XIII Niedziela w ciągu roku – C

1 Krl 19,16b.19-21

Elizeusza, syna Szafata z Abel-Mechola, namaścisz na proroka po tobie. A stanie się tak: uratowanego przed mieczem Chazaela zabije Jehu, a uratowanego przed mieczem Jehu zabije Elizeusz. Zostawię jednak w Izraelu siedem tysięcy takich, których kolana nie ugięły się przed Baalem i których usta go nie ucałowały. [Eliasz] stamtąd poszedł i odnalazł Elizeusza, syna Szafata, orzącego: dwanaście par [wołów] przed nim, a on przy dwunastej. Wtedy Eliasz, podszedłszy do niego, zarzucił na niego swój płaszcz. Wówczas Elizeusz zostawił woły i pobiegłszy za Eliaszem, powiedział: Pozwól mi ucałować mego ojca i moją matkę, abym potem poszedł za tobą. On mu odpowiedział: Idź i wracaj, bo po co to ci uczyniłem? Wtedy powrócił do niego i zaraz wziął parę wołów, złożył je na ofiarę, a na jarzmie wołów ugotował ich mięso oraz dał ludziom, aby zjedli. Następnie wybrał się i poszedłszy za Eliaszem, stał się jego sługą.

 

Gal 5,1.13-18

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli. Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli. Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa.

 

Łk 9,51-62

Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.

 

Czemu tak ostre wymagania ?

Ewangelia dzisiejsza stawia bardzo wysoko poprzeczkę dla chcących naśladować Jezusa. „Zostaw umarłym grzebanie umarłych …”, „Kto przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda nie jest mnie godzien ...” – takie słowa praktycznie zniechęcają do naśladowania Jezusa. A w innych miejscach jeszcze bardziej stanowczo „Kto chce iść za mną niech się zaprze (wyrzeknie) samego siebie …„, albo w rozmowie z bogatym młodzieńcem: „Sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim, a wtedy możesz iść za mną ...”. Czy rzeczywiście taki radykalizm jest usprawiedliwiony? Czy nie jest to przesada? Czy rzeczywiście Pan Jezus może stawiać aż takie wymagania?

Może stawiać i stawia! Radykalizm ewangeliczny jest nie tylko uzasadniony, jest on wprost nieodzowny. „Nie możecie dwóm panom służyć ...”. Nie można udawać, że się jest uczniem Chrystusa, że chce się go naśladować i jednocześnie „robić sobie asekurancko plecy”. Tutaj właśnie jest miejsce i sposobność na zdecydowane i klarowne „albo – albo„. Nie ma drogi pośredniej i kompromisów. Jezus nie umarł dla nas ani połowicznie, ani na niby. A więc … wszystko za wszystko, a więc … wszystko, albo nic! Oczywiście należy się wystrzegać skrajności w rodzaju fanatyzmów i fundamentalizmów. Na pewno inaczej takie wyrzeczenie i zaparcie się siebie będzie wyglądało w wypadku mnicha cysterskiego, franciszkańskiego zakonnika, diecezjalnego księdza wikarego, a inaczej w wypadku rodziców wychowujących dzieci. Nie można wymagać tej samej miary ewangelicznego radykalizmu dla pustelnika i nauczyciela pracującego w wielomilionowym mieście. A jednak każdy z nas jest zaproszony do radykalnego postępowania za Mistrzem.

I każdy chrześcijanin musi znaleźć tą własną, dla niego właściwą drogę radykalnego naśladowania Chrystusa. Nie można tu dać żadnej gotowej recepty. Może jedno tylko jest wspólne dla wszystkich: „wyrzeczenie się swojego własnego egoizmu, myślenia o sobie, o swoich wygodach, o urządzeniu się„. I jest to tak samo ważne i nieodzowne dla zakonnego brata pracującego pokornie w klasztornym ogrodzie, jak i dla katolickiego posła zasiadającego w ławach sejmowych. Ewangeliczny radykalizm jest warunkiem sine qua non (nieodzownym) prawdziwego naśladowania Chrystusa. Kto tego nie pojął lub pojąć nie chce … nie jest uczniem Chrystusa i łudzi samego siebie.

Nie możesz dwóm panom służyć …

Nie możesz być uczniem Chrystusa

i jednocześnie wić sobie własnego, wygodnego gniazdka !

Kilka cytatów z Pisma Świętego

Ez 3:17-21

Synu człowieczy, ustanowiłem cię stróżem nad pokoleniami izraelskimi. Gdy usłyszysz słowo z ust moich, upomnisz ich w moim imieniu. Jeśli powiem bezbożnemu: Z pewnością umrzesz, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Ale jeślibyś upomniał bezbożnego, a on by nie odwrócił się od swej bezbożności i od swej bezbożnej drogi, to chociaż on umrze z powodu swojego grzechu, ty jednak ocalisz samego siebie. Gdyby zaś sprawiedliwy odstąpił od swej prawości i dopuścił się grzechu, i gdybym zesłał na niego jakieś doświadczenie, to on umrze, bo go nie upomniałeś z powodu jego grzechu; sprawiedliwości, którą czynił, nie będzie mu się pamiętać, ciebie jednak uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Jeśli jednak upomnisz sprawiedliwego, by sprawiedliwy nie grzeszył, i jeśli nie popełni grzechu, to z pewnością pozostanie przy życiu, ponieważ przyjął upomnienie, ty zaś ocalisz samego siebie.

(BT)

Hbr 4:12-13

Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.

(BT)

2 Tm 3:1-5

A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą

– samolubni,

– chciwi,

– wyniośli,

– pyszni,

– bluźniący,-

nieposłuszni rodzicom,

– niewdzięczni,

-niegodziwi,

– bez serca,

– bezlitośni,

– miotający oszczerstwa,

– niepohamowani,

– bez uczuć ludzkich,

– nieprzychylni,

– zdrajcy,

– zuchwali,

– nadęci,

– miłujący bardziej rozkosz niż Boga.

Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń.

(BT)

2 Tm 4:1-5

Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, /w razie potrzeby/ wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie!

(BT)

Jak tu być dobrym pasterzem w takich czasach ????

Smutek Boga …

Czym jest grzech?

Jest świadomym i egoistycznym powiedzeniem Bogu: „nie potrzebuję Cie, jestem samowystarczalny i wiem najlepiej co jest dla mnie dobre, a Ty nie będziesz mi dyktował co mam robić, a czego nie robić”.

To powoduje smutek Boga – Ojca, Który widzi że się od Niego oddalam i wie, że istnieć bez Niego nie mogę, a jednocześnie widzi, że istnieć w Nim i przy Nim nie chcę.

Oddalając się od Boga – Ojca i Stworzyciela nie tylko Go lekceważę, ale stwarzam sam dla siebie piekło.

A piekło to właśnie istnienie bez Boga i bez miłości, wśród podobnych do mnie egoistów, cyników i samolubów. Jak można istnieć z dala od Źródła wszelkiego istnienia?

XII Niedziela w ciągu roku – C

Wprowadzenie:

Wiara nie jest i nie może być rzeczywistością statyczną. Ktoś kto myśli: „mam wiarę, jestem wierzący”, nie może zapomnieć, że wiarą trzeba się dzielić. Wiara zachowana dla siebie, wiara którą się nie podzieliłem jałowieje, wynaturza się, umiera. I dlatego błędnym jest przekonanie, że wiara jest czymś prywatnym, wstydliwym, przeznaczonym na prywatny użytek. Człowiek prawdziwie i głęboko wierzący chce się podzielić tym co ma najcenniejsze czyli właśnie wiarą. To dzielenie się wiarą dokonuje się w czasie Eucharystii. Tu dzielimy się Słowem Bożym, Ciałem i Krwią Chrystusa i właśnie wiarą.

Czytania:

Za 12,10-11.13,1

Pan mówi: Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem wyleję Ducha pobożności. Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym. W owym dniu będzie wielki płacz w Jeruzalem, podobny do płaczu w Hadad-Rimmon na równinie Megiddo. W owym dniu wytryśnie źródło, dostępne dla domu Dawida i dla mieszkańców Jeruzalem, na obmycia grzechu i zmazy.

Ga 3,26-29

Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami.

Łk 9,18-24

Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

1 Homilia:

A ty, za kogo mnie uważasz ?

Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Za kogo Go uważam w moim codziennym życiu? Jakie jest Jego miejsce w mojej codzienności?

Dopóki nie odpowiem sobie uczciwie na te pytania, dopóki nie określę się jednoznacznie wobec Jezusa Chrystusa, chrześcijaństwo moje będzie tylko pustym dźwiękiem, nic nie znaczącą etykietką.

Ale także życie moje nie będzie miało sensu i znaczenia, nie będę człowiekiem dopóki nie określę mojego stosunku do Niego. Jak ktoś pięknie powiedział : „Człowiek jest dopiero pełnym człowiekiem, dzieckiem Bożym, a jego życie nabiera sensu i znaczenia, tylko wtedy kiedy tenże człowiek określi swój stosunek do Chrystusa”. Papież Jan Paweł II zaś od początku swego pontyfikatu nawoływał: Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Człowiek nie może zrozumieć samego siebie bez Chrystusa i dlatego musi sobie sam odpowiedzieć, lub raczej –ustawicznie odpowiadać na pytanie: Kim jest dla mnie Jezus Chrystus.

Prawdą jest, że człowiek jest miarą wszechświata – jak pokazuje nawet Kosmologiczna Zasada Antropiczna, ale też prawdą jest, że „miarą człowieczeństwa jest Chrystus”. A o tym współczesny człowiek woli –w swej pysze- zapomnieć.  I być może dlatego mimo tak wielu sukcesów i osiągnięć jest ustawicznie nieszczęśliwy, a nawet można by powiedzieć, że jest coraz bardziej nieszczęśliwy.

Kim jest dla mnie Jezus Chrystus?

Od odpowiedzi na to pytanie zależy i to – kim jestem ja sam?

I jeszcze te dwa niepokojące zdania na zakończenie dzisiejszej Ewangelii … „ … jeśli kto chce iść za Mną … niech co dnia bierze krzyż” bardzo niepokojące zdania i bardzo niepopularna propozycja, szczególnie w naszych czasach. A jakby tego było mało to i groźba: „kto chce zachować swoje życie straci je …”, a przecież dzisiaj robi się wszystko, aby życie za wszelką cenę zachować, przynajmniej tym wybranym.

Paradoksalnie, nie robi się tylko tego, co sam Chrystus zalecił: „kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa Jakież to niepopularne wśród naszych prominentów i nowobogackich? O ileż bardziej modne i „na topie” są wszystkie liftingi, operacje plastyczne, salony odnowy biologicznej, masaże, sauny i cały ten drogi, a bezskuteczny szpan … I kiedy tak przyglądnąć się z boku temu „ruchowi w biznesie” i nabożnej wierze jego klientek i klientów, to można sobie zadać pytanie: kiedy ci ludzie zmądrzeją? Przecież kto chce zachować swoje życie za wszelką cenę … ten je straci … na bzdury! Czy oni tego naprawdę nie widzą?

2 Homilia:

A ty, za kogo mnie uważasz? W kogo -tak naprawdę- wierzysz?

Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Za kogo ja Go uważam? Jakie jest Jego miejsce w moim codziennym życiu? Czy za świętym Piotrem mógłbym z całym przekonaniem powtórzyć, że naprawdę wierzę iż Jezus Chrystus jest Synem Bożym? Tego rodzaju pytania wydają się być bez znaczenia w dzisiejszym -nastawionym na łatwy i szybki sukces- świecie. A przecież, dopóki nie odpowiem sobie uczciwie na te pytania, dopóki nie określę się jednoznacznie wobec Jezusa Chrystusa, moje chrześcijaństwo, moja wiara będzie tylko pustym dźwiękiem, nic nie znaczącą etykietką, kartą kredytową bez pokrycia.

Ale także życie moje nie będzie miało sensu i znaczenia, nie będę człowiekiem dopóki nie określę mojego osobistego stosunku do Niego. Jak ktoś pięknie powiedział : „Człowiek jest dopiero pełnym człowiekiem kiedy jest dzieckiem Bożym, a jego życie nabiera sensu i znaczenia, tylko wtedy kiedy człowiek określi swój stosunek do Chrystusa„. Papież Jan Paweł II od początku swego pontyfikatu nawoływał: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Człowiek nie może zrozumieć samego siebie bez Chrystusa” i dlatego musi sobie sam odpowiedzieć, lub raczej –ustawicznie odpowiadać na pytanie: Kim jest dla mnie Jezus Chrystus?

Prawdą jest, że człowiek jest miarą wszechświata, ale też prawdą jest, że „miarą człowieczeństwa jest Chrystus”. A o tym, współczesny człowiek woli –w swej pysze- zapomnieć. I być może dlatego -mimo tak wielu sukcesów i osiągnięć- jest ustawicznie nieszczęśliwy. Można by nawet powiedzieć, że jest coraz bardziej nieszczęśliwy, dlatego że zatracił, zagubił swoje człowieczeństwo i swoją wartość zapominając o swoim stosunku do Chrystusa.

Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Od odpowiedzi na to pytanie zależy i to – kim jestem ja sam i jaki jest sens mojej egzystencji?

I jeszcze te dwa niepokojące zdania na zakończenie dzisiejszej Ewangelii:

… jeśli kto chce iść za Mną … niech co dnia bierze krzyż” bardzo niepokojące zdanie i bardzo niepopularna propozycja, szczególnie w naszych czasach. Brać co dnia krzyż, to ładna i chwytliwa, ale nie realna parabola. Nieprawdaż? Ale jeśli to jest dla ciebie tylko parabola, to twoja wiara też jest tylko nic nieznaczącą przenośnią.

A jakby tego było mało to i groźba: „kto chce zachować swoje życie straci je …”, a przecież dzisiaj robi się wszystko, aby życie za wszelką cenę zachować, przynajmniej tym wybranym.

Paradoksalnie, nie robi się tylko tego, co sam Chrystus zalecił: „kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”. Jakież to niepopularne wśród naszych prominentów i nowobogackich? O ileż bardziej modne i „na topie” są wszystkie liftingi, operacje plastyczne, salony odnowy biologicznej, masaże, sauny i cały ten drogi, a bezskuteczny szpan … I kiedy tak przyglądnąć się z boku temu „ruchowi w biznesie” i nabożnej wierze jego klientek i klientów, to można sobie zadać pytanie: kiedy ci ludzie zmądrzeją? Przecież, „kto chce zachować swoje życie za wszelką cenę … ten je straci” … na bzdury! Czy oni tego naprawdę nie widzą? Czy oni nie rozumieją, że zachować życie można jedynie wtedy gdy stracę je dla Chrystusa?

3 Homilia:

W dzisiejszym hedonistycznym i zindywidualizowanym świecie nastawionym na egoistycznie rozumianą przyjemność i szybki sukces pytanie „kim jest dla Ciebie Jezus Chrystus?” wywołuje co najmniej wzruszenie ramionami lub uśmiech politowania. Jest to spowodowane nie tylko tym, że Chrystus nie jest znany ani rozumiany, ale i tym, że Jego filozofia życia jest zdecydowanie różna od filozofii życia proponowanej przez współczesną cywilizację. Kiedy Chrystus mówi: „… jeśli kto chce iść za Mną … niech co dnia bierze krzyż”, to współczesny świat odpowiada, albo raczej podpowiada: „nie bądź głupi, korzystaj z życia pełnymi garściami, wszystko należy do ciebie, używaj życia i niczym się nie przejmuj”. Chrystus proponuje bardziej „być”, współczesny świat proponuje „więcej mieć”. Chrystus proponuje miłość afirmującą drugiego człowieka, gotową do poświęceń i ofiary, współczesny świat proponuje miłość samego siebie, miłość egoistyczną i nastawioną na przyjemność. Chrystus proponuje poszukiwanie prawdy nawet jeśli za to trzeba drogo zapłacić, współczesny świat proponuje „tolerancję” dla wszelkich słabości i perwersji, tolerancję rozumianą jako permisywizm i rozmycie wszelkich zasad i norm moralnych.

Jest oczywistym, że te dwa poglądy się wzajemnie wykluczają i nie może być między nimi zrozumienia ani zgody. Ktoś, kto słucha i hołduje filozofii życia współczesnego świata nie może i nie potrafi ani przyjąć, ani zrozumieć filozofii życia proponowanej przez Jezusa. Dla takiego człowieka Jezus Chrystus jest przeszkodą, „kamieniem zgorszenia”,  obrazą i zawadą. I wtedy zrozumiałym jest, że na pytanie: „kim jest dla Ciebie Jezus Chrystus?” odpowiedzią będzie wzruszenie ramionami i uśmiech politowania.

Dlatego właśnie pytanie to jest pytaniem centralnym i podstawowym, pytaniem które musi zadawać sobie każdy z nas ustawicznie i bardzo zdecydowanie. Od odpowiedzi na to pytanie zależy czy jestem naprawdę uczniem Chrystusa przyjmującym Jego naukę, czy tylko odświętnym fanem szukającym raczej siebie i komfortu niż prawdy.

W książce amerykańskiego katolika Mateusza Kelly („Katolicyzm odkryty na nowo”) przeczytałem: „możesz Jezusa uwielbiać, lub nie, możesz się z Nim zgadzać lub nie, możesz Mu wierzyć lub nie, możesz Go czcić lub nim pogardzać, ale jednego na pewno nie możesz, nie możesz Go ignorować.” Ja jednak obawiam się, że wielu współczesnych ludzi–niestety także katolików- Chrystusa ignoruje. I to jest największe niebezpieczeństwo i największa bieda współczesnego świata. I dlatego tak wielu na pytanie: „kim jest dla Ciebie Jezus Chrystus?”odpowiada wzruszeniem ramionami lub zakłopotaniem.

Jeśli i Ty na to pytanie odpowiadasz wzruszeniem ramionami i zakłopotaniem, to znaczy, że Twoje deklaracje: ”jestem katolikiem” są niestety tylko pustosłowiem.

Modlitwa wiernych

W moralnie pogubionym i poranionym świecie potrzebujemy światła nieugiętej wiary, która pokaże nam, że można być dobrym, że można kochać Boga i bliźniego bez wielkich i spektakularnych słów i gestów, że można na co dzień i bez wielkiego szumu być wiernym Bogu i przykazaniom, uczciwym, wrażliwym i normalnym. Prośmy o taką wiarę we wspólnej modlitwie.

1                    Za Papieża Franciszka, aby swoją niezłomną wiarą umacniał w wierze Kościół Chrystusowy,

2                    Za biskupów i kapłanów, za wszystkich odpowiedzialnych za głoszenie Słowa Bożego, aby głęboko wierzyli w to co głoszą swoimi ustami,

3                    Za rodziców, katechetów, nauczycieli i wychowawców dzieci i młodzieży, aby przykładem własnego życia przekazywali młodym wiarę i niezmienne wartości moralne i religijne,

4                    Za wątpiących i poszukujących, aby odkryli kim naprawdę jest Jezus Chrystus i jakie jest ich powołanie życiowe,

5                    Za cierpiących, chorych, samotnych i opuszczonych, aby w głębokiej wierze dostrzegli, że Chrystus jest ich niezawodnym przyjacielem i towarzyszem w doświadczeniach życiowych,

6                    Za zmarłych aby ich głęboka wiara w Jezusa Chrystusa została wynagrodzona bezpośrednim oglądaniem Chrystusa w chwale.

Wszechmogący wieczny Boże, Ojcze i Stworzycielu pozwól nam odnaleźć w Twoim Synu Jezusie Chrystusie najgłębsze i niezastąpione źródło naszego człowieczeństwa i absolutne dopełnienie i sens naszego życia teraz i w wieczności. Amen.

Przed rozesłaniem:

Idźcie w pokoju Chrystusa, to nie tylko liturgiczna formuła rozesłania, ale realne życzenie, bo tylko sam Chrystus może nam udzielić pokoju jakiego świat nie zna. I my w to wierzymy i potwierdzamy to słowem „Amen” – niech tak będzie. Dzielmy się tym pokojem i naszą wiarą.

Tekst w formacie .pdf TUTAJ

XI Niedziela w ciągu roku -C

2Sm 12,1.7-10.13

Pan posłał do Dawida proroka Natana. Ten przybył do niego i powiedział: W pewnym mieście było dwóch ludzi, jeden był bogaczem, a drugi biedakiem. Natan oświadczył Dawidowi: Ty jesteś tym człowiekiem. To mówi Pan, Bóg Izraela: Ja namaściłem cię na króla nad Izraelem. Ja uwolniłem cię z rąk Saula. Dałem ci dom twojego pana, a żony twego pana na twoje łono, oddałem ci dom Izraela i Judy, a gdyby i tego było za mało, dodałbym ci jeszcze więcej. Czemu zlekceważyłeś słowo Pana, popełniając to, co złe w Jego oczach? Zabiłeś mieczem Chetytę Uriasza, a jego żonę wziąłeś sobie za małżonkę. Zamordowałeś go mieczem Ammonitów. Dlatego właśnie miecz nie oddali się od domu twojego na wieki, albowiem Mnie zlekceważyłeś, a żonę Uriasza Chetyty wziąłeś sobie za małżonkę. Dawid rzekł do Natana: Zgrzeszyłem wobec Pana. Natan odrzekł Dawidowi: Pan odpuszcza ci też twój grzech – nie umrzesz.

IGal 2,16.19-21

A jednak przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia. Tymczasem ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Nie mogę odrzucić łaski danej przez Boga. Jeżeli zaś usprawiedliwienie dokonuje się przez Prawo, to Chrystus umarł na darmo.

Łk 7,36 – 8:3

Jeden z faryzeuszów zaprosił Go do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą. Na to Jezus rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś powiedzieć. On rzekł: Powiedz, Nauczycielu! Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował? Szymon odpowiedział: Sądzę, że ten, któremu więcej darował. On mu rzekł: Słusznie osądziłeś. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje. Do niej zaś rzekł: Twoje grzechy są odpuszczone. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza? On zaś rzekł do kobiety: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju! Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.

Odpuszczone są jej liczne grzechy …

Ileż to razy w naszym życiu gorszyliśmy się tak, jak faryzeusze w dzisiejszej Ewangelii? „Taki zły człowiek, a Bóg mu błogosławi !?!?!?” Dlaczego mnie Bóg nie wysłuchuje, dlaczego ja stale jestem na przegranych pozycjach, dlaczego Bóg „zadaje się z grzesznikami”? Można by mnożyć tego rodzaju „zgorszenia”. „Biada gorszycielom!” Ale czasami chciałoby się powiedzieć także „Biada gorszącym się!” Ileż w takich zgorszeniach obłudy i fałszu, ileż zazdrości i zawiści, ileż pychy i zadufania? I to właśnie wyrzuca Jezus faryzeuszom. Bo On widzi głębiej niż ludzkie oczy, bo On „przyszedł do chorych i do grzeszników, a nie do tych, którzy się dobrze mają”.

I znowu, Bóg-Jezus Chrystus, pochylający się nad ludzką niedolą i ludzką słabością. Nie pochwalający jej i nie akceptujący ludzkich grzechów, ale widzący w człowieku dobro i jego chęć, pragnienie powstania i zmiany. Jawnogrzesznica z dzisiejszej Ewangelii została pochwalona nie za popełnione grzechy, ale za pokorne uznanie swoich słabości i wyznanie swoich grzechów, za chęć zmiany życia, za pragnienie nawrócenia. A to jest to podstawowy i nieodzowny warunek Łaski.

Jak mówi Papież Jan Paweł II w swojej książce „Przekroczyć próg nadziei”:

„Pokazać komuś rzeczywistość grzechu, jego błąd, nie jest wcale równoznaczne z potępieniem go. Pokazanie komuś jego grzechu sprowadza się raczej wprost przeciwnie, do stworzenia warunków nawrócenia. Pierwszym bowiem warunkiem nawrócenia jest dla człowieka uświadomienie sobie własnej słabości i grzeszności (…) a następnie uznanie tego przed Bogiem, który ze swej strony nie oczekuje niczego więcej jak właśnie tego rozpoznania ludzkiej grzeszności, aby człowieka zbawić. A człowiek ze swej strony nie uczy się inaczej, jak właśnie przez takie rozpoznanie i przyznanie się do swoich błędów”.

I to właśnie dokonało się w jawnogrzesznicy z dzisiejszej Ewangelii, ale jakoś nie mogło się przebić, nie mogło się dokonać w sercach gorszących się faryzeuszy. Czy we mnie -przy całej moje świętości- nie ma właśnie tego, faryzejskiego zdziwienia i zgorszenia, zazdrości i pogardy?

Czy ja -czasami- gorsząc się nie jestem podobny do nich?