Wielki Piątek, Męki Pańskiej – noc Adoracji

W momencie śmierci zatrzymują się wszystkie zegary, kończy się czas a zaczyna wieczność.

W niebie, … ale i w piekle … zegary nie są już potrzebne …

Czy jesteś gotowy na spotkanie wieczności?

Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasądzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.
(Kohelet 3:1-8)

Wielki Czwartek – 13 kwietnia 2017

1 Kor 11, 23-26

Ilekroć spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Ja otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy, połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę!» Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę!»

Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie.

Oto słowo Boże.

J 13, 1-15
Do końca ich umiłował

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał, Jezus, wiedząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: «Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?» Jezus mu odpowiedział: «Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później». Rzekł do Niego Piotr: «Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał».

Odpowiedział mu Jezus: «Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!»

Powiedział do niego Jezus: «Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy». Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: «Nie wszyscy jesteście czyści».

A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem”, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem».

Oto słowo Pańskie.

Kazanie

Chrystus w ostatnim momencie przed swoją śmiercią chce zostawić swojemu Kościołowi dar najcenniejszy i najbardziej potrzebny. Zostawia więc siebie samego w Sakramencie Eucharystii. Ten sakrament ma żywić Kościół, ma go bronić, ma go utrzymywać przy życiu aż do końca świata. Chrystus zapowiedział to, kiedy powiedział „nie zostawię was sierotami, ale zostanę z wami aż do końca świata” (Jan 14:18)

Eucharystia oznacza miłość bezgraniczną, miłość Boga, Który daje siebie samego, BO NIE MA JUŻ NIC CENNIEJSZEGO ANI WIĘKSZEGO.

Ostatnia Wieczerza była spożywana przez Chrystusa i jego Apostołów na pamiątkę paschy spożywanej przez Naród Wybrany za czasów wyjście Izraelitów z Egiptu.

Przedłużeniem ostatniej Wieczerzy jest Eucharystia którą sprawujemy. Można więc powiedzieć że Eucharystia sięga swymi korzeniami do Żydowskiej Paschy, czyli ponad 4000 lat wstecz. Symbolika Paschy z czasów Mojżesza jest obecna do dzisiaj w Eucharystii. Spożywamy Baranka, Który krwią swoją wybawia nas od śmierci. Sam Chrystus mówi zresztą: „bierzcie i jedźcie to jest Ciało moje które za was będzie wydane, bierzcie i pijcie to jest Krew moja która za was będzie wylana.

Ale jest w Eucharystii coś znacznie więcej niż tylko wspomnienie żydowskiej paschy sprzed 4 000 lat. Chrystus bowiem, uczynił Eucharystię w Sakramentem swojej ustawicznej obecności w Kościele. Chrystus chciał zostać ze swoimi uczniami do końca czasów.

(Jan 13,1) „Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

Mt 28,20) „Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

I można powiedzieć, że wymyślił sposób aby zrealizować to pragnienie. Został z nami w sakramencie ołtarza, w Sakramencie swojego Ciała i swojej Krwi, aby być do końca czasów pożywieniem dla swoich uczniów, aby nie tylko jednoczyć uczniów ze sobą, ale także aby jednoczyć ich w Kościół. Kościół bowiem właśnie przez sprawowanie i spożywanie Eucharystii staje się Mistycznym Ciałem Chrystusa.

I aby ten sakrament uczynić trwałym, aby dać ludziom szanse na obcowanie z sobą,  Chrystus ustanowił  w czasie ten samej Ostatniej Wieczerzy sakrament kapłaństwa, dla sprawowania  Eucharystii. „Istnieje specyficzna wzajemność pomiędzy Eucharystią a Kapłaństwem, wzajemność, która sięga z powrotem do Wieczernika: chodzi o dwa sakramenty ustanowione równocześnie, związane ze sobą nierozerwalnie aż do końca świata„. św. Jan Paweł II

W cudach eucharystycznych Chrystus ukazuje, że to co my nazywamy potocznie Komunią świętą jest w rzeczywistości Ciałem Chrystusa.

Sakrament Eucharystii staje się więc rzeczywiście szczytem, źródłem i centrum całego życia Kościoła.

I musimy sobie o tym przypominać, aby nie wpaść w rutynę, aby ten sakrament, nam nie spowszedniał, aby nie przyjmować go tylko z przyzwyczajenia, niejednokrotnie bez refleksji, bez szacunku.

Współcześnie można zauważyć dwa niebezpieczeństwa związane z tym Sakramentem:

spowszednienie, odarcie z całej jego Mistyki i świętości,

– traktowanie go jako czegoś co mi się należy, do czego mam prawo, o co powinienem się upominać, nawet jeśli obiektywnie nie żyję w komunii ani z braćmi, ani z Chrystusem.

Ileż to razy jest tak, że przyjmujemy Najświętszy Sakrament ze świadomością grzechu ciężkiego, tylko dlatego że tak wypada, że taką mam zachciankę że poczułem nagle takie pragnienie. A przecież św. Paweł  w liście do Koryntian upomina:

Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije.” (1 Kor 11,26-29)

Jakże często przyjmujemy komunię świętą bezmyślnie, bez refleksji, bez zastanowienia, bez zrozumienia, że jest to rzeczywiście Ciało Chrystusa, Którym On nie tylko chce nas karmić, ale przez to zjednoczyć ze sobą.

Aby nikt nie przyjmował tego sakramentu niegodnie, w dniu  swego zmartwychwstania Chrystus ustanowił Sakrament Pojednania, aby każdy mógł wejść na Ucztę Eucharystyczną przyodziany w szatę godową Łaski Uświęcającej. I o tym także trzeba ustawicznie przypominać, abyśmy nie lekceważyli należytego przygotowania do tego Sakramentu Miłości Boga do człowieka.

Bo najgłębszym znaczeniem i sensem tego Sakramentu jest KOMUNIA – zjednoczenie.

Bóg, Który jest Komunią – wspólnotą Trzech Osób, zaprasza do zjednoczenia z sobą człowieka, którego przecież stworzył na obraz i podobieństwo swoje.

Bóg jest WSPÓLNOTĄ – KOMUNIĄ OSÓB i do tej Komunii zaprasza, tę KOMUNIĘ urzeczywistnia już tutaj na ziemi, właśnie w sakramencie Eucharystii.

Chrystus uczynił ten sakrament nie tylko Sakramentem naszego indywidualnego uświęcenia, ale także Sakramentem naszego Zjednoczenia z samym Bogiem w Trójcy Przenajświętszej. Co więcej, jest to sakrament naszego życia wiecznego w Bogu, zgodnie ze słowami Chrystusa: „kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew będzie miał życie wieczne.”

Na uroczystość Bożego Ciała na prośbę papieża Urbana IV św. Tomasz  z Akwinu ułożył tzw. oficja mszalne i brewiarzowe. Jednym z elementów jest modlitwa przygotowująca do godnego uczestnictwa w Eucharystii:

Modlitwa św. Tomasza z Akwinu

Wszechmogący, wieczny Boże, oto zbliżam się do najświętszych tajemnic Twojego Syna Jednorodzonego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Zbliżam się do nich jak chory do lekarza życia, jak nieczysty do źródła miłosierdzia, jak ślepy do światła wiecznej jasności, jak ubogi i nędzny do Pana nieba i ziemi.

Błagam Cię, abyś dzięki swej nieskończonej hojności uleczył moją słabość, obmył moje grzechy, rozświetlił moje mroki, wzbogacił moje ubóstwo i okrył nagość, abym mógł przyjąć Chleb aniołów, Króla nad królami i Pana nad panami z taką czcią i pokorą, skruchą i pobożnością, z taką czystością i wiarą, z takim zamiarem i uwagą, jak tego wymaga moje zbawienie.

Spraw łaskawie, abym przyjął nie tylko znak zewnętrzny sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej, lecz istotę i całą moc tego sakramentu. Najłaskawszy Boże, daj mi tak przyjąć Ciało Twego Syna Jednorodzonego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa, które wziął z Maryi Dziewicy, abym mógł być wcielony w Jego ciało mistyczne i zaliczony między Jego członki.

Ojcze najmilszy, pozwól mi wiecznie wpatrywać się bez zasłony w oblicze umiłowanego Syna Twojego, którego teraz w czasie ziemskiej wędrówki pragnę przyjąć pod postacią Chleba.  Amen.

9 kwietnia – Niedziela Palmowa

Hosanna i ukrzyżuj

Image result for palm sunday

Te dwa okrzyki słyszymy niejako obok siebie w dzisiejszej liturgii słowa. W rzeczywistości dzielił je niecały tydzień czasu. W niedzielę Jezus jest uwielbiany przez tłumy, w piątek -prawdopodobnie te same tłumy- domagają się Jego śmierci.

Często tak bywa i w naszym życiu, że po dniach chwały przychodzą nagle dni klęski i poniżenia, dni trudne i straszne. To jest właśnie życie i kto chciałby żyć jedynie w chwale ten żyłby w zakłamaniu, w nierealnym świecie ułudy.

Warto jednak pamiętać, że nie ja pierwszy i na pewno nie ja ostatni przeżywam tego rodzaju wzloty i upadki. Wielu było przede mną i wielu będzie po mnie. Pytanie jest tylko: „Jak przyjmuję te zmienne koleje losu? Czy mam świadomość, że zarówno ludzka chwała i uwielbienie, jak i ludzka pogarda i nienawiść są przemijające?” Liczy się tak naprawdę tylko moja wartość wewnętrzna i to jak mnie widzi i ocenia Bóg. Liczy się nie doczesność a wieczność. A wszystko co przeżywam obecnie jest tylko drogą do wieczności. Jeśli potrafię zrozumieć tę prawdę nie będą mnie tak naprawdę poruszały ani chwile pozornej ludzkiej chwały, ani nie będą mną wstrząsały momenty ludzkiej zawiści, podłości i głupoty.

więcej materiałów TUTAJ

8 kwietnia – sobota V tygodnia WP

Polityka i dyplomacja

Rozumowanie faryzeuszów i arcykapłanów, na pierwszy rzut oka, wydaje się być słuszne i uzasadnione. Ówczesna sytuacja geopolityczna Palestyny wymagała działania roztropnego i przemyślanego, nie można było sobie pozwalać na ekscesy w rodzaju uzdrawiania chorych i wskrzeszania umarłych. Czyż rzeczywiście nie mają racji faryzeusze argumentując, że lepiej jest aby jeden człowiek umarł za naród, niż miałby zginąć cały Izrael? Nie można pozwolić, aby z powodu nierozważnych ekscesów jednego człowieka, cały naród miał ponieść karę i zostać eksterminowany. Nic dodać, nic ująć. Polityka i dyplomacja są sztuką, a w czasach trudnych i ciężkich, pod rzymską okupacją, tym bardziej cenną i potrzebną. „Logiczne” rozumowania Kajfasza powtarza się niezwykle często w życiu każdego z nas. „Lepiej jest poświęcić «mniejsze» dla «większego»”, lepiej zachować spokój, nie narażać się, nie wychylać, nie stwarzać zagrożenia. Czyż można coś zarzucić poprawności takich dyplomatycznych kalkulacji? Ileż to razy tego rodzaju przebiegłe rozumowanie przeważało w moim życiu? Ileż razy dla świętego spokoju, dla „wyższych celów” poświęcałem wartości takie jak: prawość, uczciwość, wiarę, prawdę, a nawet miłość? Ileż to razy byłem zadowolony ze znalezionego „pokojowego rozwiązania”? Ileż razy „racjami geopolitycznymi” uzasadniałem zwykłą zdradę, egoizm, przewrotność, tchórzostwo, koniunkturalizm, czy małostkowość? Lepiej poświęcić coś «małego» dla „wyższych celów”. Lepiej oddać jakąś niewielką daninę bożkom bogactwa, pychy, wyuzdania, niż stracić wszystko. Ileż to razy powtarzałem przewrotnie słowa samego Chrystusa: oddaj co cesarskie cesarzowi… (por. Mt 22, 21) – tylko po to, aby usprawiedliwić swój oportunizm? I pozornie wszystko – wydawać by się mogło – pozostaje w jak najlepszym porządku. Do czasu…

A Pan, jakby nie słysząc tych argumentów i nie chcąc się w nie wgłębiać, ani ich przyjąć, nawołuje nieustannie: Odrzuć wszelkie kalkulacje i dyplomacje, utwórz sobie nowe serce i żyj według ducha mojego, a nie ducha świata, ducha przebiegłej i obłudnej polityki.

więcej materiałów TUTAJ

Image result for polityka i dyplomacja religia

7 kwietnia – piątek V tygodnia WP

Wybiórcza wiara

Jezus w swojej dyskusji z Żydami rzuca na szalę jeszcze jeden argument – swoje czyny. Nie może przynosić złych owoców drzewo dobre, ani dobrych owoców drzewo złe – wydaje się mówić raz jeszcze (por. Mt 7, 18). Swoje słowa potwierdza więc czynami, które także pochodzą od Ojca. Ostatecznie bowiem to czyny są wyznacznikiem i sprawdzianem wartości słów. Ale faryzeusze wydają się być głusi i na tę argumentację. Oni już dawno sklasyfikowali Jezusa, jako niewygodnego mąciciela, którego trzeba się pozbyć i żadne, nawet najbardziej racjonalne argumenty nie są w stanie ich przekonać.

Ale można ten tok rozumowania odnieść także do sytuacji współczesnego człowieka. Chrystus – poprzez swój Kościół – ma nam do zaproponowania zbawienie i życie wieczne. Jesteśmy -być może- nawet gotowi uznać prawdy głoszone przez Kościół, który w naszych czasach stał się niemalże jedyną wiarygodną ostoją dla ubogich, pokrzywdzonych, zepchniętych na margines, ale często robimy to wybiórczo i niechętnie. Przyznajemy Kościołowi rację w jego staraniach o pokój, ale nauki za tym stojącej przyjąć nie chcemy. Odrzucamy przykazania i normy moralne, krytykujemy i oskarżamy Kościół o wstecznictwo i zacofanie, szczególnie w sprawach aborcji, eutanazji i związków homoseksualnych, bo jest to niewygodne i uważamy – powtarzając wrzaskliwe slogany współczesnego świata – że „ogranicza to naszą wolność”, ale tak naprawdę prowadzi tylko do dzikiej samowoli. „Nie oskarżamy Kościoła za jego dobre czyny, ale za to że bluźni i urąga naszemu zdrowemu rozsądkowi” – zdają się mówić liberałowie i racjonaliści, ukryci pod sztandarami wszechwładnej ekonomii, bezwzględnie nastawionej na zysk. „Chcemy żyć i postępować według naszych przekonań, a Kościół z jego nauką jest nam po prostu niewygodny, narzuca zakazy i ogranicza naszą wolność”. Co więcej – jest to nie tylko rozumowanie i argumentacja liberałów i masonów, ale także, niestety, znacznej części katolików, współczesnych faryzeuszów, krytykujących i odrzucających Kościół.

Nawet czyny Kościoła, tak przecież jednoznaczne w ciągu ostatnich, papieskich pontyfikatów: Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła I a szczególnie Jana Pawła II, a później Benedykta XVI i Franciszka nie są w stanie przekonać współczesnych faryzeuszów. Wydają się nieustannie powtarzać: „My nie odrzucamy Kościoła za dobre czyny, ale za to co głosi, bo jest nam to niewygodne.”

A ja, Panie, do kogóż pójdę?

Image result for faryzeusz

więcej materiałów TUTAJ