VI Niedziela w ciągu roku – C

Jr 17,5-8

To mówi Pan: Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną. Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców.

1Kor 15,12.16-20

Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. Tak więc i ci, co pomarli w Chrystusie, poszli na zatracenie. Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli.

Łk 6,17.20-26

Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:

  • Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.
  • Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
  • Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
  • Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie.

Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.

Natomiast:

  • biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
  • Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
  • Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.
  • Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą.

Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.

blogoslawieni_ubodzy_w_duchu_1

Błogosławieni, czyli szczęśliwi

Błogosławieństwa są na pewno jednym z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających tekstów ewangelicznych.

Błogosławieni ubodzy w duchu …
Biada wam bogaczom … 

Błogosławieni głodujący …
Biada wam, którzy teraz jesteście syci …

Błogosławieni cisi …
Biada wam pewnym siebie krzykaczom…

Błogosławieni płaczący …
Biada wam, którzy się teraz śmiejecie … 

Błogosławieni czystego serca …
Biada wam rozpustnikom … 

Błogosławieni prześladowani …
Biada wam, prześladowcom … 

Błogosławieni łaknący sprawiedliwości …
Biada wam niesprawiedliwym ..

Błogosławieni jesteście, kiedy wami pogardzają …
Biada wam, kiedy was wszyscy chwalą ..

Są jednak błogosławieństwa także najtrudniejszym tekstem Ewangelii.

Jakże można nazwać szczęśliwymi tych, którzy głodują, płaczą, są prześladowani, pogardzani, odrzuceni, chorzy, opuszczeni, biedni, wyszydzeni? Jakże można nazwać szczęśliwymi tych, którzy są po prostu nieszczęśliwi? Czy nie jest to jakieś szyderstwo, kpina, drwienie sobie z ludzkiego nieszczęścia?

Kto ten tekst zrozumiał i umiał wprowadzić w życie, na pewno jest szczęśliwy i nie lęka się dnia sądu, ani Bożej sprawiedliwości.

Życzę Ci abyś i Ty nigdy nie przestał medytować tego tekstu i nie tylko się nim zachwycał, ale także -a może przede wszystkim- nim żył!

Błogosławiony jesteś właśnie wtedy, gdy w oczach ludzkich jesteś zerem.

W oczach Bożych jesteś BŁOGOSŁAWIONY!!! I to jest ta paradoksalna logika Ewangelii, logika Boga, Który „wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga.” (1Kor 1,27-29)

Kazanie do druku TUTAJ

Reklamy

V Niedziela w ciągu roku – C

Iz 6,1-8

W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem. I powiedziałem: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech. I usłyszałem głos Pana mówiącego: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie!

1Kor 15,1-11,13

Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którąście przyjęli i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem… Chyba żebyście uwierzyli na próżno. Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli. Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał.

Łk 5,1-11

Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

połoów ryb

Bojaźń Boża

Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem człowiekiem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach„. – lęk Izajasza.

Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny„. – lęk Szymona Piotra.

Bóg na pewno jest Tajemnicą, która napawa lękiem – Misterium Tremendum. Nie jest to jednak strach i obawa, ale właśnie święty lęk, bojaźń Boża (początek mądrości) wypływająca ze świadomości własnej grzeszności, małości i znikomości wobec Nieogarnionego. Odruch Izajasza i Szymona-Piotra jest jakby naturalnym uznaniem Świętości Boga i nicości człowieka. I to dopiero jest początkiem mądrości. Bóg jednak nie pogardza małością człowieka, ale chce go z jego słabości podnieść i uczynić dzieckiem Bożym. Z przelęknionego Izajasza czyni proroka pełnego mocy, ze skonfundowanego Szymona czyni Opokę-Piotra, skałę Kościoła, któremu powierza klucze Królestwa Niebieskiego. Bóg nie miażdży swoją wielkością i nie przytłacza, nie niszczy, nie depta człowieka w jego małości, ale chce go podnieść do poziomu swojej boskości. On zna nas bardziej niż my sami siebie… I nie tylko zna. On kocha każdego z nas miłością jedyną i wyłączną, nieodwołalną. I nie oczekuje od nas strachu, lęku, ale miłości… Miłości, która zawiera w sobie szacunek i bojaźń Bożą, a nie lekceważenie i odrzucenie.

Nim ja ukształtowałem Cię
w łonie Matki Twej
już wtedy znalem Cię
i nim przyszedłeś na ten świat
ustanowiłem Cię
prorokiem swym„.

Pozwólmy się opanować poczuciu szacunku, uwielbienia, czci i bojaźni Bożej. Ona nas nie niszczy, ale stawia w prawdzie o nas samych wobec Nieogarnionego. A On potrafi i chce nas podnieść do wysokości swojej Świętości.

A ci, którzy jak Izajasz i Piotr, i Apostołowie uznali wielość Boga, zostają też -jak Izajasz i Piotr, i Apostołowie- powołani do bycia świadkami, mimo że sami są świadomi swojej małości.

Bóg bowiem nie powołuje doskonałych, ale udoskonala wybranych.

IV Niedziela w ciągu roku – C

Jr 1,4-5,17-19

Pan skierował do mnie następujące słowo: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać.

1Kor 12,31-13:13

Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,

nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

Łk 4,21-30

Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Znalezione obrazy dla zapytania Jezus naucza w Nazarecie

Nie masz proroka wśród swoich …

Przyjęcie z jakim spotkał się Jezus w Nazarecie, wydaje się być typowym dla środowisk ludzi małych, zazdrosnych i niedowiarków. Najtrudniej jest uwierzyć i zaufać komuś, kogo znamy i kto wydaje nam się „swojakiem”. A jeszcze trudniej jest słuchać, gdy ktoś taki „wygarnia nam” nasze grzechy, mówi o naszych słabościach i przywarach, o naszych błędach i nałogach. To nas gniewa i drażni o wiele bardziej niż gdyby mówił nam to ktoś zupełnie obcy. Tak właśnie potraktowano Jezusa w Nazarecie Jego rodzinnym mieście, gdzie wszyscy Go znali. Oni jednak nie chcieli Jego pouczeń, ale cudów. Nie chcieli Go słuchać, a już szczególnie nie chcieli słuchać gdy mówił o zatwardziałości i uporze ich serc. Czyż nie jest tak i wśród nas ?

A szkoda, bo ci, których naprawdę znamy, znają i nas. I to właśnie oni wiedzą o nas najwięcej i jeśli zwracają nam uwagę z miłością -o jakiej mówi św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu- to przecież możemy być pewni, że jest to tylko i wyłącznie dla naszego pożytku i dobra. Chciałoby się nawet powiedzieć: „Nie słuchaj tych, którzy ci przyklaskują i kadzą, bo to cię tylko wpędza w pychę i samozadowolenie. Słuchaj raczej tych, którzy cię krytykują, bo jeśli robią to z miłością, to przecież jest to jedynie dla twojego dobra.

Niestety przeważają w nas jednak uczucia małe i przyziemne; pycha, zarozumiałość, zazdrość, gniewliwość, fałszywy wstyd … I dlatego też tak trudno jest nam przyjąć uwagę ze strony naszych bliskich i chcielibyśmy im powiedzieć: „Lekarzu ulecz samego siebie„, tak jak Jezusowi w Nazarecie

Czy jednak nie warto by było czasami posłuchać tych, którzy nas krytykują?

Cesarz Marek Aureliusz modlił się podobno: „Panie, chroń mnie przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z prawdziwymi wrogami sam sobie poradzę„.

A może i mnie fałszywi przyjaciele wyrządzają większą szkodę (mydląc mi oczy) i schlebiając, niż ci, których uważam za wrogów, bo ośmielają się mnie krytykować …?

Słuchając Ewangelii o odrzuceniu Jezusa przez jego ziomków chrześcijanie wszystkich czasów powinni pytać się o swoją wierność wobec Bożych planów. Żyjemy w społeczeństwie tradycyjnie chrześcijańskim. I nam może się przydarzyć, że w imię wierności jakieś przyjętej przez nas wizji chrześcijaństwa, chrześcijańskiego społeczeństwa, odrzucamy prawdziwe orędzie Jezusa Chrystusa. A proroków, którzy wykazują nam błędy chcielibyśmy strącić w przepaść. Jeśli nie dosłownie, to na pewno w otchłań potępienia za rzekome herezje i wrogość wobec Kościoła.

 

Homilia po angielsku

Fourth Sunday in Ordinary Time – Cycle C

Jer 1:4-5, 17-19;   1 Cor 12:31—13:13 or 13:4-13;                      Lk 4:21-30

  1. Some years ago a popular song told us, „What the world needs now is love, love, love.” Perhaps the composer of this song was inspired by St Paul’s letter to the Corinthians. At any rate, Paul of Tarsus would totally agree with the main lines of the song.

This chapter has been correctly called a hymn of love. I suppose too we might name it a hymn to love. Many would argue that the thirteenth chapter of first Corinthians is not merely the finest prose in St Paul’s letters but also in the entire New Testament. Authors of whatever stripe would consider their oeuvre complete if they could run off such a sublime message on their word processors. The Holy Spirit had full burners working when He inspired Paul of Tarsus on this passage.

All of us at some time have asked in one form or another, „What is love?” There are of course many answers to the query. The one offered by mystics is the one I find most satisfying. They would say simply that love is a person. His name is Jesus. And, if you want to be an authentic lover, become that Jesus. He is the „lure let down to tempt the soul to rise.”

Someone suggests a trick for our instruction. Wherever Paul mentions the word „love,” we should substitute the word „Jesus.” Listen!

Jesus is always patient and kind. He is never jealous. Jesus is never boastful or conceited. He is never rude or selfish. Jesus does not take offense and is not resentful. He takes no pleasure in other people’s sins but delights in the truth. Jesus is always ready to excuse, to trust, to hope, and to endure whatever comes.

The glorious language does fit our Leader well, does it not?

But suppose that wherever St Paul mentions love, we substitute our own names. Is there anyone here who thinks the language fits us? If anything, we should grow red in the face – all of us – and hopefully sigh our regrets. Yet, the exercise does tell us the direction we, Christ followers should be heading.

  1. Someone described a biblical prophet as one who comforts the disturbed and disturbs the comfortable. Such a prophet was Jeremiah. Such a prophet is Jesus. Jesus’ public ministry begins with a disaster. Think about it. Of his entire time on earth (33 years), Jesus spent about 90% in Nazareth. The Nazarenes knew him intimately – or at least they thought they did. When he stood up to do the reading, the people at first reacted with delight. But then came a change. He told them something that shocked them. This prophecy of Isaiah, he said, has been fulfilled … in me. At those words the Nazarenes wanted to kill him.

We have to step back and consider what was going on. The Nazarenes knew Jesus as a neighbour – and no doubt a very good neighbour. What scandalized them was that this man was saying he is the axis of history. That was a big claim but Jesus was ready to back it up. The Nazarenes would have none of it.

It is difficult to accept any prophet—someone who comes along with a new way of thinking or a radical idea which undermines our established way of thinking. Jesus was no accepted in Nazareth because he dare to criticize, and the people didn’t expected from him a teaching but the miracles. It was the stubbornness and obstinacy of their harts that caused their anger. Is it not similar among us?  Are we also not angry with somebody who is trying to correct us and to help us out of errors and mistakes?

And this is a pity, because those who dare to criticize us, those who have enough courage to make corrections are our true friends. We can even say: “Don’t listen to those who are applauding and admiring you, because you will become too proud and boastful. Listen rather to those who are strong and courageous enough to show you your mistakes. They will certainly improve the quality of your life.

Roman Emperor, Mark Aurelius used to pray every day: “Lord, protect me from the false friends because with the true enemies I can handle myself”. Very often the false friends are glorifying and applauding causing the biggest damages.

Kazanie do druku TUTAJ

4 niedziela okresu zwykłego – rok C

 Wprowadzenie do Mszy Świętej

Ofiara Eucharystyczna jest zaproszeniem do włączenia się w misję Chrystusa. Przychodzimy tutaj nie po to, aby być biernymi obserwatorami, ale zaangażowanymi uczestnikami, autentycznymi świadkami. Na początku tej Mszy przeprośmy Boga za to, że tak często o tym zapominamy i nie traktujemy poważnie naszego powołania.

Homilia

Każdy z nas jest powołany. Powołanie do dawania świadectw Chrystusowi to nie tylko „biznes” dla księży. Co więcej każdy z nas jest powołany aby być prorokiem, aby napominać i nawoływać do nawrócenia, szczególnie wśród naszych bliskich, w naszej rodzinie. Przez Sakrament Chrztu stajemy się uczestnikami potrójnej misji Chrystusa; Kapłana, Króla i Proroka. Tylko, czy my zdajemy sobie z tego sprawę? Czy my poważnie traktujemy nasze chrześcijańskie powołanie? Kiedy mówimy o powołaniu to myślimy raczej o księżach i zakonnikach lub zakonnicach. Wśród nich szukamy kapłanów i proroków. My raczej ustawiamy się na pozycji obserwatorów i biernych „odbiorców tanich na ogół usług religijnych”. Niechętnie myślimy o tym, że i my również jesteśmy POWOŁANI.

A przecież słowa skierowane w dzisiejszym pierwszym czytaniu do Jeremiasza doskonale odnoszą się i charakteryzują powołanie każdego z nas. Pan także do ciebie kieruje słowa: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się … gdyż Ja jestem z tobą … aby cię ochraniać.” Jeśli przyjąłeś Chrzest to przyjąłeś także misję bycia prorokiem we współczesnym -niestety- coraz bardziej poganiejącym świecie.

Warto sobie to bardzo wyraziście uświadomić szczególnie w Roku Wiary ogłoszonym przez Papieża Benedykta XVI 11 października ub. roku. Każdy z nas jest powołany do dawania świadectwa Chrystusowi i każdy z nas musi być przygotowany na niezrozumienie, na kpiny, na wyszydzenie i ośmieszenie, jak Chrystus został ośmieszony i zlekceważony w Nazarecie w swojej rodzinnej miejscowości. Każdy z nas musi się pogodzić z prawdą, że czasami trzeba być prorokiem wśród swoich, i że będzie się źle przyjętym i niezrozumianym, lub zrozumianym opacznie. Musimy być tego świadomi, że we współczesnym świecie nawet nasi bliscy będą się z nas naigrawać i odrzucać wartości religijne i moralne, głoszone przez Kościół i nauczanie naszego Pana. Doświadczymy niejednokrotnie gorzkiej prawdy słów Chrystusowych: „Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.” Najtrudniej jest uwierzyć i zaufać komuś, kogo się zna i kto wydaje się „swojakiem”. A jeszcze trudniej jest słuchać, gdy ktoś taki „wygarnia” grzechy, mówi o słabościach i przywarach, o błędach i nałogach. To gniewa i drażni o wiele bardziej niż gdyby mówił to ktoś zupełnie obcy. Tak właśnie potraktowano Jezusa w Nazarecie Jego rodzinnym mieście, gdzie wszyscy Go znali. Oni bowiem nie chcieli Jego pouczeń, ale cudów.

Jeśli chcemy być wierni Mistrzowi, to musimy przyjąć, że i my tak będziemy traktowani, ale też … Musimy przyjąć fakt, że czasami do nas przyjdzie ktoś kogo znamy i będzie dla nas prorokiem, niewygodnym i trudnym do przyjęcia. Warto pamiętać o tym, gdy ktoś uczciwie i bez złośliwości zwraca nam uwagę. Pan Bóg posyła nam wtedy właśnie proroka, aby nam pomógł.

Gdy Jezus nauczał w Nazarecie, nie chcieli Go słuchać, a już szczególnie nie chcieli słuchać gdy mówił o zatwardziałości i uporze ich serc. Czyż nie jest tak i wśród nas ? A szkoda, bo ci, których naprawdę znamy, znają i nas. I to właśnie oni wiedzą o nas najwięcej i jeśli zwracają nam uwagę z miłością -o jakiej mówi św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu- to przecież możemy być pewni, że jest to tylko i wyłącznie dla naszego pożytku i dobra. Chciałoby się nawet powiedzieć: „Nie słuchaj tych, którzy ci przyklaskują i kadzą, bo to cię tylko wpędza w pychę i samozadowolenie. Słuchaj raczej tych, którzy cię krytykują, bo jeśli robią to z miłością, to przecież jest to  dla twojego dobra.

Cesarz Marek Aureliusz podobno miał się modlić tak: „Boże, chroń mnie przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z prawdziwymi wrogami sam sobie poradzę„.

A może i mnie fałszywi przyjaciele schlebiając mi wyrządzają większą szkodę, niż ci, których uważam za wrogów, bo ośmielają się mnie krytykować …?

 Modlitwa wiernych

Ojcze Wszechmogący daj nam prosimy być Twoimi wiernymi i nieustraszonymi świadkami wśród zmieniającego się świata i głosić Twoją miłość i prawdę tam, gdzie panuje niezrozumienie, nienawiść i egoizm.

1         Za Papieża, biskupów i kapłanów, aby nigdy nie obawiali się być niepopularnymi głosząc Twoje Królestwo i nawołując do pokuty i nawrócenia             Ciebie prosimy …

2         Daj naszym duszpasterzom odwagę głoszenia niepopularnych ale zbawiennych prawd, a nam daj pokorę do ich przyjęcia               Ciebie prosimy …

3         Daj nauczycielom mądrość i roztropność w dawaniu świadectwa Tobie, a uczniom odwagę i zrozumienie w przyjmowaniu nauki              Ciebie prosimy …

4         Pozwól i nam z radością i odwagą  świadczyć o Tobie autentycznym przykładem życia ucznia chrystusowego świadczyć                     Ciebie prosimy …

5         Wszystkim, którzy lękają się lub są niepewni udziel Twego Ducha mądrości, rozwagi i męstwa w wiernym wyznawaniu Twojego Syna                     Ciebie prosimy …

Ty posłałeś swojego Syna, Odwieczne Słowo, aby nam objawić siebie i przyprowadzić nas do jedności z Tobą, wspieraj nas na drodze do zbawienia mądrością i pokorna odwagą Twoich sług a naszych pasterzy przez Chrystusa jedynego i Dobrego Pasterza, Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen

Słowo przed rozesłaniem

Za chwilę usłyszymy słowa „Idźcie, Ofiara spełniona”. Nie jest to zaproszenie do zapomnienia, ale raczej do głoszenia naszym codziennym życiem prawdy o Bogu, Który czeka na nasze nawrócenie. Bądźmy prorokami prawdy i miłości Boga, w naszych rodzinach, w naszym środowisku i wśród dzisiejszego świata, tak często odchodzącego od Boga.

 

Niedziela Chrztu Pańskiego – C

Iz 40,1-5. 9-11

Pocieszcie, pocieszcie mój lud! – mówi wasz Bóg.

Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie swe grzechy. Głos się rozlega: Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. Wtedy się chwała Pańska objawi, razem ją wszelkie ciało zobaczy, bo usta Pańskie to powiedziały. Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny w Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: Oto wasz Bóg! Oto Pan Bóg przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata. Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie.

Tt 2,11-14. 3:4-7

Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud wybrany na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków. Gdy zaś ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi, nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego.

Łk 3,15-16.21-22

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

Related image

Chrzest na pewno jest pierwszym i najpotrzebniejszym sakramentem, potrzebym koniecznie do zbawienia, ale …. DLACZEGO?

Warto sobie uświadomić kilka momentów historio-zbawczych.

Homilia

Na misji afrykańskiej nastąpiło dziwne zapoznanie się i zżycie w pracy dwóch ludzi: katolickiego kapłana – misjonarza i angielskiego lekarza – ateisty.

Pracowali na tym samym terenie i zaprzyjaźnili się ze sobą. Żadną jednak dyskusją nie można było przekonać angielskiego lekarza ateisty, aby przyjął chrzest. Zdarzyło się, że musiał on wyjechać na kilka tygodni do leprozorium, szpitala dla trędowatych w odległej miejscowości.

Po powrocie lekarz przyszedł do swojego przyjaciela – księdza i rzekł:

– Ochrzcij mnie!

– Co ci się stało? Tak nagle? – zapytał ksiądz.

– Dojrzałem – odpowiedział lekarz.

– Siadaj i opowiedz – poprosił kapłan.

– Spotkałem osiemnastoletnią Murzynkę. Okaz piękności. Dwa tygodnie temu amputowałem jej ręce i nogi, aby zahamować postęp trądu.  Został tylko sam korpus z głową.  Choroba jednak posuwa się dalej.  Będzie żyła jeszcze maksymalnie 6 miesięcy.  Wie o tym, ale nie boi się śmierci.  Normalnie o wszystkim rozmawia, uśmiecha się.  Rozmawiałem z nią dużo.

Rzeczywistość pozaziemska dla niej nie jest wcale mniej realną niż ta obecna. Doszedłem do przekonania, że religia, która daje człowiekowi tak silne przeświadczenie, nie może być fikcją.  Tego samego dnia odbył się chrzest.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego każe nam jednak zastanowić się nad faktem naszego Chrztu.

Chrzest Chrystusa to nie uroczysta i podniosła ceremonia, ale początek Jego 3-letniej zbawczej misji. która zakończy się Męką, Śmiercią i ostatecznie Zmartwychwstaniem, zwycięstwem nad złem.

A jak to jest w naszym życiu? Najczęściej Chrzest to dla wielu tzw. chrześcijan tylko zewnętrzna CEREMONIA.

Efekt – chrześcijanie, katolicy nijacy, od wielkiego dzwonu, wiara stojąca gdzieś z boku, na marginesie życia. Według oficjalnych statystyk ponad 90% Polaków jest ochrzczonych … i co z tego???

Czy przyczyną nijakości naszej wiary nie jest raczej to, że po kilku zewnętrznych ceremoniach: Chrztu, I Komunii św. i czasami jeszcze Bierzmowania zapominamy o tym, że jesteśmy dziećmi Bożymi? Dlaczego mamy tak wielu ochrzczonych a tak niewielu naprawdę praktykujących wiarę i to nie tylko przez chodzenie na niedzielną Mszę św.?

Czy nie jest tak po prostu dlatego, że wiary otrzymanej na Chrzcie nie rozwijamy? Dlaczego tak wielu ludzi twierdzi, ze wiarę utraciło, z powodu jakiegoś rzekomo niedobrego księdza, czy nawet skandalu?  Czy nie jest tak dlatego, że tak niewiele robimy aby tę wiarę w nas pomnażać i rozwijać, a wprost przeciwnie robimy tak wiele a nawet wszystko aby ją w sobie zabić?  Dlaczego dla usprawiedliwienia swojej niewiary czy wątpliwości odwołujemy się tylko do złych przykładów, do medialnie rozdmuchanych skandalików?

Przypominam sobie sprzed wielu, wielu laty katechizmową definicję Chrztu świętego:

CHRZEST ŚWIĘTY jest to

  • pierwszy i najpotrzebniejszy sakrament,
  • który gładzi w nas grzech pierworodny,
  • obdarza nas łaską uświęcającą i godnością Dziecka Bożego
  • i włącza nas do Świętego Chrystusowego Kościoła.

Pewnie i wielu z was ją pamięta, ale … czy naprawdę rozumiemy o co w niej chodzi? Czy rodzice przynoszący dziecko do Chrztu wiedzą na pewno „o co tym wszystkim chodzi?” Czy nie jest raczej tak, że „tradycyjnie” rodzice proszą o chrzest dziecka, bo taki jest zwyczaj, bo na wszelki wypadek, bo „u nas wszyscy są ochrzczeni” … Może więc najpierw odpowiedzmy sobie na kilka fundamentalnych pytań …

Dlaczego Chrzest jest pierwszym i dlaczego najpotrzebniejszym sakramentem?

Chrzest jest pierwszym sakramentem, bo bez chrztu nie można otrzymać żadnego innego sakramentu. Jest też pierwszym bo uzdalnia nas do wszystkich innych łask i przywilejów Kościele. Inaczej mówiąc otwiera nam drogę do wszystkich innych sakramentów i łask jakie Bóg zsyła nam przez pośrednictwo Kościoła.

Jest najpotrzebniejszym, bo gładzi w nas grzech pierworodny, obdarza Łaską Uświęcającą, czyni nas dziećmi Bożymi. Bez Chrztu nie jesteśmy w stanie zmienić naszej natury skażonej grzechem i spodobać się Bogu. To co dzieje się w czasie Chrztu to dokładnie to samo co opisuje dzisiejsza Ewangelia kiedy głos Ojca z nieba obwieszcza: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie». W czasie Chrztu tak właśnie oznajmia Bóg chrzczonej osobie: «Tyś jest moim dzieckiem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie». Czyż możemy życzyć dziecku czegoś więcej? Warto żeby rodzice zdawali sobie z tego sprawę, że oto Bóg staje się faktycznie Ojcem dziecka, uświęca je swoją Łaską i rozpoznaje w nim swoje dziecko, obraz Jezusa Chrystusa. Odkładanie więc przez rodziców Chrztu do momentu kiedy „dziecko samo wybierze” jest jak odkładanie karmienia dziecko do momentu kiedy „samo wybierze czym i jak chce być karmione”. Dlatego więc na pewno można powiedzieć, że Chrzest jest na pewno i pierwszym i najpotrzebniejszym sakramentem.

Chrzest nie tylko gładzi w nas grzech pierworodny, który uczynił każdego z nas niegodnym Boga. Chrzest będąc efektem zbawczej Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa przywraca nam utraconą przez grzech pierworodny Łaskę Uświęcającą. Symbolem tego jest biała szata, którą dziecko przyjmuje wraz ze słowami kapłana: „stałeś(aś) się nowym stworzeniem i przyoblekłeś(aś) się w Chrystusa, dlatego otrzymujesz białą szatę. Niech twoi bliscy słowem i przykładem pomagają ci zachować godność dziecka Bożego nieskalaną aż po życie wieczne.

Kiedy Chrystus wstępował do nieba na zakończenie swojej mesjańskiej działalności na ziemi, polecił Apostołom: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.” (Mt 28:19) To jest podstawowa misja kościoła nauczać i chrzcić. Warto jednak zauważyć, że w synoptycznej ewangelii według Marka Chrystus mówi coś więcej: „I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.” (Mk 16:15-16). Czyli, kto nie uwierzy i nie ochrzci się nie może być zbawiony.

Tutaj mamy najgłębszą podstawę do stwierdzenia, że Chrzest jest pierwszym i najpotrzebniejszym (koniecznym) sakramentem. Nie ma zbawienia bez Chrztu, tylko … czy sama ceremonia chrztu wystarczy, czy to jest naprawdę to o co chodziło Jezusowi? Czy sama tylko ceremonia ochrzczenia dziecka wystarczy do jego zbawienia? Chrystus mówi przecież coś więcej „Kto uwierzy !!! i przyjmie chrzest, będzie zbawiony …” Dlatego tak ważną jest wiara rodziców, dlatego od rodziców właśnie wymaga się wyraźnego stwierdzenia, że podejmują się wiarę tę dziecku przekazywać. Chrzest bez wiary rodziców i bez zdecydowanej woli przekazania tej wiary dziecku jest tylko pustą ceremonią … Jakaż więc odpowiedzialność rodziców i rodziców chrzestnych!?

To uświęcenie Łaską w czasie Chrztu idzie tak daleko, że w tym momencie dziecko staje się godne samego Boga, bo sam Bóg z miłości czyni je godnym siebie. To jest owa łaska, którą mamy zachować nieskalaną, bo ona czyni nas godnymi Boga i otwiera nam bramy nieba na życie wieczne. Jeśli zdarzy się po Chrzcie, że łaskę tę utracimy lub zniszczymy (a dokonują tego nasze grzechy osobiste) to Chrystus w swej Boskiej Mądrości daje na drugi sakrament, w którym łaskę tę możemy odnowić, a jest to Sakrament Spowiedzi. Warto w tym miejscu wspomnieć, że tylko w stanie Łaski Uświęcającej otrzymanej na Chrzcie świętym i nie skalanej naszymi osobistymi możemy przyjąć Komunię świętą, czyli zjednoczyć się z Bogiem. Jeśli czynimy to bez owej Uświęcającej Łaski, to popełniamy świętokradztwo. Bóg sam nas uzdalnia do przyjmowania Go w sposób godny udzielając nam swej łaski w Sakramencie Chrztu i proponując jej odnowienie w Sakramencie Spowiedzi. I nie należy sobie tego lekceważyć.

Jest jeszcze jeden element Chrztu, o którym nie można zapomnieć. Chrzest  „włącza nas do Świętego Chrystusowego Kościoła.” Nie znaczy to, że dziecko staje się członkiem jakiejś tajnej organizacji paramilitarnej, lub członkiem ekskluzywnego klubu golfowego. Przez Chrzest stajemy się członkami wspólnoty Ludu Bożego, która jest wspólnotą ludzi dążących do zbawienia. I znowu, nie jest to ani wymysł papieża, biskupów czy księży, ani do niczego niepotrzebne utrudnienie naszego życia. To sam Chrystus ustanowił Kościół jako wspólnotę swoich wyznawców i uczniów, którzy wzajemnie sobie w dążeniu do zbawienia pomagają. Tej wspólnocie dał konieczne i wystarczające środki do zbawienia prowadzące, a są nimi właśnie sakramenty z Sakramentem Ciała i Krwi na czele. Chrystus mówi: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie.” (Jan 6:51,53)). Nie możemy więc twierdzić, że Kościół jest mi do niczego nie potrzebny. Chrzest nie jest  żadną tajemniczą i czarodziejską ceremonią, ale jest sakramentem włączającym nas do wspólnoty Kościoła, gdzie każdy ma swoje miejsce, swoje zadanie i swoją odpowiedzialność, swoje prawa i swoje obowiązki. Pięknie o tej rzeczywistości pisze św. Paweł porównując Kościół do żywego organizmu, do ludzkiego ciała. (1Koryntian 12,12-27)

A to wszystko wypływa z faktu Chrztu Chrystusa w Jordanie, z faktu, że w tym momencie Bóg mówi do każdego z nas: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».

 

Homilia starsza …

Obmyci wodą Chrztu

Nigdy chyba nie będziemy zdolni w pełni pojąć znaczenia i sensu Sakramentu Chrztu Św. Przez przyjęcie tego Sakramentu staliśmy się dziećmi Bożymi. Tak jak w czasie Chrztu Jezusa w Jordanie Bóg Ojciec „zadeklarował” niejako: „Ty jesteś moim dzieckiem umiłowanym, w tobie mam upodobanie” i od tego momentu zmieniła się diametralnie optyka mojego życia. jako dziecko Boże nie jestem już w niewoli zła i grzechu pierworodnego. Zostałem włączony w rodzinę Kościoła, rodzinę Bożą i stałem się pełnoprawnym członkiem domu Bożego. Z tego Sakramentu wypływają i w nim są zakotwiczone wszystkie inne sakramenty i wszystkie inne łaski jakie otrzymuję jako chrześcijanin – dziecko Boże. Przez ten sakrament obmywający i odradzający „okazała się Łaska Boża, która niesie zbawienie” – jak pisze św. Paweł apostoł w Liście do Tytusa. Nigdy chyba nie jest dosyć o tym przypominać i głębie tegoż Sakramentu rozważać.

Ze zdziwieniem i niedowierzaniem więc słucham czasami rodziców, pozornie logicznie perorujących: „Nie chrzczę swojego dziecka bo nie chcę go przymuszać do czegoś czego ono w dojrzałym wieku samo by nie wybrało.” Jakżeż można nie chcieć dla dziecka dobra, łaski, odrodzenia, dziecięctwa Bożego? Jakżeż można być tak naiwnym i ślepym? Dlaczego matka kąpie i przewija swoje dziecko, karmi go różnego rodzaju odżywkami i nie czeka aż dziecko świadomie wybierze samo to, co najlepsze dla niego? Dlaczego matka posyła dziecko (czasami nawet wbrew jego woli) do szkoły, na naukę śpiewu, tańca, gry na skrzypcach, czy na rytmikę i nie czeka aż dziecko samo wybierze najlepszy dla niego rodzaj edukacji? Co za głupie tłumaczenie? Co za naiwne i przewrotne usprawiedliwienie? I to w ustach katolików, wierzących, deklarujących się jako dzieci Boże. Najprawdopodobniej sami rodzice nie pojęli, nie zrozumieli łaski Sakramentu Chrztu, i dlatego w tak głupiutki i naiwny sposób odmawiają tej łaski swojemu dziecku.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego przypomina nam i nakłania do ponownego przemyślenia faktu naszego chrztu i wszystkich z niego wypływających konsekwencji i zobowiązań. Warto może rzeczywiście w tym zrelatywizowanym świecie ustalić pewne stałe i niewzruszone punkty odniesienia. A jednym z nich jest na pewno nasz Chrzest – Sakrament obmywającej Łaski Bożej, Sakrament usynowienia, Sakrament odrodzenia i życia.

Chrześcijaninie zostałeś ochrzczony !
CO TO DLA CIEBIE ZNACZY?
O ile w ogóle cokolwiek znaczy …

 

06.01. Objawienie Pańskie – Trzech Króli

Iz 60,1-6

Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu. Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.

Ef 3,2-3a.5-6

Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica, Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię.

Mt 2,1-12

Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.  A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

Image result for trzej królowie

 

Uwielbiajcie Pana wszystkie ludy ziemi

Wydawać by się mogło, że mają rację ci, którzy mówią o imperializmie Kościoła, czy imperializmie chrześcijaństwa. Kościół od wieków głoszący Chrystusa na wszystkich kontynentach wywołuje niewątpliwie mieszane reakcje. Takie też są odczucia niektórych ludzi po opublikowaniu dogmatycznego dokumentu „Dominus Jesus”, który wywołał zagorzałą dyskusję wśród teologów i narodów Azji.  Czy jednak jest to prawda, czy może raczej tylko „uczulenie” niektórych na Boga?

Pozostawiwszy na boku tego rodzaju akademickie i teologiczne spory może lepiej przyjrzeć się dzisiejszej scenie ewangelicznej. Oto narody „pogańskie”, w osobach trzech mędrców przychodzą same do wcale nie imperialistycznego Chrystusa, do Dzieciątka i uznają w Nim Króla, Któremu chcą oddać pokłon. Dzisiejsza uroczystość Objawienia Pańskiego ukazuje nam tę niezmierzoną prawdę, że człowiek (pod każdą szerokością geograficzną i w każdej kulturze) czeka na objawienie się Boga Stworzyciela, za Nim tęskni i do Niego dąży. To nie Kościół czy chrześcijaństwo są imperialistyczne, to Bóg chce aby wszystkie narody ziemi poznały prawdę o Jego zbawczej Miłości do człowieka, o Jego zbawczej Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu.

Jest niewątpliwie faktem, że niejednokrotnie w historii niektóre instytucje Kościoła popełniały błąd imperializmu, ale tego rodzaju oskarżenie jest nieporozumieniem jeśli spojrzy się na całość historii zbawienia i na jej efekty. Kościół od czasów apostolskich miał tę nieustanną świadomość, że oto „Miłość Chrystusa przynagla nas„. I tej świadomości, temu imperatywowi Miłości nie mógł się oprzeć. Nie dajmy się zwariować, kiedy inni nam zarzucają, że jesteśmy imperialistyczni, bo narzucamy innym nasz styl życia, bo nakazujemy lub zmuszamy do życia według naszych, chrześcijańskich norm i reguł. Piętnaście lat pracowałem na misjach i nic takiego nie zaobserwowałem. Sam również staram się nie narzucać i nie gwałcić niczyich przekonań. Kościół proponuje: „Jeśli chcesz być zbawionym, jeśli chcesz aby życie Twoje nabrało innego, głębszego sensu i wymiaru wieczności, uwierz w Chrystusa. Ostatecznie jednak wybór należy do Ciebie.” Tysiące męczenników w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. dziesiątki tysięcy misjonarzy, którzy oddali swoje życie dla głoszenia tej prawdy, a zarazem dla ratowania człowieka są tego najlepszym dowodem. I ci, co sprzedają potajemnie broń krajom trzeciego świata, ci którzy ekonomicznie i gospodarczo je wyzyskują, mogą krzyczeć i na pewno krzyczą najgłośniej o imperializmie Kościoła, aby przykryć swoje czarne i niecne machinacje. A Kościół nie może przestać głosić Chrystusa i to Chrystusa ukrzyżowanego, Który przychodzi jako Dziecię, bezbronny i pozbawiony potęgi, po to, aby człowieka z potęgi zła uwolnić. Zło zaś zawsze będzie najgłośniej protestować przeciwko objawianiu się dobra. I to zło nadal krzyczy oskarżając o imperializm Dobro i przeinacza Prawdę, samo ubierając się w szatki prawdy i wolności.

Chrześcijaninie – nie wstydź się być wyznawcą Chrystusa i ukazuj innym Tego, Który dla zbawienia człowieka stał się człowiekiem. Nawet jeśliby cię oskarżano o wszelkiego rodzaju imperializmy. Nie dajmy się zwariować, zniechęcić i zastraszyć. Nie używajmy siły w nawracaniu, ale też nie bądźmy słabymi i uległymi konformistami. Żyjmy, jak wyznawcy Chrystusa i swoim życiem głośmy ten fakt, że On jest jedynym Zbawicielem człowieka. Niech Jego Imię – Najwyższe Imię będzie znane i sławione, przez wszystkich, którzy w Niego uwierzą, a dla tych, którzy Go odrzucają niech będzie imieniem pełnym potęgi i wywołującym bojaźń.

Tylko ludzie przewrotni mogą oskarżać Chrystusa o imperializm. Ludzie mądrzy i zacni, jak patronowie dnia dzisiejszego uznają w Nim Zbawiciela i prawdziwego Króla, Który podbija świat i ludzkie serca, ale nie przy użyciu broni i siły, lecz Miłością którą człowiekowi objawia. Tylko niemądre i przewrotne systemy polityczne boją się otworzyć drzwi Chrystusowi. Tylko ludzie mali i zaskorupiali w swoim egoizmie nie chcą mu otworzyć drzwi swoich serc.

Samoobjawienie się Boga

Uroczystość Objawienia Pańskiego nie tylko przypomina nam historyczne wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii według św. Mateusza. Uroczystość ta zwraca naszą uwagę na fakt o wiele bardziej doniosły i niezwykły, a mianowicie na fakt, że Bóg pragnie się objawić swojemu ludowi. To objawianie się Boga wielokrotnie opisywane w Starym Testamencie dokonuje się w sposób ostateczny we Wcielonym Słowie Bożym Jezusie Chrystusie.  Autor Listu do Hebrajczyków ujmuje to bardzo wyraźnie kiedy pisze: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1:1-2). Jest sprawą kardynalnej wagi uznanie doniosłości faktu objawienia się Boga w Synu. Sam Bóg uznał, że najlepszym i najbardziej właściwym sposobem samo-objawienia się człowiekowi będzie objawienie w Jezusie Chrystusie, Wcielonym Synu Bożym. To samo-objawienie się Boga jest bardzo często przedstawiane w Piśmie Świętym jako oświecenie, przyjście światła „na oświecenie”. Symeon mówi w świątyni w czasie ofiarowania: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela.” (Łk 2:29-32). A święty Jan pisze w prologu do swojej Ewangelii: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.” (J 1:1-5). Także sam Chrystus mówi o sobie: „Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności.” (J 12:46)

Można nawet powiedzieć, że fakt ten jest najistotniejszym elementem wiary. Bóg postanowił „oświecić” lud swój, „oświecić” człowieka żyjącego w ciemności grzechu i dlatego objawił się jako Jezus Chrystus – Bóg Wcielony. Jeśli zanegujemy fakt wcielenia, jeśli zanegujemy prawdę, że Jezus Chrystus jest Wcielonym Synem Bożym, samo-objawieniem się Boga, to cała nasza wiara legnie w gruzach, bo musimy wtedy zanegować również i to, że jest On Mesjaszem, Zbawicielem, Odkupicielem, Wyzwolicielem. A wtedy nie ma zbawienia, nie ma życia wiecznego, nie ma Bożego Miłosierdzia, a wszystko jest tylko złudzeniem i nieporozumieniem. Dlatego właśnie chrześcijanie od początku tak bardzo bronili prawdy o samo-objawieniu się Boga przez Wcielenie. I dlatego też do dzisiaj prawda ta jest najbardziej zwalczaną prawdą teologiczną, zwalczaną przez niedowiarków i ateuszy. Szatan próbuje nam ustawicznie wmawiać, że Jezus nie jest Wcielonym Synem Bożym a jedynie niezwykłym (ale tylko) człowiekiem, mądrym guru, nauczycielem, wędrownym kaznodzieją. Jeśli Jezus nie jest ostatecznym Słowem Bożym wypowiedzianym do człowieka, jeśli nie jest Światłością Świata, to wtedy nadal żyjemy w ciemności i ciemności nas ogarniają, nadal żyjemy w ciemności grzechu, bo nie ma Odkupiciela, nie ma Tego, Który nas -przez „oświecenie”- z owej ciemności wyprowadzi.

Jest jednak jeszcze jeden ważny element owej Bożej pedagogiki oświecenia. A mianowicie; aby to oświecenie rzeczywiście się dokonało musi ono zostać rozpoznane i przyjęte przez tych, do których zostało skierowane. Mędrcy ze Wschodu z dzisiejszej Ewangelii szukają światła, szukają nowo-narodzonego Syna Bożego, oni Go rozpoznają i przyjmują, składając Mu hołd. Ale nie wszyscy idą za przykładem mędrców. Jak w dalszej części prologu pisze św. Jan: „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. (ŚWIATŁO) przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.” (J 1:9-11) I dlatego nadal tak wielu ludzi żyje w ciemności i beznadziei. W rozmowie z Nikodemem Jezus stwierdza również ze smutkiem: „… światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki” (J 3:19). Jest to niestety prawda nadal aktualna dla wielu tych, którzy odrzucili i nadal odrzucają światło, także w naszych czasach. Jest to prawda o tych, którzy bardziej umiłowali ciemność, bo złe są ich uczynki. I dlatego boją się oni Światłą, boją się Wcielonego Syna Bożego i prawdy tej przyjąć nie chcą.

Warto więc w dzisiejszą uroczystość Objawienia Pańskiego zadać sobie to bardzo ważne pytanie:

Czy zgodnie z wyrażeniem św. Pawła „jesteśmy synami światłości i synami dnia„, czy nie jesteśmy raczej „synami nocy i ciemności?” (1 Tes 5:5). Czy światło Jezusa Chrystusa oświeca ciemności mojego życia? Czy je przemienia i rozświetla?

Dopóki bowiem żyję w grzechu, dopóki odrzucam prawdę o wcieleniu Syna Bożego, dopóki nie poddam się oświecającemu i oczyszczającemu działaniu światła, nie żyję w światłości i nadal ogarnia mnie ciemność.

Papież Benedykt XVI skrytykował „chłodne akademickie podejście” do Pisma Świętego, które prowadzi do „wiwisekcji tajemnicy” przy „ignorowaniu wymiaru nadprzyrodzonego”. „Tacy byli uczeni, których napotkali Mędrcy ze wschodu podążający do Betlejem: wiedzieli, gdzie narodziło się Dziecię, ale wiadomość ta nie dotknęła ich życia. Mogli udzielić informacji, ale nie przyczyniła się ona do formacji ich własnego życia” – zauważył Benedykt XVI.

Żyć znaczy być w drodze

Aby spotkać Chrystusa, aby Go odnaleźć trzeba się udać w drogę, na poszukiwanie. Aby spotkać Chrystusa trzeba zdecydować się na opuszczenie znanych nam i przyjaznych kątów, trzeba opuścić utarte ścieżki naszego wygodnego i a bardzo często także przecież grzesznego życia i ruszyć w drogę, przez pustynię. Warto zauważyć, że Izraelitom Bóg objawił się dopiero na pustyni, kiedy opuścili Egipt i zdecydowali się wyruszyć w drogę właśnie przez pustynię. Warto zauważyć, że wielcy prorocy Starego Testamentu spotykali Boga także na pustyni (Ezechiel, Izajasz, Eliasz). Warto zauważyć, że i święty Jan Chrzciciel także był mężem pustyni. Mędrcy z dzisiejszej Ewangelii dotarli do Betlejem również dopiero po przebyciu dalekiej i trudnej drogi przez pustynię. Jest w tym na pewno jakaś prawidłowość, jakiś głębszy sens. Bóg objawia się właśnie na pustyni, tam gdzie nikt i nic nam nie przeszkadza, tam gdzie nie ma rozproszeń i „rozrywek”, tam gdzie jestem sam na sam z nieskończonością. Pustynia, szczególnie w nocy jest miejscem w którym mogę liczyć tylko na jedno światło, w którym mogę dostrzec z całą wyrazistością tylko jeden cel i jedno przeznaczenie. A „ciemność która okrywa ziemię i gęsty mrok który spowija ludy” może być rozświetlony tylko przez jedną gwiazdę, gwiazdę prawdy wiecznej, gwiazdę wiary.

To nie może jednak być tylko chwilowa fascynacja, czy przemijające, emocjonalne zauroczenie. Taka podróż przez pustynię w poszukiwaniu Chrystusa praktycznie nigdy się w naszym życiu nie kończy. Nigdy nie możemy powiedzieć już dotarłem, już Go mam, już Go znalazłem. Bóg tak naprawdę nigdy nie może skończyć się objawiać, bo jest Nieskończonością i tylko w nieskończoności będziemy mogli GO poznać. On nam się stale objawia (o ile jesteśmy do tego usposobieni i o ile wyszliśmy na pustynię) i stale będzie to objawienie kontynuował o ile my z poszukiwania nie zrezygnujemy.

Co jest największą bolączką naszych czasów? Czyż nie jest nią właśnie przejściowy, chwilowy zachwyt, niestałość, brak cierpliwości, brak wytrwałości? Dlaczego rozpadają się małżeństwa, dlaczego tak wielu ludzi rezygnuje z drogi powołania zakonnego czy kapłańskiego? Dlaczego tak wiele spraw tylko zaczynamy i nie doprowadzamy do końca, dlaczego tak często się zniechęcamy? Czy nie dlatego, że przeraża nas pustynia i to co tam moglibyśmy odkryć? Czy nie dlatego, że „gwiazda znika nam z horyzontu”?

Niesiemy ze sobą jakieś dary, ale szybko się zniechęcamy, nie widzimy celu naszej wędrówki, nie dochodzimy do tego celu, bo ścieżki nam się gmatwają, bo zgubiliśmy przewodnią gwiazdę, bo zagubiliśmy sens naszej wędrówki, bo zagłuszyły nas i zalały kłopoty dnia codziennego, bo przestraszyliśmy się niewygód i trudów podróży. Dlatego próbujemy urządzić sobie wygodne i komfortowe życie, a wtedy droga przez pustynię, a co za tym idzie i cel tej drogi znikają, a pozostaje już tylko doczesna walka o byt i o przetrwanie.

A życie nasze to przecież tylko podróż, to tylko droga przez pustynię w poszukiwaniu domu chleba – Bethlehem, w którym sam Jezus jest i stołem, i Chlebem, i światłem, i życiem nieskończonym.

Żyć to znaczy być nieustannie w drodze, to znaczy nieustannie poszukiwać gwiazdy, która prowadzi nas przez pustynię do domu Ojca, Który tam właśnie, na pustyni się objawia.

___________________________________________________________

JANUARY 6 – EPIPHANY OF THE LORD

1.       Self-revelation of God

Feast of the Epiphany not only reminds us of the historical event described in today’s Gospel according to St. Matthew. This ceremony draws our attention to the fact much more significant and unusual, namely the fact that God wants to reveal himself to his people. This revelation of God repeatedly described in the Old Testament is final and ultimate in the Incarnate Word of God, Jesus Christ. The author of the Letter to the Hebrews puts it very clearly when he writes: „In many and various ways God spoke of old to our fathers by the prophets, but in these last days He has  spoken unto us by his Son” (Hebrews 1:1-2). It is a matter of cardinal importance the recognition of the importance of the fact of God’s revelation in the Son. God Himself decided that the best and most appropriate way of self-revelation to man is a revelation in Jesus Christ, the incarnate Son of God.

This self-revelation of God is very often presented in Scripture as the Enlightenment, the coming of light „for enlightenment.” Simeon says in the temple at the time of sacrifice: „Now, Master, you may let your servant depart in peace, according to your word, because my eyes have seen your salvation which you have prepared before the face of all peoples, a light for revelation to the Gentiles and for glory to your people Israel.” (Luke 2:29-32). And St. John writes in the prologue to his Gospel: „In the beginning was the Word, and the Word was with God, and the Word was God. He was in the beginning with God. All were made through Him, and without Him nothing was made that was made. In Him was life and the life was the light of men, and the light shines in the darkness, and the darkness has not overcome it.” (John 1:1-5). Also, Christ himself says of himself: „I came into the world as light, so that everyone who believes in me may not remain in darkness.” (John 12:46)

You could even say that this is the most important element of faith. God decided to „enlighten” his people, „enlighten” a man living in the darkness of sin and therefore revealed himself as Jesus Christ – God incarnate. If you negate the fact of the incarnation, if you negate the truth that Jesus Christ is the Incarnate Son of God, the self-revelation of God, then all our faith is shattered, because we then deny also that He is the Messiah, the Savior, Redeemer, Liberator. And then there is no salvation, no eternal life, there is no Divine Mercy, and everything is an illusion and misunderstanding.

That is why Christians from the beginning so much defended the truth of the self-revelation of God through the Incarnation. And this is why today this truth is most strongly eradicated by unbelievers and atheists. Satan is constantly trying to convince us that Jesus is NOT the incarnate Son of God and He is only unusual (but only) man, a wise guru, a teacher, an itinerant preacher. If Jesus is not the final word of God spoken to man, if He is not the Light of the World, then we still live in the darkness, and the darkness engulfed us, we still live in the darkness of sin, because there is no Redeemer, no one who by „enlightenment” moves us out of darkness.

But there is one more important element of this divine pedagogy of enlightenment. Namely, that  actually to be enlightened one must recognize and accept the One by Whom the enlightenment  is performed. Magi from the East in today’s Gospel are looking for light, looking for the newly-born Son of God, they recognize and welcome Him, offering Him homage. But not all follow the wise example. As in the second part of the prologue St. Jan writes: „The true light that enlightens every man was coming into the world. He was in the world, and the world was made through Him, yet the world knew him not. (LIGHT) came to his own, but his own did not receive Him.” (John 1:9-11) And that’s why so many people continue to live in darkness and hopelessness.

In an interview with Nicodemus, Jesus also says sadly, „… the light has come into the world, and men loved darkness rather than light, because their deeds were evil” (John 3:19). It is unfortunately still true for many of those who have rejected and continue to reject the light, even in our times. This is true of those who loved darkness because their deeds are evil. And because they are afraid of light, afraid of the Incarnate Son of God and the truth that they do not want to accept. So on today’s Solemnity of the Epiphany ask yourself this very important question: Can I say that according to the expression of St.. Paul „We are all sons of light and sons of the day”, are not rather that we are the sons „of the night and darkness?” (1 Thessalonians 5:5). Is the light of Jesus Christ illuminating the darkness of my life? Is it transforming and illuminating? For as long as I live in sin, I reject the truth of the Incarnation of the Son of God, until I  give up myself to the sanctifying and purifying action of light, I do not live in light and darkness still envelops me.

Pope Benedict XVI criticized the „cool academic approach” of the Scripture, which leads to the „vivisection secrecy” with „ignoring the dimension of the supernatural”. „These were taught, off those whom found the Magi coming from the East to Bethlehem, the Pharisees. They knew where the child was born, but the message has not touched their lives. They could provide information, but it has not contributed to the formation of their own lives, ”

_______________________________________________

2.     Glorify the Lord, all the nations of the earth

It seems that they are right, those who speak of imperialism if the Church or Christian imperialism. Church proclaiming Christ to all continents for centuries is certainly causing some mixed and confusing reactions. Some people have also similar feelings after the publication of dogmatic document „Dominus Jesus”, which generated so much discussion among theologians and the peoples of Asia as well as among the liberals and dissidents. But is it true that the Church is imperialistic; or rather it is only some kind of „allergy” or aversion of God?

Leaving aside these kind of academic and theological disputes maybe it will be better to look at today’s Gospel scene. We see the pagan nations, in the persons of the three wise men (the Magi) coming to not at all an imperialist Christ, to a Child and recognizing in Him the King, Whom they want to worship. Today’s Solemnity of the Epiphany shows us the immense truth that man (on each latitude and in every culture) is waiting for the manifestation of God, the Creator. It shows that humanity yearns for Him, and is looking for Him eagerly. It is not the Church or Christianity that is imperialistic; God wants that all nations on the earth may know the truth of His saving Love for man, the truth of His saving Passion, Death and Resurrection.

It is undoubtedly true that often in the history of the Church some institutions have committed an error of imperialism. It is true that some people of the institutional church have had an imperialistic attitude. But this kind of generalized accusation is a misunderstanding if you look at the whole history of salvation and its effects. Church since apostolic times was always aware that it is „The love of Christ impels us”. And this awareness, this imperative of God’s Love nobody who knows Jesus could resist. Let’s not get mad when others accuse us that we are imperialist, because we „impose our way of life”, because we command or are forcing to live according to our own, Christian norms and rules. Working in the missions for more than fifteen years I didn’t notice anything like that. I also try not to impose anything and do not violate anyone’s beliefs. Church rather proposes: „If you want to be saved, if you want your life took on a different and deeper meaning and dimensions of eternity, believe in Christ. Ultimately, however, the choice is absolutely yours. „Thousands of martyrs in Africa, South America and Asia, teen of thousands of missionaries who gave their lives in proclaiming the truth to save the man from his misery are the best proof of this. And those who secretly sell weapons to the Third World countries, those who exploit them economically, who steal natural resources, they can scream and shout loud -for sure- about the imperialism of the Church to cover their own evil and dark machinations. And the Church cannot cease to preach Christ, Jesus Christ crucified. He came as a child, helpless and without power, so to release the man from the powers of evil. And so, evil will always be the loudest in protesting against the revelation of the goodness. And that evil still screams accusing of imperialism the Church of Christ and distorting the truth, just by dressing up itself in the garments of truth and freedom.

Christians – do not be ashamed to be the followers of Christ and showing others the One Who for the salvation of humanity became Man. Even if we are accused of all sorts of imperialism, let us not be ashamed to be the disciples of Christ. Let’s not get crazy, discouraged and intimidated. Let’s not use force in converting, but let us not be weak and submissive conformists, let us not compromise the Gospel for the sake of political correctness or luxury. Let us live as followers of Christ and in our life let us proclaim the fact that He is the only Savior of man. May His Name – the most Holy name of Jesus- will be known and praised by all who believe in Him, and for those who reject Him, let it be the Name full power and causing fear in their hearts.

Only wicked people may accuse Christ of imperialism. Wise and honorable people -as Patrons’ Saints of today- always recognize in Him, in Jesus Christ the Savior and the true King, Who conquers the world and the human heart, but not with weapons and power, but Love which He is revealing to humanity. Only the foolish and perverse political systems are afraid to open the doors for Christ. Only the little people, persevering in their selfishness do not want open the doors of their hearts for Him.

_________________________________________

3.     To live means to be on the way

In order to meet Christ, to find Him you have to go on the road, on a quest. To meet Christ you must decide to leave the known and friendly situation, you have to leave the beaten path and tracts of your comfortable, convenient -and very often- sinful life and hit the road, through the desert. It is worth noting that God revealed Himself to the Israelites in the wilderness after they left Egypt and decided to hit the road just across the desert. It is worth noting that the great prophets of the Old Testament, also met God in the desert (Ezekiel, Isaiah, Elijah). It is worth noting that St. John the Baptist, was also acquainted with the desert. The Magi in today’s Gospel also reached Bethlehem after traveling far and difficult journey through the desert.

There’s definitely some regularity, some deeper meaning. God reveals itself in the desert, where no one and nothing -we do- mind and disturb, where there are no distractions and the „entertainments”, where I am alone with the infinite. Desert, especially at night, is a place where I can count on one light in which I can see with great clarity only one aim and one destiny. A „darkness that covers the earth and thick darkness that envelops the peoples” may be lit only by a single star, the star of eternal truth, the star of faith. It cannot, however, be only a momentary fascination, or transient, emotional infatuation. Such a journey through the desert in quest of Christ practically never in our lives did end there. We can never tell that we already arrived. I cannot say: „I have him, I found him”. God never really could end His revelation, because He is the Infinite, and only at infinity will I be able to know HIM.

He continually reveals Himself to us (unless we are disposed to this and as far as we left to go to the desert) and constantly the revelation will be continued as long as we do not give up in searching. What is the biggest problem of our time? Is not it just temporary, momentary rapture, instability, lack of patience, lack of perseverance? Why break up a marriage, why so many people give up out of the way of religious vocation or the priesthood? Why are so many things we start and do not bring to an end, why are we so often discouraged? Is not it because the desert and what we discover there’s scares us? Is not that why the „star disappears from the horizon to us?”

We bring together some gifts, but quickly discouraged, we do not see the purpose of our journey, do not come to this purpose, because we messed up the path, because we lost the guiding star, we have lost the sense of our journey, because we choked and flooded by the troubles of everyday life, because we are scared of the inconveniences and hardships of the journey. That is why we are trying to arrange for us a convenient and comfortable life. And then the road through the desert, and thus the purpose of the road disappear, and the only thing left is temporal struggle for existence and survival. So, our life is only a trip, it’s just the way across the desert in search of the house of bread – Bethlehem, where Jesus is, and the table, and the bread, and light, and infinite life. To live means to be constantly on the way. It means to continually seek the star that leads us through the desert to the house of the Father, Who is revealed there, in the desert.

plik w formacie .pdf