XXXI Niedziela w ciągu roku – B

Pwt 6,2-6

Będziesz się bał Pana, Boga swego, zachowując wszystkie Jego nakazy i prawa, które ja tobie rozkazuję wypełniać, tobie, twym synom i wnukom po wszystkie dni życia twego, byś długo mógł żyć. Słuchaj, Izraelu, i pilnie tego przestrzegaj, aby ci się dobrze powodziło i abyś się bardzo rozmnożył, jak ci przyrzekł Pan, Bóg ojców twoich, że ci da ziemię opływającą w mleko i miód. Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję.

Hbr 7,23-28

I gdy tamtych wielu było kapłanami, gdyż śmierć nie zezwalała im trwać przy życiu, Ten właśnie, ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające. Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie. Prawo bowiem ustanawiało arcykapłanami ludzi obciążonych słabością, słowo zaś przysięgi, złożonej po nadaniu Prawa, /ustanawia/ Syna doskonałego na wieki.

Mk 12,28-34

Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Miłość na 2 nogach

Miłość Boga i bliźniego

Miłość, to słowo niesamowicie wyświechtane i zużyte… Miłość, to uczucie filmowe i poetyckie, dobre w romansach i kiepskich filmidełkach… Miłość, to sentymenty i nieracjonalne nastroje… W naszym zracjonalizowanym i skomercjalizowanym świecie jest miejsce na seks i użycie, na biznes, przyjemność i dobrą zabawę, ale nie na Miłość. A już Miłość Boga i bliźniego? O czym ty w ogóle mówisz? Czyś ty spadł z choinki? Nie wolno być naiwnym, ani sentymentalnym! Trzeba mocno chodzić po ziemi, bo inaczej przegrasz i zostaniesz stłamszony!

Internetowe strony pełne są zalewającej nas, nachalnej pornografii. Nigdzie, albo bardzo rzadko i wstydliwie mówi się o miłości bliźniego… a Pan Bóg…? Taki odległy… jak Go kochać?

Rozdarci między patosem i brutalnością musimy przecież znaleźć właściwe wymiary MIŁOŚCI, właściwy dla niej wyraz i realizację. A może wystarczy tylko rozejrzeć się dookoła i trochę zmienić perspektywę i punkt widzenia? Może zamiast stale myśleć, mówić i działać z pozycji „ja” potrzebuję, pragnę, mam prawo, domagam się należałoby raczej zacząć myśleć, mówić i działać z perspektywy „TY„?

Może… tylko czy znowu nie zostanę wyśmiany, zaszczuty, posądzony o słabość i czułostkowość…?

Boimy się być dobrzy… wstydzimy się być normalni, życzliwi i ludzcy… , bo miłować to być słabym, to pozwolić się ukrzyżować w najbardziej nieracjonalny i nieefektowny sposób.

Tak miłuje Bóg i do tego zaprasza także Ciebie. Miłuj Boga i bliźniego… miłuj nie używaj!

*************************************

31 Sunday in Ordinary Time – B

Spend all my goods and possessions to help poor and needy,
Become a servant of all, and the slave of my brothers and sisters,
Forgive all and everybody, forget all offences, and be ready to show the forgiveness at all time,
Love neighbor and even my enemies like God loves them …

Is it not exactly what God expects from me?
Is it not the concrete realization of the most important commandment „love God and your neighbor”?

But immediately come some questions:

– is it not too much?
– How could it be possible today to practice such a radical understanding of the teaching of Christ in the 21 century, in our „technicyzed” world?
– can Jesus ask us such a deep radicalism in our already burdened and heavy stressed life?

Shouldn’t the church adjust her teaching and update a little bit the traditional approach to the Gospel? Should the teaching of the church not amend and adjust the teaching of Christ to the contemporary reality, so to become more realistic and simpler, easier to live?

We would like to be faithful, we would like to love God, we would like be honest but those impossible to keep requirements and unrealistic expectations are a big obstacle. If God would like us to be in heaven He has to help us by adjusting His commandments and be a little bit more realistic. And it is true not only in these issues but also in the case of a very restrictive and difficult moral commandment especially in the matter of marital life.

We cannot be idealistic; we cannot live today with the fifteenth century mentality.

I cannot give up everything what I have – I have to assure my future and my retirement plan.

I cannot be a naive servant ready to help everybody – it’s a risk of ridiculing my life.

It’s naive and unrealistic to forgive and forget all the time and even sometimes is dangerous.

It is impossible to love the neighbor in this way, because it is naive and certainly nowadays it is stupid to love and enemy in this way because it is dangerous.

I cannot resign from my live and be naive. I have to assure the security of my live.

 

What matters in those entire unrealistic God’s commandments? What is finally the meaning of Love ?
God is Love – it’s true but we have to know also that God is One, or Oneness.

This is showing immediately that to gain or achieve oneness we have to struggle for it and to sacrifice something. The true love is always demanding, and always sacrificial. This is what Jesus is showing in His the passion and death. It was not a theatre; it was not a sentimental performance. It was the real and very brutal death on the cross out of love for us and for our salvation. He paid this price in full and He knows what He is talking about, remaining us the commandments.

Our wealth, our luxury life, our selfishness, our lack of mercy, our hate, envy, or negligence are always against God, and against the children of God.

Therefore:

– Let us help others with our wealth and richness,
– let build up the unity in our families and in our life by serving and helping others,
– Let us forgive each other,
– Let us be merciful,
– Let us build up the culture of mutual understanding and sharing, the culture of help and love even if it should costs us, because God gave us not only the commandments but also all necessary graces to be His children and mutually brothers and sisters.

This is the direct and the straight way to God, Who calls us to be His children and to be holy as He is holy.

Reklamy

XXIX Niedziela w ciągu roku – B

Niedziela Misyjna

Iz 53,10-11

Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie.

Hbr 4,14-16

Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla /uzyskania/ pomocy w stosownej chwili.

Mk 10,35-45

Podeszli do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana.

A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

pierwsi

Małość i wielkość

Nie jest łatwo zrozumieć, ani tym bardziej zaakceptować słowa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli ktoś chce być wielkim między wami niech się stanie sługą i jeśli ktoś chce być pierwszym między wami, niech będzie ostatnim. Ja sam nie przyszedłem, aby mi służono, lecz aby służyć.

Nie, takie słowa wydają się być co najmniej pustą frazeologią w świecie sukcesu i walki o władzę, w świecie obliczonym na tanie efekciarstwo i rządzonym twardymi regułami rynku, ekonomii i życiowego sukcesu, gdzie liczy się siła przebicia, spryt i umiejętność ustawienia się. A przecież zgadzamy się gdy Chrystus mówi: „W świecie, rządcy uciskają swoich poddanych i dają im odczuć swoją władzę.” Czyż nie jest tak, że czujemy sami na sobie ciężar władzy, którą (nawiasem mówiąc) niejednokrotnie sami wybraliśmy? Czyż nie jest tak, że władza staje się coraz bardziej arogancka i nie zwraca w ogóle uwagi na swoich wyborców? Czyż nie jest tak, że władza (jakakolwiek) dba coraz bardziej o siebie i swoje własne interesy i robi wszystko, żeby się przy władzy utrzymać? A my mamy po prostu tego dosyć?

Kto naprawdę jest wielkim, a kto malutkim i żałosnym w tym naszym pokręconym świecie? Nie, logika Chrystusa i to, do czego On nas powołuje nie jest na „normalny” ludzki rozum. I na pewno nie idzie w parze z logiką tego świata. Tylko, że ten świat skończy się kiedyś i: „pierwsi będą ostatnimi, a ostatni … pierwszymi„. A może warto spróbować pójść za głosem rozumu, a nie zdrowego rozsądku? A może warto zmienić coś w tym drapieżnym i przewrotnym świecie? A może warto stracić życie, aby je w pełni odzyskać …?

A jak w tym wszystkim wygląda kobieta wyniesiona na ołtarze 19.10.2003, Matka Teresa z Kalkuty? Była mała, czy wielka. Służyła, czy pozwalała sobie służyć …. , była pierwsza czy ostatnia? Kiedy zmarła kilka lat temu (1997) jej śmierć zbiegła się w czasie ze śmiercią dwóch innych, wielkich tego świata: księżnej Diany i byłego prezydenta Zairu Mobutu Seseseko. Pomyślałem sobie wtedy:

Oto umierają zarówno książęta jak i żebracy ….
a jak jest po tamtej stronie?
Kto jest pierwszym, kto ostatnim …
Kto naprawdę wielkim, a kto malutkim …
Kto nadal pokornym i żyjącym w miłości …
Kto aroganckim i żyjącym w chciwości i nienawiści …
Kto pokornym, a kto pysznym i zarozumiałym …
Kto wygrał chociaż przegrał …
A kto przegrał chociaż wydawało mu się, że wygrał?

Sic transit gloria mundi …

 

XXVIII Niedziela w ciągu roku – B

Mdr 7,7-11

Dlatego się modliłem i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący. A przyszły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.

Hbr 4,12-13

Żywe, bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.

Mk 10,17-30

Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego „tym, którzy w dostatkach pokładają ufność”. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.

Ucho igielne

Najważniejsze pytanie

Zarzynam swoje życie, urabiam się po łokcie, dałem się wciągnąć w cały ten młyn, nakręcany maszyną, której na imię sukces. Mam już wszystko, albo prawie wszystko… i oczywiście przyklejony do ust fałszywy i nieszczery uśmieszek, człowieka sukcesu. Wmówiłem sobie, że to wszystko daje mi szczęście, że dzięki temu, i temu i jeszcze temu będę szczęśliwy. A jeśli nie jestem to sprawiam wrażenie, wmawiam sobie. Pokazuję innym jak bardzo dobrze mi się powodzi, chełpię się swoim bogactwem i dobrobytem, kłuję oczy innych moją zamożnością, za którą przecież zapłaciłem zdrowiem, wysiłkiem, spokojem sumienia… I am happy!!!

Człowieku pozornego sukcesu, człowieku nieszczerego i udawanego uśmieszku… Czy naprawdę jesteś szczęśliwy? Czy naprawdę masz już wszystko? Czy rzeczywiście osiągnąłeś sukces? A może się tylko łudzisz i okłamujesz zarówno siebie, jak i Twoich przyjaciół, sąsiadów, rodzinę i znajomych. A może tylko ze wstydu nie chcesz się przyznać, że Twoje życie -tak naprawdę- jest absurdalnie puste!? A może trzeba Ci usłyszeć słowa wypowiedziane przez Jezusa do bogatego młodzieńca: „Sprzedaj wszystko co masz, pozbądź się całego tego zbędnego balastu, rozdaj to ubogim, niech się cieszą chwilowym szczęściem, Ty chodź za mną i nie licz za bardzo na zdobyte przez ciebie bogactwa. Wszystko to śmieci i nic z tego nie weźmiesz ze sobą. Nie tego potrzebujesz i nie za tym tęsknisz! Nie szukaj i nie zabijaj się dla czegoś co ulegnie zniszczeniu.

Coś, co wydaje się być absurdem w ludzkich oczach, niekoniecznie jest nim naprawdę.
Bogatszym staje się nie ten, kto zbiera, ale ten, kto rozdaje…
Szczęśliwym nie ten, kto szuka szczęścia, ale ten, kto próbuje innych czynić szczęśliwymi…
Zamożnym nie ten, kto zaspakaja wszystkie swoje zachcianki, ale ten, kto umie je poskramiać…

Po co ja żyję? Jaki jest cel mojego zabieganego życia? Czy naprawdę, to co uważam za nieodzowne, jest tak bardzo nieodzowne, że gotów jestem poświęcić dla tego kolejną noc, kolejne godziny ukradzione rodzinie, kolejnych ludzi zgnojonych przeze mnie…? Po co ja żyję?

Opuść wszystko i zobacz, że czeka na ciebie stokroć więcej i życie wieczne na dodatek…


28 Sunday in Ordinary Time – B

Mk 10:17-30As Jesus was setting out on a journey, a man ran up, knelt down before him, and asked him, „Good teacher, what must I do to inherit eternal life?”

Jesus answered him, „Why do you call me good?

No one is good but God alone.

You know the commandments:
You shall not kill;
you shall not commit adultery;
ou shall not steal;
you shall not bear false witness;you shall not defraud;
honor your father and your mother.

He replied and said to him, „Teacher, all of these I have observed from my youth.”

Jesus, looking at him, loved him and said to him,

You are lacking in one thing. Go, sell what you have, and give to the poor and you will have treasure in heaven; then come, follow me.”

 

At that statement his face fell, and he went away sad, for he had many possessions.
Jesus looked around and said to his disciples, „How hard it is for those who have wealth to enter the kingdom of God!

The disciples were amazed at his words.

So Jesus again said to them in reply, „Children, how hard it is to enter the kingdom of God! It is easier for a camel to pass through the eye of a needle than for one who is rich to enter the kingdom of God.” They were exceedingly astonished and said among themselves, „Then who can be saved?” Jesus looked at them and said, „For human beings it is impossible, but not for God. All things are possible for God.”

Peter began to say to him, „We have given up everything and followed you.” Jesus said, „Amen, I say to you, there is no one who has given up house or brothers or sisters or mother or father or children or lands for my sake and for the sake of the gospel who will not receive a hundred times more now in this present age: houses and brothers and sisters and mothers and children and lands, with persecutions, and eternal life in the age to come.”


HOMILY in English

The teaching against our selfish culture.
It’s interesting:
The question asked by young men: „What must I do to inherit eternal life?” Jesus does not answer: „Be free. Follow your conscience. If you feel good do whatever you wish” – like some of our contemporary liberalistic theologians.

Jesus’ answer is precise and sharp:
You know the commandments:
you shall not kill;
you shall not commit adultery;
you shall not steal;
you shall not bear false witness;
you shall not defraud;
honor your father and your mother.

We prefer to have the watered, nice and polite answers. But Jesus answers directly and sharply: Keep commandments! God gave us the commandments as an objective and reliable point of reference. We shall not dissolve them in the subjective and relativistic ideologies and politically correct theories. Like to the young men, He tells me also: „If you would like to inherit eternal life there is only one way; KEEP THE COMMANDMENTS!!!!

So, do I realize that unless I keep the God’s commandments I will NOT ENTER THE KINGDOM OF GOD?

I certainly know the commandments and I don’t need to smooth and flatten them, make them easy and more human. There are the objective and the most reliable means of entering the eternal life.

But this is not the end of Christ’s teaching.

Many or most of us, sitting in the pews are not killers, adulterers, thieves, chronic liars, sinister schemers of fraud, or parent abusers. Rather, we are observing the commandments with faithfulness. Perhaps there are many people in our congregation who might be able to say to Jesus with the young man from the Gospel – “Teacher, all of these I have observed from my youth”. Nevertheless, like the young, rich man, Jesus can most likely address each one of us with the words – „You are lacking one thing  sell what you have, and give to the poor„.

And this is the climax of His teaching. This is the most difficult point of His Gospel, because we –in the individualistic society- we are convinced that it is my right to posses, to defend and to multiply my possessions. The whole world around me is telling me that I am the most important, the most precious person and my needs, my requirements and desires are on top and should be satisfied by all means. If there are not satisfied, I am disappointed; I am upset and even frustrated.

And Jesus in His teaching is going against this mentality. He says openly: „Go, sell what you have, and give to the poor and you will have treasure in heaven; then come and follow me.

Very sturdy and very difficult teaching …

My rights to posses against the teaching of Christ  …
The teaching, which is not at all smooth and nice. The teaching which openly states: „How hard it is for those who have wealth to enter the kingdom of God!

Why is it difficult for rich men to enter the Kingdom of God? Is it the richness a kind of curse? Is richness a sin? Or maybe it is rather because the richness makes me blind and so I cannot see anymore nor God neither my neighbor?

„How hard it is for those who have wealth to enter the kingdom of God!”

It is hard not because the richness as such is a sin but because being rich very often I become blind and selfish, self-centered …

It’s my choice to listen to – or not.

XXVI Niedziela w ciągu roku – B

Lb 11,25-29

A Pan zstąpił w obłoku i mówił z nim. Wziął z ducha, który był w nim, i przekazał go owym siedemdziesięciu starszym. A gdy spoczął na nich duch, wpadli w uniesienie prorockie. Nie powtórzyło się to jednak. Dwóch mężów pozostało w obozie. Jeden nazywał się Eldad, a drugi Medad. Na nich też zstąpił duch, bo należeli do wezwanych, tylko nie przyszli do namiotu. Wpadli, więc w obozie w uniesienie prorockie. Przybiegł młodzieniec i doniósł Mojżeszowi: Eldad i Medad wpadli w obozie w uniesienie prorockie. Jozue, syn Nuna, który od młodości swojej był w służbie Mojżesza, zabrał głos i rzekł: Mojżeszu, panie mój, zabroń im! Ale Mojżesz odparł: Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!

Jk 5,1-6

A teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście i zabili sprawiedliwego: nie stawia wam oporu.

Mk 9,38-46

Wtedy Jan rzekł do Niego: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.

Zazdrość i zgorszenie…

Postawa Jozuego, zazdrosnego o dar proroctwa powtarza się wśród Apostołów. Oni też są zazdrośni, że oto ktoś, kto nie chodził z nimi dokonuje niezwykłych rzeczy w imię Chrystusa. I Jozue był wybrańcem Boga, to on wprowadził Naród Wybrany do Ziemi Obiecanej, i Apostołowie też… specjalnie wybrani przez samego Chrystusa, a jednak…, a jednak nie są wolni od zazdrości…

Czyż i nam się to dzisiaj nie zdarza, że zazdrościmy? Nawet dobrych, pochodzących od Boga darów, że jesteśmy zawistni, że złym okiem patrzymy, bo ktoś otrzymał coś, czego według nas otrzymać nie powinien? To już nie faryzeusze, to Apostołowie Chrystusa są hipokrytami… A jakże często powtarza się to wśród nas? Zazdrość jest najbardziej bezinteresowną wadą i najmniej pożytku z niej mamy, a przecież tak często obecna jest w naszym bardzo „pobożnym” i „katolickim” życiu. Skąd się to bierze? Nie dalej jak w ubiegłą niedzielę mówił św. Jakub: „Gdzie, bowiem zazdrość i żądza, tam też bezład i wszelki występek…” A tyle tego wśród nas, tyle zazdrości i żądz morderczych…. i modlitw nie wysłuchanych…

I drugi temat dzisiejszej Ewangelii, zgorszenie… dawane innym. Niestety i to jest obecne w naszym życiu… w moim życiu. Iluż ludzi zgorszyło się moim postępowaniem, moim zachowaniem, moimi żądzami, zazdrością, chciwością, moimi grzechami…? A gdybym tak miał dosłownie zastosować polecenie Chrystusa: „… jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją…” I nie zasłaniaj się tym, że inni jeszcze gorzej robią, nie usprawiedliwiaj się, że taka była konieczność i racja stanu, że tego wymagała sytuacja, że…. itd., itp…. Iluż z nas chodziło by bez rąk, bez nóg i bez oczu?

Zgorszyłeś innych, stałeś się powodem grzechu, przez swój zły przykład, przez swoje niedbalstwo, przez brak cywilnej odwagi, przez zaniedbanie, przez lekceważenie… stałeś się powodem grzechu i nie masz nic na swoje usprawiedliwienie… Stałeś się powodem grzechu, bo nie chciało ci się, bo nie opłacało się, bo nie warto było. Stałeś się powodem grzechu, bo byłeś małoduszny i lękliwy, bo byłeś lekkomyślny i nieuważny. Stałeś się powodem grzechu, bo zaniedbałeś swoje obowiązki. Stałeś się powodem grzechu, bo nie starczyło ci odwagi, bo kierowały tobą twoje żądze i pragnienia…

I lepiej by było uwiązać kamień młyński u twojej szyi… bo zgorszyłeś innych, nawet niekoniecznie swoim grzechem, ale zaniedbaniem, lekceważeniem, tupetem, cwaniactwem, przebiegłością, chciwością, skąpstwem, fałszywą i faryzejską pobożnością, zazdrością, arogancją…

Nie osądzaj tak łatwo innych…
zobacz czy i ty sam nie jesteś powodem do grzechu…
nawet kiedy ci się wydaje, że jesteś pobożny i prawy…
Nie bądź gorszycielem, ale i Ty nie gorsz się sam tak szybko…

XXV Niedziela w ciągu roku – B

Mdr 2,12-20

Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony.

Jk 3,16 – 4:3

Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek. Mądrość zaś /zstępująca/ z góry jest przede wszystkim czysta, dalej, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój. Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.

Mk 9,30-37

Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał, bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze, bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.

Kto chce być pierwszym …

Pożądacie, a nie macie… żywicie morderczą zazdrość… kłócicie się, kto z was jest pierwszy, zabiegacie o honory i przywileje… wymyślacie sobie coraz to bardziej komiczne tytuły… prowadzicie walki i kłótnie…

Oj, skąd my to znamy, te dyskusje Apostołów Chrystusa? Jakby od tysięcy lat nic się w tym względzie nie zmieniło… A Chrystus ustawicznie powraca ze swoją nauką o poniżeniu, o wyszydzeniu, o męce i o śmierci … I na całą zawziętą i pełną zazdrości dyskusję swoich „wybranych Dwunastu”… odpowiada bardzo prosto, stawiając przed nimi dziecko. A im jakby ktoś w twarz dał… zawstydzeni nie rozumieją, o co chodzi.

A nasi dyrektorzy, prałaci, prezesowie, panowie ministrowie, biskupi, profesorowie, doktorzy, senatorowie….? A gdyby tak Chrystus przed nimi dziecko postawił i jeszcze im powiedział: „kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”…?

Czyż nie poczuliby się obrażeni i dotknięci??? Już widzę ich miny, ich święte oburzenie, ich zgorszenie i zdziwienie…, bowiem posprzeczali się, kto z nich jest największy…

Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.” Cóż więcej można dodać to tych słów św. Jakuba? Cóż więcej, skoro nawet ci, którzy się modlą, źle się modlą…? A wszystko, dlatego, że zapomnieli o tym, co znaczy pójść za Chrystusem. A wszystko, dlatego, że wzięła w nich górę -jak w Apostołach- ludzka próżność… dobrzy i pobożni katolicy, pewni siebie i zadufani w swej doskonałości Słudzy Chrystusa… współcześni Apostołowie i ich następcy. Bo nie zrozumieli, ani co to znaczy stracić życie dla Chrystusa, ani po co im Chrystus dziecko przed oczy stawia…

A ileż we mnie morderczej zazdrości, ileż zabiegania o ludzkie względy, ileż poszukiwania swego, udowadniania swoich racji, ileż kłótliwości, zawiści, złości, pychy, obłudy, chciwości, arogancji…. Ileż we mnie próżności, chęci wywyższenia się, dominowania, bycia pierwszym, ileż nieustępliwości, fałszywej pobożności i świętego oburzenia, bo ktoś ośmielił się mnie skrytykować….?

A kto chce być pierwszym….
niech będzie ostatnim…
JAKŻE ŁATWO POWIEDZIEĆ…