III Niedziela w ciągu roku – C

Ne 8,1-4a.5-6.8-10

Wtedy zgromadził się cały lud, jak jeden mąż, na placu przed Bramą Wodną. I domagali się od pisarza Ezdrasza, by przyniósł księgę Prawa Mojżeszowego, które Pan nadał Izraelowi. Pierwszego dnia miesiąca siódmego przyniósł kapłan Ezdrasz Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać. I czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy rozumieli; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa. Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu. Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu – znajdował się bowiem wyżej niż cały lud; a gdy ją otworzył, cały lud się podniósł. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud z podniesieniem rąk swoich odpowiedział: Amen! Amen! Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi. Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie. Wtedy Nehemiasz, to jest namiestnik, oraz kapłan-pisarz Ezdrasz, jak i lewici, którzy pouczali lud, rzekli do całego ludu: Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie! Cały lud bowiem płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa. I rzekł im Nehemiasz: Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie – poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Panu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją.

1Kor 12,12-30

Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne [członki]. Jeśliby noga powiedziała: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała – czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała – czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył [różne] członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem zaś wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie jesteś mi potrzebna, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was. Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?

Łk 1,1-4. 4,14-21

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem, więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane:

Duch Pański spoczywa na Mnie,
ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,
abym ubogim niósł dobrą nowinę,
więźniom głosił wolność,
a niewidomym przejrzenie;
abym uciśnionych odsyłał wolnymi,
abym obwoływał rok łaski od Pana.

Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.

Dobra Nowina

Jezus przyszedł na ziemię, aby:

– ubogim głosić dobrą nowinę
– a nie bogatym możliwość większych obrotów i większych bezprawnych zysków,

– więźniom głosić wolność
– a nie prześladowcom możliwość bestialskiego znęcania się i samowolę,

– niewidomym głosić przejrzenie
– a nie wszystkowiedzącym pychę i samozadowolenie,

– uciśnionym głosić wyswobodzenie
– a nie ciemięzcom większą swobodę i bezkarność w wyzyskiwaniu,

– chorym głosić uzdrowienie
– a nie zdrowym i dobrze się mającym przepych i jeszcze większy dostatek,

– skruszonym w sercu głosić przebaczenie
– a nie zadufanym w sobie i pełnym pychy wolność w popełnianiu  najwymyślniejszych grzechów,

– aby obwoływać rok łaski od Pana
– a nie odwołanie wszystkich praw i nakazów moralnych i etycznych,

Syn Boży przyszedł na ziemię, aby leczyć wszystko co pokaleczone i podnosić wszystkich tych, którzy zdolni są rozpoznać i uznać swoją słabość. Przyszedł właśnie do słabych, a nie do dobrze się mających, do pogardzanych i odrzuconych, a nie do pyszałkowatych i zarozumiałych… i nie do tych, co sami umieją się urządzić. I ci drudzy nigdy Go nie rozpoznają ani nie zrozumieją. Dla nich Ewangelia będzie zawsze odstręczająca i nie do przyjęcia.

Do której grupy ja należę… ?
Czy aby nie pogardzam tymi, którzy -według mnie- są słabi i nic nie znaczący?

Czy aby nie wynoszę się ponad tych, którzy -według mnie- są grzesznikami?
Czy aby sam siebie nie stawiam ponad innymi, a tym samym poza zbawieniem?

Warto -być może- przypomnieć słowa jednego z Ojców Kościoła z IV wieku, cytowane przez Papieża Jana Pawła II na jednej z audiencji generalnych:

„Poczucie wina jest bardziej opłacalne niż niewinność. Niewinność może uczynić mnie aroganckim, poczucie winy zaś uczy mnie pokory.”

A Chrystus przyszedł nie do dobrze się mających i zadufanych w sobie, ale do grzeszników…

 

III Niedziela Adwentu – C

Pierwsze czytanie                                       So 3, 14-18a

Bóg jest wśród swojego ludu

Czytanie z Księgi proroka Sofoniasza.

Wyśpiewuj, Córo Syjońska,
podnieś radosny okrzyk, Izraelu!
Ciesz się i wesel z całego serca,
Córo Jeruzalem!
Pan oddalił wyroki na ciebie,
usunął twego nieprzyjaciela:
król Izraela, Pan, jest pośród ciebie,
już nie będziesz bała się złego.
Owego dnia powiedzą Jerozolimie:
« Nie bój się, Syjonie!
Niech nie słabną twe ręce! »
Pan, twój Bóg jest pośród ciebie,
Mocarz, który daje zbawienie.
On uniesie się weselem nad tobą,
odnowi swą miłość,
wzniesie okrzyk radości,
jak w dniu uroczystego święta.
Oto słowo Boże.

Psalm responsoryjny     Iz 12, 2-3. 4bcd. 5-6  (R.: 6)

Refren: Głośmy z weselem, Bóg jest między nami.
2  Oto Bóg jest moim zbawieniem, *
będę miał ufność i bać się nie będę.
Bo Pan jest moją mocą i pieśnią, *
On stał się dla mnie zbawieniem.

Refren.

3  Wy zaś z weselem czerpać będziecie wodę *
ze zdrojów zbawienia.
4  Chwalcie Pana, wzywajcie Jego imienia, †
dajcie poznać Jego dzieła między narodami, *
przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego.

Refren.

5  Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy, *
niech to będzie wiadome po całej ziemi.
6 Wznoś okrzyki i wołaj z radości, mieszkanko Syjonu, *
bo wielki jest pośród ciebie, Święty Izraela.

Refren.

Drugie czytanie                                                Flp 4, 4-7

Pan jest blisko

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Filipian.

Bracia:

Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem.

A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

Oto słowo Boże.

Śpiew przed Ewangelią                                     Iz 61, 1

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Duch Pański nade mną,
posłał mnie głosić dobrą nowinę ubogim.

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Ewangelia                                                         Łk 3, 10-18

Jan Chrzciciel przygotowuje przyjście Chrystusa

+ Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Gdy Jan nauczał, pytały go tłumy:
« Cóż więc mamy czynić? ».

On im odpowiadał: « Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni ».

Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: « Nauczycielu, co mamy czynić? ».

On im odpowiadał: « Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono ».

Pytali go też i żołnierze: « A my, co mamy czynić? »

On im odpowiadał: « Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie ».

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: « Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym ».

Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.

Oto słowo Pańskie.

Najważniejsze pytanie: „co mam czynić?”

Czas Adwentu to czas ustawicznego nawoływania: „Pan jest blisko, przygotujcie drogi dla Pana, prostujcie dla Niego ścieżki waszego życia”. W tę trzecią niedzielę tegorocznego Adwentu Jan zwraca się z bardzo konkretnymi radami, jak to czynić, jak przygotować drogi dla Pana.

Św. Jan Chrzciciel, człowiek bardzo niewygodny, człowiek który nie boi się głosić prawdy niepopularnej, człowiek którego jednak sam Bóg wybrał, aby „przygotował drogę Panu”, staje przed nami z bardzo jasnym i zdecydowanym przesłaniem:

– bądź uczciwy,

– nie szukaj swego,

– nie wyzyskuj innych,

– nie wynoś się,

– nie sądź że twoje złe czyny ujdą uwadze Najwyższego,

– nie myśl tylko o życiu doczesnym,

– wiedz, że wszystko, co robisz zostanie ostatecznie osądzone,

– wiedz, że za mną idzie ten, Który „plewy spali w ogniu nieugaszonym.”

Jana obawiał się nawet król Herod i nadal obawiają się go ci, którzy są przy władzy ale i ci, których życie jest dalekie od prawdy, dalekie od uczciwości. Jan jest naprawdę niewygodny i niektórzy najlepiej wymazaliby z Ewangelii wszystkie wzmianki o tym niewygodnym proroku stojącym na pograniczu obu Testamentów. Jego wołanie i bezkompromisowe głoszenie prawdy nie może się podobać delikatnym, „tolerancyjnym” i przewrotnym ludziom XXI wieku.

Jakże klarowne i ponadczasowo jasne, przejrzyste i otwarte jest nauczanie Jana Chrzciciela.

  • kto ma za dużo niech się podzieli,
  • kto sprawuje jakikolwiek urząd niech go nie nadużywa, niech się nie wynosi
  • kto jest żołnierzem niech będzie ludzki w swoim zawodzie i niech się nie znęca nad nikim.

Cóż więcej dodać do tego nawoływania? Jakoś sam (nawet podświadomie) czuję, że te zdecydowane słowa Jana Chrzciciela są prawdziwe, że są uczciwym postawieniem sprawy. Ale jednocześnie czuję, że one odnoszą się także do mnie, że w moim życiu nadal wiele jest spraw, które powinny być uporządkowane według ponadczasowych i prawdziwych słów Jana Chrzciciela.

Ludzie tamtych czasów wyczuwali w nim człowieka wielkiego formatu i z prostotą pytali: „co mamy czynić?” A Jan dawał bezpośrednie i jasne odpowiedzi. Nie szukał ani swojej chwały, ani popularności, nie był politycznie poprawny, nie obawiał się ani krytyki ani prześladowania i mówił to co miał mówić, a nie to czego chcieli słuchać ludzie pokrętni. On miał przygotować ludzkie serca na spotkanie z Panem. On głosząc prawdę miał przygotować naród wybrany na spotkanie z prawdą. On i dzisiaj ma nas przygotować na spotkanie z nadchodzącym Bogiem.

A co się zmieniło od czasów Jana Chrzciciela? Bogaci są coraz bogatsi i coraz bardziej chciwi, urzędnicy i politycy coraz bardziej aroganccy i zachłanni, żołnierze coraz bardziej bestialscy, kłamcy coraz bardziej bezczelni, złodzieje coraz bardziej nienasyceni, … i tylko Jana Chrzciciela głoszącego odważnie moralne prawdy … BRAK, albo jeśli nawet jest, to słuchać go nie chcemy, bo mówi nam rzeczy, których słuchać nie chcemy, bo świerzbią nas uszy, bo my mamy nasz własny sposób na życie, bo prawda jest dla nas zbyt trudna, bo zbyt wiele wymaga, bo żyjemy w nowoczesnym świecie, gdzie tak wiele (a nawet wszystko) ulega zmianie, dostosowaniu i uwspółcześnieniu.

Gdyby św. Jan Chrzciciel stanął między nami dzisiaj, czyż nie powtórzyłby tych samych słów co dwa tysiące lat temu? A my stale dopytujemy się: „Co mamy czynić?” i oczekujemy na jakieś nadzwyczajne wskazówki i instrukcje. Spodziewamy się, że złagodzi swoje nauczanie, że będzie głosił nam raczej miałką, nijaką i sentymentalną „pseudo-miłość” tolerującą wszelkiego rodzaju ludzkie grzechy, słabości a nawet zboczenia. Po co? Czegóż nam więcej potrzeba do życia uczciwego niż realizacji prostych, jasnych i prawdziwych słów Jana? Czegóż nam więcej potrzeba niż prostoty i uczciwości w życiu codziennym?

A gdyby przyszli do niego współcześni politycy, senatorowie, posłowie, ministrowie …., biznesmeni, ludzie robiący karierę, a i my księża ??? Co by nam powiedział? Czy nie byłoby tak jak za tamtych czasów, że głos Jana był bardzo często jedynie głosem wołającym na pustkowiu? Niewielu go słuchało! (…) I nadal niewielu go nie słucha …, bo mówi rzeczy niewygodne, bo „straszy” ogniem nieugaszonym, bo jest fanatykiem i fundamentalistą, bo my wiemy lepiej niż on, posłany przez Boga, bo my wiemy lepiej niż nawet sam Syn Boży, bo drażnią nas jego proste i uczciwe słowa.

A co się w końcu stało z Janem? I jakie są losy tych, którzy jak on, ośmielają się być „głosem wołającym na pustkowiu„? Niewielu chciało Jana słuchać i niewielu jest i dzisiaj takich, którzy chcą słuchać współczesnych proroków. Zresztą prorok, to zawsze ktoś, kto jest niewygodny, bo zawraca głowę, przeszkadza żyć dostatnio i spokojnie, bo czepia się i szuka dziury w całym. Jan niepokoił sumienia i nadal niepokoi, a tego nikt nie lubi … NIKT …

Kto w czasach Jana „przygotował ścieżki dla Pana?” Ubodzy, zapomniani, odrzuceni, niechciani, wyśmiani …, ale jednak pokorni i uznający swoją grzeszność i małość, ludzie pogardzani przez „sprawiedliwych, doskonałych, zarozumiałych, wielkich i pewnych siebie”. I do nich przyszedł Chrystus, nie do bogatych i pewnych siebie, nie do zarozumiałych i pysznych, nie do zadufanych we własne siły i możliwości i nie do tych, którzy szukali własnego komfortu i wygody. I nie inaczej będzie i tym razem … Cieszcie się i radujcie ubodzy i chorzy, pogardzani i odrzuceni, wyrzutki społeczne, niedorajdy życiowe, cieszcie się i radujcie nieudacznicy i biedacy, którzy nie umiecie się urządzić, … bo do was przychodzi Pan ubogi i pokorny, w stajni narodzony, bezdomny i biedny syn cieśli! Ten, który jednak jest potężny, który chrzci Duchem Św. i ogniem i Który odda każdemu według uczynków jego… I to jest właśnie dobra nowina dla was, dla tych których do głosu się nie dopuszcza, dla was, którzy nie macie żadnych praw w społeczeństwie cwaniaków. Cieszcie się i radujcie! Pan jest blisko. Maranatha!


Homilia starsza

Cóż mamy czynić ?

Jakże klarowne i ponadczasowo jasne, przejrzyste i otwarte jest nauczanie Jana Chrzciciela. Kto ma za dużo niech się podzieli, kto sprawuje jakikolwiek urząd niech go nie nadużywa, kto jest żołnierzem niech będzie ludzki w swoim zawodzie i niech się nie znęca nad nikim. Cóż więcej dodać do tego nawoływania? Co się zmieniło od czasów Jana Chrzciciela? Bogaci są coraz bogatsi i coraz bardziej chciwi, urzędnicy coraz bardziej aroganccy i zachłanni, żołnierze coraz bardziej bestialscy, kłamcy coraz bardziej bezczelni, złodzieje coraz bardziej nienasyceni, … Gdyby św. Jan Chrzciciel stanął między nami dzisiaj czyż nie powtórzyłby tych samych słów co 2000 lat temu? A my stale dopytujemy się: „Co mamy czynić?” i oczekujemy na jakieś nadzwyczajne wskazówki i instrukcje. Po co? Czegóż nam więcej potrzeba do życia uczciwego niż realizacji prostych i jasnych słów Jana?

A gdyby przyszli do niego współcześni politycy, senatorowie, posłowie, ministrowie …., biznesmeni, ludzie robiący karierę, a i my księża ??? Co by nam powiedział? Czy nie byłoby tak jak za tamtych czasów, że głos Jana był jedynie głosem wołającym na pustkowiu? Nikt go nie słuchał! I nadal nikt go nie słucha …

A co się w końcu stało z Janem? I jakie są losy tych, którzy jak on ośmielają się być „głosem wołającym na pustkowiu„? Nikt Jana nie chciał posłuchać i nikt nie chce słuchać współczesnych proroków. Zresztą prorok to zawsze ktoś, kto jest niewygodny, bo zawraca głowę i przeszkadza żyć dostatnio i spokojnie, czepia się i szuka dziury w całym. Jan niepokoił sumienia i nadal niepokoi, a tego nikt nie lubi … nikt …

Kto „przygotował ścieżki dla Pana„? Ubodzy, zapomniani, odrzuceni, pogardzani, niechciani, wyśmiani … I do nich przyszedł Chrystus, nie do bogatych i pewnych siebie, nie do zarozumiałych i pysznych, nie do zadufanych we własne siły i możliwości i nie do tych którzy szukali własnego komfortu i wygody. I nie inaczej będzie i tym razem … Cieszcie się i radujcie ubodzy i chorzy, pogardzani i odrzuceni, wyrzutki społeczne, niedorajdy życiowe, cieszcie się i radujcie nieudacznicy i biedacy, którzy nie umieliście się urządzić, … bo do was przychodzi Pan ubogi i pokorny, w stajni narodzony, bezdomny i biedny syn cieśli! Ten, który jest jednak potężny, który chrzci Duchem Św. i ogniem i odda każdemu według uczynków jego… I to jest właśnie dobra nowina dla was, dla tych których do głosu się nie dopuszcza, dla was, którzy nie macie żadnych praw w społeczeństwie cwaniaków. Cieszcie się i radujcie! Pan jest blisko. Maranatha!

I Niedziela Adwentu – C

Jr 33,14-16

Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu. W owych dniach i w owym czasie wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe; będzie wymierzać prawo i sprawiedliwość na ziemi. W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima będzie mieszkała bezpiecznie. To zaś jest imię, którym ją będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

1Tes 3,12-4.2

A Pan niech pomnoży liczbę waszą i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich, jaką i my mamy dla was; aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi. A na koniec, bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa.

Łk 21,25-28. 34-36

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on, bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie, więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym.

I niedziela Adwentu 2021

Życie, jakim obecnie żyjemy, życie w stałym napięciu i niepewności jutra spowoduje w końcu, że coraz więcej ludzi będzie zapadać na depresje, choroby lękowe i różnego rodzaju schizofrenie i choroby nerwowe.” – wyczytałem na portalu medycznym.

Jeden z czołowych lingwistów i filozofów języka Noam Chomsky powiedział:

Większość populacji nie rozumie, co się naprawdę dzieje. I nawet nie ma pojęcia, że nie rozumie.” A co się dzieje??? Hm … tylko ci, którzy nie chcą wiedzieć, nie wiedzą.

I to już się dzieje. W okresie pandemii (wg. oficjalnych danych Światowej Org. Zdrowia) nastąpił u dzieci i młodzieży wzrost chorób psychicznych o 60%, a depresji i stanów lękowych u dorosłych o 30%. W samej Polsce w ub. roku wystawiono z tytułu zaburzeń psychicznych 1,5 mln zaświadczeń lekarskich na łączną liczbę prawie 28 mln dni absencji chorobowej. 8 milionów obywateli naszego kraju cierpi na różnego rodzaju problemy i zaburzenia psychiczne. To jest prawie jedna czwarta Polaków. W naukowych czasopismach pojawiają się alarmujące tytuły: „Niepokojące dane: wzrost przypadków depresji i zaburzeń nerwowych.

Coś naprawdę – powiedzmy – „ciekawego” się dzieje w naszym „nowym, wspaniałym świecie” – jak nazwał go Aldous Huxley w powieści napisanej w 1931 roku.

Nowy wspaniały świat na naszych oczach staje się rzeczywistością, ale większość jest przekonanych, że takie tezy to jedynie teorie spiskowe i sianie zamieszania.

A w Ewangelii dzisiejszej czytamy bardzo mocne słowa:

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte.” [Łk 21,26]

We wtorek minionego tygodnia Chrystus mówił:

Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie”. [Łk 21,11]

W środę w tej samej ewangelii czytaliśmy:

Podniosą na was ręce i będą was prześladować … A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich.” [Łk 21,19]

Cały 21 rozdział Ewangelii wg. Św. Łukasza jest zapowiedzią rzeczy raczej przerażających i niepokojących. Czy Chrystus nas straszy? Czy jest zwolennikiem i siewcą „teorii spiskowych”? Czy chce pogłębić stan naszego zagubienia, przygnębienia i stresu?

Chrystus w swoim nauczaniu jest przede wszystkim uczciwy i Prawdomówny, bo jest Prawdą i „po to się narodził, aby dać świadectwo prawdzie” (jak mówi liturgia Słowa poprzedniej niedzieli Chrystusa Króla).

Chrystus na pewno nie próbuje nas straszyć, ani wywoływać paniki. Nie tworzy katastroficznych scenariuszy filmowych obliczonych na podnoszenie adrenaliny u widzów. Nie jest też „foliarzem”, ani oszołomem czy „płaskoziemcem” sztucznie wywołującym panikę i podniecenie.

Ale też nie próbuje nas także sztucznie uspakajać i nie twierdzi, że wszystko to są tylko teorie spiskowe. To, co mówi ma głębokie znaczenie i niezwykłą wagę, bo mówi to po to, aby nam powiedzieć coś więcej, coś o wiele ważniejszego:

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, (rozrywek i zabaw) żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask.

I dodaje:

A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

My, w naszym postrzeganiu i ocenie rzeczywistości opieramy się na skąpych i niepełnych obserwacjach, na czasami (rzekomo) naukowych faktach (ostatnio – niestety – dosyć mocno naciąganych). Chrystus, – Który jest Królem Wszechświata – zna tę rzeczywistość znacznie lepiej, głębiej i pełniej. Jego słowa i ostrzeżenia nie są obliczone na sensację i ekscytacje.

Celem Jego wypowiedzi i ostrzeżeń jest zbawienie każdego z nas.

Pięknie ujmuje to włoski kandydat na ołtarze Sługa Boży Ks. Dolindo Ruotolo, kiedy mówi:

Wszystko w naszym życiu – od wypadania włosów na twojej głowie począwszy, a na twojej śmierci skończywszy – wszystko zależy całkowicie od Boga. Absolutnie nic nie dzieje się bez Jego świętej woli. A Jego wolą jest zbawienie każdego z nas.

Jako potwierdzenie tej idei można przytoczyć słowa Chrystusa z Łukaszowej Ewangelii:

U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone.

Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.” (Łk 12,7)

Tegoroczny Adwent, który właśnie się rozpoczyna daje nam okazję do głębszej refleksji i spokojniejszego zanalizowania tego, co się dzieje. My widzimy rzeczywistość po ludzku i nie do końca znamy to, co Bóg chce osiągnąć.

W tę pierwszą niedzielę Adwentu Chrystus chce niejako zaprosić nas do większej, a może nawet właśnie CAŁKOWITEJ UFNOŚCI BOGU. Nam się tylko wydaje, że potrafimy zapewnić sobie cokolwiek, przedłużyć życie, polepszyć warunki bytowania czy uniknąć kataklizmów. Czasami nam się udaje, ale przecież nie bez Jego woli. „beze Mnie nic nie możecie uczynić.” [J 15,5], a u Mateusza dodaje „nie możesz nawet jednego włosa na swojej głowie uczynić białym albo czarnym.” [Mt 5,36]

I dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem nie jest mechaniczne powtarzanie modlitw, ale TOTALNE zaufanie Bogu:

Ojcze w ręce Twoje oddaję całkowicie moje życie i wszystko, co dla mnie drogie. Bądź wola Twoja.

Cokolwiek zbudowane jest na irracjonalnych podstawach nie może przetrwać i ulega kolapsowi. Coś, co jest nierozumne nie może istnieć! Głupota zawala się sama pod własnym ciężarem. Zło, które zbudowane jest zawsze(!!!) na podstawach irracjonalnych nie może przetrwać i zawali się. To pewnik!

28 sierpnia 1987 roku Alicja Lenczewska zapisuje w swoich notatkach słowa Zbawiciela:

Nie ma czasu na długie przygotowywanie i trening duchowy, bo siły nieprzyjaciela rosną w gotowość do ostatecznej walki.

 Ja będę prowadził was mocą Mojej potęgi miłości. Nadeszła chwila, kiedy trzeba przylgnąć do Mnie i iść na ślepo tam, gdzie prowadzę, I ufać wbrew własnej logice, własnym oczom i uszom. Trzeba otworzyć oczy duszy i uszy serca — wypatrywać Mnie i nadsłuchiwać Mojego głosu. I tylko we Mnie mieć skierowane całe swe jestestwo. Macie mieć głuche uszy i ślepe oczy na wszystko inne poza Moim Światłem i Moją miłością.” [Świadectwo, 638]

Czyż nie nadeszła chwila, kiedy trzeba przylgnąć do Jezusa i iść na ślepo tam, gdzie On prowadzi, I ufać wbrew własnej logice, własnym oczom i uszom?!


Nie lękajcie się

Chrystus nie jest imperatorem, eksterminatorem, krwawym królem imperialistą. Jest Królem Miłości i Miłosierdzia. Mówi o znakach i wydarzeniach, które mogą przerażać i powodować lęk. Ale jednocześnie dodaje: „Ale gdy się to dziać zacznie, wy nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie„. Jego przyjście ma być wprawdzie poprzedzone niezwykłymi znakami, ale On sam nie przychodzi, aby niszczyć, burzyć, miażdżyć i wtrącać do piekła. Bo nie Bóg stworzył piekło, to my je sobie tworzymy, powolutku i na co dzień, naszymi grzechami; egoizmem, lenistwem, pychą, zazdrością, zdradą, chciwością, pijaństwem i wszystkim, co nas od Boga i od innych ludzi separuje, oddala i zamyka w piekle własnego egoizmu, lęku i materializmu.

Chrystus przychodzi, aby upomnieć się o swoich, aby ich spośród tego świata wydostać. A ci, których „serca są ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych” pozostaną w stworzonym przez siebie piekle. Chrystus po to się narodził i po to przyszedł na świat, aby go zbawić, podnieść, wyzwolić od lęku i trosk. Trzeba być tylko czujnym i nie dać się zwieść pokusie doczesności. Pierwsze Jego przyjście już zostało przez wielu przegapione i niezauważone

Abyś nie przegapił i drugiego przyjścia Chrystusa i abyś mógł stanąć przed Synem Człowieczym bez lęku i trwogi nie daj się opanować doczesności, czuwaj i pomyśl czasami o innych. Inaczej zamkniesz się w piekle własnego egoizmu, obżarstwa i trosk doczesnych. Inaczej nawet wszechmoc Boga będzie bezsilna wobec twojej zatwardziałości, pychy i egoizmu.

A przede wszystkim czuwaj i nie daj się uśpić obietnicom ziemskiego dobrobytu.


Czym jest Adwent ?

Można śmiało powiedzieć, że dziś Adwent dla wielu z nas to tylko rozświetlone kolorowymi lampami ulice, piękne wystawy sklepowe i promocji w marketach. To godziny spędzone w rozmyślaniu nad kupnem prezentów, choć i tak wielu z nas dostanie krem albo skarpetki. Pokuszę się o stwierdzenie, że choć czas świąteczny to czas światła, – co widać na naszych ulicach – to niestety wewnątrz nas to czas ciemności, a nawet więcej – ciemnoty duchowej.

Czy to wszystko ma sens?

Czy pamiętasz adwent zeszłego roku czyż nie wyglądał tak samo? I pomimo, że od zeszłego roku staliśmy się mądrzejsi, zdobyliśmy więcej umiejętności to w relacji ja – Bóg zatrzymaliśmy się w miejscu. A po świętach z naszą wiarą stanie się to co się dzieje z dekoracjami świątecznymi – trafi do magazynu – do następnego roku.

A jeśli kolejny adwent przeleci nam przez palce w ten sposób jak do tej pory to nic dziwnego, że słowa Chrystusa o Jego przyjściu muszą nas denerwować. Bo demaskują w nas prawdę, że my boimy się Boga. A jeśli się Go boimy to będziemy od Niego uciekać. Cały czas będziemy się usprawiedliwiać brakiem czasu.

Musimy wiedzieć, że od kiedy słowo „jutro” stanie się wyznacznikiem czasu w naszym życiu to stanie się to niebezpieczne. „Jutro” złudnie nas przekona, że mamy jeszcze wiele czasu. I tak naprawdę nigdy nie zdążymy powiedzieć Bogu „jestem”, „czekam” przyjdź do mnie. Dlatego dostajemy dziś od Boga kolejny adwent, kolejną porcję czasu, abyśmy zrozumieli, że dość usprawiedliwiania swej powierzchownej wiary.

Zdajmy sobie sprawę, że już dziś jest czas by wyciągnąć ręce do Boga, aby pójść do konfesjonału i szczerze się wyspowiadać, podać rękę zaciekłemu wrogowi, wybaczyć krzywdy nam wyrządzone.

Dziś jest czas, aby przygotować, wystroić, rozświetlić nie tylko nasze ulice i domy ale przede wszystkim nasze serca na spotkanie przychodzącego Chrystusa.

Życzmy sobie, aby było to spotkanie, które będzie trwało przez całe nasze życie a nie tylko w przepięknych i wzruszających chwilach świąt.

Nich Chrystus stanie się dla nas wszystkich prawdziwym i żywym Przyjacielem a nie tylko świąteczna dekoracja, która w stosownym czasie będziemy mogli schować do szafy i przechować do następnych świat.

***********************

What is the meaning of Advent?

Can we say that today for many, Advent is limited only to the colorful streets, lampions and preparation of Christmas decorations, sumptuous displays in the shops and promotions in supermarkets and molls? For many contemporary, Advent means rather hours spend in hunting the Christmas gifts and presents. Will I be far away from the truth if I dare to say that although the season of Christmas is the season of light (what we can see on our streets and in our supermarkets) indeed internally for many among us it’s the time of darkness or spiritual darkness, religious emptiness?

What is the deepest sense of all this?

Do you remember the Advent last year? Did it not look like this year in more or less the same way? Despite of the fact that since last Advent we became certainly wiser and more skilled, more involved in a different aspects of our daily life, can we say that also in our relationship with God we are better, deeper, more sincere and more honest? Or should we rather say that we did not progress, that for many years now we are living rather a kind of stagnation? And after Christmas with our faith will share the lot of the Christmas decorations, it will go to the storage room till next year?

At the beginning of this Advent we have to find a serious answer for a question: „what am I waiting for?” Because if this Advent will be for me once again (or once more) the time only for gifts and presents and external colorful lampions it is true that I will be afraid and frustrated when Jesus is talking about the inevitability of His final coming, I will be frustrated and scared, I will be afraid. And if I am afraid I will run away from Him, I will despise Him, I will run into the superficiality of colorful decorations. They are beautiful and cheering but if this is only the meaning of Advent and Christmas … let us be frank it is empty and superficial.

We have to know that the one of the most dangerous words for our spiritual life is the word „tomorrow”. This word tries to convince me that I still have a time, plenty of time for confession, for prayer, for liberating my busy life for God. But in reality with „tomorrow” mentality I will never be able to say to God COME LORD JESUS. This is why today at the beginning of Advent we are receiving from God one more chance, one more opportunity to deepen our personal relationship with Emmanuel, with GOD WHO IS WITH US. It is the time when I suppose to prepare not only my house, to ornate and decorate not only the front doors of my apartment, to cleanse not only my flat but first at all to prepare my heart to accept God whenever He comes.

It will certainly cost me more than only external preparations but it will be certainly more successful and more rewarding if I have the courage to do it.

Advent is the time of preparation but first and foremost the internal preparation to meet God in so many different ways. He is coming in the manger; he is coming in His Word, Body and Blood during the Mass, He is coming also in my neighbour, in a poor, the needy, and starving. He is coming in so many ways. Am I ready to meet Him, do I wait for Him, or simply I DON’T HAVE TIME?

 

XXXIII Niedziela w ciągu roku – B

Dn 12,1-3

W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia: ci wszyscy, którzy zapisani są w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze.

Hbr 10,11-14

Wprawdzie każdy kapłan staje codziennie do wykonywania swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Jezus Chrystus przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego. Jedną, bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani.

Mk 13,24-32

W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.


HOMILIA I

W miarę jak zbliżamy się do końca roku liturgicznego (za dwa tygodnie już pierwsza niedziela Adwentu) tematyka Słowa Bożego coraz częściej dotyka rzeczy ostatecznych. Zarówno pierwsze czytanie z księgi Daniela, jak i Ewangelia poruszają temat wielkich ucisków i niezwykłych znaków, zapowiadających czasy apokaliptyczne. Nie są to na pewno sprawy, o których można mówić w sposób lekki i rozrywkowy.

Możemy jednak zadać pytanie… Po co? Po co czytamy te fragmenty w kościele w czasie liturgii? Co więcej, w świetle tego, co rozgrywa się na naszych oczach, jak chociażby piątkowe zamachy terrorystyczne w Paryżu, uzasadnionym wydaje się pytanie: „czy to już??? czy już żyjemy w zapowiadanej przez Chrystusa erze końca czasów?

Nie wdając się w apokaliptyczne dywagacje, warto jednak najpierw zobaczyć, co naprawdę mówi Chrystus i o czym chce nas pouczyć?

Najpierw…

Po co -w ogóle- Jezus o tym mówi i to nawet w tak katastroficzny sposób? Przecież nie chodzi Mu na pewno o podniesienie nam ciśnienia czy o straszenie. Pan Jezus nie jest też reżyserem filmowym, czy pisarzem katastroficznych książek i nie zależy Mu, ani na popularności, ani na wywołaniu zamieszania czy paniki, ani na podniesieniu sprzedaży… Pisma Świętego.

Po co więc o tym mówi i to w dosyć dramatyczny sposób: „słońce się zaćmi, księżyc nie będzie świecił i gwiazdy spadać będą…”

Ano właśnie, mówi po to, aby:

  • nas przygotować, abyśmy się nie łudzili, że świat, w którym żyjemy jest wieczny, że będzie trwał bez końca i że nasze ostateczne przeznaczenie zamyka się w tej doczesnej rzeczywistości. Jakże wielu, bowiem ludzi żyje tak, jakby całe ich życie i szczęście miało się zamknąć w tutaj?
  • mówi po to, żebyśmy nie zapomnieli, po co i do czego tak naprawdę zostaliśmy stworzeni i jakie jest nasze ostateczne przeznaczenie,
  • mówi po to, abyśmy nie dali się zwieść złudnemu przekonaniu, że dostatek i dobrobyt doczesny zapewnią nam całkowite i pełne szczęście,
  • mówi po to, aby nam przypomnieć, że świat, w którym żyjemy jest tylko rzeczywistością przejściową, rodzajem poczekalni, z której -przyjdzie czas, że- trzeba będzie ruszyć w ostateczną podróż do domu,
  • mówi po to, żeby nam przypomnieć (NIE POSTRASZYĆ), że „jedni zbudzą się do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznemu potępieniu”.

Warto tak trochę z boku, z dystansu przyjrzeć się światu, w którym żyjemy i zobaczyć ileż w nim nadmiernego zatroskania o sprawy naprawdę drugorzędne, o dobra przemijające? Ileż wśród ludzi zaaferowania sprawami mało ważnymi, gromadzeniem skarbów, których nie wezmą ze sobą … „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza je niszczy i skąd złodzieje wykradają je. Gromadźcie sobie skarby w niebie. Gdzie jest, bowiem twój skarb, tam, również będzie twoje serce.(Mt 6:19-21)

Chrystus na pewno nie chce nas straszyć, chce nas raczej upomnieć, przestrzec przed ułudami, jakimi karmi nas świat.

 „Cóż, bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo, co da człowiek w zamian za swoją duszę?  Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.” Mt 16:26-27)

I po drugie:

Warto też zobaczyć, że nie podając definitywnie terminu (o dniu owym lub godzinie nikt nie wie), Chrystusowi nie chodzi o straszenie, czy o katastrofizm, ale o to abyśmy stale byli gotowi, abyśmy nie dali się zwariować i nie ulegali pokusie zamykania swojego życia w doczesności.

Pojawia się też na pewno uzasadnione pytanie, czy to, co dzieje się od kilku lat w Północnej Afryce i na bliskim wschodzie: Syria, Libia, Irak, Nigeria, Republika Środkowej Afryki, czy to już początek znaków zapowiadanych przez Chrystusa? A to, co dzieje się od lat, dziesiątki tysięcy emigrantów chroniące się w Europie przed wojnami w ich własnych krajach?  A to, co dzieje się na całym świecie od dwóch lat?

… Czy to wszystko jest już początkiem zapowiadanych przez Jezusa znaków?

Na pewno nie ma łatwych odpowiedzi na te pytania, ale jednak pytania trzeba stawiać, pytania niewygodne i pytania, które nam dokuczają, i nie pozostawiają w błogim spokoju, bo to właśnie jest cel wypowiedzi Chrystusa takich jak w dzisiejszej Ewangelii.

Oczywiście, nie można być takim totalnym pesymistą czy katastrofistą, ale czy Jezus jest pesymistą i katastrofistą, kiedy w wielu miejscach Ewangelii przestrzega i przypomina, abyśmy nie popadli w euforię i samozadowolenie.

Żyjemy rzeczywiście w bardzo napiętych czasach. Docierające do nas wiadomości z różnych części świata na pewno nie są „hurra optymistyczne”. Właściwe pytanie nie jest jednak: „Czy koniec świata jest już bliski?” Właściwe pytanie powinno raczej być: „Czy to wszystko ma jakikolwiek wpływ na zmianę naszych zachowań, czy naprawdę ludzie się tym cokolwiek przejmują? Czy ja sam cośkolwiek zmieniam w moim codziennym życiu? Bo to jest właśnie to, o co chodzi Zbawicielowi w dzisiejszej Ewangelii.

Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.

A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. (Łk 12:39-40).

Oczywiście, nie można być całkowitym pesymistą, bo wasza tutaj obecność w każdą niedzielę jest dowodem na to, że jest jednak jeszcze jakaś nadzieja, że Słowo Boże ma szansę dotarcia do ludzkich serc, że nie wszyscy szukają jedynie pieniądza i łatwego życia, że są ludzie, którzy myślą o czymś więcej niż o gromadzeniu dóbr przemijających. Czy jednak ja znajduję się wśród nich?


HOMILIA II

Kiedy przyjdzie czas…

Jak to będzie przy końcu świata? Niektórzy wstaną z martwych do życia wiecznego, inni zaś na wieczne potępienie… Ciekawi nas to i interesuje raczej z czysto komercyjnego, a nawet rozrywkowego punktu widzenia. Chcielibyśmy to zobaczyć na filmie, jak w „Armagedonie” lub poczytać, jak o zagadce zaginięcia Atlantydy. A przecież z każdym dniem naszego życia zbliżamy się nieubłaganie do naszego osobistego dnia sądu, dnia ostatniego naszego życia, do naszego osobistego, małego końca świata. Coraz bardziej czujemy, jak nasze ciało przestaje działać, jak sprawna i dobrze wyregulowana maszynka, jak bolą nas coraz bardziej stawy i kości, jak serce od czasu do czasu odmawia posłuszeństwa i oddech staje się coraz krótszy… a my nie umiemy rozpoznawać znaków czasu i nie chcemy się przyznać, że zbliża się czas… moment ostatecznego rozrachunku. Jest gdzieś taki krajobraz, który zobaczę jako ostatni Jest w kalendarzu taka data, która dla mnie będzie ostatnią datą. I na zegarze godzina… moja ostatnia… godzina. Czy jestem gotowy? Czy zdaję sobie sprawę, że każdą chwilą i każdym czynem (dobrym lub złym) piszę swój testament, a właściwie należałoby powiedzieć otwarcie: „Piszę na siebie wyrok!

Wiem, że czytając te słowa czujesz się nieswojo i gotów jesteś zarzucić mi niedelikatność, brak wyczucia i grubiaństwo. To takie nieestetyczne. A w ogóle to niegrzecznie jest przypominać i mówić o „tych sprawach„. Tylko, że ten dzień ostatni zbliża się do każdego z nas nieubłaganie, bez względu na to czy jest to estetyczne czy nie, czy tego chcemy, czy nie chcemy o tym słuchać.

„Kiedy przyjdzie czas… jedni wstaną do życia wiecznego, inni zaś na wieczne potępienie…”

A gdzie ja będę? Po której stronie? Już teraz o tym decyduję. Moim codziennym życiem…