diagnoza naszej cywilizacji zachodniej …

Diagnoza współczesnego świata, współczesnej cywilizacji ….

Zastanawiałem się kiedyś jak można by określić jednym słowem naszą zachodnia cywilizację. Jakie jest słowo, które charakteryzuje ją najbardziej i najdosadniej …
Różne przychodziły mi do głowy pomysły, różne słowa:
– technika,
– rozwój,
– oświata,
– wolność,
– sprawiedliwość,

I NIE!!! Żadne z tych słow nie charakteryzuje naszego zachodniego świata w którym żyjemy. Jednego dnia spotkałem mojego współbrata zakonnego, młodego księdza, którego uczyłem przed laty w Zairze. Przyjechał po raz pierwszy na kilka dni do Europy i kiedy go zapytałem jak znajduje „ten świat” … jego odpowiedź była wstrząsająca. On dał mi to słowo, kótrego szukałem na określenie naszej cywlizacji … naszego świata. Niestety nie jest to słowo pozytywne. To słowo to AROGANCJA.

Niestety żyjemy w świecie niesamowitej, obezwładniającej wprost arogancji …
Przykłady arogancji:
– pracodawca,
– pracownik,
– dziecko,
– współmałżonek,
– i tak można by mnożyć w nieskończoność, przykłady arogancji w codziennym życiu.

ale chyba najbardziej wstrząsającym i porażającym przykładem jest nasza AROGANCJA WOBEC BOGA. To my próbujemy Go pouczać co jest dla nas dobre a co złe, co jest cnotą za co wadą … To jest dokładnie „powtórka z grzechu pierworodnego” – GRZECH PIERWSZYCH RODZICÓW, którzy wypowiedzieli Bogu posłuszeństwo, bo WIEDZIELI LEPIEJ!

Reklamy

kilka fundamentalnych dogmatów liberalizmu …

– mogę robić co mi się podoba i nikt ma najmniejszego prawa zwrócić mi uwagi, jakakolwiek próba zwrócenia mi uwagi czy korekcji mojego postępowania jest nieuprawnioną ingerencja w moją prywatność i zamachem na moją wolność,

– Bóg stworzył mnie wolnym i nie ma prawa ograniczać mnie jakimikolwiek przykazaniami, nakazami lub zakazami, czy normami moralnymi. Jakiekolwiek przykazania są co najwyżej pobożnymi życzeniami, które mogę -ale absolutnie nie muszę zachowywać,

– pojęcie grzechu, winy dobra i zła, jest bezsensowne -skoro to ja i tylko ja decyduję o tym co jest dobre a co złe. To co zazwyczaj nazywamy grzechem to ewentualnie jakieś drobne pomyłki wynikające z zaistniałej sytuacji i zbiegu okoliczności nie podlegające przecież żadnemu osądowi moralnemu,

– idiotyzmem i nieporozumieniem jest nawoływanie do nawrócenia, zmiany życia, korekcji, poprawy skoro Bóg stworzywszy mnie wolnym, kocha mnie takim jaki jestem. To nie ja mam się nawracać i zmieniać cokolwiek w moim życiu, to inni mają obowiązek zaakceptować mnie takim jakim jestem zgodnie ze wspaniałą i niezastąpioną zasadą tolerancji,

– to ja decyduję; co, kiedy i jakie praktyki religijne będę wypełniał i nikt nie ma prawa oczekiwać ode mnie jakiegokolwiek posłuszeństwa jakimkolwiek zasadom liturgicznym, moralnym, społecznym czy jakimkolwiek innym. Wszelkie pretensje w tym względzie są nieuzasadnione i pozbawione jakichkolwiek racji,

– to ja robię łaskę Bogu, że Go uwielbiam i czczę, i to On powinien być zadowolony, że w ogóle jeszcze czasami przychodzę do kościoła, lub się pomodlę,

– księża i w ogóle cały kler, to banda złodziei, karierowiczów i perwersyjnych dewiantów lub w najlepszym przypadku nieszkodliwych i nierealistycznych idealistów, bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością. Ich wymagania są nierealne, perwersyjne i obliczone na ciemiężenie i upokarzanie wolnego człowieka,

– kościół to ludzka struktura, która powinna podlegać ustawicznej ewolucji aby lepiej odpowiadać na oczekiwania swoich członków, a jak nie, to należy ją zmienić i zastąpić instytucją bardziej demokratyczną i przychylną ludziom,

W ogóle nie wiem, po co było pisać to wszystko co powyżej, skoro jest to tak oczywiste, naturalne i samo-zrozumiałe? Ci, którzy tego nie rozumieją i nie uznają to banda ciemniaków żyjących w średniowieczu, męczących siebie i innych jakimiś porąbanymi normami moralnymi …

qui tacet consentire videtur (1) …

Kilka lat temu miałem przyjaciela. Był już wtedy poważnie chory. Choroba jego była jednak uleczalna, pod warunkiem, że podda się leczeniu. On sam jednak lekceważył sobie chorobę. Żyliśmy w przyjacielskiej paczce radośnie i beztrosko. I nikt z “przyjaciół” nie ośmielił się powiedzieć czegokolwiek na temat powagi jego sytuacji, czy stanu jego zdrowia, aby nie stwarzać napięć, aby nie gasić tej beztroski i radości życia. Ja sam kilka razy próbowałem coś mu na ten temat powiedzieć, gdyż stan jego zdrowia się pogarszał. Za każdym jednak razem wymawiano mi brutalność, uznawano moje uwagi za niegrzeczne, za „nie w porę”, „nie na miejscu”, za fatalizm i czarnowidztwo. Wszystkie moje próby uwag przyjmowano z niesmakiem, przyjaciele wmawiali mi, że jestem pesymistą i grubianinem, że jestem niedelikatny a nawet niegrzeczny z tymi moimi „nie w porę” uwagami. Zaprzestałem więc mówienia czegokolwiek na ten temat. Dałem spokój. Po pewnym czasie przyjaciel ów zmarł. Wszyscy jego “przyjaciele” i znajomi byli obecni na pogrzebie, wszyscy płakali krokodylimi łzami. Wszyscy powtarzali, że szkoda, że taki młody, że mógł jeszcze żyć, bo przecież jego choroba była uleczalna … A mnie tłukł się w głowie jeden wyraz i chciałem go wykrzyczeć na całe gardło właśnie wtedy nad grobem naszego przyjaciela: Faryzeusze! Hipokryci!!!

Mój bracie, pozwól mi powiedzieć Ci czasem, że jesteś chory, mimo że moje słowa być może nie będą delikatne, albo nawet czasem stworzą pewną sytuację napięcia. Ja nie chcę Cię obrażać, ani wynosić się nad Ciebie, ale nie chcę też, abyś umarł. A ponadto będę Ci również wdzięczny, jeśli i Ty zwrócisz mi uwagę, że jestem chory. Bo czasami rzeczywiście jestem, chociaż tego nie widzę lub nawet nie chcę widzieć. Powiedz mi więc, ale bądź też zdolny przyjąć to, co ja mam Ci czasami do powiedzenia. Bo jak mówi starożytne, łacińskie przysłowie: “Qui tacet consentire videtur”(Kto milczy widocznie się zgadza).

Pan Bóg na ławie oskarżonych …

„Gdzie był Pan Bóg – przypomnijmy najczęściej powtarzane oskarżenia – kiedy dokonywano straszliwych zbrodni w Auschwitz, Katyniu, na Kołymie, w ubeckich katowniach? Gdzie był Bóg, kiedy 11 września 2001 roku wypełnione niewinnymi ludźmi samoloty uderzały w pełne tysięcy niewinnych ludzi wieże WTC? Dlaczego Bóg swoją wszechmocną ręką nie zatrzymał fal tsunami, kiedy pod koniec grudnia 2004 roku zmiatały do morza ponad czterysta tysięcy Jego dzieci? Dlaczego podczas ostatniego trzęsienia ziemi na Haiti nie skierował głównego uderzenia na jakieś bezludne miejsca? Jeżeli Bóg jest miłością, jeżeli zarazem jest wszechmocny i wszechobecny, to nie powinien dopuścić do tego, by gwałcono i zabijano bezbronne dzieci! Jak mogę kochać Boga – krzyczała mi kiedyś do słuchawki pewna dziewczyna – który obojętnie patrzył na to, gdy w wypadku traciłam obie nogi!

………

Bardzo modne zrobiło się ostatnio powoływanie Pana Boga przed nasze ludzkie sądy i podpowiadanie Panu Bogu, jaki powinien być, żebyśmy się do Niego nie zniechęcili.

………

Wielkie zbrodnie, o których mówią nam takie wyrazy, jak Auschwitz, Babi Jar czy Kołyma, każą przypomnieć sobie, że sam Pan Jezus został dosłownie zgnieciony przez ludzkie zło. W dzień swojej męki zgodził się poddać niewyobrażalnemu wręcz skondensowaniu nienawiści, kłamstwa i okrucieństwa, a więc najgorszych owoców ludzkiego grzechu. Wydawało się, że zachowanie w tych warunkach miłości do Boga i bliźnich jest czymś absolutnie niemożliwym. A jednak On – otoczony ciemną nienawiścią, potwornie zmaltretowany, pogrążony w poczuciu zupełnego opuszczenia przez Ojca – trwał w całoosobowym, pełnym miłości zawierzeniu swojemu Ojcu oraz w miłości do nas, których sobie wybrał na bliźnich, nawet w miłości do własnych morderców.”

więcej: O. Jacek Salij OP. Gdzie wtedy byłeś?

warto przeczytać i to grzech a możliwość wiary w Boga …

podstawowa prawda o religii … i wierze …

Jeśli żyję w bałaganie i moralnym nieporządku, a jednocześnie pretenduję, że wierzę, to w naturalny sposób rodzi się napięcie nie do zniesienia, między wiarą, a moim nieuporządkowanym życiem. Wtedy coś trzeba zmienić, coś odrzucić, bo inaczej to napięcie staje się elementem rozsadzającym moją osobowość. Jeśli więc nie chcę zmienić mojego życia, bo jestem przywiązany do moich nałogów i grzechów, to konsekwentnie muszę, zmienić albo odrzucić religią, wiarę, a w końcu i Pana Boga, Który stawia mi „zbyt wygórowane” wymagania moralne.