zgorszenie …

Rzekł znowu Jezus do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie! (Łk 17, 1-2)

Warto często robić sobie rachunek sumienia, czy ja moim postępowaniem nie powoduje zgorszenia wśród innych … tak łatwo jest się gorszyć, tak łatwo wytykać „karygodne błędy” innym … ale ???? czy ja sam nie jestem gorszycielem ???

Reklamy

Zamieszanie …

Jeszcze nie żyjemy w dobie wielkiej apostazji. To jest jeszcze przed nami, ale śmiem twierdzić, że żyjemy w czasach wielkiego zamieszania i nieporozumienia, ogromnej dezorientacji, nieładu i katastrofalnej dwuznaczności. Niestety ci, którzy rzekomo mają nam pomóc iść prostą i pewną drogą powodują jeszcze więcej zagadek i łamigłówek. W pełni zgadzam się z kimś, kto napisał na jednym portalu dyskusjyjnym: „Kiedy pasterz bardziej troszczy się o dobre samopoczucie i pozytywne uczucia swoich owiec, niż o ich dusze, to mamy problem. Jego głównym zadaniem jest bowiem pokazać nam drogę do świętości, a nie czynić nas szczęśliwymi w tym życiu.

W tej sytuacji, myślę, że słowa papieża Jana II są prorocze. Powiedział w adhortacji apostolskiej „Reconciliatio et paenitentia” (nr. 25): Jan Paweł II – „Reconciliatio et paenitentia”, (25): „Aby przezwyciężyć konflikty i sprawić, by zwykłe napięcia nie szkodziły jedności Kościoła, musimy wszyscy stanąć wobec Słowa Bożego i odrzuciwszy własne subiektywne zapatrywania, szukać prawdy tam, gdzie się ona znajduje, to jest w samym Słowie Bożym i w jego autentycznej interpretacji podawanej przez Magisterium Kościoła.

Dążenie do popularności i poprawności politycznej to bardzo niebezpieczne postawy, powodujące dużo więcej szkód dla Kościoła niż otwarte błędy, kłamstwa i bunt. To jest dokładnie sytuacja „wilków przebranych w owczą skórę”, przed czymJezus nas ostrzega.

współczesna mentalność

Innym przejawem współczesnej religijnej biedy lub mizerii jest coś, co określiłbym bardzo surowo mianem „szczeniackiej mentalności rozkapryszonego dziecka”. Mentalność taka wyraża się w przekonaniu: „Wierzę w Boga, jeśli Bóg spełnia moje życzenia, zachcianki i kaprysy, a jeśli nie to przestaję w Niego wierzyć a nawet Go ukaram i przestanę się modlić i chodzić do kościoła”. Iluż ludzi odchodzi od Kościoła, od wiary i od sakramentów tak właśnie rozumując?

Taka mentalność rozkapryszonego dziecka nie chce i nie może zrozumieć, że matka nie pozwala bawić się dziecku na środku ruchliwej ulicy nie dlatego, że go nie kocha, ale właśnie dokładnie przeciwnie dlatego, że go kocha i chce chronić dziecko przed niebezpieczeństwem i katastrofą. Rozkapryszone dziecko oczywiście nie przyjmie takiego rozumowania i będzie dogłębnie przekonane, że matka jest zła, zawistna, mściwa i w ogóle czyni życie dziecka nieznośnym.

O ile jednak może to być zrozumiałe w przypadku rozkapryszonego dziecka, to trudno jest zrozumieć taką „filozofię” w przypadku osoby dorosłej. W obydwu przypadkach jest to jednak efekt podstawowego braku, a mianowicie BRAKU ZAUFANIA, braku zawierzenia. Dziecko nie ufa swojej matce, nie wierzy że ona chce jego dobra, bo ona odmawia mu „przyjemności”, zabawy, nie spełnia jego zachcianek i kaprysów. W przypadku dorosłego sytuacja jest podobna. Nie wierzy on, nie ufa Bogu, Który samym Dobrem, że Bóg go kocha i chce dla niego dobra, odmawiając mu „przyjemności”, czy nawet dopuszczając czasami cierpienie i ból.

Cierpienie ma sens jedynie wtedy, gdy zaufamy Bogu, gdy uświadomimy sobie, ze Bóg zbawił świat nie przez magiczne i łatwiutkie sztuczki, ale przez swoje własne cierpienie na krzyżu.

przed trybunałem Prawdy

 Przez całe życie stawiam Pana Boga przed trybunałem mojego ludzkiego rozumu i każę Mu się tłumaczyć z Jego boskiej woli, a w chwili śmierci Bóg postawi mnie przed trybuałem ostatecznej i niedyskutowalnej Prawdy. I to nie Bóg mnie potępi, czy skaże na wieczne potępienie. To ja sam wydam na siebie jedyny, ostateczny sprawiedliwy i nieodwołalny wyrok w obliczu ostatecznej Prawdy.

 Jeśli przez całe życie unikasz prawdy, kpisz sobie z niej, negujesz jej istnienie i lekceważysz sobie ją, to nie bądź zdziwiony, że to ona ostatecznie ukaże ci się jako twój sędzia.

 I gdzie będzie wtedy „tolerancja”, subiektywizm, sytuacjonizm, kompromisy, naginanie i manipulacje prawdą, twoje racje, twój punkt widzenia i twoja wizja świata bez reguł i bez zasad?