XX Niedziela w ciągu roku – C

Jr 38,4-6.8-10

Przywódcy więc powiedzieli do króla: Niech umrze ten człowiek, bo naprawdę obezwładnia on ręce żołnierzy, którzy pozostali w tym mieście, i ręce całego ludu, gdy mówi do nich podobne słowa. Człowiek ten nie szuka przecież pomyślności dla tego ludu, lecz nieszczęścia. Król Sedecjasz odrzekł: Oto jest w waszych rękach! Nie mógł bowiem król nic uczynić przeciw nim. Wzięli więc Jeremiasza i wtrącili go, spuszczając na linach, do cysterny Malkiasza, syna królewskiego, która się znajdowała na dziedzińcu wartowni. W cysternie zaś nie było wody, lecz błoto; zanurzył się więc Jeremiasz w błocie. Skoro usłyszał Kuszyta Ebedmelek, jeden z dworzan domu królewskiego, że wrzucono Jeremiasza do cysterny – król przebywał właśnie w Bramie Beniamina – wyszedł z domu królewskiego i rzekł do króla: Panie mój, królu! źle zrobili ci ludzie, tak postępując z prorokiem Jeremiaszem i wrzucając go do cysterny. Przecież umrze z głodu w tym miejscu, zwłaszcza że nie ma już chleba w mieście. Rozkazał król Kuszycie Ebedmelekowi: Weź sobie stąd trzech ludzi i wyciągnij proroka Jeremiasza z cysterny, zanim umrze.

Hbr 12,1-4

I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga. Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi,

Łk 12,49-53

Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.


 

OGIEŃ

Przyjemniutki świat

Żyjemy w świecie, gdzie „wartością” najbardziej poszukiwaną jest święty spokój, przyjemność, luksus, rozrywka, gdzie wszystko musi być miłe, zaokrąglone, przyjemniutkie i bez kantów. Prorok taki jak Jeremiasz, nie miałby wcale łatwo w naszej rzeczywistości i skończyłby prawdopodobnie o ile nie w cysternie pełnej błota (bo takich już nie ma) to w najlepszym przypadku w psychiatryku. Niestety świat dzisiejszy (tak jak za czasów króla Sedecjasza) nie lubi prawdy, nie lubi kiedy wytyka mu się błędy. Wszystko musi być uładzone, konformistyczne, ugrzecznione i politycznie poprawne. Nikogo nie wolno krytykować, nikogo nie można pociągnąć do odpowiedzialności, aby go nie dotknąć, nie urazić jego godności, nie zniszczyć reputacji. Przykładów można by mnożyć bez liku, ale wystarczy tylko wspomnieć polityków różnej maści, czy wielu właścicieli zakładów pracy, którzy są praktycznie poza lub ponad prawem. A wszystko to pod płaszczykiem fałszywie rozumianego pokoju, delikatności, tolerancji czy zwykłego strachu.

Kiedy Chrystus mówi: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” nie ma na myśli brutalnych rozruchów, wojny czy rodzinnych kłótni. On jest przecież Królem pokoju a nie wojny i zamieszania. Ale jest też Prawdą i o tym nie wolno nam zapominać. I to –niestety- prawda jest wartością, która powoduje rozłamy w rodzinach, społecznościach, państwach i cywilizacjach. Sam Chrystus właśnie z powodu prawdy został ukrzyżowany, bo jak sam o sobie powiedział: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie.” (J 18,37). I tego właśnie –PRAWDY- najbardziej nam brakuje we współczesnym skonformizowanym i przyjemniutkim świecie. Prawdy świat się boi, prawdy nienawidzi, prawdy się obawia, przed prawdą ucieka w polityczną poprawność, w oportunizm, w koniunkturalizm, w uładzoną  i fałszywą grzeczność. Tak było za czasów Jeremiasza i za czasów Jana Chrzciciela, i za czasów Jezusa. I tak jest dzisiaj. Żyjemy w przyjemniutkim, ale zakłamanym świecie. Nie dajmy sobie wmówić, że prawda, czasami bolesna musi być przemilczana dla świętego spokoju. Prawda ma swoją siłę, ona jest potęgą i -chcemy tego czy nie- ona i tak zwycięży świat zakłamania i fałszu. Tylko po której stronie będę ja?

Przyszedłem ogień rzucić na ziemię …

Zdania z dzisiejszej Ewangelii „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam?” wydają się zaprzeczać innym wypowiedziom Chrystusa: „Pokój mój daję wam, pokój zostawiam wam, nie tak, jak świat daje ja wam daję„. Czy rzeczywiście istnieje sprzeczność między tymi dwoma wypowiedziami Chrystusa? Czy Chrystus chce nam dać pokój, czy rozłam?

Pokój proponowany przez Chrystusa nie jest świętym spokojem. Nie jest konformistyczną zgodą na grzech. Nie jest na pewno przymykaniem oczu na zło. Pokój, który Chrystus chce nam dać wypływa z głębokiego zjednoczenia z Nim i z życia w Łasce Uświęcającej, z życia uczciwego i poddanego Bogu. Nie jest on tolerancją wobec fałszu, zakłamania i obłudy. Nie jest „świętym spokojem”, jaki daje świat. Nie jest unikaniem konfrontacji za wszelką cenę i dla świętego spokoju, bo „tolerancja wobec fałszu jest fałszywą tolerancją” – jak mówi O. M. Krąpiec.

To, co Chrystus krytykuje w dzisiejszej Ewangelii, to właśnie kompromisowa i konformistyczna postawa wobec zła i zakłamania. On sam nie poszedł za pokusą konformistycznej ugodowości i nie narażania się „wielkim tego świata”. On sam miał odwagę opowiedzieć się przeciwko złu i kłamstwu, a po stronie prawdy i dobra. Mimo, że zapłacił za to najwyższą cenę, cenę własnego życia.

Zresztą często występuje ten motyw w Ewangelii. „Nie możecie dwóm panom służyć …„, „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię ...”, „Ja się po to narodziłem i po to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie …

Ogień, który chce rzucić na ziemię, to zapał i ogień miłości, ale i ogień walki ze słabościami, ze złem, ze spłyceniem, z bylejakością. To zdecydowane opowiedzenie się przeciwko „teologii zaokrąglonych kantów”, przeciwko miałkiej moralności bez przykazań, przeciwko etyce bez wymagań, przeciwko spłyceniu i zlaicyzowaniu Dobrej Nowiny.

A wielu jest takich chrześcijan, wielu takich wyznawców Chrystusa, którzy chcieliby sprowadzić całą Dobrą Nowinę, do paru idiotycznych i bukolicznych obrazków. Wielu takich, którzy dla fałszywie rozumianego pokoju rezygnują z Ewangelicznego radykalizmu, „aby nie utracić wiernych”. Rozmydlanie Ewangelii w mdławych słodkościach nie ma nic wspólnego z Chrystusowym pokojem. I właśnie przeciwko takim „rozwadniaczom” Chrystus pragnie, aby zapłonął ogień.

Reklamy

XIX Niedziela w ciągu roku – C

Mdr 18,6-9

Noc ową oznajmiono wcześniej naszym ojcom, by nabrali otuchy, wiedząc niechybnie, jakim przysięgom zawierzyli. I lud Twój wyczekiwał ocalenia sprawiedliwych, a zatraty wrogów. Czym bowiem pokarałeś przeciwników, tym uwielbiłeś nas, powołanych. Pobożni synowie dobrych składali w ukryciu ofiary i ustanowili zgodnie Boskie prawo, że te same dobra i niebezpieczeństwa święci podejmą jednakowo, i już zaczęli śpiewać hymny przodków.

Hbr 11,1-2.8-19

Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo. Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł nie wiedząc, dokąd idzie. Przez wiarę przywędrował do Ziemi Obiecanej, jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg. Przez wiarę także i sama Sara, mimo podeszłego wieku, otrzymała moc poczęcia. Uznała bowiem za godnego wiary Tego, który udzielił obietnicy. Przeto z człowieka jednego, i to już niemal obumarłego, powstało potomstwo tak liczne, jak gwiazdy niebieskie, jak niezliczony piasek, który jest nad brzegiem morskim. W wierze pomarli oni wszyscy, nie osiągnąwszy tego, co im przyrzeczono, lecz patrzyli na to z daleka i pozdrawiali, uznawszy siebie za gości i pielgrzymów na tej ziemi. Ci bowiem, co tak mówią, okazują, że szukają ojczyzny. Gdyby zaś tę wspominali, z której wyszli, znaleźliby sposobność powrotu do niej. Teraz zaś do lepszej dążą, to jest do niebieskiej. Dlatego Bóg nie wstydzi się nosić imienia ich Boga, gdyż przysposobił im miasto. Przez wiarę Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: Z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo. Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, jako podobieństwo [śmierci i zmartwychwstania Chrystusa].

Łk 12,32-48

Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjd ie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Wtedy Piotr zapytał: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich? Pan odpowiedział: Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.

Komu 1


  • Czym jest wiara?

Kiedy mówię, że wierzę, wyrażam przede wszystkim moje zaufanie, moje przekonanie, że to co przyjmuję za prawdę jest nią rzeczywiście, mimo, że nie mogę tego bezpośrednio sprawdzić. A nie mogę tego sprawdzić czasami dlatego, że jest to tylko obecnie niemożliwe, a czasami dlatego, że nigdy nie będę miał możliwości sprawdzenia prawdziwości tego co za prawdę przyjmuję. Kiedy np. wierzę że jutro rano wzejdzie słońce, to nie mogę tego sprawdzić teraz, ale jutro rano się o tym przekonam i moja wiara stanie się pewnikiem. Kiedy wierzę, że ziemia jest kulą, to prawdopodobnie nigdy nie będę miał możliwości bezpośredniego sprawdzenia prawdziwości tego zdania i dlatego opieram się na wierze.

Trzeba jednak podkreślić, że bez takiego aktu wiary, aktu zaufania bardzo często życie moje byłoby niemożliwe. Czy jest możliwe życie, jeśli musiałbym za każdym krokiem sprawdzać, że prawo grawitacji nadal obowiązuje i że przy oderwaniu lewej nogi od ziemi nie ulecę w powietrze?

Najogólniej więc mówiąc, wiara jest racjonalną -a nie tylko emocjonalną- akceptacją jakiejś prawdy, której nie mogę zweryfikować. W tym akcie zaufania czyli wiary opieram się na kilku przesłankach.

Po pierwsze wierzę komuś, kto jest godny zaufania, kto mnie nigdy nie okłamał, nie zawiódł, nie ośmieszył. Wierzę komuś, kto jest specjalistą w jakiejś dziedzinie, np. idąc do lekarza na badania, wierzę, że on zna się na medycynie i diagnozując moją chorobę wie o czym mówi. W tym przypadku opieram się więc na autorytecie i uczciwości osoby, której wierzę. Dlaczego tak się dzieje? Nie mogę sprawdzić i udowodnić wszystkiego, bo jest to poza moimi możliwościami i dlatego coś „przyjmuję coś na wiarę”, na podstawie tego co mówią mi inni, którzy to wiedzą, którzy są kompetentni i którym ufam. Bez tego aktu zaufania i zawierzenia życie byłoby niemożliwe Czy nie jest tak, że im większy autorytet i wiarygodność osoby, której wierzę, tym większa jest moja wiara? Warto być może zauważyć i to, że jednym z najwyższych autorytetów są rodzice. Przykre czy tragiczne doświadczenia w tym względzie rzutują na całe życie człowieka i czasami sprawiają, że człowiek -którego zawiedli rodzice- ma poważne problemy z wiarą, nieraz nie jest w stanie wierzyć w nic ani uwierzyć nikomu. Dlatego tak ważna jest rola rodziców w życiu człowieka.

Po drugie decydując się na akt wiary nie odrzucam mojego sądu, mojej logiki czy rozumu, nie sprzeciwiam się rozumowi, ale opieram się na doświadczeniu innych, godnych zaufania. W tym akcie zaufania wystawiam się wprawdzie bezbronnie na nadużycie lub błąd, ale też w ogromnym stopniu ułatwiam sobie życie, a nawet czynię je w ogóle możliwym. Tak np. dzieje się w szkole gdzie dzieci ufają nauczycielom i „na wiarę” przyjmują, że 2+2=4, a ziemia jest okrągła. Zanim dziecko będzie mogło udowodnić, że 2+2=4 lub sprawdzić czy ziemia jest okrągła musi zaufać nauczycielom, którzy przecież wielokrotnie również nie sprawdzili tej prawdy. Tak więc przyjmując coś z wiarą, nie neguję mojego rozumu, nie odrzucam logiki, ale racjonalnie przyjmuję prawdę, której nie mogę udowodnić lub jej zaprzeczyć. Wiara nie neguje mojej wiedzy, ale ją rozszerza. Na tej zasadzie opiera się cały system nauczania, cały system szkolnictwa.

W tym miejscu koniecznym jest dodanie jeszcze jednego, trzeciego elementu. Wierząc komuś, wierząc że nie jestem oszukiwany muszę również wiedzieć w co wierzę, nie znaczy to że muszę to do końca rozumieć, ale przynajmniej wiedzieć w co wierzę. Dla przykładu, gdybym zapytał ucznia w szkole średniej: „czy wierzysz, że ogólnej teorii względności masa generuje zakrzywienie czasoprzestrzeni?” to obawiam się, że jedyna uczciwa odpowiedź byłaby: „nie mam pojęcia o czym mówisz”. Uczeń taki nie może odpowiedzieć: „wierzę” lub „nie wierzę”, bo najprawdopodobniej nie ma pojęcia o głębi i pięknie ogólnej teorii względności, o jej podstawach, o rachunku tensorowym na którym się ona opiera, i dlatego po prostu nie wie, ale nie może tego ani przyjąć, ani odrzucić. Nie jest w stanie wyjaśnić dlaczego prawda przed chwilą podana jest godna lub niegodna wiary.

Niestety wielu deklarujących się jako wierzący katolicy nie ma zielonego pojęcia o tym w co –rzekomo- wierzą 😦


  • Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie

Mądrość i głębia tego sformułowania wydają się umykać naszemu rozumowaniu. A przynajmniej tak się wydaje gdy patrzymy na tych, którym rzeczywiście wiele dano: politycznych przywódców, posłów, senatorów, ludzi odpowiedzialnych i na stanowiskach…, niekoniecznie tylko państwowych. Nie można oczywiście generalizować, bo i w „tych regionach znajdują się sprawiedliwi”, którzy sprawiają wrażenie, jakby zrozumieli o co Chrystusowi chodzi w dzisiejszej Ewangelii. Niemniej jednak -generalnie rzecz biorąc- sytuacja jest raczej katastrofalna; korupcja, degrengolada, łapówki, chciwość, prywata, zachłanność, nieliczenie się z innymi, egoizm, prawo silniejszego i prawo dżungli … I można by tak w nieskończoność wyliczać.. I to nie tylko na najwyższych szczeblach. I gdzież są ci polscy chrześcijanie? Czy są to ci sami, którzy składają tak piękne deklaracje i uczestniczą honorowo w podniosłych uroczystościach patriotyczno-religijnych? Ludzie biznesu, żerujący na niewiedzy i lękliwości swoich pracowników, przełożeni nadużywający swoich stanowisk dla prywatnych korzyści, ludzie którym więcej dano, nie tylko przecież władzy, czy dóbr materialnych, możliwości czy talentów ale i odpowiedzialności …

Ale i ja … czy mógłbym powiedzieć, że i mnie nie dano wiele? Jak wykorzystuję, to co otrzymałem? Jak traktuję innych? Czy nie zapominam, że obok mnie żyje drugi człowiek, mój brat, który czasami cierpi z powodu mojej głupoty, chciwości, zachłanności, braku życzliwości? Czy nie traktuję innych, moich podwładnych, petentów w biurze, klientów w sklepie „z góry”, z lekceważeniem, z pogardą, arogancko?

  • Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie – 2

W Roku Wiary Kościół ustawicznie zaprasza nas do pogłębiania naszej relacji z Bogiem, do odkrywania i pogłębiania naszej wiary. Bo wiara to właśnie intymna, głęboka relacja ze Stwórcą. Wiara nie może być rzeczywistością martwą, zbiorem kanonów i reguł z których nic, albo prawie nic nie wynika. Nie jest ona tylko wiarą w coś ale jest bardziej zawierzeniem Komuś, zaufaniem i przylgnięciem do Tego, w Kogo wierzę. Człowiek prawdziwie i głęboko wierzący nie potrzebuje ustawicznego przypominania przykazań i norm moralnych, nie potrzebuje straszenia piekłem i karami. Człowiek głęboko wierzący Bogu nie szuka nagród i zachwytów, ale samego Boga, który jest źródłem życia i dawcą wszelkiego dobra. Wiara jest ostatecznym zaufaniem i zdaniem się jedynie na Boga, głębokim przekonaniem, że wszystko zależy od Niego i że nie ma takiej sytuacji w moim życiu z której Bóg nie umiałby znaleźć dla mnie wyjścia. Wiara jest ustawicznym czekaniem, oczekiwaniem w czujności na przyjście Tego, Komu się zaufało.

Człowiek wierzący nie popełnia grzechów nie dlatego, że się boi, lub obawia kary, ale dlatego, że boi się obrazić Boga, Którego kocha i Któremu ufa. Bóg nie chce abyśmy byli zalęknionymi i wystraszonymi niewolnikami, ale kochającymi dziećmi. I dlatego proponuje nam zażyłą personalną relacji przyjaźni, dziecięctwa i miłości. Ale to może się dokonać tylko w głębokiej wierze, we wzajemnym zaufaniu i zwierzeniu. Dlatego daje nam skarb wiary, skarb niewyczerpany i nigdy do końca nie odkryty. Do nas należy rozwijanie tego skarbu, pogłębianie naszej z Bogiem zażyłości. A wtedy oczywiście nie ma mowy i nie ma miejsca na oszukiwanie Boga, na stawianie na swoim, na szukanie swoich korzyści, na mentalność „jak najwięcej przyjemności przy jak najmniejszych konsekwencjach”. W wierze nie tylko Bóg ma być miłowany i szanowany, ale i bliźni, który jest dzieckiem bożym, moim bratem, moją siostrą. W wierze, wszystko co mam widzę jako dar Boży, jak coś co zostało mi dane przez Ojca, abym się tym dzielił. Nie ma miejsca na zazdrość, na prywatę, na egoizm, na myślenie tylko o sobie i swoich korzyściach. Dlatego być może słowa wypowiedziane przez Jezusa na zakończenie dzisiejszej Ewangelii, „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą„można zrozumieć i w taki sposób: wszystko zostało mi dane, co więcej na Chrzcie Świętym otrzymałem największy skarb, skarb wiary. I moim obowiązkiem jest skarb wiary rozwijać i wprowadzać go w czyn codziennym życiem. Moim obowiązkiem jest dzielić się wszystkim co otrzymałem, także –a może przede wszystkim- skarbem wiary.

Niestety to co powyżej, w zestawieniu z naszą codziennością wydaje się być utopią, nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością. Dlaczego? Przecież na co dzień żyjemy wśród „ludzi wierzących”, otaczają nas uczniowie Chrystusa, pracujemy z ludźmi, którzy w niedzielę w czasie Eucharystii wypowiadają uroczyście słowa: „Wierzę w jednego Boga”, którzy się spowiadają i przyjmują Komunię Świętą, którzy nawet czasami się modlą … i co z tego? Są tacy, którym dano wiele, bardzo wiele i co? Wygląda na to, że im raczej stale za mało …

Ale i ja sam … czy mógłbym powiedzieć, że i mnie nie dano wiele? Jak wykorzystuję, to co otrzymałem? Jak traktuję innych? Czy nie zapominam, że obok mnie żyje drugi człowiek, mój brat, który czasami cierpi z powodu mojej głupoty, chciwości, zachłanności, braku życzliwości? Czy nie traktuję innych, moich podwładnych, petentów w biurze, klientów w sklepie „z góry”, z lekceważeniem, z pogardą, arogancko? Czy i do mnie Chrystus nie kieruje dzisiaj tych słów ostrzeżenia: „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą„?

Jaka jest moja wiara? Czy jest to tylko zbiór pustych regułek, bez znaczenia i deklaracji bez pokrycia? Wiara ma przecież przemieniać całe moje życie, anie być jedynie odświętnym garniturkiem do noszenia w niedzielę.

 

XVIII Niedziela w ciągu roku – C

Koh 1,2. 2,21-23

Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko marność. Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność.

Kol 3,1-5. 9-11

Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale. Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w /waszych/ członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem. Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu /Boga/, według obrazu Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich /jest/ Chrystus.

Łk 12,13-21

Wtedy ktoś z tłumu rzekł do Niego: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem. Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.

GŁUPCZE 1


Głupcze … komu przypadnie to co nagromadziłeś …

Księga Koheleta rozpoczyna się od słów:

„הבל הבלים, הכל הבל”

Wulgata przetłumaczyła to jako:
Vanitas vanitatum et omnia vanitas …

Polska Biblia Tysiąclecia jako:
Marność nad marnościami i wszystko marność.

Ale mnie najbardziej podoba się oryginał:
Absencja sensu, i wszystko bzdura!
(Kohelet 1,2 )

Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami i wszystko marność ...” Ale ty w to nie wierzysz. Ty jesteś przekonany, że będziesz żył wiecznie i dobra, które tak skrupulatnie gromadzisz będą ci zawsze służyć! Można by wpaść w apatię i przygnębienie słuchając słów Koheleta lub słów Jezusa, który potwierdza mądrość zawartą w pierwszym czytaniu. Można by, gdyby nie fakt, że Jezus daje jednocześnie odpowiedź na pytanie: „A co w zamian?” „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą ...” to co macie, wykorzystujcie raczej do czynienia dobra i w ten sposób gromadźcie sobie skarby trwałe, w niebie.

Dawno temu ktoś napisał do mnie w bardzo poetycki, a zarazem wstrząsający sposób:

Co cię zajmuje rzeźbiarzu mgły i tkaczu przygodności?
Wyrywasz istnienie z zawiasów, idziesz w swoją stronę.
Aresztujesz duszę niebosiężnym murem materialności i zmysłowości.
Wsiadasz do – moralnie prowizorycznego – wehikułu,
|oddajesz się w ręce ‚inżynierów zepsucia’
i zanurzasz się w obszarach chaosu, cywilizacji śmierci.
Pędzisz sytą autostradą powierzchowności,
|ukrywasz przed Krzyżem w laboratoriach doczesności,
w pałacach rozrywki, w prywatnych wytwórniach bezsensownego sensu.
Mozolnie haftujesz czarodziejską impregnację przeciwko cierpieniu i przemijaniu,
przeciwko wieczności i niebu …

I trwa w tobie odejmowania życia…
I znajdują cię nieprzytomnego w duchowych slumsach. 

Uwieczniamy się w czasie.
Ileż zostanie w nas z wiecznego,
gdy świat zasypuje człowieka ofertami zabijania czasu,
spróchniałą materialnością?
Wciąż wlecze w sobie człowiek syndrom syna marnotrawnego,
który jakby nieuchronnie musiał przechodzić
przez obszar zamiany królewskiego jadła … na karmę wieprzów.

I stale powracające słowa Koheleta:
Marność nad marnościami i wszystko marność …
Absencja sensu, i wszystko bzdura!

i pytanie Jezusa:
Głupcze, komu przypadnie to, co tak zachłannie gromadzisz?

Jakże często w pogoni za dobrami materialnymi, za luksusem, za wygodą, za zyskiem i sukcesem zapominamy o tej prostej prawdzie, którą z taką bezwzględnością przypomina nam Hiob: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę.” (Hiob 1,21) i nic z tego świata ze sobą nie zabiorę. Na pewno nic z tego co nagromadziłem, a jeśli już – to raczej to, co rozdałem …