28 marca – wtorek IV tygodnia WP

Oczyszczeni wodą Chrztu Świętego

Wizja ezechielowej świątyni, z której wnętrza wypływa źródło cudownej rzeki i uzdrowienie chorego przy sadzawce Betesda mają wspólny mianownik: są zapowiedzią wód Chrztu świętego, które podobnie jak w prorockiej wizji staną się potężne i będą mieć lecznicze właściwości. Oczywiście należy rozumieć te prawdy w sensie alegorycznym. Wody Chrztu świętego stają się źródłem życia dla ochrzczonego, leczą jego duchowy paraliż, nawadniają i użyźniają całe obszary życia. Te wody mają cudowne właściwości, nie tylko obmywają, ale i otwierają duszę człowieka na łaskę (por. Hbr 1, 22; Ez 36, 24-25). Jednak ostatecznym wypełnieniem proroctwa Ezechiela jest wizja apokaliptyczna (por. Ap 22, 1).

W Pierwotnym Kościele, na zakończenie Wielkiego Postu, w Wigilię Paschalną udzielano Chrztu Świętego katechumenom, którzy przygotowywali się do niego przez dłuższy czas. Dlatego też ostatni okres Wielkiego Postu był wykorzystywany jako najbardziej odpowiedni do ponownego przypomnienia duchowego znaczenia i symboliki związanej z obrzędem Chrztu.

Ale jest też w dzisiejszej Ewangelii inne zdanie, które przykuwa moją uwagę. Jest to skarga człowieka chorego: Panie, nie mam człowieka… (por. J 5, 7) Jakże wielu ludzi w dzisiejszych czasach wypowiada ze skargą to samo zdanie. Żyjemy w tłumie, a jednocześnie jesteśmy tacy samotni. Iluż ludzi przygniecionych cierpieniem i opuszczonych mogłoby powtórzyć za chorym z dzisiejszej Ewangelii: „Panie, nie mam człowieka!!!”

Dlaczego tak jest? Dlaczego w tej globalnej wiosce, jaką jest współczesny świat jest tylu ludzi samotnych, wyrzuconych na margines życia? Czyż każdy z nas jest skazany tylko i wyłącznie na siebie samego, mimo tak wielkich komunikacyjnych udogodnień i nieustannych zapewnień płynących z krzykliwych humanitarnych sloganów, że człowiek to brzmi dumnie? Dotykamy bardzo smutnej prawdy, w której współczesny człowiek z bólem i wyrzutem nadal bezskutecznie woła: „Panie, nie mam człowieka!”

Czy i między ochrzczonymi, braćmi Chrystusa – nie jest tak samo?

Image result for uzdrowienie

więcej materiałów TUTAJ

27 marca – poniedziałek IV tyg. WP

Wiara

Często powtarzamy przysłowie: „wiara czyni cuda” i… cudów nie doświadczamy. Modlimy się i prosimy o coś i… nie otrzymujemy (por. Jk 4, 2-3). Dlaczego? Czyż nie dlatego, że brak nam wiary? Bóg gotów jest udzielać łask niezwykłych, darów niecodziennych, dóbr nieskończonych, tylko że nie chce nas uszczęśliwiać na siłę i wbrew naszej woli, bo czasami prosimy Go o rzeczy małe, a On chciałby dać o wiele więcej niż potrafimy pojąć. Wiara rzeczywiście czyni cuda (por. Mt 9, 20-22; Mk 10, 46-52; Łk 17, 12-19), tylko nam jej często brakuje. A przecież i o nią także trzeba prosić, jak Apostołowie (por. Łk 17, 5-6). Wiara nie jest czymś gotowym i zastanym. Jest raczej darem, o który musimy dbać, dobrem które musimy rozwijać, drogocennym skarbem, o który trzeba się troszczyć, perłą której trzeba szukać (por. Mt 13, 44-46). Wiara jest na pewno tą rzeczywistością, której nam najbardziej brakuje we współczesnym, zmaterializowanym świecie. Niesie ze sobą miłość, radość, pokój, dobroć, łagodność, opanowanie i wiele innych, tak bardzo nam dzisiaj potrzebnych wartości i cnót, z których świat współczesny jakby zrezygnował. (Gal 5, 22-23).

Image result for wiara

Nie wolno jej tylko lekceważyć, spychać na dalszy plan, czy zamykać w czterech ścianach prywatności. Nie wolno dać się omamić praktycznemu materializmowi, czy zredukować duchowych potrzeb jedynie do wzruszeń i tanich uniesień. Nie wolno sobie dać wmówić, że wiara to alienacja, coś wstydliwego i godnego pogardy, jak usiłują nas do tego przekonać współczesne, modne prądy pseudo-humanistyczne. Wiara jest bowiem zagrożona nie tylko w świecie, w spoganizowanej Europie głoszącej przewrotne hasła laickości, ale także w nas – we mnie i w tobie. Możemy ją łatwo stracić, jeśli nie będziemy o nią dbać. Należy często zadawać sobie pytanie: Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (por. Łk 18, 7-8) Czy znajdzie ją we mnie?

26 marca – IV Niedziela Wielkiego Postu

…aby świat został zbawiony

Bóg niewątpliwie jest bogaty w miłosierdzie (por. Ef 2, 4) i nie ma najmniejszej wątpliwości, że okazuje je wszystkim bez wyjątku (por. Pwt 5, 10). Jego miłosierdzie i przebaczenie nie znają granic… poza jedną – upartą, złą wolą człowieka. Bóg nie może okazać przebaczenia komuś, kto go nie potrzebuje, kto nie uznaje, że jest grzesznikiem, uważa że Bóg nie ma mu nic do wybaczenia. Chrystus na pewno nie przyszedł na świat, aby go potępić, ale aby go zbawić (por. J 3, 17). Nie może tego jednak zrobić na siłę i wbrew woli człowieka, bo za bardzo szanuje raz daną człowiekowi wolność. I tu tkwi cały problem. Nie można bowiem grzeszyć, pozwalać sobie na niefrasobliwość i lekceważenie Boga, na anarchię i samowolę, a jednocześnie wmawiać sobie, że Bóg i tak mi wybaczy, i tak mnie zbawi, bo jest miłosierny i przyszedł, aby świat zbawić (por. Syr 5, 3-7: J 12, 47).

Dlatego też Chrystus ustawicznie i mocno podkreśla konieczność stawania w świetle prawdy, przede wszystkim w prawdzie o sobie samym. Prawda jest siłą wyzwalającą (por. J 8, 32) i zbawiającą, bo to On sam, Jezus Chrystus jest Prawdą, która zbawia (por. J 14, 6). Żyć w Prawdzie, to widzieć siebie takim jakim się jest, widzieć swoje zalety i dobro, ale też uznać swoją niewystarczalność i grzeszność, bo to uczy pokory i pozwala przyjąć Chrystusa Zbawiciela. Jest to jedyny sposób, aby dostąpić Bożego miłosierdzia. I stale powracają słowa: „Bóg stworzył nas bez nas, ale zbawić nas bez nas nie potrafi”. A kto twierdzi, że jest bez grzechu, jest kłamcą (por. 1 J 1, 10) i nie ma w nim prawdy. Czy żyję w świetle prawdy? Czy raczej unikam tego światła, bo mam coś do ukrycia i światło mnie razi? (por. J 3, 19-21)

Przez najbliższe dwa tygodnie będziemy śledzić wraz ze św. Janem, w jego Ewangelii, dyskusję Jezusa z faryzeuszami. Ale jest to także – w pewnym sensie – dyskusja Jezusa ze mną i ze współczesnym światem na temat Prawdy, która się w Chrystusie objawia. Czy jestem gotów tę Prawdę przyjąć ze wszystkimi jej konsekwencjami?

IV Niedziela Wielkiego Postu (Msza do wyboru)

Światłość świata

Dziwna ślepota, która ogrania ludzi jest chorobą nie oczu, ale duszy. Człowiek widzi wtedy to, co chce widzieć i tak, jak tego chce. Taka choroba zasłania mu rzeczywistość i powoduje, że człowiek żyje w świecie ułudy i mirażów. Taka ślepota powoduje nie tylko to, że nie widzimy żyjącego obok nas bliźniego, ale także nie widzimy Boga. Co więcej, to co widzimy jest niejednokrotnie tylko projekcją naszych pragnień i oczekiwań, a nie rzeczywistością. I dlatego Chrystus proponuje nam uzdrowienie, przywrócenie wzroku, abyśmy mogli popatrzeć na świat i zobaczyć go takim, jakim Bóg go stworzył i jakim On go widzi (por. 1 Sm 16, 7). Nasz bowiem ogląd nie jest ani prawdziwy, ani dogłębny, a pozory przecież często mylą. To, co my sami bierzemy za trwałe i ważne, okazuje się ulotne i drugorzędne. Bóg bowiem inaczej patrzy i inaczej widzi. Wybiera to, co słabe i to, co wzgardzone przez człowieka, aby nikt wobec Boga się nie chełpił (por. 1 Kor 1, 25-29). Ta Boża optyka, to widzenie świata w Bożym świetle wydają się nam czasami nie do przyjęcia, a przecież światłość, którą Chrystus przyniósł na świat, jest światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka (por. J 1, 9), jeśli tylko człowiek nie chce uparcie trwać w ciemności (por. J 8, 12; 12, 35).

Może dzisiaj, w czasach rozświetlonych tak wieloma pozornymi światłami i świecidełkami, trzeba nam przejrzeć i nie dać się uwieść, a tym bardziej oślepić światłom rampy, które po przedstawieniu zgasną? Może potrzeba nam, nie coraz bardziej finezyjnych okularów i soczewek, ale światła nadprzyrodzonego, aby dojrzeć to, co w życiu naprawdę ważne? (por. Ez 12, 2)

Nie mów, że widzisz, skoro być może już dawno straciłeś z oczu to, co najważniejsze, skoro dostrzegasz już tylko to, co chcesz, a najczęściej jedynie koniec własnego nosa.

25 marca – sobota – Zwiastowanie Pańskie

A Słowo stało się ciałem

Scena przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii wydaje się niemal mitologiczna. Jest tak niesamowicie bajeczna, że aż – dla niektórych – niemożliwa. A jednak jest to początek, od którego zaczyna się zbawcze dzieło Boga. Bóg wybrał właśnie taki, niezwykły i cudowny sposób wejścia w ludzką historię. Wybrał Maryję Dziewicę, z której narodził się Syn Boży, Jezus Chrystus Zbawiciel świata (por. Mt 1, 16).

Są to prawdy dogmatyczne, nie dające się ogarnąć rozumem, ograniczonym przecież i ułomnym. Co wcale nie znaczy, że są antylogiczne lub przeczące ludzkiemu rozumowi. Nie są jednak na pewno prawdami w porządku naturalnym, nie mieszczą się w ramach praw fizyki, bo sam Bóg nie należy do natury, nie podlega prawom fizyki i biologii, i nie można Go zgłębić przy pomocy ludzkiego rozumu. Czyż nie mógł więc wybrać takiego właśnie, ponadnaturalnego sposobu wejścia w historię człowieka? Oto Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego Cię osłoni. (Łk 1, 35 nn)

Maryja też tego nie rozumie i wcale nie udaje, że jest inaczej (Jakże się to stanie?). Zwróćmy jednak uwagę na Jej postawę wobec niemożliwej do zrozumienia Bożej propozycji? Jej jedyną odpowiedzią są słowa: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według tego, co Bóg przewidział.

Czy czasami i w naszym życiu nie potykamy się o podobny problem? Nie rozumiemy dróg Bożych, nie możemy ich sobie wytłumaczyć, a wtedy… najczęściej buntujemy się, odchodzimy, rezygnujemy z takiego Boga, którego nie sposób zrozumieć, bo za wiele od nas oczekuje, bo wymagania są za trudne, niejednokrotnie niepojęte, lub alogiczne. My chcielibyśmy Boga zrozumieć! A kiedy się to nie udaje, to raczej pozostajemy przy naszej, ludzkiej i ograniczonej logice. A gdyby tak raz spróbować, zaryzykować i odpowiedzieć Mu: „Mimo, że Cię nie rozumiem, mimo że nic z tego, co się wokół mnie dzieje nie pojmuję, to jednak mówię, oto ja, niech mi się stanie według tego, coś postanowił.

A gdyby tak chociaż raz spróbować…  naprawdę zaufać i otworzyć drzwi Chrystusowi? Tylko, że do tego trzeba czegoś więcej niż rozumu, trzeba wiary, zaufania Bogu, Który jest Bogiem Wszechmogącym, a nie bożkiem, wytworem naszych szarych komórek.

W dniu dzisiejszym ISTNIEJE … możliwość

ADOPCJA

więcej materiałów TUTAJ

24 marca – piątek III tygodnia WP

Miłość Boga i bliźniego

Zagadnienie, który chyba najczęściej pojawia się na kartach Pisma Świętego, to miłość. Centralnym punktem objawienia jest prawda wyrażona przez św. Jana: Bóg jest miłością, a kto nie miłuje nie zna Boga (por. 1 J 4, 16). Wokół tej prawdy koncentruje się całe nauczanie Chrystusa, a Jego misja zbawcza polega na ukazywaniu człowiekowi jak bardzo jest miłowany przez Boga, Który Syna swego Jednorodzonego dał… (por. J 3, 16; 1 J 4, 9). Czym więc jest miłość, skoro sam Bóg jest miłością (por. 1 J 4, 8), skoro Bóg najpierw umiłował człowieka (por. 1 J 4, 19), skoro nie można miłować Boga inaczej, jak tylko miłując bliźniego? (por. 1 J 4, 20) Jaką odpowiedź możemy dać miłującemu Bogu? Takie pytania można by mnożyć, a odpowiedź zawsze będzie jedna i ta sama i nie będzie innej, niż ta udzielona przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Nie istnieje bardziej podstawowa prawda w ludzkim życiu… tylko… Tylko, że niestety nie wszyscy, a raczej niewielu jest takich, którzy to rozumieją, a jeszcze mniej tych, którzy tą drogą kroczą.

to raczej Bóg jest miłością …

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak trudno jest nam wprowadzić w życie tę podstawową, fundamentalną prawdę? Czy przyczyną jest zwykłe pomylenie pojęć? Czy nie jest tak dlatego, że mylimy sentymentalizm i uczucia z tym, co Pismo Święte nazywa Miłością? Bóg jest i MIŁOŚCIĄ i MIŁOSIERDZIEM, ale nie jest zakochaniem i nie jest tanim sentymentalizmem. Miłość nie jest Bogiem …jest raczej idolem czyli bożkiem …

Tomasz Merton pisze: „Mamy obowiązek kochać się wzajemnie, chociaż nie jest naszym obowiązkiem wzajemnie się «lubić». Miłość kieruje się wolą – sympatia jest sprawą wrażliwości i uczuć, a nie miłości. A my jesteśmy do tego stopnia dziećmi Bożymi, że kochając innych, możemy – niejako wbrew ich woli – uczynić ich dobrymi i godnymi miłości… Bóg zaś nie kocha nas dlatego, że jesteśmy dobrzy, tylko my stajemy się dobrzy, ponieważ On nas kocha”.

Czy potrafię kochać innych, bez sentymentów i mdłej uczuciowości? Czy moja miłość czyni innych lepszymi?

więcej materiałów TUTAJ