XVII Niedziela w ciągu roku – B

2Krl 4,42-44

Pewien człowiek przyszedł z Baal-Szalisza, przynosząc mężowi Bożemu chleb z pierwocin, dwadzieścia chlebów jęczmiennych i świeżego zboża w worku. On zaś rozkazał: Podaj ludziom i niech jedzą! Lecz sługa jego odrzekł: Jakże to rozdzielę między stu ludzi? A on odpowiedział: Podaj ludziom i niech jedzą, bo tak mówi Pan: Nasycą się i pozostawią resztki. Położył więc to przed nimi, a ci jedli i pozostawili resztki – według słowa Pańskiego.

Ef 4,1-6

A zatem zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

J 6,1-15

Potem Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

Cudowne rozmnożenie chleba

Starotestamentalne wydarzenie z Księgi Królewskiej, gdzie Elizeusz poleca nakarmić 100 ludzi dwudziestoma chlebami jest tylko cieniem, zapowiedzią tego, co dokonuje się przez ręce Chrystusa. W opisanym przez Jana wydarzeniu Chrystus pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił wielotysięczną rzeszę słuchających Go. Ale i to jest jedynie zapowiedzią innego, większego cudu, jaki dokonuje się już od dwóch tysięcy lat na wszystkich ołtarzach świata. Niestety, my tego cudu nie chcemy dostrzec, nie chcemy go przyjąć. Oto Chrystus daje się na pokarm pod postacią chleba w cudowny sposób przemienianego w Jego Ciało a tak niewielu jest tych, którzy chcą to Jego Ciało przyjmować, tak niewielu, a nawet coraz mniej jest tych, którzy chcą w tym cudzie uczestniczyć. W wielu wypadkach uczestnictwo to ogranicza się do I Komunii Świętej i białego tygodnia, a później zapomina się o tym na całe lata, a później nie ma czasu, jest się zmęczonym, jest tyle innych spraw do załatwienia, tyle innych wymówek, aby tylko nie uczestniczyć w Eucharystii – Cudownym Rozmnożeniu Eucharystycznego Chleba …

Św. Papież Jan Paweł II w swej Encyklice „Ecclesia de Eucharista” naucza i z mocą przypomina, że wszyscy z tegoż Chleba żyjemy, że jest to najistotniejszy pokarm chrześcijanina, że dla wierzącego nie ma ważniejszego spotkania i ważniejszego wydarzenia niż niedzielna Msza Święta…. i co? Kto bierze te słowa poważnie?

Ktoś pięknie napisał: „Przychodzi Pan, jako Chleb Żyjący i Dawca Wody Żywej. Te Święte Boskie Dary potrafią człowieka rozproszonego jak złom na śmietnikach świata, zintegrować i wywyższyć – przywrócić mu godność człowieczeństwa. I znów, na nowy sposób odkrywa człowiek, że podstawą Bożej Rzeczywistości jest udzielanie się Miłości.” Tylko kto się tym przejmuje? Kogo to obchodzi? „Chrystus Pan karmi nas swoim Świętym Ciałem … ” śpiewamy w jednej z pieśni eucharystycznych … tylko, że to On nas chce karmić, ale my nie chcemy, bo wolimy nasz chleb codzienny …, chleb naszych zmartwień i chleb naszej egzystencji na poboczach Bożej Miłości. Gdyby dał nam tego chleba, to Go królem, albo prezydentem obwołamy, ale Chleb Eucharystyczny …. ? To dobre dla starszych kobiet i dla dzieci …

Jakie jest moje -w Cudownym Rozmnożeniu Chleba- uczestnictwo?

17 Niedziela w ciągu roku – B

Wprowadzenie do Mszy świętej

Starotestamentalne wydarzenie z Księgi Królewskiej, gdzie Elizeusz poleca nakarmić stu ludzi dwudziestoma chlebami jest tylko cieniem, zapowiedzią tego co dokonuje się przez ręce Chrystusa. W opisanym przez Jana wydarzeniu Chrystus pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił wielotysięczną rzeszę słuchających go. Ale i to jest jedynie zapowiedzią innego, większego cudu, jaki dokonuje się już od ponad dwóch tysięcy lat na wszystkich ołtarzach świata.

Modlitwa wiernych

Wstęp:         Panie Jezu Chryste, Chlebie Życia wejrzyj na potrzeby ludzkiej rodziny i udziel nam tego wszystkiego co jest nam niezbędne do życia codziennego i czego potrzebujemy aby osiągnąć życie wieczne. Do Ciebie przychodzimy z ufnością i z pokorą prosimy …

  1. Wspieraj Ojca Świętego Benedykta XVI w jego wysiłkach na rzecz sprawiedliwości społecznej i udziel Kościołowi potrzebnych środków, aby we współczesnym świecie mógł z całą mocą głosić prawdę o miłości Boga do człowieka poprzez charytatywne dzieła i czynną miłość bliźniego … Ciebie prosimy
  • Udziel nam, przyjmującym Chleb Życia w Eucharystii łaski otwartości naszych serc i umysłów, abyśmy umieli dostrzec potrzeby naszych braci i sióstr cierpiących niedostatek i abyśmy chcieli im zaradzić z tego co posiadamy … Ciebie prosimy
  • Ty, Który jesteś Chlebem Eucharystycznym, ukaż nam że nie samym chlebem człowiek żyje ale wszelkim Słowem, Które od Ojca pochodzi … Ciebie prosimy
  • Wspieraj nasze dążenia i wysiłki, abyśmy w życiu codziennym umieli okazywać czynną miłość nie tylko słowami, ale i uczynkami miłosierdzia … Ciebie prosimy
  • Niech nasza parafia, nasze rodziny i nasze wspólnoty karmiąc się Eucharystią nie zapominają o konieczności „kreatywnej miłości bliźniego” i nowej „wyobraźni miłosierdzia” dającej świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr … Ciebie prosimy
  • Niech ci, którzy na ziemi karmili się Twoim Słowem i Ciałem doznają łaski przebywania z Tobą na wieki, w Twoim Królestwie … Ciebie prosimy

Zakończenie:          Ojcze Wszechmocny przyjdź nam z pomocą i naucz nas kochać naszych braci i siostry miłością współczującą i czynną, spraw abyśmy nie zamykali się w naszym egoizmie i podążali śladami Miłosiernego Chrystusa,Który daje sam siebie na pokarm, a Który żyje i króluje z Tobą i Duchem Świętym na wieki wieków.  Amen.

Przed rozesłaniem:

Ite Missa est” – Idźcie Ofiara spełniona, to nie zakończenie, ale raczej zaproszenie: „Idźcie i życiem swoim głoście to, czego sami doświadczyliście tutaj.” Niech inni przez was i wasze życie doświadczą miłości Boga, Który stał się Pokarmem.

Homilia II

Według oficjalnych raportów przygotowanych przez Patrick’a Viveret dla ONZ potrzebujemy rocznie 6 miliardów dolarów aby zapewnić edukację wszystkim dzieciom na świecie, które do szkoły nie chodzą. Jednocześnie według tych samych statystyk w Stanach Zjednoczonych i Europie 12 miliardów dolarów rocznie wydawane jest na perfumy. Około 1 miliarda ludzi (1/6 populacji świata) weszło w 21 wiek nie umiejąc czytać i pisać.

Świat potrzebuje 13 miliardów dolarów rocznie, aby nakarmić wszystkich głodnych i umierających z głodu. W tym samym czasie 25 miliardów dolarów rocznie wydawane jest w USA i Europie na pożywienie dla piesków i kotków. Na całym świecie są to sumy wielokrotnie większe. Znaczy to, że bogaci Chrześcijanie w USA i w Europie wydają rocznie prawie dwa razy więcej na pożywienie dla swoich czworonożnych pupili niż potrzebne jest na wyżywienie wszystkich umierających z głodu. A codziennie w samej tylko Afryce umiera z głodu, biedy i niedożywienia 30 tysięcy dzieci poniżej piątego roku życia.

Ciekawa jest tabela zestawiająca wielkość niektórych wydatków we współczesnym świecie w miliardach dolarów rocznie:


Zbrojenia na świecie – 780 mld

Narkotyki – 400 mld

Alkohol (tylko w Europie) – 105 mld

Papierosy (tylko w Europie) – 50 mld

Rozrywki i wypoczynek (tylko w Japonii) – 35 mld

Pożywienie dla piesków i kotków w USA i w Europie – 25 mld

Zaspokojenie głodu na świecie – 13 mld

Zużycie perfum w USA i w Europie – 12 mld

Na lody w Europie wydaje się – 11 mld

Zapewnienie dostępu do wody dla wszystkich ludzi na świecie – 9 mld

Zakup kosmetyków tylko w USA – 8 mld

Zapewnienie wszystkim dzieciom na świecie podstawowej edukacji – 6 mld

(Tabela zawiera dane z roku 2000)

Papież Jan Paweł II w swym Liście Apostolskim „Novo Millennio Ineutne” pisze:

Ten krajobraz ubóstwa może poszerzać się bez końca, jeśli do starych jego form dodamy nowe, dotykające często także środowisk i grup ludzi materialnie zasobnych, którym wszakże zagraża rozpacz płynąca z poczucia bezsensu życia, niebezpieczeństwo narkomanii, opuszczenie w starości i chorobie, degradacja lub dyskryminacja społeczna. Trzeba, aby w obliczu tej sytuacji chrześcijanin uczył się wyrażać swą wiarę w Chrystusa przez odczytywanie ukrytego wezwania, jakie On kieruje do niego ze świata ubóstwa. W ten sposób będzie można kontynuować tradycję miłosierdzia, która już w minionych dwóch tysiącleciach wyraziła się na wiele różnych sposobów, ale która obecnie wymaga może jeszcze większej inwencji twórczej. Potrzebna jest dziś nowa «wyobraźnia miłosierdzia», której przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr.” (List Apostolski Novo Millennio Ineunte Ojca Świętego Jana Pawła II, nr.50)

(http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/apost_letters/documents/hf_jp-ii_apl_20010106_novo-millennio-ineunte_pl.html)

Dla uniknięcia nieporozumień warto może jeszcze podać, że według oficjalnych (ogólnie dostępnych) statystyk sama tylko Polska wydaje rocznie na zbrojenia 14 razy tyle, co roczny budżet Stolicy Apostolskiej. To jest „sprawiedliwy i równy” świat. Dlaczego w tym względzie nikt nie domaga się równych praw dla wszystkich? Dlaczego parlamenty „jaśnie oświeconych krajów Europy i demokratycznej Ameryki” nie biją na alarm, że pogwałcone zostają podstawowe prawa ludzkie? W sytuacji obecnego nierównego podziału dóbr, gdzie zaledwie 20% populacji świata zużywa aż 80% dóbr naturalnych, sprawiedliwość społeczna, a raczej jej brak nie jest jednym z problemów naszej cywilizacji. Jest to największy problemem naszego świata.

Papież Benedykt XVI w swej pierwszej Encyklice „Sacramentum Caritatis” pisał:

“Pan Jezus, Chleb życia wiecznego, nakłania nas i uwrażliwia na sytuacje nędzy, w których znajduje się wciąż większa część ludzkości. Są to sytuacje, których przyczyna tkwi często w niepokojącym braku odpowiedzialności ludzi (n. 90).”

Warto jest słowa obydwu Papieży zapamiętać, szczególnie wtedy gdy jako uczestnicy Eucharystii zapominamy na co dzień o sprawiedliwości społecznej i o ubogich.

XV Niedziela w ciągu roku – B

Am 7,12-15

I rzekł Amazjasz, kapłan z Bethel do proroka Amosa: Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą. I odpowiedział Amos Amazjaszowi: Nie jestem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody, bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie Pan: Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!

Ef 1,3-14

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim, bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie, jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie, jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi. W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu – my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie. W Nim także i wy usłyszeliście słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu. W Nim również uwierzyliście i zostaliście opatrzeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany. On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu.

Mk 6,7-13

Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien. I mówił do nich: Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli, w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich. Oni, więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

Ciekawe spostrzeżenia

W wielu miejscach w Ewangelii mamy zanotowane podobne sceny, wyboru i posłania Apostołów czy rozesłania uczniów. Ciekawym jest, że wraz z przykazaniem głoszenia bliskości Królestwa Bożego Chrystus udziela posłanym pewnych darów, charyzmatów, władzy uzdrawiania. Ciekawym jest też fakt, że we wszystkich takich wypadkach wraz z nakazem głoszenia Słowa Bożego związana jest władza i przykazanie, a nawet nakaz wyrzucania złych duchów, uzdrawiania, leczenia, czynienia dobra, (Mt 10,1-7; Łk 10,3-11) czyli nakaz pełnienia niejako dzieł charytatywnych. To jest na pewno jakiś program duszpasterski dla całego Kościoła. I tak było w historii, że głoszenie Słowa Bożego o zbliżającym się Królestwie Bożym było związane z działalnością charytatywną. Sądzę, że warto i dzisiaj o tym nie zapominać i to nie tylko w działalności Kościoła, jako całości, ale i w działalności Jego członków, Jego przedstawicieli.

Jest też i inny szczegół warty zauważenia, a mianowicie, że wysyłając swoich uczniów Jezus, nakazuje im działać prostymi środkami, przestrzega przed bogactwem, przed pokładaniem zbytniej nadziei w bogactwie środków i w rzeczach, które mogłyby wydawać się nieodzowne. Przecież dla podróżującego i chleb jest potrzebny, i torba podróżna, i pieniądze …. A tymczasem Chrystus przestrzega swoich wysłanników przed zbytnim „obciążaniem się”, przed uzależnianiem od rzeczy materialnych. On sam zresztą wcale nie przywiązywał wagi do swojego socjalnego czy materialnego statusu. „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8,20; Łk 9,58). A jak to jest wśród współczesnych nam chrześcijan, jak to jest wśród dzisiejszych następców Apostołów?

Tak się czasami zastanawiam czy we współczesnym głoszeniu Królestwa Bożego nie odeszliśmy za daleko od tego, co Chrystus nakazywał swoim uczniom? Czy nie położyliśmy zbytnio akcentu na środkach, zapominając o celu? Co więcej, w historii Kościoła widać jednak, że to nie zasobność portfeli, wielkość zaplecza i doskonałe planowanie wraz z bogactwem środków materialnych decydowały o powodzeniu chrystianizacji, ale co innego. Warto sobie czasami o tym przypomnieć we współczesnym świecie stechnicyzowanym i nastawionym na efektowne sukcesy. Głoszenie Królestwa Bożego nie może być traktowane na równi ze sprzedażą nawet najbardziej wartościowych produktów rynkowych. Nie dokonuje się też w zależności od najlepiej przygotowanych kampanii reklamowych. Nie bogactwo środków i zaplecze materialne są przyczyną jego sukcesów. Królestwo Boże jest, jak ziarno gorczycy, jak zaczyn w cieście, jak perła znaleziona nad brzegiem morza …

Naucz mnie Panie, że Królestwo Twoje nie opiera się na wielkich i przytłaczających środkach, ale na dobru i na głoszeniu Twojego Słowa o zbawieniu.

14 NIEDZIELA ZWYKŁA

Wprowadzenie do Mszy Świętej:

      W czasie każdej Mszy świętej mamy spotkać Chrystusa żyjącego w Słowie i w Eucharystii. Czy my jednak naprawdę w to wierzymy, czy jest to dla nas raczej jedynie nudnawe „spełnienie obowiązku”? Warto być może na początku tej Mszy tę właśnie prawdę sobie uświadomić. Jezus przychodzi do nas, jak do swoich rodaków w Nazarecie. Czy spotka się z takim samym przyjęciem; niedowiarstwem, kpiną i powątpiewaniem?

Ez 2,2-5

I wstąpił we mnie duch, i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich.

2Kor 12,7-10

Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

Mk 6,1-6

Jezus wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

Jezus dziwił się ich niedowiarstwu – I

Postawa mieszkańców Nazaretu jest postawą obserwowaną i dzisiaj i to na coraz większą skalę. Coraz więcej wyznawców Chrystusa okazuje nieufność, lekceważenie, znudzenie, niedowiarstwo. Coraz więcej katolików ośmiesza, a nawet kpi sobie z Chrystusa … Nie reagujemy, czy tylko wzruszamy ramionami na prowokacje rożnej maści pseudo-artystów, czy na ośmieszanie Chrystusa i Kościoła (Ciała Chrystusa) w naszych mediach?

Jakże często możemy być świadkami reakcji w stylu „znamy cię, co nam tu będziesz banialuki opowiadał?” Odrzucamy współczesnych proroków i pasterzy ustanowionych przez Chrystusa, bo są niewygodni, bo głoszą prawdę, której przyjąć nie chcemy, bo jest zbyt wymagająca, zbyt niewygodna, za trudna. Jesteśmy ludźmi o twardym karku i zaskorupiałych sercach…

Dlaczego?

Nie chcemy słuchać, bo nie szukamy prawdy, ale zaspokojenia naszych zachcianek, bo nie szukamy życia wiecznego, ale doczesnych przyjemności…. Nie chcemy słuchać Chrystusa, bo jest niewygodny, bo nie ma nam nic do powiedzenia, bo jest niedzisiejszy, nierealistyczny, bo wymagania przez Niego stawiane są zbyt uciążliwe, zbyt dalekie od naszych oczekiwań.

Kiedyś słyszałem proboszcza, jak w swojej parafii mówił wprost do parafian: Jeśli nie mówię wam tego co chcecie usłyszeć, to nie słuchacie tego mam wam do powiedzenia. Czy nie jest i tak w moim przypadku? Czy nie słucham tego co Chrystus mam mi do powiedzenia, bo nie mówi tego co połaskocze moje uszy?

Kiedy Bóg powołał proroka Ezechiela powiedział mu wprost i ostrzegł go:

Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg …„.

Te słowa z pierwszego czytania wydają się spełniać w osobie Jezusa, który w swoim rodzinnym mieście został zlekceważony i prawie wyszydzony, tak bardzo, że sam się dziwił niedowiarstwu swoich ziomków. Czy nie jest jednak i tak, że i dzisiaj jest On lekceważony i odrzucany w sposób bezczelny i arogancki, przez wielu ludzi? Czy nie jest i tak, że serce współczesnego człowieka zatwardziało w samouwielbieniu i samozadowoleniu? Człowiek tak bardzo uwierzył w siebie, tak bardzo zaufał swoim możliwościom i swojemu rozumowi, że Bóg jest mu już niepotrzebny, że Jezus mu przeszkadza, że mówienie o Bogu i naszych wobec Niego zobowiązaniach staje się nieznośne i wprost denerwujące. Człowiek współczesny tak bardzo zapatrzył się w siebie i swoje możliwości, że odważa się poprawiać samego Stwórcę i zarzucać Mu błędy.

Nie chce -współczesny człowiek- słuchać o swoich słabościach, nie chce aby mu przypominano jego ułomności i niedoskonałości, nie chce mieć nad sobą żadnego mistrza i Boga, bo czuje się zniewolony, zapominając, że to właśnie on sam się najbardziej zniewala ułudą wolności i anarchią samowoli. Być może dlatego i w naszych czasach tak trudno jest Jezusowi zdziałać jakikolwiek cud, bo my Mu nie wierzymy, bo powątpiewamy o Jego Boskości, bo wątpimy w Jego Zbawcze zamiary? To jest chyba przyczyna całego nieszczęścia współczesnego świata, że człowiek za bardzo zaufał sobie samemu, że w swojej pysze i zarozumiałości odrzucił i odrzuca nadal Boga z Jego Zbawczym planem, i sam szuka zbawienia w konsumpcyjnym stylu życia, w rozkoszach, w szaleńczym zaspokajaniu swoich wydumanych potrzeb, w rozrywce, w seksie, w dobrach materialnych. Człowiek przygotował sobie, w swojej pysze, swój mały ludzki raj, który stał się dla niego piekłem konsumpcjonizmu i pogoni za nierealizowalnymi mirażami i ułudami ziemskiego dobrobytu.

Marks zarzucał chrześcijaństwu, że jest ono alienujące, że odciąga ludzi od pracy na ziemi i dla ziemskich rzeczywistości, że umieszcza szczęście człowieka w nierealnych zaświatach. I cóż? Okazuje się, że to ziemskie szczęście jest nierealne, że jest nierealizowalne, że to właśnie ziemskie szczęście jest nie tylko ułudą i alienacją, ale i że pogoń za nim sprawia iż ludzie stają się dla siebie dzikimi bestiami egoizmu. A wszystko to dlatego, że człowiek w swej pysze i zarozumiałości odrzucił Jezusa, że zwątpił w Jego Zbawczą misję, że odrzucił z pogardą i lekceważeniem Tego, Który przyszedł dla zbawienia człowieka.

Naucz mnie Panie, kim naprawdę jestem i kim dla mnie jesteś Ty – Zbawiciel świata.

Homilia alternatywna

Jezus dziwił się ich niedowiarstwu – II

„Posyłam cię do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili (…) To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, (…) A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym …  ” Te słowa z pierwszego czytania wydają się spełniać w osobie Jezusa, który w swoim rodzinnym mieście został zlekceważony i prawie wyszydzony, tak bardzo, że sam się dziwił niedowiarstwu swoich ziomków. Czy nie jest jednak i tak, że i dzisiaj jest On lekceważony i odrzucany w sposób bezczelny i arogancki, przez wielu ludzi? Czy nie jest i tak, że serce współczesnego człowieka zatwardziało w samouwielbieniu i samozadowoleniu? Człowiek tak bardzo uwierzył w siebie, tak bardzo zaufał swoim możliwościom i swojemu rozumowi, że Bóg jest mu już niepotrzebny, że Jezus mu przeszkadza, że przypominanie prawdziwej ludzkiej kondycji staje się nieznośne i wprost denerwujące. Człowiek współczesny tak bardzo zapatrzył się w siebie i swoje możliwości, że odważa się poprawiać samego Stwórcę i zarzucać Mu błędy.

Nie chce -współczesny człowiek- słuchać o swoich słabościach, nie chce aby mu przypominano jego ułomności i niedoskonałości, nie chce mieć nad sobą żadnego mistrza i Boga, bo czuje się zniewolony, zapominając, że to właśnie on sam się najbardziej zniewala ułudą wolności i anarchią samowoli. Być może dlatego i w naszych czasach tak trudno jest Jezusowi zdziałać jakikolwiek cud, bo Mu nie wierzymy, bo powątpiewamy o Jego Boskości, bo wątpimy w Jego Zbawcze zamiary? To jest chyba przyczyna całego nieszczęścia współczesnego świata, że człowiek za bardzo zaufał sobie samemu, że w swojej pysze i zarozumiałości odrzucił i odrzuca nadal Boga z Jego Zbawczym planem, i sam szuka zbawienia w konsumpcyjnym stylu życia, w rozkoszach, w szaleńczym zaspokajaniu swoich wydumanych potrzeb, w rozrywce, w seksie, w dobrach materialnych. Człowiek przygotował sobie, w swojej pysze, swój mały ludzki raj, który stał się dla niego piekłem konsumpcjonizmu i pogoni za nierealizowalnymi mirażami i ułudami ziemskiego dobrobytu.

Marks zarzucał chrześcijaństwu, że jest ono alienujące, że odciąga ludzi od pracy na ziemi i dla ziemskich rzeczywistości, że umieszcza szczęście człowieka w nierealnych zaświatach. I cóż? Okazuje się, że to ziemskie szczęście jest nierealne, że jest nierealizowalne, że to ziemskie szczęście jest nie tylko ułudą i alienacją, ale i że pogoń za nim sprawia iż ludzie stają się dla siebie dzikimi bestiami egoizmu. A wszystko to dlatego, że człowiek w swej pysze i zarozumiałości odrzucił Jezusa, że zwątpił w Jego Zbawczą misję, że odrzucił z pogardą i lekceważeniem Tego, Który przyszedł dla zbawienia człowieka.

Czyż nie trzeba nam pokory św. Pawła, który mówi: „Aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. „? Czyż nie trzeba nam wrócić do prawdziwego spojrzenia na naszą ludzką kondycję, na nasze ludzkie słabości i uznać, że to Jezus Chrystus jest ostatecznym wzorcem człowieka i Zbawicielem? Czyż nie trzeba nam czasami po prostu uznać naszej małości i ułomności, naszej grzeszności, aby doświadczyć niezwykłego działania samego Boga?

Naucz mnie Panie, kim naprawdę jestem i kim dla mnie jesteś Ty – Zbawiciel świata.

Modlitwa wiernych

Wstęp:

Do Ojca, Który posłał swego Syna Jednorodzonego dla zbawienia świata wołajmy z ufnością i prośmy o dar zrozumienia i przyjęcia Chrystusa dla nas samych i naszych bliskich

1 Za pasterzy Kościoła; Papieża, biskupów i kapłanów, aby mimo kłopotów, drwin i lekceważenia z wiarą i wytrwałością głosili Słowo Boże w porę i nie w porę, dla zbawienia wszystkich wiernych … Ciebie prosimy,

2 Za naszą parafię i tych, którzy w niej pracują, aby z mocą świadczyli o żywej obecności Syna Bożego wśród nas … Ciebie prosimy,

3 Za wątpiących, poszukujących i za kontestujących, za tych, którzy odchodzą, za gorszących się i za tych którzy lekceważą sobie Chrystusa i Jego przykazania, aby łaska Boża znalazła drogę do ich serc … Ciebie prosimy,

4 Za młodzież zniechęconą i za tych, którym przedstawiono fałszywy i karykaturalny obraz Chrystusa, za ludzi dorosłych znudzonych Chrystusem i Jego nauczaniem, aby odnaleźli Jego prawdziwe oblicze … Ciebie prosimy,

Zakończenie:

Boże Prawdo i Miłości nieskończona, pozwól nam rozpoznać i przylgnąć do Ciebie mimo ośmieszania, lekceważenia i zniechęcenia, pozwól nam podążać za Twoim Synem naszym Panem i Zbawicielem, Który z Tobą żyje i Króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg na wieki wieków. Amen

Słowo „przed rozesłaniem”:

Zazwyczaj rachunek sumienia robimy na początku Mszy świętej. Dzisiaj jednak proponuję aby każdy z nas zrobił sobie prywatny rachunek sumienia właśnie na zakończenie Mszy zadając sobie tylko jedno pytanie: „czy spotkałem dzisiaj Jezusa w Eucharystii?

XIII Niedziela w ciągu roku – B

Mdr 1,13-16.2:23-24

Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Bezbożni zaś ściągają ją na siebie słowem i czynem, usychają, uważając ją za przyjaciółkę, i zawierają z nią przymierze, zasługują bowiem na to, aby być jej działem. Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.

2Kor 8,7-15

A podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. (Nie mówię tego, aby wam wydawać rozkazy, lecz aby wskazując na gorliwość innych, wypróbować waszą miłość.) Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. (Tak więc udzielam wam rady, a to przyniesie pożytek wam, którzy zaczęliście już ubiegłego roku nie tylko chcieć, lecz i działać. Doprowadźcie teraz to dzieło do końca, aby czynne podzielenie się tym, co macie, potwierdzało waszą chętną gotowość. A gotowość uznaje się nie według tego, czego się nie ma, lecz według tego, co się ma.) Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.

Mk 5,21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Twoja wiara cię ocaliła …

Dwa cudowne wydarzenia opisane w dzisiejszej Ewangelii, są podobne, a zarazem różne. Córkę Jaira Jezus uzdrawia na wyraźną prośbę ojca, kobieta, która się „dopchała” do Jezusa wydaje się być w pierwszym momencie skarcona, za to co zrobiła. W obu jednak wypadkach chodzi przecież o to samo, O WIARĘ. Kiedy Jair przychodzi do Jezusa to z wiarą prosi Go o cud. On nie wątpi, że Jezus może uczynić rzecz niezwykłą, on jest przekonany, że Mesjasz jest Panem życia i śmierci. Podobnie i kobieta, która szuka sposobu chociażby tylko dotknięcia się Jezusa. Ona również jest głęboko przekonana, że Jezus jest Mesjaszem, który może jej pomóc. Ona wierzy i takie właśnie słowa pochwały swojej wiary od Chrystusa usłyszy. Wiara jest więc kluczem, który otwiera skarbiec łaski Bożej. Ale też ta wiara opiera się nie na irracjonalnych i niczym nieuzasadnionych przesłankach. Wystarczy bowiem uważnie przeczytać pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Mądrości: „Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. (…) Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka„. Już tylko ten fragment może nam pomóc zrozumieć, że Bóg, jest Bogiem Życia, że On nie chce i nie szuka śmierci, ni choroby, że z Niego życie emanuje, że w Nim jest Życie i pełnia i moc istnienia. Uzdrawiając kobietę w tłumie i wskrzeszając córkę Jaira, Chrystus nie czynił w sumie nic nadzwyczajnego. On działał zgodnie ze swą najgłębszą, Boską naturą. To tylko dla nas Jego działanie jest czymś niezwykłym, to tylko my -aby doświadczyć Jego życiodajnej mocy- musimy najpierw uwierzyć, że On jest Dawcą i Panem ŻYCIA nie śmierci.

Powiedzenie „wiara czyni cuda” nie jest bezpodstawne, bo rzeczywiście to wiara, głębokie przekonanie o Wszechmocy Bożej dokonuje cudów w naszym codziennym życiu. Można by jednak zapytać, dlaczego więc nie zawsze Pan Bóg dokonuje tych cudów dla nas? Dlaczego pozwala czasami, że droga nam osoba mimo naszej wiary umiera, że mimo naszej wiary dzieje się coś strasznego i przeciwnego -wydawać by się mogło- najgłębszej naturze Boga? No właśnie … dlaczego? Czy nie jest tak właśnie dlatego, że nasza wiara jest mała i słaba? „Gdyby wiara wasza była jak ziarno gorczycy … ” A może nie umiemy lub nie chcemy poznać i przyjąć woli Bożej? Albo to, co dla nas wydaje się dobre, na siłę chcemy „wmówić samemu Bogu”? Rozpoznanie i przyjęcie woli Bożej, szczególnie wtedy, gdy jest ona da nas trudna i niezrozumiała wydaje się warunkiem koniecznym i niejako uniesprzeczniającym naszą wiarę. Nie ma mowy o prawdziwej i głębokiej wierze tam, gdzie nie ma najpierw uznania i przyjęcia woli Bożej, uznania, że to ostatecznie wola Boża ma się spełnić, a nie moja, tak jak modlę się w codziennej modlitwie „Ojcze nasz … bądź wola Twoja„.

Naucz mnie Panie, jak rozpoznawać i przyjmować Twoją wolę.

Naucz mnie Panie, jak wierzyć wiarą Maryi, Abrahama i Jaira.