na łonie natury …

Do proboszcza przychodzi młody mężczyzna z prośbą o zaświadczenie, bo chce być ojcem chrzestnym. Proboszcz grzecznie wyjaśnia, że ojcem chrzestnym może być tylko wierzący i praktykujący katolik. Na co penitent zapewnia solennie, że on jest właśnie głęboko wierzący. „Ale ja pana nigdy nie widziałem w kościele, i jakoś nie rozumiem jak może pan być wierzącym bez regularnych praktyk religijnych.” – mówi proboszcz. Na co petent uśmiecha się konfidencjonalnie i mówi: „no wie ksiądz mnie się lepiej chwali Boga na łonie natury, w górach, nad rzeką, w lesie. Przecież Bóg jest wszędzie, w lesie też”. Proboszcz nie zbity z tropu mówi więc również z uśmiechem: „no tak, na pewno jest tam Pan Bóg, ale mnie tam nie ma i ja pana nie widzę praktykującego, więc może pan uda się po zaświadczenie do leśniczego. Może on zaświadczy o pana religijnych praktykach, ja niestety nie mogę.”

kondycja Kościoła Katolickiego …


Kościół zdecydowanie lepiej się ma, gdy jest prześladowany.

Całą historia Kościoła pokazuje, że naprawdę autentycznym i mocnym w wierze jest Kościół wtedy, gdy jest prześladowany. Odpadają wtedy od niego wszystkie przyklejone na siłę i niepotrzebne ozdoby, odpadają letni i nijacy wyznawcy, którzy do kościoła należą tylko na zasadzie nomilanej przynależności, odpadają wszyscy jego krytykanci i poprawiacze (z prostego powodu – nie są w stanie sprostać wyzwaniom :-), bo oni potrafią tylko krytykować ). Odpadają od Kościoła hurra optymiści, którzy szukali tam tylko siebie i swoich przyjemności, odpadają egoiści i nawiedzeni reformatorzy i karierowicze, odpadają wszyscy, którzy szukali tam czegokolwiek innego niż Chrystusa i to ukrzyżowanego.

Taki Kościół, oczyszczony ze wszystkich naleciałości i przypadłości pokazuje swoje prawdziwe oblicze, święte i pełne piękna, oblicze prawdziwej Oblubienicy Chrystusa.

zaokrąglanie Ewangelii …


Próbując zaokrąglać Ewangelię i czynić ja bardziej „strawną” warto jednak pamiętać i o tym, że Chrystus nie umarł na krzyżu dlatego, że uczył ludzi miłości Boga i bliźniego. On umarł na krzyżu dlatego, że mówił ludziom prawdę, jak ta miłość ma wyglądać, prawdę której oni słuchać nie chcieli, prawdę która była dla nich nie do przyjęcia. Tak jest i dzisiaj, kiedy słyszę „zgorszonych katolików”, którzy pouczją mnie: „bądź jak Jezus i ucz ludzi miłości, a nie wpychaj się im z przykazaniami, obowiązkami, karami, piekłem i potępieniem”.

Nie pouczaj mnie proszę, że Chrystus uczył miłości Boga i bliźniego, że był miałki, słodki i nijaki, że nic od nikogo nie wymagał, że tylko głaskał i obiecywał życie wieczne za darmo! Nie wmawiaj mi, że za wszelką cenę zależało Mu na tłumach, że nie powiedział wprost i otwarcie nawet do swoich Apostołów: „Czy i wy chcecie odejść?” (J 6,67). Nie próbuj tuszować faktu, że wygnał kupczyków ze świątyni i że często potwarzał: „ Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (Mt 7,23; Mt 25,41; Łk 13,28). Nie zmiękczaj i nie rozwadniaj Ewangelii i nie próbuj tworzyć wygodniego i welwetowego chrześcijaństwa. To na pewno nie jest nauczanie Chrystusa! To prawda, ze uczył ludzi miłości, ale jednocześnie mówił, że miłość ta jest wymagająca, że nie ma nic wspólnego z uczuciowością i sentymentami, że jest ona raczej Prawdą, a nie wzruszeniem, że domaga się od nas jasnych i klarownych postaw tak w stosunku do Boga jak i do bliźniego.