V Niedziela w ciągu roku – C

Iz 6,1-8

W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię.Serafiny stały ponad Nim; I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem. I powiedziałem: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech. I usłyszałem głos Pana mówiącego: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie!

1Kor 15,1-11,13

Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którąście przyjęli i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem… Chyba żebyście uwierzyli na próżno. Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli. Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał.

Łk 5,1-11

Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Bojaźń Boża

Biada mi ! Jestem zgubiony! Wszak jestem człowiekiem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach„. – lęk Izajasza.

Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny„. – lęk Szymona Piotra.

Bóg na pewno jest Tajemnicą, która napawa lękiem – Misterium Tremendum. Nie jest to jednak strach i obawa, ale właśnie święty lęk, bojaźń Boża (początek mądrości) wypływająca ze świadomości własnej grzeszności, małości i znikomości wobec Nieogarnionego. Odruch Izajasza i Szymona-Piotra jest jakby naturalnym uznaniem Świętości Boga i nicości człowieka. I to dopiero jest początkiem mądrości. Bóg jednak nie pogardza małością człowieka, ale chce go z jego słabości podnieść i uczynić dzieckiem Bożym. Z przelęknionego Izajasza czyni proroka pełnego mocy, ze skonfundowanego Szymona czyni Opokę-Piotra, skałę Kościoła, któremu powierza klucze Królestwa Niebieskiego. Bóg nie miażdży swoją wielkością i nie przytłacza, nie niszczy, nie depta człowieka w jego małości, ale chce go podnieść do poziomu swojej boskości. On zna nas bardziej niż my sami siebie … I nie tylko zna. On kocha każdego z nas miłością jedyną i wyłączną, nieodwołalną. I nie oczekuje od nas strachu, lęku, ale miłości … miłości, która zawiera w sobie szacunek i bojaźń Bożą, a nie lekceważenie i odrzucenie.

„Nim ja ukształtowałem Cię

w łonie Matki Twej

już wtedy znalem Cię

i nim przyszedłeś na ten świat

ustanowiłem Cię

prorokiem swym”.

Pozwólmy się opanować poczuciu szacunku, uwielbienia, czci i bojaźni Bożej. Ona nas nie niszczy, ale stawia w prawdzie o nas samych wobec Nieogarnionego. A On potrafi i chce nas podnieść do wysokości swojej Świętości.

A ci, którzy jak Izajasz i Piotr, i Apostołowie uznali wielość Boga, zostają też -jak Izajasz i Piotr, i Apostołowie- powołani do bycia świadkami, mimo że sami są świadomi swojej małości.

BÓG BOWIEM NIE POWOŁUJE DOSKONAŁYCH, ale UDOSKONALA WYBRANYCH.

diagnoza szaleństwa …

Perwersyjne poszukiwanie prymitywnych, przyjemności biologicznych pcha całą zachodnią cywilizację w szaleństwo. Nikt nie reaguje, nikt nie protestuje obawiając się, że będzie oskarżony o osądzanie i chamstwo. Poprawność polityczna i „uprzejmość” są najważniejszymi i JEDYNIE poprawnymi postawami wobec kapryśnego i dekadenckiego społeczeństwa. Wydaje się że popełniamy masowe samobójstwo; moralne, kulturowe, socjologiczne, a nawet biologiczne w atmosferze powszechnego permisywizmu …. I wszyscy wydają się być szczęśliwi i zadowoleni … Na jak długo?

Zło i niemoralność są coraz bardziej aroganckie i tsunami moralne, przechodząc przez całą zachodniej cywilizacji pozostawia po kolejnych falach całkowitą klęską i absolutne ruiny. Jest truizmem powiedzenie, że cywilizacja umiera …

Ludzie zachowują się jak nieznośne rozkapryszone dzieci. Wszystko chcą mieć od razu, a najlepiej na wczoraj. Nieważne czy jest im to potrzebne czy nie,  czy jest to dobre i moralne czy nie. Byle dawało przyjemność!!! I ta właśnie mentalność jest jedną z głównych przyczyn niesprawiedliwości. Kto głośniej krzyczy tego zachcianki są spełniane, bez oglądania się na innych.

A ludzie? „jedzą i piją, kupują i sprzedają, sadzą i budują” ….. absolutnie nieświadomi tego, co naprawdę dzieje się z tą przewrotną cywilizacją, …. jak na Titanicu.

Łk 17:26-30
„Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.”

tsunami 2

IV Niedziela w ciągu roku – C

Jr 1,4-5,17-19

Pan skierował do mnie następujące słowo: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać.

 

1Kor 12,31-13:13

Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,

nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

 

Łk 4,21-30

Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

 

Nie masz proroka wśród swoich …

Przyjęcie z jakim spotkał się Jezus w Nazarecie, wydaje się być typowym dla środowisk ludzi małych, zazdrosnych i niedowiarków. Najtrudniej jest uwierzyć i zaufać komuś, kogo znamy i kto wydaje nam się „swojakiem”. A jeszcze trudniej jest słuchać, gdy ktoś taki „wygarnia nam” nasze grzechy, mówi o naszych słabościach i przywarach, o naszych błędach i nałogach. To nas gniewa i drażni o wiele bardziej niż gdyby mówił nam to ktoś zupełnie obcy. Tak właśnie potraktowano Jezusa w Nazarecie Jego rodzinnym mieście, gdzie wszyscy Go znali. Oni jednak nie chcieli Jego pouczeń, ale cudów. Nie chcieli Go słuchać, a już szczególnie nie chcieli słuchać gdy mówił o zatwardziałości i uporze ich serc. Czyż nie jest tak i wśród nas ?

A szkoda, bo ci, których naprawdę znamy, znają i nas. I to właśnie oni wiedzą o nas najwięcej i jeśli zwracają nam uwagę z miłością -o jakiej mówi św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu- to przecież możemy być pewni, że jest to tylko i wyłącznie dla naszego pożytku i dobra. Chciałoby się nawet powiedzieć: „Nie słuchaj tych, którzy ci przyklaskują i kadzą, bo to cię tylko wpędza w pychę i samozadowolenie. Słuchaj raczej tych, którzy cię krytykują, bo jeśli robią to z miłością, to przecież jest to jedynie dla twojego dobra.

Niestety przeważają w nas jednak uczucia małe i przyziemne; pycha, zarozumiałość, zazdrość, gniewliwość, fałszywy wstyd … I dlatego też tak trudno jest nam przyjąć uwagę ze strony naszych bliskich i chcielibyśmy im powiedzieć: „Lekarzu ulecz samego siebie„, tak jak Jezusowi w Nazarecie

Czy jednak nie warto by było czasami posłuchać tych, którzy nas krytykują?

Cesarz Marek Aureliusz modlił się podobno: „Panie, chroń mnie przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z prawdziwymi wrogami sam sobie poradzę„.

A może i mnie fałszywi przyjaciele wyrządzają większą szkodę (mydląc mi oczy) i schlebiając, niż ci, których uważam za wrogów, bo ośmielają się mnie krytykować …?

Słuchając Ewangelii o odrzuceniu Jezusa przez jego ziomków chrześcijanie wszystkich czasów powinni pytać się o swoją wierność wobec Bożych planów. Żyjemy w społeczeństwie tradycyjnie chrześcijańskim. I nam może się przydarzyć, że w imię wierności jakieś przyjętej przez nas wizji chrześcijaństwa, chrześcijańskiego społeczeństwa, odrzucamy prawdziwe orędzie Jezusa Chrystusa. A proroków, którzy wykazują nam błędy chcielibyśmy strącić w przepaść. Jeśli nie dosłownie, to na pewno w otchłań potępienia za rzekome herezje i wrogość wobec Kościoła.

 

Homilia po angielsku

Fourth Sunday in Ordinary Time – Cycle C

Jer 1:4-5, 17-19;    1 Cor 12:31—13:13 or 13:4-13;                       Lk 4:21-30

 

  1. Some years ago a popular song told us, „What the world needs now is love, love, love.” Perhaps the composer of this song was inspired by St Paul’s letter to the Corinthians. At any rate, Paul of Tarsus would totally agree with the main lines of the song.

This chapter has been correctly called a hymn of love. I suppose too we might name it a hymn to love. Many would argue that the thirteenth chapter of first Corinthians is not merely the finest prose in St Paul’s letters but also in the entire New Testament. Authors of whatever stripe would consider their oeuvre complete if they could run off such a sublime message on their word processors. The Holy Spirit had full burners working when He inspired Paul of Tarsus on this passage.

All of us at some time have asked in one form or another, „What is love?” There are of course many answers to the query. The one offered by mystics is the one I find most satisfying. They would say simply that love is a person. His name is Jesus. And, if you want to be an authentic lover, become that Jesus. He is the „lure let down to tempt the soul to rise.”

Someone suggests a trick for our instruction. Wherever Paul mentions the word „love,” we should substitute the word „Jesus.” Listen!

Jesus is always patient and kind. He is never jealous. Jesus is never boastful or conceited. He is never rude or selfish. Jesus does not take offense and is not resentful. He takes no pleasure in other people’s sins but delights in the truth. Jesus is always ready to excuse, to trust, to hope, and to endure whatever comes.

The glorious language does fit our Leader well, does it not?

But suppose that wherever St Paul mentions love, we substitute our own names. Is there anyone here who thinks the language fits us? If anything, we should grow red in the face – all of us – and hopefully sigh our regrets. Yet, the exercise does tell us the direction we, Christ followers should be heading.

  1. Someone described a biblical prophet as one who comforts the disturbed and disturbs the comfortable. Such a prophet was Jeremiah. Such a prophet is Jesus. Jesus’ public ministry begins with a disaster. Think about it. Of his entire time on earth (33 years), Jesus spent about 90% in Nazareth. The Nazarenes knew him intimately – or at least they thought they did. When he stood up to do the reading, the people at first reacted with delight. But then came a change. He told them something that shocked them. This prophecy of Isaiah, he said, has been fulfilled … in me. At those words the Nazarenes wanted to kill him.

We have to step back and consider what was going on. The Nazarenes knew Jesus as a neighbour – and no doubt a very good neighbour. What scandalized them was that this man was saying he is the axis of history. That was a big claim but Jesus was ready to back it up. The Nazarenes would have none of it.

It is difficult to accept any prophet—someone who comes along with a new way of thinking or a radical idea which undermines our established way of thinking. Jesus was no accepted in Nazareth because he dare to criticize, and the people didn’t expected from him a teaching but the miracles. It was the stubbornness and obstinacy of their harts that caused their anger. Is it not similar among us?  Are we also not angry with somebody who is trying to correct us and to help us out of errors and mistakes?

And this is a pity, because those who dare to criticize us, those who have enough courage to make corrections are our true friends. We can even say: “Don’t listen to those who are applauding and admiring you, because you will become too proud and boastful. Listen rather to those who are strong and courageous enough to show you your mistakes. They will certainly improve the quality of your life.

Roman Emperor, Mark Aurelius used to pray every day: “Lord, protect me from the false friends because with the true enemies I can handle myself”. Very often the false friends are glorifying and applauding causing the biggest damages.

 

Kazanie do druku TUTAJ

 

4 niedziela okresu zwykłego – rok C

Wprowadzenie do Mszy Świętej

Ofiara Eucharystyczna jest zaproszeniem do włączenia się w misję Chrystusa. Przychodzimy tutaj nie po to, aby być biernymi obserwatorami, ale zaangażowanymi uczestnikami, autentycznymi świadkami. Na początku tej Mszy przeprośmy Boga za to, że tak często o tym zapominamy i nie traktujemy poważnie naszego powołania.

Homilia

Każdy z nas jest powołany. Powołanie do dawania świadectw Chrystusowi to nie tylko „biznes” dla księży. Co więcej każdy z nas jest powołany aby być prorokiem, aby napominać i nawoływać do nawrócenia, szczególnie wśród naszych bliskich, w naszej rodzinie. Przez Sakrament Chrztu stajemy się uczestnikami potrójnej misji Chrystusa; Kapłana, Króla i Proroka. Tylko, czy my zdajemy sobie z tego sprawę? Czy my poważnie traktujemy nasze chrześcijańskie powołanie? Kiedy mówimy o powołaniu to myślimy raczej o księżach i zakonnikach lub zakonnicach. Wśród nich szukamy kapłanów i proroków. My raczej ustawiamy się na pozycji obserwatorów i biernych „odbiorców tanich na ogół usług religijnych”. Niechętnie myślimy o tym, że i my również jesteśmy POWOŁANI.

A przecież słowa skierowane w dzisiejszym pierwszym czytaniu do Jeremiasza doskonale odnoszą się i charakteryzują powołanie każdego z nas. Pan także do ciebie kieruje słowa: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się … gdyż Ja jestem z tobą … aby cię ochraniać.” Jeśli przyjąłeś Chrzest to przyjąłeś także misję bycia prorokiem we współczesnym -niestety- coraz bardziej poganiejącym świecie.

Warto to sobie bardzo wyraziście uświadomić w Roku Miłosierdzia ogłoszonym przez Papieża Franciszka. Każdy z nas jest powołany do dawania świadectwa Chrystusowi i każdy z nas musi być przygotowany na niezrozumienie, na kpiny, na wyszydzenie i ośmieszenie, jak Chrystus został ośmieszony i zlekceważony w Nazarecie w swojej rodzinnej miejscowości. Każdy z nas musi się pogodzić z prawdą, że czasami trzeba być prorokiem wśród swoich, i że będzie się źle przyjętym i niezrozumianym, lub zrozumianym opacznie. Musimy być tego świadomi, że we współczesnym świecie nawet nasi bliscy będą się z nas naigrawać i odrzucać wartości religijne i moralne, głoszone przez Kościół i nauczanie naszego Pana. Doświadczymy niejednokrotnie gorzkiej prawdy słów Chrystusowych: „Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.” Najtrudniej jest uwierzyć i zaufać komuś, kogo się zna i kto wydaje się „swojakiem”. A jeszcze trudniej jest słuchać, gdy ktoś taki „wygarnia” grzechy, mówi o słabościach i przywarach, o błędach i nałogach. To gniewa i drażni o wiele bardziej niż gdyby mówił to ktoś zupełnie obcy. Tak właśnie potraktowano Jezusa w Nazarecie Jego rodzinnym mieście, gdzie wszyscy Go znali. Oni bowiem nie chcieli Jego pouczeń, ale cudów.

Jeśli chcemy być wierni Mistrzowi, to musimy przyjąć, że i my tak będziemy traktowani, ale też … Musimy przyjąć fakt, że czasami do nas przyjdzie ktoś kogo znamy i będzie dla nas prorokiem, niewygodnym i trudnym do przyjęcia. Warto pamiętać o tym, gdy ktoś uczciwie i bez złośliwości zwraca nam uwagę. Pan Bóg posyła nam wtedy właśnie proroka, aby nam pomógł.

Gdy Jezus nauczał w Nazarecie, nie chcieli Go słuchać, a już szczególnie nie chcieli słuchać gdy mówił o zatwardziałości i uporze ich serc. Czyż nie jest tak i wśród nas ? A szkoda, bo ci, których naprawdę znamy, znają i nas. I to właśnie oni wiedzą o nas najwięcej i jeśli zwracają nam uwagę z miłością -o jakiej mówi św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu- to przecież możemy być pewni, że jest to tylko i wyłącznie dla naszego pożytku i dobra. Chciałoby się nawet powiedzieć: „Nie słuchaj tych, którzy ci przyklaskują i kadzą, bo to cię tylko wpędza w pychę i samozadowolenie. Słuchaj raczej tych, którzy cię krytykują, bo jeśli robią to z miłością, to przecież jest to  dla twojego dobra.

Cesarz Marek Aureliusz podobno miał się modlić tak: „Boże, chroń mnie przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z prawdziwymi wrogami sam sobie poradzę„.

A może i mnie fałszywi przyjaciele schlebiając mi wyrządzają większą szkodę, niż ci, których uważam za wrogów, bo ośmielają się mnie krytykować …?

Modlitwa wiernych

Ojcze Wszechmogący daj nam prosimy być Twoimi wiernymi i nieustraszonymi świadkami wśród zmieniającego się świata i głosić Twoją miłość i prawdę tam, gdzie panuje niezrozumienie, nienawiść i egoizm.

1          Za Papieża, biskupów i kapłanów, aby nigdy nie obawiali się być niepopularnymi głosząc Twoje Królestwo i nawołując do pokuty i nawrócenia                Ciebie prosimy …

2          Daj naszym duszpasterzom odwagę głoszenia niepopularnych ale zbawiennych prawd, a nam daj pokorę do ich przyjęcia                 Ciebie prosimy …

3          Daj nauczycielom mądrość i roztropność w dawaniu świadectwa Tobie, a uczniom odwagę i zrozumienie w przyjmowaniu nauki                 Ciebie prosimy …

4          Pozwól i nam z radością i odwagą  świadczyć o Tobie autentycznym przykładem życia ucznia chrystusowego świadczyć                       Ciebie prosimy …

5          Wszystkim, którzy lękają się lub są niepewni udziel Twego Ducha mądrości, rozwagi i męstwa w wiernym wyznawaniu Twojego Syna                       Ciebie prosimy …

Ty posłałeś swojego Syna, Odwieczne Słowo, aby nam objawić siebie i przyprowadzić nas do jedności z Tobą, wspieraj nas na drodze do zbawienia mądrością i pokorna odwagą Twoich sług a naszych pasterzy przez Chrystusa jedynego i Dobrego Pasterza, Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen

 

Słowo przed rozesłaniem

Za chwilę usłyszymy słowa „Idźcie, Ofiara spełniona”. Nie jest to zaproszenie do zapomnienia, ale raczej do głoszenia naszym codziennym życiem prawdy o Bogu, Który czeka na nasze nawrócenie. Bądźmy prorokami prawdy i miłości Boga, w naszych rodzinach, w naszym środowisku i wśród dzisiejszego świata, tak często odchodzącego od Boga.

 

III Niedziela w ciągu roku – C

Ne 8,1-4a.5-6.8-10

Wtedy zgromadził się cały lud, jak jeden mąż, na placu przed Bramą Wodną. I domagali się od pisarza Ezdrasza, by przyniósł księgę Prawa Mojżeszowego, które Pan nadał Izraelowi. Pierwszego dnia miesiąca siódmego przyniósł kapłan Ezdrasz Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać. I czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy rozumieli; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa. Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu. Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu – znajdował się bowiem wyżej niż cały lud; a gdy ją otworzył, cały lud się podniósł. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud z podniesieniem rąk swoich odpowiedział: Amen! Amen! Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi. Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie. Wtedy Nehemiasz, to jest namiestnik, oraz kapłan-pisarz Ezdrasz, jak i lewici, którzy pouczali lud, rzekli do całego ludu: Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie! Cały lud bowiem płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa. I rzekł im Nehemiasz: Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie – poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Panu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją.

 

1Kor 12,12-30

Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne [członki]. Jeśliby noga powiedziała: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała – czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała – czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył [różne] członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem zaś wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie jesteś mi potrzebna, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was. Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?

 

Łk 1,1-4. 4,14-21

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane:

Duch Pański spoczywa na Mnie,

ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,

abym ubogim niósł dobrą nowinę,

więźniom głosił wolność,

a niewidomym przejrzenie;

abym uciśnionych odsyłał wolnymi,

abym obwoływał rok łaski od Pana.

Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.

 

Dobra Nowina

Jezus przyszedł na ziemię, aby:

– ubogim głosić dobrą nowinę

– a nie bogatym możliwość większych obrotów i większych bezprawnych zysków,

– więźniom głosić wolność

– a nie prześladowcom możliwość bestialskiego znęcania się i samowolę,

– niewidomym głosić przejrzenie

– a nie wszystkowiedzącym pychę i samozadowolenie,

– uciśnionym głosić wyswobodzenie

– a nie ciemięzcom większą swobodę i bezkarność w wyzyskiwaniu,

– chorym głosić uzdrowienie

– a nie zdrowym i dobrze się mającym przepych i jeszcze większy dostatek,

– skruszonym w sercu głosić przebaczenie

– a nie zadufanym w sobie i pełnym pychy wolność w popełnianiu najwymyślniejszych grzechów,

– aby obwoływać rok łaski od Pana

– a nie odwołanie wszystkich praw i nakazów moralnych i etycznych,

Syn Boży przyszedł na ziemię, aby leczyć wszystko co pokaleczone i podnosić wszystkich tych, którzy zdolni są rozpoznać i uznać swoją słabość. Przyszedł właśnie do słabych, a nie do dobrze się mających, do pogardzanych i odrzuconych, a nie do pyszałkowatych i zarozumiałych … i nie do tych, co sami umieją się urządzić. I ci drudzy nigdy Go nie rozpoznają ani nie zrozumieją. Dla nich Ewangelia będzie zawsze odstręczająca i nie do przyjęcia.

Do której grupy ja należę … ?

Czy aby nie pogardzam tymi, którzy -według mnie- są słabi i nic nie znaczący?

Czy aby nie wynoszę się ponad tych, którzy -według mnie- są grzesznikami?

Czy aby sam siebie nie stawiam ponad innymi, a tym samym poza zbawieniem?

Warto -być może- przypomnieć słowa jednego z Ojców Kościoła z IV wieku, cytowane przez Papieża Jana Pawła II na jednej z audiencji generalnych:

„Poczucie wina jest bardziej opłacalne niż niewinność. Niewinność może uczynić mnie aroganckim, poczucie winy zaś uczy mnie pokory.”

A Chrystus przyszedł nie do dobrze się mających i zadufanych w sobie, ale do grzeszników …

Kazanie do druku TUTAJ

 

II Niedziela w ciągu roku – C

Iz 62,1-5

Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie spocznę, dopóki jej sprawiedliwość nie błyśnie jak zorza i zbawienie jej nie zapłonie jak pochodnia. Wówczas narody ujrzą twą sprawiedliwość i chwałę twoją wszyscy królowie. I nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana oznaczą. Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie będą więcej mówić o tobie „Porzucona”, o krainie twej już nie powiedzą „Spustoszona”. Raczej cię nazwą „Moje w niej upodobanie”, a krainę twoją „Poślubiona”. Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje.

 

1Kor 12,4-11

Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.

 

J 2,1-12

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

 

Cud w Kanie Galilejskiej

Przez cud w kanie Galilejskiej Chrystus objawia nam nie tylko swoją boską naturę i pochodzenie, ale być może także prawdę o naszej, ludzkiej naturze sprzed grzechu pierworodnego. Cudowne przemienienie wody w wino, a później rozmnożenie chleba, liczne uzdrowienia, wskrzeszenie Łazarza, młodzieńca z Naim i córki Jaira, uciszenie burzy na morzu … Wszystkie te cuda są na pewno objawieniem Boskiej mocy Chrystusa, Jego Synostwa Bożego. W nich ukazuje się pełnia władzy Chrystusa nad światem, nad materią, nad życiem. W nich jednak chyba pokazuje Chrystus również, co utracił człowiek przez grzech pierworodny i do czego ostatecznie jest powołany.

Kiedy Bóg stworzył świat, oddał całą naturę pod władzę człowieka. Natura stała się poddana człowiekowi w całej rozciągłości wraz z przykazaniem „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Natura była człowiekowi przyjazna i poddana, a człowiek uczestniczył w Boskim dziele stworzenia z radością twórcy. To dopiero nieszczęście grzechu pierworodnego uczyniło naturę nieprzyjazną człowiekowi, musiał on ją ujarzmiać i wydobywać z niej pokarm „w pocie czoła”. Praca stała się ciężarem, natura przestała być i nie jest już podległa człowiekowi. Chrystus więc w swoich cudach pokazuje również na czym polega -między innymi- synostwo Boże.

Ale jest w tym cudzie przemienienia wody w wino również coś bardzo ludzkiego, coś bardzo swojskiego. Chrystus, Syn Boży, druga Osoba Trójcy Świętej nie stroni i nie odżegnuje się od „małych, ludzkich kłopotów”. On uczestniczy w ludzkiej radości, dzieli ludzkie smutki i próbuje im zaradzić. Nie jest Bogiem dalekim i wyniosłym, odległym i nieczułym na małe ludzkie problemy.

Jest w tym wydarzeniu jeszcze jeden wzruszający moment. To Matka zwraca Synowi uwagę na kłopot gospodarzy wesela. To Matka –niejako- namawia swojego Syna do nadzwyczajnej interwencji. To Ona zauważyła zakłopotane gospodarzy i w sposób naturalny zwraca się do Syna o pomoc. Przecież jest On Bogiem, jest Panem Nieba i ziemi, przecież On na pewno potrafi zaradzić kłopotliwej sytuacji …

I jeszcze jedno, Jej słowa: „Zróbcie cokolwiek On wam każe …„. Gdybyśmy tylko posłuchali Jej rady i robili to, co Jej Syn nam każe …

Warto z uwagą wczytać się w ten fragment ewangelii według św. Jana. Jest tam tak wiele lekcji dla nas, tak wiele wątków i tak wiele mądrości …

 

Kazanie po angielsku

II Sunday in Ordinary Time – C

The wedding in Cana

The wedding feast at Cana in Galilee touches us so much because we can identify with and feel for the young couple just married. In spite of their best calculations, during the wedding feast, the wine ran short. The bridegroom is exposed to a lot of embarrassment on the very day of his wedding. With a mother’s intuition, Mary sensed and discovered what the problem was. She immediately approached her Son, Jesus, and appealed to him to do something about it, saying: “They have no wine.” Jesus revealed his glory through his first great sign by changing water into wine.

The miracle of Cana is the transformation of water into ‘the best wine’. What was colourless and bland becomes colourful and sparkling, a source of joy and energy. Though we are free to apply the story to any experience of transformation, it is highly significant that the stone jars ‘meant for the ablutions that are customary among the Jews’; this is a transformation of the Jewish religion—it had become bland, self-centred, focused on personal purity. Now it is renewed and brings joy to others.

It is a common theme of the gospels that Jesus’ mission was to transform the religion of his time and make it more humane—‘the Sabbath is for human beings, not human beings for the Sabbath’. In Jesus’ parables the kingdom is often compared to a wedding feast. When the Pharisees complained that Jesus’ disciples did not fast, he answered that ‘the bridegroom was with them’. In contrast with John the Baptist, Jesus ‘comes eating and drinking’.

We are doing things as we always have done, relating with family, friends and fellow-workers as before. When we hear that the people around us have ‘no wine’, we see no reason why they should turn to us. Like Jesus, we say: ‘My hour has not yet come’. We are afraid to get involved; we like to remain in our comfort zone, untouched by the pain of others. So often we act as if this is not our concern.

Mary’s words to Jesus at the wedding feast of Cana are echoing in many countries today. Men and women have ‘no wine’ to share with their families, since the wine which nature provided for the festivals has all gone, plundered by the modern economy, industrial estates and misdirected projects.

Today, let us earnestly pray that we may receive God’s grace to enter into a new level of commitment, taking charge of the situation and answering the need, ‘transforming water into wine’, and become agents of social change.

*************

The miracle at Cana

Through the miracle at Cana, Christ not only reveals his divine nature and origin, but (perhaps) also the truth of our own, human nature before the original sin. Wonderfully turning water into wine, and then multiplying the loaves, performing many healings, causing the resurrection of Lazarus, a young man of Naim and the daughter of Jairus, silencing a storm at sea … All these miracles are certainly the revelation of the divine power of Christ, his divine Sonship. All these miracles show the power of Christ and the fullness of His power over the world, over matter, of life. In these we can see however, that Christ is “what the man used to be, what he had lost by original sin and what is ultimately our final vocation and destination”.

When God created the world, He gave all the power over the nature to the human. Nature has become subject to man in its entirety including the commandment „labour the earth”. Nature was friendly to man and God involved man in the divine work of creation with the joy of a creator. This is the evil of the original sin, made the nature hostile to man, he had to tame it and extract from it the food in sweat.” Work became a burden, nature has ceased to be and is no longer subordinate to man. Christ, then in his miracles also shows what is to be the sons of God.

But in this miracle of transforming the water into wine, we can see also something very human, something very familiar. Christ, the Son of God, Second Person of the Trinity does not avoid and rejects the „small, human problems.” He participates in human joys, sorrows and problems of people trying to solve them. God is not distant and haughty, distant and indifferent to the small human problems.

In this event there is yet another moving moment. The Mother draws Son’s attention to the problem of the young couple. The mother -in a certain sense- urges her Son to intervene. She noticed what embarrassed the hosts and naturally asks the Son for help. After all, He is God, the Lord of heaven and earth, yet he certainly can deal with a difficult situation…

And one more thing, her words: „Do whatever He tells you…” If we only listen to her advice and do what her Son tells us…

It is worth to carefully read the passage from today’s Gospel. There are so many lessons for us, so many threads and a lot of wisdom…

Kazanie do druku TUTAJ

Niedziela Chrztu Pańskiego – C

Iz 40,1-5. 9-11

Pocieszcie, pocieszcie mój lud! – mówi wasz Bóg.

Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie swe grzechy. Głos się rozlega: Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. Wtedy się chwała Pańska objawi, razem ją wszelkie ciało zobaczy, bo usta Pańskie to powiedziały. Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny w Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: Oto wasz Bóg! Oto Pan Bóg przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata. Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie.

 

Tt 2,11-14. 3:4-7

Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud wybrany na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków. Gdy zaś ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi, nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego.

 

Łk 3,15-16.21-22

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

 

Znaczenie Chrztu …

Chrzest jest na pewno pierwszym i najpotrzebniejszym sakramentem, potrzebnym koniecznie do zbawienia, ale …. DLACZEGO?

Warto sobie uświadomić kilka momentów historio-zbawczych z życia Chrystusa. Po 30 latach życia ukrytego, Jezus z Nazaretu udaje się na 40 dni na pustynię. Tam kuszony przygotowuje się do swej trzyletniej misji mesjańskiej. Rozpoczyna ją niejako oficjalnie właśnie od Chrztu w Jordanie. W tym momencie w historii całej ludzkości dokonuje się dramatyczny przełom. Mówiąc obrazowo, wypędzony z nieba Adam może rozpocząć drogę powrotną.

Jakie jest znaczenie tego faktu? Można powiedzieć, że początek misji Chrystusa, czyli Chrzest w Jordanie, to początek nowego stworzenia. Po grzechu pierworodnym ludzkość odchodziła, oddalała się od Boga. Chrystus -właśnie Chrztem w Jordanie- rozpoczyna drogę powrotną dla ludzkości. Od tego momentu, od tego sakramentu ludzkość zaczyna wracać do utraconego raju. Sam Bóg posyła swego Syna, aby właśnie przez ten sakrament drogę powrotną nam otworzyć. Przez sakrament Chrztu odzyskujemy to, co utracili pierwsi rodzice: dziecięctwo Boże, Łaskę Uświęcającą, prawo do nieba. Przez Chrzest stajemy się żywymi członkami Kościoła – Ciała Chrystusowego. Od Chrztu rozpoczyna się nasza droga powrotna do utraconego raju, rozpoczyna się nasz proces „nowego stworzenia”.

Druga uwaga odnosi się do tego właśnie procesu „nowego stworzenia”. Bo jest to rzeczywiście proces, a nie jednorazowy akt. Chrystus rozpoczyna ten proces właśnie przez Chrzest w Jordanie, ale prowadzi Go on do Wielkiego Piątku Męki i Śmierci, a w końcu do Wielkiej Nocy Zmartwychwstania. Nie można o tym zapomnieć, że i dla każdego z nas proces ten musi prowadzić przez Wielki Piątek do Wielkanocy. Nie ma innej drogi, nie ma innej możliwości. Dlatego w pierwotnej liturgii Chrzest nazywano „zanurzeniem w śmierci Chrystusa”, lub „zanurzeniem w śmierci z Chrystusem”. Nie są to tylko piękne i słowa i teologiczne dywagacje. Przez Chrzest naprawdę zanurzamy się w śmierć, aby razem z Chrystusem zmartwychwstać. Jeśli o tym fakcie zapomnimy, to nasze chrześcijaństwo będzie przeżyciem głębokiego rozczarowania, nasza przynależność do Chrystusa będzie tylko powierzchowna i frustrująca. Chrzest jest zanurzeniem w śmierci.

I trzecia uwaga to przypomnienie, że na tej drodze powrotnej do utraconego raju, w tym bolesnym procesie „nowego stworzenia” Chrystus daje nam bardzo realne i konkretne pomoce i środki do zrealizowania tego zadania. A są to; założony przez Niego Kościół i sakramenty. Kościół jest nie tylko wspólnotą wiary, ale jest wprost Ciałem Chrystusa, sakramentem zbawienia. Przez Chrzest stajemy się członkami tego Żywego organizmu (Ciała Chrystusa) i nie podążamy do utraconego nieba samotnie, czy indywidualnie. Spodobało się Bogu zbawiać ludzi nie pojedynczo … I tutaj warto przypomnieć (bardzo dzisiaj niepopularną) prawdę – „Extra Eccelsiam nulla salus”.

Ale także otrzymujemy na tej drodze inne pomoce, jakimi są pozostałe sakramenty, które nie zostały ustanowione przez Chrystusa jako opcjonalne i do wyboru, do akceptacji lub do odrzucenia. Nie jest np. Sakrament Pojednania jedynie opcjonalnym, tak samo jak sakrament Małżeństwa czy Bierzmowanie. A iluż ludzi dzisiaj o tym zapomina?

Chrzest jest więc rzeczywiście pierwszym i najpotrzebniejszym sakramentem przez który każdy z nas rozpoczyna osobisty (choć nie indywidualistyczny) proces „nowego stworzenia”. Zostajemy włączeni do wspólnoty Kościoła, aby w tej wspólnocie wzajemnie pomagać sobie w drodze powrotnej..

Bardzo głębokie są inspiracje wypływające z takiego właśnie widzenia Sakramentu Chrztu i chociażby z tego co o tym mówi sam Jan Chrzciciel: „On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”.

  • Co znaczy, że zostaliśmy przez Chrystusa ochrzczeni Duchem Świętym?
  • Co znaczy, że zostaliśmy ochrzczeni ogniem?

To są bardzo niepokojące i na pewno niepopularne pytania.

Homilia alternatywna

Na misji afrykańskiej nastąpiło dziwne zapoznanie się i zżycie w pracy dwóch ludzi: katolickiego kapłana – misjonarza i angielskiego lekarza – ateisty.

Pracowali na tym samym terenie i zaprzyjaźnili się ze sobą. Żadną jednak dyskusją nie można było przekonać angielskiego lekarza ateisty aby przyjął chrzest. Zdarzyło się, że musiał on wyjechać na kilka tygodni do leprozorium, szpitala dla trędowatych w odległej miejscowości.

Po powrocie lekarz przyszedł do swojego przyjaciela – księdza i rzekł:

– Ochrzcij mnie!

– Co ci się stało? Tak nagle? – zapytał ksiądz.

– Dojrzałem – odpowiedział lekarz.

– Siadaj i opowiedz – poprosił kapłan.

– Spotkałem osiemnastoletnią Murzynkę. Okaz piękności. Dwa tygodnie temu amputowałem jej ręce i nogi, aby zahamować postęp trądu.  Został tylko sam korpus z głową.  Choroba jednak posuwa się dalej.  Będzie żyła jeszcze maksymalnie 6 miesięcy.  Wie o tym, ale nie boi się śmierci.  Normalnie o wszystkim rozmawia, uśmiecha się.  Rozmawiałem z nią dużo.

Rzeczywistość pozaziemska dla niej nie jest wcale mniej realną niż ta obecna. Doszedłem do przekonania, że religia, która daje człowiekowi tak silne przeświadczenie, nie może być fikcją.  Tego samego dnia odbył się chrzest.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego każe nam jednak zastanowić się nad faktem naszego Chrztu.

Chrzest Chrystusa to nie uroczysta i podniosła ceremonia, ale początek Jego 3-letniej zbawczej misji. która zakończy się Męką, Śmiercią i ostatecznie Zmartwychwstaniem, zwycięstwem nad złem.

A jak to jest w naszym życiu? Najczęściej Chrzest to dla wielu tzw. chrześcijan tylko zewnętrzna CEREMONIA.

Efekt – chrześcijanie, katolicy nijacy, od wielkiego dzwonu, wiara stojąca gdzieś z boku, na marginesie życia. Według oficjalnych statystyk ponad 90% Polaków jest ochrzczonych … i co z tego???

Czy przyczyną nijakości naszej wiary nie jest raczej to, że po kilku zewnętrznych ceremoniach: Chrztu, I Komunii św. i czasami jeszcze Bierzmowania zapominamy o tym, że jesteśmy dziećmi Bożymi? Dlaczego mamy tak wielu ochrzczonych a tak niewielu naprawdę praktykujących wiarę i to nie tylko przez chodzenie na niedzielną Mszę św.?

Czy nie jest tak po prostu dlatego, że wiary otrzymanej na Chrzcie nie rozwijamy? Dlaczego tak wielu ludzi twierdzi, ze wiarę utraciło, z powodu jakiegoś rzekomo niedobrego księdza, czy nawet skandalu?  Czy nie jest tak dlatego, że tak niewiele robimy aby tę wiarę w nas pomnażać i rozwijać, a wprost przeciwnie robimy tak wiele a nawet wszystko aby ją w sobie zabić?  Dlaczego dla usprawiedliwienia swojej niewiary czy wątpliwości odwołujemy się tylko do złych przykładów, do medialnie rozdmuchanych skandalików?

Przypominam sobie sprzed wielu, wielu laty katechizmową definicję Chrztu świętego:

CHRZEST ŚWIĘTY jest to

  • pierwszy i najpotrzebniejszy sakrament,
  • który gładzi w nas grzech pierworodny,
  • obdarza nas łaską uświęcającą i godnością Dziecka Bożego
  • i włącza nas do Świętego Chrystusowego Kościoła.

Pewnie i wielu z was ją pamięta, ale … czy naprawdę rozumiemy o co w niej chodzi? Czy rodzice przynoszący dziecko do Chrztu wiedzą na pewno „o co tym wszystkim chodzi?” Czy nie jest raczej tak, że „tradycyjnie” rodzice proszą o chrzest dziecka, bo taki jest zwyczaj, bo na wszelki wypadek, bo „u nas wszyscy są ochrzczeni” … Może więc najpierw odpowiedzmy sobie na kilka fundamentalnych pytań …

 

Dlaczego Chrzest jest pierwszym i dlaczego najpotrzebniejszym sakramentem?

Chrzest jest pierwszym sakramentem, bo bez chrztu nie można otrzymać żadnego innego sakramentu. Jest też pierwszym bo uzdalnia nas do wszystkich innych łask i przywilejów Kościele. Inaczej mówiąc otwiera nam drogę do wszystkich innych sakramentów i łask jakie Bóg zsyła nam przez pośrednictwo Kościoła.

Jest najpotrzebniejszym, bo gładzi w nas grzech pierworodny, obdarza Łaską Uświęcającą, czyni nas dziećmi Bożymi. Bez Chrztu nie jesteśmy w stanie zmienić naszej natury skażonej grzechem i spodobać się Bogu. To co dzieje się w czasie Chrztu to dokładnie to samo co opisuje dzisiejsza Ewangelia kiedy głos Ojca z nieba obwieszcza: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie». W czasie Chrztu tak właśnie oznajmia Bóg chrzczonej osobie: «Tyś jest moim dzieckiem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie». Czyż możemy życzyć dziecku czegoś więcej? Warto żeby rodzice zdawali sobie z tego sprawę, że oto Bóg staje się faktycznie Ojcem dziecka, uświęca je swoją Łaską i rozpoznaje w nim swoje dziecko, obraz Jezusa Chrystusa. Odkładanie więc przez rodziców Chrztu do momentu kiedy „dziecko samo wybierze” jest jak odkładanie karmienia dziecko do momentu kiedy „samo wybierze czym i jak chce być karmione”. Dlatego więc na pewno można powiedzieć, że Chrzest jest na pewno i pierwszym i najpotrzebniejszym sakramentem.

Chrzest nie tylko gładzi w nas grzech pierworodny, który uczynił każdego z nas niegodnym Boga. Chrzest będąc efektem zbawczej Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa przywraca nam utraconą przez grzech pierworodny Łaskę Uświęcającą. Symbolem tego jest biała szata, którą dziecko przyjmuje wraz ze słowami kapłana: „stałeś(aś) się nowym stworzeniem i przyoblekłeś(aś) się w Chrystusa, dlatego otrzymujesz białą szatę. Niech twoi bliscy słowem i przykładem pomagają ci zachować godność dziecka Bożego nieskalaną aż po życie wieczne.

Kiedy Chrystus wstępował do nieba na zakończenie swojej mesjańskiej działalności na ziemi, polecił Apostołom: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.” (Mt 28:19) To jest podstawowa misja kościoła nauczać i chrzcić. Warto jednak zauważyć, że w synoptycznej ewangelii według Marka Chrystus mówi coś więcej: „I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.” (Mk 16:15-16). Czyli, kto nie uwierzy i nie ochrzci się nie może być zbawiony.

Tutaj mamy najgłębszą podstawę do stwierdzenia, że Chrzest jest pierwszym i najpotrzebniejszym (koniecznym) sakramentem. Nie ma zbawienia bez Chrztu, tylko … czy sama ceremonia chrztu wystarczy, czy to jest naprawdę to o co chodziło Jezusowi? Czy sama tylko ceremonia ochrzczenia dziecka wystarczy do jego zbawienia? Chrystus mówi przecież coś więcej „Kto uwierzy !!! i przyjmie chrzest, będzie zbawiony …” Dlatego tak ważną jest wiara rodziców, dlatego od rodziców właśnie wymaga się wyraźnego stwierdzenia, że podejmują się wiarę tę dziecku przekazywać. Chrzest bez wiary rodziców i bez zdecydowanej woli przekazania tej wiary dziecku jest tylko pustą ceremonią … Jakaż więc odpowiedzialność rodziców i rodziców chrzestnych!?

To uświęcenie Łaską w czasie Chrztu idzie tak daleko, że w tym momencie dziecko staje się godne samego Boga, bo sam Bóg z miłości czyni je godnym siebie. To jest owa łaska, którą mamy zachować nieskalaną, bo ona czyni nas godnymi Boga i otwiera nam bramy nieba na życie wieczne. Jeśli zdarzy się po Chrzcie, że łaskę tę utracimy lub zniszczymy (a dokonują tego nasze grzechy osobiste) to Chrystus w swej Boskiej Mądrości daje na drugi sakrament, w którym łaskę tę możemy odnowić, a jest to Sakrament Spowiedzi. Warto w tym miejscu wspomnieć, że tylko w stanie Łaski Uświęcającej otrzymanej na Chrzcie świętym i nie skalanej naszymi osobistymi możemy przyjąć Komunię świętą, czyli zjednoczyć się z Bogiem. Jeśli czynimy to bez owej Uświęcającej Łaski, to popełniamy świętokradztwo. Bóg sam nas uzdalnia do przyjmowania Go w sposób godny udzielając nam swej łaski w Sakramencie Chrztu i proponując jej odnowienie w Sakramencie Spowiedzi. I nie należy sobie tego lekceważyć.

Jest jeszcze jeden element Chrztu, o którym nie można zapomnieć. Chrzest  „włącza nas do Świętego Chrystusowego Kościoła.” Nie znaczy to, że dziecko staje się członkiem jakiejś tajnej organizacji paramilitarnej, lub członkiem ekskluzywnego klubu golfowego. Przez Chrzest stajemy się członkami wspólnoty Ludu Bożego, która jest wspólnotą ludzi dążących do zbawienia. I znowu, nie jest to ani wymysł papieża, biskupów czy księży, ani do niczego niepotrzebne utrudnienie naszego życia. To sam Chrystus ustanowił Kościół jako wspólnotę swoich wyznawców i uczniów, którzy wzajemnie sobie w dążeniu do zbawienia pomagają. Tej wspólnocie dał konieczne i wystarczające środki do zbawienia prowadzące, a są nimi właśnie sakramenty z Sakramentem Ciała i Krwi na czele. Chrystus mówi: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie.” (Jan 6:51,53)). Nie możemy więc twierdzić, że Kościół jest mi do niczego nie potrzebny. Chrzest nie jest  żadną tajemniczą i czarodziejską ceremonią, ale jest sakramentem włączającym nas do wspólnoty Kościoła, gdzie każdy ma swoje miejsce, swoje zadanie i swoją odpowiedzialność, swoje prawa i swoje obowiązki. Pięknie o tej rzeczywistości pisze św. Paweł porównując Kościół do żywego organizmu, do ludzkiego ciała. (1Koryntian 12,12-27)

A to wszystko wypływa z faktu Chrztu Chrystusa w Jordanie, z faktu, że w tym momencie Bóg mówi do każdego z nas: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».

 

Homilia alternatywna – 2

Obmyci wodą Chrztu

Nigdy chyba nie będziemy zdolni w pełni pojąć znaczenia i sensu Sakramentu Chrztu Św. Przez przyjęcie tego Sakramentu staliśmy się dziećmi Bożymi. Tak jak w czasie Chrztu Jezusa w Jordanie Bóg Ojciec „zadeklarował” niejako: „Ty jesteś moim dzieckiem umiłowanym, w tobie mam upodobanie” i od tego momentu zmieniła się diametralnie optyka mojego życia. jako dziecko Boże nie jestem już w niewoli zła i grzechu pierworodnego. Zostałem włączony w rodzinę Kościoła, rodzinę Bożą i stałem się pełnoprawnym członkiem domu Bożego. Z tego Sakramentu wypływają i w nim są zakotwiczone wszystkie inne sakramenty i wszystkie inne łaski jakie otrzymuję jako chrześcijanin – dziecko Boże. Przez ten sakrament obmywający i odradzający „okazała się Łaska Boża, która niesie zbawienie” – jak pisze św. Paweł apostoł w Liście do Tytusa. Nigdy chyba nie jest dosyć o tym przypominać i głębie tegoż Sakramentu rozważać.

Ze zdziwieniem i niedowierzaniem więc słucham czasami rodziców, pozornie logicznie perorujących: „Nie chrzczę swojego dziecka bo nie chcę go przymuszać do czegoś czego ono w dojrzałym wieku samo by nie wybrało.” Jakżeż można nie chcieć dla dziecka dobra, łaski, odrodzenia, dziecięctwa Bożego? Jakżeż można być tak naiwnym i ślepym? Dlaczego matka kąpie i przewija swoje dziecko, karmi go różnego rodzaju odżywkami i nie czeka aż dziecko świadomie wybierze samo to, co najlepsze dla niego? Dlaczego matka posyła dziecko (czasami nawet wbrew jego woli) do szkoły, na naukę śpiewu, tańca, gry na skrzypcach, czy na rytmikę i nie czeka aż dziecko samo wybierze najlepszy dla niego rodzaj edukacji? Co za głupie tłumaczenie? Co za naiwne i przewrotne usprawiedliwienie? I to w ustach katolików, wierzących, deklarujących się jako dzieci Boże. Najprawdopodobniej sami rodzice nie pojęli, nie zrozumieli łaski Sakramentu Chrztu, i dlatego w tak głupiutki i naiwny sposób odmawiają tej łaski swojemu dziecku.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego przypomina nam i nakłania do ponownego przemyślenia faktu naszego chrztu i wszystkich z niego wypływających konsekwencji i zobowiązań. Warto może rzeczywiście w tym zrelatywizowanym świecie ustalić pewne stałe i niewzruszone punkty odniesienia. A jednym z nich jest na pewno nasz Chrzest – Sakrament obmywającej Łaski Bożej, Sakrament usynowienia, Sakrament odrodzenia i życia.

Chrześcijaninie zostałeś ochrzczony !

CO TO DLA CIEBIE ZNACZY?

O ile w ogóle cokolwiek znaczy …