niestosowne pytanie …

W czasie jednego ze spotkań stypendystów Fundacji im. A. Humbolta jeden z uczestników zapytał sławnego fizyka Wernera Heisenberga, twórcę teorii kwantów:
„Czy pan profesor, taki wybitny, znany na całym świecie fizyk, wierzy w Boga?”

Na sali zapanowała konsternacja spowodowana niestosownością takiego pytania.

Sam Heisenberg jednak nie speszony i z uśmiechem odpowiedział:
„Pierwszy łyk z pucharu nauki, może uczynić ateistą, ale na dnie tego pucharu zawsze czeka Bóg.”

*****************

Więcej pokory kochani, domorośli ateiści, więcej pokory …. a już szczególnie kiedy przy pomocy „naukowych argumentów” walczycie z Bogiem, religią, Kościołem itp. Nic, co naprawdę jest głębokie i prawdziwe w nauce nie sprzeciwia się Bogu i wierze. To tylko zadufani, domorośli pseudo-naukowcy, którzy powierzchownie polizali parę książek popularnonaukowych będą twierdzić, że nauka sprzeciwia się wierze.

Reklamy

dlaczego istnieje raczej coś niż nic? – cz.II

Jedynie ważnym pytaniem jest: „dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”. Reszta nie ma znaczenia.

Kilka dni temu postawiłem tezę, że jedyną sensowną odpowiedzią na powyższe pytanie jest przyjęcie istnienia Bytu Absolutnego. Jak dotąd bowiem jest to jedyna racjonalna odpowiedź, która może być sensownie dyskutowana i wydaje się być niesprzeczna. Wprawdzie w historii filozofii mamy także inne próby odpowiedzi na powyższe pytanie, jak np. Heglowska filozofia bytu absolutnego czy Ducha Absolutnego, który jest samo-myślącą się myślą, ale próby te zostały zarzucone, czy nie były rozwijane tak dynamicznie i wielokierunkowo jak chrześcijańska koncepcja Ipsum Esse Subsistens. Niemniej jednak nawet filozoficzna teza Hegla o samo-myślącej się myśli jest nadal –w pewnym sensie- nie-materialistycznym uzasadnieniem świata. Według Hegla pierwotna jest bowiem myśl, czy raczej Logos, który w wyniku dialektycznego procesu wytwarza swoją własną antytezę czyli materię (Wszechświat materialny), żeby w ostatecznym etapie w syntezie dokonać pogodzenia sprzeczności (coincidentio oppositorum) w sublimacji do Absolutnego Ducha.

Wydawać by się mogło, że współcześnie stworzenie Teorii Ostatecznej (znanej po angielsku jako TOE – Theory of Everything) mogłoby być kolejną sensowną próbą odpowiedzi na powyższe pytanie. Taka Teoria Ostateczna miałaby za zadanie pokazać jak powstał samo-usprawiedliwiający się Wszechświat, który nie potrzebuje już żadnego zewnętrznego bytu jako usprawiedliwienia swojego istnienia. Innymi słowy uzasadnienie istnienia czegokolwiek powinno być elementem wewnętrznym materialnego Wszechświata i takiej –opisującej ten Wszechświat- teorii. Taka teoria musiałaby wyjaśnić nie tylko samo-powstanie Wszechświata, ale także jego szczegółową ewolucję, a nawet usprawiedliwić czy uzasadnić samą siebie.

Wygląda to coś jak Hegla Filozofia bytu, czy Ducha Absolutnego, z tą różnicą, że u Hegla początkiem jest myśl, która tworzy czy emanuje materię. W TOE byłaby to raczej materia, która w wyniku procesów ewolucyjnych emanuje myśl, a w końcu i samą teorię opisującą Wszechświat.

Wtedy można by zrezygnować z poszukiwania poza materialnym Wszechświatem uzasadnienia istnienia czegokolwiek. Okazuje się jednak, że stworzenie takiej (ostatecznej) teorii czy jak ją można nazwać- Ogólnej Teorii Wszystkiego nie jest wcale łatwe a nawet w ogóle niemożliwe. Zapowiadane przez fizyków teoretyków teorie ostateczne czy to w formie teorii superstrun, czy unifikującej cztery podstawowe oddziaływania teorii super-grawitacji utknęły –jak się wydaje- w martwym punkcie. Co jakiś czas zaglądam na strony internetowe Michio Kaku, Lee Smolin’a, czy Steven’a Hawking’a (żeby wspomnieć tylko największych) i jakoś mimo bardzo gorących zapewnień o bliskim zakończeniu prac, końca nie widać. Podejrzewam nawet, że nigdy go nie zobaczymy. Teoria ostateczna bowiem jest –jak sądzę- niemożliwa z logicznego punktu widzenia. Dwa teorematy Kurta Gödla: twierdzenie o niezupełności i twierdzenie o niedowodliwości spójności rzucają pewne światło na niemożliwość budowy samo-usprawiedliwiającego się systemu.

Pierwsze z nich mówi: „System albo jest zupełny, albo spójny. System zupełny jest sprzeczny wewnętrznie, albo system nie musi być sprzeczny, lecz wówczas istnieją zdania, których prawdziwości nie da się wywieść z aksjomatów i twierdzeń rozważanego systemu formalnego, tzn. system jest niezupełny”. Co oznacza, że albo jesteśmy w stanie zbudować taki system, w którym można dowodzić prawdziwości wszystkich zdań takiego systemu, jednak wówczas istnieje w systemie pewne prawdziwe zdanie P, którego zaprzeczenie ~P również jest prawdziwe i wtedy system jest sprzeczny. Albo system jest niesprzeczny, ale wtedy w systemie istnieją zdania, których prawdziwości nie można udowodnić z „wewnątrz” i dla udowodnienia ich prawdziwości musimy wyjść poza system.

Drugie twierdzenie o niedowodliwości spójności jest konsekwencją poprzedniego. Głosi ono, iż nie da się dowieść, w ramach tego systemu, spójności żadnego systemu formalnego zawierającego arytmetykę liczb naturalnych. Aby taki dowód przeprowadzić, niezbędny jest system wyższego rzędu, którego spójności w ramach niego samego również nie da się dowieść – i tak ad infinitum. (por. W Twierdzenie Gödla w Wikipedia – Wolna Encyklopedia

Jakie jest znaczenie twierdzeń Gödla dla niemożliwości stworzenia TOE (teorii ostatecznej)? Może o tym w następnym poście.

niezrozumienie wcale nie jest równoznaczne z nieistnieniem …


To, że ktoś nie może zrozumieć teorii względności wcale nie znaczy, że jest ona błędna, czy że opisywana przez nią rzeczywistość nie istnieje.

Dlaczego więc tak wielu twierdzi, że skoro nie mogą zrozumieć nauki o Bogu to znaczy, że Bóg nie istnieje, a teologia jest nieporozumieniem??? Niezrozumienie wcale nie jest jednoznaczne z nieistnieniem.

Skoro ślepy nie widzi tęczy, to wcale nie znaczy, że ci, którzy ją widzą bredzą i majaczą.

I niech nikt mi nie wmawia, że wiara i teologia przeczą zdrowemu rozsądkowi, bo teoria względności też nie jest wcale zdroworozsądkowa.

jak rozpoznać prawdę w polskich mediach?

– pierwsza zasada: jeśli Gazeta Wyborcza, Onet i parę stacji telewizyjnych mówi TAK, tzn. że na pewno jest dokładnie odwrotnie 🙂

– druga zasada, jeśli coś podało Radio Maryja i zaraz zaczęły „ujadać psy” (tzn. inne politycznie poprawne media), to na pewno Radio Maryja ma rację 🙂

liberalizm i relatywizm = areligijny fundamentalizm


Gdy ludzie sądzą, że posiedli tajemnice doskonałej organizacji społecznej, która eliminuje zło, sądzą także, iż mogą stosować wszelkie środki, także przemoc czy kłamstwo, by ją urzeczywistnić. Polityka staje się wówczas „świecką religią”, która łudzi się, że buduje w ten sposób raj na ziemi. (Jan Paweł II, Encyklika „Centesimus annus”, n. 25)

I wtedy właśnie pojawiają się świeckie, czy też antyreligijne fundamenatalizmy. Były nimi w przeszłości nazizm i komunizm, a dzisiaj staje się nim coraz bardziej relatywizm i liberalizm. A tego rodzaju fundamentalizm, nie mający żadnych etycznych czy moralnych zahamowań, a jednocześnie przekonany o swojej mesjańskiej roli staje się automatycznie karykaturalną tyranią w imię wolności.

Doskonałym przykładem niestety staje się coraz bardziej Europa ze swoimi libertyńskimi poglądami opartymi skądinąd na wcale nieszlachetnych ideałach „Wielkiej” Rewolucji Francuskiej.

„Centesimus Annus”