auto-soteriologia – teologia samo-zbawienia …


Największą herezją współczesności jest „teologia samo wyzwolenia” lub raczej „teologia samo-zbawienia”. Chrystus jest nam już do niczego niepotrzebny. Zbawimy się sami, o własnych siłach, sami stworzymy sobie niebo i sami się tam dostaniemy, bez pomocy pośrednika.

Taka jest przecież między innymi podstawowa idea „południowoamerykańskiej teologii wyzwolenia”.

Już nie tylko Kościół, kapłani, sakramenty są mi niepotrzebne, ale nawet sam Chrystus jest już zbędny w tak rozumianej auto-soteriologii. Ja sam się zbawię bez pośredników – to jest najczęściej słyszany argument w ustach tych, którzy odrzucają Kościół i sakramenty, a co za tym idzie i Chrystusa.

przyjmujemy prawdki według tego co nam pasuje …

Ilu ludzi przeczytało brednie Dan Brown’a w książce “Kod da Vinci”, czy “Anioły I Demony”, a ilu stać będzie na przeczytanie książki „Jak Kościół Katolicki zbudował cywilizację zachodnią?” – Thomas’a Woods’a . I oczywiście na podstawie tych dwóch poprzednich wielu zbudowało sobie obraz Kościoła, pełen uprzedzeń i fałszywych wiadomości, pełen uogólnień i bredni. Niewielu pokusi się o przeczytanie tej drugiej, bo to już nie pasuje do ich obrazu, do ich –z góry ustalonych- przekonań i wiadomości. I ci, którzy przeczytali brednie Brown’a będą zawzięcie i zajadle dyskutować i opluwać Kościół na wszystkich internetowych forach, szafując nieprawdziwymi i ogólnikowymi oskarżeniami, pomówieniami, oszczerstwami i zwykłymi kłamstwami tylko dlatego, że nie stać ich na obiektywizm. I nikt nie uwierzy spokojnym i wyważonym wyjaśnieniom na temat Opus Dei, czy historycznym opracowaniom wypraw krzyżowych, czy okresu Inkwizycji, bo to nieciekawe i nie sensacyjne … ale większość przyjmie za prawdziwe wulgarne pomówienia i sensacyjne kłamstwa, bo to takie ekscytujące …

A ty, do której kategorii należysz?

31.05. Święto Nawiedzenia N. M. P.

So 3,14-18

Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem! Oddalił Pan wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela: król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, nie będziesz już bała się złego. Owego dnia powiedzą Jerozolimie: Nie bój się, Syjonie! Niech nie słabną twe ręce! Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz – On zbawi, uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości, (jak w dniu uroczystego święta). Zabiorę od ciebie niedolę, abyś już nie nosiła brzemienia zniewagi.

Łk 1,39-56

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała:

Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.

Wtedy Maryja rzekła:

Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię –
a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją.
On przejawia moc ramienia swego,
rozprasza ludzi pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.
Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia.
Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje –
jak przyobiecał naszym ojcom – na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Błogosławiona jesteś między niewiastami …

Ewangeliczna narracja pokazuje nam spotkanie Maryi i Elżbiety, dwóch brzemiennych kobiet. Już we wczesnym Kościele spotkanie to było tematem teologicznej refleksji, a scena stała się bardzo popularna przez fakt, że jest ona źródłem wspaniałego hymnu „Magnificat” śpiewanego w nieszporach, ale także źródłem części modlitwy, która wraz z pozdrowieniem anielskim tworzy „Zdrowaś Maryjo”. Scenę tę odnajdujmy również jako jedną z tajemnic Radosnej części Różańca. Samo święto obchodzone było najpierw w XIII wieku wśród franciszkanów. Zostało ono rozszerzone na cały zachodni Kościół w wieku XIV.

Maryja po Zwiastowaniu, wiedząc, że sama została Matką Zbawiciela, postanowiła odwiedzić swoją krewną Elżbietę. Opuszcza więc Nazaret w Galilei i -w kilkudniowej podróży, najprawdopodobniej na piechotę- udaje się na południe do Judei. Pismo św. nie wymienia nazwy miejscowości, w jakiej mieszkała Elżbieta. Niektórzy proponowali Jerozolimę, inni Hebron, ale wydaje się, że było to najprawdopodobniej -leżące w odległości 8 kilometrów na zachód od Jerozolimy- Ain Karim.

Spotkanie to pozostaje w całej tradycji Kościoła wspaniałym przykładem wzajemnej miłości i szacunku, ale także szczególnym wyrazem troski o dziecko. Jest to spotkanie oczywiście pierwszym objawieniem się Chrystusa. Skąd Elżbieta wiedziała o fakcie Zwiastowania? Jak dowiedziała się ona o tym, że oto „Matka mojego Pana przychodzi do mnie„? Chrystus jeszcze przed swoim narodzeniem staje się znany jako Zbawiciel, jako Odkupiciel i Mesjasz. I co ciekawe -po Maryi i Józefie właśnie Elżbieta jest tą, która jako trzecia wie o niezwykłym wydarzeniu i tajemnicy Wcielenia. Jest też to spotkanie okazją do wyśpiewania przez Maryję pięknego hymnu: „Uwielbia dusza moja Pana …„.

Uczmy się -z przykładu dwóch kobiet z dzisiejszej ewangelii- wzajemnego szacunku i pokory, ale także umiejętności przyjmowania Boga w nas samych, w naszym życiu, w naszej codzienności.

Zauważmy także, ze Maryja przynosi Chrystusa współczesnemu, zabieganemu i zatroskanemu człowiekowi i sama przychodzi z pomocą tam, gdzie ta pomoc jest potrzebna. Maryja nigdy nie zasłania Chrystusa sobą, Ona Go „odsłania”, ukazuje i przynosi światu i człowiekowi, jako Jedynego Zbawiciela świata.

samotność …

z wypowiedzi klauzurowej zakonnicy:

… spędzając dużo czasu we własnej celi, w ciszy człowiek stopniowo poznaje siebie na wylot, do samego końca. Widzi swoje dobre, ale także te najciemniejsze strony. Gdyby nie wiara i myśl, że Jezus przyszedł zbawić właśnie takiego człowieka, jakiego w sobie odkrywam, można by się naprawdę przerazić tym, co w nas siedzi.

Czasami ktoś mnie pyta, skąd tak dobrze znam ludzką naturę, przecież siedzę zamknięta w klasztorze. Mam o niej niejakie pojęcie właśnie dzięki temu, że żyłam w ciszy, bez tej ogromnej liczby bodźców, którymi człowiek świecki bombardowany jest każdego dnia. Poznajesz siebie dogłębnie wtedy, kiedy zostajesz sam na sam ze sobą i z Bogiem.

Tyle klauzurowa zakonnica. A mnie ciśnie się na usta pytanie: „Czy nasze kłopoty nie są w znacznej części spowodowane tym, że boimy się samotności, że nie chcemy przebywać sam na sam ze sobą