29 marca – środa IV tygodnia WP

Chrystus Syn Boży – Człowiek

Jezus Chrystus na pewno jest Synem Bożym, objawiającym się Bogiem (por. Kol 1, 19), najdoskonalszym obrazem niewidzialnego Boga (por. Kol 1, 15-20), ale też doskonałym człowiekiem, drugim Adamem (por. 1 Kor 15, 22). W Nim Bóg ukochał całą ludzkość i w Nim mamy dostęp do Ojca (por. Ef 2, 18). Po to stał się człowiekiem, aby objawić nam Boga, i aby nas do Boga doprowadzić (por. 2 Kor 5, 19) – przywrócić nam utracone życie wieczne. Ta dwojaka funkcja Chrystusa jest tak komplementarna, że trudno niejednokrotnie o niej mówić, trudno też ją zrozumieć. Wynikają z niej jednak konkretne konsekwencje. Nie mogę inaczej podobać się Bogu, jak tylko udoskonalając w sobie obraz Chrystusa (por. Rz 8, 29; 2 Kor 5, 17), upodobniając się w moim człowieczeństwie do najdoskonalszego człowieka, jakim jest Jezus Chrystus. Tylko w Nim, przez Niego i z Nim mogę na powrót odzyskać utracone dziecięctwo Boże (por. Kol 1, 16). W Nim Bóg objawia się człowiekowi na sposób w pełni ludzki, ale też w Nim człowiek zmartwychwstaje do życia wiecznego. Chrystus, jako najdoskonalszy człowiek staje się dla mnie jedynym Pośrednikiem (por. 1 Tm 2, 5), jedyną Prawdą i Drogą do Ojca (por. J 14, 6). On przez swoje absolutne posłuszeństwo wobec woli Ojca, zadośćczyni za moje grzechy i tym samym otwiera mi drogę do Boga (por. Rz 5, 19). Człowiek sam z siebie i o własnych siłach nie jest zdolny do Boga powrócić i dlatego sam Bóg w Osobie swego Syna stał się człowiekiem, aby nas do siebie doprowadzić (por. Kol 1, 20; Hbr 1, 1-5). To są ogromne, niesamowicie głębokie prawdy, które muszę uczynić swoimi, wewnętrznymi, aby przemieniały moje życie. Ma się ono stać „uchrystusowione”. Bo Bóg nie zapomina o żadnym ze swoich dzieci, bo żadnemu nie odmawia swojej miłości.

Każdy z nas nosi w sobie obraz Syna Bożego (por. 1 Kor 15, 49) i w każdym z nas, także we mnie, Bóg miłuje swego Syna, o tyle, o ile jestem do Niego podobny. O tyle, o ile odnawiam w sobie zamazany grzechami obraz dziecka Bożego, o ile słucham głosu Syna Bożego. Stąd Ojcowie Kościoła nazywali chrześcijan (wierzących) Christoforos, czyli „noszący Chrystusa”. Warto więc częściej zadawać sobie pytanie: „Na ile jestem podobny do Chrystusa, na ile odnawiam w sobie Jego obraz?” To bowiem jest jedynym wyznacznikiem mojej wiary i zapowiedzią życia wiecznego z Chrystusem w Bogu.

więcej materiałów TUTAJ

Image result for noszący Chrystusa

28 marca – wtorek IV tygodnia WP

Oczyszczeni wodą Chrztu Świętego

Wizja ezechielowej świątyni, z której wnętrza wypływa źródło cudownej rzeki i uzdrowienie chorego przy sadzawce Betesda mają wspólny mianownik: są zapowiedzią wód Chrztu świętego, które podobnie jak w prorockiej wizji staną się potężne i będą mieć lecznicze właściwości. Oczywiście należy rozumieć te prawdy w sensie alegorycznym. Wody Chrztu świętego stają się źródłem życia dla ochrzczonego, leczą jego duchowy paraliż, nawadniają i użyźniają całe obszary życia. Te wody mają cudowne właściwości, nie tylko obmywają, ale i otwierają duszę człowieka na łaskę (por. Hbr 1, 22; Ez 36, 24-25). Jednak ostatecznym wypełnieniem proroctwa Ezechiela jest wizja apokaliptyczna (por. Ap 22, 1).

W Pierwotnym Kościele, na zakończenie Wielkiego Postu, w Wigilię Paschalną udzielano Chrztu Świętego katechumenom, którzy przygotowywali się do niego przez dłuższy czas. Dlatego też ostatni okres Wielkiego Postu był wykorzystywany jako najbardziej odpowiedni do ponownego przypomnienia duchowego znaczenia i symboliki związanej z obrzędem Chrztu.

Ale jest też w dzisiejszej Ewangelii inne zdanie, które przykuwa moją uwagę. Jest to skarga człowieka chorego: Panie, nie mam człowieka… (por. J 5, 7) Jakże wielu ludzi w dzisiejszych czasach wypowiada ze skargą to samo zdanie. Żyjemy w tłumie, a jednocześnie jesteśmy tacy samotni. Iluż ludzi przygniecionych cierpieniem i opuszczonych mogłoby powtórzyć za chorym z dzisiejszej Ewangelii: „Panie, nie mam człowieka!!!”

Dlaczego tak jest? Dlaczego w tej globalnej wiosce, jaką jest współczesny świat jest tylu ludzi samotnych, wyrzuconych na margines życia? Czyż każdy z nas jest skazany tylko i wyłącznie na siebie samego, mimo tak wielkich komunikacyjnych udogodnień i nieustannych zapewnień płynących z krzykliwych humanitarnych sloganów, że człowiek to brzmi dumnie? Dotykamy bardzo smutnej prawdy, w której współczesny człowiek z bólem i wyrzutem nadal bezskutecznie woła: „Panie, nie mam człowieka!”

Czy i między ochrzczonymi, braćmi Chrystusa – nie jest tak samo?

Image result for uzdrowienie

więcej materiałów TUTAJ

27 marca – poniedziałek IV tyg. WP

Wiara

Często powtarzamy przysłowie: „wiara czyni cuda” i… cudów nie doświadczamy. Modlimy się i prosimy o coś i… nie otrzymujemy (por. Jk 4, 2-3). Dlaczego? Czyż nie dlatego, że brak nam wiary? Bóg gotów jest udzielać łask niezwykłych, darów niecodziennych, dóbr nieskończonych, tylko że nie chce nas uszczęśliwiać na siłę i wbrew naszej woli, bo czasami prosimy Go o rzeczy małe, a On chciałby dać o wiele więcej niż potrafimy pojąć. Wiara rzeczywiście czyni cuda (por. Mt 9, 20-22; Mk 10, 46-52; Łk 17, 12-19), tylko nam jej często brakuje. A przecież i o nią także trzeba prosić, jak Apostołowie (por. Łk 17, 5-6). Wiara nie jest czymś gotowym i zastanym. Jest raczej darem, o który musimy dbać, dobrem które musimy rozwijać, drogocennym skarbem, o który trzeba się troszczyć, perłą której trzeba szukać (por. Mt 13, 44-46). Wiara jest na pewno tą rzeczywistością, której nam najbardziej brakuje we współczesnym, zmaterializowanym świecie. Niesie ze sobą miłość, radość, pokój, dobroć, łagodność, opanowanie i wiele innych, tak bardzo nam dzisiaj potrzebnych wartości i cnót, z których świat współczesny jakby zrezygnował. (Gal 5, 22-23).

Image result for wiara

Nie wolno jej tylko lekceważyć, spychać na dalszy plan, czy zamykać w czterech ścianach prywatności. Nie wolno dać się omamić praktycznemu materializmowi, czy zredukować duchowych potrzeb jedynie do wzruszeń i tanich uniesień. Nie wolno sobie dać wmówić, że wiara to alienacja, coś wstydliwego i godnego pogardy, jak usiłują nas do tego przekonać współczesne, modne prądy pseudo-humanistyczne. Wiara jest bowiem zagrożona nie tylko w świecie, w spoganizowanej Europie głoszącej przewrotne hasła laickości, ale także w nas – we mnie i w tobie. Możemy ją łatwo stracić, jeśli nie będziemy o nią dbać. Należy często zadawać sobie pytanie: Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (por. Łk 18, 7-8) Czy znajdzie ją we mnie?

Spowiedź nie jest psychoanalizą …

Źródło: Spowiedź nie jest psychoanalizą …

„Ludzie coraz częściej spowiadają się z emocji, lęków, złości. Coraz większe zapotrzebowanie na psychologów przekłada się na konfesjonał – niektórzy traktują spowiednika jako pewnego rodzaju terapeutę

26 marca – IV Niedziela Wielkiego Postu

…aby świat został zbawiony

Bóg niewątpliwie jest bogaty w miłosierdzie (por. Ef 2, 4) i nie ma najmniejszej wątpliwości, że okazuje je wszystkim bez wyjątku (por. Pwt 5, 10). Jego miłosierdzie i przebaczenie nie znają granic… poza jedną – upartą, złą wolą człowieka. Bóg nie może okazać przebaczenia komuś, kto go nie potrzebuje, kto nie uznaje, że jest grzesznikiem, uważa że Bóg nie ma mu nic do wybaczenia. Chrystus na pewno nie przyszedł na świat, aby go potępić, ale aby go zbawić (por. J 3, 17). Nie może tego jednak zrobić na siłę i wbrew woli człowieka, bo za bardzo szanuje raz daną człowiekowi wolność. I tu tkwi cały problem. Nie można bowiem grzeszyć, pozwalać sobie na niefrasobliwość i lekceważenie Boga, na anarchię i samowolę, a jednocześnie wmawiać sobie, że Bóg i tak mi wybaczy, i tak mnie zbawi, bo jest miłosierny i przyszedł, aby świat zbawić (por. Syr 5, 3-7: J 12, 47).

Dlatego też Chrystus ustawicznie i mocno podkreśla konieczność stawania w świetle prawdy, przede wszystkim w prawdzie o sobie samym. Prawda jest siłą wyzwalającą (por. J 8, 32) i zbawiającą, bo to On sam, Jezus Chrystus jest Prawdą, która zbawia (por. J 14, 6). Żyć w Prawdzie, to widzieć siebie takim jakim się jest, widzieć swoje zalety i dobro, ale też uznać swoją niewystarczalność i grzeszność, bo to uczy pokory i pozwala przyjąć Chrystusa Zbawiciela. Jest to jedyny sposób, aby dostąpić Bożego miłosierdzia. I stale powracają słowa: „Bóg stworzył nas bez nas, ale zbawić nas bez nas nie potrafi”. A kto twierdzi, że jest bez grzechu, jest kłamcą (por. 1 J 1, 10) i nie ma w nim prawdy. Czy żyję w świetle prawdy? Czy raczej unikam tego światła, bo mam coś do ukrycia i światło mnie razi? (por. J 3, 19-21)

Przez najbliższe dwa tygodnie będziemy śledzić wraz ze św. Janem, w jego Ewangelii, dyskusję Jezusa z faryzeuszami. Ale jest to także – w pewnym sensie – dyskusja Jezusa ze mną i ze współczesnym światem na temat Prawdy, która się w Chrystusie objawia. Czy jestem gotów tę Prawdę przyjąć ze wszystkimi jej konsekwencjami?

IV Niedziela Wielkiego Postu (Msza do wyboru)

Światłość świata

Dziwna ślepota, która ogrania ludzi jest chorobą nie oczu, ale duszy. Człowiek widzi wtedy to, co chce widzieć i tak, jak tego chce. Taka choroba zasłania mu rzeczywistość i powoduje, że człowiek żyje w świecie ułudy i mirażów. Taka ślepota powoduje nie tylko to, że nie widzimy żyjącego obok nas bliźniego, ale także nie widzimy Boga. Co więcej, to co widzimy jest niejednokrotnie tylko projekcją naszych pragnień i oczekiwań, a nie rzeczywistością. I dlatego Chrystus proponuje nam uzdrowienie, przywrócenie wzroku, abyśmy mogli popatrzeć na świat i zobaczyć go takim, jakim Bóg go stworzył i jakim On go widzi (por. 1 Sm 16, 7). Nasz bowiem ogląd nie jest ani prawdziwy, ani dogłębny, a pozory przecież często mylą. To, co my sami bierzemy za trwałe i ważne, okazuje się ulotne i drugorzędne. Bóg bowiem inaczej patrzy i inaczej widzi. Wybiera to, co słabe i to, co wzgardzone przez człowieka, aby nikt wobec Boga się nie chełpił (por. 1 Kor 1, 25-29). Ta Boża optyka, to widzenie świata w Bożym świetle wydają się nam czasami nie do przyjęcia, a przecież światłość, którą Chrystus przyniósł na świat, jest światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka (por. J 1, 9), jeśli tylko człowiek nie chce uparcie trwać w ciemności (por. J 8, 12; 12, 35).

Może dzisiaj, w czasach rozświetlonych tak wieloma pozornymi światłami i świecidełkami, trzeba nam przejrzeć i nie dać się uwieść, a tym bardziej oślepić światłom rampy, które po przedstawieniu zgasną? Może potrzeba nam, nie coraz bardziej finezyjnych okularów i soczewek, ale światła nadprzyrodzonego, aby dojrzeć to, co w życiu naprawdę ważne? (por. Ez 12, 2)

Nie mów, że widzisz, skoro być może już dawno straciłeś z oczu to, co najważniejsze, skoro dostrzegasz już tylko to, co chcesz, a najczęściej jedynie koniec własnego nosa.