XXIV Niedziela w ciągu roku – B

Iz 50,5-9

Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się
nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje
rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan
Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz
moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który Mnie
uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze Mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim
oskarżycielem? Niech się zbliży do Mnie! Oto Pan Bóg Mnie wspomaga. Któż Mnie
potępi? Wszyscy razem pójdą w strzępy jak odzież, mól ich zgryzie.

Jk 2,14-18

Jaki z tego pożytek, bracia moi,
skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy
/sama/ wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają
odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w
pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! – a nie dacie im tego, czego
koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli
nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś
powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez
uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków.

Mk 8,27-35

Potem Jezus udał się ze swoimi
uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: Za kogo
uważają Mnie ludzie? Oni Mu odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela, inni za
Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków. On ich zapytał: A wy, za kogo mnie
uważacie? Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz. Wtedy surowo im przykazał,
żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi
wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w
Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił
zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać.
Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź
Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.
Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto
chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i
niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci
swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.

Kto chce zachować swoje życie …

Stracić życie … jak łatwo się
słucha takich pięknych słów i jak łatwo mówi się na ten temat piękne kazania.

Jak łatwo deklaruje się wierności
Chrystusowi i jak łatwo -w słownych deklaracjach- idzie się za Nim? Piotr
odpowiedział zgodnie z prawdą i zgodnie ze swoim najgłębszym przeświadczeniem:
Ty jesteś Mesjasz„, ale chyba nie rozumiejąc do końca,
co to znaczy… A kiedy Chrystus wyjaśnia z całą szczerością i realizmem, na
czym polega Jego mesjańskie posłannictwo… Piotr -nadal nie rozumiejąc-
próbuje przywołać Jezusa do porządku i przypomnieć, że Mesjasz zapowiadany w
Starym Testamencie nie taką ma rolę do spełnienia. I co ….?

Zdrowy rozsądek, ludzkie myślenie, ludzkie
kalkulacje… A Chrystus z całą wyrazistością powtarza: „Jeśli kto
chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój…”
A
my byśmy woleli nosić krzyż w butonierce, jako piękną ozdobę… I to na tym ma
polegać zbawienie ofiarowane przez tego Mesjasza? Weź swój krzyż i chodź za mną!
A my byśmy woleli sukcesy i karierki, pierwsze miejsca na ucztach i zaszczytne
ławki w kościele… i żeby nas wszyscy na ulicach pozdrawiali z szacunkiem…

Dziwny to Mesjasz i dziwny Król, który
takie rady daje. Miał rację Piotr upominając Chrystusa: „Mówiąc w
ten sposób tracisz wyznawców! Bądź, chociaż odrobinę roztropny i nie strasz
ludzi, bo wszyscy od Ciebie odstąpią.
” A jakże często słyszy się
takie słowa w dzisiejszym „radosnym duszpasterstwie? A Chrystus na to z uporem:
… kto chce zachować swoje życie, straci je…” A ty…? Czy
nie zauważyłeś jak tracą je ci wszyscy, którzy tak kurczowo i za wszelką cenę,
chcą je zachować, osiągnąć sukces, wygrać na loterii, za wszelką cenę uczynić je
szczęśliwym i wygodnym? Nie zauważyłeś, że to nie Piotr ma rację ze swoją
zdroworozsądkową logiką ludzkiej pomyślności i sukcesu? „Trudna jest
ta mowa i któż jej może słuchać!
”… oj trudna i nie łaskocząca uszu…

A Chrystus z uporem maniaka powtarza:
… kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je…” A
ty czy gotów jesteś -ot tak po prostu- stracić, zmarnować swoje życie? Nie
szukać swego, nie zabiegać, nie robić zapasów, nie zbierać, nie chomikować,… ot
tak po prostu stracić, zmarnować swoje życie… nie widząc ani sensu w tym co
robisz, ani efektów tego czemu poświęciłeś całe swoje życie, ot tak po prostu
zmarnować je „bezsensownie” dla Chrystusa…. bez jakiejkolwiek godziwej
zapłaty, bez tytułów, fioletów i zaszczytów…

I to jest właśnie ta wiara, która nie
jest martwa, która nie na słownych deklaracjach polega, wiara św. Jakuba,
wiara, która nie gada słodko i pobożnie, pięknie i retorycznie, stylistycznie i
zgodnie ze wszelkimi kanonami homiletyki … to jest ta wiara, która czynem
żyje i życie dla Chrystusa marnuje, traci w najbardziej „bezsensowny” i
nieefektowny sposób…

Panie nic nie rozumiem z Twojej Ewangelii,
bo ona nie na mój, wyrafinowany, ludzki rozum…

pozwól zrozumieć ją, chociaż sercem…

Reklamy

XXIII Niedziela w ciągu roku – B

Iz 35,4-7

     Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód; badyle w kryjówkach, gdzie legały szakale – na trzcinę z sitowiem.

Jk 2,1-5

     Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: Usiądź na zaszczytnym miejscu, do ubogiego zaś powiecie: Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego, to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?

Mk 7,31-37

     Znowu opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę.

Effatha

Dobrze czynił wszystko …

     Zapowiedź czasów mesjańskich wypowiedziana przez Izajasza na sześć wieków wcześniej realizuje się w Chrystusie w sposób dosłowny. Głuchym słuch przywraca i niemym mowę, otwiera oczy niewidomym i … No właśnie … czy także serca zatwardziałym? Symbolika gestu Chrystusa dokonującego cudownego uzdrowienia głucho-niemego ma swoją wymowę nie tylko na poziomie fizycznego uzdrowienia ciała, ale może jeszcze bardziej kiedy pomyślimy o głuchocie czy ślepocie duchowej. Jezus niewątpliwie uzdrawiał fizycznie tych, których do Niego przynoszono. On rzeczywiście „dobrze czynił wszystko„. On rzeczywiście jest zapowiadanym Mesjaszem, Uzdrowicielem, Zbawicielem i Panem Pokoju. Ale też … nie można tylko poprzestać na fizycznych uzdrowieniach.

     Jezus nieustannie woła do naszych serc, do naszych uszu i oczu: „Effatha – Otwórz się„. Człowieku XXI wieku otwórz swoje oczy i zobacz, że na tym -stworzonym dla ciebie świecie- istnieją także inni ludzie, zobacz ten świat i zobacz innych, twoich braci, bo czasami …, NIE !!! bardzo często, najczęściej !!! jesteś ślepy i nikogo poza sobą nie widzisz. Nie bądź ślepy i nie myśl, że na sukcesach doczesnych kończy się wszystko. Nie bądź ślepy i chciej dostrzec coś więcej niż to, co przed tobą na stole. Otwórz swoje uszy, niech w końcu usłyszą moje wołanie i wołanie twoich braci, nie bądź głuchy na Słowo Boże, nie bądź głuchy na wołanie innych, którzy są w potrzebie, a którym ty właśnie możesz pomóc. Człowieku otwórz w końcu swoje serce i przestań myśleć tylko o sobie i o swoich interesach. Otwórz twoje serce, bo ono właśnie najbardziej jest chore, głuche i ślepe.

     Przez to ustawiczne „Effatha – Otwórz się” Chrystus nieustannie próbuje otworzyć najpierw nasze zatwardziałe i zamknięte serca, ale także nasze oczy i nasze uszy, nasze usta i nasze dłonie. On stale i ustawicznie próbuje nas postawić na nogi, abyśmy nie potykali się już więcej o kamienie naszych grzechów i przeszkody naszych przyzwyczajeń. Abyśmy nie byli ślepi, ślepotą naszego egoizmu i głusi, głuchotą naszej pychy. Aby naszym bogactwem prawdziwym nie było tylko to, co materialnie posiadamy, ale abyśmy i my w ślad za Nim „dobrze czynili wszystko” i w ten sposób odkładali w banku, gdzie mól i rdza nie zniszczy naszych skarbów.

Jego wołanie „Effatha – Otwórz się” jest skierowane także do mnie

… czy ja je słyszę, czy też
– mimo Jego wysiłków –
nadal jestem głuchy?

W sprawie afery homoseksualnej w USA

Szatanowi najbardziej zależy na zniszczeniu Kościoła. Ale żeby się dobrać do tej rzeczywistości to musi najpierw zniszczyć dwie instytucje, które podtrzymują jedność i stanowią moc Kościoła. A są to: rodzina i kapłaństwo. Od lat już widać, co zrobił z rodziną: rozwody, rodziny patchworkowe, małżeństwa homoseksualne, małżeństwa w kryzysie, rodziny rozbite, małżeństwa przeżywające problemy, rodziny rozlatujący się, poranione dzieci. Wydawać by się mogło, że nie ma temu końca.

Od lat też przygotowywał atak na kapłaństwo. Nie wystarczały afery finansowe, zaniedbania w dziedzinie czystości i zachowania celibatu. Wziął się, więc za bardziej radykalne metody. Chce zniszczyć kapłaństwo najbardziej przewrotnym, perwersyjnym i diabelskim sposobem, przez homoseksualizm, grzech sodomski, przez zboczenie, dewiacje, pedofilię i perwersje. I przygotowywał to przez lata, i na wielu frontach.

„Księża”, „biskupi” i „kardynałowie” należący do „lawendowej mafii” – sodomici, to nie są ludzie, których należy żałować. Oni nie żałują za swoje grzechy. Oni tego nawet za grzech nie uważają. Oni nawet -szczerze mówiąc- nie są księżmi.

Oni nie zostali „kapłanami” po to, aby Kościołowi służyć, ale po to, aby go zniszczyć. Oni świadomie, dobrowolnie i perwersyjnie niszczyli Kościół od środka. Od 1924 r. do seminariów amerykańskich zaczęła napływać fala perwersyjnych zboczeńców, którzy mieli rozłożyć amerykański kościół od środka.

Zeznania Bella Dodd.

„W latach trzydziestych wprowadziliśmy tysiąc stu mężczyzn do kapłaństwa, aby zniszczyć Kościół od wewnątrz. Chodziło o to, aby ci ludzie zostali wyświęceni, a następnie wspięli się po drabinie wpływów i władzy, jako prałaci i biskupi.”

Byli to ludzie niewierzący w Boga, najczęściej ateiści, komuniści, a wśród nich także homoseksualiści, którzy zyskali w ten sposób łatwy dostęp do dużej liczby młodych chłopców. Zadanie nie było ciężkie: mieli za darmo mieszkanie i wyżywienie, cieszyli się szacunkiem i prestiżem społecznym, a jednocześnie ożywiało ich poczucie tajnej misji wymierzonej w znienawidzoną instytucję. Ryzyko zdemaskowania było żadne, bo nie musieli kontaktować się z centralą i wykonywać konkretnych zadań. Wystarczyło, że prowadzą podwójne życie.

Bella Dodd opowiadała, że był to pomysł Stalina, który sam w młodości był prawosławnym seminarzystą i zdawał sobie sprawę, jaką rolę odgrywa Kościół w życiu publicznym. To on nakazał sięgać po ludzi bez wiary i moralności, by – zgodnie z zasadami sztuki wojny Sun Tsy – rozkładać społeczeństwo wroga od środka.

W 1953 mieli już 4 kardynałów na Watykanie. „

Za: https://wpolityce.pl/swiat/410174-fatima-komunistyczna-agentura-i-homoseksualisci-w-sutannach

O Samej pani Belli Dodd

Tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Bella_Dodd

Opisuje swoje życie i doświadczenia w książce „Szkoła ciemności”

Nie dziw więc, że papież Paweł VI podczas swojej homilii wygłoszonej w 1972 roku w święto Apostołów Piotra i Pawła powiedział znamienne, wstrząsające słowa: „Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana.”

Za: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/03/22/papiez-pawel-vi-cala-wypowiedz-o-swadzie-szatana-ktorym-jest-brak-zaufania-do-kosciola-za-to-darzy-sie-zaufaniem-pierwszego-lepszego-swieckiego-proroka/

Kiedy widzi się, to, co teraz się dzieje, to nie trudno zrozumieć słowa Chrystusa, Który mówi: „czy Syn Człowiecze znajdzie wiarę, gdy przyjdzie?”  (Łk 18, 8b)

Ale także Jego słowach, gdy mówi: „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.” (Mt 10,22)

„Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą; a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.” (Mt 24, 11-13)

XXII Niedziela w ciągu roku – B

Pwt 4,1-2.6-8

A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan, Bóg waszych ojców. Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy Pana, Boga waszego, które na was nakładam. Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach powiedzą: Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny. Bo któryż naród wielki ma bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy? Któryż naród wielki ma prawa i nakazy tak sprawiedliwe, jak całe to Prawo, które ja wam dziś daję?

Jk 1,17-18.21-22.27

Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń. Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste, oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.

Mk 7,1-8.14-15.21-23

Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych /zwyczajów/, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, /dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie/. Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.

Homilia – I

Hipokryzja

Postawa krytykowana przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii jest nam wszystkim doskonale znana. To postawa tych wszystkich „sprawiedliwych”, którzy zawsze wiedzą lepiej i sami siebie uważają za sprawiedliwych i doskonałych. Oni mają najlepsze, najsprawiedliwsze, najbardziej obiektywne normy moralne i oni wiedzą, co naprawdę jest dobre, a co złe. To sytuacja, w której stawiam siebie samego za ostatecznie obiektywną normę moralności. Jakże często zdarza mi się tak właśnie działać w przekonaniu, że oto ja jestem ostateczną wyrocznią, jedynym sprawiedliwym, uczciwym i zachowującym całe prawo w sposób doskonały.

Chrystus wcale nie głosi tolerancji dla zła i nie pochwala grzechu, nie broni gorszycieli i nie uznaje moralnego relatywizmu. Warto tutaj przypomnieć sobie Jego słowa z Ewangelii św. Łukasza: „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych.” (Łk 17:1-2). Z drugiej jednak strony ci, którzy tak szybko osądzają i „wystawiają laurki” czyż nie są czasami gorsi od tych, których sami tak pryncypialnie osądzają? Tak łatwo jest ferować wyroki, tak łatwo skazywać i potępiać, samemu nie będąc wcale lepszym ani doskonalszym. Czy nie jest bardzo często i tak, że takie wydawanie pochopnych sądów i gorszenie się jest raczej próbą odwrócenia uwagi od siebie?

Oczywiście ewidentne i wyrządzające krzywdę zło nie może i nie powinno być tolerowane. Nie można pod płaszczykiem „wszechmocnej tolerancji” zgadzać się, czy pochwalać różnego rodzaju grzechów i perwersji, ale też zbyt pochopne osądzanie i „odsądzanie od czci i wiary” jest niedopuszczalne.

Co więcej jest rzeczą, co najmniej ciekawą, że w naszym współczesnym (bardzo często na głowie postawionym) świecie wielkie grzechy i zbrodnie są nie tylko tolerowane i akceptowane, ale nawet próbuje się je przedstawić, jako „prawa człowieka”, a sprawy mniejszej wagi są pryncypialnie napiętnowane i powodują powszechne zgorszenie. Przykład? Aborcja, będąca obiektywnym złem moralnym i zwykłym morderstwem jest nie tylko lekceważona i banalizowana, ale nawet domaga się dla niej „legalizacji”, a jednocześnie wszyscy, albo prawie wszyscy gorszą się i oburzają na „nieludzkie traktowanie zwierząt”. Nie jestem absolutnie zwolennikiem znęcania się nad zwierzętami, ale jest rzeczą, co najmniej dziwną i niezrozumiałą, że w niektórych krajach (Hiszpania, Francja) za przejechanie żółwia można dostać mandat do 4 tysięcy Euro, kiedy jednocześnie w szpitalach dokonuje się rocznie setki tysięcy „legalnych” aborcji. Oczywiście są to tylko skrajności, ale sądzę, że oddają one doskonale atmosferę współczesnego świata.

Mamy i my w Polsce bardzo popularne przysłowie, które mówi dokładnie o tym samym: „małych złodziei wieszają, dużym się kłaniają”. A stosunki pracodawca – pracownik w naszej polskiej rzeczywistości „drapieżnego kapitalizmu”, czyż nie są tego najlepszym przykładem?

Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Sam Chrystus odpowiada na to pytanie w dzisiejszej Ewangelii: „Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji…” I to jest właśnie hipokryzja i faryzeizm. Odrzucamy prawo Boże: „nie zabijaj”, „nie kradnij”, „nie cudzołóż”, nie mów fałszywego świadectwa” i w jego miejsce wprowadzamy nasze ludzkie prawa promujące egoizm, liberalizm, fałszywą tolerancję, perwersje i zboczenia. Domagamy się tolerancji dla poważnych przestępstw, a gorszymy się drobnymi wykroczeniami i niedoskonałościami. Przenieśliśmy środek ciężkości i centrum z obiektywnego Prawa Bożego i zastąpiliśmy go naszymi prawami ludzkimi opartymi na „widzimisię” i poszukiwaniu jedynie przyjemności, zaspakajaniu egoistycznych zachcianek.

I jest to dokładnie to, o czym mówi Chrystus na zakończenie Ewangelii: „… z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.

Homilia alternatywna

Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli …

Oj, jakże często w naszym życiu codziennym, a może nawet jeszcze bardziej w życiu religijnym spotykamy i dzisiaj taką właśnie faryzejską postawę hipokryzji, która przecedza komara i daje dziesięcinę z mięty, kopru i kminku (Mt 23,22-23)*, a nie zauważa czegoś daleko ważniejszego. Taką właśnie postawę obłudy i hipokryzji napiętnuje dzisiaj Jezus w Ewangelii. Postawę ludzi, którzy przywiązują wagę do rzeczy małych, czasami drugorzędnych, ludzi, którzy gotowi są u innych dostrzegać najmniejsze błędy i potknięcia, a jednocześnie w stosunku do swoich własnych błędów tak bardzo są tolerancyjni i tak bardzo -po prostu- ślepi. Taka postawa potrafi zatruć atmosferę w najlepszych nawet rodzinach, ale i w klasztorach. Cóż dodać, cóż ująć, cóż zmienić w słowach samego Jezusa: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach: Ten lud czci Mnie tylko wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji„. Jakże często ludzie tego typu są tak głęboko przekonani o swojej świętości i doskonałości, że nic, nawet te słowa samego Mistrza nie wywołują w nich żadnych wyrzutów sumienia i żadnej refleksji. Dlaczego tak jest? Bo ich serce stwardniało, bo ich religijność sprowadza się najczęściej do kilku zewnętrznych i pustych rytuałów (jak obmywanie kubków i dzbanków), bo ich miłość wywietrzała, bo ostatecznie ich wiara jest tylko zbiorem martwych reguł i tradycji.

Warto jednak zapytać i siebie samego: „A ja? Czy i ja nie należę do tej grupy? Czy i ja nie mógłbym sobie czegoś -w tym względzie- zarzucić? Warto zadawać sobie takie pytania często, bardzo często, a właściwie zawsze ile razy mam ochotę kogoś skrytykować, coś komuś zarzucić, wytknąć, coś u kogoś poprawić, skorygować… Warto sobie takie pytania zadawać i powtarzać: „Czy ja się, aby przypadkiem nie czepiam głupstw u innych tylko po to, aby przykryć daleko większe błędy u siebie?

Ale jest też i inna myśl w dzisiejszej Ewangelii. To myśl o tym, co drzemie w naszych sercach. Jeśli wszędzie widzę zło, nieprawość, głupotę… czy to, aby nie pochodzi z mojego serca? Czy to, aby nie moje serce jest źródłem przewrotności, zazdrości, chciwości, obłudy, pychy i głupoty? Jak ja przyczyniam się do wzrostu dobra w świecie? Czy tylko moim ustawicznym narzekaniem, utyskiwaniem, podejrzeniami, poprawianiem i naprawianiem innych? Czy aby nie dbam za bardzo i z przesadą o czystość zewnętrznej strony kubka i miski, skoro jednocześnie -w środku- pełne są one obłudy i chciwości, zdzierstwa i egoizmu? Takie pytania i rozważania na pewno nie są łatwe i przyjemne. Bo stawiają mnie one wobec mnie samego i wobec Boga, bo każą mi rewidować moje życie i moje postępowanie na każdym kroku i ustawicznie poddają w wątpliwość moją rzekomą świętość, nieomylność, dobroć, uczciwość i prawość. A zło jest obecne przede wszystkim w moim sercu i stamtąd wypełza, aby zatruwać i moje, i innych życie.

Z wnętrza, z serca mego pochodzą złe myśli o innych… tylko z mego serca… nie z zewnątrz…

* (Mt 23,22-23) „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!

26.08. Uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej

Prz 8,35
Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola uczynił – początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim, igrając na okręgu ziemi, znajdując radość przy synach ludzkich. Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie! Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich czeka, by czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana;

(lub) Iz 2,2-5

Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

Ga 4,4-7

Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.

J 2,1-11

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział, bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.


Obecna zawsze przy swych dzieciach


Czuwająca obecność Maryi – to główna myśl dzisiejszej Ewangelii. Ona z delikatnością czuwa i dostrzega braki i kłopoty, i z takąż samą delikatnością wstawia się za nami u swojego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa. Jest przecież Matką, a matka nie może inaczej, jak właśnie czuwać z delikatnością i prostotą nad dobrem swoich dzieci. Mądrość zaś dzieci polega na zaufaniu Matce, na posłuszeństwie i na uwierzeniu, że Ona naprawdę troszczy się o dzieci. Tylko, że ta Szczególna Matka, szczególna jeszcze bardziej w dziejach narodu Polskiego stale nam przypomina: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Syn mój wam powie.” Ta zachęta brzmi przez pokolenia i przez wieki i stale jakoś jest lekceważona w naszym życiu. Tak wielkie nabożeństwo mamy do Matki, Królowej, Jasnogórskiej Pani. Wielkie pielgrzymkowe tłumy ściągające z całej Polski do Częstochowy, a jednocześnie tyle w nas niewiary, prywaty, obojętności na potrzeby innych, obłudy, egoizmu, niesprawiedliwości. Ona umiała zauważyć brak i potrzebę swoich bliskich i zaradzić temu w sposób delikatny i troskliwy… A my? Raczej rzadko albo w ogóle nie…. My widzimy tylko koniec własnego nosa i nasze własne potrzeby i biedy…. „Zróbcie wszystko, cokolwiek Syn mój wam powie”, a my raczej nie chcemy Go słuchać, my raczej nie chcemy iść za Jej mądrym głosem i wolimy robić to, co nam się podoba i to, co nam akurat odpowiada. Smutna to rzeczywistość, takiej polskiej maryjnej pobożności, bardzo często tylko tkliwej i na pokaz.

Jej mądrość i matczyna dobroć serca mogłyby nas wiele nauczyć. Jej poddanie woli Bożej, Jej troskliwość i umiejętność dostrzegania ludzkiej biedy i ludzkiego nieszczęścia… mogłyby okazać się pomocne i w naszym życiu codziennym, społecznym, rodzinnym i sąsiedzkim, ale… niestety nie umiemy niczego się nauczyć, albo nie chcemy… Ona obecna zawsze przy swoich dzieciach i zatroskana o ich dobro, chce nam otworzyć oczy, a i serca nasze, abyśmy i my -czyniąc to co Syn Jej nam każe- umieli znaleźć prawą drogę w naszej codzienności. Tylko czy my chcemy słuchać Jej głosu i Jej rady? Czy my chcemy się od Niej czegoś nauczyć?

Święta Boża Rodzicielko, naucz nas troskliwej wrażliwości na potrzeby bliźnich.


Homilia alternatywna    Fenomen maryjny Polaków

Historia Polski związana jest od wieków niewątpliwie z osobą Niepokalanej Dziewicy. Jasna Góra z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej jest niekwestionowaną religijną stolica Polski. Pielgrzymki sierpniowe ściągają na jasnogórskie wały tłumy ludzi i to nie tylko Polaków. Jest to, sierpniowe pielgrzymowanie niezwykłym fenomenem socjologicznym, religijnym i duchowym. Szkoda tylko, że w wielu wypadkach fenomen ten ogranicza się do tych kilku sierpniowych dni. Na co dzień bowiem wydaje się jakbyśmy o naszej Matce zapominali, jakbyśmy zapominali o Jej słowach tak zdecydowanych i klarownych z dzisiejszej Ewangelii: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie”. Tak trudno jest nam przetłumaczyć narodowe i religijne uniesienia na język codziennego życia, tak trudno jest nam zaufać, zawierzyć, że Bóg dając nam Matkę, daje nam Ją, jako Matkę obecną w codzienności i nie oczekuje od nas jedynie euforycznych uniesień, a raczej religijnego kształtowania naszego codziennego życia. Tak trudno jest nam zawierzyć słowom Matki, Która kieruje nas wprost i bezpośrednio do Chrystusa. Czyżby miała się powtórzyć historia Izraela, o którym Bóg przez usta proroka Izajasza mówi: „ten lud zbliża się do Mnie tylko w słowach, i sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce jego jest z dala ode Mnie; ponieważ cześć jego jest dla Mnie tylko wyuczonym przez ludzi zwyczajem…” (Iz 29:13)?

A Europa patrzy na Polskę z nadzieją, że nasza religijność pomoże Europie odnaleźć to co ona zagubiła w swoim dobrobycie … Czy Polska rzeczywiście nie ma takiej właśnie misji do spełnienia? Czy nie po to, Maryja została ogłoszona Królową Polski, aby dać współczesnej spoganizowanej Europie na powrót Chrystusa? A może warto przypomnieć, że Polski Papież przez prawie 27 lat swego pontyfikatu stale wskazywał na Jej szczególną rolę w życiu Kościoła i naszego Narodu. Jego „TOTUS TUUS” – Cały Twój – mógłby przecież być hasłem życia każdego Polaka.

Święta Boża Rodzicielko, naucz nas wrażliwości na nauczanie Jezusa Chrystusa, na Odwieczne Słowo Boże.


26.08. – NMP – CZĘSTOCHOWSKIEJ – KRÓLOWEJ

Obraz matki Bożej Częstochowskiej został przywieziony do Częstochowy w 1382 roku przez Władysława opolskiego namiestnika tych ziem z ramienia Węgier. W drugiej połowie XIV wieku doszło do konfliktu polsko-litewsko-tatarsko-węgierskiego o Ruś Halicką. Władca Górnego Śląska, Władysław Opolczyk otrzymał od króla Węgier misję podporządkowania Rusi Halickiej Węgrom. Książę Opolczyk wywiązał się ze swojego zadania znakomicie, a w twierdzy Bełz obronił się przed połączonymi siłami litewsko-tatarskimi. W twierdzy Bełz modlił się o zwycięstwo przed prawosławną ikoną i uznał, że jej zawdzięcza ten militarny sukces. Ikonę zabrał ze sobą na Górny Śląsk. Obraz nie dotarł jednak do Opola. Władysław Opolczyk za zasługi dla króla Węgier otrzymał, jako lenno ziemię wieluńską przylegającą do Górnego Śląska. Tam w swojej nowej prowincji we wsi Częstochowa w roku 1382 ufundował nowy klasztor dla Paulinów, sprowadzonych z Węgier. W roku 1384 ofiarował Paulinom ową ikoną przywiezioną z twierdzy Bełz, która obecnie jest Matką Boską Częstochowską i Królową Polski. Od tego czasu miejsce to stało się szczególnie znane wśród Polaków i drogie każdemu chyba katolikowi w Polsce. Tak przynajmniej wydawać by się mogło, kiedy jest się na Jasnej Górze w drugiej połowie sierpnia, w okresie narodowej pielgrzymki. Tak mogło by się wydawać …

Wiele jest legend związanych z obrazem Jasnogórskiej Królowej Polski, wiele opowiadań i wiele pobożnych podań. Nie ma na świecie chyba Polaka, który nie znałby tego obrazu, znanego i wśród obcokrajowców jako „Ikona Czarnej Madonny”. Sam miałem okazję widzieć ten obraz w najbardziej nieoczekiwanych miejscach na świecie; na Syberii w Irkucku, w Morogoro w Tanzanii, w kościele zbudowanym przez polskich uchodźców wojennych i w maleńkim misyjnym kościółku na islamickich Komorach, w wielu kościołach i parafiach Kanady, gdzie nigdy nie pracowali nawet polscy księża.

Historia Polski od ponad sześciu wieków związana jest niewątpliwie z osobą Niepokalanej Dziewicy, Królowej Polski. Jasna Góra z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej jest niekwestionowaną religijną stolica Polski. Pielgrzymki sierpniowe ściągają na jasnogórskie wały tłumy ludzi i to nie tylko Polaków. Jest to, sierpniowe pielgrzymowanie niezwykłym fenomenem socjologicznym, religijnym i duchowym. Szkoda tylko, że w wielu wypadkach fenomen ten ogranicza się do tych kilku sierpniowych dni.

Niezwykły jest ten fenomen maryjny Polaków. Niezwykły, ale i zdumiewająco pełen sprzeczności. Na co dzień, bowiem wydaje się jakbyśmy o naszej Matce i Królowej zapominali, jakbyśmy zapominali o Jej słowach tak zdecydowanych i klarownych z dzisiejszej Ewangelii: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie”.

Jesteśmy narodem pełnym sprzeczności.

  • Konstytucja 3 Maja z 1791 roku, a w rok później liberum veto i Targowica,
  • Śluby Króla Jana Kazimierza, Częstochowa, kult Maryjny i w pewnym okresie najbardziej pijacki naród w Europie,
  • „Boże coś Polskę … ” śpiewane z głębokim przekonaniem w czasach komuny i jakoś tak szybko o tym zapomnieliśmy, że wrócił nam Ojczyznę wolną, bo sami poddajemy ją w niewolę przez nasze osobiste wybory,
  • Pielgrzymki na Jasną Górę i nasze narodowe przywary i grzechy,
  • Papież – syn Polskiego Narodu i nasze życie moralne i codzienne dalekie od przykazań i od Boga,
    • Maryja – Królową Polski i tak niewielu przejmujących się Jej słowami: „Uczyńcie cokolwiek mój Syn wam powie!”

Jesteśmy doprawdy narodem pełnym sprzeczności. Co to znaczy, że Maryja jest Królową Polski? Czyżby była to tylko okazja do jeszcze jednego dnia wolnego w pracy? Czyżby nasza religijność ograniczała się tylko do wielkich sierpniowych ceremonii, czyżby była jedynie religijnością na pokaz?

A Europa patrzy na Polskę z nadzieją, że nasza religijność pomoże im odnaleźć to, co zagubili w swoim dobrobycie… Czy Polska rzeczywiście nie ma takiej właśnie misji do spełnienia? Czy nie po to, Maryja została ogłoszona za Królową Polski, aby dać współczesnej spoganizowanej Europie szansę na powrót Chrystusa? Czy jesteśmy w stanie dać świadectwo naszej narodowej dumy i religijności, czy też damy się raczej spoganizować siłom konsumpcyjnego stylu życia i odciągnąć od Chrystusa?

A może warto przypomnieć, że Polski Papież przez prawie 27 lat swego pontyfikatu stale wskazywał na Jej szczególną rolę w życiu Kościoła i naszego Narodu. Jego „TOTUS TUUS” – „Cały Twój” mogłoby przecież być hasłem życia każdego Polaka.

MARYJO – KRÓLOWO POLSKI, MÓDL SIĘ ZA NAMI
MARYJO – KRÓLOWO POLSKI, BĄDŹ MOCĄ TWOJEGO LUDU
MARYJO – KRÓLOWO POLSKI – nie pozwól abyśmy się stali królestwem zła, egoizmu, pychy, zdrady, niemoralności i szatana!
ŚWIĘTA BOŻA RODZICIELKO – naucz nas wrażliwości na nauczanie Jezusa Chrystusa, na Odwieczne Słowo Boże.