Środa Popielcowa

Liturgia Słowa:

Jl 2,12-18

Przeto i teraz jeszcze – wyrocznia Pana: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. Kto wie? Może znów pożałuje i pozostawi po sobie błogosławieństwo [plonów] na ofiarę z pokarmów i ofiarę płynną dla Pana Boga waszego. Na Syjonie dmijcie w róg, zarządźcie święty post, ogłoście uroczyste zgromadzenie. Zbierzcie lud, zwołajcie świętą społeczność, zgromadźcie starców, zbierzcie dzieci, i ssących piersi! Niech wyjdzie oblubieniec ze swojej komnaty a oblubienica ze swego pokoju! Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pańscy! Niech mówią: Przepuść, Panie, ludowi Twojemu i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie, aby poganie nie zapanowali nad nami. Czemuż mówić mają między narodami: Gdzież jest ich Bóg? I Pan zapalił się zazdrosną miłością ku swojej ziemi, i zmiłował się nad swoim ludem.

2Kor 5, 20 – 6, 2

Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą. Współpracując zaś z Nim napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej. Mówi bowiem Pismo: W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia. Nie dając nikomu sposobności do zgorszenia, aby nie wyszydzono naszej posługi.

Mt 6,1-6.16-18

Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

O Lord

Homilia

Wstrząsające są słowa z księgi Joela: „Nawróćcie się do mnie całym waszym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca a nie szaty!” Ich kontynuacją i rozwinięciem są słowa samego Chrystusa, który w Ewangelii mówi jeszcze wyraźniej: „Strzeżcie się żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was inni widzieli.” Wielu z nas -w czasie rozpoczynającego się dzisiaj Wielkiego Postu- podejmie różnego rodzaju umartwienia i wielkopostne zobowiązania. A przecież nie post -jako taki- jest celem, ale nawrócenie i przemiana serca, zmiana myślenia, wartościowania i postępowania. A w ostatecznym efekcie chodzi o to, aby uwierzyć Bogu, aby do Niego przylgnąć, uczynić Go centrum i źródłem naszego codziennego życia.

Tak ładnie mi się to napisało (powiedziało) i tak okrąglutko … ale czy ja naprawdę wiem, o co w tym wszystkim chodzi i jak ma się dokonać we mnie to wewnętrzne i prawdziwe nawrócenie? Od tylu już lat próbuję i stale jakoś mi to nie wychodzi i nie udaje się. Stale potykam się o własny egoizm i pychę, o moje malutkie przyzwyczajenia i słabostki, o mój charakterek i robienie wszystkiego na pokaz.

Obym tylko nie zrezygnował i nie przestał próbować i stale na nowo podejmować wysiłków. Obym tylko nie zapomniał, że to ostateczne i dogłębne nawrócenie mojego serca nie dokona się jedynie dzięki moim własnym wysiłkom, ale że to On sam tego we mnie dokona, Jego mocą i Jego Słowem. A moim zadaniem jest ustawiczne zmaganie się ze sobą i stałe podnoszenie się, nawet jeśli zaraz po tym znowu upadam i znowu się zapominam. A post, płacz i lament, posypanie głowy popiołem, jałmużna i umartwienie pomagają mi tylko w przygotowaniu się do przyjęcia Jego działania, pomagają nie zapomnieć, że wielkie rzeczy wymagają wielu wyrzeczeń i uczciwej pracy.

Dla ilu słowa powyższe są tylko pobożnym ględzeniem? Przecież praca nad sobą, post i umartwienie są absolutnie nie w modzie w współczesnym, zracjonalizowanym świecie nastawionym na spektakularny sukces. Bardziej się liczy efektywność, a czasem nawet tylko tanie efekciarstwo i to, żeby dobrze wypaść. A ja tu ględzę tak pobożniutko i słodko … o poście i nawróceniu … To takie niemodne i nudne …

A może warto czasem inaczej popatrzeć na życie? Nie tylko przez pryzmat dochodów i nowszego modelu Mercedesa lub bardziej wystawnego stylu życia? Może jednak są jakieś inne, większe wartości, niż trzeci już, elegancki i komfortowy domek budowany w coraz to bardziej luksusowej dzielnicy?

Posypanie głowy popiołem, to tylko znak i symbol. Ale ten znak może być równie pusty i bez znaczenia, jak całe moje życie …

No i jeszcze jedno … tak łatwo korygujemy i poprawiamy, krytykujemy i widzimy błędy innych. Wielki Post daje nam szansę abyśmy zobaczyli najpierw nasze grzechy i skorygowali siebie.

Pokuta i nawrócenie

Środa Popielcowa to doskonała okazja do przypomnienia sobie tego, o czym zazwyczaj nie chcemy lub nie lubimy pamiętać. Nie należy tego jednak rozumieć jako karcenie, lub straszenie, ale raczej jako przypominanie nam o czymś najważniejszym w naszym życiu. Tak w dzisiejszych czytaniach, jak i w całej liturgii pojawiają się dwa elementy: temat nawrócenia i element pokuty. Cały Wielki Post to okres szczególnie tym dwóm tematom poświęcony. A w liturgii Środy Popielcowej wyraża się to nie tylko słowami czytań, ale i formułą jaką kapłan wypowiada posypując nasze głowy popiołem (Joz 7:6; 2Sm 13:19; Est 4:1; Iz 58:5): „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mt 1,15) lub „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz” (por Rdz 3,19; Ps 103,14). Przypominają nam te słowa o konieczności ustawicznego, dogłębnego rewidowania naszego życia i pogłębiania naszej wiary, oraz o jego kruchości i skończoności. Być może dlatego dzisiaj Kościół przypomina nam prawdę o skończoności naszego doczesnego życia, aby z tym większą radością oznajmić na zakończenie Wielkiego Postu, że Zmartwychwstanie Chrystusa daje nam szansę na coś o wiele wspanialszego, na życie wieczne (Rz 6:5; J 6:47)?

Zanim jednak dojdziemy do radości Wielkanocnego poranka trzeba abyśmy się nawrócili i naprawdę uwierzyli Panu Życia i Śmierci, Jezusowi Chrystusowi, który ma moc odrodzenia naszych śmiertelnych ciał do życia wiecznego. Tak więc ani Środa Popielcowa, ani Wielki Post nie są czasem żałoby i ponuractwa. Jest raczej czasem realnej i bardzo rzeczowej refleksji nad sobą i czasem przypominania o tym o czym zazwyczaj nie chcemy pamiętać.

Mówienie w dzisiejszych czasach o pokucie i potrzebie nawrócenia nie bardzo jest w modzie, bo czasy współczesne cierpią na duchową krótkowzroczność i oczarowanie doczesnością. Nie dostrzegając wiecznych horyzontów, gloryfikują doraźny sukces i płytkie  szczęście. Stąd tym bardziej trzeba sobie o tym przypominać, abyśmy nie dali się pochłonąć owej doczesności.. Bo doczesność sama w sobie nie jest złem, ale tylko wtedy, gdy jest mądrze przemieniana w wieczność. I to właśnie proponuje nam Kościół w okresie rozpoczynającego się Wielkiego Postu; jak mądrze przez pokutę i nawrócenie przemieniać to, co nieustannie przemija w tworzywo wieczne.

Pochylając głowę do posypania  popiołem pomyśl właśnie o tym, że oto Chrystus, Który jest także Panem czasu i wieczności powołuje cię właśnie do czegoś większego, do nieśmiertelności.

Wielki Post – kolejna okazja

Tyle już razy w moim życiu przeżywałem Środę Popielcową, tyle już razy rozpoczynałem Wielki Post …  I za każdym razem powracające z coraz większą wyrazistością pytanie; „I co się w moim życiu zmieniło?” A nawoływanie Chrystusa: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mt 1,15) pozostaje nadal zadaniem do wykonania. Jak trudno jest coś zmienić w życiu, jak trudno jest radykalnie uwierzyć w Ewangelię … Dlaczego? Przecież nie brak mi ani środków, ani możliwości. Przecież nie jestem ateistą, czy nawet kimś religijnie obojętnym. Przecież wewnętrznie jestem przekonany o słuszności Ewangelii, o Prawdzie Dobrej Nowiny, tylko … tylko jakiś marazm już dawno wkradł się w moje życie. Marazm i zniechęcenie, ociężałość i brak dynamizmu. Życie codzienne arogancko wciska się ze swoimi potrzebami i nakazami, ze swoimi ekonomicznymi „prawami” . I tak trudno nabrać dystansu, tak trudno oderwać się -chociaż na chwilę- od konieczności robienia pieniędzy, tak trudno zaryzykować i pójść na całość. Tak trudno w końcu zaufać Chrystusowi, w Którego przecież wierzę! Ale jakoś tak nijako i bez przełożenia na życie. I powracają pełne wyrzutu słowa Chrystusa: „Biada tobie, bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły.” (Mt 11:21)

Każdy Wielki Post, to kolejna okazja do wyrwania się z marazmu i nijakości, do krytycznego spojrzenia na swoje życie, do podjęcia na nowo wysiłku zmiany, nawrócenia, do otrząśnięcia się i rozpoczęcia na nowo. Warto co roku podejmować taki wysiłek, mimo, że nieraz wydaje się nam, że jest on tak nieefektywny, że skutki są tak mało widoczne. Warto, bo może bez tych corocznych małych wstrząsów byłoby jeszcze gorzej? Bo może bez tego corocznego posypania głowy popiołem zapomniałbym w ogóle, że prochem jestem i wpadłbym w pychę nie do uniesienia? A nie ma nic gorszego dla człowieka niż pełne pychy przekonanie, że się jest doskonałym i że już nic nie należy zmieniać.

Stefan Świeżawski pisał – „naprawdę wolny jest człowiek, w którym może się rozwijać pełne życie duchowe, przyrodzone i nadprzyrodzone, nie natrafiając na przeróżne opory rozlicznych braków, a zwłaszcza grzechu”. Uwolnić się od rozlicznych spętań, jakie nawarstwiały się całymi miesiącami w naszym życiu, żeby swobodnie zbliżać się do Boga, wzmacniać miłujące więzi że Stwórcą, to podstawowy cel Wielkiego Postu.


Repentance and conversion

Ash Wednesday is the perfect time to remind ourselves of what we usually do not want or do not like to remember.  However, this should not be understood as a discipline, or threatening, but rather as something to remind us of what the most important in our lives. So in today’s readings, as well as in the whole liturgy, there are two elements: the element of conversion and penance. The whole of Lent is a period particularly devoted to these two topics. And in the liturgy of Ash Wednesday it is expressed not only in liturgical readings, but also when the priest pronounces the formula applying ashes on our heads (Joshua 7:6 , 2 Sam 13:19 ; Est 4:1 , Isaiah 58:5 ) : „Repent and believe in the Gospel” (Matthew 1:15) or „Remember that you are dust and to dust you shall return” ( cf. Gen 3:19 , Ps 103.14 ) . These words remind us of the necessity of continuing and thorough reconsideration of our lives and deepening of our faith, and of fragility and finitude of our earthly life. Perhaps this is why today, the Church reminds us the truth about the shortness of our mortal life, so to more joyfully announce the end of Lent when the Resurrection of Christ gives us the opportunity for something much bigger, the grandiosity of eternal life (Romans 6:5, John 6:47 )?

But, before we get to the joy of Easter morning, we need to repent and truly believe the Lord of Life and Death, Jesus Christ, Who has the power of rebirth of our mortal bodies to eternal life. So neither Ash Wednesday, nor Lent is the time of mourning and pessimism. Rather, it is sometimes very real and substantive reflection on ourselves and sometimes it reminds me of what I usually do not want to remember.

Speaking today about the need for repentance and conversion is not very much in fashion, because modern times suffer from spiritual myopia and mundane fascination. We won’t see the eternal horizons, glorifying quick success and superficial happiness. Hence the more you have to remember about this dimensions, so that we are absorb by temporality … Because temporality in itself is not evil, but only if it is wisely transformed into eternity. And this is what the Church proposes to us at the beginning of Lent, how wisely -through repentance and conversion- transform whatever passes into eternity.

Bowing your head to the imposition of ashes just think that this is the Christ, Who is the Lord of time and eternity Who is calling you to something bigger, to immortality.

Plik do druku:

TUTAJ

Wielki Post II

Wielki Post III

Kazania Pasyjne

Rekolekcje Wielkopostne

 

Droga Krzyżowa – III (Prawdy)

dokonało się

W naszych zakłamanych czasach Prawda została zredukowana do zwykłego indywidualnego osądu i prywatnego odczucia, a redukcja taka jest śmiertelną pułapką dla człowieka, który jest ontologicznie i najbardziej wewnętrznie nastawiony na Prawdę absolutną i niepodważalną. I dlatego kiedy człowiek w jakikolwiek sposób odrzuca lub neguje Prawdę, neguje sam siebie i niszczy korzenie swojego istnienia.

Droga Krzyżowa Jezusa Chrystusa, to także Droga Krzyżowa poniżonej, podeptanej i upokorzonej Prawdy, bo Chrystus sam o sobie powiedział: „Ja jestem Drogą, i Prawdą, i Życiem.” (J 14,6)


stacja I – Wyrok

Pozory prawa, farsa praworządności, zmanipulowana prawda, zastraszony urzędnik, przekupiony tłum i … jeden niewygodny przeciwnik … „załatwiony”. Tak łatwo pozbyć się tych, którzy są niewygodni, którzy mają czelność służyć Prawdzie, iść za Prawdą, do Prawdy się przyznawać i dawać świadectwo Prawdzie …

A cóż to jest Prawda? Toż to tylko ułuda i utopia ! Sny o Prawdzie i marzenia nie do zrealizowania …

Jezusie z Nazaretu, Idealisto … nie trzeba było się narażać kapłanom, faryzeuszom, uczonym w Piśmie ! Po co ich tak ostro krytykowałeś? Po co z nimi stale zadzierałeś? Po co z nich drwiłeś? Nie należało narażać się władzy, a szczególnie tej, która się za „najświętszą” uważała … i która rościła sobie monopol na prawdę.

Bo wystarczyło tylko odpowiednio pomanipulować prawem i prawdą, podpłacić tam gdzie trzeba, postraszyć tam gdzie można … i z zachowaniem wszelkich pozorów prawa i praworządności wygrał ten, kto silniejszy, kto głośniej krzyczy, kto „bardziej realistyczny”. A idealiści z ich mrzonkami o Prawdzie … na krzyż z nimi, powiesić ich !


stacja II – Krzyż

Ty się po to narodziłeś i po to przyszedłeś na świat, aby dać świadectwo Prawdzie, a jej symbolem stał się krzyż, który bierzesz na swoje ramiona. I będzie on już odtąd, na zawsze, symbolem Twojej, ostatecznej Prawdy. A każdy, kto po stronie Prawdy będzie się opowiadał musi go wziąć, jak Ty go wziąłeś i ponieść razem z Tobą na swoją Kalwarię, bo Ty przecież powiedziałeś: „kto chce iść za mną, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje …”

Wszyscy którzy Prawdzie służą, którzy za Prawdą idą muszą razem z Tobą krzyż, ten gorszący symbol Prawdy – Którą Ty sam jesteś – nieść. I nie ma innej drogi, i nie ma innego sposobu służenia Prawdzie. To nie naukowe poszukiwania i nie „mędrca szkiełko i oko” i nie rozum i nie sceptycyzm do Prawdy prowadzą i o Prawdzie świadczą, ale krzyż, który bierzesz na swoje ramiona i który odtąd będziesz już niósł przez wieki, razem z tymi, którzy się do Ciebie ośmielą przyznać, za Tobą iść, Tobie uwierzyć i zawierzyć.

I ten oto przedmiot hańby, krzyż staje się nie tylko symbolem Prawdy ale i mądrości, bo: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów i głupstwem dla pogan …” (1 Kor 1,23)


stacja III – Pierwszy Upadek

Prawda przytłacza, Prawda jest trudna, czasami nie do udźwignięcia, czasami powala z nóg … i Ty o tym wiesz najlepiej. Ale ci, którzy się jej boją, ci którzy przed nią uciekają, ci którzy się przed nią zabezpieczają kłamstwem nigdy, nigdzie nie dojdą ! Nie doświadczą radości „poznania Prawdy, która wyzwala”.

Kto szuka Prawdy, gotowy jest na potknięcia i upadki, ale też wie, że z każdego można i należy powstać. Kto Prawdy się boi i jej unika, kto się przed upadkiem zabezpiecza półprawdkami i manipulacją, obłudą i zakłamaniem być może się nie pokaleczy, ale też nigdy Prawdy nie pozna ! i zawsze będzie żył w świecie kłamstwa, ułudy i zniewolenia.

Upadki są bolesne, ale to one właśnie uczą nas pokory, a przecież pokora jest Prawdą. Kto zaś boi się upaść, nigdy pokory się nie nauczy i Prawdy nie pozna.


stacja IV –Matka

Ona – Matka, na początku Jego działalności, na weselu w Kanie powiedziała: „Zróbcie cokolwiek wam powie.” Ona doskonale wie, że Jej Syn jest Prawdą wieczną i absolutną, że Jego słowa, nakazy, czyny, działania i życie całe są dawaniem świadectwa Prawdzie. Dlatego spotkanie z Nim, na drodze krzyżowej nie wymaga już słów, nie wymaga wyjaśnień, nawet łez …, bo nic nie może już być powiedziane i żadne słowo nie ma sensu tam, gdzie absolutna Prawda jest prowadzona na ukrzyżowanie.

Czyńcie, cokolwiek wam powie … a teraz On już nic nie mówi i Ona – Matka też milczy. I nie ma potrzeby słów, tam gdzie już wszystko zostało powiedziane i gdzie już wszystko zostało dokonane.

Spotkanie z Prawdą jest zawsze bolesne i nieme. Kiedy rozpoznaje się Prawdę nie ma już potrzeby mówienia, wyjaśniania, rozdrabniania, dyskusji czy udowadniania czegokolwiek. Prawdę spotyka się i rozpoznaje w milczeniu. I pozostaje się już na zawsze pod Jej wrażeniem.


stacja V – Pomoc

Szymon z Cyreny, przymuszony, zniewolony, na siłę i nie z własnej woli … pomaga. Czy ta pomoc jest świadoma z jego strony, czy on wie co robi? Nie, na pewno nie zdaje sobie z tego sprawy.

Prawda potrzebuje twojej pomocy, nieraz nawet tej przymuszonej i nie własnowolnej, tej szymonowej, na siłę, a jednak … pomocy. Prawda jest nieraz, niezręczna, zmęczona i upokorzona … nie uciekaj przed nią, nie chowaj głowy w piasek, nie chroń się za zasłoną anonimowości, nie chowaj się w bezimiennym tłumie. Miej odwagę stanąć po stronie Prawdy, nawet jeśli kosztuje to bardzo wiele, nawet jeśli miałbyś nieść krzyż cudzych kłopotów i odpowiedzialności.

Szymonie z Cyreny, nawet nie wiesz, jak wiele dla Prawdy zrobiłeś, nawet nie wiesz ile w twoim, przymuszonym geście świadectwa, niemego, niedobrowolnego, a jednak tak bardzo koniecznego.


stacja VI – Weronika

Jest taka legenda, która mówi, że Weronika, kiedy obejrzała chustę, którą otarła twarz Jezusa, zobaczyła nie odbicie Jego, ale swojej własnej twarzy. Wstrząśnięta tym, co zobaczyła uwierzyła, że Ten, Któremu ulgę chciała przynieść jest rzeczywiście Synem Bożym, Mesjaszem, Prawdą ostateczną i uwierzywszy poszła za Nim aż pod krzyż i dalej aż do grobu, i do dnia Jego zmartwychwstania.

Trzeba nam czasami ujrzeć nasza własną twarz w całej jej szpetocie i biedzie, trzeba nam czasami takiego właśnie szoku, aby uwierzyć i zawierzyć Temu, Który przyszedł nie po to aby nas potępić, ale aby nas zbawić. On nam ukazuje naszą prawdziwą twarz i pozwala nam wybrać to co słuszne i to co prawdziwe, pozwala nam zobaczyć nas samych bez masek i bez makijaży.

Odbicie twarzy na chuście Weroniki, to może właśnie odbicie mojej twarzy, mojego oblicza, to może obraz prawdy, której się tak bardzo boję, szokującej prawdy o mnie samym?


stacja VII – Drugi Upadek

Ileż to razy zdarzyło mi się zaprzeć Prawdy, skłamać, zręcznie się wymigać? Ileż to razy nie dałem się wciągnąć w dyskusję z wygody, oportunizmu, lęku przed ośmieszeniem się, ze strachu przed konsekwencjami lub ze zwykłego koniunkturalizmu? Pozwoliłem aby Prawda była manipulowana, aby była poniżana, maltretowana, upokarzana i negowana, wyśmiewana i wydrwiona … dla świętego spokoju, dla zachowania twarzy, aby nie utracić pozycji.

A każda taka wpadka, każde takie zaparcie się prawdy to zaparcie się Chrystusa, to pozwolenie aby upadł, aby został poniżony, aby był deptany i wyszydzony, aby na Niego pluto. A ja sobie tłumaczyłem, że trzeba być przecież roztropnym, że trzeba być dyplomatą, że nie należy zawsze i wszystkiego stawiać na ostrzu noża, że można przecież inaczej, że tego wymaga chwila i sytuacja, że nie należy ludzi drażnić niepotrzebnie, że trzeba umieć żyć … A Chrystus leżał na ziemi, bo ja pozwoliłem, bo ja nic nie zrobiłem, bo ja się bałem Go podnieść !

Prawda upadła, bo ja Jej nie podtrzymałem, bo ja okazałem się malutkim, zastraszonym, egoistą, bo mnie nie stać było na wyraźne opowiedzenie się po Jej stronie …


stacja VIII – Niewiasty

„Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas ! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?” (Łk 23,28-31)

Płacz nad sobą, bo jeśli z Prawdą wieczną tak czynią, to co się stanie z tobą, mały kłamco?

Przed sądem Prawdy Wiecznej i Ostatecznej, będziesz być może chciał, żeby góry cię przykryły i schroniły, będziesz szukał kryjówki ze wstydu, bo nie umiałeś rozpoznać czasu Jej nawiedzenia.


stacja IX – Trzeci Upadek

Zanegowanie Prawdy, wyrzucenie jej ze słownika współczesnego człowieka jest prawdopodobnie najgroźniejszym upadkiem ludzkości, z którego może się ona już nie podnieść. Każda cywilizacja zawiera w sobie zalążki swojej własnej autodestrukcji, swojego upadku, a nasza cywilizacja sama się neguje i niszczy właśnie w zanegowaniu, w odrzuceniu Prawdy … Wiecznej i Niepodważalnej.

Człowiek, który odrzucił Prawdę upada coraz bardziej i coraz głębiej, coraz trudniej jest mu się podnieść z beznadziei i z rozpaczy, ze zniechęcenia i kłamstwa, bo nie ma żadnego stabilnego punktu oparcia, żadnego punktu odniesienia i to prowadzi człowieka do jego ostatecznego upadku, do pozostania na dnie.

Czy ja zdaję sobie sprawę z tego że negując Prawdę, idąc na kompromisy, na układy, na ugodę z kłamstwem, upadam coraz bardziej i coraz głębiej? Czy naprawdę nie widzę, że upadek w kłamstwo, w zakłamanie, w relatywizm i koniunkturalizm może być moim ostatecznym upadkiem?


stacja X – Obnażenie

„Oto Człowiek” – powiedział Piłat, mając nadzieję, że wzbudzi litość w przekupionym tłumie.

„Oto Prawda” – zdają się mówić oprawcy zdzierający szaty z Jezusa. Oto naga Prawda …., bez upiększeń i bez zdobnych szatek, prawda o tobie i o mnie, prawda o człowieku i o ludzkiej kondycji.

I tak jest rzeczywiście. Chrystus jest pełnym i doskonałym Człowiekiem i Chrystus jest także ostateczną Prawdą o człowieku. Jeśli chcesz poznać siebie popatrz a Niego przed Piłatem – oto Człowiek, i popatrz na Niego odartego z szat, upokorzonego, zmaltretowanego, „wzgardzonego i odepchniętego przez ludzi, męża boleści, przed kim się twarze zakrywa …” Oto Prawda …


stacja XI – Egzekucja

„Wolę być razem z Chrystusem dla Prawdy ukrzyżowany niż krzyżować Prawdę moim życiem.” – powiedział zairski Kardynał Józef Malula.

I jakże to prawdziwe, jakże wymagające …

Ale kto chce prawdzie służyć musi się na to przygotować, że razem z nią do krzyża zostanie przybity, zostanie ukrzyżowany, bo dla „dzieci tego świata” Prawda jest niewygodna i jedyne co mogą z Nią zrobić, to się jej pozbyć, ją ukrzyżować !!!


stacja XII – Śmierć

Boże mój, Boże mój !!! czemuś mnie opuścił?

Tak nam się nieraz wydaje, że wszystko się zawaliło, że nawet sam Bóg nas opuścił. Tak nam się nieraz wydaje, że wygrało kłamstwo, obłuda, zakłamanie, faryzeizm i hipokryzja … Słowa żalu i zniechęcenia, rozpaczy i goryczy same cisną się na usta. A przecież tak właśnie ma być. Świadectwo musi być dane aż do końca, nieraz do absurdalnego końca. Taka jest Prawda i tak ona się manifestuje, bo to co jest „głupstwem i zgorszeniem dla jednych … jest mocą i mądrością Bożą dla innych”

Wykonało się ! świadectwo zostało dane, aż do końca. Syn Boży, Prawda, Stworzyciel świata, został zamordowany … Bóg umarł ! Prawda została zamordowana …

Ale czy to jest naprawdę koniec? Czy śmierć Boga na krzyżu jest naprawdę końcem i fiaskiem Prawdy? Będzie tak tylko wtedy, gdy Prawda umrze w moim życiu, w moim sercu, gdy uznam ją za głupstwo i zgorszenie, za hańbę i niewygodną mrzonkę. Tylko wtedy będzie to ostateczny i nieodwołalny koniec dla mnie !!!


stacja XIII – Ciało

„Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem.” (J 6,63)

Ciało zostało zdjęte z krzyża, ono na nic się nie przyda. To tylko ciało. O wiele ważniejsze są duch i życie, prawda ożywiająca ciało.

A my tak bardzo wiele wagi przywiązujemy właśnie do ciała, nie do ducha, i nie do życia, i nie do Prawdy. Ciało zaś jest tylko pustą skorupą o ile nie jest ożywiane przez Ducha Prawdy.

A moje ciało? A moje życie? Czy jest ożywiane Prawdą, czy może już dawno … martwe? Czy aby przypadkiem nie jest tak, że tylko mi się wydaje, że żyję, a tak naprawdę jestem już tylko trupem, martwym a jedynie wypacykowanym ciałem?


stacja XIV – Grób

„… powiedział Jezus: Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” (J 14,6)

Ja jestem prawdziwą drogą życia.
Ja jestem drogą w Prawdzie do Życia Wiecznego.

I nikt nie może przyjść do Ojca inaczej jak tylko tą Drogą …

Droga Krzyżowa – biblijna

Golgota FB

Po każdym przeczytanym fragmencie Pisma św. należy zostawić dłuższą chwilę milczenia na medytację Słowa Bożego.

Wstęp                „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.” (Flp 2,6-8)


Stacja I – Pan Jezus skazany na śmierć

Ja zaś jak potulny baranek, którego prowadzą na zabicie,

nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany:

Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą,

zgładźmy go z ziemi żyjących,

a jego imienia niech już nikt nie wspomina!” (Jr 11,19)


Stacja II – Pan Jezus bierze krzyż

Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,

On dźwigał nasze boleści,

a myśmy Go za skazańca uznali,

chłostanego przez Boga i zdeptanego.” (Iz 53,4)


Stacja III – Pierwszy upadek

On mnie nasycił goryczą, piołunem napoił.

Starł mi zęby na żwirze, pogrążył mnie w popiół.” (Lm 3,15-16)


Stacja IV – Spotkanie z Matką

Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu,

i na znak, któremu sprzeciwiać się będą.

A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.” (Łk 2,34-35)


Stacja V – Pomoc Szymona Cyrenajczyka

Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie,

niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9,23)


Stacja VI – Spotkanie ze św. Weroniką

Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć,

ani wyglądu, by się nam podobał.

Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,

Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,

jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,

wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.

Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,

On dźwigał nasze boleści,

a myśmy Go za skazańca uznali,

chłostanego przez Boga i zdeptanego.” (Iz 53,2-4)


Stacja VII – Drugi upadek

Uderzono mnie i popchnięto,

bym upadł,

lecz Pan mnie podtrzymał.” (Ps 118,13)


Stacja VIII – Spotkanie z płaczącymi niewiastami

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim

i rzekł: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi.

Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem,

oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą

i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to,

żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia.” (Łk 19,41-44)


Stacja IX – Trzeci upadek

Złożyłem w Panu całą nadzieję;

On schylił się nade mną i wysłuchał mego wołania.

Wydobył mnie z dołu zagłady i z kałuży błota,

a stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki.” (Ps 40,2-3)


Stacja X – Obnażenie

… policzyć mogę wszystkie moje kości.

A oni się wpatrują, sycą mym widokiem;

moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię.” (Ps 22,18-19)


Stacja XI – Przybicie do krzyża

A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony,

przyciągnę wszystkich do siebie.” (J 12,32)


Stacja XII – Śmierć na krzyżu

Nikt nie ma większej miłości od tej,

gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” (J 15,13)


Stacja XIII – Zdjęcie z krzyża

A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu.” (Łk 2,51)


Stacja XIV – Złożenie do grobu

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam:

Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo,

ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.” (J 12,24)


 Zakończenie:

Otóż, jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem,

wierzymy, że z Nim również żyć będziemy,

wiedząc, że Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera,

śmierć nad Nim nie ma już władzy.

Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu,

żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.” (Rz 6,8-9.11)

 

 

Droga Krzyżowa – I

stabat mater

I – Pan Jezus skazany na śmierć

Piłat, mógł Go obronić, mógł znaleźć inne wyjście, ale … wygodniej było umyć ręce.

Konformizm, wygoda, święty spokój… byle tylko nie narażać się niepotrzebnie, byle nie stracić posadki …

Ileż to razy w moim codziennym życiu wygodnie i po cichutku umywam ręce, bo tak wygodniej i bardziej bezpiecznie, bo po co się szarpać i nadstawiać niepotrzebnie karku? Mógłbym pomóc, mógłbym być wielki i znaleźć inne wyjście, ale ja wolę się odciąć, zbyć sprawę, być malutki i nijaki, byle tylko sobie nie zaszkodzić, byle nie zaszkodzić swojej karierce, nie stracić pozycji, stanowiska, twarzy…

Mali „piłaci” obecnego czasu… ileż ich dzisiaj jest, stale umywający ręce w lękliwym geście tchórzostwa. Iluż jeszcze konformistów wyda Jezusa na śmierć, dla świętego spokoju?

I Chrystus jest znowu skazywany, biczowany, maltretowany, bo mnie nie stać było na wyraziste opowiedzenie się za Nim…

… obecnym w każdym cierpiącym bracie…


II – Pan Jezus bierze krzyż

Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.(Mt 10,38)

A co to może znaczyć w moim życiu?

Każdy z nas ma swój własny krzyż do dźwigania … tylko …

… co to może konkretnie znaczyć w moim życiu?

Boję się krzyża, boję się cierpienia, boję się kłopotów i choroby, boję się niezabezpieczonej przyszłości, schorowanej starości… Zarabiam, zabiegam, oszczędzam, płacę ubezpieczenia (z których i tak korzystają inni, a nie ja) i … lękam się niepewnego jutra, boję się krzyża.

A on i tak mnie nie ominie.

Czy nie lepiej więc nieść go z Chrystusem, w Jego towarzystwie, wiedząc że On także powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.(Mt 11,28)

Krzyż, choroba, cierpienie cię nie ominą. Chcesz być sam na sam z tą rzeczywistością, czy raczej iść za Nim, niosąc razem z Nim twój krzyż, po Jego drodze krzyżowej?


III – Pierwszy upadek

A czy ty pamiętasz twój pierwszy upadek, twój pierwszy grzech, twoje pierwsze „potknięcie”?

Ile innych było później?

Coraz gorsze, coraz poważniejsze i… coraz mniejsze wyrzuty sumienia.

Kolejne grzechy, kolejne świństwa, kolejne zaparcia się Chrystusa,

… kolejne rzucenie GO na kolana, na twarz … na bruk …

Każdy twój grzech, każdy twój upadek ma swoje lustrzane odbicie w upadkach Chrystusa… Ile ich jeszcze pozostało w twoim życiu? Ile razy jeszcze rzucisz Nim o ziemię?

Pierwszy upadek … taki niewinny .. i następne już coraz poważniejsze i coraz bardziej świadome. A może by tak zacząć uważać i zastanowić się czasami przed upadkiem, do czego to może doprowadzić? A może by tak nie rzucać Chrystusa co raz to brutalnie na kolana?


IV – Spotkanie z Matką

Matka,

Ona nie musi nawet mówić, Jej nie musisz nic tłumaczyć. Ona spojrzy i rozumie wszystko.

Tak spotkała Matka…

Syna …

na Jego krzyżowej drodze

i zrozumiała co znaczą słowa Symeona:

A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.(Łk 2,35)

A ty, czy nie zapomniałeś, że masz matkę, że masz też Matkę, tę samą, rozumiejącą bez słów i bez niepotrzebnego gadania.

A jeśli spotkasz Ją na swojej drodze … nie uciekaj od Niej, Ona rozumie wszystko bez zbędnych słów. Ona – Wszechmocy błagająca … Ona jednym spojrzeniem dająca ukojenie. Matka… jedno słowo, które tak wiele znaczy … nawet dla Syna Bożego …


V – Pomoc Szymona Cyrenajczyka

Idąc drogą swojego życia tak naprawdę idziesz stale Jego droga krzyżową. I możesz na niej być:

– gapiem, z ciekawością przyglądającym się tylko niecodziennemu widowisku,

– bezmyślnym i tępym żołdakiem znęcającym się nad bezbronnym,

– stojącym z daleka i nie okazującym żadnych uczuć, chłodnym, obojętnym, niezaangażowanym…,

możesz… być zapatrzonym tylko w siebie i koniec swojego nosa …

Ale możesz też pomóc, ulżyć, wesprzeć, choćby nawet odrobinę na siłę i wbrew Twojej rozleniwionej woli …

możesz nie być obojętnym, bezdusznym, nijakim, egoistą …

możesz… nie być zapatrzonym tylko w siebie i koniec swojego nosa …

Zaprawdę, powiadam wam:

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście to uczynili. (Mt 25,40)

Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. (Mt 25,45)


VI – Spotkanie ze św. Weroniką

Niewiele mogła. Prosty, zwyczajny, ludzki gest. Jak się przedarła przez kordon żołnierzy? A przecież się bała tak jak i ci wszyscy inni, patrzący z daleka. Przecież mogła zostać pobita, pchnięta, odtrącona. Odwaga zwykłej kobiety. Czy była jedną z tych, które usługiwały Jezusowi, czy tylko przechodniem na Jego drodze? Przechodniem, który po prostu zauważył cierpienie … zauważył cierpiącego i nie bał się.

A ilu przechodzi obok mnie, z cierpieniem na twarzy, a ja nawet nie zwracam uwagi, albo się boję? Iluż potrzebujących tego zwykłego gestu minęło mnie już na mojej drodze, a ja nie zauważyłem, zlekceważyłem, zaparzony w siebie?

Weroniko naucz mnie, jak pokonać strach i obojętność, jak nie przechodzić obok cierpiącego obojętnie …


VII – Drugi upadek

Niewielki kamień na drodze, potknięcie, utrata równowagi … Nawet nie zauważyłeś jak i kiedy twoje grzechy stały się coraz częstsze i coraz poważniejsze. Kiedyś jeszcze walczyłeś, próbowałeś się nie poddawać… czasem nawet ci się udawało. Od jakiegoś czasu już nie walczysz, padasz w błoto bez walki, bez wysiłku, nawet bez próby oporu. A twoje upadki stają się prawie normalne, niezauważalne, zawsze wytłumaczalne i usprawiedliwione.

To, co kiedyś było nienormalne i trudne do przyjęcia, nie do zaakceptowania, staje się „normalką”, staje się normą. Dla wielu swoich grzechów, nałogów, słabości i upadków znalazłeś już usprawiedliwienie i wytłumaczenie. To przecież takie naturalne, jestem tylko człowiekiem, nie można zmienić natury … itd., itp. I leżysz już coraz dłużej i wstać ani podnieść się … już ci się nie chce, nie masz ochoty. A każdy następny upadek jest coraz głębszy i coraz bardziej niebezpieczny. I sił w tobie już coraz mniej i motywacje do powstania coraz słabsze.

Drugi upadek Jezusa, to dla ciebie przypomnienie, ostrzeżenie ALARM !!! który powinien zapalić czerwone światełko w twojej duszy. Możesz jeszcze powstać, zmienić coś w swoim życiu, tylko się nie zgadzaj na marazm i zniechęcenie, tylko nie usprawiedliwiaj i nie lekceważ twoich grzechów.

MOŻESZ JESZCZE POWSTAĆ.


VIII – Spotkanie z płaczącymi niewiastami

Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi ! (Łk 23,28)

Czy nie jest to raczej przestroga dla nas, abyśmy naszego Wielkiego Postu nie ograniczali do sentymentalnych tylko wzruszeń? Czy nie jest tak, że łatwo się wzruszamy biedą i nieszczęściem innych, ale dalej, poza to wzruszenie już nie wyjdziemy? Czy nie jest tak, że sentymentalizm w sprawach religijnych zastępuje nam najczęściej właściwe nawrócenie i zmianę życia?

Tak łatwo się wzruszyć, tak łatwo na tym poziomie uczuciowo-sentymentalnym pozostać, a przecież nie o to chodzi i nie po to Chrystus sam siebie wydał na mękę i śmierć, abyśmy się wzruszali … Wzruszenia są najczęściej tylko niebezpiecznym zastępnikiem, usypiającym wolę i pozwalającym nam na nic nie robienie.

Nie płacz, nie rozczulaj się… ale zrób coś !!!


IX – Trzeci upadek

Trzeci, najgorszy upadek i wydaje ci się, że już nie masz ani siły, ani wystarczająco dosyć silnej woli aby powstać. Jesteś obolały i zniszczony. Wydaje ci się, że to już absolutny koniec i że nie podniesiesz się już, i nie pójdziesz dalej. Grzechy przywaliły cię już tak bardzo, że odczuwasz pokusę zostania tu gdzie upadłeś, poddania się, dania za wygraną. Widzisz z przerażającą wyrazistością, jak daleko zaprowadziły cię twoje własne grzechy, słabości i nałogi. I tak dobrze by było już nic nie robić, poddać się, nie powstawać, nie szarpać się, zgodzić się na wszystko, załamać się, uznać się za przegranego …

To takie kuszące, takie wygodne. Przecież tyle się już naszarpałeś, tyle razy próbowałeś … i NIC ! Po co więc dalej udowadniać sobie i innym coś, co jest niemożliwe. Pokusa pozostania, poddania się, odpuszczenia sobie tej bezsensownej walki jest stale obecna w twoim życiu, stale czai się gdzieś za kolejnym rogiem, za kolejnym upadkiem, kolejnym grzechem …

A może już dawno upadłeś i leżysz, i co więcej udowadniasz sobie, że ci tu dobrze, że nie ma po co się dźwigać …

A przecież to jeszcze nie koniec, przecież możesz jak On, powstać, bo On właśnie po to po raz trzeci się podniósł, abyś i ty nie pozostał w połowie drogi, w marazmie i w beznadziei, w apatii i bezsensie.


X – Obnażenie

Jesteś przekonany o swojej doskonałości, o swojej wielkości, o swojej perfekcyjności. Nikt nie może ci nic zarzucić… pławisz się w samouwielbieniu, krytykujesz i „obrabiasz” wszystkich wokół ciebie, byle tylko nie widzieć, że twoja twarz nie jest tak doskonała. Żyjesz w ustawicznym zakłamaniu, w obłudzie, w przekonaniu o swojej nieomylności, o swojej doskonałości, o swojej prawości i uczciwości I NAGLE !!! ….

Ktoś cię zdemaskuje, ktoś obnaży twoje słabości, ktoś odkryje twoje ukryte i nie zawsze czyste zamiary i intencje, ktoś pokaże ci twoją własną – brzydką twarz ….

Och!!!, jak to boli, jak bardzo boli i piecze, takie obnażenie, takie odarcie ze złudzeń i kłamstw, w które nawet ty sam już wierzyłeś! To gorsze niż być wystawionym nago na pośmiewisko pospólstwa… to gorsze niż wstyd bycia nagim …

A może byś sam zdjął te wszystkie maski i zmył makijaże i zobaczył, że nie jesteś wcale taki dobry i wcale taki doskonały, jak ci się wydaje? A może byś przyznał się do swoich pomyłek i zobaczył swoje grzechy i brudy, w których się od lat pławisz? Może nie trzeba by było robić bolesnej wiwisekcji, odarcia, obnażenia?

Panie, odarty z szat… to dla mnie, abym umiał się przyznać do moich grzechów i słabości … abym nie był taki pyszny i zarozumiały, przystrojony we wszystkie szatki mojej fałszywej doskonałości.


XI – Przybicie do krzyża

Nie wystarczyło biczowania, ukoronowania cierniem, upadków i pośmiewiska… jeszcze i to – ukrzyżowanie… przybicie rąk i nóg gwoździami do drzewa… Po co? Dlaczego? Przecież tę ręce rozdawały chleb i rybę, przecież te ręce uzdrawiały i błogosławiły, przecież te ręce nie zrobiły nic złego, przecież te nogi niosły Go do miast i wiosek, aby ubogim nieść Dobrą Nowinę… Dlaczego więc i po co jeszcze i ta tortura?

A co robią moje ręce? Gdzie niosą mnie moje nogi?

Czy moje ręce są zawsze zajęte dobrem? Czy moje nogi zawsze ku dobru mnie prowadzą? A jeśli nie …?


XII – Śmierć na krzyżu

I wydawać by się mogło, że to tutaj jest koniec, że tutaj, w tym momencie spełniają się wszystkie proroctwa i że dokonuje się Jego życie, że tutaj kończy się dramat i dzieło Życia Syna Bożego – Jezusa Chrystusa.

Odeszli spod krzyża Jego uczniowie zawiedzeni, „bo myśmy się spodziewali(Łk 24,21)

Pogrzebane nadzieje, stracone złudzenia … a życie miało być takie piękne i tyle obiecywało … kończy się śmiercią, bardziej lub mniej brutalną, a jeśli jeszcze w cierpieniu, to może by cierpienia skrócić przez „miłosierny akt eutanazji” – najbardziej przewrotny i perwersyjny „akt miłosierdzia” wobec umierającego. Więc „jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.(Jn 19,34)

I tak ma się skończyć posłannictwo ZBAWICIELA ŚWIATA, bezsilnym i beznadziejnym „wykonało się”?

Jakże często poddaję się takim przygnębiającym myślom. Jakże często popadam w zniechęcenie, marazm i apatię. Czy to jest rzeczywiście koniec i poza tym tragicznym końcem nie chcę już nic widzieć?


XIII – Zdjęcie z krzyża

Zakończył się dramat, dokonana została najbardziej niesamowita zbrodnia w dziejach ludzkości. Zabito Boga! I oto Jego Ciało… Ciało Syna Bożego oddano Matce. Ona Mu je dała 33 lata temu, w Betlejem – Domu Chleba i Ona je z powrotem otrzymuje tu, na Golgocie – Wzgórzu Czaszki.

A między tymi dwoma momentami jest całe Jego życie i jest Wieczernik… i Jego słowa:

Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje.(Mt 26,26)

Oto właśnie Jego Ciało… za nas wydane… a „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem.(Jn 6,54-55)


XIV – Złożenie do grobu

A może to jest już koniec? Czy tak już ma pozostać? Czy złożenie do grobu jest ostatnim aktem tej tragedii? Jeśli tak to: „… daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.(1 Kor 15,14), to powiedzmy sobie szczerze nic nie ma sensu i całe nasze życie jest absurdem, i powiedzmy sobie szczerze my wszyscy: „którzy tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania.(1 Kor 15,19)

Ale po Wielkim Piątku Ukrzyżowania nastąpiła przecież Wielka Niedziela Zmartwychwstania. Kto z Nim nie przeszedł przez śmierć, nie może oczekiwać także zmartwychwstania.

Czy ja, aby na pewno zdaję sobie z tego sprawę?