie nudnawe „spełnienie obowiązku”? Warto być może na początku tej Mszy tę właśnie prawdę sobie uświadomić. Jezus przychodzi do nas, jak do swoich rodaków w Nazarecie. Czy spotka się z takim samym przyjęciem; niedowiarstwem, kpiną i powątpiewaniem?

Ez 2,2-5

I wstąpił we mnie duch, i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich.

2Kor 12,7-10

Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

Mk 6,1-6

Jezus wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

Jezus dziwił się ich niedowiarstwu – I

Postawa mieszkańców Nazaretu jest postawą obserwowaną i dzisiaj i to na coraz większą skalę. Coraz więcej wyznawców Chrystusa okazuje nieufność, lekceważenie, znudzenie, niedowiarstwo. Coraz więcej katolików ośmiesza, a nawet kpi sobie z Chrystusa … Nie reagujemy, czy tylko wzruszamy ramionami na prowokacje rożnej maści pseudo-artystów, czy na ośmieszanie Chrystusa i Kościoła (Ciała Chrystusa) w naszych mediach?

Jakże często możemy być świadkami reakcji w stylu „znamy cię, co nam tu będziesz banialuki opowiadał?” Odrzucamy współczesnych proroków i pasterzy ustanowionych przez Chrystusa, bo są niewygodni, bo głoszą prawdę, której przyjąć nie chcemy, bo jest zbyt wymagająca, zbyt niewygodna, za trudna. Jesteśmy ludźmi o twardym karku i zaskorupiałych sercach…

Dlaczego?

Nie chcemy słuchać, bo nie szukamy prawdy, ale zaspokojenia naszych zachcianek, bo nie szukamy życia wiecznego, ale doczesnych przyjemności…. Nie chcemy słuchać Chrystusa, bo jest niewygodny, bo nie ma nam nic do powiedzenia, bo jest niedzisiejszy, nierealistyczny, bo wymagania przez Niego stawiane są zbyt uciążliwe, zbyt dalekie od naszych oczekiwań.

Kiedyś słyszałem proboszcza, jak w swojej parafii mówił wprost do parafian: Jeśli nie mówię wam tego co chcecie usłyszeć, to nie słuchacie tego mam wam do powiedzenia. Czy nie jest i tak w moim przypadku? Czy nie słucham tego co Chrystus mam mi do powiedzenia, bo nie mówi tego co połaskocze moje uszy?

Kiedy Bóg powołał proroka Ezechiela powiedział mu wprost i ostrzegł go:

Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg …„.

Te słowa z pierwszego czytania wydają się spełniać w osobie Jezusa, który w swoim rodzinnym mieście został zlekceważony i prawie wyszydzony, tak bardzo, że sam się dziwił niedowiarstwu swoich ziomków. Czy nie jest jednak i tak, że i dzisiaj jest On lekceważony i odrzucany w sposób bezczelny i arogancki, przez wielu ludzi? Czy nie jest i tak, że serce współczesnego człowieka zatwardziało w samouwielbieniu i samozadowoleniu? Człowiek tak bardzo uwierzył w siebie, tak bardzo zaufał swoim możliwościom i swojemu rozumowi, że Bóg jest mu już niepotrzebny, że Jezus mu przeszkadza, że mówienie o Bogu i naszych wobec Niego zobowiązaniach staje się nieznośne i wprost denerwujące. Człowiek współczesny tak bardzo zapatrzył się w siebie i swoje możliwości, że odważa się poprawiać samego Stwórcę i zarzucać Mu błędy.

Nie chce -współczesny człowiek- słuchać o swoich słabościach, nie chce aby mu przypominano jego ułomności i niedoskonałości, nie chce mieć nad sobą żadnego mistrza i Boga, bo czuje się zniewolony, zapominając, że to właśnie on sam się najbardziej zniewala ułudą wolności i anarchią samowoli. Być może dlatego i w naszych czasach tak trudno jest Jezusowi zdziałać jakikolwiek cud, bo my Mu nie wierzymy, bo powątpiewamy o Jego Boskości, bo wątpimy w Jego Zbawcze zamiary? To jest chyba przyczyna całego nieszczęścia współczesnego świata, że człowiek za bardzo zaufał sobie samemu, że w swojej pysze i zarozumiałości odrzucił i odrzuca nadal Boga z Jego Zbawczym planem, i sam szuka zbawienia w konsumpcyjnym stylu życia, w rozkoszach, w szaleńczym zaspokajaniu swoich wydumanych potrzeb, w rozrywce, w seksie, w dobrach materialnych. Człowiek przygotował sobie, w swojej pysze, swój mały ludzki raj, który stał się dla niego piekłem konsumpcjonizmu i pogoni za nierealizowalnymi mirażami i ułudami ziemskiego dobrobytu.

Marks zarzucał chrześcijaństwu, że jest ono alienujące, że odciąga ludzi od pracy na ziemi i dla ziemskich rzeczywistości, że umieszcza szczęście człowieka w nierealnych zaświatach. I cóż? Okazuje się, że to ziemskie szczęście jest nierealne, że jest nierealizowalne, że to właśnie ziemskie szczęście jest nie tylko ułudą i alienacją, ale i że pogoń za nim sprawia iż ludzie stają się dla siebie dzikimi bestiami egoizmu. A wszystko to dlatego, że człowiek w swej pysze i zarozumiałości odrzucił Jezusa, że zwątpił w Jego Zbawczą misję, że odrzucił z pogardą i lekceważeniem Tego, Który przyszedł dla zbawienia człowieka.

Naucz mnie Panie, kim naprawdę jestem i kim dla mnie jesteś Ty – Zbawiciel świata.

Homilia alternatywna

Jezus dziwił się ich niedowiarstwu – II

„Posyłam cię do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili (…) To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, (…) A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym …  ” Te słowa z pierwszego czytania wydają się spełniać w osobie Jezusa, który w swoim rodzinnym mieście został zlekceważony i prawie wyszydzony, tak bardzo, że sam się dziwił niedowiarstwu swoich ziomków. Czy nie jest jednak i tak, że i dzisiaj jest On lekceważony i odrzucany w sposób bezczelny i arogancki, przez wielu ludzi? Czy nie jest i tak, że serce współczesnego człowieka zatwardziało w samouwielbieniu i samozadowoleniu? Człowiek tak bardzo uwierzył w siebie, tak bardzo zaufał swoim możliwościom i swojemu rozumowi, że Bóg jest mu już niepotrzebny, że Jezus mu przeszkadza, że przypominanie prawdziwej ludzkiej kondycji staje się nieznośne i wprost denerwujące. Człowiek współczesny tak bardzo zapatrzył się w siebie i swoje możliwości, że odważa się poprawiać samego Stwórcę i zarzucać Mu błędy.

Nie chce -współczesny człowiek- słuchać o swoich słabościach, nie chce aby mu przypominano jego ułomności i niedoskonałości, nie chce mieć nad sobą żadnego mistrza i Boga, bo czuje się zniewolony, zapominając, że to właśnie on sam się najbardziej zniewala ułudą wolności i anarchią samowoli. Być może dlatego i w naszych czasach tak trudno jest Jezusowi zdziałać jakikolwiek cud, bo Mu nie wierzymy, bo powątpiewamy o Jego Boskości, bo wątpimy w Jego Zbawcze zamiary? To jest chyba przyczyna całego nieszczęścia współczesnego świata, że człowiek za bardzo zaufał sobie samemu, że w swojej pysze i zarozumiałości odrzucił i odrzuca nadal Boga z Jego Zbawczym planem, i sam szuka zbawienia w konsumpcyjnym stylu życia, w rozkoszach, w szaleńczym zaspokajaniu swoich wydumanych potrzeb, w rozrywce, w seksie, w dobrach materialnych. Człowiek przygotował sobie, w swojej pysze, swój mały ludzki raj, który stał się dla niego piekłem konsumpcjonizmu i pogoni za nierealizowalnymi mirażami i ułudami ziemskiego dobrobytu.

Marks zarzucał chrześcijaństwu, że jest ono alienujące, że odciąga ludzi od pracy na ziemi i dla ziemskich rzeczywistości, że umieszcza szczęście człowieka w nierealnych zaświatach. I cóż? Okazuje się, że to ziemskie szczęście jest nierealne, że jest nierealizowalne, że to ziemskie szczęście jest nie tylko ułudą i alienacją, ale i że pogoń za nim sprawia iż ludzie stają się dla siebie dzikimi bestiami egoizmu. A wszystko to dlatego, że człowiek w swej pysze i zarozumiałości odrzucił Jezusa, że zwątpił w Jego Zbawczą misję, że odrzucił z pogardą i lekceważeniem Tego, Który przyszedł dla zbawienia człowieka.

Czyż nie trzeba nam pokory św. Pawła, który mówi: „Aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. „? Czyż nie trzeba nam wrócić do prawdziwego spojrzenia na naszą ludzką kondycję, na nasze ludzkie słabości i uznać, że to Jezus Chrystus jest ostatecznym wzorcem człowieka i Zbawicielem? Czyż nie trzeba nam czasami po prostu uznać naszej małości i ułomności, naszej grzeszności, aby doświadczyć niezwykłego działania samego Boga?

Naucz mnie Panie, kim naprawdę jestem i kim dla mnie jesteś Ty – Zbawiciel świata.

Modlitwa wiernych

Wstęp:

Do Ojca, Który posłał swego Syna Jednorodzonego dla zbawienia świata wołajmy z ufnością i prośmy o dar zrozumienia i przyjęcia Chrystusa dla nas samych i naszych bliskich

1 Za pasterzy Kościoła; Papieża, biskupów i kapłanów, aby mimo kłopotów, drwin i lekceważenia z wiarą i wytrwałością głosili Słowo Boże w porę i nie w porę, dla zbawienia wszystkich wiernych … Ciebie prosimy,

2 Za naszą parafię i tych, którzy w niej pracują, aby z mocą świadczyli o żywej obecności Syna Bożego wśród nas … Ciebie prosimy,

3 Za wątpiących, poszukujących i za kontestujących, za tych, którzy odchodzą, za gorszących się i za tych którzy lekceważą sobie Chrystusa i Jego przykazania, aby łaska Boża znalazła drogę do ich serc … Ciebie prosimy,

4 Za młodzież zniechęconą i za tych, którym przedstawiono fałszywy i karykaturalny obraz Chrystusa, za ludzi dorosłych znudzonych Chrystusem i Jego nauczaniem, aby odnaleźli Jego prawdziwe oblicze … Ciebie prosimy,

Zakończenie:

Boże Prawdo i Miłości nieskończona, pozwól nam rozpoznać i przylgnąć do Ciebie mimo ośmieszania, lekceważenia i zniechęcenia, pozwól nam podążać za Twoim Synem naszym Panem i Zbawicielem, Który z Tobą żyje i Króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg na wieki wieków. Amen

Słowo „przed rozesłaniem”:

Zazwyczaj rachunek sumienia robimy na początku Mszy świętej. Dzisiaj jednak proponuję aby każdy z nas zrobił sobie prywatny rachunek sumienia właśnie na zakończenie Mszy zadając sobie tylko jedno pytanie: „czy spotkałem dzisiaj Jezusa w Eucharystii?

XIII Niedziela w ciągu roku – B

Mdr 1,13-16.2:23-24

Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Bezbożni zaś ściągają ją na siebie słowem i czynem, usychają, uważając ją za przyjaciółkę, i zawierają z nią przymierze, zasługują bowiem na to, aby być jej działem. Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.

2Kor 8,7-15

A podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. (Nie mówię tego, aby wam wydawać rozkazy, lecz aby wskazując na gorliwość innych, wypróbować waszą miłość.) Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. (Tak więc udzielam wam rady, a to przyniesie pożytek wam, którzy zaczęliście już ubiegłego roku nie tylko chcieć, lecz i działać. Doprowadźcie teraz to dzieło do końca, aby czynne podzielenie się tym, co macie, potwierdzało waszą chętną gotowość. A gotowość uznaje się nie według tego, czego się nie ma, lecz według tego, co się ma.) Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.

Mk 5,21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Twoja wiara cię ocaliła …

Dwa cudowne wydarzenia opisane w dzisiejszej Ewangelii, są podobne, a zarazem różne. Córkę Jaira Jezus uzdrawia na wyraźną prośbę ojca, kobieta, która się „dopchała” do Jezusa wydaje się być w pierwszym momencie skarcona, za to co zrobiła. W obu jednak wypadkach chodzi przecież o to samo, O WIARĘ. Kiedy Jair przychodzi do Jezusa to z wiarą prosi Go o cud. On nie wątpi, że Jezus może uczynić rzecz niezwykłą, on jest przekonany, że Mesjasz jest Panem życia i śmierci. Podobnie i kobieta, która szuka sposobu chociażby tylko dotknięcia się Jezusa. Ona również jest głęboko przekonana, że Jezus jest Mesjaszem, który może jej pomóc. Ona wierzy i takie właśnie słowa pochwały swojej wiary od Chrystusa usłyszy. Wiara jest więc kluczem, który otwiera skarbiec łaski Bożej. Ale też ta wiara opiera się nie na irracjonalnych i niczym nieuzasadnionych przesłankach. Wystarczy bowiem uważnie przeczytać pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Mądrości: „Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. (…) Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka„. Już tylko ten fragment może nam pomóc zrozumieć, że Bóg, jest Bogiem Życia, że On nie chce i nie szuka śmierci, ni choroby, że z Niego życie emanuje, że w Nim jest Życie i pełnia i moc istnienia. Uzdrawiając kobietę w tłumie i wskrzeszając córkę Jaira, Chrystus nie czynił w sumie nic nadzwyczajnego. On działał zgodnie ze swą najgłębszą, Boską naturą. To tylko dla nas Jego działanie jest czymś niezwykłym, to tylko my -aby doświadczyć Jego życiodajnej mocy- musimy najpierw uwierzyć, że On jest Dawcą i Panem ŻYCIA nie śmierci.

Powiedzenie „wiara czyni cuda” nie jest bezpodstawne, bo rzeczywiście to wiara, głębokie przekonanie o Wszechmocy Bożej dokonuje cudów w naszym codziennym życiu. Można by jednak zapytać, dlaczego więc nie zawsze Pan Bóg dokonuje tych cudów dla nas? Dlaczego pozwala czasami, że droga nam osoba mimo naszej wiary umiera, że mimo naszej wiary dzieje się coś strasznego i przeciwnego -wydawać by się mogło- najgłębszej naturze Boga? No właśnie … dlaczego? Czy nie jest tak właśnie dlatego, że nasza wiara jest mała i słaba? „Gdyby wiara wasza była jak ziarno gorczycy … ” A może nie umiemy lub nie chcemy poznać i przyjąć woli Bożej? Albo to, co dla nas wydaje się dobre, na siłę chcemy „wmówić samemu Bogu”? Rozpoznanie i przyjęcie woli Bożej, szczególnie wtedy, gdy jest ona da nas trudna i niezrozumiała wydaje się warunkiem koniecznym i niejako uniesprzeczniającym naszą wiarę. Nie ma mowy o prawdziwej i głębokiej wierze tam, gdzie nie ma najpierw uznania i przyjęcia woli Bożej, uznania, że to ostatecznie wola Boża ma się spełnić, a nie moja, tak jak modlę się w codziennej modlitwie „Ojcze nasz … bądź wola Twoja„.

Naucz mnie Panie, jak rozpoznawać i przyjmować Twoją wolę.

Naucz mnie Panie, jak wierzyć wiarą Maryi, Abrahama i Jaira.

XI Niedziela w ciągu roku – B

Ez 17,22-24

Tak mówi Pan Bóg: Ja także wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. Na wysokiej górze izraelskiej ją zasadzę. Ona wypuści gałązki i wyda owoc i stanie się cedrem wspaniałym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszka, wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi. I wszystkie drzewa polne poznają, że Ja jestem Pan, który poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa, który sprawia, że drzewo zielone usycha, który zieloność daje drzewu suchemu. Ja, Pan, rzekłem i to uczynię.

2Kor 5,6-10

Tak więc, mając tę ufność, wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana. Albowiem według wiary, a nie dzięki widzeniu postępujemy. Mamy jednak nadzieję… i chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana. Dlatego też staramy się Jemu podobać czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre.

Mk 4,26-34

Jezus mówił dalej: Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo. Mówił jeszcze: Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli /ją/ rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Królestwo Boże

Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię.” Tak, to prawda, tylko my wiemy, że kilka wierszy wcześniej, w innej przypowieści o ziarnie sianym przez siewcę, Chrystus mówił, iż ziemia może być różna. Ziarno posiane na ziemi żyznej wyda plon, na ziemi skalistej i nieprzygotowanej niestety plonu nie wyda. Królestwo Boże jest jak ziarno, wrzucane do ziemi, rośnie samo, ale ziemia musi być przygotowana i uprawiona, ziarno musi być pielęgnowane i podlewane, bo inaczej nie ma szans na plon. Tak jest i z rzeczywistością Królestwa Bożego w naszym życiu. Ziarno Królestwa Bożego jest siane, ale jak my przygotowaliśmy ziemię?

Ziarno gorczycy ma w sobie siłę wzrostu i dynamikę rozwoju, która może być porównana z siłą i dynamiką Królestwa Bożego, ale też ta dynamika może być zniszczona przez złą wolę. Królestwo Boże jest na pewno wartością i rzeczywistością o niezwykłej sile, ale niestety nasza wolność, nasza wolna, a czasami zła wola może zniszczyć tę dynamikę i siłę. Bóg na pewno nie zmusza nas do przyjęcia Królestwa Bożego na siłę, mimo całej niezwykłej dynamiki Królestwa Bożego.

Przypowieści Jezusa muszą być wyjaśniane, bo inaczej ich bezpośrednie znaczenie wydaje się być często niezrozumiałe i zawoalowane dla przygodnego słuchacza. Mają one na celu na pewno umocnienie wiary słuchacza, ale też zmuszenie go do refleksji. I tak jest w tym wypadku. Przypowieści dzisiejszej Ewangelii, zmuszają nas do refleksji nad rzeczywistością Królestwa Bożego w naszym życiu. Nie może ta rzeczywistość być przez nas lekceważona, nie możemy udawać, że ona nas nie dotyczy. Warto sobie czasami zadawać pytanie o obecność rzeczywistości Królestwa Bożego w naszym życiu, aby nie stało się ono ziarnem zmarnowanym, lub abyśmy my nie byli ziemią niepłodną i jałową.

Czy Królestwo Boże ma szansę wzrastania w moim życiu, czy nie jest przypadkiem stłamszone doczesnymi troskami?

Homilia alternatywna

Bóg daje wzrost życia

Rzeczywiście Bóg daje wzrost, tylko najpierw musi być ziarno, któremu On daje wzrost. Ziarno przyjęte i rozpoznane jako skarb, ziarno, które może być zagłuszone przez chwasty (codziennych trosk i zmartwień), ziarno, które może być wypalone przez słońce (braku wytrwałości), ziarno, które może w ogóle nie wykiełkować, bo płyciutka jest ziemia (naszej wiary). Królestwo Boże w nas jest ziarnem i Bóg da mu wzrost, ale trzeba się o nie zatroszczyć, trzeba je przyjąć, trzeba je rozpoznać. Królestwo Boże jest ziarnem, które wyrośnie na wielkie i potężne drzewo, ale nie można go zaniedbać. Jeśli zadbamy o to ziarno, jeśli go nie odrzucimy to rzeczywiście wyda ono plon wielokrotny, który może nas zaskoczyć, którego być może nawet się nie spodziewamy. A jak o to ziarno się troszczyć, jak je pielęgnować, jak nie pozwolić żeby ono w nas obumarło? Pierwszym i podstawowym wymogiem jest zaufanie Bogu i Jego Słowu Jezusowi Chrystusowi, wbrew modom i trendom świata, wbrew zniechęceniu i trudnościom jakie się przed nami piętrzą, wbrew podszeptom pychy i nadętej pewności siebie, ale i wbrew zniechęceniu i apatii. Skoro Bóg daje wzrost, to nie ma się czego obawiać i jeśli Mu zaufam to plon na pewno będzie obfity. On na pewno daje wzrost, ale mnie zaprasza do współpracy, bo stwarzając wszystko oddał wszystko człowiekowi i człowieka uczynił zarządcą stworzenia. Brak zaufania Bogu, niedowierzanie i podejrzliwość są tym co właśnie zabija w nas owo Boże ziarno, co nie pozwala mu wykiełkować i wydać plonu.

We współczesnym świecie obserwujemy bowiem coraz większy wzrost nieufności w stosunku do Boga. Coraz więcej ludzi odmawia Bogu posłuszeństwa, bo nie są w stanie Mu zaufać, bo podejrzewają Go o nieuczciwość, o niezrozumienie ich potrzeb. Coraz więcej zdaje się mówić: „Jeśli Bóg nie chce zaakceptować mnie takim jakim jestem (ze wszystkimi moimi wadami, grzechami i słabościami), to ja nie uznaję takiego Boga, nie ufam takiemu Bogu. Wszystko ma być po mojemu, Bóg musi zaakceptować wszystkie moje „widzimisię”, a wtedy i ja go uznam, i ja go zaakceptuję. Jakieś totalne pomieszanie z poplątaniem. Bo wtedy ja tworzę sobie Boga, a raczej bożka na mój obraz i podobieństwo.

A to przecież On jest Bogiem i do Niego należy ziarno, On je zasiewa i On daje wzrost, „On poniża drzewo wysokie, i On drzewo niskie wywyższa, On sprawia, że drzewo zielone usycha, i On zieloność daje drzewu suchemu.” I jeśli Mu nie ufam, to nigdy nie doświadczę wzrostu, ani nigdy nie zbiorę plonów. To pozostanę sam jak ziarno w ziemi, które obumiera i plonu nie wydaje.

Całkowite zaufanie Bogu chroni nas przed pokusą pychy i przeświadczeniem, że sam mogę sobie zapewnić zbawienie, że sam jestem w stanie dokonać niemożliwego, że o własnych siłach osiągnę szczęście i pełnię, że tylko moja praca i moje zatroskanie sprawią, że ziarno wyda owoc. Niestety współczesny świat, nastawiony na szybki i spektakularny sukces i promujący ludzi przebojowych i „asertywnych” prowadzi nas bardzo często do chełpliwości i zarozumialstwa, do megalomanii i pychy, których nijak z ufnością i wiarą pogodzić nie można. To wcale nie znaczy, że wiara promuje słabeuszy, że popiera miernotę i brak charakteru. Wiara nie zwalnia mnie ani z odpowiedzialności, ani nie predysponuje do bierności. Zaufać Bogu wcale nie znaczy być biernym i nic nie robić. Bóg daje wzrost, ale ode mnie oczekuje współpracy z Jego łaskami i troski o ziarno, nie bierności i indolencji.

Z gruntu fałszywa i nie do przyjęcia jest alternatywa: „albo Bóg, albo ja”, bo jeśli Bóg wszystko może, to ja nie mam noc do zrobienia, a jeśli ja ma coś zrobić, to Bóg mi tylko zawadza i ogranicza moja wolność. Fałszywa, bo zapomina o fakcie, że Bóg nie jest moim konkurentem, ale Ojcem, że dając mi wolność (i związaną z nią odpowiedzialność) chce mnie jednocześnie przed nadużywaniem tej wolności uchronić, jak każdy kochający Ojciec.

A może ten brak ufności Bogu Ojcu w naszym świecie związany jest z faktem, że zatraciliśmy sens i rozumienie ojcostwa, że żyjemy -jak mówią Amerykanie- w „fatherless society” – społeczeństwie pozbawionym ojców? „Cywilizacja śmierci” w której żyjemy zabija w nas dziecięctwo Boże, zabija w nas ufność do Ojca. Dlatego trzeba najpierw wyzwolić się spod wpływów cywilizacji śmierci, trzeba odnaleźć na nowo wartość i sens ojcostwa, aby móc zaufać Ojcu, Który jest w niebie i Który zdolny jest dać wzrost ziarnu i „przywrócić zieloność drzewu suchemu”.

Warto być może zwrócić uwagę i na ten fakt, że Chrystus nauczył nas jednej, jedynej modlitwy, a jest nią właśnie modlitwa „Ojcze nasz”, w której modlimy się z ufnością „przyjdź Królestwo Twoje”. Królestwo to na pewno przyjdzie, bo jest z nim jak z ziarnem wrzuconym w ziemię. Ono kiełkuje i rośnie i wyda plon, ale …. czy ja będę miał w tym udział jeśli nie ufam Ojcu, jeśli ustawicznie powtarzam, że wszystko potrafię sam, a Ojciec tylko ograniczą moją wolność?