08.12. Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny

Rdz 3,9-15

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.

Ef 1,3-6. 11-12

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu – my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie.

Łk 1,26-38

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

niepokalane-510x154

Homilia – Początek nowego stworzenia

Co my właściwie dzisiaj czcimy? W uroczystość Niepokalanego Poczęcia pragniemy pozdrowić Maryję, podobnie jak uczynił to w Nazarecie archanioł Gabriel słowami: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami”.

Ta pełnia łaski, o której mówi Gabriel, wyraża się właśnie w słowie Niepokalana. Bóg uczynił Maryję tak pełną łaski, że nie ma w niej miejsca nawet na cień grzechu. W Maryi NIEPOKALANEJ Bóg rozpoczyna nowe stworzenie. Ona jest niepokalana tak, jak Adam i Ewa byli niepokalani przed grzechem pierworodnym. Ona jest nową Ewą, która ma wydać na świat Zbawiciela, Tego, Który ma poprowadzić upadłego człowieka z powrotem do utraconego przez Adama raju. Ta pełnia łaski w Maryi, owo NIEPOKALANIE jest zaczątkiem nowego nieba i nowej ziemi.

Dwa dzisiejsze czytania; pierwsze z Księgi Rodzaju i Ewangelia wg. św. Łukasza przedstawiają nam dwie różne reakcje na obecność, na objawienie się Boga.

  • W czytaniu z Księgi Rodzaju Adam i Ewa uciekają i kryją się przed Bogiem. Bóg ich szuka i pyta: „Adamie gdzie jesteś?

Na co Adam odpowiada: „przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. Oczywiście, że się przestraszył po tym, co zrobił. Kiedy uświadomił sobie jak bardzo zawiódł zaufanie Boga – Ojca i Stworzyciela, jak bardzo oddalił się od Tego, Który dał mu wszystko…, jak wiele utracił przez swoją pychę i nieposłuszeństwo. Oczywiście, że czuje się nagi i bezbronny wobec grzechu i zła, które ukazało mu się z całą siłą. I wtedy zamiast biec do Boga i u Niego szukać rozwiązania, Adam ucieka i kryje się. I to jest dramat Adama i całej ludzkości: uciekamy od Boga i kryjemy się przed Nim, boimy się, że Bóg nam cokolwiek zabierze, że ograniczy naszą wolność, że zabierze nam to, co sam nam przecież dał. Nie ufamy Mu, nie wierzymy, nie szukamy, ale właśnie uciekamy i ukrywamy się.

Adam i Ewa stworzeni przez Boga, jako dzieci Boże, też byli przecież NIEPOKALANI, bez grzechu, czyści i święci, mogący żyć w obecności Boga bez końca, …. po grzechu pychy (bo to jest istota grzechu pierworodnego) nagle zmieniają swoją relację z Bogiem, kryją się, uciekają, wstydzą się i ostatecznie oddalają się od Boga. Utracili to, co zostało im dane przez Boga, utracili nieśmiertelność, zażyłość, bliskość Boga, bezgrzeszność, utracili uczciwość, świętość, niewinność a ostatecznie i życie wieczne. A my razem z nimi!!!

Przez grzech Adama i nasze grzechy osobiste tracimy kontakt z Bogiem, uciekamy od Niego, kryjemy się przed Nim, nie ufamy Mu, oddalamy się coraz bardziej, twierdząc butnie i zarozumiale, że moje plany na życie są lepsze, że ja wiem lepiej, na czym polega szczęście i gdzie go szukać. I zapominamy, że w każdym człowieku jest głód, który próbujemy zaspokajać na różne sposoby, ale nasycić go może tylko to, co nieskończone, to co utraciliśmy w raju z grzechem Adama. Sam Bóg. A ja sam, bez Boga będę wiecznie i nieodwołalnie nieszczęśliwy.

  • I druga sytuacja, ta z Ewangelii, gdzie Maryja odpowiada pokornym i pełnym zaufania: „Ecce ancilla Domini – oto ja służebnica Pańska”. Ona, bez grzechu – Niepokalanie Poczęta – staje się początkiem nowego stworzenia. Ona, całkowicie Bogu posłuszna i pokorna rozpoczyna drogę powrotną do utraconego przez Ewę i Adama raju.

W reakcji Maryi na objawienie się Boga, widzieć można to, czego brakło Adamowi i Ewie, nie tylko pokorę, ale i zaufanie, całkowite zawierzenie Bogu. Kiedy Adam i Ewa przez nieposłuszeństwo i pychę obrazili Boga, On mógł ich przecież uratować… tylko że oni jeszcze bardziej zasmucili Boga tym, że od Niego uciekają, że Mu nie ufają, że zamiast (nawet po grzechu) zwrócić się do Niego z ufnością, oni kryją się przed Bogiem ze strachem i lękiem.

Maryja wprost przeciwnie –w tych niewielu słowach odpowiedzi udzielonej Archaniołowi- „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” zawarła całą ufność i pokorne posłuszeństwo Bogu Ojcu. Zawarła w nich całkowite poddanie się świętej i zbawczej woli Boga. Tu rozpoczyna się droga „pełni łaski” w życiu Maryi. Tu Maryja pokazuje, że jej „Niepokalane Poczęcie” jest właśnie nowym stworzeniem, całkowicie ufnym i oddanym Bogu.

Kiedy Adam i Ewa odpowiadają Bogu „Nie, nie ufam Ci, ja wiem lepiej i lepiej urządzę sobie życie”, tracą życie, tracą przyjaźń i obcowanie z Bogiem, tracą raj – szczęście i pełnię.

Tak Maryja odpowiadając zdecydowanie: „Tak, niech mi się stanie według słowa Twego”, odzyskuje to, co tamci utracili i staje się nową Ewą, nową Matką ludzkości, od której rozpoczyna się nowe stworzenie.

Pytanie Boga … „Adamie, gdzie jesteś?” jest stawiane jednak także każdemu z nas. Bóg szuka każdego i powtarza to samo pytanie: „mój synu, moja córko… gdzie jesteś? Co się z tobą stało, gdzie się pogubiłeś?

Co Mu odpowiem?

  • Czy razem z Adamem i Ewą ucieknę, schowam się przed Nim i będę się głupio tłumaczył, odchodząc coraz dalej i gubiąc się coraz bardziej?
  • Czy też raczej -jak Maryja … oddam się Bogu z całkowitą ufnością i przyjmując Jego Miłość powrócę do Tego, za Którym przecież całe życie tęsknię?

Homilia II – Niepokalanie Poczęta

Dzisiejsze święto jest upamiętnieniem dogmatu ogłoszonego przez papieża Piusa IX w dniu 8 grudnia 1854 roku. Papież w konstytucji apostolskiej  Ineffabilis Deus ex cathedra (czyli nieomylnie) oznajmia: „ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia, na podstawie szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego — została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną, i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć”.

 

Zgodnie z tym orzeczeniem Najświętsza Maryja Panna została poczęta w ciele swej matki w sposób cudowny, w łasce uświęcającej i od chwili swojego poczęcia została zachowana od wszelkiej zmazy i konsekwencji grzechu pierworodnego. Dokonało się to dzięki uprzedzającej łasce Wszechmogącego Boga, który dla Niej wybrał taki właśnie, niepokalany sposób poczęcia. Bóg mógł tego dokonać i dokonał, i nie ma w tym żadnej logicznej sprzeczności.

Samo pojęcie „niepokalane poczęcie”, jak i kult Maryi Niepokalanej nie zostało wprowadzone przez papieża. Choć Pismo Święte nie mówi o Niepokalanym Poczęciu Maryi, to przekonanie o tym, że Matka Jezusa została poczęta bez grzechu pierworodnego, istniało na długo przed ogłoszeniem dogmatu. Za uzasadnienie biblijne tego dogmatu służą słowa archanioła Gabriela „pełna łaski„, skierowane do Maryi podczas zwiastowania. Według teologów katolickich pokazują one, że w jej duszy nie ma miejsca na grzech, skoro jest wypełniona łaską Boga. W Kościele rzymskokatolickim niepokalane poczęcie Najświętszej Maryi Panny było czczone już w XV w. Ten popularny wśród wiernych kult skłonił papieża Piusa IX do rozesłania w 1849 roku listów do wszystkich biskupów, by rozpoznać jak szeroka i głęboka jest pobożność i wiara w Niepokalane Poczęcie oraz by zapytać, czy księża oraz lud pragną ogłoszenia dogmatu. Stosunkiem 546 do 56 głosów biskupi poparli dogmat.

Jakie są konsekwencje teologiczne dogmatu o Niepokalanym Poczęciu? Otóż jest to centralny dogmat maryjny wypływający z dogmatu o Bożym Macierzyństwie. Skoro bowiem Maryja, jako Matka Jezusa Chrystusa, Matka Syna Bożego została zachowana od grzechu i od chwili poczęcia cieszy się pełnią Łaski Uświęcającej, to i jej życie (w pełni łaski) jest życiem w pełni pogrążanym, zanurzonym w Bogu, oddanym Bogu całkowicie. Nie ma w Jej życiu miejsca na grzech słabość, egoizm, niewierność, czy negację Bożej woli. Jej, więc odpowiedź „Fiat mihi secundum Verbum Tuum” jest przykładem tej całkowitej i doskonałej współpracy z Bogiem. Cieszy się Ona ustawiczną obecnością Boga w swoim życiu, Jego oglądaniem już tu na ziemi, co jest oczywiste, bo przecież jest Matką Syna Bożego i Boga ogląda codziennie bez ograniczeń. Nie ma w Niej wątpliwości, nie ma cienia niedowierzania, czy zniechęcenia. Ale też to zachowanie od grzechu i od konsekwencji grzechu pierworodnego ma głębiej idące znaczenie.

Jakie są bowiem -dla innych ludzi- konsekwencje grzechu pierworodnego? W dalszej części dzisiejszego pierwszego czytana z Księgi Rodzaju mamy:

Do niewiasty Bóg powiedział: «Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą».

  • Maryja jest od tego wolna

Ona, jako dziewicza Matka, nie wzdycha i nie kieruje swych pragnień ku mężowi, on nad Nią nie panuje. Ona nie rodzi w bólach. Jej macierzyństwo nie jest macierzyństwem porównywalnym z kobietami, które rodzą ze wszystkimi konsekwencjami grzechu pierworodnego. Jej Macierzyństwo jest zachowane od konsekwencji grzechu pierworodnego, Jej Macierzyństwo jest święte, tak jak i całe Jej życie.

Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: „Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!” (Rdz 3,16-19)

  • Maryja jest od tego wolna

Ona nie musi cierpieć fizycznie, w trudzie zdobywać pożywienia, chorować, umierać … naturalną konsekwencją dogmatu o Niepokalanym Poczęciu jest dogmat o Wniebowzięciu ogłoszony przez papieża Piusa XII w 1950 roku. Nie jest wolna od niedogodności życia codziennego, ale nie są one -jak dla innych- karą, ciężarem, czy uciążliwością. Nie cierpi fizycznie, chociaż cierpi psychicznie i duchowo wraz ze swoim Synem w czasie Jego konania na krzyżu, ale to cierpienie nie jest karą za grzech, ani konsekwencja grzechu pierworodnego, jest cierpieniem (tak jak i w przypadku Jezusa) odkupieńczym. Dlatego pojawia się nowy Jej tytuł: „coredemptrix” i proponowany w związku z tym nowy, piąty dogmat maryjny o „Maryi Współodkupicielce”.

Do Maryi odnoszą się w sposób najdoskonalszy także słowa drugiego dzisiejszego czytania:

„ … w Chrystusie bowiem Bóg wybrał Maryję przez założeniem świata, aby była święta i nieskalana przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył dla siebie, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył w Umiłowanym. W Nim Maryja dostąpiła udziału, z góry przeznaczana zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, aby istniała ku chwale Jego majestatu” (por. Ef 1,3 nn). I Maryja istnieje ku chwale Majestatu Bożego.

Czyż Bóg w swej Wszechmocy nie mógł tego uczynić dla Matki swojego Syna? Czyż nie mógł Jej obdarzyć tymi łaskami, które przygotowuje dla nas w życiu przyszłym, po zmartwychwstaniu?

A swoją drogą kiedy się tak dogłębnie przemyśli nauczanie i dogmaty Kościoła, to układają się one w niezwykle zborną i logiczną całość. I nie ma w tym nic dziwnego, bo wiara nie jest anty racjonalna, czy alogiczna, bo za nią stoi Najwyższy Rozum, objawiający się w sposób całkowicie rozumny, chociaż czasami trudny do pojęcia dla naszego małego, zdeprawowanego rozumu.

***************************************

Homilia  III – Czy czcimy boginię?

Dlaczego Kościół Katolicki nie pozwala na święcenia kapłańskie kobiet, a jednocześnie czci Maryję? Czy kult Maryjny w Polsce nie przybiera form idolatrii? Czy przypadkiem nie kładziemy zbyt przesadzonego akcentu na rolę Maryi w dziele Zbawienia? Jaki jest w końcu stosunek Kościoła katolickiego do roli i miejsca kobiety w Kościele i w społeczeństwie? Takie i tym podobne pytania można mnożyć. Wszystkie święta maryjne jakie mamy w kalendarzu liturgicznym (a jest ich sporo) podkreślają na pewno jedno: Bóg chcąc zbawić człowieka wybrał najbardziej ludzką drogę do człowieka, drogę przez człowieka, przez Maryję. Bóg narodził się między ludźmi w najbardziej ludzki sposób, obierając sobie za Matkę właśnie kobietę, Maryję. Ale jednocześnie droga człowieka do Boga prowadzi przez Maryję lub raczej może być uskuteczniona właśnie z Nią, z Maryją, wybraną spośród ludzi. Idziemy do Boga mając u boku Matkę, która nas do Chrystusa niezawodnie prowadzi. Ten wybór ma wiele konsekwencji i może być zrozumiany jedynie w Boskiej perspektywie. Zapowiedziany już „u początków” w Księdze Rodzaju, głoszony przez proroków i wspominany przez św. Łukasza w dzisiejszej Ewangelii, jest realizacją Bożych planów i Bożej drogi do człowieka. Jest jednocześnie najlepszym drogowskazem na drodze człowieka do Boga. Słowa Maryi „Fiat mihi secundum verbum tuum” pozostaną na pewno dla wszystkich pokoleń niedoścignionym wzorcem, a jednocześnie zachętą do naśladowania Tej, Która w pokorze i uległości wobec woli Bożej stała się Matką wszystkich dzieci Bożych.

Nie, na pewno nie czcimy bogini! Na pewno nie uprawiamy idolatrii! Czcimy i szanujemy Matkę, Która pokazuje nam najlepszą drogę do Chrystusa, Która w swej pokorze i bezgrzeszności, wierze i zaufaniu sama jest najwspanialszym Dzieckiem Bożym. Nie czcimy bogini, nie uprawiamy idolatrii. Jedna spośród nas, przez Boga wybrana nadal pośród nas pozostaje, nie jako kapłanka, nie jako bogini, ale właśnie jako Matka. Może to jest najpiękniejsze powołanie kobiety i jej najwspanialsza samorealizacja?

A dlaczego Kościół nie święci kobiet? Na to pytanie mogę odpowiedzieć również pytaniem: A dlaczego Jezus nie uczynił swojej Matki kapłanką, ale wybrał dwunastu mężczyzn? Na pewno nie dlatego, że nie chciał się narażać współczesnym. W tylu innych sprawach się naraził … Może chciał nam pokazać, że powołanie kobiety inaczej się realizuje i inne ma wymiary? Tylko, że my tego nie rozumiemy, bo przecież zawsze i we wszystkim chcemy poprawiać samego Pana Boga. A co nam z tego wychodzi …?

***************************************

Homilia  IV – Piękno Nowego Stworzenia …

Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny ukazuje nam nie tylko niezwykły (dla nas grzeszników) fakt zachowania Maryi od zmazy wszelkiego grzechu. Ukazuje nam ono również to, ze Bóg właśnie takimi -bez grzechu- nas stworzył. Taki był zamiar i Boga, że „wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4). Stan Łaski Uświęcającej, jaki Bóg w cudowny sposób zachował w Maryi był stanem pierwszych rodziców po stworzeniu. Jest on zarazem naturalnym stanem do jakiego zostaliśmy stworzeni i powołani „Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski” (Ef 1,5-6). Wszystko co Bóg stworzył było „bardzo dobre” (Rodz. 1,31). Ale jest to zarazem i nasze ostateczne przeznaczanie, nasza ostateczna przyszłość, jak mówi św. Paweł w cytowanym liście do Efezjan: „z góry (jesteśmy) przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu” (Ef 1,12).

W Maryi objawia się w całej doskonałości piękno Bożego stworzenia, które ma istnieć „ku chwale Jego majestatu”. W Niej Bóg ukazuje nam zarazem nasze pochodzenie, ale i nasze przeznaczenie. Słusznie więc Maryja nazywana jest „nową Ewą”. Od Niej bowiem rozpoczyna się nowa era w dziejach ludzkości, Ona (zachowana od zmazy grzechu) ma porodzić Nowego Adama, Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka, Który ma „odnowić oblicze ziemi” (Ps 104,30) i wszystkich „do Boga przyprowadzić” (1 P 3,18).

Dlatego też dzisiejsza Liturgia Słowa zawiera czytanie z Księgi Rodzaju, a którym odnajdujemy pierwszą zapowiedź nowego stworzenia, pokonania grzechu i Szatana, który zwiódł pierwszych rodziców i doprowadził ludzkość do upadku. Jak bowiem Ewa przez swoje nieposłuszeństwo -zwiedziona podstępem Szatana- otworzyła dla ludzkości bramy grzechu i śmierci, tak Maryja-Nowa Ewa przez swoje posłuszeństwo i pokorę otwiera dla ludzkości nową erę przyjmując propozycję Boga i otwierając się na Jego działanie. Przez Nią ma na świat przyjść sam Bóg, aby dokonać Nowego Stworzenia. Zgodnie z zapowiedzią dokonaną w raju, Jej Potomstwo ma „zmiażdżyć  głowę węża”, i otworzyć nam wszystkim bramy utraconego raju. Jest więc rzeczywiście Niepokalane Poczęcie Maryi początkiem nowego stworzenia i punktem zwrotnym w historii ludzkości.

Aby jednak w tym „nowym stworzeniu” uczestniczyć trzeba nam od Maryi uczyć się posłuszeństwa i pokory, zaufania i wiary, rozpoznawania i szukania jedynie woli Bożej w codzienności. Chrystus, Który taką właśnie wybrał drogę, że przez Niepokalaną wszedł w historię ludzkości chce nas wszystkich do Ojca doprowadzić „abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4).

***************************************

Homilia  V- 8 grudnia – Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny

Jak co roku w dniu 8 grudnia oddajemy cześć tej, Która przez samego Boga wybrana została na Niepokalaną Matkę Jego Jednorodzonego Syna Jezusa Chrystusa. Z faktu Macierzyństwa Maryi wypływają Jej inne tytuły i zaszczyty. Wydaje się logicznie niesprzeczne (niezaprzeczające w niczym ludzkiemu rozumowi) i teologicznie uzasadnione, aby ta Która miała zostać Matką Syna Bożego była zachowana od wszelkiej zmazy grzechowej i jako Przeczysta i Niepokalana mogła porodzić Zbawiciela świata. Nie jest to ani Jej zasługa, ani przyrodzona właściwość, ale przywilej i szczególna łaska Boża. I to właśnie stwierdził w konstytucji apostolskiej Ineffabilis Deus ex cathedra (czyli nieomylnie) Papież Pius IX w dniu 8 grudnia 1854 roku: „ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia, na podstawie szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego — została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną, i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć”.

Ciekawym są dwa fakty; pierwszy, że Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny czczone było w kościele już od XV wieku, i drugi to fakt, że Papież Pius IX już w 1849 roku rozesłał list do wszystkich biskupów, by rozpoznać jak szeroka i głęboka jest pobożność i wiara w Niepokalane Poczęcie oraz by zapytać, czy księża oraz lud pragną ogłoszenia dogmatu. Stosunkiem 546 do 56 głosów biskupi poparli dogmat. Te dwa fakty pokazują, że niepokalane poczęcie Najświętszej Dziewicy było prawdą wiary obecną już w liturgii Kościoła i w tzw. sensus fidei – wyczuciu wiernych, którzy oddawali Jej cześć jako Przeczystej Dziewicy wolnej od wszelkiego -nawet cienia- grzechu. Papież Pius IX nie ogłosił więc niczego nowego, niczego co nie byłoby znane i uznane w wiekach poprzednich. On tylko ogłosił to jako dogmat wiary, jako prawdę teologicznie pewną i nieomylną.

Jakie są konsekwencje teologiczne, moralne i duszpasterskie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu?

Maryja, jest zapowiedzią nowego stworzenia, jest pierwszą spośród rodzaju ludzkiego, Która spina wielką klamrą stworzenie człowieka u początku czasów i nowe stworzenie, jakie dokonuje się przez odkupieńczą mękę i śmierć Jezusa Chrystusa. Na początku Bóg stworzył człowieka bez grzechu w stanie Łaski Uświęcającej, w stanie doskonałej przyjaźni i harmonii życia z Nim samym i całą naturą. Przez grzech pierworodny człowiek zniszczył w sobie Łaskę Uświęcającą i zerwał przyjaźń z Bogiem. Zniszczył też harmonię całego stworzenia i natury. W Liście do Rzymian św. Paweł pisze: „Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia.” (Rz 8:19-22) Maryja jest właśnie tą, Która jako pierwsza uczestniczy w wolności (od grzechu) i chwale dzieci Bożych. Jest jednocześnie zapowiedzią tego co dokona się przy końcu czasów, a więc odrodzenia pierwotnej doskonałości, nowego stworzenia do wolności i uczestnictwa w chwale Bożej.

Nie była to Jej zasługa, ale Pan Bóg doskonale wiedział, że Jej „fiat”, przystanie na wolę Bożą, uległość Bogu we wszystkim będzie wyrazem Jej wolnej woli i przeciwieństwem nieposłuszeństwa pierwszych rodziców. A dla nas jest to wzór doskonałej współpracy z łaską Bożą. Ona pokazuje nam piękno nowego stworzenia, czyli naszą przyszłość, nasze ostateczne spełnienie, ale i drogę jaka do tego nowego stworzenia prowadzi.

W Maryi nie czcimy bogini. Jest ona człowiekiem, ale też jest pełnym człowiekiem, takim jakim Bóg go stworzył „na początku”, bez grzechu, niepokalanym i w całkowitej wolności wybierającym to, co dla niego najlepsze czyli Wolę Bożą.

Godzina łaski

Reklamy

I Niedziela Adwentu – C

Jr 33,14-16

Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu. W owych dniach i w owym czasie wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe; będzie wymierzać prawo i sprawiedliwość na ziemi. W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima będzie mieszkała bezpiecznie. To zaś jest imię, którym ją będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

1Tes 3,12-4.2

A Pan niech pomnoży liczbę waszą i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich, jaką i my mamy dla was; aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi. A na koniec, bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa.

Łk 21,25-28. 34-36

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym.

I N A C

Nie lękajcie się

Chrystus nie jest imperatorem, eksterminatorem, krwawym królem imperialistą. Jest Królem Miłości i Miłosierdzia. Mówi o znakach i wydarzeniach, które mogą przerażać i powodować lęk. Ale jednocześnie dodaje: „Ale gdy się to dziać zacznie, wy nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie„. Jego przyjście ma być wprawdzie poprzedzone niezwykłymi znakami, ale On sam nie przychodzi aby niszczyć, burzyć, miażdżyć i wtrącać do piekła. Bo nie Bóg stworzył piekło, to my je sobie tworzymy, powolutku i na co dzień, naszymi grzechami; egoizmem, lenistwem, pychą, zazdrością, zdradą, chciwością, pijaństwem i wszystkim co nas od Boga i od innych ludzi separuje, oddala i zamyka w piekle własnego egoizmu, lęku i materializmu.

Chrystus przychodzi, aby upomnieć się o swoich, aby ich spośród tego świata wydostać. A ci, których „serca są ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych” pozostaną w stworzonym przez siebie piekle. Chrystus po to się narodził i po to przyszedł na świat, aby go zbawić, podnieść, wyzwolić od lęku i trosk. Trzeba być tylko czujnym i nie dać się zwieść pokusie doczesności. Pierwsze Jego przyjście już zostało przez wielu przegapione i niezauważone

Abyś nie przegapił i drugiego przyjścia Chrystusa i abyś mógł stanąć przed Synem Człowieczym bez lęku i trwogi nie daj się opanować doczesności, czuwaj i pomyśl czasami o innych. Inaczej zamkniesz się w piekle własnego egoizmu, obżarstwa i trosk doczesnych. Inaczej nawet wszechmoc Boga będzie bezsilna wobec twojej zatwardziałości, pychy i egoizmu.

A przede wszystkim czuwaj i nie daj się uśpić obietnicom ziemskiego dobrobytu.

Plik do druku:    TUTAJ

Czym jest Adwent ?

Można śmiało powiedzieć, że dziś Adwent dla wielu z nas to tylko rozświetlone kolorowymi lampami ulice, piękne wystawy sklepowe i promocji w marketach. To godziny spędzone w rozmyślaniu nad kupnem prezentów choć i tak wielu z nas dostanie krem albo skarpetki. Pokuszę się o stwierdzenie, że choć czas świąteczny to czas światła co widać na naszych ulicach, to niestety wewnątrz nas to czas ciemności, a nawet więcej – ciemnoty duchowej.

Czy to wszystko ma sens?

Czy pamiętasz adwent zeszłego roku czyż nie wyglądał tak samo? I pomimo, że od zeszłego roku staliśmy się mądrzejsi, zdobyliśmy więcej umiejętności to w relacji ja – Bóg zatrzymaliśmy się w miejscu. A po świętach z naszą wiarą stanie się to co się dzieje z dekoracjami świątecznymi – trafi do magazynu – do następnego roku.

A jeśli kolejny adwent przeleci nam przez palce w ten sposób jak do tej pory to nic dziwnego, że słowa Chrystusa o Jego przyjściu muszą nas denerwować. Bo demaskują w nas prawdę, że my boimy się Boga. A jeśli się Go boimy to będziemy od Niego uciekać. Cały czas będziemy się usprawiedliwiać brakiem czasu.

Musimy wiedzieć, że od kiedy słowo „jutro” stanie się wyznacznikiem czasu w naszym życiu to stanie się to niebezpieczne. „Jutro” złudnie nas przekona, że mamy jeszcze wiele czasu. I tak naprawdę nigdy nie zdążymy powiedzieć Bogu „jestem”, „czekam” przyjdź do mnie. Dlatego dostajemy dziś od Boga kolejny adwent, kolejną porcję czasu, abyśmy zrozumieli, że dość usprawiedliwiania swej powierzchownej wiary.

Zdajmy sobie sprawę, że już dziś jest czas by wyciągnąć ręce do Boga, aby pójść do konfesjonału i szczerze się wyspowiadać, podać rękę zaciekłemu wrogowi, wybaczyć krzywdy nam wyrządzone.

Dziś jest czas, aby przygotować, wystroić, rozświetlić nie tylko nasze ulice i domy ale przede wszystkim nasze serca na spotkanie przychodzącego Chrystusa.

Życzmy sobie, aby było to spotkanie, które będzie trwało przez całe nasze życie a nie tylko w przepięknych i wzruszających chwilach świąt.

Nich Chrystus stanie się dla nas wszystkich prawdziwym i żywym Przyjacielem a nie tylko świąteczna dekoracja, która w stosownym czasie będziemy mogli schować do szafy i przechować do następnych świat.

***********************

What is the meaning of Advent?

Can we say that today for many, Advent is limited only to the colorful streets, lampions and preparation of Christmas decorations, sumptuous displays in the shops and promotions in supermarkets and molls? For many contemporary, Advent means rather hours spend in hunting the Christmas gifts and presents. Will I be far away from the truth if I dare to say that although the season of Christmas is the season of light (what we can see on our streets and in our supermarkets) indeed internally for many among us it’s the time of darkness or spiritual darkness, religious emptiness?

What is the deepest sense of all this?

Do you remember the Advent last year? Did it not look like this year in more or less the same way? Despite of the fact that since last Advent we became certainly wiser and more skilled, more involved in a different aspects of our daily life, can we say that also in our relationship with God we are better, deeper, more sincere and more honest? Or should we rather say that we did not progress, that for many years now we are living rather a kind of stagnation? And after Christmas with our faith will share the lot of the Christmas decorations, it will go to the storage room till next year?

At the beginning of this Advent we have to find a serious answer for a question: „what am I waiting for?” Because if this Advent will be for me once again (or once more) the time only for gifts and presents and external colorful lampions it is true that I will be afraid and frustrated when Jesus is talking about the inevitability of His final coming, I will be frustrated and scared, I will be afraid. And if I am afraid I will run away from Him, I will despise Him, I will run into the superficiality of colorful decorations. They are beautiful and cheering but if this is only the meaning of Advent and Christmas … let us be frank it is empty and superficial.

We have to know that the one of the most dangerous words for our spiritual life is the word „tomorrow”. This word tries to convince me that I still have a time, plenty of time for confession, for prayer, for liberating my busy life for God. But in reality with „tomorrow” mentality I will never be able to say to God COME LORD JESUS. This is why today at the beginning of Advent we are receiving from God one more chance, one more opportunity to deepen our personal relationship with Emmanuel, with GOD WHO IS WITH US. It is the time when I suppose to prepare not only my house, to ornate and decorate not only the front doors of my apartment, to cleanse not only my flat but first at all to prepare my heart to accept God whenever He comes.

It will certainly cost me more than only external preparations but it will be certainly more successful and more rewarding if I have the courage to do it.

Advent is the time of preparation but first and foremost the internal preparation to meet God in so many different ways. He is coming in the manger; he is coming in His Word, Body and Blood during the Mass, He is coming also in my neighbour, in a poor, the needy, and starving. He is coming in so many ways. Am I ready to meet Him, do I wait for Him, or simply I DON’T HAVE TIME?

Uroczystość Jezusa Chrystusa – Króla Wszechświata

Dn 7,13-14

Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.

Ap 1,4-8

Jan do siedmiu Kościołów, które są w Azji: Łaska wam i pokój od Tego, Który jest, i Który był i Który przychodzi, i od Siedmiu Duchów, które są przed Jego tronem, i od Jezusa Chrystusa, Świadka Wiernego, Pierworodnego umarłych i Władcy królów ziemi. Temu, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem – kapłanami Bogu i Ojcu swojemu, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen. Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. Tak: Amen. Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący.

Jn 18,33-37

Wtedy powtórnie wszedł Piłat do pretorium, a przywoławszy Jezusa rzekł do Niego: Czy Ty jesteś Królem żydowskim? Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? Piłat odparł: Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił? Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? / Odpowiedział Jezus: / Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.

A et OM

Wszyscy, którzy są z prawdy …

Ja się po to narodziłem i po to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie, a wszyscy, którzy są z prawdy słuchają mego głosu.

W naszych zakłamanych czasach chyba najbardziej brakuje nam właśnie Prawdy. A Prawda świeci jasnym światłem (Veritatis Splendor) i jest do odkrycia, do poznania, a nie do głosowania i ustanawiania. Tylko, że jednym z podstawowych warunków poznania Prawdy jest pokora. A z tym jest już znacznie gorzej w naszych, pysznych i zarozumiałych czasach.

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32) Od lat chodzi za mną i niepokoi mnie to zdanie. Jak Piłat, pytam nieraz z cynizmem lub z rozpaczą: „A cóż to jest prawda?” (J 18,38) I to pytanie Piłata rodzi całą serię innych pytań: Czym jest prawda? Gdzie ją znaleźć? Jak rozpoznać prawdę? Jak ją uznać i przyjąć, jak zaakceptować w swoim życiu? Jak według tej prawdy żyć?

Pytanie Piłata zadawane czasem z trwogą, czasem z drwiną i szyderstwem, czasami z pełną wyższości pogardą, kpiną i lekceważeniem, wydaje się jakby negować istnienie Prawdy, lub możliwość jej poznania. Co więcej, tak jak i słowo „MIŁOŚĆ” zużyło nam się i wyświechtało w codzienności, tak i słowo „PRAWDA” straciło swój blask, wyśmiane i zlekceważone, zużyte i nadużyte przez różnego rodzaju filozofów i polityków, mówców, władców, manipulatorów i zwykłych małych kłamczuchów, którzy są tylko prawdomówni inaczej.

Nieżyjący już kardynał Józef Malula z Zairu, powiedział kiedyś: „Wolę być ukrzyżowany dla prawdy niż krzyżować Prawdę„. Jezus Chrystus, który sam o sobie powiedział: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14,6) został ukrzyżowany, bo głosił prawdę, bo sam był Prawdą. „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo Prawdzie„. (J 18,37) I ostatecznie za to dawanie świadectwa Prawdzie został ukrzyżowany, bo Prawda jest wymagająca. Ta Prawda została ukrzyżowana nie tylko dwa tysiące lat temu, ale jest nadal codziennie, (również w moim życiu) krzyżowana, kiedy ją odrzucam w imię wolności (rzekomej), kiedy nią manipuluję, kiedy ją zdradzam, a czasem nawet, kiedy jej się wyrzekam w imię świętego spokoju. Prawda jest krzyżowana nie tylko w mowach aroganckich polityków i politykierów, obiecujących narodom „złote góry”, nie tylko w aborcyjnych gabinetach, gdzie neguje się prawdę o prawie do życia każdego człowieka, nie tylko na salach sądowych przez przekupnych adwokatów i sędziów, ale również w moim codziennym życiu.

Zagrzebany po uszy w codziennym poszukiwaniu prawdy, sięgnąłem jeszcze po Drugi List św. Jana (1,4) i znalazłem słowa, które myślę, że mógłbym użyć, jako życzenia dla nas wszystkich: „Cieszyłbym się bardzo widząc, że synowie moi postępują (chodzą) w prawdzie„. Życzę tego wszystkim czytającym te słowa. Abyśmy wszyscy byli z Prawdy. Abyśmy mieli tylko jednego Króla, Jezusa Chrystusa – Który jest Prawdą, Drogą i Życiem, Który jest Prawdziwą Drogą Życia, Który jest Drogą w Prawdzie do Życia… Wiecznego…

Polecam także rozważania o Chrystusie Królu Wszechświata zawarte w poniższym, alternatywnym tekście… .

Jezus Chrystus – Królem Wszechświata

Starożytni Babilończycy, dawno temu wymyślili ciekawy mit o stworzeniu człowieka. Młodsi bogowie zostali zobowiązani do wykonania pewnej pracy w niebie. Ale nie za bardzo okazywali chęć do jej wykonania. Postanowili, więc stworzyć człowieka. Szósta próba okazała się udaną. Stworzyli człowieka, który za nich miał niewolniczo pracować. Oto pojawia się zależność władca – poddany.

Idea panowania powoli zaczęła przenikać w życie społeczności ludzkiej. Możemy ją zauważyć i to bardzo wyraźnie już od samego początku cywilizacji. U starożytnych Sumerów, uważanych za twórców pierwszego w dziejach ludzkości imperium. Tym, który jako pierwszy ogłosił się królem był władca o imieniu Sargon. I oto rozpoczęła się historia zależności pan – poddany.

Również w Biblii występują królowie. Wielki król Dawid, czy jego syn Salomon, któż z nas nie zna wspaniałych historii biblijnych, w których oni są głównymi bohaterami. Czytając Biblię już w księdze Rodzaju natrafimy na fragment mówiący o tym, że Bóg zleca człowiekowi panowanie nad światem. W języku oryginalnym użyte jest słowo „królowanie”. Oto człowiek ma królować nad ziemią. Jak Biblia rozumie zadanie – królowania? Otóż nie ulega wątpliwości, że można słowo “królowanie” w Biblii zastąpić słowem “odpowiedzialność”. Biblijny król, to władca, który bierze odpowiedzialność za swoich podwładnych. Troszczy się o nich. Zabiega o pokój i dostatek, czyli o to wszystko, co wyraża Biblia słowem SZALOM.

Czy ludzkim władcom to się udawało?

Wspomniani na początku twórcy pierwszego imperium – Sumerowie posiadali na swojej wielkiej Liście Królów imię władcy Urukagina. Rządził Imperium Sumeryjskim, na obszarze, którego miał się znajdować biblijny EDEN ok. 2400 lat przed Chrystusem. Był pierwszym znanym nam królem, który uznał, że władza ponosi odpowiedzialność zarówno za swoich bogatych jak i biednych poddanych. Umocnił prawa obywateli. Zmniejszył liczbę poborców podatkowych. Ponad pięćset lat przed tym jak babiloński władca Hammurabi wprowadził kodeks prawny oparty na zasadzie: silny nie powinien krzywdzić słabszych, Urukagina zobowiązał się, że nie odda biednych i wdów w ręce możnego człowieka. Urukagina panował tylko 10 lat.

Czy historia ludzkości to czas troski władców o poddanych? Czy teraźniejszość, w której żyjemy, to czas troski władców o poddanych? Na te pytania każdy z nas na pewno sam potrafi sobie odpowiedzieć…

Oto przed nami, staje dzisiaj król – Jezus Chrystus. Stoi przed trybunałem ludzkim, który go oskarża, nie pamiętając, że to On tylu chorych cudownie uzdrowił, nakarmił rzesze głodnych…. Chrystus stoi bezbronny, bez armii, w lichym ubraniu, umęczony więzieniem ze związanymi rękoma, ubiczowany. I pada -paradoksalne w tym kontekście- pytanie: Czy chcesz być Jego poddanym?

Czy chcesz, aby On wziął w swoje ręce twoje życie? Czy chcesz, aby On myślał o Tobie? Myślał o Tobie zawsze z troską, nie by Cię opodatkować, czy wykorzystać, czy na Tobie zarobić?

Panie chcę. Ty jesteś Panem wszechświata, królem mojego i każdego z nas życia.
Panie, ale mam wątpliwość. Czy Ty rzeczywiście chcesz myśleć i troszczyć się o mnie?

W księdze Rodzaju czytamy: „Bóg troszczy się o mnie przez całe me życie, aż do dnia dzisiejszego.” (Rdz 48,15)

A w księdze Psalmów:

Ja zaś jestem ubogi i nędzny,
ale Pan troszczy się o mnie.
Ty jesteś wspomożycielem moim i wybawcą
Boże mój, nie zwlekaj.”

Stojąc dzisiaj przed tronem Jezusa poczujmy w sercu ogromną radość i pokój. Jezus bierze odpowiedzialność za każdego z nas, za nasze życie. Patrząc na dzieje ludzkości, historie władców i królów – zobaczmy ich porażkę w rządzeniu narodami i światem. Nie oddawajmy boskiej czci współczesnym władcom, którzy przybierają różne imiona. Którzy próbują myśleć o nas i nad wyraz troszczyć się o nas, a szczególnie o nasze pieniądze.

Zabiegając o wejście do Europy, Unii europejskiej, wchodząc w nowe relacje zależności, angażując się w życie społeczne i polityczne nie zapomnijmy, że podstawowym, naszym chrześcijańskim zadaniem jest to by stać się obywatelem Królestwa Bożego. By troszczyć się o rozwój duchowego Civitas Dei. Wszak każde inne królestwo runęło i stało się materiałem wykopaliskowy – materiałem dla archeologów. Czy historia lubi się powtarzać.

Jak to zrobić konkretnie? Co mam zrobić, aby mieć pewność, że jestem obywatelem królestwa Bożego? Jestem ochrzczony, a więc jestem dzieckiem Boga. Tyle razy to już słyszałem.

Najpierw pytanie: czy się z Królestwa Bożego przypadkiem nie wyprowadziłem? Czy nie wyemigrowałem w świat złudzeń i błyskotliwych namiastek szczęścia?

Wiem jak wrócić. Wiem, co robić gdy pojawia się pokusa ucieczki.

W Apokalipsie św. Jana czytamy:

Oto stoję u drzwi i kołaczę
Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
Wejdę do niego i będę wieczerzał,
A on ze mną.”

Módlmy się o to by każdy z nas usłyszał w nawale dźwięków, informacji i sensacji głos Jezusa, by każdy z nas słysząc głos Jezusa zdecydował się na otwarcie drzwi swego serca, by pozwolił Jezusowi wejść i się rozgościć.

To dzieje się teraz. Powiedz Jezusowi, że chcesz, aby On wszedł, do twojego serca, do Twojego życia, aby był jego Panem. I tak codziennie do końca dni tu na ziemi ten fragment z Apokalipsy św. Jana 3, 20 niech się stanie treścią Twojej modlitwy. Do dnia, gdy spotkamy się w Królestwie naszego Ojca w Niebie.

********************************

Christ the King

Today’s Sunday we are celebrating solemnity of Christ the King. In His constant teaching He tried to convince people that His Father prepared the place for everybody in the Kingdom of God. We did certainly have an opportunity to hear Jesus’s words that His Kingdom is not from this World. (J18,36) But apparently we do not understand the meaning of the Kingdom of God. We know that in Gods Kingdom the eternity consist in worship of our Creator.. But do we really think that throughout the whole eternity will be doing nothing else then singing Hosanna and Alleluia. Our imagination (representation) of the kingdom of God is strongly influenced by the images of our contemporary, earthly empires, where the abundance, wealth and luxury are reigning together with autocracy and arrogance of the rulers.

Very often we try to understand the reality of heaven using our human limited capacities. Very often also, in trying this we finish with contradiction or false images.

Let us see for example the cross of Christ – The throne of God’s love. It is immediately visible that our logic is not the logic of God, our understanding of love is not Gods understanding, our understanding of Gods Kingdom is too short, inadequate to describe to reality of God’s Kingdom. This reality is certainly not the reality of luxury, splendor, arrogance but the reality of infinite of love.

Opened arms of Christ on the cross -during His crucifixion- are nothing else that the gesture of invitation. By this gesture God is inviting us to participate in His Kingdom of love. He is proposing that we accept this kingdom of love in our daily life. Let us not waste the time for useless imaginations but let us try to implement His Kingdom on earth. This is what we pray for in OUR Father – your Kingdom come your will be done.

XXXIII Niedziela Zwykła – rok B

Dn 12,1-3 – Zmartwychwstanie w czasach ostatecznych

W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia, każdy, kto się okaże zapisany w księdze.  Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze.

Hbr 10,11-14

Wprawdzie każdy kapłan staje codziennie do wykonywania swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Jezus Chrystus przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego. Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani.

Mk 13,24-32 Sąd ostateczny

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”.


HOMILIA I – Światowy Dzień Ubogich

W świetle słów pierwszego czytania i nauki płynącej z Ewangelii, gdzie Chrystus również mówi o rzeczach, o których, na co dzień raczej nie wypada rozmawiać, dosyć ciekawym wydaje się stwierdzenie, jakie niedawno przeczytałem: „przy obecnym tempie i kierunku przemian w świecie, inwestowanie w cokolwiek innego poza życiem wiecznym, mija się z celem …

Ale jak inwestować w życie wieczne?

W zawiązku z dzisiejszym drugim Światowym Dniem Ubogich i w świetle dzisiejszych czytań, może jedno, krótkie opowiadanie, które daje bardzo dużo do myślenia …

Szedł ulicą w zimowej szarudze i śniegu pewien bogaty i dobrze ubrany, ale i pobożny człowiek. W pewnym momencie zobaczył na chodniku zmarzniętego żebraka, w byle jakim ubraniu, podartych butach, głodnego i wynędzniałego.
Oburzony zwraca się do Boga słowami: Panie, Ty to widzisz i nic nie robisz?! I w tym momencie słyszy głos: Już zrobiłem, posłałem tam ciebie. I dałem ci wszystko, co potrzeba, abyś mu pomógł.   Teraz kolej na ciebie.

Jest w Starym Testamencie grupa ludzi określanych słowem „anawim„. To słowo w języku hebrajskim znaczy człowiek pochylony, człowiek pokorny, człowiek posłuszny i poddany całkowicie Bogu. „Anawim” Starego Testamentu to najogólniej mówiąc człowiek ubogi, bezbronny, zmarginalizowany, społecznie i ekonomicznie uciskany, człowiek o niskim statusie społecznym, pogardzany i bez ziemskiej władzy. W rzeczywistości zależali oni całkowicie od Boga we wszystkim i tylko na Boga mogli liczyć. Inaczej mówiąc są to wszelkiego rodzaju żebracy, nieudacznicy życiowi, margines społeczny. Ludzie, którzy -czasami bez własnej winy- nie umieją sobie poradzić z życiem i jego wymaganiami, i w całej swojej biedzie i nieudolności oddaję się całkowicie Bogu.

Najlepszym przykładem takiego właśnie „anawim” w Starym Testamencie jest Hiob. Wprawdzie na początku jest bogaty, a nawet bardzo bogaty i zasobny we wszelkiego rodzaju dobra, ale jednocześnie bardzo pokorny. I kiedy traci wszystkie dobra, a sam staje się trędowaty, nie oskarża o swoje nieszczęście nikogo i całkowicie poddaje się woli Bożej. Jednym z najpiękniejszych zdań Starego testamentu są właśnie jego słowa: „Bóg dał, Bóg wziął. Niech Imię Jego będzie błogosławione.

Ale i w Nowym Testamencie mamy przykłady takich właśnie ludzi zależnych całkowicie od Boga, a jest nim np. uboga wdowa, która do skarbony w świątyni wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz, a według Chrystusa wszystko, co miała na swoje utrzymanie.

Innym przykładem jest niewidomy Bartymeusz, który siedział przy drodze i żebrał, a usłyszawszy, że Jezus przechodzi, zaczął wołać „Jezusie Synu Dawida, ulituj się nade mną”. I został wysłuchany.

Oczywiście najwspanialszym wzorem takiego człowieka pochylonego, pokornego, posłusznego i całkowicie oddanego Bogu jest Najświętsza Maria Panna. Wraz z Józefem (opiekunem Pana Jezusa) niewiele posiada, należy do klasy ludzi ubogich i bez znaczenia. On rodzi Chrystusa w stajni, zawija w chustę z głowy, układa w żłobie, żyje ubogo, nie ma żadnego znaczenia w społeczeństwie w, którym żyje. Ona jest właśnie przykładem owej grupy ludzi „anawim”, ludzi liczących jedynie na Boga. Ale są to także w Nowym Testamencie owi trędowaci, ślepcy, chorzy, których nie stać na lekarza, ci wszyscy, o których Jezus mówi: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.” (Mt 5,10)

I nie chodzi tu oczywiście o pochwałę nieudacznictwa, czy lenistwa, ale o uznanie naszej całkowitej zależności od Boga-Stworzyciela, która to postawa wyraża się w słowach Chrystusa: „ … beze Mnie nic nie możecie uczynić.” (J 15,5)

W tym świetle zrozumiałym staje się, jak odległy jest ten styl życia, styl życia człowieka ubogiego, od stylu życia świata, który chwali i naśladuje tych, którzy mają władzę i bogactwo, jednocześnie marginalizując ubogich, który uważa ubogich za odpadki i margines społeczny, świat polityki i biznesu, świat ludzi zamożnych i żyjących w dostatkach, a nawet luksusach.

Dzisiaj obchodzimy II Światowy Dzień Ubogich, święto ustanowione w listopadzie 2016 roku przez papieża Franciszka. Pierwszy taki dzień miał miejsce w ub. roku. W czasie tamtego święta arcybiskup Bombaju, kardynał Oswald Gracias zauważył coś bardzo istotnego mówiąc: „Nasz Pan dał nam uderzający przykład prostoty i ubóstwa w Jego własnym życiu. On sam był ubogi i biedny. I nauczał swoich uczniów, aby cenili biedę i szanowali ubogich. On sam ich kochał i do nich przyszedł.

Hasłem tegorocznego Dnia Ubogich są słowa: ”Oto biedak zawołał, a Pan go wysłuchał” (Ps 34,7). Słowa te mówią nam przede wszystkim o tym, że Pan wysłuchuje ubogich, wołających do Niego i jest dobry wobec tych, którzy z sercem rozdartym przez smutek, samotność i wykluczenie, w Nim szukają schronienia i pomocy. Pan wysłuchuje wszystkich poniżonych, pozbawionych godności, którzy pomimo tego, co ich spotkało, mają siłę, aby zwrócić wzrok ku górze, aby otrzymać światło i pocieszenie od Boga, Który jest Ojcem ubogich i Obrońcą uciśnionych. Wysłuchuje On prześladowanych w imię fałszywej sprawiedliwości, uciskanych przez politykę niezgodną z zasadami moralnymi. On broni ludzi zastraszonych przez przemoc; a mimo to świadomych, że w Bogu mają swojego Zbawiciela. To, co wyłania się z tej modlitwy, to przede wszystkim poczucie powierzenia się i zaufania Ojcu, który wysłuchuje i przyjmuje. Dzięki tym słowom możemy głębiej zrozumieć błogosławieństwa wypowiedziane przez Jezusa.

I to jest chyba najgłębsze znaczenie tego dnia. I nie chodzi tylko o to, aby pomóc tym, którzy są w potrzebie, aby okazać miłosierdzie ubogim, ale o to, aby samemu stać się „anavim”, czyli ubogim, zdanym jedynie na Boga. To przecież jest główna idea ośmiu błogosławieństw, kiedy Chrystus mówi:

Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.” (Mt 5,3-11)

 


HOMILIA II

Kiedy przyjdzie czas …

Jak to będzie przy końcu świata? Niektórzy wstaną z martwych do życia wiecznego, inni zaś na wieczne potępienie… Ciekawi nas to i interesuje raczej z czysto komercyjnego, a nawet rozrywkowego punktu widzenia. Chcielibyśmy to zobaczyć na filmie, jak w „Armagedonie” lub poczytać, jak o zagadce zaginięcia Atlantydy. A przecież z każdym dniem naszego życia zbliżamy się nieubłaganie do naszego osobistego dnia sądu, dnia ostatniego naszego życia, do naszego osobistego, małego końca świata. Coraz bardziej czujemy, jak nasze ciało przestaje działać, jak sprawna i dobrze wyregulowana maszynka, jak bolą nas coraz bardziej stawy i kości, jak serce od czasu do czasu odmawia posłuszeństwa i oddech staje się coraz krótszy… a my nie umiemy rozpoznawać znaków czasu i nie chcemy się przyznać, że zbliża się czas… moment ostatecznego rozrachunku. Jest gdzieś taki krajobraz, który zobaczę, jako ostatni Jest w kalendarzu taka data, która dla mnie będzie ostatnią datą. I na zegarze godzina… moja ostatnia… godzina. Czy jestem gotowy? Czy zdaję sobie sprawę, że każdą chwilą i każdym czynem (dobrym lub złym) piszę swój testament, a właściwie należałoby powiedzieć otwarcie: „Piszę na siebie wyrok!

Wiem, że czytając te słowa czujesz się nieswojo i gotów jesteś zarzucić mi niedelikatność, brak wyczucia i grubiaństwo. To takie nieestetyczne. A w ogóle to niegrzecznie jest przypominać i mówić o „tych sprawach„. Tylko, że ten dzień ostatni zbliża się do każdego z nas nieubłaganie, bez względu na to czy jest to estetyczne czy nie, czy tego chcemy, czy nie chcemy o tym słuchać.

„Kiedy przyjdzie czas… jedni wstaną do życia wiecznego, inni zaś na wieczne potępienie…”

A gdzie ja będę? Po której stronie? Już teraz o tym decyduję. Moim codziennym życiem…


HOMILIA III

W miarę jak zbliżamy się do końca roku liturgicznego (za dwa tygodnie już pierwsza niedziela Adwentu) tematyka Słowa Bożego coraz częściej dotyka rzeczy ostatecznych. Zarówno pierwsze czytanie z księgi Daniela, jak i Ewangelia poruszają temat wielkich ucisków i niezwykłych znaków, zapowiadających czasy apokaliptyczne. Nie są to na pewno sprawy o których można mówić w sposób lekki i rozrywkowy.

Możemy jednak zadać pytanie … po co? Po co czytamy te fragmenty w kościele w czasie liturgii? Co więcej, w świetle tego co rozgrywa się na naszych oczach, jak chociażby piątkowe zamachy terrorystyczne w Paryżu, uzasadnionym wydaje się pytanie: „czy to już??? czy już żyjemy w zapowiadanej przez Chrystusa erze końca czasów?

Nie wdając się w apokaliptyczne dywagacje, warto jednak najpierw zobaczyć co naprawdę mówi Chrystus i o czym chce nas pouczyć?

Najpierw …

Po co -w ogóle- Jezus o tym mówi i to nawet w tak katastroficzny sposób? Przecież nie chodzi Mu na pewno o podniesienie nam ciśnienia czy o straszenie. Pan Jezus nie jest też reżyserem filmowym, czy pisarzem katastroficznych książek i nie zależy Mu, ani na popularności, ani na wywołaniu zamieszania czy paniki, ani na podniesieniu sprzedaży … Pisma Świętego.

Po co więc o tym mówi i to w dosyć dramatyczny sposób: „słońce się zaćmi, księżyc nie będzie świecił i gwiazdy spadać będą …

Ano właśnie, mówi po to, aby:

  • nas przygotować, abyśmy się nie łudzili, że świat w którym żyjemy jest wieczny, że będzie trwał bez końca i że nasze ostateczne przeznaczenie zamyka się w tej doczesnej rzeczywistości. Jakże wielu bowiem ludzi żyje tak, jakby całe ich życie i szczęście miało się zamknąć w tutaj?
  • mówi po to, żebyśmy nie zapomnieli po co i do czego tak naprawdę zostaliśmy stworzeni i jakie jest nasze ostateczne przeznaczenie,
  • mówi po to, abyśmy nie dali się zwieść złudnemu przekonaniu, że dostatek i dobrobyt doczesny zapewnią nam całkowite i pełne szczęście,
  • mówi po to, aby nam przypomnieć, że świat w którym żyjemy jest tylko rzeczywistością przejściową, rodzajem poczekalni, z której -przyjdzie czas, że- trzeba będzie ruszyć w ostateczną podróż do domu,
  • mówi po to, żeby nam przypomnieć (NIE POSTRASZYĆ), że „jedni zbudzą się do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznemu potępieniu”.

Warto tak trochę z boku, z dystansu przyjrzeć się światu, w którym żyjemy i zobaczyć ileż w nim nadmiernego zatroskania o sprawy naprawdę drugorzędne, o dobra przemijające? Ileż wśród ludzi zaaferowanIa sprawami mało ważnymi, gromadzeniem skarbów, których nie wezmą ze sobą … „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza je niszczy i skąd złodzieje wykradają je. Gromadźcie sobie skarby w niebie. Gdzie jest bowiem twój skarb, tam, również będzie twoje serce.(Mt 6:19-21)

Chrystus na pewno nie chce nas straszyć, chce nas raczej upomnieć, przestrzec przed ułudami jakimi karmi nas świat.

„Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?  Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.” Mt 16:26-27)

I po drugie:

Warto też zobaczyć, że nie podając definitywnie terminu (o dniu owym lub godzinie nikt nie wie), Chrystusowi nie chodzi o straszenie, czy o katastrofizm, ale o to abyśmy stale byli gotowi, abyśmy nie dali się zwariować i nie ulegali pokusie zamykania swojego życia w doczesności.

Pojawia się też na pewno uzasadnione pytanie, czy to, co dzieje się od kilku lat w Północnej Afryce i na bliskim wschodzie: Syria, Libia, Irak, Nigeria, Republika Środkowej Afryki, czy to już początek znaków zapowiadanych przez Chrystusa? A to co działo się w lecie, kiedy dziesiątki tysięcy emigrantów chroniły się w Europie przed wojnami w ich własnych krajach? A to dzieje się od piątkowego wieczoru w Paryżu, bliżej nas?

… Czy to wszystko jest już początkiem zapowiadanych przez Jezusa znaków?

Na pewno nie ma łatwych odpowiedzi na te pytania, ale jednak pytania trzeba stawiać, pytania niewygodne i pytania które nam dokuczają, i nie pozostawiają w błogim spokoju, bo to właśnie jest cel wypowiedzi Chrystusa takich jak w dzisiejszej Ewangelii.

Oczywiście, nie można być takim totalnym pesymistą czy katastrofistą, ale czy Jezus jest pesymistą i katastrofistą, kiedy w wielu miejscach Ewangelii przestrzega i przypomina, abyśmy nie popadli w euforię i samozadowolenie.

Żyjemy rzeczywiście w bardzo napiętych czasach. Docierające do nas wiadomości z różnych części świata na pewno nie są „hurra optymistyczne”. Właściwe pytanie nie jest jednak: „Czy koniec świata jest już bliski?” właściwe pytanie powinno raczej być: „Czy to wszystko ma jakikolwiek wpływ na zmianę naszych zachowań, czy naprawdę ludzie się tym cokolwiek przejmują? Czy ja sam cośkolwiek zmieniam w moim codziennym życiu? Bo to jest właśnie to, o co chodzi Zbawicielowi w dzisiejszej Ewangelii.

Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.

A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. (Łk 12:39-40).

Oczywiście, nie można być całkowitym pesymistą, bo wasza tutaj obecność w każdą niedzielę jest dowodem na to, że jest jednak jeszcze jakaś nadzieja, że Słowo Boże ma szansę dotarcia do ludzkich serc, że nie wszyscy szukają jedynie pieniądza i łatwego życia, że są ludzie, którzy myślą o czymś więcej niż o gromadzeniu dóbr przemijających. Czy jednak ja znajduję się wśród nich?