III Niedziela Adwentu – C

Pierwsze czytanie                                         So 3, 14-18a

Bóg jest wśród swojego ludu

Czytanie z Księgi proroka Sofoniasza.

Wyśpiewuj, Córo Syjońska,
podnieś radosny okrzyk, Izraelu!
Ciesz się i wesel z całego serca,
Córo Jeruzalem!
Pan oddalił wyroki na ciebie,
usunął twego nieprzyjaciela:
król Izraela, Pan, jest pośród ciebie,
już nie będziesz bała się złego.
Owego dnia powiedzą Jerozolimie:
« Nie bój się, Syjonie!
Niech nie słabną twe ręce! »
Pan, twój Bóg jest pośród ciebie,
Mocarz, który daje zbawienie.
On uniesie się weselem nad tobą,
odnowi swą miłość,
wzniesie okrzyk radości,
jak w dniu uroczystego święta.

Oto słowo Boże.

Psalm responsoryjny         Iz 12, 2-3. 4bcd. 5-6  (R.: 6)

Refren: Głośmy z weselem, Bóg jest między nami.

2  Oto Bóg jest moim zbawieniem, *
będę miał ufność i bać się nie będę.
Bo Pan jest moją mocą i pieśnią, *
On stał się dla mnie zbawieniem.

Refren.

3  Wy zaś z weselem czerpać będziecie wodę *
ze zdrojów zbawienia.
4  Chwalcie Pana, wzywajcie Jego imienia, †
dajcie poznać Jego dzieła między narodami, *
przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego.

Refren.

5  Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy, *
niech to będzie wiadome po całej ziemi.
6  Wznoś okrzyki i wołaj z radości, mieszkanko Syjonu, *
bo wielki jest pośród ciebie, Święty Izraela.

Refren.

Drugie czytanie                                                  Flp 4, 4-7

Pan jest blisko

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Filipian.

Bracia:

Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem.

A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

Oto słowo Boże.

Śpiew przed Ewangelią                                        Iz 61, 1

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Duch Pański nade mną,
posłał mnie głosić dobrą nowinę ubogim.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Ewangelia                                                         Łk 3, 10-18

Jan Chrzciciel przygotowuje przyjście Chrystusa

+ Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Gdy Jan nauczał, pytały go tłumy:
« Cóż więc mamy czynić? ».
On im odpowiadał: « Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni ».
Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: « Nauczycielu, co mamy czynić? ».
On im odpowiadał: « Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono ».
Pytali go też i żołnierze: « A my, co mamy czynić? »
On im odpowiadał: « Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie ».

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: « Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym ».

Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.

Oto słowo Pańskie.

JCH

Najważniejsze pytanie: „co mam czynić?”

Czas Adwentu to czas ustawicznego nawoływania: „Pan jest blisko, przygotujcie drogi dla Pana, prostujcie dla Niego ścieżki waszego życia”. W tę trzecią niedzielę tegorocznego Adwentu Jan zwraca się z bardzo konkretnymi radami, jak to czynić, jak przygotować drogi dla Pana.

Św. Jan Chrzciciel, człowiek bardzo niewygodny, człowiek który nie boi się głosić prawdy niepopularnej, człowiek którego jednak sam Bóg wybrał, aby „przygotował drogę Panu”, staje przed nami z bardzo jasnym i zdecydowanym przesłaniem:

– bądź uczciwy,
– nie szukaj swego,
– nie wyzyskuj innych,
– nie wynoś się,
– nie sądź że twoje złe czyny ujdą uwadze Najwyższego,
– nie myśl tylko o życiu doczesnym,
– wiedz, że wszystko, co robisz zostanie ostatecznie osądzone,
– wiedz, że za mną idzie ten, Który”plewy spali w ogniu nieugaszonym.”

Jana obawiał się nawet król Herod i nadal obawiają się go ci, którzy są przy władzy ale i ci, których życie jest dalekie od prawdy, dalekie od uczciwości. Jan jest naprawdę niewygodny i niektórzy najlepiej wymazaliby z Ewangelii wszystkie wzmianki o tym niewygodnym proroku stojącym na pograniczu obu Testamentów. Jego wołanie i bezkompromisowe głoszenie prawdy nie może się podobać delikatnym, „tolerancyjnym” i przewrotnym ludziom XXI wieku.

Jakże klarowne i ponadczasowo jasne, przejrzyste i otwarte jest nauczanie Jana Chrzciciela.

  • kto ma za dużo niech się podzieli,
  • kto sprawuje jakikolwiek urząd niech go nie nadużywa, niech się nie wynosi
  • kto jest żołnierzem niech będzie ludzki w swoim zawodzie i niech się nie znęca nad nikim.

Cóż więcej dodać do tego nawoływania? Jakoś sam (nawet podświadomie) czuję, że te zdecydowane słowa Jana Chrzciciela są prawdziwe, że są uczciwym postawieniem sprawy. Ale jednocześnie czuję, że one odnoszą się także do mnie, że w moim życiu nadal wiele jest spraw, które powinny być uporządkowane według ponadczasowych i prawdziwych słów Jana Chrzciciela.

Ludzie tamtych czasów wyczuwali w nim człowieka wielkiego formatu i z prostotą pytali: „co mamy czynić?” A Jan dawał bezpośrednie i jasne odpowiedzi. Nie szukał ani swojej chwały, ani popularności, nie był politycznie poprawny, nie obawiał się ani krytyki ani prześladowania i mówił to co miał mówić, a nie to czego chcieli słuchać ludzie pokrętni. On miał przygotować ludzkie serca na spotkanie z Panem. On głosząc prawdę miał przygotować naród wybrany na spotkanie z prawdą. On i dzisiaj ma nas przygotować na spotkanie z nadchodzącym Bogiem.

A co się zmieniło od czasów Jana Chrzciciela? Bogaci są coraz bogatsi i coraz bardziej chciwi, urzędnicy i politycy coraz bardziej aroganccy i zachłanni, żołnierze coraz bardziej bestialscy, kłamcy coraz bardziej bezczelni, złodzieje coraz bardziej nienasyceni, … i tylko Jana Chrzciciela głoszącego odważnie moralne prawdy … BRAK, albo jeśli nawet jest, to słuchać go nie chcemy, bo mówi nam rzeczy, których słuchać nie chcemy, bo świerzbią nas uszy, bo my mamy nasz własny sposób na życie, bo prawda jest dla nas zbyt trudna, bo zbyt wiele wymaga, bo żyjemy w nowoczesnym świecie, gdzie tak wiele (a nawet wszystko) ulega zmianie, dostosowaniu i uwspółcześnieniu.

Gdyby św. Jan Chrzciciel stanął między nami dzisiaj, czyż nie powtórzyłby tych samych słów co dwa tysiące lat temu? A my stale dopytujemy się: „Co mamy czynić?” i oczekujemy na jakieś nadzwyczajne wskazówki i instrukcje. Spodziewamy się, że złagodzi swoje nauczanie, że będzie głosił nam raczej miałką, nijaką i sentymentalną „pseudo-miłość” tolerującą wszelkiego rodzaju ludzkie grzechy, słabości a nawet zboczenia. Po co? Czegóż nam więcej potrzeba do życia uczciwego niż realizacji prostych, jasnych i prawdziwych słów Jana? Czegóż nam więcej potrzeba niż prostoty i uczciwości w życiu codziennym?

A gdyby przyszli do niego współcześni politycy, senatorowie, posłowie, ministrowie …., biznesmeni, ludzie robiący karierę, a i my księża ??? Co by nam powiedział? Czy nie byłoby tak jak za tamtych czasów, że głos Jana był bardzo często jedynie głosem wołającym na pustkowiu? Niewielu go słuchało! (…) I nadal niewielu go nie słucha …, bo mówi rzeczy niewygodne, bo „straszy” ogniem nieugaszonym, bo jest fanatykiem i fundamentalistą, bo my wiemy lepiej niż on, posłany przez Boga, bo my wiemy lepiej niż nawet sam Syn Boży, bo drażnią nas jego proste i uczciwe słowa.

A co się w końcu stało z Janem? I jakie są losy tych, którzy jak on, ośmielają się być „głosem wołającym na pustkowiu„? Niewielu chciało Jana słuchać i niewielu jest i dzisiaj takich, którzy chcą słuchać współczesnych proroków. Zresztą prorok, to zawsze ktoś, kto jest niewygodny, bo zawraca głowę, przeszkadza żyć dostatnio i spokojnie, bo czepia się i szuka dziury w całym. Jan niepokoił sumienia i nadal niepokoi, a tego nikt nie lubi … NIKT …

Kto w czasach Jana „przygotował ścieżki dla Pana?” Ubodzy, zapomniani, odrzuceni, niechciani, wyśmiani …, ale jednak pokorni i uznający swoją grzeszność i małość, ludzie pogardzani przez „sprawiedliwych, doskonałych, zarozumiałych, wielkich i pewnych siebie”. I do nich przyszedł Chrystus, nie do bogatych i pewnych siebie, nie do zarozumiałych i pysznych, nie do zadufanych we własne siły i możliwości i nie do tych, którzy szukali własnego komfortu i wygody. I nie inaczej będzie i tym razem … Cieszcie się i radujcie ubodzy i chorzy, pogardzani i odrzuceni, wyrzutki społeczne, niedorajdy życiowe, cieszcie się i radujcie nieudacznicy i biedacy, którzy nie umiecie się urządzić, … bo do was przychodzi Pan ubogi i pokorny, w stajni narodzony, bezdomny i biedny syn cieśli! Ten, który jednak jest potężny, który chrzci Duchem Św. i ogniem i Który odda każdemu według uczynków jego… I to jest właśnie dobra nowina dla was, dla tych których do głosu się nie dopuszcza, dla was, którzy nie macie żadnych praw w społeczeństwie cwaniaków. Cieszcie się i radujcie! Pan jest blisko. Maranatha!

Homilia starsza

Cóż mamy czynić ?

Jakże klarowne i ponadczasowo jasne, przejrzyste i otwarte jest nauczanie Jana Chrzciciela. Kto ma za dużo niech się podzieli, kto sprawuje jakikolwiek urząd niech go nie nadużywa, kto jest żołnierzem niech będzie ludzki w swoim zawodzie i niech się nie znęca nad nikim. Cóż więcej dodać do tego nawoływania? Co się zmieniło od czasów Jana Chrzciciela? Bogaci są coraz bogatsi i coraz bardziej chciwi, urzędnicy coraz bardziej aroganccy i zachłanni, żołnierze coraz bardziej bestialscy, kłamcy coraz bardziej bezczelni, złodzieje coraz bardziej nienasyceni, … Gdyby św. Jan Chrzciciel stanął między nami dzisiaj czyż nie powtórzyłby tych samych słów co 2000 lat temu? A my stale dopytujemy się: „Co mamy czynić?” i oczekujemy na jakieś nadzwyczajne wskazówki i instrukcje. Po co? Czegóż nam więcej potrzeba do życia uczciwego niż realizacji prostych i jasnych słów Jana?

A gdyby przyszli do niego współcześni politycy, senatorowie, posłowie, ministrowie …., biznesmeni, ludzie robiący karierę, a i my księża ??? Co by nam powiedział? Czy nie byłoby tak jak za tamtych czasów, że głos Jana był jedynie głosem wołającym na pustkowiu? Nikt go nie słuchał! I nadal nikt go nie słucha …

A co się w końcu stało z Janem? I jakie są losy tych, którzy jak on ośmielają się być „głosem wołającym na pustkowiu„? Nikt Jana nie chciał posłuchać i nikt nie chce słuchać współczesnych proroków. Zresztą prorok to zawsze ktoś, kto jest niewygodny, bo zawraca głowę i przeszkadza żyć dostatnio i spokojnie, czepia się i szuka dziury w całym. Jan niepokoił sumienia i nadal niepokoi, a tego nikt nie lubi … nikt …

Kto „przygotował ścieżki dla Pana„? Ubodzy, zapomniani, odrzuceni, pogardzani, niechciani, wyśmiani … I do nich przyszedł Chrystus, nie do bogatych i pewnych siebie, nie do zarozumiałych i pysznych, nie do zadufanych we własne siły i możliwości i nie do tych którzy szukali własnego komfortu i wygody. I nie inaczej będzie i tym razem … Cieszcie się i radujcie ubodzy i chorzy, pogardzani i odrzuceni, wyrzutki społeczne, niedorajdy życiowe, cieszcie się i radujcie nieudacznicy i biedacy, którzy nie umieliście się urządzić, … bo do was przychodzi Pan ubogi i pokorny, w stajni narodzony, bezdomny i biedny syn cieśli! Ten, który jest jednak potężny, który chrzci Duchem Św. i ogniem i odda każdemu według uczynków jego… I to jest właśnie dobra nowina dla was, dla tych których do głosu się nie dopuszcza, dla was, którzy nie macie żadnych praw w społeczeństwie cwaniaków. Cieszcie się i radujcie! Pan jest blisko. Maranatha!

Reklamy

I Niedziela Adwentu – C

Jr 33,14-16

Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu. W owych dniach i w owym czasie wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe; będzie wymierzać prawo i sprawiedliwość na ziemi. W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima będzie mieszkała bezpiecznie. To zaś jest imię, którym ją będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

1Tes 3,12-4.2

A Pan niech pomnoży liczbę waszą i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich, jaką i my mamy dla was; aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi. A na koniec, bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa.

Łk 21,25-28. 34-36

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym.

I N A C

Nie lękajcie się

Chrystus nie jest imperatorem, eksterminatorem, krwawym królem imperialistą. Jest Królem Miłości i Miłosierdzia. Mówi o znakach i wydarzeniach, które mogą przerażać i powodować lęk. Ale jednocześnie dodaje: „Ale gdy się to dziać zacznie, wy nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie„. Jego przyjście ma być wprawdzie poprzedzone niezwykłymi znakami, ale On sam nie przychodzi aby niszczyć, burzyć, miażdżyć i wtrącać do piekła. Bo nie Bóg stworzył piekło, to my je sobie tworzymy, powolutku i na co dzień, naszymi grzechami; egoizmem, lenistwem, pychą, zazdrością, zdradą, chciwością, pijaństwem i wszystkim co nas od Boga i od innych ludzi separuje, oddala i zamyka w piekle własnego egoizmu, lęku i materializmu.

Chrystus przychodzi, aby upomnieć się o swoich, aby ich spośród tego świata wydostać. A ci, których „serca są ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych” pozostaną w stworzonym przez siebie piekle. Chrystus po to się narodził i po to przyszedł na świat, aby go zbawić, podnieść, wyzwolić od lęku i trosk. Trzeba być tylko czujnym i nie dać się zwieść pokusie doczesności. Pierwsze Jego przyjście już zostało przez wielu przegapione i niezauważone

Abyś nie przegapił i drugiego przyjścia Chrystusa i abyś mógł stanąć przed Synem Człowieczym bez lęku i trwogi nie daj się opanować doczesności, czuwaj i pomyśl czasami o innych. Inaczej zamkniesz się w piekle własnego egoizmu, obżarstwa i trosk doczesnych. Inaczej nawet wszechmoc Boga będzie bezsilna wobec twojej zatwardziałości, pychy i egoizmu.

A przede wszystkim czuwaj i nie daj się uśpić obietnicom ziemskiego dobrobytu.

Plik do druku:    TUTAJ

Czym jest Adwent ?

Można śmiało powiedzieć, że dziś Adwent dla wielu z nas to tylko rozświetlone kolorowymi lampami ulice, piękne wystawy sklepowe i promocji w marketach. To godziny spędzone w rozmyślaniu nad kupnem prezentów choć i tak wielu z nas dostanie krem albo skarpetki. Pokuszę się o stwierdzenie, że choć czas świąteczny to czas światła co widać na naszych ulicach, to niestety wewnątrz nas to czas ciemności, a nawet więcej – ciemnoty duchowej.

Czy to wszystko ma sens?

Czy pamiętasz adwent zeszłego roku czyż nie wyglądał tak samo? I pomimo, że od zeszłego roku staliśmy się mądrzejsi, zdobyliśmy więcej umiejętności to w relacji ja – Bóg zatrzymaliśmy się w miejscu. A po świętach z naszą wiarą stanie się to co się dzieje z dekoracjami świątecznymi – trafi do magazynu – do następnego roku.

A jeśli kolejny adwent przeleci nam przez palce w ten sposób jak do tej pory to nic dziwnego, że słowa Chrystusa o Jego przyjściu muszą nas denerwować. Bo demaskują w nas prawdę, że my boimy się Boga. A jeśli się Go boimy to będziemy od Niego uciekać. Cały czas będziemy się usprawiedliwiać brakiem czasu.

Musimy wiedzieć, że od kiedy słowo „jutro” stanie się wyznacznikiem czasu w naszym życiu to stanie się to niebezpieczne. „Jutro” złudnie nas przekona, że mamy jeszcze wiele czasu. I tak naprawdę nigdy nie zdążymy powiedzieć Bogu „jestem”, „czekam” przyjdź do mnie. Dlatego dostajemy dziś od Boga kolejny adwent, kolejną porcję czasu, abyśmy zrozumieli, że dość usprawiedliwiania swej powierzchownej wiary.

Zdajmy sobie sprawę, że już dziś jest czas by wyciągnąć ręce do Boga, aby pójść do konfesjonału i szczerze się wyspowiadać, podać rękę zaciekłemu wrogowi, wybaczyć krzywdy nam wyrządzone.

Dziś jest czas, aby przygotować, wystroić, rozświetlić nie tylko nasze ulice i domy ale przede wszystkim nasze serca na spotkanie przychodzącego Chrystusa.

Życzmy sobie, aby było to spotkanie, które będzie trwało przez całe nasze życie a nie tylko w przepięknych i wzruszających chwilach świąt.

Nich Chrystus stanie się dla nas wszystkich prawdziwym i żywym Przyjacielem a nie tylko świąteczna dekoracja, która w stosownym czasie będziemy mogli schować do szafy i przechować do następnych świat.

***********************

What is the meaning of Advent?

Can we say that today for many, Advent is limited only to the colorful streets, lampions and preparation of Christmas decorations, sumptuous displays in the shops and promotions in supermarkets and molls? For many contemporary, Advent means rather hours spend in hunting the Christmas gifts and presents. Will I be far away from the truth if I dare to say that although the season of Christmas is the season of light (what we can see on our streets and in our supermarkets) indeed internally for many among us it’s the time of darkness or spiritual darkness, religious emptiness?

What is the deepest sense of all this?

Do you remember the Advent last year? Did it not look like this year in more or less the same way? Despite of the fact that since last Advent we became certainly wiser and more skilled, more involved in a different aspects of our daily life, can we say that also in our relationship with God we are better, deeper, more sincere and more honest? Or should we rather say that we did not progress, that for many years now we are living rather a kind of stagnation? And after Christmas with our faith will share the lot of the Christmas decorations, it will go to the storage room till next year?

At the beginning of this Advent we have to find a serious answer for a question: „what am I waiting for?” Because if this Advent will be for me once again (or once more) the time only for gifts and presents and external colorful lampions it is true that I will be afraid and frustrated when Jesus is talking about the inevitability of His final coming, I will be frustrated and scared, I will be afraid. And if I am afraid I will run away from Him, I will despise Him, I will run into the superficiality of colorful decorations. They are beautiful and cheering but if this is only the meaning of Advent and Christmas … let us be frank it is empty and superficial.

We have to know that the one of the most dangerous words for our spiritual life is the word „tomorrow”. This word tries to convince me that I still have a time, plenty of time for confession, for prayer, for liberating my busy life for God. But in reality with „tomorrow” mentality I will never be able to say to God COME LORD JESUS. This is why today at the beginning of Advent we are receiving from God one more chance, one more opportunity to deepen our personal relationship with Emmanuel, with GOD WHO IS WITH US. It is the time when I suppose to prepare not only my house, to ornate and decorate not only the front doors of my apartment, to cleanse not only my flat but first at all to prepare my heart to accept God whenever He comes.

It will certainly cost me more than only external preparations but it will be certainly more successful and more rewarding if I have the courage to do it.

Advent is the time of preparation but first and foremost the internal preparation to meet God in so many different ways. He is coming in the manger; he is coming in His Word, Body and Blood during the Mass, He is coming also in my neighbour, in a poor, the needy, and starving. He is coming in so many ways. Am I ready to meet Him, do I wait for Him, or simply I DON’T HAVE TIME?

Uroczystość Jezusa Chrystusa – Króla Wszechświata

Dn 7,13-14

Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.

Ap 1,4-8

Jan do siedmiu Kościołów, które są w Azji: Łaska wam i pokój od Tego, Który jest, i Który był i Który przychodzi, i od Siedmiu Duchów, które są przed Jego tronem, i od Jezusa Chrystusa, Świadka Wiernego, Pierworodnego umarłych i Władcy królów ziemi. Temu, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem – kapłanami Bogu i Ojcu swojemu, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen. Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. Tak: Amen. Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący.

Jn 18,33-37

Wtedy powtórnie wszedł Piłat do pretorium, a przywoławszy Jezusa rzekł do Niego: Czy Ty jesteś Królem żydowskim? Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? Piłat odparł: Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił? Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? / Odpowiedział Jezus: / Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.

A et OM

Wszyscy, którzy są z prawdy …

Ja się po to narodziłem i po to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie, a wszyscy, którzy są z prawdy słuchają mego głosu.

W naszych zakłamanych czasach chyba najbardziej brakuje nam właśnie Prawdy. A Prawda świeci jasnym światłem (Veritatis Splendor) i jest do odkrycia, do poznania, a nie do głosowania i ustanawiania. Tylko, że jednym z podstawowych warunków poznania Prawdy jest pokora. A z tym jest już znacznie gorzej w naszych, pysznych i zarozumiałych czasach.

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32) Od lat chodzi za mną i niepokoi mnie to zdanie. Jak Piłat, pytam nieraz z cynizmem lub z rozpaczą: „A cóż to jest prawda?” (J 18,38) I to pytanie Piłata rodzi całą serię innych pytań: Czym jest prawda? Gdzie ją znaleźć? Jak rozpoznać prawdę? Jak ją uznać i przyjąć, jak zaakceptować w swoim życiu? Jak według tej prawdy żyć?

Pytanie Piłata zadawane czasem z trwogą, czasem z drwiną i szyderstwem, czasami z pełną wyższości pogardą, kpiną i lekceważeniem, wydaje się jakby negować istnienie Prawdy, lub możliwość jej poznania. Co więcej, tak jak i słowo „MIŁOŚĆ” zużyło nam się i wyświechtało w codzienności, tak i słowo „PRAWDA” straciło swój blask, wyśmiane i zlekceważone, zużyte i nadużyte przez różnego rodzaju filozofów i polityków, mówców, władców, manipulatorów i zwykłych małych kłamczuchów, którzy są tylko prawdomówni inaczej.

Nieżyjący już kardynał Józef Malula z Zairu, powiedział kiedyś: „Wolę być ukrzyżowany dla prawdy niż krzyżować Prawdę„. Jezus Chrystus, który sam o sobie powiedział: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14,6) został ukrzyżowany, bo głosił prawdę, bo sam był Prawdą. „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo Prawdzie„. (J 18,37) I ostatecznie za to dawanie świadectwa Prawdzie został ukrzyżowany, bo Prawda jest wymagająca. Ta Prawda została ukrzyżowana nie tylko dwa tysiące lat temu, ale jest nadal codziennie, (również w moim życiu) krzyżowana, kiedy ją odrzucam w imię wolności (rzekomej), kiedy nią manipuluję, kiedy ją zdradzam, a czasem nawet, kiedy jej się wyrzekam w imię świętego spokoju. Prawda jest krzyżowana nie tylko w mowach aroganckich polityków i politykierów, obiecujących narodom „złote góry”, nie tylko w aborcyjnych gabinetach, gdzie neguje się prawdę o prawie do życia każdego człowieka, nie tylko na salach sądowych przez przekupnych adwokatów i sędziów, ale również w moim codziennym życiu.

Zagrzebany po uszy w codziennym poszukiwaniu prawdy, sięgnąłem jeszcze po Drugi List św. Jana (1,4) i znalazłem słowa, które myślę, że mógłbym użyć, jako życzenia dla nas wszystkich: „Cieszyłbym się bardzo widząc, że synowie moi postępują (chodzą) w prawdzie„. Życzę tego wszystkim czytającym te słowa. Abyśmy wszyscy byli z Prawdy. Abyśmy mieli tylko jednego Króla, Jezusa Chrystusa – Który jest Prawdą, Drogą i Życiem, Który jest Prawdziwą Drogą Życia, Który jest Drogą w Prawdzie do Życia… Wiecznego…

Polecam także rozważania o Chrystusie Królu Wszechświata zawarte w poniższym, alternatywnym tekście… .

Jezus Chrystus – Królem Wszechświata

Starożytni Babilończycy, dawno temu wymyślili ciekawy mit o stworzeniu człowieka. Młodsi bogowie zostali zobowiązani do wykonania pewnej pracy w niebie. Ale nie za bardzo okazywali chęć do jej wykonania. Postanowili, więc stworzyć człowieka. Szósta próba okazała się udaną. Stworzyli człowieka, który za nich miał niewolniczo pracować. Oto pojawia się zależność władca – poddany.

Idea panowania powoli zaczęła przenikać w życie społeczności ludzkiej. Możemy ją zauważyć i to bardzo wyraźnie już od samego początku cywilizacji. U starożytnych Sumerów, uważanych za twórców pierwszego w dziejach ludzkości imperium. Tym, który jako pierwszy ogłosił się królem był władca o imieniu Sargon. I oto rozpoczęła się historia zależności pan – poddany.

Również w Biblii występują królowie. Wielki król Dawid, czy jego syn Salomon, któż z nas nie zna wspaniałych historii biblijnych, w których oni są głównymi bohaterami. Czytając Biblię już w księdze Rodzaju natrafimy na fragment mówiący o tym, że Bóg zleca człowiekowi panowanie nad światem. W języku oryginalnym użyte jest słowo „królowanie”. Oto człowiek ma królować nad ziemią. Jak Biblia rozumie zadanie – królowania? Otóż nie ulega wątpliwości, że można słowo “królowanie” w Biblii zastąpić słowem “odpowiedzialność”. Biblijny król, to władca, który bierze odpowiedzialność za swoich podwładnych. Troszczy się o nich. Zabiega o pokój i dostatek, czyli o to wszystko, co wyraża Biblia słowem SZALOM.

Czy ludzkim władcom to się udawało?

Wspomniani na początku twórcy pierwszego imperium – Sumerowie posiadali na swojej wielkiej Liście Królów imię władcy Urukagina. Rządził Imperium Sumeryjskim, na obszarze, którego miał się znajdować biblijny EDEN ok. 2400 lat przed Chrystusem. Był pierwszym znanym nam królem, który uznał, że władza ponosi odpowiedzialność zarówno za swoich bogatych jak i biednych poddanych. Umocnił prawa obywateli. Zmniejszył liczbę poborców podatkowych. Ponad pięćset lat przed tym jak babiloński władca Hammurabi wprowadził kodeks prawny oparty na zasadzie: silny nie powinien krzywdzić słabszych, Urukagina zobowiązał się, że nie odda biednych i wdów w ręce możnego człowieka. Urukagina panował tylko 10 lat.

Czy historia ludzkości to czas troski władców o poddanych? Czy teraźniejszość, w której żyjemy, to czas troski władców o poddanych? Na te pytania każdy z nas na pewno sam potrafi sobie odpowiedzieć…

Oto przed nami, staje dzisiaj król – Jezus Chrystus. Stoi przed trybunałem ludzkim, który go oskarża, nie pamiętając, że to On tylu chorych cudownie uzdrowił, nakarmił rzesze głodnych…. Chrystus stoi bezbronny, bez armii, w lichym ubraniu, umęczony więzieniem ze związanymi rękoma, ubiczowany. I pada -paradoksalne w tym kontekście- pytanie: Czy chcesz być Jego poddanym?

Czy chcesz, aby On wziął w swoje ręce twoje życie? Czy chcesz, aby On myślał o Tobie? Myślał o Tobie zawsze z troską, nie by Cię opodatkować, czy wykorzystać, czy na Tobie zarobić?

Panie chcę. Ty jesteś Panem wszechświata, królem mojego i każdego z nas życia.
Panie, ale mam wątpliwość. Czy Ty rzeczywiście chcesz myśleć i troszczyć się o mnie?

W księdze Rodzaju czytamy: „Bóg troszczy się o mnie przez całe me życie, aż do dnia dzisiejszego.” (Rdz 48,15)

A w księdze Psalmów:

Ja zaś jestem ubogi i nędzny,
ale Pan troszczy się o mnie.
Ty jesteś wspomożycielem moim i wybawcą
Boże mój, nie zwlekaj.”

Stojąc dzisiaj przed tronem Jezusa poczujmy w sercu ogromną radość i pokój. Jezus bierze odpowiedzialność za każdego z nas, za nasze życie. Patrząc na dzieje ludzkości, historie władców i królów – zobaczmy ich porażkę w rządzeniu narodami i światem. Nie oddawajmy boskiej czci współczesnym władcom, którzy przybierają różne imiona. Którzy próbują myśleć o nas i nad wyraz troszczyć się o nas, a szczególnie o nasze pieniądze.

Zabiegając o wejście do Europy, Unii europejskiej, wchodząc w nowe relacje zależności, angażując się w życie społeczne i polityczne nie zapomnijmy, że podstawowym, naszym chrześcijańskim zadaniem jest to by stać się obywatelem Królestwa Bożego. By troszczyć się o rozwój duchowego Civitas Dei. Wszak każde inne królestwo runęło i stało się materiałem wykopaliskowy – materiałem dla archeologów. Czy historia lubi się powtarzać.

Jak to zrobić konkretnie? Co mam zrobić, aby mieć pewność, że jestem obywatelem królestwa Bożego? Jestem ochrzczony, a więc jestem dzieckiem Boga. Tyle razy to już słyszałem.

Najpierw pytanie: czy się z Królestwa Bożego przypadkiem nie wyprowadziłem? Czy nie wyemigrowałem w świat złudzeń i błyskotliwych namiastek szczęścia?

Wiem jak wrócić. Wiem, co robić gdy pojawia się pokusa ucieczki.

W Apokalipsie św. Jana czytamy:

Oto stoję u drzwi i kołaczę
Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
Wejdę do niego i będę wieczerzał,
A on ze mną.”

Módlmy się o to by każdy z nas usłyszał w nawale dźwięków, informacji i sensacji głos Jezusa, by każdy z nas słysząc głos Jezusa zdecydował się na otwarcie drzwi swego serca, by pozwolił Jezusowi wejść i się rozgościć.

To dzieje się teraz. Powiedz Jezusowi, że chcesz, aby On wszedł, do twojego serca, do Twojego życia, aby był jego Panem. I tak codziennie do końca dni tu na ziemi ten fragment z Apokalipsy św. Jana 3, 20 niech się stanie treścią Twojej modlitwy. Do dnia, gdy spotkamy się w Królestwie naszego Ojca w Niebie.

********************************

Christ the King

Today’s Sunday we are celebrating solemnity of Christ the King. In His constant teaching He tried to convince people that His Father prepared the place for everybody in the Kingdom of God. We did certainly have an opportunity to hear Jesus’s words that His Kingdom is not from this World. (J18,36) But apparently we do not understand the meaning of the Kingdom of God. We know that in Gods Kingdom the eternity consist in worship of our Creator.. But do we really think that throughout the whole eternity will be doing nothing else then singing Hosanna and Alleluia. Our imagination (representation) of the kingdom of God is strongly influenced by the images of our contemporary, earthly empires, where the abundance, wealth and luxury are reigning together with autocracy and arrogance of the rulers.

Very often we try to understand the reality of heaven using our human limited capacities. Very often also, in trying this we finish with contradiction or false images.

Let us see for example the cross of Christ – The throne of God’s love. It is immediately visible that our logic is not the logic of God, our understanding of love is not Gods understanding, our understanding of Gods Kingdom is too short, inadequate to describe to reality of God’s Kingdom. This reality is certainly not the reality of luxury, splendor, arrogance but the reality of infinite of love.

Opened arms of Christ on the cross -during His crucifixion- are nothing else that the gesture of invitation. By this gesture God is inviting us to participate in His Kingdom of love. He is proposing that we accept this kingdom of love in our daily life. Let us not waste the time for useless imaginations but let us try to implement His Kingdom on earth. This is what we pray for in OUR Father – your Kingdom come your will be done.

XXXI Niedziela w ciągu roku – B

Pwt 6,2-6

Będziesz się bał Pana, Boga swego, zachowując wszystkie Jego nakazy i prawa, które ja tobie rozkazuję wypełniać, tobie, twym synom i wnukom po wszystkie dni życia twego, byś długo mógł żyć. Słuchaj, Izraelu, i pilnie tego przestrzegaj, aby ci się dobrze powodziło i abyś się bardzo rozmnożył, jak ci przyrzekł Pan, Bóg ojców twoich, że ci da ziemię opływającą w mleko i miód. Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję.

Hbr 7,23-28

I gdy tamtych wielu było kapłanami, gdyż śmierć nie zezwalała im trwać przy życiu, Ten właśnie, ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające. Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie. Prawo bowiem ustanawiało arcykapłanami ludzi obciążonych słabością, słowo zaś przysięgi, złożonej po nadaniu Prawa, /ustanawia/ Syna doskonałego na wieki.

Mk 12,28-34

Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Miłość na 2 nogach

Miłość Boga i bliźniego

Miłość, to słowo niesamowicie wyświechtane i zużyte… Miłość, to uczucie filmowe i poetyckie, dobre w romansach i kiepskich filmidełkach… Miłość, to sentymenty i nieracjonalne nastroje… W naszym zracjonalizowanym i skomercjalizowanym świecie jest miejsce na seks i użycie, na biznes, przyjemność i dobrą zabawę, ale nie na Miłość. A już Miłość Boga i bliźniego? O czym ty w ogóle mówisz? Czyś ty spadł z choinki? Nie wolno być naiwnym, ani sentymentalnym! Trzeba mocno chodzić po ziemi, bo inaczej przegrasz i zostaniesz stłamszony!

Internetowe strony pełne są zalewającej nas, nachalnej pornografii. Nigdzie, albo bardzo rzadko i wstydliwie mówi się o miłości bliźniego… a Pan Bóg…? Taki odległy… jak Go kochać?

Rozdarci między patosem i brutalnością musimy przecież znaleźć właściwe wymiary MIŁOŚCI, właściwy dla niej wyraz i realizację. A może wystarczy tylko rozejrzeć się dookoła i trochę zmienić perspektywę i punkt widzenia? Może zamiast stale myśleć, mówić i działać z pozycji „ja” potrzebuję, pragnę, mam prawo, domagam się należałoby raczej zacząć myśleć, mówić i działać z perspektywy „TY„?

Może… tylko czy znowu nie zostanę wyśmiany, zaszczuty, posądzony o słabość i czułostkowość…?

Boimy się być dobrzy… wstydzimy się być normalni, życzliwi i ludzcy… , bo miłować to być słabym, to pozwolić się ukrzyżować w najbardziej nieracjonalny i nieefektowny sposób.

Tak miłuje Bóg i do tego zaprasza także Ciebie. Miłuj Boga i bliźniego… miłuj nie używaj!

*************************************

31 Sunday in Ordinary Time – B

Spend all my goods and possessions to help poor and needy,
Become a servant of all, and the slave of my brothers and sisters,
Forgive all and everybody, forget all offences, and be ready to show the forgiveness at all time,
Love neighbor and even my enemies like God loves them …

Is it not exactly what God expects from me?
Is it not the concrete realization of the most important commandment „love God and your neighbor”?

But immediately come some questions:

– is it not too much?
– How could it be possible today to practice such a radical understanding of the teaching of Christ in the 21 century, in our „technicyzed” world?
– can Jesus ask us such a deep radicalism in our already burdened and heavy stressed life?

Shouldn’t the church adjust her teaching and update a little bit the traditional approach to the Gospel? Should the teaching of the church not amend and adjust the teaching of Christ to the contemporary reality, so to become more realistic and simpler, easier to live?

We would like to be faithful, we would like to love God, we would like be honest but those impossible to keep requirements and unrealistic expectations are a big obstacle. If God would like us to be in heaven He has to help us by adjusting His commandments and be a little bit more realistic. And it is true not only in these issues but also in the case of a very restrictive and difficult moral commandment especially in the matter of marital life.

We cannot be idealistic; we cannot live today with the fifteenth century mentality.

I cannot give up everything what I have – I have to assure my future and my retirement plan.

I cannot be a naive servant ready to help everybody – it’s a risk of ridiculing my life.

It’s naive and unrealistic to forgive and forget all the time and even sometimes is dangerous.

It is impossible to love the neighbor in this way, because it is naive and certainly nowadays it is stupid to love and enemy in this way because it is dangerous.

I cannot resign from my live and be naive. I have to assure the security of my live.

 

What matters in those entire unrealistic God’s commandments? What is finally the meaning of Love ?
God is Love – it’s true but we have to know also that God is One, or Oneness.

This is showing immediately that to gain or achieve oneness we have to struggle for it and to sacrifice something. The true love is always demanding, and always sacrificial. This is what Jesus is showing in His the passion and death. It was not a theatre; it was not a sentimental performance. It was the real and very brutal death on the cross out of love for us and for our salvation. He paid this price in full and He knows what He is talking about, remaining us the commandments.

Our wealth, our luxury life, our selfishness, our lack of mercy, our hate, envy, or negligence are always against God, and against the children of God.

Therefore:

– Let us help others with our wealth and richness,
– let build up the unity in our families and in our life by serving and helping others,
– Let us forgive each other,
– Let us be merciful,
– Let us build up the culture of mutual understanding and sharing, the culture of help and love even if it should costs us, because God gave us not only the commandments but also all necessary graces to be His children and mutually brothers and sisters.

This is the direct and the straight way to God, Who calls us to be His children and to be holy as He is holy.

XXX Niedziela w ciągu roku – B

Jr 31,7-9

To bowiem mówi Pan: Wykrzykujcie radośnie na cześć Jakuba, weselcie się pierwszym wśród narodów! Głoście, wychwalajcie i mówcie: Pan wybawił swój lud, Resztę Izraela! Oto sprowadzę ich z ziemi północnej i zgromadzę ich z krańców ziemi. Są wśród nich niewidomi i dotknięci kalectwem, kobieta brzemienna wraz z położnicą: powracają wielką gromadą. Oto wyszli z płaczem, lecz wśród pociech ich przyprowadzę. Przywiodę ich do strumienia wody równą drogą – nie potkną się na niej. Jestem bowiem ojcem dla Izraela, a Efraim jest moim synem pierworodnym.

Hbr 5,1-6

Każdy bowiem arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabościom. I ze względu na nią powinien jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron. Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: Ty jesteś moim Synem, jam Cię dziś zrodził, jak i w innym miejscu: Tyś jest kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka.

Mk 10,46-52

Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go! I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Jezus-uzdrawia

Czy moja ślepota jest uleczalna?

Jezusie Synu Dawida ulituj się nade mną, spraw abym przejrzał, bo jestem ślepy…”

jestem ślepy na piękno stworzonego przez Ciebie świata …

jestem ślepy na potrzeby i biedę drugiego, żyjącego obok mnie człowieka…

jestem ślepy na własne grzechy, nałogi i moją nędze, które mnie od lat rujnują…

jestem ślepy na moją chorobę i kalectwo…

a nade wszystko jestem ślepy na Twoją do mnie Miłość…

Jezusie Synu Dawida ulituj się nade mną, spraw abym przejrzał, bo jestem ślepy..”

i tylko Ty możesz mnie uzdrowić…, przywrócić wzrok…, sprawić, że zobaczę to, co najważniejsze w moim życiu.



XXX Sunday – B

Gospel: Mk 10:46-52

As Jesus was leaving Jericho with his disciples and a sizable crowd, Bartimaeus, a blind man, the son of Timaeus, sat by the roadside begging. On hearing that it was Jesus of Nazareth, he began to cry out and say, „Jesus, son of David, have pity on me.” And many rebuked him, telling him to be silent. But he kept calling out all the more, „Son of David, have pity on me.” Jesus stopped and said, „Call him.” So they called the blind man, saying to him, „Take courage; get up, Jesus is calling you.” He threw aside his cloak, sprang up, and came to Jesus. Jesus said to him in reply, „What do you want me to do for you?” The blind man replied to him, „Master, I want to see.” Jesus told him, „Go your way; your faith has saved you.” Immediately he received his sight and followed him on the way.

Blindness…

Few years ago I read a book of Jose Saramago entitled „Blindness„.

“Blindness” is the story of an unexplained mass epidemic of blindness afflicting nearly everyone in an unnamed city, and the social breakdown that swiftly follows. The apocalyptic blindness is spreading around in a terrifying speed. The first few hundreds who become blind are quarantined in an old psychiatric hospital. They create an island of blindness, separated from the external word and their lives become a nightmare. But pandemic don’t stop and is going on, affecting all in the city but one woman.

If one or few persons in the society are blind it’s deplorable, but we can only imagine (or perhaps we –rather- cannot imagine) what can happen if the whole society become blind.

And I will dare to say that this is more or less the condition of our contemporary society. We are living in the society which is blind to needs of the most fragile, the most vulnerable, the defenseless, the unborn, the sick, the starving, the aged and the weakest members of the society. I will dare even say that, we are becoming more and more blind because it is more comfortable and less disturbing to not see, to be blind.

We can however cry with Barthymaeus, the blind men from today’s Gospel: „Jesus, son of David, have pity on us, and give us back our sight„.



Blindness